Opuszczony młyn
#31

Meth oblizał wargi i wbił wzrok w przedmioty, które nigdyś należały do innego szamana, a teraz stanowiły jego łup. List wydawał się tak samo kuszący, jak i naczynia na dusze. Przez sekundę umysł Metheora przeszyły niezliczone kombinacje i możliwości przypieczętowania nowych kontraktów, gdyż jako doświadczony Szaman nie tylko trudnił się tym, lecz stanowiło to cel jego życia. Nie mógł jednak oderwać się zbytnio od rzeczywistości i choć adrenalina niemal całkiem opuściła jego ciało, a serce zwalniało tempa, przykuty łańcuchami mężczyzna zdawał się być większą skarbnicą więdzy niż zdobyty łup. Metheor schował talizman do kieszeni tak, aby przedmiot nie wypadł w trakcie biegu, a resztę przedmiotów wrzucił do plecaka.
Cały czas słuchał rozmówcy, analizował każde słowo, każdy wyraz. Dlatego, kiedy tylko głos Damiena zmienił się, Meth poczuł pierwsze ukłucie zimna. Kolejne nadeszło, gdy ofiara zaczęła szarpać się i krzyczeć z bólu, tym razem jednak Szaman miał wrażenie, jakby ktoś przejeżdżał mu lodowatym sztyletem po kręgosłupie. Intuicja, wypracowana latami poprzez obcowanie z dziką naturą i mściwymi duchami oraz przestraszonymi wieśniakami, wyła Metheorowi do ucha niczym młoda kochanka, która obcowała z mężczyzną po razu pierszy.
Szaman zamarł, kiedy Damien zaczął się przemieniać.
To nie przypominało spotkania z dzikim, żądnym krwi zwierzęciem, ani mściwym duchem pragnącym mordować żywych. To było coś innego, nieznanego. Lub wręcz przeciwnie, jednakże proba dotarcia do głębi pamięci spełzła na niczym. Mężczyźnie zakręciło się w głowie, kiedy serce zaczęło pompować krew z niewybałą dotąd szybkością, a adrenalina zdawała się przesiąkać ciało niczym woda rozmokły chleb w misce biedaka.
- Uciekajcie! - wrzasnął Meth, wytężając całą swoją wolę, by ruszyć się z miejsca. - Ischim, strzel mu w nogę lub ramię, a następnie wracaj. Bądź gotów na wezwanie - rzekł do swojego ducha, czekając na mentalną odpowiedź o wykonaniu polecenia, po czym ma zamiar odciąc dopływ many lub zrobi to wcześniej, jeżeli duch będzie zagrożony atakiem.
Szaman również ma zamiar uciekać, jednakże nim to zrobi, wykona szybkie kalkulacje. Jeżeli łańcuchy będą wyglądać jakby miały wytrzymać jeszcze chwilę, ile sił w nogach pobiegnie do ołtarza i chwyci lalkę zdobioną magicznym płutnem. Nie chodziło w tym wypadku o chciwość, a o fakt, iż tak ważny przedmiot może być kluczem do ich ratunku. Gdyby okazało się jednak, że Damien częściowo się uwolnił lub łańcuchy zaczęły wyraźnie pękać, Meth zignoruje lalkę i, wypełanijąc płuca powietrzem, zacznie biec w stronę młynu. Od czasu do czasu obejrzy się za siebie, tylko na chwilę, resztę skupienia przeznaczając na ostrożny bieg, licząc na to, że dzięki latom wędrówek po lesie nie wywróci się tak łatwo. W przypadku, jeżeli Desdemona lub Michael upadną, Szaman pomaga im wstać i biec, jeśli zajdzie taka potrzeba. Poza tym jego działania uzależnione będą od rozwoju wypadków.
01.09.2018, 14:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#32

Para młodych szamanów nie potrzebowała więcej słów zachęty - puścili się biegiem. Michael trzymał Desdemonę za dłoń, nadając tempo ich ucieczki. Zmęczony i ranny jednak szybciej tracił siły i wkrótce to ukochana ciągnęła jego, z paniką oglądając się za siebie.
Metheor zdążył dobiec do ołtarza i chwycić lalkę z magicznym płótnem. Zaraz potem usłyszał świst strzały, gdy Ischim postrzelił w udo transformującego się człowieka. Ten na potwierdzenie tego wydał z siebie wściekły, nieludzki ryk, spoglądając na anioła tak, jakby chciał go zapamiętać i przy pierwszej okazji rzucić się do gardła, rozrywając na strzępy.
Zaraz potem duch zdematerializował się, a jego pan podjął ucieczkę wkrótce doganiając dwójkę młodszych szamanów, mając ich ciemne sylwetki w zasięgu wzroku w mroku lasu.
Łowca Dusz prócz własnego oddechu słyszał jeszcze charczące "kurwa", które Michael co chwila wypluwał z siebie. Desdemona powtarzała z jękiem, że to "za chwilę, jeszcze moment, a dopadną do tej chaty". Metheor wiedział, że zanim tam dobiegną pozostał im jeszcze blisko kilometr. Zanim doszli na polanę idąc od opuszczonego budynku, musiał przejść spory odcinek śledząc dwójkę szamanów. Czas przejścia nie wydawał się wtedy tak odległy, jak teraz, gdy wiedzieli, że muszą czym prędzej znaleźć schronienie i przed sobą mieli jedynie las spowity w płaszcz nocy.
Nie słyszeli brzęku rozrywanych łańcuchów. W prześwitach księżyca ledwo dostrzegali cokolwiek. Metheor niejednokrotnie omal nie potknął się o korzenie, w ostatniej chwili zwinnie omijając przeszkodę. Michael z Desdemoną nie mieli takiego szczęścia. Wywrócili się parokrotnie, jedno ciągnąć drugiego w dół. Dzięki temu Metheor zrównał się z nimi krokiem. Właśnie pomagał Desdemonie podciągnąć panicza Tamplina, gdy lasem wstrząsnął długi, przeciągły skowyt.
Dziewczynę sparaliżowało na kilka dobrych sekund zanim z nowymi siłami zaczęła ponownie ciągnąć ukochanego, ponawiając ucieczkę.
Biegli, słysząc skowyt. Po twarzach, rękach i nogach chłostały ich gałęzie, gdy przez przypadek wpadali między gęste chaszcze, przebijając się na drugą stronę. Oddychali coraz ciężej. Michael poruszał się na ostatkach sił. Desdemona tylko dzięki przerażeniu jeszcze jakoś funkcjonowała.
Czuli podskórnie, że bestia ścigała ich. Nie była tak szybka, by słyszeli ją za sobą. Zranienie w udo musiało ją spowolnić. Mieli jedynie tę świadomość. Powtarzające się co jakiś czas donośne wycie zdawało się także coraz bliższe. Wyobraźnia mogła podpowiedzieć im, że potwór złapał ich trop i jedynie swym rykiem potwierdzał podjęcie tropu, jaki za sobą pozostawiali.
Trójka bohaterów wypadła z lasu wprost na pustą przestrzeń wokół opuszczonego młyna.



Mana: bez zmian
12.09.2018, 23:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#33

Nie pamiętał, kiedy ostatni raz uciekał tak szybko. Zdarzało się, że napotykał duchy, z którymi wolał nie mieć do czynienia i starał się jak najszybciej uciec poza zasięg ich widzenia, czy raczej postrzegania obecności istot żywych o większym poziomie energii magicznej. Częściej natrafiał na dzikie zwierzęta lasu, niedźwiedzie, dziki, zwłaszcza wilki. Oczywiście nie uciekał bezpośrednio przed nimi, co nie miałoby najmniejszego sensu, brał nogi za pas jedynie w przypadku, gdy znajdowały się niewielkiej odległości, poza zasięgiem wzroku, i czuł, że złapały jego trop. Bywało również, iż natrafiał na potwory i zjawiska groźniejsze od tego, co mógł przebić włócznią, a wówczas, jeśli tylko miał możliwość i okoliczności temu sprzyjały, zmuszał swoje umięśnione ciało do nadludzkiego wysiłku.
Czym zatem różniło się uciekanie przed wilkami i rusałkami od ucieczki przed, co właśnie ich goniło? Nieznane. Meth nie wiedział, co ich ściga. Miał swoje podejrzenia, lecz to za mało by stanąć do otwartej walki z nieznanym. Może nie dało rady przebić tego włócznią? Zranić duchem? Jako człowiek żyjący na pograniczu świata wiedzy i instynktów bazował swoje decyzje na podstawie tych dwóch rzeczy, a w tej sytuacji pierwsze kazało mu uciekać szybko, a drugie uciekać najszybciej jak tylko potrafi.
- Szybko, do młyna! Nie oglądajcie się! - krzyknie do towarzyszy.
Metheor dalej ma zamiar pomagać młodzieńcom w ucieczce, jednocześnie ciągle stawiając szybkie, lecz ostrożne kroki. Dopóki nie wyczuje lub nie usłyszy bestii za plecami, nie będzie się odwracał. Plan ma dość prosty  - wezwać Jelajela i nakazać mu bronić ich, jeśli tylko zajdzie taka potrzeba. Więcej akcji będzie mógł podjąć dopiero, kiedy na własne oczy zobaczy ścigające ich monstrum.
07.10.2018, 14:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#34

Dwójka młodych szamanów posłuchała Metheora, biegnąc do młyna. We trójkę dopadli do drzwi. Desdemona zamknęła je czym prędzej za nimi, opierając się plecami o nie. Nogi i dłonie drżały jej z wysiłku, a także ze strachu. Z wielkimi oczyma spojrzała na Łowcę Dusz, ledwo wyduszając z siebie piskliwym głosem:
Co teraz?
Mamy przejebane, jeżeli wyczuje nas i wtargnie do budynku — dodał Michael, krzywiąc się z bólu. Skulił się przy jedynym oknie od strony polany, obserwując, czy zaraz bestia nie wypadnie z lasu.
Na ewentualne działania Metheor miał dobre pięć minut zanim ich trójka usłyszy ryk, a zaraz potem ze ściany lasu wypadnie stwór. Potężnie zbudowany, poruszający się na czterech łapach – przystanął. W świetle księżyca zdawał się nienaturalnie dużym wilkiem. Pokryty gęstą, ciemną sierścią poruszał się jak zwierzę, zwracając wydłużony pysk w każdą stronę, jakby próbując złapać właściwy trop.
Szczególną cechą charakterystyczną bestii były łapy - wielkie, pięciopalczaste, z długimi szponami. Wygląd łap przednich i tylnych zdawał się przypominać ludzkie.
Wyraźnie kulał.
Michael, obejmując mocno od tyłu Desdemonę, trzymał dłoń na jej ustach, nie ryzykując, że ta niespodziewanie krzyknie ze strachu. Panicz spojrzy na Metheora i powie mu jedno, zaledwie poruszając ustami i nie wydając prawie żadnego dźwięku.
"Wilkołak".


Mana: bez zmian
07.10.2018, 21:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#35

Wiem, że to wilkołak, pomyślał Metheor. Zdawał sobie doskonale spawę z tego, w jakiej sytuacji się znaleźli i nie zdołał obmyśleć planu. Daną im chwilę spokoju postanowił wykorzystać na uspokojenie się i oczyszcznie umysłu. Spokojne, głębokie oddechy zawsze przynosiły mu okejenie i kierowały myśli w odpowiednią stronę. Tym razem w stronę ich przeżycia.
Szaman nigdy nie spotkał wilkołaka, a ilość legend, które słyszał na ich temat, zdawała się przerastać nawet historie o duchach. O ile Meth zawsze zainteresowany był jedynie tematem dusz, zielarstwa, alchemii oraz wszelkich anomalii, o tyle przyłapał się na niemożliwości oderwania wzroku od wilkołaka. Wspaniały, przeszło mu przez myśl. Jako osoba żyjąca w stanie ciągłego doświadczania nowych rzeczy, spotkanie z tak tajemniczą i jednocześnie śmiercionośną bestią było dla niego niczym nowy miecz dla wojownika. Im dłużej wpatrywał się w widok za oknem, tym bardziej jego umysł wymykał się spod kontroli. Tym razem jednak przemawiało to na korzyść całej trójki. Metheor wrócił myślami do wszysktich legend i plotek, a było ich niemało. W tym wszystkim nie mógł jednak zapomnieć, że na pierwszym miejscu stało życie dwójki młodych szamanów, a dopiero potem jego wrododzna ciekawość.
- Chodźmy po cichu, powoli na górę. Jeśli się wedrze tutaj, będziemy mieli większe szanse. Stańmy zdala od okien, zregenerujmy siły, jeśli będzie nam to dane - powiedział cichym, spokojnym głosem.
Spojrzał na dwójkę towarzyszy licząc, że doda im to otuchy, zwłaszcza Desdemonie. Metheor przywykł do życia w ciągłym niebezpieczeństwie, mogąc w każdej chwili zostać zaatakowanym przez stado wilków, niedźwiedzia, dzika, bandytów lub mściwego ducha. Jedynym, co do tej pory mogło grozić Desdemonie, to ukąszenie komara, w najgorszym wypadku zadrapanie przez kota. Ewentualnie nie licząc śmierci z rąk sekty szmanów.
Metheor pójdzie na górę ostatni, cały czas jednym okiem obserwując teren za oknem. Stara się być schowany tak bardzo, jak to tylko możliwe i pod żadnym pozorem nie wykonując gwałtownych ruchów, wiedząc, jak działają oczy dzikich zwierząt. Od okna odejdzie również powoli, cicho stępając po schodach.
- Macie może przy sobie jakieś srebro? - zapyta szeptem towarzyszy.
Zmysły miał wyczulone mimowoli, a jednak starał się zmusić umysł do jeszcze intensywniejszej pracy w poszukiwaniu skutecznych sposobów odstraszenia lub odczarowania wilkołaka. Musiał przyznać przed samym sobą, że nie chciał zabijać tej bestii, która wszak jest jednocześnie człowiekiem. Lecz ta dusza... Metheor sam nie potrafił już stwierdzić, czy chodzi o ciało grasującej poza budynkiem istoty czy o jej duszę. Na ten moment, pamiętając rozmowę z przykutym do ołtarza człowiekiem, Meth widział w wilkołaku własnie jego. Jednakże jeśli to wrażenie zostanie zatarte, zniknie również chęć utrzymania lykantropa przy życiu, a w jej miejsce pojawi się pragnienie dołączenia nowej, unikatowej duszy do swojej kolejkcji.
Zdawał sobie sprawę z tego, iż moment podjęcia decyzji może nadejść szybciej, niż by tego chciał. Mimo, że niedawno brał kąpiel u Lady Tamplin, walka i szleńczy bieg wydusiły z niego morze potu, a wilkołaki wydają się posiadać wspaniały węch.
01.11.2018, 19:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#36

Dwójka sprzymierzeńców pokręciła przecząco głową na pytanie Metheora.
Przemieściwszy się po cichu na piętro budynku, udało im się nie wydać żadnego zbędnego dźwięku. Nawet podłoga ani schody nie zdradziły ich skrzypnięciem. Michael nie zmieniał swojej strategii trzymania Desdemony w ramionach oraz zakrywania jej ust, zupełnie nie ufając, że gdyby doszło do newralgicznego momentu, ta nie krzyknęłaby ze strachu.
Przez jedyne okno na piętrze mogli ukradkiem obserwować dalszy rozwój sytuacji na zewnątrz.
Wilkołak węszył. W pewnym momencie uniósł łeb, zwracając w stronę budynku. Usłyszeli warkot. Stawało się coraz bardziej prawdopodobne, że wyczuł krew z ręki Michaela, mocz Desdemony bądź po prostu ich wszystkich pot, gdy panicznie przedzierali się przez las i zabunkrowali w młynie.
Bestia zrobiła krok w ich stronę. Potem następny i następny, i następny.
Dwójka młodych szamanów nawet nie drgnęła. Może nawet nie oddychali.
Z otwartymi szeroko oczami bali się, że potwór słyszy także bicia ich serc.
Każda kolejna sekunda zdawała się wlec w nieskończoność. Potwór nadal nie atakował, choć chyba zdawał sobie już sprawę z prawdopodobnej ich obecności w środku. Być może to był moment, by w duchu zmówić modlitwę albo po prostu wystawić broń w stronę schodów i czekać, aż wilkołak wyważy drzwi i z impetem wedrze na piętro, aby rozerwać ich na kawałki, jednak tym razem szczęście im dopisało.
Bestia odwróciła raptownie głowę w stronę lasu. Nasłuchiwała. Wydała z siebie długie wycie i ruszyła kulawym biegiem, znikając wkrótce pomiędzy listowiem.
Przez następne kilka minut trójce szamanów przyszło wysłuchiwać odgłosy walki, jakie rozniosły się echem w przestrzeni. Wilkołak dorwał jakąś zwierzynę.
Przeczekamy do rana — oznajmił szeptem Michael, nadal cały spięty.
06.11.2018, 23:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#37

Z jednej strony Szamanowi ulżyło, gdyż na ten moment byli bezpieczni, z drugiej jednak strony obawiał się, że może już nie zobaczyć tej wspaniałej bestii. Spotkanie z czymś nowym, znanym do tej pory jedynie w legendach, okazało się przeżyciem niepowtarzalnym i niezwykle ekscytującym. Mimo, iż serce Metha biło jak oszalałe, a jego zwyczajna pewność siebie i arogancja zastąpione zostały przez strach, dokładnie wypalił w swojej głowie mentalny obraz lykantropa. Z każdą kolejną minutą, kiedy w ciszy nasłuchiwali odgłosów dochodzących od strony lasu, Szaman zaczął zastanawiać się nad całą sytuacją coraz bardziej. Jego umysł badacza dzielnie walczył, próbując pokonać strachy i lęki strony bardziej człowieczej. Słyszało się o wielkich odkrywcach, magach, łowcach i szamanach, którzy woleli umrzeć lub zostać okaleczeni do końca życia, niż przegapić życiową szansę i stanąć twarzą w twarz z grozą wyjętą rodem z ludzkiej wyobraźni.  Czy on należał do takich ludzi? Z pewnością, jednakże samo zaspokojenie ciekawości i spojrzenie wilkołakowi prosto w oczy, chwilę przed tym jak bestia rozszarpałaby mu gardło, nie wydawało się do końca mądre.
Co mógłbym zrobić?, myślał intensywnie. Bestia zajęta była posiłkiem, co powinno dać mu parę chwil na podjęcie decyzji. Czy z najedzonym wilkołakiem walczy się trudniej, czy łatwiej? Jak silną posiada on duszę, jaką przyjmuje ona postać? Psia krew, nie mam nawet połowy energii magicznej, przeklął w myślach i poczuł cudowne ciepło gniewu rozchodzące się po całym ciele. Tego uczucia również nie czuł od dawna. Tak wiele emocji w jedną noc. Naprawdę pragnął spróbować, ale wiedział, że to nie miało sensu. Jeżeli nawet z pomocą Desdemony i Michaela uda im się powalić bestię, może nie mieć wystarczająco wiele mocy, aby zapieczętować jej duszę. Ryzyko kusiło, ale żyjąc wciąż jeszcze miał szansę na ponowne spotkanie takiej legendy oraz wielu innych.
Odwrócił się w stronę młodzieniaszków i w końcu im odpowiedział, siląc się na słaby uśmiech.
- Tak, zostajemy tu do rana. Odpocznijcie, zachowajcie ciszę, to może nie wróci - powiedział.
Wbrew własnym słowom, miał nadzieję, że chociaż raz jeszcze uda mu się zobaczyć bestię, nawet jeśli umysł podpowiadał mu, iż tak się nie stanie. Nie chciał na ten moment zdradzać towarzyszom swoich planów, dlatego do nadejścia ranka będzie siedział przy oknie, czasami przez nie spoglądając.
06.01.2019, 20:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Opuszczony młyn
#38

Bestia nie pojawiła się już drugi raz. Czatując tuż przy oknie, Metheora opanowywało coraz większe znużenie, gdy jasnym stało się, że pozostawało im jedynie czekać do świtu, aż wschodzące słońce zastąpi księżyc i wilkołak ponownie wróci do swej człowieczej postaci. Towarzysząca mu młoda para nie odzywała się, tuląc do siebie w strachu, że wróg powróci. Mimo to zasnęli ze zmęczenia.
Dotrwali do świtu.

Powrót do miasta okazał się dużo bardziej czasochłonny niż pogoń Metheora za porywaczami nie tylko ze względu na brak przymusu pośpiechu, ale także dlatego, że konie, które wcześniej szaman pozostawił w lesie, przywiązując do drzew, były martwe. Rozszarpane, nadjedzone, z rozwleczonymi wnętrznościami – to bez wątpienia one odwróciły uwagę wilkołaka, gdy stał jeszcze przed opuszczonym młynem, węsząc za uciekinierami.
Trójka szamanów musiała wracać na piechotę.
Metheor, który był w najlepszej kondycji po nocnej batalii, posiadając także doświadczenie jako piechur w licznych wędrówkach, nie odczuwał tego wysiłku w tym samym stopniu, co Desdemona i Michael. Dziewczyna szła ostatkami sił, przemierzając kolejne kilometry i coraz częściej prosząc o odpoczynek, z kolei Michael był od początku bardzo osłabiony. Blady jak płótno wlekł się, jednak chyba tylko wrodzona duma nie nakazywała mu marudzenia. Oczywiście nie oponował, gdy Desdemona proponowała kolejny postój.
Zanim zobaczyli mury miasta minęło kilka ciężkich godzin. Dopiero na głównym trakcie udało im się ostatni odcinek drogi przebyć na bryczce jednego z uprzejmych przejezdnych. Znajdując się już w Valen dwójka młodych szamanów nabrała więcej sił, desperacko brnąc przez zapełnione ulice dopóki nie dotarli pod posiadłość niedawno tragicznie zmarłej lady Tamplin. Ledwo przestąpili próg, a rozpoczął się prawdziwy chaos, gdy zamiast odpoczynku, przyszło im gęsto tłumaczyć się z sytuacji przed przedstawicielami straży miejskiej. Przemaglowani przez stróżów prawa, nie mieli innego wyboru jak wyjaśnić całą historię. Pomogła im w tym dusza zmarłej lady Adalyn, której Desdemona użyczyła na tyle many, by ukazała się oczom żywych ludzi. Uzupełniła pewne elementy, korzystając ze swej wiarygodności. Nikt nie śmiał podważyć słowa tak szanowanej persony jaką była za życia lady Tamplin. Mimo to nie udało się ustrzec panicza Michaela przed konsekwencjami swych czynów, które pośrednio wpłynęły na zabójstwa innych szamanów w Valen. Po zbadaniu go przez uzdrowiciela i opatrzeniu, został przeniesiony do aresztu, aby tam wyczekać na rozprawę sądową. Sytuacja przedstawiała się dwojako: Michael mógł w zaparte twierdzić, że jest niewinny i przegrać sprawę, albo przyznać się do udziału i pójść na ugodę, a wtedy sąd przychyliłby się do prośby, aby puścić go wolno w zamian za informacje na temat pozostałych działań innych członków rozbitej grupy przestępczej szamanów, aby wyłapać ich i osądzić.
Po dwóch tygodniach sądowych zmagań Michael wybrał to drugie, decydując się na kolejny krok w swoim życiu, oświadczając Desdemonie.
Sama Desdemona zdawała się wypierać całą sytuację ze swej świadomości. Porwanie, batalia w lesie, a potem ucieczka przed bestią negatywnie odbiły się na psychice. Zamykała się w sobie, sprawiając wrażenie jeszcze bardziej ulotnej niż przy pierwszym spotkaniu z Metheorem. Jej umysł błądził, próbując bezskutecznie walczyć z koszmarami, jakie zaczęły ją nawiedzać każdej nocy. Brakowało jej wsparcia ze strony ukochanego i ten czas, który on spędził w areszcie, rekompensowała towarzystwem starszego szamana, uznając go za swego rodzaju mentora, na którego kreował się od początku ich znajomości. Słuchała, niewiele dodając od siebie, chodząc przez cały czas spięta. Ulgę dopiero przyniósł jej powrót Michaela – bez wahania zgodziła się na ślub.
Jeżeli chodziło o dalsze losy Metheora, to wyszedł na bohatera. Jego niemały udział w tej ponurej, acz krwistej historii, szybko został przekazany w plotkach po całym mieście. Władze miasta próbowały zataić fakt, że seria morderstw była dyktowana przynależnością ofiar do grupy szamanów, mało popularnej kasty magów wśród zwykłych obywateli, jednakże grono znających prawdę było zbyt szerokie, aby któryś z ludzi nie wygadał się przy piwie lub innej chwili słabości. Wieści szybko obiegły mieszkańców Valen i okolic, wzbudzając skrajne emocje i zmuszając do publicznej debaty na temat szamanów jako członków ich społeczności. Wielu wyraziło obawy – liczba szamanów w Valen przekroczyła ich wyobrażenie, bali się, że zgrupują się, zmuszając tym samym do zmiany ich statusu w krainie. Wszyscy otwarcie potępiali działania grupy skrywającej się za nazwą Mściciela, chwaląc równocześnie moralną decyzję Metheora, co wykorzystała władza, próbując uspokoić obywateli i nazywając całą tę historię incydentem, nad którym w pełni zapanowali.
Metheorowi sprzyjała dobra opinia publiczna, zyskując sympatię, zaufanie oraz respekt. Niektórzy też bali się, ostrożnie schodząc mu z drogi. Przez kilka tygodni ludzie żyli aferą, aż w końcu znudzili się, wracając do kolejnych problemów, które wyrastały jak grzyby po deszczu. Przestano zwracać uwagę na szamana, który mógł wreszcie odetchnąć z ulgą, nie czując na sobie spojrzeń.

Zmarła lady Tamplin wywiązała się z umowy – przekazała jeden ze swych medalionów, najprawdopodobniej najcenniejszy z kolekcji, której resztę odziedziczyli Michael z Desdemoną. Otrzymał także inne podarunki, w tym pieniężny, którego suma zebrana od szlachcianki oraz władzy miasta, była bardzo satysfakcjonująca. Ponadto z naczyń na duszę, które udało się Metheorowi zabrać zmarłym szamanom, udało mu się związać dwa nabytki. Reszta po złamaniu pieczęci uciekła.
W trakcie pobytu w posiadłości doszło także do tajemniczego epizodu, gdy szaman zastał na posłaniu paczkę z krótkim liścikiem: „Od przyjaciela. Za podarowane życie”, o której nikt nic nie wiedział i nie miał szansy wyśledzić niczego w tym temacie. Mogły mu pozostać jedynie domysły.

Rozliczając się z Metheorem, duch szamanki odszedł, aby zaznać wiecznego spoczynku.
Łowca Dusz mógł odejść z posiadłości i wyruszyć w kolejną podróż.
03.02.2019, 20:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna