Port
#81

Z racji braku miejsca, w którym mógłbym nie martwić się, że ktoś mnie wykryje, postanowiłem ukryć się w znajomej już karczmie. Usiadłem przy tym samym stoliku z widokiem na statek i czekałem. Dziesięć minut, piętnaście, dwacieścia... Cały czas sprawdzałem czas na mym zegarku. Ku mojemu zdziwieniu ktoś wkroczył na pokład jednostki dopiero po mniej więcej godzinie i nie była to, jak się spodziewałem, chociaż mała grupka wkurzonych ludzi, lecz jeden pożądnie ubrany mężczyzna. Czyżby w sprawę były zamieszane wyższe sfery? Nie spodziewałem się, żeby jakiś przeciętny portowy kupiec załatwił sprawę poprzez wysłanie jakiegoś rzecznika... a przynajmniej taką sprawę. Nikt nie jest nieomylny.
Nieznajomy elegant spędził na statku nie tak dużo czasu, podczas gdy ja bębniłem sobie spokojnie paznokciami o blat stołu. Gdy w końcu go opuścił, podążał za nim bossman we własnej osobie. Od razu chciałem za nimi ruszyć ciekawy, dokąd idą, lecz zawahałem się. Czy nie byłby to idealny moment na przeszukanie statku? Co prawda marynarz-wartownik wciąż siedział na swoim miejscu, lecz może udałoby się go jakoś wywieźć w pole? Dobrowolnie raczej na pokład by mnie nie wpuścił, bo i po co, skoro jego przełożonego nie było?
Ruszyłem więc za nimi. Jak się okazało, zmierzali do magazynu, w którym zrobiłem ten cały raban. W odróżnieniu jednak ode mnie weszli do budynku od frontu, nie od piwnicy. Czekałem. Wejście do środka w ślad za nimi nie miało sensu, chociaż podsłuchanie ich rozmowy mogłoby rozwiązać wiele niewiadomych mi spraw. Tak przynajmniej przypuszczałem, lecz nie mogłem ryzykować rozpoznania.
Pokręciłem się trochę dookoła budynku, starając się omijać go w bezpiecznej odległości - poszukałem innych wejść, okien, próbowałem wywnioskować, co może być trzymane w środku i tak dalej. Doprawdy niewiele mi to dało.
Postanowiłem poczekać na bossmana i zobaczyć, w jakim stanie opuści ten budynek. Wkurzony, zszokowany? Jeszcze nie byłem pewny, czy to dobry pomysł, ale może w drodze powrotnej powinienem zagadać do niego i odsłonić nieco kart? Na razie czekałem na rozwój wypadku, kręcąc się to tu, to tam. Miałem na głowie kaptur, więc ciężko byłoby mnie rozpoznać przez moje "jednooctwo".
19.12.2018, 16:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Port
#82

Prawdopodobnie traciłem kolejną dobrą okazję, aby podsłuchać interesującą rozmowę. Już byłem na siebie zły, że opuściłem pokład Bogatej Damy w obawie przed wykryciem. Mówi się trudno, mleko się rozlało. Nie było sensu się dalej nad tym rozczulać.
Skup się na robocie, Birighter.
Zajęło ponad godzinę, zanim bossman opuścił magazyn. Godzinę bezowocnego kręcenia się dookoła budynku niczym mucha wokół gówna. Nie irytowałem się, po prostu stwierdzałem fakt. Czasami musiałem czekać bardzo długo, aby do czegokolwiek dojść w swoich dochodzeniach.
Spodziewałem się, że bossman będzie wnerwiony lub chociaż lekko zirytowany, tymaczasem zachowywał spokój, przez co nie mogłem nic wyczytać z wyrazu jego twarzy. Zarówno we wcześniejszych rozmowach jak i w mimice wydawał się być całkowicie nieprzenikniony... A może to ja po prostu szukałem czegoś, czego w nim nie było?
Zacząłem podążać za moim pracodawcą. Przez jakiś czas go śledziłem, jednak powoli dochodziłem do wniosku, że nic nie zdziałam wyłącznie obserwacją. Prawdopodobnie marynarz wejdzie spowrotem na pokład i na powrót zamknie się w swojej śmierdzącej zielskiem kajucie. Powinienem coś zrobić, zanim do tego dojdzie.
- Witaj ponownie, szefie. - Zrównałem się z nim. - Co cię tu sprowadza? Jakaś zmiana planów co do rejsu? - Może niezbyt suptelnie zagadałem, ale nikt nie jest idealny.
Bossman wydawał się być zdziwiony moim widokiem. Pytaniem najwyraźniej też.
- Co? - zapytał. - Wyszedłem zażyć świeżego powietrza, ileż można siedzieć w tej zatęchłej kajucie.
Kajucie śmierdzącej zielskiem, ale nie chciałem tego mówić na głos... A może jednak powinienem? Jeśli szczerze był niewinny, to najwyżej stracę miejsce w rejsie, na który nigdy nie miałem zamiaru się wybrać. A jeżeli bossman jednak siedzi po uszy w nielegalnym interesie, to może wciągnie i mnie, gdy zobaczy, że znam się na rzeczy.
- Prawda - przyznałem mu rację. - Powinieneś tam porządnie przewietrzyć. Wciąż czuć tam woń narkotyku.
– Jakiego znowu narkotyku?– zapytał. – Mówiłem ci już że na moim statku nie ma i nigdy nie było żadnego narkotyku.
Miałem już dość tego, że nie mogę nawet określić, czy ten facet rzeczywiście mówi prawdę, czy nie. Postanowiłem zagrać w otwarte karty i przekonać się, co z tego wyjdzie. Oczywiście nie miałem zamiaru przyciskać bossmana, jeśli poczuję, że zaraz straci cierpliwość. Miałem zamiar wkrótce zagadać do Ireziela i zapytać, jakie kroki powinniśmy podjąć w następnej kolejności. Nie chciałem tracić możliwości kontaktu z bossmanem. Może się przydać.
- Znam woń tego towaru. - Drążyłem dalej temat. - Możesz nadal traktować mnie jak idiotę, ale zrób coś, zanim ktos jeszcze ją rozpozna. Straż podobno ostatnio szaleje...
- Niech szaleje - odpowiedział mi. - Martwią się ci, którym to może zaszkodzić - dodał. Co miał na myśli? Czy jego słowa miały jakiś drugi, ukryty sens? Cóż, tego nie wiedziałem, ale pewniakiem dla mnie było, że zaczynam już działać mężczyźnie na nerwy.
Postanowiłem pójść o krok dalej i powiedzieć mu o magazynie. Może, jeżeli zobaczy, że potrafię zakraść się niepostrzeżenie do magazynu, a potem wyłgać się z pewnej wpadki, zwrócę jego uwagę i zleci mi jakąś "inną" robotę? Warto było spróbować:
- A ci, którzy przechowują swój towar w magazynie, do którego każdy może sobie wejść? A potem zwyczajnie wyłgać się, będąc przyłapanym na gorącym uczynku?
W odpowiedzi brew marynarza powędrowała do góry. Przez chwilę myślał, zapewne zastanawiając się nad odpowiedzią. Ja z kolei poczułem dreszcz podniecenia, bo spodziewałem się, że podejmie temat. Zawiódł mnie. Odezwał się tylko jeszcze zimniejszym i stanowczym tonem:
– Ten cały "towar" chyba ci zaszkodził, bo pierdolisz niemożliwe głupoty.
W tamtej chwili uznałem, że albo jest niewinny, albo gówno od niego wyciągnę. Czy naprawdę mógł nie wiedzieć, co się dzieje na jego statku? A rozmowa w magazynie? O czym mogli rozmawiać, jeśli nie o zajściu, które spowodowałem? Cholera, na pewno o tym rozmawiali, bo o czym by innym? Nie, musiał coś wiedzieć. Poproszę Ireziela, aby znalazł wszystko co się da na bossmana Bogatej Damy. I zapytam jeszcze o parę rzeczy.
A potem go przycisnę.
- Może masz rację, szefie.  To ten... Miłego.- Skinąłem mu głową i skręciłem, chcąc zniknąć w bocznej uliczce. Moja operacja się nie udała, ale jeszcze coś mogłem zyskać na tej rozmowie - gdybym był na miejscu bossmana, w mig poszedłbym do swojego szefa, aby opowiedzieć mu, że jakiś przybłęda wsadza nos w nie swoje sprawy. To znaczy ja zrobiłbym to inaczej, najpewniej posłał gońca parę godzin po tej rozmowie. Cóż, bossman wydawał się mieć łeb na karku, więc mogłem się po nim tego spodziewać. Na wszelki wypadek chciałem zakręcić na końcu uliczki i znów pojawić się za bossmanem, jeżeli faktycznie dalej będzie podążał prosto. Odprowadzę go na Bogatą Damę, a jeżeli nic mi nie przeszkodzi, to pewnie udam się posłać gońca do Ireziela, że chcę zdać raport i przyjąć następnę instrukcję. W końcu nie znałem miasta, a czasy, kiedy byłem dumnym indywidualistą, powoli mijały. Świat się zmienia i ja też. Głównie dlatego, że moja duma mogła być powodem opóźnienia śledztwa, a opóźnienie skutkowało większą liczbą śmiertelnych ofiar narkotyku.
Czasami trzeba się zmądrzeć do takiego wyboru. Ja w końcu to zrobiłem.
22.12.2018, 01:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Port
#83

STRAŻNIK


ak się okazało, zagranie w otwarte karty nie odniosło zamierzonego efektu. Bosman nie zdradził czy miał jakikolwiek związek z narkotykiem, wyśledzoną przez Barthosa skrzynią czy chociażby samym magazynem w którym przecież jeszcze kilka chwil temu spędził dość spory kawał czasu. I choć cała sytuacja wskazywała na to, że musiał wiedzieć o pace pełnej zioła na swoim statku, to jego postawa i słowa wszystkiemu zaprzeczały. Detektyw musiał mieć do czynienia albo z kimś prawdziwie niewinnym, albo z zawodowym kłamcą. Zaś po zdradzeniu takiej ilości informacji, Żarooki mógł być pewien tego, że jego "pracodawca" był pełen podejrzeń, nawet jeśli tego nie okazał. Być może nawet dowiedział się właśnie kto dokonał włamania tego poranka. Bądź co bądź przerażony magazynier miał szansę ujrzenia i zapamiętania twarzy nieproszonego gościa.

Mocno zirytowany, lecz niewzruszony marynarz udał się prosto na Bogatą Damę i zszedł do kajut. Tak jak przewidział Akolita, nie wyszedł wcale po kilku minutach i nie zanosiło się na to by rychło opuścił podpokład. Wartym zauważenia faktem było to, że zamienił kilka słów z pilnującym okrętu pracownikiem. Ten skinął na koniec głową, ale nie ruszył się ze swojego posterunku. Ta krótka wymiana zdań wyglądała jak wydawanie instrukcji, najprawdopodobniej związanych ze sprawą dzisiejszych odwiedzin w składzie. Birighterowi nie pozostało nic innego, jak wysłać gońca do swojego przełożonego z prośbą o dalsze instrukcje. Po niecałej godzinie, dostał wiadomość zwrotną. Jej treść była prosta i krótka: "Spotkajmy się na komendzie".
( ͡° ͜ʖ ͡°)
22.12.2018, 03:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
2 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna