Niskie trawy - Strefa I
#21

Dziewczynka odetchnęła głośno, kiedy Mistyczka zgodziła się ich eskortować. Nawet zdobyła się na nieśmiały uśmiech, który za chwilę zagościł na jej twarzy. Szybko jednak znów się skupiła na tym, aby uspokoić Gryfa. Buruu wyglądał na impulsywnego i mógł swoim zachowaniem zniweczyć wszystko to, co udało jej się wywalczyć.
Gdy Mistyczka zbliżała się do bestii, ta napięła mięśnie. Tym razem obyło się jednak bez warczenia, szarpania i innych agresywnych reakcji. Dało się jednak usłyszeć nieustanny szept dziewczynki, która mówiła coś uspokajająco i głaskała Buruu.
Choć niechętnie, Gryf pozwolił sobie pomóc, dzięki czemu już chwilę później stał na łapach. Lekko się chwiał, lecz dawał radę. Jego skrzydła były nienaturalnie powyginanie, ale poza tym nic gorszego go nie spotkało. Oczywiście wciąż nie mógł latać, ale przynajmniej miał szansę przetransportować się do bezpiecznej kryjówki i nie zginąć tutaj.
- Chodźmy - powiedziała dziewczynka bardziej do potwora niż od Anshii i oparła dłoń na jego ciele. Ten tylko wypuścił powietrze z nozdrzy i ruszył przed siebie.
Weszli między trawy, które sięgały Mistyczce do pasa. Gryf szedł, rozglądając się uważnie wokół siebie, dziewczynce wystawała jedynie głowa i barki. Mimo to dzielnie kroczyła tuż obok bestii, gotowa na każdy rodzaj niebezpieczeństwa, który mógł ich tu spotkać.
Wędrowali w ciszy, którą mącił jedynie szelest traw wokół nich. Słońce przyjemnie prażyło, lekki wiatr muskał twarze. Nic nie wskazywało na to, aby za chwilę miało się wydarzyć coś złego. Mimo to należało zachować ostrożność.
- To już niedaleko - zapewniła dziewczynka, po jakichś dziesięciu minutach drogi. Zdążyli znacznie oddalić się od traktu, trawa zaś zdawała się coraz wyższa. Jednocześnie, ich oczom ukazało się niewielkie wybrzuszenie terenu, coś w rodzaju małej górki.
Gdy się tam zbliżyli, Anshia zauważyła szerokie wejście prowadzące do groty. To właśnie tutaj ją prowadzili. Weszli do środka, gdzie było jeszcze jasno z powodu promieni słonecznych. Mistyczka mogła zobaczyć mały krąg kamieni, wewnątrz którego znajdowały się resztki popiołu. Niedaleko zaś leżały dwie skóry, trudno określić z jakiego zwierzęcia lub bestii. Pod jedną ze ścian leżały dwa średniej wielkości pakunki oraz bukłak z wodą. Poza tym mogła dostrzec jeszcze prymitywną pikę wykonaną z kija i zaostrzonego kamienia oraz kilka innych badyli w różnych kształtach, których funkcję trudno było w tej chwili odgadnąć.
Gryf ruszył na jedną ze skór i ułożył się na niej z głośnym sapnięciem. Zaczął oblizywać jedno z mniejszych skaleczeń na swojej łapie. Dziewczyna zaś podeszła do Anshii, trzymając się za rękę.
- Dziękuję - powtórzyła i zagryzła wargę. Coś ją gnębiło. W końcu postanowiła to z siebie wyrzucić. - Pomożesz mi z jego skrzydłami? Wiem, że dużo już dla nas zrobiłaś i pewnie masz ważniejsze sprawy na głowie, ale skoro już tu z nami dotarłaś... - Spuściła wzrok, nie bardzo wiedząc co jeszcze powiedzieć.
27.05.2015, 19:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#22

Mistyczka musiała sobie westchnąć w duchu, żeby jakoś odreagować podejście do bestii. W jakimś sensie współczuła mu, bo przecież jeszcze chwilę temu oboje byli gotowi się pozabijać, byleby przetrwać... A teraz w geście jakiejś sztucznej szlachetności i współczucia dla tego dzieciaka, pomagała mu zebrać się na równe łapy. No nic, na szczęście nie odgryzł jej niczego, kiedy zbliżyła się by go podnieść. Właściwie to już jakiś postęp, chociaż na większy niespecjalnie liczyła, bo i skąd.
Anshia kiedy wreszcie stała jakiś kawałek od tej dwójki, poczuła się lepiej. Może to dlatego, że nie lubiła, kiedy ktoś naruszał jej przestrzeń osobistą. Dziewczyna prowadziła rozjuszonego gryfa, który to idąc dosyć chwiejnie, sprawił, że mistyczka zaczęła się zastanawiać. Pierwszą myśl dotyczyła tego, dlaczego właściwie oni się ze sobą przyjaźnią, skoro równie dobrze bestia mogłaby schrupać tą młodą na śniadanie czy coś. Do tego czy ta dziewczyna w ogóle miała kogoś jeszcze poza tym przerośniętym ptaszyskiem. Swoją drogą... Anshia nie mogła zrozumieć dlaczego takie młode dziecko poświęca się dla Buruu. Gotowa, by poświęcić życie, stała wcześniej na łasce białowłosej. Mogła zrobić z nią wszystko, nawet zmusić do wykonywania brudnej roboty, gdyż dla gryfa oddałaby życie - to czemu nie miałaby się nią trochę po wysługiwać... Chociaż właściwie to równie dobrze mogłaby zamieszkać w mieście, a nie żyć jak dzikus z dala od jakiejkolwiek cywilizacji. Wtedy to nigdy ich drogi nie zeszłyby się, bo byłaby jedną z wielu, nudnym okazem.
Mistyczka idąc w coraz to większe trawy, rozglądała się po okolicy. Właściwie to na razie nic im nie groziło, nie słyszała żadnego szmeru poza tym, który sami robili, a za kolejnymi ptaszyskami ani śladu. Niezbyt podobało się jej, że jej suknia będzie w tak tragicznym stanie... To oznacza, że kiedy dostanie się do jakiegoś miasta, kupi sobie nową i odreaguje smutki pijąc jakiś dobry trunek. Byleby dobrze wchodził w głowę, inaczej tego nie zdzierży. Słysząc zaś komentarz, że już są prawie u celu, odetchnęła z ulgą. Podróżowanie w taką pogodę było całkiem przyjemne, to prawda, niemniej z każdą chwilą rosła szansa, że spotkają jakieś małe, upierdliwe stworzenie, które może im skutecznie uprzykrzyć życie. Nie ma to jak życie w dziczy. Poza tym wizja wracania na główny trakt dobitnie przygnębiał kobietę. Cholera jasna, później pewnie będzie musiała sama przemierzać taki szmat drogi, do tego uważając, żeby nie spotkać kolejnego ptaszyska czy innego równie nieprzyjemnego towarzysza. Krótko mówiąc, nieźle się wkopała oferując pomoc tej dwójce. No nic, skoro zaczęła to musi to i tak skończyć. Właściwie to mogłaby ich dwóch tutaj zabić na miejscu, ale nie miała pojęcia co z tego by miała. Do tego nie powinna używać w tym celu swojej magii, ponieważ ma ona niszczyć zło, a nie upierdliwe dzieciaki z przerośniętymi kanarkami.
Anshia tuż przed wejściem do owej jaskini, przystanęła na chwilkę. Spojrzała na słońce, które dawało jej tyle radości, by po chwili wyciągnąć ku niemu swoje ręce. Dla kogoś patrzącego z boku wyglądało to, jakby się przeciągała po długim śnie, ale ona miała w tym zupełnie inny cel. Skoro miała światło, to czemu nie miałaby z tego faktu skorzystać i nie podreperować swojego zbiorniczka many. Niby włócznia nie męczyła ją zbytnio, ale zawsze lepiej było mieć cały zapas do swojej dyspozycji, niż potem się martwić.
Dziewczyna po tej drobnej czynności weszła do środka, szybko lustrując to co znajdowało się wewnątrz. Musiała przyznać w duchu, że zbyt wiele to tutaj nie było, ale z drugiej strony to na co mogła liczyć, kiedy przed sobą miała dziecko i młode ptaszysko. Gryf od razu udał się na swoje miejsce, pewnie był zmęczony po tej podróży, zważywszy na jego zły stan po nieudanym ataku. No nic, każdy musi płacić za swoje błędy. Mistyczka miała już się zbierać, by wrócić na główny trakt, ale jak zwykle młoda do niej podeszła. Miło, że podziękowała jej za fatygę, chociaż poza podniesieniem wielkiego cielska nie zrobiła nic. Z resztą zastanawiała się, czy gdyby ktoś zaatakował ich w szczerym polu, to czy by ich nie zostawiła... Chociaż wróć, przecież skoro się zgodziła ich eskortować, to pewnie dla czystej satysfakcji zatłukłaby coś co by ich atakowało, może nawet tylko dlatego, żeby odreagować. Jednakże słysząc pytanie czy nie pomogłaby z jego skrzydłami, z jej ust uciekło powietrze z całkiem głośnym świstem...
- Nie sądzisz, że to dla niego zbyt wiele? Już widzę, jak jego duma się urażona tylko dlatego, że pomogłam mu wstać. Poza tym jakoś muszę wrócić na trakt, bo mam odwiedzić jeszcze Stare Bagna. Zatem ty też zrobisz coś dla mnie, ale to później. Jak nakłonisz Buruu to mogę Ci pomóc, ale jak będzie robił jakiś cyrk, to zabije Was obu. Nie mam zamiaru potem wysłuchiwać Twojego płaczu, jak ukrócę jego męki. - Rozdrażnienie wypełzło z mistyczki, która... Może zrobiła to całkiem specjalnie, bo miała dosyć tego irytującego dzieciaka. Jej głos był pełen chłodu, tak jak jej wnętrze, a oczy mogłoby spokojnie zabijać przypadkowych przechodniów. No nic, grunt to dobrze grać.
04.06.2015, 22:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#23

Gdy Anshia się tak przeciągała, wyciągając ręce do słońca, zarówno dziewczynka jak i Gryf przyglądali się jej uważnie. Nie mieli jednak żadnych podstaw ku temu, aby podejrzewać jakieś złe zamiary z jej strony, chociaż zachowywała się odrobinę dziwnie. Mimo to żadne z nich nie postanowiło na to reagować. Uznali widocznie, że i tak całkiem sporo jej zawdzięczają i nie ma co kobiety jeszcze bardziej denerwować.
Ostra reprymenda sprawiła, że dziewczynka była jeszcze mocniej speszona niż wcześniej. Gryf przyglądał się uważnie całej scenie, gotów reagować w razie jakiegokolwiek incydentu. Najwyraźniej nie podobało mu się, że ktoś krzyczy na jego przyjaciółkę. Tymczasem ona próbowała wydukać z siebie jakąś sensowną odpowiedź.
- Ja... wiem... rozumiem... to znaczy... ja sama... - W końcu przerwała ten nieudolny wywód i wzięła głęboki wdech, aby się odrobinę uspokoić. - To nie chodzi o jego dumę. To znaczy... na pewno nie jest tym zachwycony, ale na początku po prostu wciąż traktował cię jako zagrożenie. Teraz wciąż ci nie ufa, ale docenia to, że pomogłaś mu, zamiast go dobić.
Dziewczyna spojrzała na ranną bestię. Buruu uważnie obserwował obydwie, próbując zapewne coś zrozumieć z wymiany ich zdań, albo chociaż cokolwiek wywnioskować. Niestety mowa ludzka nie była raczej jego mocną stroną. Chociaż jakby nie patrzeć, uspokoił się, kiedy dziewczynka do niego przemawiała, więc może jednak coś rozumiał. Tak czy inaczej, nawet pomimo połamanych skrzydeł był w każdej chwili gotów to interwencji. Lecz teraz nie zachodziła taka potrzeba. Dziewczynka wróciła wzrokiem do Mistyczki.
- Zrozumiem, jeśli teraz odejdziesz. I tak wiele już dla nas zrobiłaś. Jeśli jednak zechcesz pomóc, to zrobię co tylko będę mogła, żeby ci się jakoś odwdzięczyć. - Obiecała i kiwnęła głową, jakby na potwierdzenie tych słów.
A potem odwróciła się i ruszyła do Buruu. Pozostawiała Mistyczkę sam na sam ze swoimi myślami, aby mogła podjąć spokojnie decyzję. Tym czasem umysł Anshii został nagle zaatakowany. I usłyszała głos. Znajomy, choć ostatni raz udzielał się już jakiś czas temu.

Mięczak - rozniosło się po jej głowie, z mieszanką rozbawienia i pogardy.

Przywróć sobie pełną ilość many.
12.06.2015, 18:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#24

Mistyczka poczuła się nieco lepiej kiedy pochłonęła nieco many z otoczenia. Co jak co, ale w takich chwilach była dumna z tego, że jest kim jest, że jej zdolności są takie, a nie inne. Przynajmniej mogła bezkarnie podkradać energię ze słonecznych miejsc, a to było bardzo przydatne. Właściwie to mogłaby jeszcze na chwilę postać i opalać swoją bladą twarz, ale w sumie to nie jej styl. Z drugiej strony czasami lekkie zmiany nie są złe, ale na chwilę obecną Anshia nie miała ochoty robić czegokolwiek ze swoim sposobem bycia.
Dziewczyna słuchając młodej, która nie mogła skleić sensownej wypowiedzi, miała ochotę jeszcze bardziej nakrzyczeć na nią, ale z drugiej strony - teraz już mogłaby wziąć sobie jakieś lekkie przekąski i śmiać się z tej sytuacji. No dobra, wiedziała, że od niej sporo zależało i właściwie przez dłuższy czas ta dwójka zdawała się być na jej łasce... Niemniej mistyczka nadal miała chwilami ochotę ich zabić, przynajmniej mniej guzdrania się z tym całym syfem. Chociaż cholera wie czy zdążyłaby się pozbyć gryfa zanim dziewczynka rzuciłaby się na nią. Tak, to bestia dla kobiety zdawała się niebezpieczniejsza, zawsze mogła się rozedrzeć jak przy pierwszym ataku, a to mogłoby się skończyć wręcz tragicznie. Dopiero po chwili młoda zdołała się uspokoić i zacząć mówić do rzeczy. Właściwie jeśli jest tak jak ona mówi, to mogła na pewnej płaszczyźnie zrozumieć zachowanie Buruu. Przecież nikt nie lubi, jeśli jego wróg mu świadomie pomaga, takie trochę litowanie się nad biedakiem... A gryfy z pewnością tego nie znoszą, to przecież władcy przestworzy, którzy swojej pozycji bronią zaciekle. Chociaż ciekawe w jaki sposób docenia tą nietypową pomoc. Dobrze wiedziała, że bestia z pewnością wolałaby dotrzeć tutaj sama, ale no niestety na swoje nieszczęście - nie była w stanie. Później młoda zostawiła ją samą z myślami i ofertą. Doprawdy urocze byłoby wysługiwanie się dzieckiem, bo chociaż nieszlachetne, to godne chłodnej suki. Już mistyczka zaczęła snuć pomysły co zrobić. Może zapytać o zioła żeby się czegoś o nich nauczyć, a może coś zupełnie innego. Mieszkając tutaj na pewno zna się na podstawach sztuki przetrwania, bo życie tutaj nie może być banalne. Możliwości cała masa...
Anshia uśmiechnęła się lewym kącikiem ust. Właściwie jej obecne położenie było całkiem zabawne, bo mogła pójść to wszystko rzucić w cholerę i zająć się wędrówką... Albo zostać tutaj i pomóc młodej z przerośniętym ptaszyskiem, a potem liczyć na to, że będzie w stanie spełnić jakąś z jej próśb. Mistyczka znowu przeciągnęła się, stając przed wejściem do jaskini, by znów poczuć nieco słońca na swoim ciele. Ta drobna rzecz dawała jej pewnego rodzaju radość, jakiej nie doświadczała przy żadnej innej czynności. Może to spuścizna po tym kim jest, po tym, że włada czarnym światłem.
Dziewczyna nie mogła uwierzyć w to, że usłyszała Ten głos. Chwilami sądziła, że zaszywa się gdzieś w jej umyśle i tylko się obija albo odsypia... Z drugiej strony miał na to sporo czasu skoro tyle czasu spędził w Czarnej Księdze. Niemniej czuła się spokojniejsza, gdy Lorn przypomniał o swoim jakże smutnym istnieniu. Mistyczka nie lubiła kiedy ją obrażał, w końcu wypuściła go z tego więzienia, jakie sam sobie zbudował, mógłby być odrobinę wdzięczniejszy za to co dla niego zrobiła. Chociaż musiała mu przyznawać rację, kiedy przypominał jej o tym, że wciąż jest słaba i nie panuje odpowiednio nad swoim darem. Doskonale wiedziała, że do mistrza wciąż daleka droga, że to co teraz potrafi to tylko nic nie znaczące sztuczki dla dzieci... Ale nie mogła na razie nic z tym zrobić, bo przecież miała udowodnić swoją przydatność w walce z demonami, a teraz bawi się z jakimś gryfem. Nie znosiła sobie uświadamiać, że ktoś kto stoi nad nią w hierarchii ma rację.
- Pfff, powiedział Lorn... Gdzieś się podziewał jak Ciebie nie było? Myślałam, że już zgubiłeś się szlajając się po moim umyśle. Z resztą, niby czemu mięczak? - Anshia odezwała się do swojego nauczyciela we wnętrzu swej duszy. Chciała nieco z niego zażartować, ale znając życie i tak pewnie będzie chciał ją w dalszym ciągu besztać, jakby to miało jakikolwiek cel. Niemniej skoro chciała się czegoś od niego nauczyć, to była zmuszona wysłuchiwać jego narzekać, bo co jak co - ale lekcje od niego były bezcenne... Bo podobnież na świecie nigdy nie urodził się już drugi mistyk światła. Zatem dziewczyna była skazana na jego lekcje, bez względu na to co będzie musiała przez to przy okazji znosić.
28.06.2015, 20:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#25

Głos Lorna kazał jej chwilę na siebie poczekać, tak jakby musiał zebrać odpowiednio myśli przed tym, co jej powie. Mistyczna w tym czasie po prostu stała na słońcu, a do jej uszu dochodziły ciche słowa, jakie dziewczynka mówiła do gryfa. Ten leżał z zamkniętymi ślepiami i chyba starał się odpocząć po tym wszystkim co dzisiaj przeszedł. To jednak niewątpliwie nie był koniec jego udręki, bowiem skrzydła wciąż znajdowały się w opłakanym staniem. Ale teraz musiał zregenerować siły, a dziewczyna najwyraźniej nadal czekała na to, co odpowie jej Mistyczka.
"Wyobraź sobie, że nie mogę za daleko chodzić - odpowiedział wreszcie Lorn z jadowitym sarkazmem w głosie. - Obserwuję cię przez cały czas. Sprawdzam, czy jest jakikolwiek sens, abym marnował swój czas na szkolenie cię. Jak na razie wydajesz się mało zdeterminowana w dążeniu do celu. Zamiast zmierzać w wyznaczonym kierunku, to ty cackasz się z jakimś pierdolonym gryfem, którego pokonałaś. Powinnaś była go zabić albo zostawić na pastwę innych drapieżników, a nie ulegać jakiejś płakliwej smarkuli. Zachowujesz się jak mięczak, myślisz że cokolwiek za to dostaniesz? Pomyśl, ta dziewczyna mieszka w jakiejś jaskini, niby co może zaoferować komuś takiemu jak ty? No chyba, że nagle postanowiłaś wieść żywot pustelnika i mieszkać w jaskini z małą dziewczynką i niepełnosprawnym gryfem. - Ostatnie zdanie znów zostało wypowiedziane z dużą dawną kpiny. Słychać było wyraźnie, że Lorn naśmiewał się z decyzji podjętych w kwestii gryfa oraz dziewczynki, a także ewentualnych korzyści jakie mogła z tego osiągnąć. Trudno było stwierdzić, czy słyszał wszystkie myśli Mistyczki, czy tylko te, którymi chciała się z nim podzielić. Być może jednak był po prostu odpowiednio domyślny, aby stwierdzić na co mogła liczyć Anshia, kiedy postępowała tak, a nie inaczej. W każdym razie w jej umyśle rozległ się ponury rechot.
10.07.2015, 17:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#26

Dziewczyna tylko kątem oka patrzyła na to co robi młoda i jej przerośnięty ptak. Powinna była poświęcić im nieco więcej uwagi, ale Anshia dobrze wiedziała, że jej drogi nauczyciel jest znacznie bardziej upierdliwą personą, to też musiało jej wystarczyć stanie w stosunkowo bezpiecznej odległości. Z resztą nie chciała wierzyć, że po tym wszystkim wściekle się na nią rzuci, bo przecież miała jej jeszcze pomóc.
Słysząc słowa Lorna, miała nieodpartą ochote dać mu w twarz, ale musiała się powstrzymać, wiedząc że to nic nie da. Pozostało jej jedynie porozmawiać z nim i liczyć, że jego duma chociaż na chwile da sobie spokój z robieniem masy niepotrzebnych docinków. Ten staruszek naprawdę jedyne co robi dobrze poza uczeniem, to ciągłe zrzędzenie na wszystko. - To trzeba było znaleźć sobie przestronniejszy dom, totalnie pustą głowe najlepiej. - Syknęła do niego w myślach. Dobrze wiedziała, że jest teraz jedynym, żyjącym mistykiem światła, co za tym idzie byli skazani na swoje wzajemne towarzystwo.
- Lorn, może i masz racje, ale chcę Ci o czymś przypomnieć... Nasza magia służy do tego, by niszczyć zło! Nie będę raniła tej dziewczynki bo nie jest nikomu nic winna... Gdyby spółkowała z demonami to zabiłabym ją bez mrugnięcia okiem... Ale czy ty widzisz, by była zła? Bo ja nie. I nie będę żadnym, cholera pustelnikiem! Nadal chcę zostać najsilniejszym mistykiem, dobrze o tym wiesz. Skończę z tym gryfem i wyruszymy na krwawą pustynie... Tylko z moimi skromnymi umiejetnościami może być to śmiertelna wyprawa. - Anshia starała się być w tym wszystkim spokojna, ale prawda była taka, że gdyby nie ta dziewczynka to pewnie ten gryf rzeczywiscie skonałby z jej powodu, bez żadnych wyrzutów sumienia.
11.07.2015, 12:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#27

"Miejsca tutaj aż nadto, dziękuję" - odpowiedział złośliwie i znów w głowie Anshii rozległ się ponury śmiech. Zaraz jednak zmienił się on w ostrzejszy ton. - "A gdzie ja kurwa mówię o krzywdzeniu tej małej? Jesteś tak tępa, że nie potrafisz nawet zrozumieć tego, co do ciebie mówię? Zarówno pomaganie im, jak i ewentualna walka stanowią marnowanie czasu, który mogłabyś poświęcić chociażby na szkolenie swoich umiejętności. Obydwa pomysły wykazują tylko twoją słabość, nie potrafisz skupić się na właściwym celu, pozwalasz aby czynniki zewnętrzne cię rozpraszały. Zarówno gryf, jak i ta mała są gówno warci, nieistotni. Powinnaś była ich zignorować i pójść w swoją stronę. Ale twój wewnętrzny rycerzyk kazał ci im pomagać, więc gratuluję, właśnie zmarnowałaś jeden dzień."
Po tych słowach głos zamilkł, tak jakby Lorn postanowił znów wycofać się i jedynie obserwować. Coś jednak było w tym co mówił. W czasie kiedy Anshia stała i zastanawiała się nad tym co robić, słońce coraz bardziej zbliżało się ku horyzontowi. Teraz zbliżał się już zachód, zanim Mistyczka zdąży wrócić na ścieżkę, zapewne zapadnie już ciemność. Wędrowanie w tych terenach po zmroku było bardzo niebezpiecznym pomysłem, tym bardziej dla Mistyka światła, ponieważ stanowiło to dla niego najgorszy możliwy teren do działania. Raczej wątpliwe, aby w pobliżu Anshia mogła znaleźć jakieś inne miejsce do przenocowania niekorzystnych warunków.
Mała dziewczynka cały czas głaskała gryfa, ale już się nie odzywała. Potwór prawdopodobnie zasnął, pysk miał ułożony na łapach, a brzuch bestii poruszał się miarowo. Jego przyjaciółka co jakiś czas dyskretnie przypatrywała się kobiecie, jakby próbowała odgadnąć, co ta w końcu zdecyduje się uczynić. Czasu za wiele na decyzję już nie miała.
12.07.2015, 15:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#28

Mistyczka gdyby tylko mogła, to temu staremu pajacowi skopałaby to spróchniałe duchem dupsko, ale no cóż, sama dobrze wiedziała, że i tak nie miała dość siły by to zrobić.
- Z resztą nie ma co się z Tobą kłócić. - Syknęła, wkurzona na siebie i niego. Dobrze wiedziała, że on ma rację i nie powinna zbaczać ze ścieżki. Prawda, że powinna trenować i się rozwijać, a nie stać w miejscu... Niemniej skoro już coś zaczęła, to powinna to skończyć, jak na nią przystało. Poza tym drażniło ją to, że była od niego zależna. Gdyby tylko posługiwała się jakimś innym, zwyczajniejszym żywiołem pewnie bez problemu znalazłaby normalnego nauczyciela, a tak musiała się użerać z mieszkańcem książki.
Anshia przeciągnęła się leniwie, patrząc z utęsknieniem na zachodzące słońce. Miała świadomość tego, że jedyne co jej zostaje, to przenocować właśnie tutaj, bo na łut szczęścia lepiej nie liczyć, zwłaszcza w takim miejscu jak to. Jeszcze rzuciłby się na nią bardziej doświadczony gryf i byłoby naprawdę z nią cienko.
- Chociaż ja i tak jestem zdania, że ten dzień nie do końca będzie stracony... A poza tym mamy jeszcze noc. - Zachichotała jak dziecko w swoim umyśle, jakby chcąc wystawić na próbę i sprowokować jakże drogiego jej Lorna. - Wszystko zależy jak na to spojrzysz i rozplanujesz czas, a czuję, że mamy go więcej niż sądzisz. - Ciągnęła dalej, próbując wywabić go z nory w jej umyśle. - Wystarczy tylko trochę cierpliwości. - Anshia weszła do środka pieczary, patrząc na dziewczynkę.
- Dobra, raz dwa go opatrzymy, a potem będę mogła tutaj przenocować, przy okazji opowiesz mi o okolicy, umowa stoi? - Lorn mógł jeszcze nie wiedzieć, ale w głowie mistyczki utkał się dosyć chytry plan jak to wszystko ze sobą ogarnąć i połączyć. Jedyne co było niewiadomą, to czy jej nauczyciel zgodzi się pomóc w tym, bo jak to z nim już bywało, lubił jak Anshia była grzeczna i nie miała własnej inwencji tylko ślepo go słuchała. Tak samo z resztą było kiedy się poznali i nie zmieniło się nic, a nic.
06.08.2015, 14:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#29

"Nie próbuj mnie pouczać. Nie posiadasz nawet małej części wiedzy, którą ja władam. Dobrze wiem, że stroisz dobrą minę do złej gry. Sama zresztą też zdajesz sobie z tego sprawę" - odpowiedział Lorn. Ale Anshii udało się wykonać jedno z założeń - zirytowała swojego niematerialnego mentora. Nie odezwał się już ani słowem, znów postanowił ograniczyć swoją obecność do roli obserwatora.
Kiedy Mistyczka zaproponowała swoją współpracę, dziewczynka o mało nie podskoczył z radości. Na jej twarzy widniał szeroki uśmiech, który jednak szybko znikł, kiedy tylko mała zdała sobie sprawę z tego jak trudnym zadaniem będzie naprostowanie skrzydeł Gryfa tak, aby ten nie rozszarpał ich obu na kawałki. Szybko jednak zaprezentowała swój plan.
- Umiem go uspokoić. Nie wiem czy dam radę przy takim bólu, ale postaram się. Tu są cztery patyki, mam też sznur, żeby to obwiązać. No bo przy takich złamaniach trzeba unieruchomić kość, prawda? Przynajmniej tak mi się wydaje - podrapała się po głowie z konsternacją. Trzeba przyznać, że miała całkiem sporą wiedzę, jak na takiego małego dzikusa. - Ja będę starała się go uspokoić. Ty musisz zająć się skrzydłami - taki był mniej więcej plan.
Zaraz przyniosła cztery grube gałęzie, a także kawałek sznura, który podzieliła na osiem części, za pomocą ostrego kamienia. Trudno stwierdzić skąd posiadała takie narzędzia, ale umiała sobie radzić.
Nie pozostało nic innego jak zabrać się do roboty. Dziewczyna znów kucnęła przy Gryfie i głaskając go delikatnie po szyi, szeptała coś do niego. Stwór poruszył się niespokojnie, jakby instynktownie wyczuwając, że zbliża się coś mało przyjemnego. Nie protestował jednak, gdy Mistyczka dotykała jego skrzydeł. Widocznie zaufał jej na tyle, aby nie atakować, gdy ta tylko się zbliżała.
Przy pierwszym nastawieniu Gryf wierzgnął gwałtownie, skrzyknął i instynktownie otworzył ostry dziób, a następnie ugryzł dziewczynkę w ramię. Tak krzyknęła z zaskoczenia i bólu.
- Nic mi nie jest! - Wysyczała jednak szybko i nadal głaskała Gryfa. Ten spojrzał na nią przepraszająco. Ona jednak nie przejęła się tym. - Nastawiaj dalej.
Przy dalszych nastawieniach potwór reagował już łagodniej, być może gotów na to, co go czekało. Wreszcie jego skrzydła wróciły do normalnego ułożenia, tylko że były obwiązane kijami i sznurem. Kiedy cały zabieg dobiegł końca, Gryf padł wyczerpany na podłoże. Dziewczynka wstała, trzymając się za ramię.
- Dziękuję - jęknęła, a potem oddaliła się i zniknęła w jednej z części jaskini.
Anshia została sama w rannym gryfem.

"Ciekawi mnie relacja tego dziecka i gryfa." - Przyznał niechętnie Lorn. - Zachowują się tak, jakby się porozumiewali, ale przecież to niemożliwe. No i ta mała ma całkiem sporą wiedzę, jak na swój wiek. Ciekawy przypadek. - Choć nie wprost, to Lorn niejako pochwalił swoją podopieczną. Czuć było jednak niewielką dozę niechęci w jego głosie, która mieszała się z zaciekawieniem
07.08.2015, 20:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Niskie trawy - Strefa I
#30

Anshia jakoś niespecjalnie przejęła się początkową niechęcią swojego mentora, on po prostu już tak miał. Z resztą prawdziwą sztuką, jest trzymać się swojej roli do samego końca, bez tego już dawno mogłaby odpuścić sobie cokolwiek, a już na pewno naukę u Lorna. Teraz najważniejsze będzie nieco utrzeć nosa nauczycielowi, żeby zmiękł i czegoś sensownego ją nauczył. Mistyczka dobrze wiedziała, że bez tego będzie trudno przekonać Lorna do czegokolwiek, w końcu podobno za życia był człowiekiem czynu, a nie słów. Dobre pytanie czy po śmierci mu się to zmieniło.
Kobieta nie podzielała optymizmu dziewczynki. Mając w myślach swoje poprzednie próby bliskich kontaktów z tym gryfem, od razu nastawiła się na to, ze nie będzie to ani łatwe, ani przyjemne zadanie. Jedyne na co miała nadzieję, to że całkiem szybko się z tym uwiną, żeby nie musieć zbyt długo stać w strefie zagrożenia dziobaniem czy choćby jego upierdliwego ryczenia.
- Z tego co wiem, to raczej trzeba... Chyba, że chcesz, żeby wkrótce po złamaniu coś mu się poruszyło w środku i będzie musiał się nauczyć biegać, bo skrzydła będą do niczego. Przynajmniej tak słyszałam. - Mistyczka wzruszyła ramionami, bo szczerze powiedziawszy kierowała się tylko zasłyszanymi pogłoskami o tym jak trzeba się zająć kościami po złamaniu.
- Dobra, to już możemy zaczynać. - Przeciągnęła się leniwie, stając na palcach.
Wzięła bliżej jedną gałąź i dwa kawałki sznura. Powoli zbliżała się do bestii, zastanawiając się kiedy będzie chciała ją zaatakować. Ku zdziwieniu mistyczki, gryf niczego takiego nie zrobił. Musiała przyznać, że ta dziewczynka była niesamowita, żeby uspokajać dzikie ptaszysko, które równie dobrze mogłoby ją zabić. Anshia ostrożnie dotykała kości, aż w końcu doszła do zgrubienia. Nie pozostało jej nic innego, jak na wyczucie nastawić je na swoje miejsce. Kiedy to już zaczęła robić, zauważyła reakcję ptaszyska. Nie rzuciło się na nią, może dlatego, że nie było w stanie. Mimo to młoda dosyć oberwała, ugryzienie z pewnością musiało być bolesne. Niemniej powiedziała, żeby nastawiać dalej. Jak chce, to tak będzie. Mistyczka mocno zawiązała pierwszą gałąź, uważając na niespokojnego gryfa.
Następne nastawienia przeszły bez większych problemów. Możliwe, że bestia się przyzwyczaiła, a może nie chciała więcej ranić bliskiej sobie dziewczynki. Znajdowanie i nastawianie uszkodzonej kości było dosyć upierdliwe, zwłaszcza, że w każdej chwili ptaszysko mogłoby zrobić coś głupiego, zapewne niosąc ze sobą nieprzyjemne konsekwencje. W najgorszym wypadku musiałaby go zabić, niemniej na swoje szczęście obyło się bez takich rozwiązań. Gryf padając zmęczony, zmusił dziewczynę do spojrzenia na to, jaka jest teraz pora, czy może już zaczęła się noc. Słysząc podziękowania, tylko mrugnęła porozumiewawczo do dziewczynki. Mistyczka przeszła pod przeciwną ścianę, żeby być dalej od gryfa. Wolała się trzymać w bezpiecznej odległości, żeby mieć czas na reakcję.
W myślach dziewczyny znowu odezwał się znajomy głos. Chyba jednak udało jej sprawić, że mentor zaciekawił się. To dawało jakieś światełko nadziei, że dzisiaj nie będzie do końca stratą czasu.
- Jak byłam mała, to kiedyś mama opowiadała mi bajki o gryfich jeźdźcach. Niby każdy wie, że to bujda, ale jak patrzę na nich, to całkiem przypominają bohaterów tej historyjki. Może dlatego tak bardzo mnie zaciekawiła, kiedy postawiła się, byleby bronić bestie, która przecież równie dobrze mogłaby ją zjeść. Mówiła wcześniej, że są głodni, więc ich relacja musi być całkiem mocna, bo co jak co, ale gdyby chodziło o przeżycie, to gryf powinien był ją zeżreć, a zamiast tego sam widziałeś... Widzę, że wie całkiem sporo. A skoro żyją tutaj tylko oni, to naprawdę ciekawe skąd ona tyle wie. W sumie dlatego też chcę, żeby mi opowiedziała o okolicy, wygląda na całkiem rozgarniętą, a chyba lepiej jest wiedzieć na co tutaj trafimy, niż iść na ślepo. Może zna jakieś skróty? - Dziewczyna się trochę rozgadała, ale miała nadzieję, że Lorn ją zrozumie i nie będzie tym razem tylko i wyłącznie się po niej wyżywał. Chociaż lekkie zaciekawienie w jego głosie... Tak, Anshia od dawna tego nie słyszała. Może dzisiejszy dzień i noc nie będą aż takie złe, jak mogłoby się wydawać. Grunt to teraz być dobrej myśli i mieć cichą nadzieję, że mentor ją pochwali czy coś. Tego też od niego nie słyszała... Ostatni raz chyba tylko jak uciekała z Czarną Księgą przed swoimi dawnymi kompanami. Chociaż dobrze wiedziała, że gdyby nie obudził w niej większych pokładów mocy, to tak naprawdę niczego by nie zrobiła. No nic, póki nie opanuje prawdziwych sztuk mistyka światła, to jej samodzielność będzie tylko marzeniem czy fikcją.
- Ano mam nadzieję, że nie chce Ci się spać... - Te słowa dla kogoś trzeciego byłyby niezrozumiałe. Przecież Lorn nie miał potrzeby snu jako świadomość. Oboje jednak dobrze wiedzieli, że to pytanie bez zapytanie, jakkolwiek to nie brzmi. Anshia zawsze tak zaczynała rozmowę, kiedy chciała, żeby jej mentor czegoś nowego ją nauczył. Teraz zostało liczyć na to, że jej nie spławi jak zazwyczaj.
09.08.2015, 12:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna