Karczma "Pod Dębem"

a twarzyczce rudowłosej zagościł szeroki, radosny uśmiech. Wyraz radości jaką sprawiała jej ta cała walka. Jej oponenci, choć ich pułapka nie była całkowicie spodziewaną, właściwie nie okazali się być żadnym większym zagrożeniem. Może wynikało to z ich braku doświadczenia, a może wszystkiemu była winna czujność dziewczyny i garść magicznych sztuczek które miała pod ręką. Dwaj mężczyźni uzbrojeni w miecze do tej pory nie mieli nawet okazji by zadać jej jakikolwiek cios. A skoro jednego z nich zdążyła zaszachować, nie zanosiło się na zmianę tego stanu rzeczy. Reakcją Mirrodin na wzięcie kobiety jako zakładniczki był krótki chichot. Nie było w nim nic maniakalnego czy szalonego, może poza kontekstem tej sytuacji. Nie zależało jej wcale a wcale na życiu nieznajomej. Dlatego jej pojawienia się Łowczyni nie potraktowała jako komplikacji, a na pewno nie w takim stopniu w jakim wyobrażał to sobie renegat.

Nie wiem kto to. – Stwierdziła. – Ale jak ją zabijesz, ja i tak go nie puszczę. Ale mogę pozwolić ci się poddać. Wtedy nie zrobię ci dużej krzywdy, co ty na to?

Mówiła spokojnie, wyraźnie ciekawa reakcji na swoje słowa. Właściwie to nie oczekiwała posłuszeństwa ze strony mężczyzny, jednak miała niewielką nadzieję że zorientuje się o bezcelowości swojej groźby. Na dobrą sprawę spełnienie jej zupełnie mijałoby się z celem bo straciłby jedyną kartę przetargową, nawet tak bezużyteczną. No, ale to w końcu on wpadł na iście genialny pomysł przykładania noża do gardła bogom ducha winnej klientce. Podczas wymiany zdań, Mirrodin cały czas pilnowała Toma. Wolną dłoń położyła na jego głowie, jak gdyby chciała pociągnąć go za włosy lub po prostu pogłaskać. Jeśli próbowałby się wyrwać, nie zawahałaby się ani przez mgnienie przed zranieniem go. Nawet na coś tak prozaicznego jak próbę poprawienia swojej być może niewygodnej pozycji odpowiedziałaby przybliżeniem metalu do skóry strażnika. Bez słów dawała zakładnikowi do zrozumienia że najlepszym dla niego wyjściem byłoby potulnie zamarznąć w bezruchu.

Już już. – Ponagliła wesoło, jeśli zwyrol nie mógł się zdecydować. – Czy ty na prawdę nic nie rozumiesz? Daję ci właśnie szansę zachowania życia!
( ͡° ͜ʖ ͡°)
06.04.2019, 01:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"

bir wbił wzrok w Mirrodin, starając się znaleźć jakąkolwiek oznakę zawahania. Nie minęło długo, nim zdał sobie sprawę z tego że Łowczyni nie miała zamiaru wypuścić Toma, nawet jesli miałoby to oznaczać śmierć zakładniczki. Słysząc ponaglenia zaś uczynił chyba najsensowniejszą rzecz na jaką wpadł tej nocy – Rzucił się do ucieczki. Pojmana kobieta służyła mu przy tym za osłonę. Pchnieta do przodu, znacząco utrudniła dziewczynie potencjalne próby gonitwy za uciekinierem. Dlatego też rudowłosa zrezygnowała z pościgu czy nawet próby rzucenia za mężczyzną jednym z noży. Jeden pojmany renegat był jej w zupełności wystarczający do poznania nazwisk pozostałych. Był też odpowiednim dowodem i świadkiem przed Verdugo.

Jest pani cała? – Zapytała przerażoną nieznajomą. – Chyba lepiej będzie jak wróci pani do swojego pokoju i nie wychodzi do rana. Ja ich potem zaprowadzę do straży.

Gdy tylko kobieta schowala się w swojej izbie, zwróciła się do Toma.

Twoj kolega chyba ma cię w dupie. No trudno. Teraz idziemy do mnie do pokoju. Jak będziesz posłuszny to nic ci sie nie stanie. Ale jak będziesz się wyrywać to zmuszę cię do zjedzenia własnej ręki. Mam nadzieję że się rozumiemy.

Cały czas zachowywała pogodny, usatysfakcjonowany ton głosu. Zaprowadziła pojmanego do swojego pokoju, gdzie nakazała mu uklęknąć tyłem do niej i zabrała się za związywanie go. Zaczęła naturalnie od rąk, zmuszając Toma do trzymania ich za plecami. Poświęciła tej czynności sporo uwagi, pilnując by więzy były odpowiednio mocne. Następnie zaś, za pomocą tej samej liny, spętała jego nogi tuż przy kostkach. Gdy skończyła, renegat nie był w stanie ani wyprostować nóg, ani nawet poruszyć dłońmi. Taka gwarancja była dla nie wystarczająca. Upewniwszy się że wszystko wykonała należycie, zabrała obydwa miecze które leżały w korytarzu i przeniosła w kąt z dala od zasięgu spętanego. Jego samego zaś przewróciła blisko tuż przy zamkniętych drzwiach, tak by blokował wejście a jego twarz jednocześnie była zwrócona w jej stronę. Na samym końcu zaś upewniła się że zakluczyła wejście i usiadła na swoim łóżku. Spojrzała na leżącego bezradnie strażnika i pokręciła głową.

Najpierw dałeś się okraść, a teraz to? Twój własny kolega cię wystawił. – Zaczęła beztrosko. – Ale jego także złapię. I tego drugiego też. Powiedz, jak mieli na imię?
( ͡° ͜ʖ ͡°)
06.04.2019, 15:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"

STRAŻNIK



Przerażona padła na ziemię z jękiem, rozglądając się wokół jak zaszczute zwierzę. Nie wiedziała, co się dzieje, a po jej policzkach zaczęły spływać łzy. Nie musiała się długo zastanawiać nad poleceniem łowczyni i bez słów uciekła do swojego pokoju, zamykając za sobą zamek. Po chwili dało się słyszeć odgłosy na kształt przesuwanych mebli.
Tom posłusznie szedł przed łowczynią do jej pokoju, jednak w momencie, w którym ta kazała mu uklęknąć ugiął jedno kolano, po czym szybko odwrócił się, łapiąc Mirrodin za nadgarstek ręki, w którym trzymała nóż. Ta absurdalna, acz zupełnie naturalna próba ratunku mogła się skończyć różnie, zależnie od reakcji rudowłosej...
06.04.2019, 16:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"

irrodin właściwie nie zwracała już uwagi na reakcję zaszczutej kobiety. Liczyło się tylko to, że już zniknęła i nie stanowiła kolejnego problemu tej nocy. Teraz bowiem, gdy adrenalina we krwi rudowłosej powoli opadała i bojowy trans zanikł, mogła skupić się nad sposobem poinformowania Verdugo o całej tej sprawie. Nie miała przecież pojęcia gdzie kapitan miał swoje mieszkanie, a i wyciąganie go na zewnątrz po nocach wcale nie musiało podziałać. Biorąc zaś pod uwagę pierdolnik jaki zacznie się gry gospodarz i jego klienci zorientują się co tu zaszło, Verdis powinien dowiedzieć się o tym jak najszybciej. Koniec końców Tom był strażnikiem i to raczej na jego korzyść początkowo będą przemawiać wpsółpracownicy. Dobrą wiadomością na pewno było to że na pewno nie będzie problemów z rozpoznaniem towarzysza renegata, przynajmniej jednego. Rana na nadgarstku była wystarczającym znakiem rozpoznawczym, nawet jeśli dziewczyna nie zapamięta jego twarzy. Na dobrą sprawę jej dług wobec miasta został spełniony.

Gdy łotr niespodziewanie odwrócił się i chwycił ją za dłoń, zareagowała prawie że natychmiast, bez namysłu. Naturalną jej odpowiedzią na zaskoczenie było przyklaśnięcie w dłonie i wywołanie kolejnej fali uderzeniowej która odbiła się od ścian izby z hukiem. Tak jak niecałe dwie minuty wcześniej, Tom został odrzucony i powalony. Tym razem jednak zabrał łowczynię ze sobą. Ten nagły ruch sprawił że wypuściła z dłoni sztylet. Gdy upadła, znajdował się on już poza jej zasięgiem. Ona sama wciąż była przytrzymywana przez uścisk przeciwnika. Chcąc uwolnić się za wszelką cenę, wolną ręką pochwyciła za nóż ukryty w jej lewym bucie i wbiła go w bok zbira. Jej uszu dobiegł głuchy okrzyk bólu. Cofnęła dłoń, wyciągając ostrze z rany z której wypłynęła krew.

Ty głupia kurwo! – Zakrzyknął, puszczając jej nadgarstek. Zamiast tego złapał jej włosy. Drugą ręką zaś starał się dosięgnąć jej noża. Odruchowo więc go cofnęła. Uwolnioną dłonią zaś wyciągnęła drugie z ukrytych ostrzy i wbiła go w sięgający nadgarstek.

Reakcją było kolejne jęknięcie i odepchnięcie dziewczny od siebie. W końcu nic nie krępowało jej ruchów. Widząc wstającego renegata zaś, instynktownie wręcz rzuciła w niego jedną z rzutek, trafiając go w podbrzusze. Zraniony, padł na ziemię i wyjął ze swojego ciała ostrze. Krew wylewająca się z niego zaczynała tworzyć kałużę, on sam zaś... umierał. Mirrodin wstała i przypatrzyła się mu. Zadała o jedną ranę za dużo. Sam jednak się o to prosił, gdyby nie próbował jej zaatakować, przeżyłby. A przynajmniej do czasu skazania go na śmierć. Pokręciła głową, stając nad dogorywającym. Sam na siebie sprowadził ten psi los. Szybko i pewnie skróciła jego cierpienia, posyłając kolejny nożyk prosto w gardło. Następnie zebrała swoje sztylety i wytarła starannie o ubiór zabitego. Schowawszy brzeszczoty, zebrała dwa miecze upuszczone wcześniej przez napastników i wrzuciła na swoje łóżko. Potem zabrała torbę i zeszła na dół, by obudzić gospodarza.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
07.04.2019, 11:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Pod Dębem"

o krótkim oczekiwaniu, gospodarz otworzył drzwi w pełnym rynsztunku – to jest odziany w luźną piżamę i kapcie. Nietrudno było się domyślić, że nie spodziewał się nocnej wizyty, zwłaszcza przez rudowłosą. Przetarł zmęczone oczy i łypnął na nią spode łba. Panująca wokół ciemność i fakt że mężczyzna dopiero co dźwignął się z łóżka sprawiły, że raczej nie zauważył śladów krwi na szacie dziewczyny. Było to o tyle pozytywne, że jego początkową reakcją nie był wrzask jak gdyby zobaczył morderczynię, mimo że w gruncie rzeczy tak właśnie było.

Czego? – Zapytał najgrzeczniej jak się dało po obudzeniu w środku nocy.

Zostałam zaatakowana. – Przyznała Mirrodin. Waliła prosto z mostu, nie wiedząc jak inaczej mogłaby ująć w słowa ostatnie pięć minut. – W moim pokoju napadło mnie dwóch zbirów. Pomyślałam że powinien pan wiedzieć.

Że co takiego? – Karczmarz przetarł oczy raz jeszcze, tym razem ze zdumienia. Po tej nagłej pobudzce najwyraźniej nie doszedł jeszcze do siebie. Wyknał nagły ruch dłonią, jak gdyby szukał pod ręką jakiejś broni którą mógłby zdzielić owych zbirów. – Gdzie oni teraz są?

W zasadzie to jeden z nich uciekł. Drugi leży w mojej izbie, ale do niego to chyba tylko grabarza trzeba wezwać. – Odpowiedziała mu dość niepewnie, jakby przeczuwając wybuchowej reakcji. Jej intuicja nie zawiodła.

Że co? – Powtórzył. Ta wiadomość do reszty go rozbudziła. Jego twarz przybrała czerwoną barwę pod wpływem narastającej wściekłości. – Zabiłaś kogoś w mojej karczmie!? Wynoś się stąd! Natychmiast! Nie chcę Cię tu widzieć. Trzeba wezwać straż!

No kurwa brawo. – Pomyślała rudowłosa. Już sam karmazyn na skórze mężczyzny starczył by Łowczyni mogła się przekonać że niepotrzebnie go budziła. Nie oczekiwała żadnej pozytywnej reakcji, jednak to co ją spotkało przekraczało jej wyobrażenia. Nie dość że najpierw ktoś próbował ją zabić w tym miejscu to jeszcze właściciel traktuje ją jak gdyby była winna całemu temu zajściu. Pomimo tego że w nocy każdy mógł tutaj wejść i zrobić z klientelą co mu się żywnie podobało! O ile nie czuła żadnych, nawet najmniejszych emocji w związku ze śmiercią Toma, to ta rozmowa wzbudziła w niej złość. Złość która wzrastała z każdym kolejnym słowem wypowiedzianym przez szynkarza. Odruchowo prawą dłoń zacisnęła na ukrytej w kieszeni rękojeści noża. Nie miała jednak zamiaru go wyciągać.

On spróbował mnie zabić! – Wykrzyknęła, przekonana że ten niewielki szczegół umknął rozmówcy. – Wtargnął do mojego pokoju uzbrojony w miecz. No, ale dla pana to już jest w porządku, tak?

Gówno mnie to wszystko obchodzi. – Stwierdził. – Wiem tylko że narobiłaś burdelu w mojej karczmie, ze swojej winy lub nie. Najlepiej będzie, dziecko, jeśli usiądziesz przy stoliku jak najdalej ode mnie i poczekasz na przybycie strażników. Im będziesz się tłumaczyć. A do rana nie chcę cię tu widzieć.

To przelało czarę goryczy. Szesnastolatka miała dość tego miejsca. Syn karczmarza dosłownie przebiegł obok niej, nawet nie zwracając na nią uwagi, ale on właściwie się nie liczył. I tak zanosiło się na to że spotka ją w drodze powrotnej. Łowczyni bowiem nie miała zamiaru dłużej tu zostawać ani tym bardziej odpowiadać za cokolwiek co nie było jej winą. Przez chwilę pomyślała nad tym by nie pokazać właścicielowi "Pod Dębem" strażniczej odznaki, jednak zrezygnowała z tego pomysłu skoro straż już została wezwana. Pamiętała by okazać ją napotkanym strażnikom, oczywiście jeśli którymś z nich nie okaże się renegat. To jednak było mało prawdopodobne – buntownicy nie byli przecież odziani w mundury. Nie byli więc na służbie.

Nie mam najmniejszego zamiaru na nikogo czekać. – Oświadczyła. – A jeśli komuś będę tłumaczyć to tylko Verdugo.

Wypowiedziawszy te słowa, odwróciła się na pięcie i wyszła. Nie słuchała już krzyczącego coś o spierdalaniu szynkarza, odpowiedziawszy mu tylko w myśli krótkim "Sam jesteś spierdolony". Kierowała się prosto na posterunek wciąż kurczowo trzymając palce na swoim orężu.

Gracz opuścił wątek
( ͡° ͜ʖ ͡°)
08.04.2019, 23:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna