Rzeka "Smocza Łza"
#31

W słowach anielicy było sporo prawdy. Rhein co prawda wolałaby zrobić to po swojemu - stanowczo, może też odrobinę brutalnie, ale na pewno skutecznie. W końcu problem nie będzie istniał, jeśli nikt nie będzie w stanie go podtrzymywać. Z tym że zasada zwalczania ognia ogniem nie zawsze się sprawdzała i z bólem serca kobieta musiała niejednokrotnie powstrzymywać się przed tym. Andrea miała więc rację, nawet jeśli strażniczce się to nie podobało. Inną kwestią było to, że rola pośredniczki między kapłanką bogini a prostym ludem niespecjalnie jej odpowiadała. Zdawała sobie sprawę, że z emblematami varengardzkiej straży będzie miała posłuch, poza tym sama wyznawała Ilhezin, lecz nadal preferowała twardą politykę perswazji. Rozpalanie w sercach zdeprawowanych mieszkańców wiary w boginię było raczej delikatniejszą sprawą. Sęk w tym, że Rhein nie znała innych szamanów, a to w połączeniu z jej przynależnością do służby publicznej wyznaczało automatycznie do tego zadania.
– No tak, obchody – westchnęła, przypominając sobie o tym jakże ważnym święcie, do którego cała straż przygotowywała się od dłuższego czasu. Przypominając sobie poranną drakę przy murach, rażące lekceważenie przedstawicieli prawa oraz fakt, że bardzo łatwo zaczęli sądzić przez nią nawet Malgarda - uznała, że przyda się wizyta Ilhenistów w mieście. Nawet bardzo przyda.
Śmierć w zachodniej części? Mogę sobie tylko wyobrażać, w co postanowiono mnie przy okazji wrobić, skoro i tak już moja kariera legła w gruzach. – Zachodnia część Varengardu wróżyła naprawdę źle strażniczce. Jeśli rzeczywiście ktoś umarł, a w tym samym czasie Weld kazał jej uciekać z miasta, póki może, oznaczało to, że ktoś wpływowy umarł, a ją w jakiś sposób miano z tym powiązać. Jak i dlaczego, tego nie wiedziała, ale w pewien sposób własnie uświadomiła sobie gorzką prawdę - teraz już rzeczywiście tam nie należy. Pytanie tylko, czy kiedykolwiek mogła tak powiedzieć o Varengardzie?
Prosta konkluzja dotycząca jej udziału w zamieszaniu doprowadziła ją do zadumy i zamilkła na dłuższy czas, dając się prowadzić Andrei. W tym samym czasie zdążyła poważnie zwątpić w logikę planu Welda - jeśli rzeczywiście ktoś umarł, a ona miała teoretycznie być z tym w jakiś sposób powiązana, oznaczało to, że wraz z jej ucieczką, nawiasem mówiąc bardzo spektakularną, została prawdopodobnie wrzucona do jednego wora z kryminalistami. Domysł ten podsunął jednocześnie myśl, co by się stało, gdyby została w mieście. Czy byłaby o coś oskarżona? Czy w ogóle dałaby radę się wybronić? Na pewno zniknięcie za murami pieczętowało jej los, więc w końcu wyrzuciła nieprzyjemne myśli z głowy, zostawiając te, które nie przyprawiały jej o bóle. Cały czas podążała za anielicą, gotowa na całodniowy marsz aż do zmierzchu i dalej.
28.11.2018, 21:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#32

STRAŻNIK



Andrea już nic więcej nie powiedziała, prowadząc Rhein w tylko sobie znanym kierunku. Szła przed nią doskonale widoczna dla szamanki, nie bawiąc się już w podchody jak wcześniej. Dostojna kapłanka płynęła wśród drzew i traw, nie odwracając się w jej stronę ani przez chwilę.
Godziny mijały. Słońce zatoczyło łuk na nieboskłonie, wisząc już nisko nad ziemią. Chmury znajdowały się nisko, skłębione, mieniąc się w promieniach słonecznych barwami żółtymi, pomarańczowymi oraz różowymi. Zanim zupełnie ściemni się Rhein pozostawało na oko półtorej godziny.
Ich dotychczasowa wędrówka nie obfitowała w niespodzianki; Andrea prowadziła ją z daleka od innych gospodarstw, a także od jakiejkolwiek drogi prowadzącej pomiędzy wsiami. Szły zagajnikami, zaraz wychodząc na otwartą przestrzeń, aby znowu odbić w kolejne laski, mając cały czas po swej prawej ręce rzekę, która w miarę upływu czasu była coraz bliżej, aż w końcu, pod koniec dnia, szamanka miała szansę ją dostrzec z daleka.
Znajdowały się na obrzeżach większego już lasu, który będzie ciągnął się już wzdłuż Smoczej Łzy.
Duch kapłanki zatrzymał się. Zaczekała, aż Rhein zrówna się z nią.
Dużo pozostało ci prowiantu? Czy wystarczy ci do jutra? — zapytała. — W pobliżu znajduje się gospodarstwo, mogłabyś poprosić o nocleg i strawę. Możesz też zdecydować się na nocleg pod gołym niebem.
09.12.2018, 18:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#33

Cisza nie doskwierała kobiecie. Po wyjaśnieniu sobie wszystkiego z kapłanką, obydwie zamilkły, cały czas idąc do przodu, w stronę wioski. Gapiła się więc na mijane drzewa, w ziemię, w niebo, intensywnie rozmyślając nad swoją przyszłością oraz tym, czy to wszystko jest powiązane ze sobą. Ku jej rozczarowaniu do żadnych wniosków nie doszła, mając w głowie pustkę. Przyszłość nie rysowała się w ogóle, w końcu nie miała dokąd pójść. Natomiast żadna ze spraw nie łączyła się ze sobą. Ważne było jednak, że czymś się zajmowała, więc kilkugodzinna wędrówka do zmierzchu nie znudziła jej zbytnio.
Wystarczy nawet na dalszą drogę – odparła, stając przed kapłanką. – I powiedzmy, że na razie nie mam ochoty na spotkania z ludźmi. Wolę zachować siły na jutro. W lesie nie będzie tak źle.
Jeśli Andrea nie miała więcej pytań ani uwag, Rhein chciała ruszyć dalej, póki jest wystarczająco widno, żeby przejść więcej drogi. Jeśli już będzie ciemno, na pewno rozbije skromny obóz w jakimś zacisznym, skrytym miejscu.
10.12.2018, 23:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#34

STRAŻNIK



Kapłanka skinęła jedynie głową na zgodę, ruszając ponownie.
Półtorej godziny minęło bez zmian; znajdując odpowiednie miejsce na rozbicie jednoosobowego obozu na noc, Rhein nie pozostawało nic innego niż odpoczynek po całodniowej wędrówce. Ukryta pomiędzy drzewami była całkowicie odsłonięta przed wzrokiem nieproszonych gości, jeżeli jakikolwiek napatoczyłby się. Strażniczka mogła czuć się tam względnie bezpiecznie.
Duch Andrei ulotnił się, gdy tylko rozbiła obóz, przekazując jedynie, że wróci rankiem i będzie miała na wszystko oko.

Noc przebiegła bez zakłóceń. Jedynie gdzieś tam daleko rozległ się krzyk, który łatwo mógł zostać pomylony z rykiem leśnej zwierzyny.

Gdy Rhein wstała tego ranka, powitał ją widok ducha kapłanki. Siedziała na zmurszałym, zwalonym pniu drzewa z założoną nogą na nogę i spoglądającą na nią z nieodgadnionym wyrazem twarzy. Nie odezwała się jednak ani słowem, czekając, aż szamanka ogarnie się, by ruszyć ponownie.
Wczoraj przeszłyśmy kawał drogi. Myślę, że zostały nam jakieś trzy–cztery godziny marszu i będziemy na miejscu — oznajmiła, by zaraz dodać: — Do wsi możemy dotrzeć już normalną drogą albo, jeżeli wolisz, dalej kniejami, jednakże ten drugi szlak zajmie nam dłużej. Może do czterdziestu minut. Decyduj którędy wolisz. W drodze możemy porozmawiać, jeżeli będziesz chciała.
26.12.2018, 18:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#35

Przedzierając się przez varengardzkie lasy, Rhein musiała mimowolnie nieco posunąć się naprzód, aby znaleźć odpowiednie miejsce do noclegu; w końcu jednak udało jej się to, a gdy tylko rozbiła niewielki obóz, Andrea zniknęła, co nawet było jej na rękę. Osłonięta przed nieproszonymi gośćmi, mogła zdrzemnąć się kilka godzin bez obaw, że ktoś bądź coś mogłoby ją niepokoić. Oczywiście było niewygodnie, ale takie były uroki spania pod gołym niebem. Wolała nie wpraszać się do żadnego domostwa, odpowiadać w razie czego na jakieś niewygodne pytania. Poza tym samotność aktualnie jej służyła.
Noc, prócz zwierzęcych wrzasków, minęła jej rzeczywiście spokojnie. Rano obudziła się lekko obolała, ale w całkiem dobrym humorze. Widmo poprzedniego dnia jakby przyblakło i wszystko zdawało się być jakby... weselsze. Przeciągnęła się, zaraz zauważając obecność ducha. Przecierając oczy i powoli wstając, aby złożyć obóz, odpowiedziała: – Raczej nie ma potrzeby przedzierać się przez lasy. Poza tym droga jest bezpieczniejsza. – Przynajmniej tak było z założenia, bo raczej nie spotka tam nikogo wrogiego. A wieści o jej wyczynach nie dotrą tak szybko. Minie jeszcze co najmniej dzień, może nawet kilka, nim się zorientują, że jest poszukiwana. Przynajmniej miała taka nadzieję.
Jeśli Andrea nie miała nic do dodania, Rhein spakowała resztki obozu, przygasiła resztki paleniska i ruszyła dziarsko w stronę traktu. Odzywała się raczej niewiele, chociaż humor miała dużo lepszy niż wczoraj. Zamierzała dotrzeć do wsi tak szybko, jak to możliwe.
05.01.2019, 16:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#36

STRAŻNIK
Trakt biegnący przez las w pobliżu rzeki.


ogoda dopisywała. Słońce, nie przesłonięte ani jedną chmurką, przyjemnie ogrzewało, a drzewa szeleściły w rytmie lekkiego wiatru znad rzeki. W powietrzu czuć było lekki zapach wody oraz jakiegoś trudnego do zidentyfikowania, lecz przyjemnego zapachu, kojarzącego się z mokrymi kamieniami, gałęziami drzew oraz kwiecistymi, leśnymi polanami.
Idąc traktem, Ren mogła zobaczyć ślady, świadczące o tym, że od jakiegoś czasu nie było na nim zbyt dużego ruchu. Zresztą droga należała raczej do gatunku tych mniejszych, z których korzystali zazwyczaj ludzie z okolicznych wsi, niż do głównych arterii, którymi ciągnęły tłumy podróżnych.  
Kapłanka wydawała się być w dość dobrym nastroju. Idąc traktem co chwila wystawiała twarz na słońce, chłonąc jego promienie i ciepło. Mogło wydawać się, jak gdyby kobieta nie była duchem, lecz jedynie normalną kobietą, która postanowiła wybrać się na spacer w tak przyjemny poranek. Wrażenie psuły jedynie końcówki skrzydeł anielicy, które z jakiegoś powodu lekko wysunęły się spod przykrywającego je płaszcza, tak jakby i one chciały chłonąć słońce.
- Chcesz o coś zapytać, kochaniutka? – zagadnęła kapłanka. Jej głos wydawał się być dziś lekko melodyjny, a ostatnie słowo wypowiedziała niemal z matczyną nutą w głosie. Mogło być to dziwne, jako że kobieta nie zwracała się tak do tej pory do Ren, lecz także ton jej głosu był inny, jak gdyby sposób mówienia ducha zależał w całości od jej humoru.  









01.07.2019, 12:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#37

Fakt, że szlak nie wydawał się być często uczęszczany, nieco podnosił na duchu kobietę, która obawiała się interwencji jej byłych ziomków ze straży. Zbrojnej, skierowanej przeciw niej. Nawet nie dlatego, że to przez domniemaną śmierć kogoś ważnego, za co znając życie ją obwiniono, ale też przez incydent ze stajennym, zamieszki, które OCZYWIŚCIE NIE BYŁY Z JEJ WINY. Na całe szczęście, o ile strażnik bramy wiedział, że wychodziła poza miasto, to nikt nie podejrzewał, w którą stronę uciekła. Nie zatrzymywała się w żadnym domostwie, spała w lasach. Tylko jeśli ktoś zerknie do wioski, będzie mógł ją znaleźć. Ale pojedynczej osobie łatwo przemówić do rozsądku.
Nadal chodziło jej po głowie, kto mógłby umrzeć, że oskarżono ją o to. Co prawda równie dobrze można byłoby ją wrobić teraz dosłownie we wszystko, przez fakt, że po prostu parę razy się uniosła. Na tę myśl uniosła lekko kącik ust w gorzkim uśmieszku, zdając sobie sprawę, że nieważne, jak wiele dobrego zrobiła dla tego miasta, ludzie zapamiętają ją jako tą złą.
Zaskoczył ją także dobry humor raczej poważnej, wręcz ponurej kapłanki. Ba! Jej samej jakoś się udzielił, jakby było to co najmniej zaraźliwe, a przecież najgorsze dopiero przed nimi. Ton głosu, słowa wypowiadane przezeń, wszystko ją zdziwiło, ale nie oponowała. Potrzebowała takiego duchowego wsparcia.
Do wioski dotrzemy koło południa. Podejrzewam, że raczej nie zajmie nam to dwóch godzin, prawda? A ja za trzy dni licząc od wczoraj miałam spotkać się z Weldem, wyjaśnić całą tę farsę z ucieczką. Nie żebym narzekała na tę misję, ale on i Malgard będą się martwić, jak się nie pojawię – milczała sekundę czy dwie, po czym dalej mówiła. – Nie do końca wiem, na jakiej zasadzie wy, anioły, żyjecie, ale... nie możecie się na przykład nie wiem, przemieszczać na dalekie odległości bardzo szybko? W sensie, żyjecie chyba w nieco innej rzeczywistości, tak? Bo jeśli możecie się tak przemieszczać, to nie mogłabyś się objawić Weldowi i mu przekazać, że się nie zjawię? Bądź Malgardowi, w końcu jest wybrańcem Ilhezin, jeśli nie możesz innym się pojawiać. Albo nie wiem, zostawić jakąś notkę, jakiś znak. Cokolwiek. No chyba że załatwimy to do jutra – na chwilę się przymknęła, ale znów wyrzuciła z siebie potok słów, kiedy pomyślała, że może to ją w sumie uraziło. Nie znała się na aniołach, babka jej o nich nie uczyła, a ona sama zajmowała się czymś innym niż czystym szamaństwem.
– Przepraszam, jeśli nie możesz. Po prostu nigdy nie miałam do czynienia z istotą tobie podobną. Z duchami zresztą też niewiele.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.07.2019, 01:42 przez Ren.)

07.07.2019, 01:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rzeka "Smocza Łza"
#38

Kobieta zaśmiała się na słowa Ren. Był to śmiech serdeczny, lecz w jego dźwięku kryło się coś dziwnego, czego Ren nie potrafiła do końca zidentyfikować.
To nie do końca tak działa, kochaniutka. Mogę się przemieszczać z dużymi prędkościami i nawet potrafię objawiać się ludziom, lecz jest to możliwe tylko w ściśle określonych okolicznościach. No i teoretycznie mogę tego używać tylko za zgodą Bogini. Z tobą jest łatwiej, bo jesteś szamanką, lecz z tym całym Weldem, nawet gdybym wiedziała kim jest i jak wygląda, nie mogę się skomunikować tak po prostu. Zresztą, nie jestem gołębiem pocztowym  - odparła. Ostatnie zdanie wydawało się posiadać w sobie niemal nutę  wyrzutu. Westchnąwszy, kobieta kontynuowała: - Zadanie nie wydaje mi się być skomplikowane. W wiosce jest grupka heretyków i plugawicieli Bogini. Znajdziesz ich z moją pomocą, a potem zajmiesz się nimi, wymierzając sprawiedliwość.
Mina Rhein jasno sugerowała, że nie satysfakcjonuje jej taka odpowiedź, ale nie miała właściwie innego wyboru, niż zaakceptowanie tego. W myślach analizowała, ile czasu może jej to zająć i czy wysłanie jakiegoś chłopca do miasta, żeby dostarczył wiadomość, jest bezpieczne. W końcu doszła do wniosku, że średnio.
Grupa to słowo klucz. Zresztą dzieliłam się już z tobą obawami. Wolałabym mieć kogoś jeszcze po swojej stronie, jeśli thornistów będzie więcej niż trzech. No ale zobaczymy już w wiosce. Rozejrzę się i ocenię sytuację.
Z tymi słowami ruszyła dalej, licząc, że jak najszybciej dotrze do wsi i rozprawi się z heretykami w miarę sprawnie.

Gracz opuścił wątek
13.07.2019, 00:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna