Trudne tereny - Strefa III
#1

Cytat:
Miejsce opuszczone przez bogów. Przynajmniej tak lubi się mawiać, gdyż w tym miejscu rzadko można uraczyć drugiego człowieka. Żyją tutaj głównie najniebezpieczniejsze stworzenia oraz te, które są w stanie poradzić sobie z trudnościami wynikającymi z ilości grząskich miejsc. Jeśli coś tutaj jest, to najprawdopodobniej leże smoka, a coś poza leżem...? Tego nie wiadomo za bardzo. Wiadomo natomiast z obserwacji i starych raportów, że miejsce oblegają wielkie, połamane drzewa, między którymi rozciąga się jedna wielka tafla bagien. Biada temu, kto spróbuje wejść bez przygotowania w centrum krainy.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







03.10.2012, 18:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#2

STRAŻNIK



obudka nie należała do najprzyjemniejszych. Co prawda Mest zdążył się już do tego przyzwyczaić, gdyż przez ostatnie kilka dni budził się i zasypiał niespodziewanie, nie do końca wiedząc gdzie się znajduje ani co się z nim dzieje. Jedynym co widział to postać smoka, który czuwał nad nim, dysząc ciężko. Za każdym razem w tym samym miejscu, spoglądając na niego z nienawiścią. Nic nie mówił, jedynie patrzył i czekał, aż Mędrzec w końcu dojdzie do siebie. Ile dni minęło? Nie miał pojęcia. Mogły być to ledwie chwile ale z drugiej strony ciągłe omdlewanie i ból w utraconym ręku sprawiał, że czas ciągnął się w nieskończoność. Tym razem miał się jednak obudzić na dobre.
Pierwszym co zauważył - poza oczywistym brakiem ręki - była jaskinia, w której wypoczywał. Ogromna pieczara, która ciągnęła się głęboko pod ziemię. Było nienaturalnie ciemno - na tyle, że mimo iż widział wyjście nie potrafił stwierdzić czy jest dzień czy noc. Wejście okrywała cienista kotara, za którą nic nie można było dostrzec. Był też ból. Ogromny, pulsujący, nie dający zapomnieć o stracie ręki. Umysł Śwista potrafił w tym momencie go przezwyciężyć i tylko jego niezłomna wola pozwalała mu zachować kontakt z rzeczywistością. W końcu wzrok Mędrca natrafił na ślepia smoka, który wciąż się w niego wpatrywał. Kiedy ten zauważył, że jego "ofiara" w końcu się obudziła, poruszył się. Pierwszy raz od czasu ucieczki z Valen Mest zobaczył z jak ogromnym stworem ma do czynienia. Jego grzbiet prawie zahaczał o strop wysokiej jaskini, zaś cielsko ciągnęło się tak daleko, że ginęło w mroku.


Nareszcie się obudziłeś. Dobrze, mamy wiele do zrobienia.

Głos rozbrzmiał w umyśle Mędrca prawie nie powodując ponownej śpiączki. Wzrok mu się zamglił, a świat stracił na ostrości. Kiedy znowu odzyskał jasność widzenia, smoka już nie było. Zamiast niego na ziemi leżało truchło sarny, bądź coś co kiedyś sarną było. Mieszanina krwawych ochłapów i kości wypuszczała z siebie świeże strugi krwi, barwiąc kamienie na szkarłatny kolor. Nawet ciemność jakby zelżała, chociaż wejście do jaskini wciąż skrywała magiczna kotara.
17.07.2018, 20:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#3


Zamknąłem oczy i pozwoliłem by w mojej głowie na nowo rozegrał się niedawny horror...

"Nie mamy czasu na twoją powolną podróż."

Słowa niczym grom przeszyły mój umysł, zapowiadając nieuniknione... Raz jeszcze poczułem jak smocze szpony na nowo zatapiają się w drogocennym prezencie od mojego smoczego rodzica. Kto mógł się równać z tym potworem? Ponownie byłem bezradny przeklinając swoje słabości...

Otworzyłem oczy. Nareszcie wybudziłem się na dobre. Nie wiedziałem ile czasu minęło, nawet mnie to specjalnie nie obchodziło wobec tego w jakiej byłem ogólnej kondycji. Jednak niewątpliwie... to właśnie czas był po mojej stronie, bowiem wraz z jego upływem moje ciało przyzwyczajone do wszelakich obrażeń działało na pełnych obrotach, aby funkcjonalność przywrócić znacznie przewyższając ludzkie, czy nawet mędrcze możliwości regeneracyjne. Oprócz okrutnego i nieustępliwego bólu pojawiło się kolejne odczucie, które z każdą chwilą dominowało coraz bardziej przybierając na mocy. Głód! To dziki i nieokiełznany głód zagościł w umyśle wypierając stopniowo ból. Nie było się czemu dziwić, ostatni posiłek jadłem... nawet nie pamiętam.Krew! Czuję krew. Gdzieś obok nie leży martwa zwierzyna! Gdybym tylko mógł...Postanowiłem się podnieść, lecz przyzwyczajony do wspierania się utraconą ręką zachwiałem się i osunąłem, boleśnie aktywując wrażliwe miejsce. Przeklinając w myślach ponowiłem próbę, neutralizując ból motywacją posiłku, niestety bezskutecznie. Byłem zbyt słaby i utraciłem za dużo krwi, by móc się utrzymać na nogach. Zamiast kolejnej próby, wsparłem się na pozostałej ręce, by rozejrzeć się po jaskini - była ogromna. Nic dziwnego, że tak ogromna bestia się tu mieściła. Wejście zasłaniała cienista zasłona, zapewne moc smoka powstrzymująca nieproszonych gości, przed wydarciem jego zdobyczy z sideł, a nieopodal mnie znajdowała się upragniona wizja spełnienia mojej aktualnej potrzeby.

Ostrożnie, by nie poruszyć uszkodzonej strony przysunąłem się jak najbliżej czegoś co odważnie nazwałem w myślach prezentem. Świeże, jeszcze ciepłe pełne krwi mięso drażniło przyjemnie moje smocze nozdrza dając wygłodniałemu ciału wspomnienia z dzieciństwa spędzonego z Lazurowym. Nie czekając zatopiłem swoje zęby w nieszczęsnej sarnie pozwalając, by dzikie instynkty na ten moment przejęły nade mną kontrolę. Nie potrzebowałem nic kroić, obrabiać przerabiać, do szarpania mięsa wystarczały do tego moje mocne spiczaste i ostre kły. Mimo, iż od ostatniego razu kiedy jadłem surowe mięso minęło trochę czasu, nie odzwyczaiłem się i rozkoszowałem swoje podniebienie i żołądek prawdziwie przeznaczonym dla niego pokarmem.

Gdy zaspokoiłem swój pierwszy jak i drugi głód, a siły powróciły do ciała kolejny raz postanowiłem stanąć na nogi... Tym razem się udało, choć nie bez zachwiania. Pierwsze co poczułem oprócz ukłucia bólu od poruszenia była znaczna różnica w balansie ciała. Cóż kwestia przyzwyczajenia... - pomyślałem pozwalając, by cyniczny uśmiech zagościł na mojej twarzy. No, na pewno nie przyjdzie to zbyt łatwo, ale zważywszy na okoliczności mogę nie mieć na to czasu... Chyba nigdy przedtem w takiej bliskości z Thornem nie byłem. Zaledwie parę kroków do odesłania na tamten świat... Przeklęte bóstwa spróbowały mi odebrać moją legendarną zdolność... Ale nic z tego! Została mi jeszcze druga ręka!

Po zakończeniu wewnętrznego monologu zwróciłem się ponownie w stronę truchła sarny i położyłem na niej buta, by następnie pewnym acz zdecydowanym ruchem wyszarpać pozostałą ręką najbardziej umięśnioną nóżkę. Teraz mogłem kontynuować posiłek w trakcie zwiedzania jaskini w celu znalezienia czegoś interesującego bądź też przydatnego...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 15.09.2018, 02:22 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






15.09.2018, 02:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#4

STRAŻNIK



rezent, który zostawił mu smok nie należał do najsmaczniejszych ale za to był cholernie pożywny. Już po kilku pierwszych kęsach Mędrzec poczuł, że pusty do tej pory żołądek przyjemnie się napełnia. Nawet strugi krwi, ściekające mu po brodzie nie przeszkadzały mu w makabrycznym posiłku. Po kilku chwilach zauważył, że zaczynają wracać mu siły. Wciąż był osłabiony - na całym ciele czuł ociężałość, jakby potrzebował dużo więcej energii niż zwykle do choćby poruszenia ręką - jednak teraz potrafił wstać z ziemi z prawie zwykłą dla siebie gracją. Prawie.
Z urwaną nogą zwierzęcia, z której wciąż kapały krople krwi, Mest ruszył zwiedzać "mieszkanie" smoka. Niewiele dało się zobaczyć. Nawet ze swoim ulepszonym wzrokiem miał trudności w dostrzeżeniu czegoś, co znajdowało się metr - dwa przed nim. Trzeba było przyznać gadowi, że wybrał dla siebie wyjątkowo rozległą siedzibę. Mężczyzna szedł od kilku minut, odbijając się od jednej ściany do drugiej i wciąż nie natrafiał na koniec pieczary, która delikatnie, acz zauważalnie schodziła coraz głębiej w czeluści ziemi. W pewnym momencie delikatne promienie światła, którym udawało się przebić przez magiczną kotarę ciemności okazały się zbyt słabe, aby dalej oświetlać mu drogę. Nie potrafiłby zobaczyć swojej ręki, nawet jeśli pomachał by nią sobie przed twarzą. W zupełnych ciemnościach, w których się znajdował, rozbrzmiewał jedynie odgłos kropel krwi, skapujących na kamień pod jego stopami. Co najdziwniejsze, mimo wielkości pieczary nie wywoływały one echa. Zupełnie jakby coś je głuszyło.

18.09.2018, 19:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#5

Niebezpiecznym było w tym stanie zagłębiać się dalej w niewątpliwe czeluście piekła jakie mogło kryć się w "mieszkaniu" takiej bestii - przynajmniej oczywiście w tym stanie. Ciarki przeszyły kark z jeszcze jednego powodu... Wizja gniewu smoka, który za nachalne wścibstwo z kaprysu mógłby tym razem pozbawić mnie dla zabawy kolejnej kończyny. Ciekawość pomimo takiej sytuacji robiła jednak swoje, więc postanowiłem zrobić jeszcze jedną rzecz nim wrócę do miejsca skrwawionego sarnią krwią. Bacząc na zaklęcia znajdujące się w tym miejscu zapewne znajdujące się z najwyższych kręgów magicznych, lekki mędrczy odchył nie powinien aż tak nazbyt naruszyć atmosfery magicznej tego miejsca, dlatego mogłem podjąć lekkie ryzyko.

Postanowiłem bardzo ostrożnie stworzyć mikroelement wodnego płaszcza przeznaczając nań zaledwie pięć procent mocy, byleby przez chwilę choć przedrzeć nieprzeniknioną ciemność. Przy pomocy drogocennej cieczy spróbowałem wykreować coś w deseń małej opaski na zesmoczone oczy, byleby aktywować ich podzdolność do morskiej adaptacji i ulepszonego widzenia w ciemności. Jeśli zabieg by się powiódł rozejrzałbym się dookoła i jeżelibym nie znalazł niczego wartego uwagi zawróciłbym w kierunku wejścia do jaskini anulując zdolność w razie braku potrzeby jej dalszego używania. Jeżeli nie, to analogicznie zrobiłbym to samo...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






18.09.2018, 20:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#6

STRAŻNIK



zywanie mocy, nawet w tak niewielkich ilościach, będąc osłabionym wymagało sporo skupienia. Mest zwykle mógł aktywować swoje umiejętności w mgnieniu oka - tym razem jednak było inaczej. Minęło kilka minut intensywnej walki samemu ze sobą zanim nie udało mu się dokończyć dzieła. Pot ciekł mu z czoła, a ręce miał rozedrgane jednak w końcu zaczął coś widzieć. Dalej nie było to zbyt wiele. Ponownie, jedynie kilka metrów przed sobą. To co spostrzegł było jednak bardzo interesujące.
Niedaleko znajdował się piedestał, na którym leżało niewielkie zawiniątko. Dookoła porozrzucane były jakieś niezidentyfikowane na ten moment przedmioty różnych rozmiarów. Nie wyglądało to jak legendarny smoczy skarbiec - lśniący złotem i klejnotami - jednak Mędrzec był w stu procentach pewien, że właśnie przed oczami miał coś czego gad bronił. Jakiś skarb mający wartość tylko dla niego. Albo może i nie tylko...

19.09.2018, 19:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#7

O Panie! Thornie wszechciemny! Tyś moje bóstwo! Ugaś moją ciekawość nim zagłada ugasi moje istnienie. Jeżeli jednak przede mną znajduje się przeznaczenie, naprowadź mnie Panie, gdy będę gotów, lecz nie teraz.

Czymkolwiek to zawiniątko było niewątpliwie w jednym momencie napełniło naczynie mojej ciekawości po same brzegi. Jednak przeczucie... piekące przeczucie, że spośród tych cieni być może spoglądać na mnie sam Smoczy Władca rozlewało czarę wlewając weń posmak goryczy. Wiedziałem, że na zwiedzanie tej jaskini było dla mnie dużo za wcześnie, ale... pozostawało pytanie, "czym jest ów zawiniątko?". Czy jest możliwe, żeby to był Legendarny Smoczy Kamień Dusz? Albo może... jest to smocze jajo... może... pamiątka, artefakt, serce samego władcy ciemności? Nie wiem... Myśli kłębiły się w głowie, jedna za drugą, druga za trzecią... a wrodzony instynkt namawiał do zaniechania poszukiwań. Sam fakt, ile czasu potrzebowałem, by aktywować moją niemalże nieodłączną zdolność i to ile wysiłku mi to sprawiło, było więcej jak zapewnieniem, że moje ciało nadal potrzebuje dużo czasu nim wróci do pełnej sprawności. W razie niepożądanego efektu, byłem zwyczajnie bezbronny...

Ale przecież nie mogłem pozostać obojętny wobec takiej tajemnicy... TERAZ ALBO NIGDY! Drugiej takiej okazji może nie być! Zacisnąłem zęby i odwróciłem się na pięcie. ...Nigdy... następnie z niesmakiem ruszyłem swoim wyciszonym szybkim krokiem. Poprzysiągłem w duchu, że gdy będę gotów wrócę. Teraz głównym zmartwieniem i nadzieją było to, by uprzedzić powrót Mrocznego Władcy, który najprawdopodobniej widząc, że panoszę się po jego skarbcu, mógłby wpaść w niemałe niezadowolenie...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






20.09.2018, 19:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#8

STRAŻNIK



ędrzec dokonał wyboru. Czy był słuszny? To dopiero miało się okazać. Szybkim krokiem zaczął cofać się po własnych śladach, cały czas mając w ręku oderwaną nogę sarny, która znaczyła jego drogę pojedynczymi kroplami krwi. Droga dłużyła mu się niemiłosiernie. Z każdym kolejnym krokiem czuł jakby za chwilę miał wpaść na wielkiego gada. Czy to złudzenie, czy naprawdę szedł już naprawdę długo? Wyjścia z jaskini wciąż nie było widać, a mógłby przysiąc, że już dawno powinien się przy nim znajdować.
- Zaszedłeś za daleko, mały człowieku - odezwał się w ciemnościach tubalny głos. Mężczyzna miał wrażenie, że dobiega on ze wszystkich stron na raz. Jednak mimo wytężania wzroku do granic możliwości nie potrafił dostrzec źródła, z którego głos się dobiegał. - Mam nadzieję, że podobała Ci się moja kolekcja. Mam tam wiele przedmiotów, które mogłyby Ci się spodobać... - końcówka przeszła w chrapliwy rechot, który rozbrzmiał potężnym echem w całej jaskini. Był na tyle głośny, że Mest musiał aż zasłonić uszy, żeby chociaż odrobinę go wygłuszyć. Śmiech wwiercał mu się w głowę, sprawiając, że świat znowu zaczął tracić na ostrości. Ciemność nabrała gęstości, zakrywając jego oczy nieprzeniknioną zasłoną, której nawet wzmocniony wzrok nie potrafił przebić.
Nagle coś wychynęło z ciemności. Pojedynczy punkt, który przyciągał wzrok Mędrca, kusił go, nęcił obietnicą potęgi, którą za sobą skrywał. Zbliżał się coraz bardziej, nabierając kształtu. Lekko zaostrzony przypominał mu coś znajomego. Coś, co Mest miał ze sobą od bardzo dawna. Dopiero gdy klucz znajdował się na wyciągnięcie ręki mężczyzna spostrzegł różnicę. Na zewnętrznej stronie nie było znajomego E, symbolizującego jego dawny lud. Zamiast tego, w ciemnościach rozbłysła pojedyncza litera, zwiastująca nadejście czegoś większego. S.
I wtem, jakby ktoś zdmuchnął świece, blask zniknął. Zamiast niego w ciemnościach, wysoko ponad głową Mesta, lśniły dwa ogniste punkty, wpatrujące się w niego. - Będzie twój. Jeśli przyniesiesz mi coś w zamian... - odezwał się smok, przybliżając do twarzy mężczyzny swoją paszczę. Nawet w ciemnościach Mest zdołał dostrzec ostre jak brzytwa kły, znajdujące się ledwo metr od niego. Ciepły oddech owiał całą jego postać, sprawiając, że dostał gęsiej skórki. - Twój klucz, bądź cokolwiek chcesz z mojej kolekcji. Brakuje mi w niej niewielu skarbów. Jednym z nich jest zdobiony sztylet, który obecnie znajduje się w posiadaniu władcy Dravnul. Przynieś mi go. Masz trzy miesiące. - po tych słowach smok odwrócił się i bezszelestnie zaczął niknąć w ciemnościach. Ostatnim co zobaczył Mędrzec był ogon, który wijąc się zniknął w mroku jaskini.
Chwilę później dostrzegł promienie słoneczne, które przebijały się przez magiczną zasłonę, okrywającą wejście do smoczej krypty. Stał zaraz obok niej, wręcz na wyciągnięcie ręki. Jakim cudem nie zauważył tego wcześniej, nie miał pojęcia. Widocznie potęga smoka była dużo większa niż początkowo mu się wydawało.

22.09.2018, 12:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#9

Przedzieranie się przez ciemność zdawało się trwać wieczność. Z niewiadomych przyczyn znajdowałem się nadal w nieprzeniknionej pustce cienia mimo odczucia, że powinienem być już blisko wyjścia. Czyżby to była jedna z magicznych pułapek sprezentowanych przez smoka? Jak szybko było mi dane się przekonać...

Potężny głos wywołał krótki paraliż całego ciała, ale i umysłu, który podszeptywał niewątpliwą zgubę ostatniego wyznawcy rodu Star. Ku mojemu zaskoczeniu, z ciemności wyłoniło się jedno z moich największych pragnień, klucz południa. "Czyżbym już nie żył, a to są moje ostatnie wizje?"-pomyślałem. Lecz kolejny rechot i ogromna paszcza smoka wyzbyła mnie ze wszystkich złudzeń. Śmierć jeszcze nie nastała, ale stała tuż przede mną, choć bez pragnienia zabrania mnie ze sobą. Bóg ciemności uraczył mnie możliwością kolejnego kroku w stronę upragnionej potęgi, pod warunkiem dostarczenia jakiegoś sztyletu. Pozornie niska cena, zdradzała trudność zadania, zwłaszcza jeżeli zleceniodawcą był sam smok naczelny. Nim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć, bestia ponownie zniknęła w ciemnościach zostawiając mnie z masą pytań, na które pewnie i tak nie uzyskałbym odpowiedzi. Nie miałem jednak wyboru, musiałem przystać na smocze warunki, aby dopełnić jeden z celów mojego istnienia. W głowie natomiast zadźwięczał limit czasu na wykonanie zadania:
"...3 miesiące..."

Cienista zasłona znajdowała się raptem parę kroków ode mnie. Skierowałem się w jej stronę, aby zbadać działanie i oddziaływanie magii. Gdy już byłem tuż obok sprawdziłem najpierw przejrzystość, czyli to ile byłem w stanie zza niej zobaczyć. Następnie pozostałą ręką wydobyłem rzutkę i ostrożnie obserwowałem jej wpływ na materialny cień. Jeżeli wszystko było w porządku postanowiłem ostrożnie i z lekka wyjrzeć na zewnątrz w celu minimalnej  choćby orientacji terenowej. Bez wątpienia było za wcześnie na wszelaką podróż, dlatego też wolałem jeszcze przez jakiś czas pozostać w bezpiecznej kryjówce, więc po wstępnej ocenie planem było wrócić do truchła sarny.

Wiedziałem, że potrzebuję jeszcze trochę snu i odpoczynku nim wrócę do pełni sił i będę gotów wyruszyć, więc by nie trwonić czasu i wyzbyć się nudy postanowiłem się zająć czymś produktywnym. Na cel obrałem jedyny obiekt nie budzący moich lęków o zdenerwowanie smoka, czyli sprezentowaną sarnę. W jej żyłach nadal płynęła nieskrzepnięta krew, dlatego to na niej postanowiłem się skupić. Smoczy ojciec powiedział mi kiedyś, że jednym z podstawowych zaklęć dla Mędrca wody powinna być jej swobodna kontrola w bezkształtnej formie na określonym obszarze, ja jednak w swojej bojowej uporczywości rozwijałem tylko bojowe techniki i odkładałem regularnie te podstawy na później, poświęcając na trening tej zdolności w swojej historii zaledwie jeden średnioowocny dzień. Chciałem naprawić ten błąd i ze świadomością, że moje doświadczenie wykracza poza zwykłych użytkowników żywiołu wody, opanować jednocześnie oprócz podstawowej kontroli dodatkowo coś więcej. Przysłowiowe dwie pieczenie na jednym ogniu.

Usiadłem przed sarną w około metrowej odległości i zamknąłem oczy. Wyobraziłem sobie najpierw krew, a potem znajdującą się w niej życiodajną wodę. Kiedy już wizja była gotowa spróbowałem najpierw poruszyć, znajdującą się w martwym zwierzęciu krwią, a potem progresywnie choćby lekko przesunąć truchło sarny, nie przesadzając nazbyt, by wysiłek nie pozbawił mnie świadomości. Obserwując swoje poczynania chciałem dostosowywać przez około dwie godziny z odpoczynkami swoje umiejętności i zdolności co do obserwacji, tak by osiągnąć jak najszybciej upragniony efekt...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.09.2018, 17:27 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






22.09.2018, 16:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#10

STRAŻNIK



asłona nie przepuszczała zbyt wiele światła. Wyglądał jak naprawdę gęsty, czarny dym, jednak nie miała zapachu. Lotka przecięła ją, wpuszczając do środka jaskini odrobinę promieni słonecznych, jednak szczelina szybko została zasklepiona. Przyszedł czas na ostateczny test. Mędrzec wyciągnął rękę, dotykając mgły - która w dotyku przypominała rzadką watę - i nacisnął, przeciskając się przez nią na zewnątrz. To co zobaczył nie wróżyło nic dobrego.
Bagna rozpościerały się jak okiem sięgnąć. Gdzieniegdzie widać było ruch, jakby coś czaiło się w wodzie albo za drzewem, jednak gdy tylko Mest zwracał swój wzrok w konkretną stronę wszystko się uspokajało. Sama jaskinia znajdowała się na lekkim podwyższeniu, otoczona podmokłymi terenami. Niewiele dało się dostrzec przy tak krótkim wyjściu. Jedno było pewne - wydostać się stąd nie będzie łatwo.
Kolejne dwie godziny minęły niezwykle szybko. Przemęczony i obolały Mędrzec nie był w stanie zmusić płynu w ciele sarny do jakiegokolwiek poruszenia się. Krew szybko krzepła, przez co z minuty na minutę było coraz ciężej. Jedyne do czego doprowadził mężczyzna to ból głowy, który delikatnym ćmieniem zaczął mu przypominać o tym wiele sił stracił.

22.09.2018, 18:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna