Trudne tereny - Strefa III
#31

STRAŻNIK


ędrzec instynktownie wystrzelił macki i podniół się, usuwając się z drogi szarżującego enta. Wciąż zamroczony, wylądował na własnych nogach, nie bez kolejnej fali bólu przechodzącej przez całe jego ciało. Potwór solidnie pogruchotał jego kości i nawet coś tak prostego jak podciągnięcie się mackami odbijało się teraz na okaleczonym organizmie. Na całe szczeście, Mestowi szybko wrócił oddech. Zaraz po nim zaś – wzrok. Pozwoliło to na zlokalizowanie drzewołaka i wyciągnięcie ku niemu ręki z której zaraz potem wydobyły się dwa wodne pociski wycelowane w kolana. Mag mógł zwrócić uwagę na to, że bestia zatrzymała się w miejscu i stała przez chwilę w bezruchu, jak gdyby czegoś znów oczekiwała. Kiedy jednak pistoletowy strzał wbił się w miejsce, gdzie ludzie mają ścięgna, odwrócił się. W tym momencie Świst mógł zauważyć bardzo ważną właściwość tego stwora, i to taką, która znacząco utrudniała walkę z nim. Z ran utworzonych zrówno przez łoter pestola jak i noże nie wypływała żadna krew. Bestia zdawała trzymać się bardzo dobrze, biorąc pod uwagę zadane jej rany i w jakiś sposób nadal była świadoma pozycji swojego przeciwnika, mimo utraty patrzałek. Znów więc zaczęła się znana mu wcześniej szarża, prosto w jego stronę.


===
- 75 MANY za macki
- 26 MANY za łoter pestol
W sumie: -101 MANY.
23.04.2019, 00:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#32

A więc to tak! Ta bestia jest po prostu jeszcze bardziej przejebana od tej, którą spotkałem w Valen... Tamta przynajmniej reagowała jakkolwiek na podobne obrażenia, a ta? Thornie, kto to tworzył?! Wodne cięcie nie przyniosło większego skutku, ba nawet podziurawione oczy z odstającymi sztyletami zdawały się nie przeszkadzać. Bestia trzymała się nader dobrze, a jej rany nie ukazywały żadnej krwi. Same pytania zaczęły szybko przemierzać moją głowę, próbując skorygować rzeczywistość, pod niekorzystną sytuację. Czyżby krwi w ogóle nie miała? Czy może wcale przez pancerz się nie przebiłem? Co dadzą inne moje ataki? Czy to draństwo da się w zasadzie jakkolwiek położyć? Czy to oznacza, że muszę zmienić kaliber ataku? Nie dowiem się, jeśli nie sprawdzę...

Nie minęła dłuższa chwila na moje intensywne przemyślenia i dochodzenie do siebie, a już ponownie znalazłem się w obliczu kolejnego ataku. Na szczęście miałem już plan na destrukcyjną kontrę.

Aby zlikwidować przeciwnika postanowiłem wykorzystać chwilę oczekiwania otrzymaną od potwora, by... Zaraz zaraz... jaka kurwa chwila, która bestia pozwala sobie na chwilę wytchnienia w trakcie napierdalania swojego celu?! Czyżby skurwol znów bawił się w swoje brudne gierki? Czyżbym znowu miał mieć związane nogi, ręce bądź cokolwiek przez denerwujące pnącza? Musiałem się upewnić, nim zaplanowałem wykonać jakikolwiek manewr.


Próbując zaspokoić swoją niepewność, na szybkości aktywowałem mikroelement wodnego płaszcza - wodną soczewkę. Dzięki temu moje oko mogło przestawić się na tryb widzenia w ciemności. Musiałem się najpierw upewnić, czy moje ciało nie próbuje znowu zostać splątane pnączami przez podstępną kreaturę, co bym miał większą szansę przeżyć to spotkanie. Jeżeli tak i moje ciało w istocie miały porosnąć wysłanniki drzewopodobnego oponenta, użyłbym Łoter Pestola wystrzeliwanego z ust, bądź z ręki w zależności od wygody, aby pozbyć się niechcianej leśnej ozdoby. Następnie obliczając odległość wykorzystałbym moc rozciągania z wodnej ręki, aby wspomóc swój akrobatyczny wyskok i wybić się na niej w powietrze na wysokość wyższą, niż pięć metrów i jednocześnie w tym czasie aktywując na żywej ręce wirującego Łoterotera. Wiedziałem, że jestem poobijany, ale nie od parady ćwiczyłem akrobacje na każdą, nawet najgorszą okazję. Kiedy istota minęłaby mnie i byłaby pode mną w swojej szarży, to przy pomocy wodnej ręki oplótłbym ją w okolicach szyi, by następnie przyciągając się do niej wwiercić destrukcyjną zdolność wprost w łeb kreatury z nadzieją unieszkodliwienia jej na stałe. Cały manewr miał się wydarzyć błyskawicznie i o ile bóstwa pozwolą z wyliczeniem tak dokładnym, że nim upadnę na ziemie do potwora przyciągnie mnie wodna ręka, bym użył zdolności niszczącej. Zaraz po wykonaniu czynności chciałem jak najszybciej odsunąć się/ odskoczyć, aby uniknąć niechcianych okoliczności. Zdolność posiadała efekt uboczny w postaci odrzutu przeciwnika o metr względem każdych dziesięciu centymetrów techniki wierzyłem więc, że jeśli uderzę pod odpowiednim kontem to nawet jeśli kreatura nie umrze to chociaż mimo swojej absurdalnej wielkości się zachwieje i przewróci...
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 23.04.2019, 17:42 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






23.04.2019, 17:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#33

STRAŻNIK


pojrzawszy w dół, Mędrzec mógł zorientować się, że otaczająca go roślinność tym razem nie zaatakowała jego kostek w próbie wystawienia go na bolesny atak drzewołaka. Być może chwila koncentracji była potrzebna potworowi do zrobienia czegoś zupełnie innego – kto wie jakie sztuczki mógł mieć w zanadrzu? Biegnąc na swoją ofiarę, drzewiec podniósł obydwie łapy, przygotowujac się do podwójnego zamachu mającego na celu chyba tylko upewnienie się że cel jego ciosu oberwie przynajmniej raz. Zanim jednak zdążył wykonać atak, Mest znajdował już się w powietrzu, korzystając ze swoich wodnych macek jako pomocy. Wodna kula utworzyła się w jego dłoni, a on sam zeskoczył wprost na tył istoty. Wodna kula utworzona w jego dłoni dosłownie rozrywała najpierw skórę a ciemnozielonkawą później mięsistą tkankę wypełniającą głowę enta. Odskoczenie jednak okazało się być zadaniem o wiele trudniejszym, a wręcz nawet niemożliwym. Pomijając już dziwny śluz pokrywający ciało stwora, kiedy tylko Świst zbliżył się do jego pleców rośliny rosnące do tej pory spokojnie na drzewołaku poruszyły się. W momencie gdy magiczne wiertło wykonywało swoją robotę, pnącza poraz kolejny dosięgnęły maga. Znów jako cel obrały jego nogi, oplątując i unieruchamiając je prawie że natychmiastowo. Natomiast siła zaskoczenia połączona wraz z nieudanym odskokiem i grawitacją sprawiła, że górna część ciała Wodnika znalazła się poza środkiem ciężkości. Jego kolana zgięły się i niemałego wysiłku wymagała od niego walka z ciążeniem, by przypadkiem nie uderzyć głową w masywną drzewcową dupę, także uzbrojoną w ożywione łodyżki.

Z dobrych wieści zaś, drzewołak przewracał się. I to na dodatek, nie przewracał się na Mesta! Rażona odrzutem humanoidlna bestia runęła na swój, rozwalony już i tak, ryjec. I choć wszytko wskazywało na to, że ona sama nie zamierzała wstać, to skutki upadku były nie tylko bolesne, ale i niebezpieczne. Siła upadku była na tyle duża, że potylica Mędrca uderzyła z niemałą siłą o twarde podłoże zrobione z potworzej skóry i pnączy. Pnączy, które nie próżnowały i natychmiast zabrały się za opatulanie zarówno mędrczej głowy, jak i całej reszty jego ciała.

===
-60 many za Łoteroter
-20 many za utrzymanie macek
I nie, redukcja kosztów nie redukuje kosztów utrzymania.
23.04.2019, 19:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#34

"Grawitacja to wredna suka" - Prawdopodobnie pomyślałbym patrząc z boku na przebieg swojej niefortunnej sytuacji. Wprawdzie powinienem być rad, że tym razem tak duża część kielicha mojego prowizorycznego planu okazała się tak słodka, acz gorycz dna szybko popsuła przyjemne odczucia. Niestety, kiedy tylko zaczynałem chełpić się zwycięstwem, jak i potęgą swojego żywiołu nad wszystkim co istnieje, podstępna bestia jakby ostatnim tchnieniem spróbowała pociągnąć mnie za sobą. Ból - mój główny przyjaciel ostatnich dni, ponownie się o siebie upomniał piorunując sobą tym razem czaszkę. A i tutaj moja tragedia nie chciała ustać, bowiem nieustępliwa bestia robiła wszystko, aby jej przeciwnik osiągnął kwintesencję otępiałego z bólu wkurwienia. Stwór zdawał się dosłownie mnie pochłaniać. Coraz to nowe i grubsze pnącza próbowały opleść już nie tylko nogi, ale i głowę. Kto wie? Może tak właśnie powstają Drzewiołaki. Na nieszczęście przeklętej bestii, nie mogłem stać się kolejnym drzewkiem. Musiałem się uwolnić za wszelką cenę. Poczułem jak mana zaczęła wściekle buzować rytmizując się z podwyższonym tętnem, jakby gotowa dawała mi do zrozumienia żebym działał. "NIE MOGĘ TU ZGINĄĆ! NIE PÓKI NIE WYPEŁNIĘ POWIERZONEJ MISJI"

Jedyną zdolnością z dostępnego arsenału która przychodziła mi do głowy w momencie ostatniego bastionu Drzewiołaka, był oczywiście mój niezawodny Łoter Pestol. Główną cechą tej zdolności było w końcu cięcie. Jednak nie mogła być to moja jedyna defensywa, bowiem samym tylko cięciem mogłem spowodować, że w miejsce świeżo obciętych pędów, mogły się pojawiać nowe niwelując mój plan wydostania się z potrzasku. Aby do tego nie dopuścić postanowiłem posłać swoją wodną dłoń w kierunku najbliższego drzewa i zaciskając pięść na konarze próbować się wyrwać z uścisku pnączy przyciągając się. Jednocześnie w tym czasie, planowałem wycinać się wodnym pistoletem wystrzeliwanym z palców u ręki. Oprócz tego, jeżeli pnącza byłyby zbyt natarczywe planem awaryjnym było utworzenie wodnej macki w ustach i przy jej pomocy zacząć wycinać jak najostrożniej wodnym laserem trawska w okolicach głowy i karku a następnie reszty ciała...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






24.04.2019, 21:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#35

STRAŻNIK


nącza nie odpuszczały ani przez chwilę. Coraz mocniej starały się pochwycić swoją ofiarę, nie zważając w najmniejszym stopniu nawet na próby pozbycia się ich. Jednakże, odstrzelony kawałek rośliny nie odrastał, a po pewnym czasie Mest mógł zauważyć, że ta dziwna roślinność poznikała z reszty ciała powalonego olbrzyma. Wspomagając się swoimi magicznym mocami, mag niedługo potem był już wolny. Obolały i piekielnie zmęczony... Ale wolny. Wyglądało na to, że pomimo okrutnego ciosu który otrzymał, żadna jego kość nie była w tej chwili złamana. I choć przez ostatnie dni Mędrzec przyzwyczaił się w jakimś stopniu do fizycznego cierpienia, jego ciało było wycieńczone i nie mógł ignorować tego faktu. Z drugiej zaś strony mógł tylko przewidywać zwiększone natężenie wszelkich potworów w okolicy, przyprowadzonych jego magią. Kolejne spotkania z dzrewcami, czy podobnymi im monstrami które według plotek i legend się kręcą po bagnach nie były zapowiedzią radosnej przygody.
25.04.2019, 17:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#36

Udało się! Bydle w końcu odpuściło i pod wpływem silnego ciśnienia wodnego rozcinającego coraz to nowsze pędy. Wreszcie byłem wolny od Drzewiołaka. Wiedziałem jednak, że to nie koniec, a być może, jeżeli czegoś nie zrobię będzie to dopiero początek wrażeń tej owocnej w potężnych przeciwników nocy. Trzeba było działać póki jeszcze ciało nie odpuściło ze zmęczenia, póki jeszcze resztki adrenaliny krążyły w moim krwiobiegu, póki jeszcze serce miało siłę bić. Wiedziałem, że moje magiczne działania prawdopodobnie zachęciły wszystkich możliwych przeciwników w okolicy, a mędrcza mana dosłownie skaziła powietrze swoimi feromonami. Kolejnej walki mogłem zwyczajnie nie przetrzymać, a tego właśnie należało się spodziewać, jeśli zaplanowałbym zostać w tym miejscu. Postanowiłem odwołać wszystkie techniki i wycofać się jakiś obszar w tył - na wschód. Korzystając z pamięci chciałem znaleźć jakiś w miarę głęboki zbiornik wodny, nie składający się tylko i wyłącznie z gęstego bagna. Plan był dziecinnie prosty; odnaleźć, a następnie wskoczyć do niego i ukryć się tam, bądź chociaż trochę odsapnąć, zregenerować manę i przeczekać poważniejsze zmęczenie. Bo przecież, co innego mogłem zrobić... Nawet z moją silnie rozwiniętą regeneracją, moje ciało wręcz domagało się rozpaczliwie odpoczynku...

- O najmroczniejszy Thornie, ochroń swego sługę przed plugastwem tego świata. Daj mi panie zaznać chwili wytchnienia, daj mi zaznać odpocznienia, abym w pełni sił miał moc czynić twoją wolę.Tyś panie mym królem i władcą - tak więc prowadź mnie ku odnowieniu...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






25.04.2019, 23:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#37

STRAŻNIK


męczony Mędrzec począł wycofywać się ze swojej pozycji, i starając kierować się własną pamięcią wracał krętymi ścieżkami bagien w bezpieczniejsze miejsce. Jednakże ilekolwiek uwagi Świst poświęcił na zapamiętywanie okolicy, nie mógł odnieść wrażenia że znajdował się gdzieś zupełnie indziej niż wcześniej. Nawet sprawdzanie kompasu nie potrafiło odpędzić od niego tego dziwnego przeświadczenia. Wydawać by się mogło że mokradła chciały go w jakiś sposób zwieść, odciągnąć od wyjścia... A może po prostu to jego wyobraźnia płatała mu figle? W końcu mało prawdopodobną wydawała się sytuacja w której podmokły bór zmienia własną strukturę tylko po to by zatracić życie kolejnego podróżnika. Na szczęście, podczas swojej dzielnej ucieczki Mest nie napotkał żadnego przeciwnika chcącego zamienić go w Mędrca Żywiołu Umierania. Nie żeby Wodnik był bardzo daleko od uzyskania tego jakże zaszczytnego tytułu.

Po krótkiej wędrówce i manewrowaniu między basenami, Aquar mógł znaleźć staw który wyglądał nieco lepiej od innych. Określenie go czystym wciąż jednak było dość sporym przeoczeniem. Ciemna, spokojna woda zdawała się być najlepszym na co można było w tym miejscu liczyć. A może ten skrawek bezpieczeństwa był darem od Mrocznego Boga, dbającego o swojego wyznawcę? Niezbadane są w końcu jego wyroki. Pewnym zaś było to, że dało się spędzić tu noc. Mag mógł zanurzyć się w całości, czując na całym ciele ten dziwny, bagienny smak, tak różny od smaku każdej innej wody. Pozbawiony innej możliwości, Mest ułożył się do snu właśnie tutaj.



Rano zaś, obudził się cały. No, może z dobrze znanym już mu wyjątkiem. Dopiero wynurzywszy się ze śmierdzącego stawu, Aquar mógł zorientować się że Słońce zerwało się w swojej podróży o wiele szybciej niż on. Ból mięśni brzucha, pleców, nóg i wszystkich innych części ciała zaś przypominał o niedawnym pojedynku z leśnym potworem. Pomimo bliskości z życiodajnym pierwiaskiem i długości ciężkiego snu, mężczyzna nie był wypoczęty. Pozbawiona snów noc nie przyniosła mu zbyt wiele sił, a wycieńczony organizm miał trudności z odnawianiem many. Na szczęście nie został przez nic zaatakowany, ani nawet żadna pijawka nie pozwoliła sobie skorzystać z niego jako darmowej jadłodajni. Mędrcowi nie pozostawało nic innego jak tylko powitać nowy dzień.
26.04.2019, 14:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#38

Wędrówka dłużyła się niemiłosiernie z każda chwilą zwiększając moją szansę na odnalezienie jakiegoś równie potężnego jak sam ent przeciwnika. Niestety... teren albo wyobraźnia plątały mi figle, czyniąc moją drogę ucieczkową ze skażonej mędrczą maną sfery o wiele trudniejszą. Szczerze... miałem głęboka nadzieję, że to wina zmęczonego umysłu, ponieważ na samą myśl, że moim przeciwnikiem również jest całe to zapomniane przez bogów bagno, piorunujące ciarki przeszywały moje zmęczone plecy... Ciało silnymi skurczami i impulsami dawało do zrozumienia, że wymaga odpoczynku, lecz cóż. Nie mogłem odpuścić póki nie znalazłem choć trochę bezpiecznej sfery. I tak  oto, chodząc od bagna do bagna, od zbiornika do zbiornika w końcu znalazłem upragnione minimum. "O wspaniały Thornie, dzięki Ci!" - pomyślałem gdy tylko w celu sprawdzenia, zanurzyłem dłoń w ciemnej cieczy. Pozostawał teraz problem ekwipunku, którego na dno mrocznej toni zabrać nie mogłem. Zbroja oraz elementy ośrodkowe pancerza przyzwyczajone były do funkcjonowania w sposób bardziej podwodny, zwłaszcza że spora część pancerza miła gloniste wyciszacze, lecz inaczej było z resztą ekwipunku. Tutaj musiałem się bardziej nagłowić, zwłaszcza jeśli chodziło o mięsko, które zajmowało praktycznie całą wolną przestrzeń, a które nie mieściło się w wodoszczelnej sakwie. Gdybym wyrzucił je w miejscu w którym planowałem zaznać odpoczynku mógłbym zachęcić inne drapieżniki, dlatego też to co do sakwy się nie zmieściło wrzuciłem do pobliskiego małego zbiornika. I tak, dzięki sytej kolacji na szybko i pozbyciu się ogromnych ilości mięsa, prowiant z dwóch tygodni, zmniejszył się o polowe. Torb wrzuciłem na najbliższe drzewo, aby niepotrzebnie nie wnosić niczego niepotrzebnego w bagnistą toń i gotowy zatopiłem swoje poobijane ciało w bagnistej wodzie licząc na jak najszybszą rekonwalescencję. Nie trzeba było długo czekać. Nie minęła dłuższa chwila, a ciało mimowolnie, gdy tylko zaznało odrobiny bezpieczeństwa i rozluźnienia odłączyło świadomość, ustępując miejsca niezbyt głębokiemu, ale mimo wszystko utęsknionemu odpocznieniu...


Pobudka przyszła nagle i niespodziewanie. Wyrwany gorzkim smakiem postanowiłem wyłonić się z ciemnej, mętnej wody i zobaczyć jak wygląda sytuacja na zewnątrz. Ku mojemu zaskoczeniu, okazało się że dzień rozpoczął już się na dobre, co oznaczało, że straciłem dobre parę godzin ciutkę bezpieczniejszej podróży. Pierwszym co poczułem to narzekania ciała za historie dnia poprzedniego. Nie mogłem jednak narzekać. ”Przynajmniej nic mnie nie zaatakowało” - myślałem, próbując wprawić się w dobry nastrój. Za kolorowo jednak nie było. Straciwszy mnóstwo czasu zmniejszyłem swoje szanse na szybkie opuszczenie przeklętej lokacji. Doświadczony w podróżowaniu dniem poprzednim, zdecydowałem zmienić styl podróżowania włączając weń trochę ryzyka. Zanim jednak ruszyłem, zebrałem rzeczy i na początek pozwoliłem sobie na szybkie śniadanie, a zaraz po tym na modlitwę. W głębi duszy bowiem pojawiło się przeczucie, że wszystkie kataklizmy, jakie ostatnio spadły na moje ciało, były przestrogą za obrośnięcie w pychę i zaniechanie woli powierzonej mi przez Thorna...

-Thornie mroczny stróżu mój
Zapraw mnie pod bój
Na wschód, zachód
po południe, aż do północy
Bądź mi zawsze ku pomocy
Strzeż duszy, ciała wyznawcy swego
Prowadź mnie mnie Panie
Abym z łatwością niszczył
każdego przeciwnika Twego!




Aby zniwelować przeciążenia ciała spowodowane walką z okrutnej nocy zdecydowałem się korzystać z many. Miałem już szczerze dość ciągłego gubienia się na bagnach, zawijania i marnowania czasu. W tym celu aktywowałem swój ukochany Łoter Klołk. Wodny egzoszkielet odciążał, zwiększał znacząco możliwości fizyczne i prędkość użytkownika, powodując jednocześnie, że podróż zapewne nawet obitego ciała będzie o wiele wiele lżejsza, poza tym przy większych zbiornikach zyskiwałbym przewagę prędkościową. Oprócz tego zdecydowałem się na aktywację dwóch macek asystujących w miejscu utraconej ręki, by dzięki nim przyspieszyć podróż. Chciałem ich używać jak lian przeciągając się na nich i przyciągając po nazbyt bagnistym podłożu, tym samym znacznie się asekurując. Na tę zabawę chciałem przeznaczyć około dwieście, może nawet dwieście pięćdziesiąt punktów many. (w zależności od regeneracji magicznej) Oprócz korzystania ze swojej many chciałem wykorzystać teren pobierając regularnie energię z podmokłych terenów i co jakiś czas robiąc sobie odpoczynki tym samym wydłużając swoją magiczną podróż. Celem ciągle był kompas i wskazywany przez niego zachód. Jeżeli wieczór zacząłby poprzedzać moją podróż planem było rozpoczęcie poszukiwań kolejnego przyjemnego zbiornika wodnego, zdatnego do przetrzymania nocy. Oczywiście nade wszystko, kierowałem się komfortem ciała, by w razie napotkania przeciwnika być zwartym i gotowym.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.04.2019, 20:21 przez Mest.)



Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






28.04.2019, 20:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Trudne tereny - Strefa III
#39

STRAŻNIK


spomagany własną magią Mędrzec podróżował zdecydowanie szybciej niż dnia poprzedniego. Na dodatek magia pozwoliła mu nieco sprawniej przechodzić przez trudny teren, pozwalając przepłynąć mu przez co czystsze bajora. Łoter Klołk sprawił, że katorga jaką była wydostawanie się z tego przeklętego miejsca było sporo przyjemniejsze. Ślad many jaki za sobą zostawiał mag jednak tworzył pewne niebezpieczeństwo. Już raz sprowadził na siebie bowiem gniewnego drzewca, a nadmierne czarowanie sprawiało, że mogło stać się tak kolejny raz. Drugie spotkanie ze stworem, choć mogło nie być już tak trudne, na pewno stanowiłoby kolejną nieprzyjemność, a w przypadku delikatnego błędu mogłoby się nawet skończyć śmiercią bohatera. Z tą świadomością Mest przedzierał się przez bagna, aż w końcu, wieczorem, udało mu się trafić na skraj tej części krainy. W pewnym momencie bowiem stawy zaczynały się robić coraz bardziej przejrzyste, a nawet i nieco rzadsze. Możnaby odnieść wrażenie, że okolica stawała się przyjemniejsza. Jednak, czy można było zaufać temu przeczuciu?


=====
-235 many za podróż z łoter klołkiem, następny post ma
Gracz opuścił wątek
.
29.04.2019, 12:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna