Otwarta przestrzeń - Strefa II
#1

Cytat:
W tym miejscu kończą się drzewa a zaczyna kolejna strefa. Otwarta przestrzeń to miejsce, w którym rozciąga się ogromny teren pełen bagien, krzaków i pojedynczych drzew stojących raz na kilometr. Obszar ten ciągnie się około dwa, może trzy kilometry w głąb Starych Bagien. Można spotkać w tym miejscu różne potwory, czasem kryjówki bandytów i fanatyków religijnych. Choć... Przy tak niebezpiecznym miejscu, kryjówki kryminalistów niekoniecznie muszą tętnić życiem. Czasami mogą być zwyczajnie pełne martwych ciał. O ile takie nie zostały pochłonięte przez bezlitosne bagna.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







03.10.2012, 18:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#2

Słońce odbyło ze mną kolejny wyścig ku zachodniej stronie świata. Tym razem jednak, pomimo spóźnienia w podróży, walka nie była aż tak niewyrównana jak ostatnio. Brak oporów związanych z poruszaniem się po bagnistej strefie spowodował, że podróżowanie stało się o wiele przyjemniejsze. I tak oto, po licznych wysiłkach podróży, gdy tylko słońce zaczęło zachodzić za horyzont, wybiwszy się z ostatniego zawładniętego przez gęste drzewa pagórka, znalazłem się nagle jakby w zupełnie innej sferze. Przestrzeń w której się znajdowałem jakże różna była od tego co widziały moje oczy przez ostatnie dni i to pod wieloma czynnikami. Przede wszystkim zagęszczenie drzew było tutaj znacznie mniejsze, niemalże ograniczone do minimum, co oczywiście powitałem z zachwytem wspominając nocną walkę z drzewną bestią. Liczyłem, że na takim otwartym przestrzenie, obecność tego typu istot będzie ograniczona do minimum. Co jednak może mnie tutaj czekać? Oprócz braku drzew, moje mędrcze uszy uderzyło coś jeszcze - cisza. Dzika i niepokojąca cisza, ale niepokojąca w zupełnie inny sposób, niż ten niepokój doświadczany w gęstszym lesie... Mimo wszystko, było tu o niebo przyjemniej, niż w poprzedniej lokacji. Teraz trzeba było zadecydować co dalej...

Prawdopodobnym było, że mana zanęciła spory kawałek przestrzeni, tworząc ogromny trop prowadzący właśnie do mnie. Mimo podniecenia płynącego z walki, kolejnej konfrontacji wolałem uniknąć dlatego też trzeba było przedsięwziąć środki ostrożności. W momencie zauważenia licznych stawów, poczułem swoją przewagę. Gdy tylko odsunąłem się znacznie od gęstej sfery lasów, pozwoliłem sobie wyłączyć wysłużonego już trochę Łoter Klołka, a następnie odbić w stronę północną, nie chciałem bowiem, by wiedzione tropem ewentualne istoty miały nazbyt łatwo w polowaniu na mnie. Po drodze pozwoliłem sobie na szybką kolację i aktywację trzech pierścieni odnowy, a następnie zabrałem się za poszukiwania dostatecznie głębokiego zbiornika na przeczekanie nocy, który jeszcze przed władaniem księżyca chciałem sprawdzić i pobrać z niego manę. Jeżeli zbiornik był dostatecznie czysty, w planach miałem także napełnienie i uzupełnienie swoich "Wodnych Płuc" a także, pozostałych przeznaczonych na przenoszenie wody pojemników. Mimo, że teren dawał uczucie większego bezpieczeństwa, nie chciałem ulegać przeczuciu, bowiem nawet najmniejsza chwila nieuwagi skutkować mogła rychłą śmiercią z ręki jeszcze jakiegoś gorszego niż drzewiołak szkaradztwa. W myślach przewijało się tylko jedno słowo -"Czujność, czujność i jeszcze raz czujność!" - nie chciałem pozostać na nie obojętny...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






30.04.2019, 12:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#3

STRAŻNIK


isza przerywana własnym oddechem i krokami była czymś co towarzyszyło Mestowi przez długi czas wędrówki przez Trzecią Strefię Bagien. Nawet śledzący go Drzewołak z jakiegoś powodu nie wydał z siebie najmniejszego dźwięku. Na dodatek, w najgłebszych częściach tego morderczego boru nie istniał właściwie wiatr, który teraz dało się poczuć na skórze i który to poruszał gałązkami krzewów i drzew. Oprócz tego, w końcu dało się zasłyszeć śpiew ptaków, nieobecnych w okolicy kryjówki czarnołuskiego gada. Tak więc właściwie do uszu Mędrca dochodziło teraz sporo więcej przeróżnego hałasu niż nawet dwie godziny wcześniej.

Niestety, wadą wyjścia z bardziej centralnej okolicy był fakt że podmokłe tereny nie były już tak głębokie jak dawniej. Schowany pod powłoką wody Aquar wciąż byłby widoczny z powierzchni, a zebranie many ze stawu tylko pogorszyło by ten stan, zmniejszając ilość wody w zbiorniku. Otoczenie zaś było w miarę interesujące. Znajdowała się tam bowiem kolejna jaskinia. Rozmiarami nie dorównywała smoczej pieczarze, jednak także zdawała się być całkiem dobrym schronieniem na nadchodzącą noc. Zwłaszcza że na ten moment nie było w niej nikogo ani też niczego, nie licząc odrobiny mchu skrytego przed słonecznym światłem.

Nieco dalej w kierunku zachodnim uwagę Śwista mogły przykuć dwa ciała. Obgryzione były w większości z mięsa, a z pozostałych ich części roztaczał się trupi smród. Odziany byli w jakieś łachmany, z których teraz prawie że nic nie zostało, podobnie jak z ich plecaków których jedyną zawartością była pleśń tocząca racje żywnościowe. Jedynymi przydatnymi przedmiotami które przy sobie mieli była złamana siekiera, krótki żelazny miecz i obrobina złota. Liczne wgniecenia w nieboszczykach mogły wskazywać na to że umarli uciekając przed przeciwnikiem zdecydowanie większym od nich. Zginęli zaś nie wcześniej niż tydzień temu, o czym świadczyło zepsucie na ich ciałach.

Mest więc mógł wybrać by spędzić noc w pieczarze, lub którymś z większych bajor tu się znajdujących. Niestety, nie był w stanie jednoznacznie stwierdzić czy woda ze stawów nadawała się do spożycia – na pewno wyglądała lepiej niż ta napotkana wcześniej.
30.04.2019, 18:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#4

Moja wędrówka doprowadziła mnie do wreszcie czegoś konkretnego, do namiastki ludzkości. Była to co prawda już całkiem martwa, zjedzona i spleśniała namiastka, ale mimo wszystko rad byłem, że jest mi bliżej do jakiejkolwiek cywilizacji. Martwe korpusy zdradzały obecność na tych terenach czegoś znacznie przewyższającego zwykłego człowieka..."Czyżby kolejny Drzewiołak?" -pomyślałem. Coś mi jednak tu nie pasowało, bowiem Drzewiołak nie wyglądał mi na amatora smaku ludzkiego mięsa... chociaż kto go tam wie. Miałem nadzieję, że prędko nie odkryję tej informacji, a przynajmniej nie na swoim osobistym doświadczeniu...

Wokół mnie roztaczał się ciekawy pas możliwości, bowiem oprócz upragnionego zbiornika wodnego znalazłem również pieczarę. Niestety zbiornik wodny można było uznać za zbyt płytki, aby równać go z totalnie bezpiecznym, natomiast pieczara z dziwnych przyczyn nie wróżyła mi niczego dobrego. Lecz jak to mówią... bez ryzyka nie ma zabawy, a bez zabawy nie można mieć rąk pełnych roboty. Przyklasnąłbym sobie za tę serię fantastycznych pomysłów, ale aktualnie nie mogłem. Aby zweryfikować jaskinie podszedłem do niej i aktywując na ułamek sekundy wodną soczewkę zdecydowałem się wejrzeć do środka, czy aby na pewno nie czeka mnie tam zagłada. Ku mojemu pokrzepieniu żadne straszydło nie zaplanowało akurat wyskoczyć i mnie pożreć. Jaskinia nie była zbyt głęboka, a nawet widać jej było dno. "No miejsce idealne!" - pomyślałem, tylko coś na duszy nie dawało mi spokoju. Nie czułem bowiem jakby ta jaskinia była prezentem od mojego mrocznego bóstwa. Mogła to być raczej pokusa, by zwyczajnie ulec słabości. Mimo wszystko ciekaw byłem, czy ewentualny przeciwnik zamieszkuje to miejsce... w tym celu, odwołując się do moich zdolności, nieopodal jaskini chciałem zrobić mini pułapkę.


Na początek powbijałem pięć ostrych rzutek w gruby, ciężki, urwany konar drzewa, tak by ostrze wyszło na zewnątrz, rękojeść została w środku. Następnie do oczek dwóch najbardziej wystających rzutek przywiązałem swoją pancerną, specjalistyczną żyłkę i przy pomocy noża przerzuciłem żyłkę na najgrubsze drzewo znajdujące się nieopodal jaskini. Zaciągając ją, umieściłem ciężką naostrzoną świeżą maczugę w powietrzu. Następnie dalej korzystając ze swojej specjalistycznej żyłki, owinąłem ją po parokroć wokół pnia, a następnie plącząc specjalistyczny węzeł spróbowałem zrobić coś w deseń automatycznego zaciskowca zaraz pod maczugą, aktywującego się po zahaczeniu i zaciągnięciu pętli. Do tej samej pętli podciągnąłem linkę z maczugi i wbijając kolejną rzutkę w drzewo ustawiłem ostrze jak najbliżej aktywnej linki. W praktyce mechanizm działał następująco. Stworzenie zachęcone wchodziło w pętlę zahaczając ją wywoływało zacisk wokół kończyny, poprzez gwałtowne szarpnięcie wywołane spadającą naszpikowaną rzutkami maczugą. (im niżej maczuga tym ciaśniejsza pętla) W ten sposób stworzenie otrzymywało i brutalne uderzenie i unieruchomienie kończyny. Skrytobójcza żyłka, używana była przez najlepszych zabójców i cechowała się ogromną wytrzymałością jeśli chodzi o szarpanie, ciągnięcie i tym podobne, mogła również przy szarpaniu rozcinać ubranie skórę i tym podobne,  ale wystarczył odpowiedni kont nacięcia i struktura pozwalała się przeciąć ot tak, jak gałązka. Wierzyłem jedynie, że nie wyszedłem z wprawy w swoich umiejętnościach.

Jeśli udałoby mi się z powodzeniem zamontować pułapkę, kolejnym krokiem było rozsypanie w odpowiednich miejscach mięsa, które mogłoby zachęcić polujące na nie żyjątko. (przy okazji sam też coś pochłonąć) Na zakończenie swoich działań pozwoliłem sobie podciągnąć żyłkę ze sobą, w stronę obranego przeze mnie stawu, a następnie przywiązać ją z lekka do swojego pancerza. Tak żebym wiedział i obudził się jeśli coś złapie się w moje sidła. Po wykonaniu tych wszystkich przygotowań byłem gotowy, by zanurzyć się w swojej tymczasowej lokacji rekreacyjnej. Wreszcie to ja chciałem być polującym, ale zanim to nastąpi...


-Thornie daj mi zaznać wytchnienia...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






01.05.2019, 02:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#5

STRAŻNIK


ędrcowi bez problemu udało się utworzyć śmiertelną pułapkę która zachęciwszy jakieś zwierzę mogła dostarczyć mu kolejnego pożywienia. Ułożywszy się do snu mógł być prawie pewien tego że aktywacja wnyków wybudzi go ze snu i poinformuje o zwierzynie czekającej w przerażeniu aż zostanie dobita. Jednakże... nic takiego się nie wydarzyło. Mesta ze snu wyrwały promienie Słońca. Poraz kolejny wzbiło się ono wysoko i rozpoczęło już swą podróż. A maczuga wisząca w powietrzu przez cały czas nie poruszyła się nawet. Wszystko wskazywało na to, że prócz ptaków w okolicy nie znajdowała się żadna zwierzyna, ani też żaden potwór. Czy obecność smoka mogła być tego powodem? To było dość wątpliwe, biorąc pod uwagę fakt że nawet nieopodal jego pieczary Aquar był w stanie zwabić do siebie wiewiórki czy nawet sarnę. Porankowi towarzyszyła jedynie cisza, nawet najlżejszy wiatr nie odwiedził bagien. Dalszy odpoczynek zaś nie miał już wiele sensu.
13.05.2019, 10:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#6

en przybył tak nagle i niespodziewanie, jak ociekająca kropla czasem nagle odpada z nierównej powierzchni, by uderzyć w ziemię... i tak oto znalazłem się w onirycznej krainie bohaterów. Ilość posiadanych snów jaka przytrafiła mi się tym razem na tych dzikich ostępach, była wręcz zdumiewająca... kto wie, być może słał je sam Thorn w celu pokrzepieniu mojej posiekanej duszy, albo po prostu umysł w mglistych historiach pozwalał sobie na chwilę wytchnienia... Choć samych snów było mnóstwo to  w zaledwie parę sekund po wybudzeniu mój umysł zdawał się być już niesamowicie czysty... Miałem nadzieję powspominać je później. Poza świadomością sennych historii, ostało się coś jeszcze... pewne dziwne specyficzne uczucie, którego nie czułem od dawna -  wszechogarniające ciepło.

Otwierając oczy prędko zdałem sobie sprawę, że wczesny poranek już minął. Nie powiem... trochę mnie to zaniepokoiło. Bacząc na to jak naturalnie wyuczony organizm powinien powodować pobudkę wraz z pierwszymi promieniami słonecznymi tak teraz, kolejny raz byłem parę godzin "w plecy". Oznaczało to co najmniej to, że musiałem poddać się nazbyt dużej eksploatacji wytrzymałościowej i ciało, niepodobnie co do skupionego na celach umysłu jest przemęczone. Potrzebne będzie, przynajmniej jednodniowe wytchnienie...
Obserwując przebijające się promienie światła przez senną mętną wodę, pozwoliłem sobie na odrobinę lenistwa i rozmyślania, kierując swoje myśli w kierunku kolejnych działań. Na pierwszy rzut nie licząc śniadania i porannej porcji rozciągania i treningu pozostałej ręki, miało iść sprawdzenie pułapki, a następnie pozostawione ludzkie szczątki. Leżąc tak jeszcze, krótką chwilę pozwoliłem sobie wspomnieć swoją skrzydlatą towarzyszkę "Drzazgę", która prawdopodobnie wyczekiwała z utęsknieniem, aż ją przywołam swoim specyficznym gwizdem. Przeklęte smoliste nasączone magią ptaszysko wyuczone tak, by zawsze podążać za swoim właścicielem, niezależnie od okoliczności, szczególnie reagowało na manę właściciela i już po parokroć uratowało mi skórę. Chciałem, by tak było i tym razem. Przez niesprzyjające okoliczności trochę ją zaniedbałem, co pewnie niewątpliwie mi wypomni w jakiś kujący sposób. Na samą myśl, że pewno zdziwi się widząc, brak ulubionego elementu mojego ciała, wykrzywiłem twarz w dziwacznym uśmiechu.

No nic... Trzeba działać! - pomyślałem i ruszyłem za wytyczonymi wcześniej myślami.  Zwijając linkę, prędko zdałem sobie sprawę, że pułapka, mimo że mordercza, to nie spełniła swojej funkcji. Martwiła moją intuicje dosyć mocno wszechobecna cisza, która odwrotnie do wieczornej formy, roztaczała się wokoło pieczary. Czyżby, miało to być miejsce dla zamieszkania jakiejś złowrogiej istoty? Nie wiedziałem...

Zostawiłem samą aktywną pułapkę i pozwoliłem sobie wdrapać się na pieczarę, bądź największe drzewo w celu ogarnięcia terenu i wyznaczenia na przyszłość dogodnej trasy. W razie ostatecznej konieczności asystując się mackami, ale próbując raczej polegać na umiejętnościach i linie z hakiem. W końcu to też miała być forma treningu. Po oględzinach, kolejnym celem było udanie się w stronę zmasakrowanych ciał. Zakładając materiałową maskę i blokując nos, miałem nadzieję na nie przegranie pojedynku z zapachem. Podchodzić chciałem ostrożnie, by w razie jakichś nieoczekiwanych przebiegów zareagować. Na wstępie chciałem zrobić względne oględziny obrażeń, ubrań, pochodzenia, kierunku ucieczki, śladów - by wyciągnąć jak najwięcej informacji, a następnie z ciał zabrać wszystko co tylko mogłem uznać za przydatne bądź użyteczne pilnując, by nie mieć z trupami za dużo styczności...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






17.05.2019, 20:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#7

Każdy krok w kierunku rozkładających się zwłok przyprawiał mnie o mdłości. Nie zwykłem narzekać na moje nadludzkie atuty jakimi były polepszone zmysły, ale niestety... były momenty takie jak ten, które wołały o pomstę w stronę rządzących bóstw. Intensywny trupi zapach intensywnie wwiercał się w wrażliwe nozdrza powodując, że łzy napłynęły do moich dwukolorowych oczu. Jakby tego było mało, w pamięci pozostała nadal potyczka z masywną bestią, którą śmiało by można określić władcą żywiołu smrodu. Nie można powiedzieć, że obecny smród był intensywny jak tamten, ale samo dodatkowe wspomnienie wywołało naturalną reakcję odruchu wymiotnego, na szczęście powstrzymaną.

Dzięki bogom, jedyną pułapką zastawioną mi przez los za karę za moją chciwość, był okrutnie nieprzyjemny zapach i tak oto, po chwili już wracałem w stronę jaskini z nowym łupem. Nie było tego dużo... nie licząc czternastu srebrnych smoków, w mój ekwipunek wpadło jakieś ostrze od złamanej siekiery oraz żelazny miecz. Nim dołączyłem przedmioty do stałego ekwipunku uprzednio je dokładnie przepłukałem, tak by przypadkiem nie złapać czegoś od trupa. Mistrz po wielokroć wpajał mi i uczył na temat złego wpływu trupów na żyjących, ale posuwał się zazwyczaj do dziwacznych porównań i opowieści, jakby złe duchy pilnowały rozkładających się i zatruwały wszystko w swoim zasięgu...

Mięśnie wołały nienawistnie w stronę ich właściciela narzekając na coraz to mniej angażujący ruch i tak oto zostałem postawiony przed wyborem: Iść dalej, żeby zostawić w końcu to miejsce opuszczone przez bogów, czy może dać sobie na wstrzymanie chociaż dzień bądź dwa i dać szansę na regeneracje zbolałemu ciału. Decyzja była dla kogoś takiego jak ja naprawdę ciężka, bowiem odpoczynek kojarzył się jedynie z byciem za słabym, a tego choćby samego stwierdzenia nienawidziłem po całości...
Mimo, że umysł naciskał żeby przeć dalej, spełniać swoją powinność, a instynkt ostrzegał przed niebezpieczeństwem tego terenu, zdecydowałem się posłuchać jęków mięśni i dać im trochę wytchnienia. Przekonała w głównej mierze myśl, że jeżeli coś by mnie napadło przy końcu ucieczki, jakże bezwartościowa byłaby ona by się stała.

Moim wytchnieniem i ostoją, na czas rekonwalescencji miała stać się jaskinia, jednak bacząc na fakt terenu na jakim się znajdowałem, wolałem się nieco zabezpieczyć. Na swój cel obrałem dwa typy utrudnień.

Pierwszy, działać miał na zasadzie naostrzonego potężnego cięcia nacierającego po aktywacji, by rozciąć i unieszkodliwić cel. W tym celu przy pomocy linek, miecza i grubej drewnianej belki, stworzyłem morderczą konstrukcję. Rączkę i "zewnętrzną" część miecza przytwierdziłem do masywnego kawałka drewna by nadać kreacji większej masy, a linki zaciągnąłem tak, by uniosły wysoko twór i odchyliły w tył. Następnie, ustawiłem linkę aktywacyjną, żeby na nieuważną istotę poszło ogromne cięcie pędzące od sufitu na drugą stronę. Teraz trzeba było czekać, na tego na którego miała spaść zagłada.

Zaraz po ukończeniu pierwszej przeszkody, po krótkim odpoczynku i jeżeli teren nie budziłby moich podejrzeń planowałem przystąpić do kolejnego elementu mojego planu.Druga przeszkoda, była dziecinnie prosta. Zakładała, by przy wejściu z naostrzonych ciężkich pali, stworzyć coś w rodzaju prymitywnego ogrodzenia. Takie zastosowanie miałoby utrudnić wdarcie się do pieczary potężniejszemu przeciwnikowi, bądź większej ich liczbie, a w razie czego zwiększało też możliwości ofensywne...

I tak oto, wykonując poszczególne czynności z przerwami na długie odpoczynki, chciałem spędzić resztę dnia, w przerwach wylegując się na pieczarze, zajadając mięso i ewentualnie poszukując spacerami jakichś innych zdatnych do jedzenia produktów, takich jak pałki wodne w okolicach mojego poprzedniego noclegu, czy na również jeżyny, pokrzywy i tym podobne. Pozostawało w mojej głowie tylko jedno pytanie...

...Czy Thorn będzie dziś łaskawy...?


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






20.05.2019, 21:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#8

I tak oto, krok po kroczku rosła moja mała forteca. O ile z pułapką poszło gładko, o tyle problem pojawił się w momencie, gdy planowałem zrobić drugą część. Z powodu niedostatecznej ilości odpowiedniej jakości drewna, zmuszony byłem pokonywać coraz to większe odległości swoim spacerowym krokiem. Nie marnując czasu, przy okazji doszukiwałem się, wszelakiej maści ziół, które skrzętnie zbierałem. Niestety, tę lekcję którą sprawił mi Mistrz, przespałem. Wiedziałem, że poszczególne rośliny mogą się przydać, lecz do specjalisty było mi niestety bardzo daleko. Nie bacząc na niewiedzę, postanowiłem mimo wszystko zebrać trochę mniej, lub bardziej interesujących roślinek, z nadzieją że w niedalekiej przyszłości może coś mi się przypomni, bądź rozjaśni... Jednym z tych przykładów był mech, którego właściwości znałem doskonale. No dobra.. może nie właściwości, acz jedną główną zaletę tego zielonego porostu. Był miękki, więc doskonale nadawał się do zrobienia prowizorycznego, ale za to wygodnego posłania. Oprócz tego, do mojego inwentarza wpadło kilka pałek wodnych, wraz z kłączami. Ich szerokie możliwości zastosowania zostały dla odmiany przeze mnie doskonale zapamiętane. I tak, jak za mrugnięciem oka, minęło ponad pół dnia.

Budowałem jak w transie, z każdą chwilą powiększając swoją tymczasową bazę. Nie planowałem zostać w niej dłużej jak dwa dni, aż się moje ciało nie zregeneruje w pełni, lecz co ciekawe, budowanie tej, jakże improwizowanej bazy przynosiło mi nie lada frajdę. Kiedy zabierałem się za wykończeniówkę, coś wyrwało mnie z nieskażonej myślą poboczną podróży po morskich odmętach. Dziwny ryk dochodzący z południa, przeszył moje serce, które automatycznie zaczęło pompować krew... Instynktownie w obróciłem się w tamtą stronę dobywając morderczego Towarzysza o fioletowawym połysku, jednak na próżno. Prędko zrozumiałem, że zagrożenie, jeżeli takowe w ogóle istniało, musiało być naprawdę daleko. Więc póki co byłem bezpieczny. Można było uznać, że był to ryk bestii, bo na pewno nie żadnego człowieka, czy smoka. Jednak... co mogło rozwścieczyć nieczystą kreaturę? W głowie mimowolnie pojawiło mi się dwóch nieszczęśników, którzy nieopodal jaskini ponieśli dosyć nieprzyjemną śmierć. Czy to mogła być podobna historia? - pomyślałem. Miałem tylko nadzieję, że nie będę w niedalekiej przyszłości jej główny bohaterem. Mimo, że podróż w stronę ryku, aby zaspokoić ciekawość była absurdalnym pomysłem, tak coś wewnątrz niezmiernie kusiło, aby zawalczyć o dominację na tych dzikich terenach.

Korzystając z tego, że zostało mi sporo mniejszych gałęzi postanowiłem pobawić się jeszcze chwilę w zabójczego konstruktora... W okolicy wejścia postanowiłem wykopać trzy doły na głębokość i szerokość metra, po czym planem było, najeżyć je niezliczoną ilością mocnych drewnianych kolców, by na końcu zamaskować twór leśnym poszyciem. Takie zastosowanie miało na celu w razie czego zniechęcić przyszłego oponenta, bądź chociaż go osłabić przed starciem ze mną. Gdyby wszystko przeszło pomyślnie, a zachód słońca zacząłby mnie poganiać, to w zgodzie razem z nim po zjedzeniu kolacji postanowiłem skierować się do swojego małego domku na zasłużony sen...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






26.05.2019, 21:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#9

tak oto ambicja przerosła możliwości. Niestety, problematyka zadania jakie na siebie narzuciłem z lekka mnie przerosła. Już po krótkiej chwili wiedziałem, że plan którego się podjąłem jest nazbyt rozbudowany, by wypełnić go jednego dnia zwłaszcza, że słońce zaczynało gonić z lekka za horyzont. Zdecydowałem się na jedną konkretniejszą dziurę po przeciwnej stronie względem pułapki z maczugą, ale nadal w miarę blisko jaskini. Próbując różnych opcji zdecydowałem się skorzystać ze swojej ciężkiej i szerokiej rzutki - Siepacza. Konstrukcja tego zabójczego ogromnego narzędzia mogła być z lekka porównywana z małą łopatą, a zwłaszcza środek ciężkości. Niestety i tu wysiłek był ogromny. Aby się nieco odciążyć użyłem macki i żeby zmiękczyć grunt ścinałem go przy pomocy wodnego lasera.

Kopanie Siepaczem było nie tylko niewygodne, ale powolne i męczące. Nawet przy pomocy magii szło to wszystko dziwnie mozolnie. Prawdopodobnie zmęczone ciało dawało o sobie znać, że to już ten czas kiedy trzeba przestać bawić się w małego niezniszczalnego łotrzyka i po prostu odpocząć. Kiedy poczułem pierwsze skurcze wiedziałem, że już nie warto. Wykonałem niemalże połowę roboty. „Wrócimy do tego jutro” - pomyślałem i wypełniając dziurę kującymi gwiazdeczkami i krótszymi drewnianymi kolcami, a następnie zamaskowałem ją naturalnymi elementami lasu. Kujące gwiazdeczki okrzyknięte „największymi mendami” przez Lothilskich strażników podczas jednego z pościgów z miejsca zlecenia, były jednym z moich ulubionych gadżetów - choć kto wie, może to było określenie w stronę  uciekających z miejsca morderstwa Skrytobójców... lubiłem je przede wszystkim za skuteczność. Ich wykonanie jak i trwałość powodowało ze uciekinierzy korzystający z nich po umiejętnym rozsypaniu zyskiwali przewagę nad wrogiem zmuszając go do omijania przeszkody w przypadku zauważenia, bądź też co przyjemniejsze dla uciekających w przypadku niezauważenia wchodziły jak w masełko penetrując buty z nawet najtwardszej skóry "pościgujących" praktycznie uniemożliwiając dalszą sprawną pogoń. Element arsenału również nadawał się jako dodatek do pułapek i właśnie do tego postanowiłem go wykorzystać.  

Łaknąc odpoczynku zatrzymałem się jeszcze na chwile przed jaskinią, by zrobić mały powolny obchód dookoła niej skupiając swoje wszystkie zmysły, wyszukując obcych zapachów nosem, wyłapując nieznane dźwięki uszami i próbując przebić się oczami niemalże przez okoliczne drzewa, by dojrzeć jakiekolwiek zagrożenie, tak jakbym oczekiwał nieproszonego gościa. Jeżeli wszystko wyszłoby w porządku, udałbym się w kierunku wejścia pieczary, skrzętnie omijając pułapki i aktywując na chwilę wodną soczewkę. Rozejrzałbym się po jaskini próbując dokładnie zapamiętać wszystkie kształty, wystające kamienie i tym podobne, po czym skierowałbym swoje ciało na zasłużony odpoczynek na spreparowane wcześniej posłanie z mchu i i innych dodatków zmawiając wcześniej wyuczoną modlitwę.

-Thornie mroczny stróżu mój
Zapraw mnie pod bój
Na wschód, zachód
po południe, aż do północy
Bądź mi zawsze ku pomocy
Strzeż duszy, ciała wyznawcy swego
Prowadź mnie mnie Panie
Abym z łatwością niszczył
każdego przeciwnika Twego!


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






27.05.2019, 16:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Otwarta przestrzeń - Strefa II
#10

STRAŻNIK


oc minęła wyjątkowo spokojnie, jak na noc spędzoną na kamiennym posłaniu posadzki jaskini usytuowanej na Starych Bagnach. Chłód podłoża dał się magowi we znaki, sprawiając ból pleców poprzedniego dnia nie tylko nie zniknął, a jakby nawet nasilił się nieco. Podobnie jak w przypadku zbiorników wodnych, odpoczynek tu nie był specjalnie odświeżający i mężczyzna spędził śpiąc więcej czasu niż by chciał. Wycieńczony organizm domagał się łóżka. Wstanąwszy już skrytobójca mógł zauważyć że część z jego pułapek została aktywowana, a więc i pewnie odstraszyła jakiegoś niechcianego gościa. Po bliższej inspekcji nawet okazało się kto owym gościem był. Jego dwaj starzy znajomi, przeszukane wcześniej gnijące trupy znajdowały się teraz w dole, przebite palami, otoczone elementami poszycia lasu użytymi do ukrycia pułapki. Jeśli chodzi o samą okolicę jaskini to... wszystko było w jak najlepszym porządku. Przynajmniej na tę chwilę. Pozostałe pułapki stały na swoich miejscach, blokując Mędrcowi drogę z jego własnego tymczasowego domostwa.
31.05.2019, 12:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna