Karczma "Pod Dębem"

Dobrze, dziękujemy. – Odpowiedziała strażnikom Łowczyni.

Ich zainteresowanie osobą Mirrodin teraz było po prostu podejrzane. O ile wczorajszego dnia mogła uwierzyć w ich dobre intencje postawienia jej kufla piwa, o tyle ta wizyta nie wyglądała jakkolwiek szczerze. Mężczyźni nie zamówili zupełnie nic, a zaraz po tym gdy się odezwali po prostu opuścili lokal. Sprawiało to wrażenie jak gdyby usilnie chcieli złapać dziewczynę bez żadnego towarzystwa. Bez żadnych świadków. Czy to było możliwe by właśnie oni naiwedzili jej drzwi tej nocy? Czy byli jednymi z renegatów na których miała "zapolować"? Kiedy dwójka wyszła z gospody, dopiero wtedy odezwała się do towarzyszki.

Właściwie to nie miałam jeszcze okazji ubić żadnego potwora. – Przyznała szczerze. – Ale to nie znaczy że nie byłabym w stanie. A znajomość z kapitanem... Ech, to efekt nieszczęśliwego wypadku. Miał okazję mnie przesłuchiwać w sprawie tamtego nieudanego Mistyka.

Ostatnie zdanie mijało się z prawdą, ale nie było to dla dziewczyny specjalnie ważne. Pomimo tego że były przy niej teraz tylko dwie osoby, wciąż uparcie nie chciała potwierdzić że tak właściwie to przymusowo współpracuje ze strażą. Wciągnięcie Radeki w misję zdawało się leżeć jednak w interesie wszystkich. Ubijanie nieumarłych raczej leżało w zakresie jej umiejętności. Verdugo na pewno ucieszy się z dodatkowego ostrza, a Mirrodin zajmie się czymś ciekawym.

Właściwie to faktycznie mogłybyśmy udać się od razu do posterunku. Chyba nie masz dużo więcej rzeczy do roboty, co?
( ͡° ͜ʖ ͡°)
04.11.2018, 21:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"

Radeka dopiła potężnym łykiem swój napitek i odstawiła kufel. Najchętniej położyłaby się spać po nieprzespanej nocy ale towarzystwo Mirrodin było bardzo cenne. Na sen zawsze przyjdzie czas, teraz trzeba zająć się poważniejszymi sprawami. Na szczęście dwójka strażników postanowiła wyjść więc atmosfera nieco się rozluźniła. Mistyczce obecność strażników w ogóle nie była na rękę, teraz kobiety mogły w spokoju dokończyć swoją rozmowę.

Radeka wysłuchała słów swojej rozmówczyni. Skoro nie polowała na potwory to musiała łapać zwykłą zwierzynę. Cóż, zawsze to jakieś doświadczenie ale jeleń nie porusza się na siedmiu kończynach i pluje w ciebie jadem. Łowczyni demonów miała tylko nadzieję, że pewność, z którą przemawia Mirrodin ma poparcie w jej umiejętnościach. Kolejne słowa zmartwiły mistyczkę jeszcze bardziej.
- Jakiego nieudanego mistyka? Ktoś się podszywał pod magika czy miejscowi nie pałają jakąś szczególną miłością do nich? W sumie wszędzie się nie lubi mistyków. - zauważyła kobieta z lekkim uśmiechem, wspominając swoje doświadczenia - I tak, możemy ruszać od razu do garnizonu. Skoro kapitan urzęduje w biurze to postarajmy się go odwiedzić wcześnie, zanim zdążą popsuć mu humor.

Radeka przeciągnęła się i wstała z stołka. Po sprawdzeniu, czy kwota przekazana karczmarzowi się zgadza podeszła do swoich rzeczy. Szybko założyła na siebie kirys, płaszcz i zarzuciła na ramię torbę.
- No to w drogę. Karczmarzu. - kobieta skinęła głową oberżyście.
Po tych słowach udała się do drzwi, dopinając sprzączki przy swoim pancerzu. Przytrzymała Mirrodin drzwi i jeszcze raz sprawdziła, czy wszystko zabrała. Radeka z początku ruszyła swoim szybkim tempem ale szybko zwolniła, zrównując swój chód z przewodniczką.


MG: Ile pieniędzy mam odliczyć sobie za posiłek i dwa miody?

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2018, 23:16 przez Radeka.)

04.11.2018, 22:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"

Mirrodin wzruszyła ramionami słysząc pytania Radeki. O sprawie Sirita wiedziała tyle co sama widziała i co opowiedzieli jej tamci strażnicy. Pomimo opowieści o zniszczeniach zrobionych w Peronie, wciąż była neutralnie nastawiona do świętej pamięci Mistyka. Nie była świadkiem tego co tam się wydarzyło ani nie słyszała zeznania kogoś kto był. Spowodowanie takich strat przez jednego człowieka brzmiało dość absurdalnie. Przecież nie wysyłaliby pojedynczej osoby na misję, skoro diabelstwo było tak potężne. Zwłaszcza że sposób w jaki straż odprowadziła czarownika też nie sugerował by ktokolwiek mu ufał.

Czarować potrafił. Ale z tego co słyszałam, demonowi to różnicy nie zrobiło. A i całej Peronie się oberwało, prawda? – Mówiąc to spojrzała na karczmarza, który to na pewno wiedział więcej. Zaraz potem jednak przeniosła swój wzrok na towarzyszkę i skinęła jej głową na znak potwierdzenia. Lepiej było dostać się do posterunku wcześniej niż później. – A ty? Mam rozumieć że polujesz na potwory?

Rudowłosa miała szczerą nadzieję na usłyszenie "tak". Chciałaby poznać kogoś od kogo mogłaby się nauczyć swojego fachu. Mimo wszystko zwykła zwierzyna była całkiem niegroźna i przewidywalna. Łowczyni nie konfrontowała jej też w otwartej walce, a zastawiała zwykłe pułapki z których potem zbierała truchła. Nie było w tym żadnej zabawy, żadnej adrenaliny. No, ale nie było co nad tym wylewać myśli. Przyszła pora by udać się do Verdugo. Mir zeskoczyła więc z siedziska i wyszła za Radeką, przypominając sobie o niewygodnych krzesłach czekających na nią w siedzibie kapitana.

Gracz opuścił wątek
( ͡° ͜ʖ ͡°)
04.11.2018, 23:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"

o był już kolejny raz, gdy ktoś z otoczenia Mirrodin znikał. Od czasu dotarcia do Greathard jej potencjalni towarzysze z różnych, czasem niejasnych powodów opuszczali ją, by nigdy nie powrócić. Na samym początku był ten cały niesławny już i znienawidzony Sirit, który po bójce w karczmie został pojmany i wysłany na samobójczą misję wskutek której demon rozwalił sporą część Perony. Zaraz po nim, coś przytrafiło się Amaronowi. Do tej pory nie była w stanie znaleźć jakiegokolwiek wyjaśnienia na nagły paraliż długowłosego. Sam Verdugo pewnie nie miał pojęcia co właściwie było przyczyną nagłego transu, w końcu gdyby wiedział to pewnie by powiedział o tym co się stało ze szlachiciem. Wspominając to zdarzenie, Rudowłosa zanotowała w pamięci by przy następnym spotkaniu z kapitanem poruszyć temat Akolity. Teraz zaś, gdy znalazła Radekę i miała szansę na zajęcie się walką z potworami, ona po prostu sobie poszła i nic jej nie powiedziała. Najwyraźniej los pragnął by Łowczyni zajęła się tylko i wyłącznie znalezieniem renegatów. Ta myśl ostatecznie od niej odciągnęła chęć ucieczki z miasta. Jeśli było jej przeznaczone złapać przywódcę buntowników, nie miała innego wyjścia niż wykonanie tej niewygodnej misji.

Wychodząc ze strażnicy, dziewczyna zauważyła że pilnujący wejścia mężczyźni spoglądali na nią dość niechętnie. Nie była pewna tego, co mogło być przyczyną ich niechęci, prócz samej poszukiwanej Mistyczki. Może nie lubili tu obcych? Odziana w zbroję wojowniczka wyglądała jak ktoś, kogo można było się przestraszyć. Sam Tom przecież nie sprawiał wrażenia zbyt pewnego siebie w jej towarzystwie. Ale skoro miasto miało problemy z którymi straż nie mogła sobie samodzielnie poradzić, to chyba powinni witać łowców potworów z nieco większym entuzjazmem. Zapytani o samą kobietę, odpowiedzieli wykpiewająco. "Szkoda że nie mieli odwagi szydzić z niej przy niej." – Pomyślała wtedy z przekąsem Mirrodin. Na widok wkurwionej Mistyczki pewnie spiedalaliby gdzie smoki zimują. Ale oczywiście, teraz mogli obrażać Radekę do woli, nawet pomimo tego że w gruncie rzeczy była bardziej męska od nich. Próba dowiedzenia się w którą stronę poszła też zpełzła na niczym, więc Łowczyni po prostu wzruszyła ramionami i ruszyła w stronę gospody.

Kiedy Rudowłosa dotarła już na miejsce, westchnęła głośno i usiadła przy barze. Właściciel pewnie nie spodziewał się tak rychłego jej powrotu. Ona jednak zadecydowała się zamówić pokój na kolejne kilka dni już teraz, by przypadkiem nie znaleźć się w sytuacji w której wszystkie wolne miejsca do spania są wykupione. Idiotyzmem byłoby nocowanie na ulicach miasta. Jeszcze teraz Łowczyni żywiła nadzieję na to, że spotka zgubioną towarzyszkę i porozmawia z nią o nadchodzącym polowaniu. Jeśli tak się nie stało, zaczęła rozmawiać z gospodarzem.

Wróciłam. – Powiedziała mu. – I potrzebuję pokoju na jeszcze trzy dni. Muszę, niestety, załatwić jeszcze trochę spraw zanim będę mogła ruszyć w dalszą drogę. A szkoda, bardzo chciałam zobaczyć jak wyglądają miasta w innych częściach świata.

Greathard straciło już dla niej urok który miało w pierwszych dniach jej pobytu. Jeszcze niedawno cieszyła się widząc tyle ludzi zajmujących się swoimi spawami. Teraz zaś wiedziała że w gruncie rzeczy tutaj było tak samo jak wszędzie indziej, tylko trochę bardziej śmierdząco. Z powodu zatłoczenia, powietrze na ulicach przesiąknęło niezbyt przyjemnymi zapachami. W karczmach panował zaś odór alkoholu, chmielu i potu. Różniło się to znacząco od czystego, leśnego powietrza, czy pokrytych kwiatami łąk. Życie w tej okolicy na pewno miało swoje zalety i było zupełnie inne od tego co znała wcześniej, ale męczyło wyjątkowo szybko. Wszystkie dobre strony mieszczaństwa powoli zanikały w cieniu przywar. A uwięziona tu jeszcze przez jakiś czas dziewczyna coraz bardziej tęskniła za dziczą.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
09.01.2019, 01:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna