Polany i farmy
#71

ień postanowił nie naciskać. Nigdy nie był w dobry w podnoszeniu na duchu. Szczerze powiedziawszy to była raczej domena jego brata i tego całego światła. Przez całą drogę żaden z nich nie odezwał się ani słowem. Jeden zapewne nie miał ochoty rozmawiać, zaś drugi w pełni rozumiał uczucia brata i wiedział, że milczenie będzie najlepszą opcją. Droga ciągnęła się więc niemiłosiernie, a piękny dzień przeminął bezpowrotnie. Mędrzec nadal czuł zmęczenie w całym ciele co tylko pogarszało sprawę. W końcu jednak stanęli przed bramami prowadzącymi do Varengardu. Nareszcie! Teraz pozostawało liczyć na to, że jego brat nie rozpęta jakiejś burdy. Wierzył jednak w jego umiejętności samokontroli. Gdy brat się w końcu odezwał to po to aby wydać rozkaz. Już miał ochotę  rzucić jakimś złośliwym komentarzem, ale się powstrzymał. Powiedział tylko.-To do jutra...-I skierował się w swoją stronę. A dokładniej do sklepu łowczego Ragga.
Często odwiedzał to miejsce. Ragg choć surowy i oschły to dobrze traktował swoich klientów. Zwłaszcza tych stałych i sprawdzonych, a Astrad właśnie do takich należał. Zawsze gdy jego pancerz, broń lub inny element ekwipunku ulegał uszkodzeniu to przychodził z nim do tego sklepikarza. Cień zawsze powtarzał, że Ragg to chyba zna się na wszystkim. Bardzo rzadko miał problemy z czymkolwiek z czym Astrad do niego przychodził. Jedynie gdy raz wgniotła mu się harmonijka to biedny handlarz umęczył się niemiłosiernie przy próbach jej naprawy. Naklął się i nastękał za wszystkie czasy, ale osatecznie mu się udało. Wtedy właśnie wybraniec Thorna postanowił, że zostanie jego stałym klientem. Po wejści do sklepu rozglądnął się szukając znajomego.
Jednak pierwszą rzeczą, której doświadczył był zapach. Skóra, skóra i jeszcze raz skóra. Gdy pierwszy raz się tu znalazł to natychmiast zaczął się dusić od tego zapachu, ale teraz po tak wielu latach był on nawet całkiem przyjemny. Uśmiechnął się. To miejsce było jednym z niewielu w Varengardzie w którym był mile widziany. Przez ciężki odór towarów przebił się inny, znacznie delikatniejszy. Sara, żona Ragga. Niegdyś z przyjemnością podziwiał jej krągłości za co nieraz dostawał po łbie od właściciela budynku, ale teraz patrzenie na nią sprawiało lekkie ukłucie bólu i tęsknoty. Tak bardzo przypominała Allison... Zmusił się jednak do uśmiech i uprzejmie zapytał.Gdzie znajdę męża?-Ona zaś tylko wskazała głową miejsce, gdzie jej małżonek zazwyczaj skóruje upolowaną zwierzynę. Gdy zobaczył Mędrca szybko rzucił swoje dotychczasowe zajęcie i podał mu dłoń. Nie odezwał się narazie ani słowem, ale na jego twarzy malowało się niewypowiedziane pytanie. -Przejdę od razu do rzeczy, bo to był ciężki dzień... a i tobie nie chcę zawracać głowy. Masz tu na stanie jakąś osełkę, która by się nadawała do mojego topora. Wiem, że tę robotę zostawiałem zawsze tobie, ale... tak między nami to planuję opuścić Varengard, więc będę musiał sam zajmować się swoją bronią. Jakbyś mógł mi przypomnieć to i owo o ostrzeniu to byłbym wdzięczny. A! No i jeszcze mam naramiennik do naprawy. Wiem jak uwielbiasz naprawiać mój sprzęt. Chyba mi za to podwójnie liczysz!-Zaśmiał się. Ragg zaś w końcu się odezwał.Gdybyś był uważniejszy to nie musiałbyś tutaj co chwila przychodzić. Zdejmij ten naramiennik. Muszę ocenić szkody. Ja w tym czasie poszukam tej osełki.-Astrad szybko usunął fragment pancerza i położył go na ladzie. Handlarz przyszedł niewiele później z osełką w dłoni. Szybko przypomniał Cieniowi jak się jej używa. Astrad nie nauczył się niczego nowego, ale przypomnieć zawsze warto. Wtedy jego rozmówca zaczął oceniać szkody. Nie były zbyt duże, ale pokrycie zostało przerwane po obydwu stronach, tam gdzie niedźwiedź próbował go ugryźć. Zniszczenia niewielkie, ale jeżeli Wybraniec Thorna dbał o coś w swoim życiu to był to ekwipunek. Gdy usłyszał cenę podrapał się po głowie. Drogo... ale sprawiedliwie. -Posłuchaj Ragg. Dałbyś radę naprawić to tak, żeby było gotowe o świcie? Mogę zapłacić połowę ceny tu i teraz.-W odpowiedzi łowczy zaczął mruczeć pod nosem-Kurwa... Jeszcze o świcie będzie przyłaził. Niech będzie! Dziewięć srebnych smoków i wstanę dla ciebie rano... Choć mojej żonie się to pewnie nie spodoba.-Astrad szybko pogrzebał w mieszku i wyciągnął cztery srebrne smoki.-Nie chce mi się drobniakami bawić to masz tutaj cztery a jutro dam ci resztę. Dzięki Ragg!-wyszedł zanim znajomy mógł zdążyć zaprotestować.
Teraz w końcu skierował się w stronę swojego domu. Cóż... "domu". "U Relcha" może być nazwane wieloma słowami, ale dom raczej do nich nie należy. Obskórny za to jak najbardziej. Wszedł do środka. Klientów jak kot napłakał, czyli bez zmian. Bez zawachania podszedł do szynkwasu. -Cześć Relch. Masz jeszcze jakieś resztki z obiadu, czy już wszystko sam zeżarłeś?-Właściciel ociągając się przyniósł Astradowi obiad. Czosnkowa zupa, chleb i letni już kotlet. Za dwadzieścia brązowych smoków. Wspaniale. Mędrzec jednak nie narzekał tylko z uśmiechem przyjął jedzenie. Jednak zanim się za nie zabrał zagadał do karczmarza. -Wiem, że jesteś dobrze poinformowanym człowiekiem. Powiesz mi może czy dzieje się w mieście coś ciekawego ostatnio? A. No i przede wszystkim czy znasz kogoś z wtykami w Teolii, ponieważ akurat naszła mnie ochota na zawarcie nowej znajomości.-Wiedział, że z Relchem mógł walić prosto z mostu. Nie ufał mu, ale wiedział, że dba o interesy co było wystarczającym powodem, aby być bezpośrednim. Jednocześnie zabrał się za jedzenie nie spuszczając swojego rozmówcy z oczu.
Relch jak to Relch. Zaczął pierdolić głupoty. Coś tam o pogodzie, coś tam o festiwalu. Skakał dookoła tematu. Cień westchnął. Dokończył jedzenie po czym wyjął na ladę srebrną monetę. Drugą zaś zaczął bawić się między palacami. Przydatny trik, gdy chcesz kogoś przekonać do rozmowy. Dopiero wtedy język się odrobinę rozwiązał. Bogatsze kręgi? Znaczy nie jego działka. Ale... Malgard jak najbardziej by się nadał. Z tym, że Malgard teraz się nie nadawał do delikatnego prowadzenia rozmów i zawierania nowych znajomości. Raczej wolałby zmiażdżyć komuś głowę. Narazie ta opcja odpadała, ale Mędrzec zapamięta sobie słowa swojego gospodarza. Schował smoka, którym się bawił, podziękował za posiłek i skierował się do swojego pokoju, aby się przespać.
Rano wstał przed świtem. Od razu skierował się do łowczego, aby odebrać fragment pancerza. Dopłacił pięć srebrnych smoków, a następnie udał się na polanę, na której ćwiczył z bratem. I tak mniej więcej wyglądał następny tydzień. Trening, łażenie po mieście, sen. I tak w kółko. Nie przeszkadzało mu to jednak. Tak krótki czas i tak był dostrzegalny. Czuł się lepiej, gdy mógł trenować regularnie i to z kimś na jego poziomie. Co się zaś tyczyło magii... Zdecydował się już nie skupiać tak wielu emocji podczas rzucania zaklęcia. Nie dość, że było to szkodliwe dla brata to wysysało mu dużo many. Ale jedna rzecz z tamtego niefortunnego zdarzenia mu się spodobała.
09.08.2018, 19:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#72

STRAŻNIK



Malgard

Znając już naturę swojej nowej zdolności, Malgardowi udało się bez trudu skupić światło wokół własnego ciała, by zaraz rozszerzyć je do postaci kopuły, która miała chronić go z każdej strony. Tym razem nie była ona ani za blisko, ani za daleko, nie okupując siły jeszcze większym zapotrzebowaniem na energię. Mędrzec postawił barierę około metra przed sobą.


Astrad

Aby powtórzyć wyczyn z pierwszego dnia, uzyskując nowe, zaskakujące efekty, Astrad musiał się natrudzić. Przez to, że postawił sobie więcej celów, próbując nauczyć się, a przy tym od razu udoskonalić technikę, zaliczał więcej wpadek niż bliźniak, który na spokojnie podszedł do własnego treningu. Cieniste strzały czasami znikały w trakcie lotu, czasami uderzały prosto w Świetlistą Tarczę, roztrzaskując niedoskonałą osłonę, czasami skręcała w bok, nie będąc nawet bliskiej ani celu, ani rozczepienia się na dwie połówki.
Drzewa na polanie boleśnie odczuły działalność mędrca, tracąc połowę niskich gałęzi. Setki cienkich, długich drzazg leżało dookoła na trawie.
Tego dnia Astrad odniósł połowiczny sukces.
20.08.2018, 21:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#73

Treningi nareszcie dały oczekiwane rezultaty. Przez chwilę Malgardowi zdawało się, że jego koncentracja pryśnie na sam widok tego, co udało mu się stworzyć. Może nie był oślepiony jak za pierwszym razem ale przez blask wciąż musiał lekko mrużyć oczy. Teraz jednak dawał radę mniej więcej zobaczyć to co działo się dookoła niego. Widział jak Astrad przygotowuje się do ataku, jak zbiera w sobie energię. Był na to przygotowany, chociaż wciąż nie potrafił utrzymać tak dużej koncentracji przez dłuższy czas.
Po raz pierwszy od dawna Lumen poczuł się niepokonany. Jakby mógł zmierzyć się z samymi smokami i wytrzymać i moce, trawiące całe miasta. Było to oczywiście złudne myślenie ale nie zaprzątał sobie teraz tym głowy. Z taką mocą bez problemu stawi czoła wszystkiemu co czaiło się w Varengardzie jak i jego okolicach. A przy jego najbliższych planach była to bardzo pomocna rzecz. Dużo myślał przez poprzednie kilka dni i ostatecznie doszedł do wniosku, że nic go już nie trzyma w mieście. Tak, to był dzień kiedy w końcu powie Rhein o swoich planach i miał nadzieję, że ona na nie przystanie. Co do brata był pewny - jedynie jego ukochana pozostawała wielką niewiadomą.
Atak brata odbił się od jego świetlistej tarczy nie czyniąc mu żadnej krzywdy. Co prawda cień strachu wciąż pozostawał, jednak teraz był on dużo mniejszy niż po pierwszym dniu ich treningów. Malgard od razu opuścił swoją obronę, po czym uśmiechnął się w kierunku Astrada. - Muszę przyznać, że dobrze jest znowu razem trenować. W końcu coś dobrego można się nauczyć. - powiedział, po czym podszedł do pozostawionej wcześniej obok torby i wyciągnął z niej bukłak z wodą. Wychylił porządny łyk, otarł usta i odwrócił się znowu do brata. - Kiedy planujesz wyjechać? - zapytał wprost, nie wysilając się na żadne delikatności. Nie potrzebowali tego. Zbyt wiele razem przeszli żeby nie być dla siebie do końca szczerymi. Prawie.
21.08.2018, 21:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#74

strad nie miał najlepszego dnia. Zaczął się nienajgorzej. Pogoda była znośna, był wyspany i gotowy do akcji. Lecz wtedy Relch postanowił poczęstować go jakimiś zepsutymi jajami, których nie dało się nawet do ust wziąć. Później maszerując przez miasto natrafił na jakąś starą babę, która zaczęła go od najgorszych plag wyzywać. Był co prawda przyzwyczajony do takich obelg, ale nie poprawiają one humoru. A! No i trening.
Trening, który krótko by rzec szedł mu przeciętnie. Raz, że osiągnięcie zamierzonego efektu, w teorii prostego, okazywało się być poza jego zasięgiem. Dwa, że jego brat bez problemu osiągał to co sobie zamierzył. I trzy, że po ich rozmowie prawie tydzień temu nic się nie wydarzyło. Żadnego słowa o opuszczaniu miasta, ani o tym co Rhein sądzi o całym tym planie. Frustracja to słowo, które dobrze oddawało to jak Astrad czuł się ostatnimi czasy. Oczywiście jego brat musiał wspomnieć o treningu i tym jak to można się nowych rzeczy nauczyć. Cholera! Cień nigdy nie był dobry jeśli chodzi o czarowanie. Zawsze bardziej polegał na umiejętnościach walki. Teraz widać to było doskonale. Malgard opanował, zdawałoby się trudniejsze zaklęcie, podczas gdy on miał problemy z tak podstawowym. Cóż... będzie musiał popracować nad tym dokładniej. Gdy już będą w drodze... O ILE będą w drodze.-Tak, tak... świetnie jest trenować. Zawsze ktoś się czegoś nauczy...-Następne słowa wprawiły go w osłupienie.-Ty... pytasz się mnie? Wiesz doskonale, że ja jestem gotowy wyjechać z tego cholernego miasta w każdej chwili. To chyba ja powinienem zapytać kiedy planujesz w końcu poinformować swoją panienkę o naszych zamiarach. No chyba, że się rozmyśliłeś? Jeśli tak to proszę bądź na tyle łaskawy by mnie poinformować to wyjadę samotnie, żeby nie sprawiać nikomu problemu.-Astrad miał zły dzień. Zdarzało się każemu. Nawet pomimo tego zaraz po wypowiedzeniu tych słów zrobiło mu się głupio. To nie wina Malgarda, że trening mu nie wychodził, ani to, że ludzie go wyzywają na ulicy. Westchnął.-Wybacz. Jestem niecierpliwy. Odpowiadając na twoje pytanie... Jak najszybciej.-Podszedł do plecaka i sam napił się wody.
31.08.2018, 01:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#75

Agresywna postawa Astrada zdziwiła Malgarda. Wiedział, że jest sfrustrowany i zdenerwowany ale coś takiego? Ktoś widocznie musiał mu z samego rana zajść za skórę. Jak każdego dnia tak naprawdę. W Varengardzie ostatnio wszyscy wydawali się ukrytymi wrogami, skrywającymi sztylety za plecami. Tak czy inaczej, wjeżdżanie na Rhein wyprowadziło z równowagi Lumena, który był ostatnio przewrażliwiony na tym punkcie. Już miał się odezwać, żeby zbesztać brata, gdy ten znowu zabrał głos, tym razem z nieco innym nastawieniem. - No, już. Nic się nie stało. - powiedział krótko, choć w głowie miał co innego. Nie zapomni tego wybuchu. Widać było, że Astrad jest zazdrosny o jego ukochaną. Czyżby czuł się wykluczony? Chyba nie sądził, że już do końca życia będą nierozłączni! To przecież śmieszne! Można by powiedzieć, że wręcz niemożliwe do wykonania. Będzie musiał z nim o tym porozmawiać ale to dopiero jak wyjadą, teraz nie było czasu na darcie kotów, zwłaszcza gdy mieli niedługo wyruszać.
Malgard podniósł się z ziemi, po czym zaczął w pośpiechu zgarniać swoje rzeczy. Założył hełm na głowę i zaczął iść w stronę miasta. Po chwili zatrzymał się i odwrócił do brata. - Czekasz na specjalne zaproszenie? Dalej! Chciałeś wyjechać jak najszybciej. Idziemy po Rhein i wyjeżdżamy. - rzekł, uśmiechając się. Wiele nie trzeba mu było do podjęcia tej decyzji. I tak był już na skraju wytrzymałości i chciał jak najszybciej opuścić Varengard. Co zaś się tyczyło Rhein - dobrze wiedział, że ona podziela jego uczucia i bardzo chętnie przystanie do ich planu ucieczki. O ile jakikolwiek plan w ogóle powstał.
31.08.2018, 20:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#76

rzez ostatnie lata Astrad zbyt często słyszał ten ton. Zbyt często czuł, że rozmówca traktuje go z góry. Że uważa się za lepszego. Zazwyczaj jednak jego źródłem byli "praworządni" obwatele Varengardu, którzy nie mając nic lepszego do roboty krytykowali wybrańca Thorna. Dziś jednak to Malgard, jego rodzony brat zwracał się do niego z takim właśnie tonem. Natychmiast to wyczuł. Służąc jako podwójny agent musiał się nauczyć wyczuwania tego typu zmian. Odetchnął głęboko. -Jeżeli masz ze mną jakiś problem to powiedz to wprost, a nie udawaj, że wszystko jest w porządku. Widzę w twoich oczach, że masz ochotę coś dopowiedzieć. No dalej! Nie ma sensu się ograniczać! No chyba, że planujesz stłamić to w sobie. Z doświadczenia wiem, że to doskonały sposób!-Nie czekał na odpowiedź brata. Nawet się jej nie spodziewał. Ruszył tylko w stronę miasta, którego tak bardzo nienawidził. Malgard zawsze uważał się za nie wiadomo kogo. Cały czas myślał, że wszystko kontroluje, że wie co kiedy należy zrobić, co powiedzieć. W porządku więc. -W takim razie wyjeżdzam dzisiaj.-Rzucił przez plecy w stronę brata. Nadszedł czas. Natychmiast uda się do Relcha, żeby zabrać rzeczy przygotowane na drogę. Nie było ich dużo, więc nie powinno mu to zająć dużo czasu. Co do towarzystwa... Jeśli jego brat nie zdoła przekonać swojej kochanicy to może zostać w tym przeklętym miejscu do usranej śmierci. -Z tobą czy bez ciebie... bracie.
01.09.2018, 01:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#77

Malgard zmarszczył brwi na odpowiedź brata. Może i miał rację, może faktycznie powinien mu powiedzieć o wszystkich swoich domysłach ale cholera jasna, to jego życie i nie będzie mu się tłumaczył! A już na pewno nie kiedy ten zachowuje się jak ostatni buc. Nie dość, że Lumen narażał w tym momencie nie tylko własne życie ale i życie ukochanej osoby dla niego to Astrad jeszcze śmiał wyrzucać mu w twarz jakieś problemy. Jak nieznośny bachor, zazdrosny o zabawkę brata.
Gdy Cień miał minąć Malgarda, ten powstrzymał go, chwytając go za ramię i przytrzymując w miejscu przed sobą. Jako mędrzec, który dodatkowo specjalizował się w walce, Astrad był niezwykle silny. Ale nawet on miałby problem z przejściem obojętnie obok opancerzonego brata. Ciężar robił swoje. - Jak mamy razem podróżować masz się przestać fochać na lewo i prawo, bo prędzej ja Cię zabiję niż zrobi to cokolwiek poza murami miasta. - powiedział ostro, patrząc bratu prosto w oczy. - To już nie będzie bezpieczny Varengard, gdzie możesz sobie chodzić gdzie chcesz w pojedynkę. Jak będziesz odstawiał takie akcje to wszyscy zdechniemy, a na to nie mogę pozwolić. Świat nie kręci się dookoła ciebie, braciszku. I lepiej to sobie zapamiętaj. - po tych słowach puścił ramię Astrada, zarzucił sobie torbę na ramię i powędrował dalej w stronę murów, cały czas gotowy na odparcie jakiegokolwiek ataku ze strony na pewno wkurwionego brata.
03.09.2018, 18:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#78

łowa brata nie zrobiły na nim zbyt dużego wrażenia. Pouczanie o przetrwaniu w dziczy kogoś, kto spędzał tam większość swojego wolnego czasu raczej mijało się z celem. Chodził tam też w pojedynkę. Jeżeli cokolwiek ma być to... I tutaj Astrad zrozumiał, że słowa brata był częściowo prawdziwe. Wziął głęboki oddech próbując się uspokoić. -Masz trochę racji. Gdy będziemy w drodze to nie będziemy mogli pozwolić sobie na takie rzeczy. Na obrażanie się, kierowanie emocjami... czy unoszenie się dumą.-Tutaj znacząco spojrzał na brata. Duma. To była jedna z największych wad Lumena. Przynajmniej w oczach Cienia. Nawet jeśli jego brat był w błędzie to za wszelką cenę chciał udowodnić, że racja należy do niego. Cóż... nie ma ludzi idealnych. Sam Astrad był daleki od ideału. Lecz teraz zrozumiał z czym będzie się wiązała ta podróż.
Spojrzał bratu w oczy. Żałował swoich słów. Każdy z nich miał częściowo rację, ale dało się to rozwiązać lepiej. -Wybacz mi bracie. Twoje poświęcenie wiele dla mnie znaczy. Bo w przeciwieństwie do mnie ty masz co poświęcać.-Położył dłoń na ramieniu Malgarda.-Jak zwykle poniosły mnie emocje. Muszę w końcu nauczyć się nad nimi panować.-Wachał się jeszcze przez chwilę.-Powinniśmy coś ustalić. Tak długo jak będziemy w podróży, będziemy też w niebezpieczeństwie. Obiecuję ci, że będę panował nad swoimi emocjami i będę unikał takich sytuacji jak ta z dzisiaj. Szczerze to nie wiem, które z was, Ty czy Rhein, będzie dowodziło naszą grupą, ale proszę cię o jedno. Pozbądź się swojej dumy, przynajmniej na czas podróży. Dobrze znasz moje umiejętności i możliwości. Jeżeli przyjdzie nam walczyć z jakimś monstrum to słuchaj się mnie. Nawet jeżeli rozkażę ci odwrót.-Znów się zawachał.-Nie pozwolę, żeby którekolwiek z was zginęło.-Nie chciał, żeby Malgard przeżywał to co on. Zdjął dłoń z ramienia brata i wyciągnął ją na znak zgody. -To jak? Mamy umowę?
04.09.2018, 00:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#79

Astrad z dnia na dzień coraz bardziej zaskakiwał. Stawał się bardziej opanowany, spokojny i ugodowy. Czyżby w końcu zaczynał uczyć się panować nad swoimi maniakalnymi popędami? Wszystko wskazywało na to, że tak, chociaż Malgard miał gdzieś z tyłu głowy przeczucie, że piętno Thorna jeszcze nie raz odciśnie na nim swój ślad. Przytyk co do domniemanej dumy lekko go zabolał - w końcu jedynie troszczył się o ludzi, na których mu zależało. Nie wywyższał się ponad innych, a już na pewno nie ponad swojego brata. Ale skoro tak to było odbierane jakiś cień prawdy musiał się znajdować. Trudno, taka była cena za utrzymanie porządku, a on był w pełni gotów ją zapłacić.
- Wiem, że znasz się na walce ale pamiętaj, że ja również co nie co o niej wiem. - powiedział, zawiedziony tym, że Astrad uważał się za lepszego, mimo faktu, że nigdy z nim nie wygrał. I kto tu teraz jest przepełniony dumą? - Ale niech Ci będzie, jeśli ty nie będziesz się dawał ponieść emocjom postaram się nie odgrywać roli zadufanego w sobie błazna. - po tych słowach uścisnął rękę brata z uśmiechem na ustach. Dobrze było zbierać się do drogi wiedząc, że nie będzie musiał uważać na swoje plecy. - A teraz naprawdę już chodźmy, bo nas tu noc nastanie. - rzekł, po czym poprawił torbę na ramieniu i ponownie ruszył w stronę murów miejskich. Konfrontację z Astradem jakoś przeżył, teraz wystarczyło już tylko zmierzyć się z kochanym potworem, który czekał na niego w domu.

Gracz opuścił wątek
05.09.2018, 00:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Polany i farmy
#80

strad nie miał zamiaru tłumaczyć niczego więcej. Tylko przytaknął w stronę brata. Faktem było, że Malgard nie miał pojęcia o wiedzy jaką posiadał jego brat. Częste wypady do dziczy sprawiły, że Cień uczył się na temat chodzących po okolicznych lasach potworów. Gdy natknął się raz na księgę, która wspominała o Cerberusach to nie był w stanie zasnąć. To, że zdołali jednego zabić było więcej niż cudem. To była boska interwencja! Niemniej przyjął do wiadomości słowa brata. Martwiło go jednak, że nadal słyszał w nich dumę. Wybraniec Thorna miał nadzieję, że jego brat zdąży się nauczyć pokory zanim zrobi to przewrotny los. Westchnął. Pokora była cechą z którą on miał bardzo duże problemy. Ruszył w stronę miasta doganiając brata.
-Jak myślisz? Gdzie teraz będzie Rhein? Wiesz o której udaje się do koszar straży? I jak myślisz... jak zareaguje na to wszystko?-Miał nadzieję, że wszystko pójdzie bezproblemowo. Wejdą do miasta, zgarną Rhein i wyjdą. Problem w tym, że nic nigdy nie idzie bezproblemowo.

Gracz opuścił wątek
09.09.2018, 18:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna