Chata niani Zeldy
#21

MG


Niania na pytanie dziewczyny czy już jest dzień przystanęła na chwilę i uśmiechnęła się. Oczywiście Anhsia nie mogła zauważyć tego uśmiechu, lecz serdeczny ton staruszki sprawiał że chora mistyczka uśmiech widziała oczami wyobraźni.
- Tak dziecinko. Zbliża się południe.- niania spojrzała na okno przez które wpadały promienie słoneczne. Następnie zajęła się dalszymi czynnościami pielęgnacyjnymi wykonywanymi przy białowłosej mistyczce.
Kiedy rekonwalescentka zainteresowała się jej zwierzęcym towarzyszem niania schyliła się by pogłaskać kota łaszącego się do jej nóg.
- Już z nim lepiej. Mówiłam byś się nim nie przejmowała.- pocieszyła staruszka dziewczynę.- Co prawda wzrok ma jeszcze pogorszony bo źrenice ma lekko zamglone ale przynajmniej widzi. Twarda z niego sztuka.- zakończyła zielarka nutą podziwu dla swego sierściucha.
Kiedy dziewczyna zaczynała się użalać i przepraszać za to w jakim stanie się znajduje niania przytuliła mistyczkę swym matczynym uściskiem przyciskając ją do swej piersi.
- To nie twoja wina dziecinko.- szeptała do niej uspakajającym tonem.- Nie obwiniaj się skarbie. Ja jestem tu po to żeby ci właśnie pomóc.- dodała ciepłym głosem po czym powróciła do swych dalszych czynności czyli do szukania odpowiedniego ubrania dla swej podopiecznej.
- Bert?- zapytała zdziwiona jakby zapomniała że dopiero co o nim wspomniała. Uśmiechnęła się w stronę dziewczyny.- Aaaa Bert. To twój kolega. W sensie nie twój ale chłopak w twoim wieku. Kilka lat temu musiałam go poskładać po tym jak miał pogruchotane kości nogi, żebra i ręki. Kilka miesięcy się nim tu zajmowałam w taki sam sposób w jaki zajmuję się tobą skarbie. A teraz pomoże nam bo ja może mam trochę siły ale bez przesady.- staruszka zaśmiała się. Najwidoczniej uzdrowicielka stworzyła swego rodzaju komunę w Mieście Handlowym. Ona pomagała innym niekiedy za darmo albo za znikomą zapłatę ale sama nie omieszkała prosić o pomoc i ową pomoc zawsze otrzymywała. Pozytywne uczynki zawsze wracają ze zdwojoną siłą.
Kiedy białowłosa zapytała się o ubranie i stwierdziła że wyjście z nią jest niemożliwe zachichotała cicho i usiadła obok niej i klepnęła serdecznie w kolano.
- Nie ma rzeczy niemożliwych skarbie. Kiedy czegoś naprawdę szczerze pragniesz a nie jest to podyktowane złymi intencjami to świat stoi przed tobą otworem.- stwierdziła staruszka by potem zamilknąć wsłuchując się w opowieść dziewczyny o swym pierwszym śnie.
Niania nie przerywała dziewczynie w opowieści. Słuchała ją uważnie.
- Teatr w Lothil powiadasz?- zapytała w zamyśleniu.- W czasach młodości było kilka teatrów w stolicy. Byłam też na niejednym przedstawieniu. A sztuka o której mówisz nie jest mi obca, choć osobiście jej nie widziałam to jednak słyszałam o czym jest.- niania mówiła serdecznym głosem i poklepała dziewczynę po ramieniu.- Wydaje mi się że sny chcą przywrócić ci pamięć i śnisz o tym co rzeczywiście było. To o czym śniłaś mogło być twoją faktyczną historią bez żadnych udziwnień.
Niania miała już coś powiedzieć ale podniosła właśnie głowę i ujrzała w progu pomieszczenia młodego i postawnego młodzieńca o dobrotliwej aparycji choć zdawał się nieco upośledzony czy opóźniony w rozwoju. Jeszcze zanim chłopak pojawił się w pokoju Anshia usłyszała jego ciężkie kroki. Słyszała również jakby coś ze sobą prowadził.
- Oh dzień dobry Bert.- zwróciła się do niego serdecznym tonem niania.
- Dzień dobry niania.- odpowiedział jej Bert. Słysząc jego głos Anshia stwierdziła że rzeczywiście może być nieco opóźniony i ma problemy z wymową, może nie tyle z samą wymową a po prostu mówieniem.
- Bert to Anshia. Dzisiaj będziemy pomagać Anshii.- staruszka mówiła spokojnym tonem do chłopaka. Widać było że trzeba mu wszystko cierpliwe tłumaczyć.- Weź największy sagan który przy studni się znajduje, napełnij go wodą i wrzuć tu na palenisko.- Anshia oczami wyobraźni widziała jak pokazuje chłopakowi kominek w pomieszczeniu gdzie palił się ogień.- Musi podgrzać nieco wody. Jak to zrobisz, to weźmiesz nalejesz pięć wiader do balii która znajduje się za domkiem, rozwiesiłam koło niej prześcieradła jako kotary. Anshia musi się wykąpać ale musi mieć zapewnioną prywatność. Zrozumiałeś Bert? Powtórz.- mimo że staruszka cierpliwie mu tłumaczyła to i była też stanowcza. Nie chciała by coś źle było wykonane.
- Sagan napełnić i na palenisko.- zaczął mówić nieśmiale chłopak. Anshia słyszała ja drapie się po głowie.- I wiadra do balii.
- Ile wiader?- zapytała staruszka nie odstępując od Berta.
- Eeee...- chłopak zająknął się nie wiedząc co odpowiedzieć.
- Pięć. Tyle ile masz palców u ręki. Pięć. Zapamiętasz?- zapytała staruszka.
- Pięć.- pokiwał głową chłopak i spojrzał na swoją dłoń. Patrząc na swe palce chłopak wyszedł by wykonać polecenia niani.
Niania wróciła do dziewczyny i wysłuchała ją na temat drugiego snu. Skrzywiła się nieco na jej słowa.
- Smok powiadasz?- zapytała upewniając się czy dobrze słyszała.- Skoro nic ci nie zrobił a jedynie przekazał ci słowa to może miał w tym cel. Jak wyglądał ten smok? Co mówił?- zapytała dociekliwie kobiecina.
Staruszka uśmiechnęła się do Anshii na widok jej zniecierpliwienia i chęci poznania niespodzianki.
- Pójdziemy dziś na targ. Ale wpierw musisz się wykąpać i ubrać.- poklepała po udzie dziewczynę.
W tym momencie wszedł Bert i mając na dłoniach bawełniane rękawice chwycił za sagan gdzie znajdowała się już podgrzana woda. Wyszedł z ciężkim naczyniem starając się nie wylać ani jednej kropli. Po chwili dziewczyna słyszała jak wylewana jest woda z sagana prosto do balii. Do chatki znów wrócił Bert.
- Chodź Bert. Pomożesz mi. Dźwigniemy Anshię. Ma chore nogi, tak jak ty kiedyś miałeś. Pamiętasz?- serdecznym tonem zwróciła się do chłopaka.
- Mhm...- odpowiedział jej mruknięciem chłopak.
Staruszka wzięła jedno ramię dziewczyny na swe barki, Bert zrobił podobnie. Po chwili Anshia została przeniesiona z wnętrza chatki na jej tyły. Posadzono ją na krześle.
- No a teraz zmykaj! W chatce masz kilka podpłomyków. Zjedz sobie. A w kącie masz trochę mleka w bańce.- staruszka grzecznie wygoniła chłopaka do chatki.
Anshia usłyszała jak niania zasuwa prześcieradła które zostały rozpostarte zapewne na sznurkach wokół otaczających ją drzew. W momencie kiedy dziewczyna została wyniesiona na zewnątrz od razu zaczęła poznawać świat na nowo. Czuła na swej skórze chłodne i jakże przyjemne lekkie podmuchy wiatru, czuła ciepłe promienie słoneczne. Słyszała śpiew ptaków, szum liści na drzewach, szum wody w niedalekiej rzeczce. Słyszała szczekanie psów i krzyki małych dzieci. Świat nawet jeśli się jego nie widziało wydawał się taki piękny.
- Twoje palce stóp dotykają do krawędzi balii. Rozbierz się słonko i umyj. Po lewej stronie masz gąbkę i mydło. Po prawej ręcznik. Nie zdejmuj tylko opaski z oczu.- staruszka wyjaśniła dziewczynie w jakiej sytuacji się znajduje. Najwidoczniej niania nie chciała sprawiać by dziewczyna czuła się zupełnie bezwolna. Miała jedynie bezwładne nogi więc w jej mniemaniu powinna sobie poradzić przenieść się z krzesła do balii by potem się samemu wykąpać.
Najbardziej przykre z tego wszystkiego było to że staruszka powiedziała że palce jej stóp dotykały balii a ona tego nie czuła. Wyciągając rękę stwierdzi że jednak było tak jak mówiła staruszka.
- Powiedz mi coś więcej o tym smoku słonko.- dziewczyna usłyszała głos staruszki zza prześcieradłowej kotary.


Klątwa Sotha
Po pijaku uroczy i szarmancki szlachcic, w trzeźwości zaś cham i bydlak.






05.12.2016, 12:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#22

Anshia zaczynała dochodzić do wniosku, że może rzeczywiście da radę posługiwać się innymi zmysłami, byleby rekompensować sobie problem ze wzrokiem. Właściwie to dość rozsądne i logiczne rozwiązanie problemu, a nawet można powiedzieć, że wręcz naturalne, bo w innym wypadku oślepieni nie mogliby przetrwać na tym świecie... Zabawne. Może współcześnie to zacznie łatwiejsze, bo ludzie nauczyli się żyć w miastach, mają straż by dbała o ich bezpieczeństwo (przynajmniej w teorii) więc nawet osoby niepełnosprawne powinny dawać sobie radę. Wiadomym jest, że mają nieco bardziej pod górkę od innych, ale to nie sprawia, że są gorsi czy nie mogą żyć. Czasami taki los po prostu spotyka i już... Tak jak stało się to w przypadku tej niepokornej, białowłosej istotki.
Umiejętność chociażby wstępnego określania pory dnia to zawsze jakiś postęp przy opanowywaniu nowej zdolności. Warto mieć także na uwadze, że nie tylko to daje radę pojąć bez użycia swoich oczu. No cóż, kociaki podobno słyną ze swoich niezwykłych ruchów, ale temu sierściuchowi można wybaczyć, przecież pomagał w leczeniu kobiety, przez co sam też tymczasowo ucierpiał. Tyle dobrze, że przynajmniej odzyskuje swój wzrok, ale z drugiej strony koty nie polegają na nim tak mocno jak ludzie.
- Cieszę się. Może teraz będzie tylko lepiej. - Odparła pełna nadziei na nadchodzący dzień. Skoro zwierzak jest w lepszym stanie, to może i jej wkrótce uda się wrócić do zdrowia. Dość zabawne, że uczy się nowych rzeczy, jeśli istnieje dość spory cień szansy, że odzyska swoje użyteczne, fioletowe oczy.
Spokojnie wysłuchała opowieści o tym całym Bercie. Oczami wyobraźni zobaczyła dość rosłego chłopa, co będzie miał sporo pary w łapie. Nie zastanawiała się nad tym czy może przyjdzie przystojny chłopak czy ktoś, od kogo wręcz bije wioską. Jakby to nawet miało jakiekolwiek znaczenie. Miała tylko nadzieję, że jej nozdrza nie będą cierpieć z powodu przedstawiciela płci męskiej. No to chyba tyle jeśli chodzi o oczekiwania i wyobrażenia przyszłego gościa. Nie to, żeby szukała sobie faceta, nic z tych rzeczy. Chociaż jakby się tak zastanowić… Czy ona była samotną kobietą przed utratą pamięci? A może miała kogoś z kim dzieliła plany na przyszłość. Szlag by to, przez tę cholerną amnezję nie była w stanie sobie skojarzyć czy jest sama… A co jeśli jej druga połówka ją szuka? Zastanawiała się co w takim wypadku powinna zrobić. Przecież nie wybiegnie na środek ulicy krzycząc ”Jestem Anshia! Tutaj mnie znajdziesz! Kimkolwiek jesteś…” Wyobraziła sobie tę scenkę, zobaczyła siebie jak to wszystko robi i prawie zakrztusiła się powietrzem, które wciągała do płuc by oddychać. Nie no, bez przesady. Może była delikatnie mówiąc zdesperowana jeśli chodzi o własne wspomnienia, ale naprawdę nie musi robić wszystkiego, co podsunie jej chora wyobraźnia. Skarciła się w myślach za te genialne przemyślenia godne desperata.
Zdziwiona wysłuchała stwierdzenia niani o tym, że może jednak te sny mają jakiś sens. To całkiem interesująca teoria, ale nie miała pojęcia czy tak rzeczywiście jest. Owszem te wizje wydawały się dość realne, to akurat nie ulegało żadnym wątpliwościom. Niemniej czy mogła to być prawda? Czy rzeczywiście jej rodzice byli rybakami? Czy żyła na jakiejś wiosce na końcu świata? Jakim cudem trafiła zatem o Lothil? Przecież stolica nie leży nad morzem… Niby pojawiły się jakieś odpowiedzi dotyczące przeszłości białowłosej, ale z drugiej strony tyle w nich luk i niedopowiedzeń, że to rodzi jeszcze większą ilość pytań. Czy może została sprzedana do stolicy? Nie, przecież pamiętała we śnie postać swojego wuja. Zatem dlaczego zamieszkała u niego? Czy był jakiś konkretny powód tej przeprowadzki, przecież czuła tęsknotę za rodzinnym domem.
- W takim wypadku wszystko wskazuje na to, że moje dzieciństwo to dość ciekawa sprawa, nie sądzisz? Chociaż luki w mojej pamięci nawet po tych snach są ogromne, to jednak… Mam wrażenie, że ten żywot jest warty pamiętania. Kiedy tylko odzyskam pamięć, pewnie wszystko spiszę, tak na wszelki wypadek, jakbym czasem znowu miała utracić wspomnienia, a przecież to życie zdaje się być takie interesujące. – Uśmiechnęła się, czując w duszy o wiele więcej spokoju i ulgi. Nie wiedzieć czemu właściwie, tak po prostu było.
Obca noga stanęła w tym domu. Anshia natychmiast zwróciła głowę w kierunku skąd dobiegał dźwięk. Był wyraźny, bardzo łatwo słyszalny. Te kroki nie należały do kogoś pokroju baletnicy, wręcz przeciwnie, raczej do słonia w składzie porcelany. Przechyliła nieco głowę, zastanawiając się czy to poważnie ten cały Bert. Słysząc jego głos, jej optymizm w znacznym stopniu gdzieś uciekł. Miała cichą nadzieję, że jednak spotka jakiegoś silnego i inteligentnego faceta, ale chyba nie można mieć wszystkiego.
- Witaj. – Nie chciała wyjść na niegrzeczną, więc pomachała w jego kierunku ręką jak na powitanie. Później tylko uważnie słuchała o czym rozmawiają ze sobą. Po każdym zdaniu coraz bardziej utwierdzała się w przekonaniu, że ten mężczyzna to jednak ktoś z trwalszymi problemami w zdrowiu. Westchnęła w duchu, by nie urazić obecnego tutaj Berta. Z resztą miał jej nieco pomóc dzisiaj, więc wolałaby żeby nie odbierał jej w sposób negatywny. Postanowiła dla siebie zachować wszystkie przemyślenia z nim związane.
Niania zapytała o smoka. Ot zwykłe pytanie, ale białowłosa nie wiedziała czy powinna o tym mówić. To wszystko było takie nierealne, niby namacalne, ale z drugiej strony zdawało się mówić o czymś, co ma związek z jej stanem. Czy ta bestia sprawiła, że Anshia teraz czuje się jak w ciemnej klatce? Zastanawiała się przez moment nad taką opcją zdarzeń.
- Ten smok… To bardzo skomplikowane. On był tajemniczy, nieoczywisty… To wszystko takie było. – Odpowiedziała, jeszcze nie chcąc wchodzić głębiej w ten temat. Świeża, otwarta rana, jeszcze nie była gotowa na swoją sól. Na szczęście Zelda powiedziała o wyjściu na targ.
- Też myślę, że bez kąpieli i zmiany ubrań się nie obejdzie… Nawet ja nie chcę siebie czuć. – Bo jakby nie patrzeć leżała w tym łóżku całe dnie, bez kąpieli, bez zmiany ubrań, zatem oczywistym jest, że miała ten swój zapach, za którym nie przepadała, a na domiar złego przez nieużywanie wzroku, podświadomie wzmacniała pozostałe zmysły. Niby próbowała się chociaż częściowo blokować jeśli chodziło o węch, ale nie była w stanie zrobić tego całkowicie.
Bert szedł z saganem. Dźwięk chlupiącej wody w nim dawał jej jasno do zrozumienia, że właśnie to robi, a potem przelewa to do bali. Chyba czeka ją naprawdę porządna kąpiel. Chwilę później czuła, jak jest łapana, pewnie po to, żeby ją przenieść. Sama chwyciła ich mocniej, jakby bojąc się upadku. Nie czuła czy jej nogi wiszą, czy może włóczą się po ziemi. Naprawdę, to nie wyglądało zbyt dobrze. Później została posadzona na krześle, co już była w stanie ogarnąć swoimi zmysłami. Siedziała dość sztywno, bojąc się utraty równowagi i runięcia na ziemię. Tyle dobrze, że Berta tutaj nie ma, nie chciałaby się przed nikim ośmieszać. Dlatego też odetchnęła, kiedy została sama z nianią. Zelda zajęła się tworzeniem parawanu z prześcieradeł, głos materiału przerzuconego przez sznurek zdawał się być dość charakterystyczny, na dodatek każdy powiew wiatru odbijał się na płachtach. Z pewnością była bezpieczna, mogła zająć się sobą w spokoju. Do tego te promienie słońca, aż chciałoby się rozciągnąć i wylegiwać na zewnątrz. Szkoda tylko, że była w tak żałosnym stanie. Wciągnęła głęboko powietrze, ciesząc się taką aurą. Właściwie to nie miała ochoty iść na miasto, bo i po co. Mogłaby tutaj zostać i po prostu siedzieć, pośród płacht całkowicie bezpieczna, otwarta na cały otaczający ją świat.
„A co jeśli tak naprawdę wzrok nas tylko ogranicza… Może teraz dostrzegam świat taki jaki jest naprawdę… Nie widzę względnego piękna czy brzydoty, ale jestem świadoma otaczających mnie rzeczy. Ponad ograniczeniami osądzania i wydawania wyroków. Dość… Zabawne.” Zastanawiała się w myślach nad tymi słowami. Może rzeczywiście coś w nich było znacznie głębszego, niż mogłoby się to początkowo wydawać. Symfonia ptaków rozbrzmiewała tuż obok, a gdzieś w oddali beztrosko bawiły się dzieci. Zwierzęta także wydawały stosowne odgłosy… Czy można wyobrazić sobie szczęśliwsze miejsce?
…krew i pożoga… Nie rozumiejąc czemu, te słowa przemknęły przez głowę Anshii. Przecież nie było żadnego powodu, by akurat teraz pojawiły się w jej umyśle. Natychmiast potrząsnęła głową, przywracając siebie do rzeczywistości. To było pewnie jakieś głupie złudzenie, tak z pewnością.
- Naprawdę? – Wyciągnęła powoli dłoń przed siebie, po omacku szukając krawędzi bali. Dość szybko ją znalazła, zaczynała muskać opuszkami palców, upewniając się co do swoich przeczuć. Rzeczywiście, była dosłownie przed nią. Łapiąc się jedną ręką o krawędź tej prowizorycznej wanny, drugą zaczęła dotykać swoje nogi. Cholera jasna, ona je naprawdę miała, ale nie czuła nimi niczego. Aż przejechała paznokciem po nich, ale nadal nic. Miała już przekląć pod nosem, ale przygryzła wargę. Poradzi sobie z tym, to tylko chwilowy problem. Zdjęła ubrania z siebie, czując jak bardzo są przepocone. Jej nos po prostu płakał.
Białowłosa mocno złapała obiema dłońmi za krawędź bali. Zaczęła ostrożnie naciskać, żeby sprawdzić, czy da radę utrzymać jej ciężar przez chwilę, by mogła się przerzucić. O odbiciu nie było mowy, więc musiała sobie radzić tylko i wyłącznie przy pomocy siły rąk. Na całe szczęście, w poprzednim życiu Anshia nie szczędziła sobie ćwiczeń, na co z resztą wskazywała jej budowa. Mocno się zaparła rękami i… Zaczęła przenosić swoje ciało, poprzez dynamiczne przyciągnięcie się i podniesienie na rękach. Energia kinetyczna zgromadzona w ten sposób powinna pomóc w wykonaniu zadania i dość niezgrabnym wylądowaniu w wodzie. Po tym wszystkim zabrała się do dość mozolnej kąpieli. Ciesząc się wodą, trudno było zacząć, ale niestety taka była powinność. Anshia powoli kawałek po kawałku muskała palcami swoją skórę na całym ciele, sprawdzając w jakim jest stanie. Zaczęła od wzajemnego sprawdzenia rąk, a następnie przechodziła dalej na szyję, obojczyk i klatkę piersiową. Wcale nie zaczęła siebie macać po piersiach, wcale a wcale! Niemniej musiała sprawdzić resztę ciała, ostrożnie przeszła na brzuch, szukając czegokolwiek co mogłoby zwrócić jej uwagę. Jakieś szramy, rozstępy, cokolwiek co nie jest pępkiem. Później zajęła się nogami, od ud począwszy, a na palcach stóp skończywszy. Na sam koniec zostawiła sobie plecy, które równie dokładnie sprawdziła i pośladki. Zastanowiła się co robiła zanim się tutaj znalazła, przecież musiała strasznie dużo ćwiczyć, żeby utrzymywać taką sylwetkę. Po oględzinach mogła w spokoju się umyć, złapała za gąbkę z mydłem i zaczęła dokładnie się myć, nie opuszczając niczego.
Usłyszała ponownie pytanie o tego smoka. Westchnęła dość głośno, mając już praktycznie pewność, że niania nie odpuści tego tematu.
- W moim śnie pojawił się dość dziwny smok. W ogóle ta wizja była dziwna. Mglista zasłona, w której byłam zawieszona, a za nią on. Bestia, która właściwe to pojawiła się drugi raz, ale tym razem… To nie była tylko niegroźna postać na talerzu, ale prawdziwy gad wpatrujący się we mnie. Biały smok wydawał się być mi bliżej symbolu sprawiedliwości, dobra, światła, a nie… Z resztą, może nie do końca biały, bo jak się okazało, spod jego łusek mieniła się złoto-pomarańczowa łuna. Później cała ta mglista zasłona przybrała ten sam kolor. To wszystko wyglądało dziwnie, a ja nie mogłam się ruszyć, wisiałam sparaliżowana. Niby początkowo stał tyłem, ale jego rozmiary, skrzydła… Bił od niego czysty majestat, taki że wzbudzał coś gorszego niż strach czy przerażenie. Później otworzył ślepia, spojrzał na mnie… Ten wzrok chyba zapamiętam do końca życia. Zaczął swój podniebny taniec, chociaż nie, to on latał wokół mnie. Czułam się jak jego więzień, nie mogłam nic zrobić. Złota mgła, przez którą nic nie widziałam, sama jak palec przed smokiem… Ale to jeszcze nic. Chociaż wtedy byłam jak proch przed obliczem bogów, to to co nastąpiło zaraz po tym, sprawiło że nie wiedziałam co mam zrobić. – Zamilkła na chwilę, nadal trzymając w dłoniach gąbkę z mydłem. O mało co drugiej rzeczy nie złamała, bo tak ją trzęsło z nerwów. Znów w wyobraźni pojawiły się te słowa, a ona nie rozumiała dlaczego tak się dzieje. Przecież nie mogła być nikim złym… To wszystko nie ma sensu.
- Podobno żyję w wiecznym cierpieniu, że ta egzystencja jest moim wrogiem. To przecież się kupy nie trzyma! Ten głos mówił, żebym odebrała sobie życie, ale ja tego nie chcę! Nawet jeśli teraz siedzę w tej wodzie nie czując nóg i nie pamiętając całej swojej przeszłości… Poradzę sobie! Poza tym mam pytać o przyczynę, ale skoro nie wiem co tak naprawdę się stało, to trudno zapytać też o powód wydarzeń. Żeby walczyć z przeznaczeniem, moja dusza musi być wolna przez wieczność, ale przecież ona jest wolna! Nie przypominam sobie, żebym się jej pozbywała. Oświecenie zaś może otworzyć mój umysł, ale… Czy naprawdę da mi to taką siłę, o jakiej mi powiedział ten smok. To wszystko jest bardzo pokręcone, wręcz szalone. Sama nie wiem czy powinnam w to wierzyć. – Odłożyła gąbkę z mydłem po umyciu całego ciała i złapała za ręcznik, by narzucić go na siebie podczas wychodzenia.
- Ay, jak skończyłam to co? – Skrawek ręcznika wzięła w zęby, żeby nie uciekł, kiedy przy pomocy rąk wyjdzie z bali.
27.12.2016, 19:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#23

STRAŻNIK
Miejsce: Chata uzdrowicielki
Pogoda: Wietrznie i ponuro. Słońce prawie zaszło za horyzontem.
1. Proroctwo



paraliżowana, pozbawiona pamięci, zdezorientowana swoją aktualną sytuacją... Samotna... Osoba, do której przed chwilą mówiła, zdawała się nie przebywać razem z nią w pomieszczeniu. Zupełnie tak jakby wyparowała albo była jedynie duchową projekcją. Jednak nim dotarło to do kobiety, usiadła o własnych siłach na drewnianym krześle, które stało przy bali. Wszystko wydawało się takie dziwne i surrealistyczne. Blada skóra Anshii pokryła się w jednej chwili gęsią skórką. Nawet na nogach mimo, że nie czuła tego. Jednakże nie mogła nic poradzić na to co się dzieje. Była fizycznie i psychicznie bezsilna. Mogła jedynie wołać i po omacku dotykać przedmiotów na około niej.

Stało się. Ogromny podmuch objął jej ciało. Był z początku chłodny, jednak z każdą chwilą nabierał przyjemnej temperatury. Czuła czyjąś obecność, jednak nie była to obecność człowieka. Straciła dech w piersi. Majestatyczny głos rzekł, a echo jego niosło się po ciele kobiety. Przypomniała sobie o talerzu i smoczych malunkach.

"Dziecię moje, mizerne, przestraszone... Dwa istnienia, dwa losy złączone... Jakby w jedno, ale różne. Odmienne. Szalone? Nieznajome choć ciągle sklejone. Grzeszną nicią naznaczone. Przędą losy swoje samotnie... Różne miejsca, różne historie, różne dusze. Jedno godzi dwie jaźnie, drugie cierpi niezrozumiałe katusze. Śnieżnobiałe rogi wymachują grzesznie szukając odkupienia, Gadzia dusza gryzie swój ogon dopatrując zrozumienia. Jedno drugie musi odnaleźć. Jedno drugiemu pomóc zmuszone. Takowy los czeka tych, których wybrałem na następców kolejnej generacji. Dusze ich choć Święte, będą ususzone. Pędzić do siebie są właśnie zmuszone."

Po tych słowach sparaliżowana odzyskała oddech. Jednak jej płuca nerwowo nabierały powietrza mimo jej woli. W głowie miała obraz nieznajomego mężczyzny. Był rosły, dzierżył ostrze. Twarz jego skąpana we krwi, żalu, goryczy.
Poczuła jak na jej prawym udzie pojawia się stopniowo przeraźliwy ból. Coś wypalało się na jej ciele i pomimo paraliżu, mogła doskonale wyczuć ból. Było to straszne doświadczenie. Poza bólem, nie czuła niczego.

Do chaty wpadła Niania z przerażającym grymasem na twarzy. Wodziła spojrzeniem po Anshii, jednak ta traciła świadomość, zaś jej noga... Cóż. Nie widziała tego, ale czuła jak żarzy się niczym lawa jakiś znak na skórze. Niania pochwyciła dłoń kobiety i przyłożyła do swoich ust, wypowiadając słowa. Sparaliżowana nie słyszała modlitwy jej opiekunki. Była w stanie, o którym nie miała pojęcia.

Leżała nieprzytomna, lecz w jakiś sposób przedzierały się do jej świadomości różne głosy. Słyszała słowa: "Tylko inny... Tobie podobny może cię uleczyć", "Ojcze Wspaniały. Duronorze...", "Sprowadź do tej słabej (...) niechaj przestanie cierpieć", "(...) i sprowadź cud (...)". "Panie uśmierz cierpienie dziecka Twego" - to były ostatnie słowa Niani przed tym, jak jej podopieczna zaczęła przeraźliwie krzyczeć z bólu. Potem była już tylko modlitwa.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







23.08.2017, 19:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#24

Pragnienie normalnego życia chyba w dalszym ciągu pozostanie w sferze marzeń. Tym razem jednak to nie sen miał przynieść coś zupełnie nowego, a coś... Czego zdecydowanie się nie spodziewała. Siedząc tak na krześle miała wrażenie, że odlatuje, a może jest izolowana od innych i rzeczywistości. To trochę jakby sobie spaliła dobrego Buzskum, doznania poddające w całkowitą wątpliwość zmysły, którymi ludzie posługują się na co dzień.
Początkowo pojawiła się zwyczajna gęsia skórka, która sprawiła, że chciała się zwinąć w kłębek, ale przez swój paraliż było to niemożliwe. Zaczęła więc ostatkiem sił wyciągać swoje dłonie w poszukiwaniu czegoś ciepłego, a najlepiej do tego puchatego. Muskała palcem ścianę bali, ale niczego nie znalazła. Później już było tylko gorzej. Coraz to bardziej pogłębiające się poczucie samotności, dodatkowo brak sił dał się we znaki. Dla kogoś postronnego Anshia wyglądałaby jak zawieszone, puste ciało.
Gdyby tylko widziała co było źródłem podmuchu, może spróbowałaby się przed nim ochronić. Jeszcze nie wiedziała, że na nic by się to zdało, ale wciąż czuła, że brakuje jej wzroku w życiu. Miała wrażenie, że ktoś się pojawił. Ktoś, albo coś. Intuicja podpowiadała, że to nie jest człowiekiem, nie jest tworem, który jest w stanie pojąć w granicy posiadanej logiki. Nie minęła sekunda od tej myśli, a powietrze uciekło. Wrażenie, że płuca zupełnie opustoszały. Zaczęła wyć i wymachiwać rękami, a przynajmniej tak jej się wydawało. Przez umysł przelatywała masa obrazów, głównie ze snów. Talerz z namalowanym smokiem... Czyżby to miała być podpowiedź o tej istocie? Przecież te legendarne gady są częściej wkładane między bajki niż realne twory. Dla niej na tę chwilę było niemożliwe, żeby jakiś smok pojawił się tutaj i z nią właśnie rozmawiał. A może jednak?
Kolejne niezrozumiałe słowa teoretycznie układały się w zdania. Szkoda tylko, że dla kobiety wydawały się być mieszanką bełkotu i sprawozdania z jej obecnego położenia. Owszem, to ona z całą pewnością jest tą cierpiącą, zależną od innych i słabą istotą. Paraliż odbierał możliwość chodzenia, brak wspomnień zaś świadomość własnego jestestwa. Tylko dlaczego ten głos wspominał coś o grzesznej nici, o historii dwóch dusz... Jedyne co ją w jakimś sensie uspokoiło, to że istnieje możliwość, by była zdrowa. Później pojawił się On. W żadnym ze snów nie widziała dotąd tej osoby. Jakiś mężczyzna, z całą pewnością wojownik. Niby skąpany w krwi i żalu, ale w jakimś sensie rozumiała go. Nie mogła sobie odpowiedzieć dlaczego, ale jednak... Jakby coś go z nim łączyło. Może wkrótce się dowie o co tak naprawdę w tym wszystkim chodzi.
Anshia nawet nie miała czasu, żeby się porządnie zastanowić. Udo. Pali. Przecież była sparaliżowana, nie powinna była tego czuć, ale jednak. Gardłowy krzyk wydobył się z jej gardła. Traciła kontakt ze świadomością, bo jej zmysły już chyba dawno przekroczyły granice bólu. To było zbyt wiele,
Modlitwa, a raczej jej strzępki brzmiały w umyśle białowłosej. Ona nie wierzyła w żadne bóstwo, przynajmniej takiego była zdania. Niemniej kobieta się za nią modliła, chociaż nie rozumiała dlaczego... Z resztą, teraz już nic nie pojmowała.
25.08.2017, 01:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#25

STRAŻNIK
Miejsce: Chata uzdrowicielki
Pogoda: Chłodno. Niebo pełne gwiazd. Środek nocy.
1. Proroctwo



rzwi do chaty były otwarte. Zupełnie tak jakby ktoś spodziewał się mojego przybycia. A może to jeno moja wyobraźnia? Wyostrzyłem wzrok na wszechobecny półmrok. Nie dojrzałem niestety swojego celu. Krzyki prowadziły do drugiego pomieszczenia, odgrodzonego zwykłą przesłoną. Ruszyłem do tego pokoju. Było tutaj jedno większe łoże, zaś na nim leżała jakaś kobieta. Miała bladą cerę, piękne ciało. Wręcz magnetyczne. Wiła się w bólach, choć wyglądało to bardziej jak taniec torsu, bowiem jej nogi nie ruszały się. Krzyczała. Ból był dla niej prawie nie do zniesienia.
Ułamek sekundy a moje ramie rozpaliło się przeszywającym bólem. Dokładnie tam, gdzie spodziewałem się wypalającego symbolu. Odrzuciłem płaszcza na bok, rozpiąłem częściowo swoją zbroję aby zapewnić sobie więcej luzu. Ból był na tyle przytłaczający, że nie potrafiłem poradzić sobie przez chwilę ze skórzaną częścią rynsztunku. Wtedy odezwała się jakaś kobieta.
- Nie wyglądasz na takiego co dziewkę przyszedł bałamucić. Nie wyglądasz też na takiego, który przyszedł tu bez celu. Widzę po tobie, żeś tak ja to dziewczę... Zmagasz się z bólem. Przyszedłeś jej pomóc prawda? - Rzekła, dotykając mojego ramienia swoją starą, pomarszczoną dłonią. Pomogła mi zdjąć górną część odzienia, a kiedy już to zrobiła... Moje ramie ukazało krwistoczerwony symbol, jednak krew tak bardzo go zamazała, że nie potrafiłem dostrzec jakiegokolwiek kształtu. Podszedłem do kobiety. Nie wiedziałem co powinienem zrobić, ale czułem, że i ona czuje ukojenie moją obecnością. Krzyki ucichały. Siedziałem przez chwilę obok niej, próbując rozpaczliwie wpaść na jakiś genialny pomysł "co zrobić dalej". Sen nie był zwykłą marą. To było proroctwo.

Dotknąłem dłonią jej uda w miejscu z żarzącym się symbolem. Wyglądał jak Kozioł, jednak nic ponad to nie potrafiłem pojąć. Ułożenie tej chaotycznej układanki zdawało się niemożliwe. Poczułem to. Jej znak zaświecił pochłaniając moją manę. Kiedyś czytałem, że ludzie mogą między sobą wymieniać manę, o ile posiadają tę samą naturę magiczną. Czy to oznacza, że ona tak jak ja... Niemożliwe. Tutaj musi być jakiś inny powód.

Przytrzymałem swoją dłoń na jej udzie. Mana nie przestawała ubywać. W pewnym momencie czułem jak tracę przytomność. Staruszka, która wcześniej pomogła mi ze zbroją, a potem pilnowała chaty, żeby nikt nie przedostał się do środka, teraz podtrzymywała mi głowę. Leżałem? Obraz rozmazywał się coraz bardziej. Przede mną rozciągała się paraliżująca ciemność.




Sparaliżowana kobieta, resztkami świadomości wyłapywała czyjąś obecność. Znów umysł płata jej figle? Ból, który był nie do zniesienia, zaczynał łagodnieć. W pewnym momencie dyskomfort ustał całkiem, a w jego miejsce pojawiła się przyjazna, ciepła aura. Tak jakby coś wlewało się w jej obieg many i napełniało go życiodajną energią. W porównaniu do cierpienia jakie przeżywała, obecne uczucie było wręcz błogie. Zdawało się trwać przez wieczność, jednak i ono miało swój koniec. Ujrzała sylwetkę smoka zwróconego do niej tyłem. Paszcze miał szeroko rozwartą, pokazując swoje pokaźne kły. Niestety nie widziała szczegółów. Był jakby cieniem, a kiedy zniknął... Mistyczkę poraziły promienie słoneczne. Otwarła oczy. Widziała... Odzyskała wzrok oraz czucie w nogach. Wraz z tym czuciem pozostał ból w miejscu Koziego stygmatu. Rana musiała się zagoić. Obok niej było położone bezwładnie jakieś ciało. Mężczyzna bez koszuli. Mistyk mogła dostrzec na jego prawym ramieniu podobny stygmat do tego, który widniał na jej udzie. Z tą różnicą, że był to smok pożerający swój ogon. Nad ciałem nieznajomego klęczała niania Zelda z zaplecionymi dłońmi. Oparła czoło o jego brzuch a dłonie wyciągnęła przed siebie złożone do modłów. Kimkolwiek był, ciało wyglądało na martwe.


DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






29.08.2017, 01:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#26

Nieposkromiony ból... Uczucie, które sprawiało, że gdyby mogła to wolałaby chyba odebrać sobie życie, niż to przeżywać. Lawa w nodze zdawała się nie stygnąć, lecz płonąć coraz to mocniej. Tak bardzo cierpiała, tak bardzo odpływała. Zdawało jej się, że stoi na delikatnej granicy między istnieniem, a śmiercią, świadomością, a innym światem. Tak teraz miała wrażenie, że ktoś obcy się pojawił. Wcześniej wspomniany ból sprawiał, że zmysły wręcz szalały, więc Anshia nawet nie ufała im co do odbioru rzeczywistości. Gdyby mogła to zastanawiałaby się nad tym co jest realne, a co tylko złudzeniem, marą pustą bez większego celu, powstałą na wskutek bólu. W końcu czy spragniony człowiek nie zobaczy oazy nawet w łajnie...
Białowłosa nie była w stanie określić czy naprawdę ktoś przybył, choćby chciała, teraz miała dużo ważniejsze zmartwienia. Owszem, wcześniej oczekiwała, że odzyska czucie, ale gdyby tylko wzięła pod uwagę, że nie wszystko w życiu przebiega tak gładko. Teraz jednak mając cały pakiet, pozostało jej jedynie przyjąć go na przysłowiową klatę i zacisnąć zęby. Oczywiście ciało i tak rzucało się niczym ryba wyłowiona z wody. Zdechłe nogi i tors, który szukał układu przy którym przestanie to wszystko przeżywać. Niestety, taka kombinacja nie istniała.
Kiedy już kobieta była zdania, że nic jej nie uratuje i nie odmieni jej beznadziejnego położenia, poczuła To. Chyba wieczność cierpienia, która w praktyce trwała zdecydowanie dłużej, postanowiła ustępować. Ból znacząco się zmniejszał, więc i jej ciało się uspokajało. Zaskakujące, że tak niewiele sprawiło, że Anshia miała ochotę się uśmiechnąć, choćby w duchu. Już mogłaby w spokoju zasnąć, odpocząć od tego niezwykle zakręconego dnia. Niemniej ten leczący dotyk nie ustawał. Uczucie zupełnie obce, pływu many wewnątrz ciała. Trochę jakby kiedyś się parała magią, ale czy to kolejne złudzenie podsuwane przez podświadomość? Było jej całkiem przyjemnie, nawet przestała myśleć o wcześniejszym przeszywającym i palącym bólu. Już mogła w spokoju zasypiać, ale wcześniej zobaczyła bestię. Potężny smok, który wolał pokazać jej swoje plecy, niż brzuch, a na domiar złego obnażył kły. Białowłosa nie wiedziała co ma o tym wszystkim sądzić, ale gad zniknął nie zostawiając żadnej konkretnej wiadomości.

Światło przypomniało jej o tym, że żyje... Otworzyła oczy, by natychmiast je zamknąć, wydając z siebie dość charakterystyczne syczenie. Dłonie od razu powędrowały do powiek, które szczelnie zakryły. Przecież miała trzymać zamknięte oczy, ale coś jej podpowiadało, że jednak powinna nie przejmować się tym poleceniem. Dlatego też otworzyła je ponownie, widząc świat kompletnie zamazanym. Czy to możliwe, że miała tak nieostry wzrok? Moment później mruknęła do siebie rozbawiona. Otarła dłonią powieki, które były pełne łez, co natychmiast poprawiło jakość obrazu.
- Szlag... Jednak oczy są świetne. - Nie mogła powstrzymać się od komentarza, kiedy to uświadomiła sobie, że jednak widzi i to całkiem dobrze. Od razu chciała spojrzeć na obecnie jedyne źródło bólu, w tym celu w miarę możliwości, podniosła siebie, podciągając zdrową nogę tak, że kolano było niewiele poniżej podbródka. Opuszkami palców ostrożnie muskała okolice rany, ale nie podchodziły do jej centrum. Później pogłaskała nogi, ciesząc się ich ożywieniem.
Intensywna fala euforii sprawiła, że Anshia chciała się pochwalić swoimi spostrzeżeniami. Cała zapłakana z radości, z najszczerszym uśmiechem na ustach, siedziała w łóżku. Odwróciła głowę w kierunku wnętrza domu i zobaczyła swoją opiekunkę... Która modliła się nad ciałem jakiegoś mężczyzny. Od razu zaczęła się zastanawiać czy skądś go kojarzy. Szybko też dostrzegła na jego ramieniu dziwną ranę, stosunkowo podobną do jej, tylko przedstawiała inne stworzenie. Czy czasami tamten głos nie wspominał czegoś o gadzie i czymś rogatym? Cholera jasna, to wszystko stawało się pogmatwane. Nawet nie wiedziała kiedy, ostrożnie wychyliła się znad łóżka, przez co pojedyncze łzy zaczęły kapać na martwe ciało.
- Co... Się stało? - Białowłosa poczuła się naprawdę skołowana. Prawie tak samo jak wtedy, kiedy tutaj trafiła.
31.08.2017, 00:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#27

STRAŻNIK
Miejsce: Chata uzdrowicielki
Pogoda: Chłodno. Niebo miejscami zachmurzone. Poranek.
1. Proroctwo



nshia z każdą chwilą odzyskiwała ostrość w swoich oczach. Promienie słońca, które wybudziły ją z koszmaru, teraz zanikały osłonięte większą chmurą. Zgiełk miasta docierał do jej uszu zaś ona sama mogła próbować otrząsnąć się ze stanu w jaki wpadła.
Pociągając tułów ku górze i rozglądając się po pomieszczeniu, mogła wyczuć delikatny zapach mięty. Był przyjemny i odświeżający. Co więcej, cucący.
Niania Zelda, na pytanie kobiety nie odpowiedziała niczym. Kontynuowała swoją modlitwę zupełnie tak jakby straciła świadomość i robiła to mimowolnie. A być może zapadła w tak głęboki trans, że nic nie mogło ją odciągnąć od powtarzających się modłów.
Kiedy mistyk spróbowała się poprawić na łożu, w którym przebywała razem z tajemniczym mężczyzną, poczuła coś... Nieprzyjemnego. Rosnące odrętwienie, niespowodowane wcześniejszym paraliżem. Być może zbyt długo pozostawała w bezruchu? Jeśli to kwestia osłabionych mięśni, to nie będzie w stanie przez jakiś czas swobodnie chodzić. W innym przypadku objawy mogą powodować coś innego. Próba nadmiernego ruszania się, przyprawiała ją o ciarki na plecach. Czuła także, że jest z nią na ten moment coś nie tak. Rosnąca w tym temacie świadomość, prowadziła do bólów w obszarze stygmatu. Paliło ją, ale to wciąż wydawało się nienaturalne dla mistyk. Jeszcze jeden oddech, jedna łza spływająca po jej policzku i stało się to, czego się nie spodziewała. Jej dłonie złapały odruchowo za ramię mężczyzny w potężnym uścisku. Nogi próbowały niezdarnie wyprostować się zaś jej ciało wyglądało tak jakby spowiły je miejscami wyładowania błyskawic.
Kobieta znów straciła przytomność.

Jakiś czas później dotarł do niej zapach mięty. To on wybudził jej z kolejnego snu... Widziała w nim chłopaka. Stał w deszczu i głośno płakał. Wyglądał na bezradnego, pozbawionego chęci do życia. Stał tak a w rękach trzymał czyjeś martwe ciało. Mrugnęła. Tym razem obserwowała mężczyznę krzątającego się desperacko po lesie. Wszędzie wokół niego tańczyły pioruny. Klęknął, uniżając głowę w rozpaczy. Jednak coś było nie tak... Zdawał się w tym wszystkim wściekły, bez kontroli nad sobą.
Nastąpiła kolejna zmiana. Zobaczyła w niej mężczyznę, wściekle mordującego bandę ludzi. Zdawał się czegoś bronić... Jakieś zawiniątko a w nim biała, puchata kulka? Znów mrugnęła. Sceneria się zmieniła. Zobaczyła nieznajomego na szlagu spowitym śniegiem. W zawiniątku był pies? Lizał leżącego po policzku i wył głośno. Zewsząd tańczyły płatki śniegu, powoli, krok po kroku zasypując ciało.

Poczuła jak robi jej się gorąco. Płuca zdawały się lekkie, ciepłe. Potem jej dłoń zaczęła odczuwać intensywne ciepło. Wybudziła się. Miała policzek przytulony do jego ramienia z dłońmi mocno trzymającymi jego rękę. Dokładnie w miejscu smoczego stygmatu. Odsuwając dłoń mogła dojrzeć jak znamię mieni się niczym lawa. Jej Kozi stygmat wyglądał podobnie. Tyle, że nie bolał jej. Wzrok począł się wyostrzać. Zdrowie widocznie powracało do niej, choć o zmysłach nie miała pewności. Oczy dojrzały jego klatkę, która rytmicznie acz delikatnie unosiła się i opadała. Wyglądał na śpiącego.

W pomieszczeniu paliły się świecie. Niania Zelda gdzieś zniknęła, a przy łożu stała taca z jedzeniem oraz świeżą wodą. Stał się cud? Co tutaj zaszło? Anshia mogła być obecnie "w kropce", jednak o czym myślała? Jakie emocje targały mistyczką? Dlaczego roniła łzy? Dlaczego pamięć nie powróciła? Czemu wciąż pojawia się więcej pytań niż odpowiedzi?
Cisza. Jej świadomość zdawała się być...?


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







07.09.2017, 18:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#28

Ta cała sytuacja wydawała się być jakby wyjęta z jakiegoś pokręconego snu. Jakiś obcy mężczyzna, niania zamknięta w intensywnym transie, ona leżąca w łóżku... Patrząc z punktu widzenia osoby trzeciej to wyglądało naprawdę niedorzecznie. Anshia zaczęła zastanawiać się dlaczego to ją akurat spotkało. Kiedy już wszystko wróci do normy, dorwie kogokolwiek kto będzie w stanie jej to wytłumaczyć. Nawet zapach mięty nie pomagał w ułożeniu całego zdarzenia w jakiś sensowny ciąg przyczynowo skutkowy.
Na jej nieszczęście, to nie był koniec kłopotów. Może i odzyskała czucie w nogach, ale nadal ich sprawność pozostawiała wiele do życzenia. Dodatkowo pojawiły się jakieś nowe objawy. Czy to była sprawka tego obcego jegomościa, który się tutaj pojawił znikąd? Bardzo nieprzyjemne ciarki na plecach nie oznaczały niczego dobrego. Każdy ruch przyprawiał o to dziwne uczucie. Przecież wcześniej miało być już wszystko w porządku, dlaczego więc jest tylko gorzej. Dodatkowo nowa rana zaczęła znowu płonąć. Kolejny raz ból przeszywał ją na wskroś. Była gotowa przeklinać po raz wtóry swój żałosny los i żywot, kiedy to spojrzała na mężczyznę. Nawet nie wiedziała kiedy rzuciła się na niego. Chociaż chciała go w tamtej chwili rozszarpać gołymi rękoma, to nie mogła tego fizycznie zrobić, a może w głębi ducha nie chciała? Może liczyła, że on właśnie odpowie jej na dręczące pytania, pozwoli zrozumieć to wszystko. Zamiast tego złapała go za stygmat, dostrzegając resztką sił, że coś jest nie tak. Przeskok błyskawicy? To była ostatnia rzecz, przez ponownym zaśnięciem.

Sny. Opowiadają one zazwyczaj jakieś fantastyczne historie, ale tym razem wydawały się być wyjątkowo smutne. Wszystkie po kolei pokazywały obraz jakiegoś chłopaka. Jednym razem był z martwym ciałem, które najwidoczniej opłakiwał, kolejnym razem magia szalała wokół niego. Następnym zabijał jakiś obcych broniąc czegoś... A później ten pies lizał go po twarzy. Krótko mówiąc bardzo smutna historia. Niemniej nawet i one mają swój koniec, nawet jeśli oznaczają czyjąś śmierć.

Teraz jednak Anshia miała okazję wrócić do realnego świata. Nadal nie wiedziała czemu zobaczyła to co zobaczyła, ale na pewno się dowie o co chodziło. Niemniej poczuła, że jej twarz czegoś dotyka. Niechętnie otworzyła powieki, dostrzegając męskie ramie... Zamknęła je, by za moment uświadomić sobie, że przecież ona tak nie zasypiała. Czy w nocy stało się coś więcej? Odsunęła się od niego, patrząc wyraźnie skonsternowana. Czy ona mogłaby zrobić coś takiego? Przecież on wcześniej leżał praktycznie martwy. Schowała twarz w dłoniach, próbując objąć sytuację rozumem, ale tylko czuła pustkę w głowie. Kątem oka spojrzała na jego palące się ramię, później na swoją nogę. Wyglądały podobnie, ale nie czuła z tego tytułu żadnych nieprzyjemności. Aż musiała palcami sprawdzić czy nadal ma czucie, bo już teraz niczego nie była pewna. Niemniej wszystko wydawało się być w porządku, no może poza nieograniczoną pustką w głowie.
Ostrożnie masowała prawą skroń, jakby wierząc, że to cokolwiek zmieni. Była zmartwiona brakiem pamięci, ale z drugiej strony czuła, że chyba burza minęła. Niemniej żadne wspomnienie się nie pojawiało. Następnie muskała swoje białe kosmyki włosów, ale to też nic nie pomagało. Chociaż wiedziała, że żyje, to było najważniejsze. Dodatkowo ciało wydawało się wrócić do pełnej sprawności... Tylko gdzie ona znajdzie coś co zakryje tak wielki stygmat. Powinna się natychmiast ubrać, a najlepiej wydusić od mężczyzny wszystko co wie. Przecież ona nie mogłaby... Sama nie wiedziała, a brak pamięci wcale nie pomagał. Taka wewnętrzna, egzystencjalna pustka.

Nawet nie wiedziała kiedy z jej nosa zaczęły kapać łzy na pościel. Siedząc tak, trzymając materiał byleby skrywał jej piersi przed nieznajomym, nadal częściowo była w szoku. Chociaż zmysły zdawały się być sprawne, to rozum potrzebował dłuższej chwili by dojść do siebie. Anshia już miała skarcić siebie za to jak się zachowuje, kiedy zobaczyła jedzenie. Przez to całe zamieszanie i nerwy nie czuła się wyjątkowo głodna, ale gardło domagało się jakiejkolwiek cieczy. Dlatego ostrożnie sięgnęła po wodę, którą piła jakby ostatni tydzień spędziła na Krwawej pustyni.
Po ugaszeniu pragnienia, odłożyła ciecz na miejsce i zaczęła się zastanawiać co dalej. Spojrzała na mężczyznę, który chyba w dalszym ciągu spał. Uśmiechnęła się pod nosem złośliwie, by oprzeć się o ścianę plecami, przyciągając pościel do siebie, zastanawiając się co dalej... Skoro ona jest w takiej kropce, to może niech druga osoba coś powie. Zaparła się mocno i postanowiła zepchnąć obcego z posłania. Może on jej pomoże przypomnieć sobie kim jest.
18.09.2017, 21:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#29

Sen nie był tego wieczoru najlepszą rzeczą jaka mi się przytrafiła. Śmiem twierdzić, że tego dnia z całą pewnością nie było choćby jednej takiej rzeczy. Co więcej, sposób w jaki zostałem obudzony potwierdzał tragiczne położenie w jakim się znalazłem. "Z deszczu pod rynnę". Poczułem delikatny nacisk na prawą część mojego torsu. Przez to przewróciłem się na lewy bok, wtedy coś z pełną premedytacją zepchnęło mnie z łóżka. To był moment, w którym nie miałem szansy na jakąkolwiek obronę. Wszystkie moje zmysły były wyłączone zupełnie tak jakbym w ciągu nocy był przez chwilę martwy. Uderzenie nie było najprzyjemniejsze, ale poza małym guzem wszystko powinno być na swoim miejscu. Powinno, bowiem moje mięśnie zdawały się odmawiać ilekroć starałem się unieść. Jakakolwiek forma podnoszenia się z podłogi, była dla mnie prawie niemożliwa. Zdecydowanie nie jest to paraliż. Coś się w nocy musiało wydarzyło, kiedy straciłem przytomność ponieważ dopiero teraz poczułem jak krew wypełnia stopniowo mój organizm. Myśli biegały zbłąkane po mojej głowie, powoli przywracając wszystkie wspomnienia. Dziewczyna, symbole, głos, chata, gonitwa... Tylko co się stało z tą dziewczyną? Nie mogłem jeszcze podnieść się z drewnianej podłogi, ale moje zmysły przyniosły mi kilka informacji. Zapach sugerował, że w pomieszczeniu znajduje się jakaś strawa. Co więcej wyczuwałem tą samą woń, którą poczułem wchodząc nocą do pokoju. Słuch przyniósł dźwięk nabieranego powietrza. Ktoś był opodal mnie, prawdopodobnie tamta kobieta. Szybka dedukcja i pierwsze wnioski przyszły same.
- Kim jesteś i czemu zrzuciłaś mnie z łóżka? - Zapytałem głosem rozbijanym o drewniane deski. Czucie wracało do mojego ciała, ale wciąż nie potrafiłem się unieść. Czekałem więc na odpowiedź, słuchając uważnie dźwięków otoczenia. Może i nie mam jeszcze czucia w organizmie, ale krew w końcu zacznie płynąć na nowo. Pomimo tego dyskomfortu wciąż nie należałem do osób bezbronnych. Tanio skóry nie sprzedam, kimkolwiek ten ktoś jest.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.10.2017, 19:55 przez Duriel.)



DURIEL THEME SONG
Łaskawość nie jest narzędziem Sprawiedliwego Boga.
Prawdziwego Grzechu nie da się odpokutować.






03.10.2017, 19:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Chata niani Zeldy
#30

Nie spodziewała się, że uda się jej zrzucić dorosłego człowieka z łóżka, ale jednak to wyszło. Aż była pod wrażeniem, bo jeszcze nie tak dawno mogła pomarzyć o jakimkolwiek ruchu nogami. Teraz natomiast ostrożnie poruszała palcami u stóp zastanawiając się, czy to aby nie senne złudzenie, ale wszystko wydawało się być w porządku. Dodatkowo niezbyt rozumiała dlaczego to się stało. Jak to możliwe, że po tak dziwnej nocy odzyskała siłę i czucie. Gdyby mogła to by stąd wybiegła i czymś się zajęła, ale przez dziurę w pamięci nie miała pojęcia co powinna teraz zrobić. Dodatkowo pewnie i tak będzie musiała spędzić tutaj kilka dni, aż się nie upewni, że paraliż nie nawróci.
Z przemyśleń wyrwało ją pytanie mężczyzny. Już chciała odpowiedzieć, otworzyła usta, ale próżno było nasłuchiwać jej głosu. Milczała, wyraźnie zawieszona przez jedno zdanie. Kim ona jest. Znowu poczuła tę dziwną pustkę, tak jakby sięgała do studni pełnej wody, ale ani kropla nie ostawała się w jej dłoniach. Dodatkowo w sercu kobiety zagościła złość. Nie to, żeby się wściekała na mężczyznę, ale jednak brak wspomnień był dość upierdliwy. Białowłosa ścisnęła mocniej materiał, którym się okryła, ostrożnie się nim opasając. Mimo wszystko nie chciałaby, żeby widział zbyt dużo.
- Kim? Chyba mężczyzna winien się najpierw przedstawić! Z resztą nie pamiętam, żebym zapraszała kogokolwiek do łóżka! - Krzyczała na niego, powoli przesuwając się do krawędzi łóżka. Nie wyglądała na zbyt zadowoloną z obecności gościa, ale trudno się dziwić, stała się nieufna, bo być może teraz jak nigdy dotąd była wystawiona na największe niebezpieczeństwa. Nadal nie była świadoma, że jadą na podobnym, jeśli nawet nie tym samym wózku.
Anshia przygryzała wargę, siedząc tak na skraju łóżka, spoglądając na jegomościa. Zerkała to na jego ramię, to na głowę, a później oceniała czy może jej się cokolwiek przypomina. Przez moment nawet zastanawiała się nad tym czy się nie znali, ale jakby nie patrzeć, on jej także nie kojarzył. A przynajmniej takie wnioski wysnuła z jego słów. Znowu pojawiła się w punkcie wyjścia, bez żadnego zaczepienia względem rzeczywistości. Na tę myśl ciężko westchnęła, rozprostowując nogi w powietrzu. Dla pewności złapała nakrycie, żeby nigdzie nie uciekło, a później rozejrzała się za czymś co mogłaby ubrać na siebie.
07.10.2017, 13:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna