Drogi kupieckie

Przyglądałem się z pogardą jak mój przeciwnik wydobywa z siebie ostatnie słowa. Na mojej twarzy zagościł niewielki uśmiech, odczuwałem dumę i spełnienie. Był to tylko początek, ale zupełnie wystarczyło by na chwilę obecną odpłacić się za tragedie z przeszłości. Byłem wyczerpany, nie sądziłem, że walka przeciągnie się do tego stopnia, że będę musiał zużyć połowę swoich zasobów magicznych. A przecież oni wcale nie używali magii.
Słowa, które wypowiedziałem wcześniej o całkowitej anihilacji, działałem za sprawą emocji i nie do końca przemyślałem ich wartość co nie zmienia faktu, że będę do tego dążył. Nie spocznę póki ostatni wyznawca Abbadona nie będzie leżał w kałuży krwi pod moimi nogami jak ten tutaj obecny. Podparłem się o drzewo pod, którym leżał już nieżywy strażnik. Uniosłem delikatnie materiał obok wcześniej spowodowanej rany, chciałem sprawdzić jej stan. Po początkowych oględzinach doszedłem do wniosku, że nie jest to nic poważnego aczkolwiek dobrze by było zająć się tym jak najszybciej. Niestety tutaj tego nie mogłem dokonać. Musiałem udać się do miasta i tam w normalnych warunkach przystąpić do opatrywania rany.
Rozglądałem się dookoła łudząc się, że znajdę gdzieś spłoszonego wierzchowca rozmyślając jednocześnie nad słowami mężczyzny. O ile dobrze się orientuje to członkowie kultu wyznawców Abbadona muszą żyć w ukryciu z powodu swoich praktyk jakie stosują przy obrzędach ku czci swego bożka. Gwizdnąłem w międzyczasie by przywołać spłoszonego konia, a przynajmniej miałem taką nadzieję. Jest to wierne zwierze więc prędzej czy później powinno do mnie wrócić. Wracając do rozmyśleń na temat słów poległego. Jeżeli to co powiedział jest prawdą, a pozostali kultyści znajdują się tu, między tymi drzewami, a władze Greathardu jeszcze odpowiednio nie zareagowały to albo nie mają kompletnego pojęcia co dzieje się przed ich murami albo przedstawiciele władz wyższych mają jakieś powiązania z kultem smoka i po prostu nie reagują. W tym momencie byłem skłonny uwierzyć w drugą opcję biorąc pod uwagę fakt, że obaj mężczyźni mieli strój strażnika, a jak wiadomo nie rozdają ich byle komu.
Niestety moje dalsze przemyślenia przerwały dźwięki dobywające się z głębi lasu. Tupot koni, a także wycie wilków. Nie wiedziałem czy był to kolejny dużo większy oddział abbadonistów czy może patrol z Greathard, ale biorąc pod uwagę to o czym wcześniej rozmyślałem, obie opcje nie są bezpieczne dla mnie. Nie mogłem tutaj zostać. Zacząłem biec w kierunku miasta lecz wiedziałem, że śnieg i pozostawione moje ślady wcale mi tego nie ułatwiają. Mój słuch był o wiele bardziej rozwinięty niż w przypadku zwykłego śmiertelnika dlatego też starałem się utrzymać odpowiedni dystans by w razie czego móc podsłuchać coś co może wydać się interesujące, a już na pewno przydatne. Wyczekiwałem na dalszy rozwój sytuacji, w razie pościgów gęsto rosnące drzewa powinny dość skutecznie ograniczyć możliwości koni, a wtedy mam duże szanse na bezproblemową ucieczkę.


"King of Dragons"






10.03.2018, 13:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

STRAŻNIK



Mędrzec przebijał się przez las, jednocześnie starając się usłyszeć cokolwiek, co dzieje się na miejscu niedawnej bitwy. Tuż po tym, jak udało mu się oddalić o paręnaście metrów, tętent końskich kopyt ustał. Najpewniej nieznani mu wędrowcy dotarli do martwych ciał.

-Kurwa! – Dobiegło uszu Rhaegara. Niestety, odległość dzieląca go od pościgu była zbyt duża, by mógł usłyszeć wszystkie słowa, wyłapywał tylko te pojedyncze. Nie mógł też wywnioskować, ile osób czaiło się w okolicy. – To musiał…. Magik…. Jego konia… Zabierzmy… Kryjówki.

To było wszystko, co udało się wyłapać smoczemu dziecięciu. Mógł jedynie domyślać się, co zamierzają uczynić tamci mężczyźni.
18.03.2018, 12:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Urlich nie do końca był pewien tego co zamierza zrobić. Wiedział, że nie może zostać w Greathard, nie pasował tutaj. Teraz był tego pewien, Ozarus umarł i został sam pośrodku ulic miasta. Nie miał pomysłu gdzie zacząć, jednak zostanie w tym miejscu na pewno nie wchodziło w grę. Podjął decyzje, czy była dobra czy zła, wszystko okaże się później. Na chwilę obecną, spakowany i wyposażony na podróż, nie odwracał się za siebie kiedy wychodził z domu. Nic go tu nie trzymało, praca, kobieta, zaległe sprawy. Chciał wszystko zacząć od zera, zerwać z przeszłością z konfliktami i z planami, które teraz nie miały najmniejszego znaczenia. Tu zaczynała się jego przygoda. Jest szamanem, przypuszczał, że nie będzie miał problemów ze znalezieniem pracy. Gdy pracował jeszcze jako pomocnik alchemika, usłyszał ciekawą historie o mieście zwanym Velen. Urlich nie podróżował, a każdy wypad za miasto, był dla niego wielką przygodą. Więc Valen wydawał się dobrym pomysłem.  Daleko od wszystkiego, od tego co znał. Urlich nie wiedział jednak jak się tam dostać. Wierzył jednak, że niebo oraz otoczenie wskaże mu odpowiednią drogą. Jako główny kierunek obrał drogi kupieckie. Kto jak nie handlarze najlepiej znali szlaki. Szybkie i bezpiecznie, a pewnie spotka ich kilku. Był gotowy, za jego plecami ponure Greathard a przed jego oczami pasma gór. Olbrzymie, silne i niebezpieczne.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.03.2018, 22:15 przez Urlich.)

28.03.2018, 21:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Szaman nie przypuszczał że tak szybko obierze odpowiednią ścieżkę. Oczywiście była to zasługa kupców spotkanych na szlaku handlowym. To oni wskazali mu drogę, choć ostrzegali przed trudami, to Urlich nie zamierzał ich słuchać. Brnął dalej, ślepo wierząc w powodzenie podroży. Jednak w jego sercu panował spokój i opanowanie. Jasno obrał sobie jeden cel, miasto Valen. Dopóki nie dotrze do niego, nie zboczy w boczną ścieżkę w poszukiwaniu przygody. TO Valen było przygodą na które czekał Urlich. Loth, szedł aż zrobiło się ciemno, wtedy także domyślił się o co chodziło kupcom. Loth nie znał się na potworach, potrafił się domyślić po kształcie co może kryć się za cieniem. Jednak idąc w totalnych ciemnościach, wyobrażał sobie wszystko. Mimo to próbował walczyć ze strachem, wiedział że nie może stanąć i przeczekać, nie w tym miejscu. Otaczający go las i góry były strasznym miejscem. Urlich nie był zaskoczony, słyszał o starym lesie. Wiedział że czyhają tam niebezpieczeństwa, jednak wierzył w zdolność swej magi. Nie mógł pozwolić sobie na zwątpienie.Ruszył...
02.04.2018, 23:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Zatrzymałem się. Dzięki temu, że posiadam nadzwyczajny słuch mocno przewyższający możliwości zwykłego człowieka, w odległości kilkunastu podczas ucieczki byłem w stanie zarejestrować kilka istotnych informacji. Ustałem przy najbliższym drzewie by móc wychwycić jak najwięcej. Dla bezpieczeństwa położyłem się na ziemi, nie wiedziałem czy szerokość drzewa będzie w stanie idealnie zasłonić mnie całego czy pojedyncze kończyny w postaci rąk czy nóg byłyby na widoku narażając mnie na niebezpieczeństwo.
Kryjówka? Było to jedne z niewielu istotnych słów jakie dotarły do moich uszu. Pytanie tylko jak daleko się ona znajduje. Biorąc pod uwagę fakt, że poprzednia dwójka prowadziła mnie wgłąb tutejszych terenów musi być ulokowana gdzieś niedaleko. Leżąc na ziemi byłem skierowany w ich kierunku dlatego chciałem wychwycić jak największą liczbę osób o ile nic nie stało mi na polu widzenia umożliwiając zdobycie takich informacji. Po chwili powoli przeczołgałem się do tyłu by zwiększyć raz jeszcze dystans o te kilka metrów i czekałem. Chciałem się dowiedzieć gdzie dokładnie leży ich kryjówka by móc później odzyskać to co należy do mnie.


"King of Dragons"






09.04.2018, 10:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

STRAŻNIK
Wczesny wieczór. Dookoła zaczyna zapadać delikatny półmrok.



Rhaegar zrezygnował z dalszej ucieczki, po czym skrył się w lesie, chcąc dowiedzieć się jak najwięcej o swoich towarzyszach. Ponieważ dźwięk ściółki leśnej wydawany podczas ucieczki, przyspieszony oddech oraz pęd wiatru nie zagłuszały już tak bardzo słów znajdujących się nieopodal ludzi, Rhaegar był w stanie lepiej ich usłyszeć.
Przez chwilę do uszu mędrca nie dochodziły żadne słowa, a jedynie dźwięki szurania oraz ciche rżenie konia. Dopiero po dobrych pięciu minutach ktoś się odezwał.

-Zabierzmy ciała do kryjówki, trzeba ich zakopać, a szefa z pewnością zainteresuje ich stan. Ja pierdolę, przecież jeden z nich nie ma prawie twarzy..!

-NA Abaddona, ciszej głąbie! - Syknął inny mężczyzna. - Ten gnój nadal może się tu czaić. Nie da rady nam wszystkim, ale lepiej dmuchać na zimne. Przypilnuj tego konia, którego złapaliśmy i chodźmy już. Nie chcę, żeby złapał nas tu mrok. Jestem pewny, że słyszałem wilki, a wiesz...

Głosy zaczęły się oddalać i mędrzec nie był już w stanie wyłapać słów. Jeżeli chciał dowiedzieć się, gdzie znajduje się kryjówka, musiał podjąć szybką decyzję...
19.04.2018, 19:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Zatrzymałem się w momencie gdy uznałem, że odległość dzieląca mnie i moich przeciwników jest na tyle bezpieczna, że bez użycia magii nie są w stanie mnie wykryć. Natomiast dzięki moim smoczym zmysłom ja byłem w stanie mniej więcej usłyszeć to czego zwykły śmiertelnik nie byłby w stanie. Oparłem się o drzewo. Musiałem złapać oddech. Może i jestem młody i całe życie przede mną to walka, którą stoczyłem mocno dała mi się we znaki. Delikatnie przyłożyłem dłoń do rany chcąc sprawdzić czy krew zdążyła już skrzepnąć. Zwykle nie potrzeba długo czekać, jednakże przy takich ranach nawet najmniejszy ruch może ponownie spowodować otwarcie i powrót krwistego strumyku.
Gdy skończyłem dokonywać oględzin swojego ciała ponownie skupiłem się na pierwszym celu, a raczej celach. Zanim głosy całkowicie zamilkły zdążyłem wyłapać kilka istotnych informacji. Jedną z nich była wzmianka o kryjówce, która musiała znajdować się gdzieś blisko. Zacząłem już układać plan. Chciałem odkryć to miejsce oraz odzyskać konia, którego niestety na wskutek moich sztuczek straciłem. Podszedłem kilka kroków bliżej uważnie patrząc gdzie staje by przypadkiem dźwięk łamanej gałązki nie sprzedał mojej pozycji. Chciałem ujrzeć w którym kierunku będzie podróżowała grupa, a następnie zachowując bezpieczną odległość śledzić ich aż do samej kryjówki.
Poza tym nie wiedziałem o co chodzi z wilkami i coś mi mówiło, że nie chce się tego przekonać.


"King of Dragons"






02.06.2018, 14:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

STRAŻNIK
Nastawał chłodny wieczór, a drzewa szumiąc nadawały miejscu mroczny charakter.



haegar dobrze wydedukował iż kryjówka nieznanych mężczyzn znajdowała się niedaleko. Oznaczało to że wystarczy śledzić tę dwójkę i jedno z celów Mędrca zostanie spełnione. Jednakże... Nastawała noc, a na domiar złego zaczęło kropić. W takim stanie smocze zmysły mogą delikatnie szwankować przez co smocze dziecię mogło mieć nieco utrudnione zadanie. Póki co jednak wszystko było jak najbardziej do zrobienia. Rhaegar uważnie śledził dwa obiekty, które nieświadome niczego szły prosto do swej kryjówki. Można by więc rzec że wszystko szło jak po maśle ale na nieszczęście tropiącego stanął na małą gałązkę która wzbudziła zainteresowanie dwójki mężczyzn, a dokładnie jednego z nich: -Słyszałeś to kurwa? Ktoś tu jest! - Po czym odezwał się drugi z nieco zirytowanym głosem: -Idioto, znów jesteś paranoikiem. Niczego nie było słychać. Wracajmy szybko, nie mam ochoty szlajać się tutaj nocą. - Po czym ponownie ruszyli przed siebie.

Wyznawcy Abbadona szli coraz to dalej i dalej, a mędrzec tym razem nieco ostrożniej przemierzał szlak mając nadzieję na dotarcie do celu. Niestety wcześniej wspomniana mżawka zamieniła się w ulewę, która mocarnie utrudniła szpiegowi pracę. Smocze zmysły nie potrafiły już dokładnie wytropić mężczyzn ani konia, a na dodatek Rhaegar usłyszał coś co mogło zwiastować kłopoty. Wycie wilków oznaczały łowy, a to sugerowało że w tym momencie każdy może być w niebezpieczeństwie.



Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






28.07.2018, 18:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

Początkowo wszystko szło zgodnie z planem. Śledzenie moich oprawców nie sprawiało żadnych problemów, a dzięki moim wyostrzonym zmysłom mogłem śmiało zachować dość sporą odległość i cały czas wiedzieć, w którym kierunku powinienem się poruszać. W międzyczasie zaczęło kropić lecz nie przywiązałem do tego większej wagi, zaś to tylko kilka kropelek wody. Nawet w przypadku większej ulewy nic poważnego nie powinno się stać, lecz w tej właśnie chwili dostałem olśnienia. Woda. Naturalny żywioł, z którym moja magia na obecnym poziomie nie jest w stanie sobie poradzić. Syknąłem pod nosem. Musiałem jak najszybciej odzyskać swojego rumaka i dostać się do Greathard gdzie nie tylko opatrzę ranę ale również odpocznę i przy okazji dowiem się czegoś ciekawego.

Ruszyłem.

Przyspieszyłem kroku gdyż wcześniej wspomniany deszczyk zamienił się w ulewę, to zaś utrudniło mi śledzenie i nie mogłem utrzymywać bezpiecznej odległości jak do tej pory. Musiałem się zbliżyć, a przede wszystkim przyśpieszyć. Przypomniały mi się długie godziny polowania po tym jak powróciłem na rodzinne ziemie ukończywszy szkolenie pod okiem smoka. Wtedy wprawdzie nie towarzyszył mi ulewny deszcz jednak sytuacja nie wiele się różniła. Moją ofiarą byli ludzie o gorszych zmysłach niż zwykłe zwierzęta takie jak sarny. Opadające krople na liście drzew, a także twardą powierzchnie powinny bez najmniejszego problemu chociażby połowicznie zagłuszać mój chód. Dlatego też nie musiałem się zbytnio przejmować po jakim gruncie stąpam, a przy okazji mogłem wykorzystać tutejsze wilki, które posłużą mi za zasłonę.

Nic o nich nie wiem. Nie miałem okazji stanąć oko w oko z tutejszą zwierzyną drapieżną, dlatego też muszę się śpieszyć. Odzyskać konia i zmykać stąd najszybciej jak się tylko da, o zaklęciach mogłem tylko pomarzyć a z samym mieczem wiele nie zwojuje jeżeli okaże się, że wróg ma przewagę liczebną. W poprzedniej potyczce miałem sporo szczęścia i gdyby nie moc mojej magii to prawdopodobnie skończyłbym inaczej, dlatego teraz muszę być jeszcze bardziej czujny i uważny w tym co robię. Obserwowałem teren wokół mnie sprawdzając czy przypadkiem nie mam jakiegoś ogona, porażka w tym momencie skończyłaby się fatalnie dla mnie. Gdy tylko udało mi się zbliżyć do dwójki fanatyków powoli wyciągnąłem ostrze, lecz nie do końca, i starałem się ich zajść od mojej prawej upewniając się, że w pobliżu nie ma żadnego wsparcia, które mogło natychmiast zareagować.

Wilki zaczęły wyć, a więc zbliża się niespokojna noc.


"King of Dragons"






28.07.2018, 18:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Drogi kupieckie

STRAŻNIK
Mroczna atmosfera i ulewny deszcz mogło odstraszyć nie jednego śmiałka.



haegar po kilkunastu minutach łażenia po lesie starał się odnaleźć wcześniejszą dwójkę, jednakże przez ulewny deszcz jego zadanie było utrudnione. zapachy które wyczuwał bardzo się mieszały bądź kompletnie zanikały powodując mały zamęt w głowie głównego bohatera. Na jego szczęście udało mu się usłyszeć tupot butów o grunt i nie czekając na nic po prostu ruszył w ich kierunku. Podróż trwała zaledwie dwadzieścia minut, a dźwięk uderzających butów po prosu zanikł gdzieś w odmętach lasu. Najwyraźniej wskazywało to że nieopodal znajduje się cel młodego Mędrca. Niestety nawet on nie wiedział co go będzie czekało jeśli ruszyłby za dalszą pogonią. Jednego jednak mógł być pewien. Był to skowyt wilków, który był dla niego aż za bardzo słyszalny. Wtedy właśnie jego oczom okazały się w oddali przekrwione oczy. Najpierw jedna para, zaraz potem kolejne dwie. Trójka wilków powoli zaczęła wyłaniać się na pole widzenia Rhaegar'a obserwując swą ofiarę. Cel był blisko, ale pojawiło się nowe zagrożenie. Co w tym momencie można było zrobić? To proste... Albo uciec albo walczyć. Decyzja należała już do niego.


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






05.08.2018, 20:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna