Atarashii




Posterunek
#41

STRAŻNIK
Pokój spotkań straży


łowa Rhaegara musiały zmartwić kapitana. Bezwiednie sięgnął on ręką do swojego podbródka, w geście głębokiego zamyślenia. Po chwili spojrzał on na siedzącą po jego lewej śledcząą i zapytał:
- Elharis? Jak uważasz?
Kobieta zmarszczyła brwi i otworzyła trzymaną w ręku książkę na jednej ze stron. Jak udało się dostrzec Rhaegarowi, na kartkach widniała dość szczegółowa mapa okolic Greathard, na której zaznaczone były różne punkty. Po chwili studiowania rysunku, śledcza westchnęła i odparła:
- To możliwe. Na pewno zgadza się z odległość. Łatwość i dostępność też. Myślę, że to jest warte sprawdzenia. – mówiąc to, zamknęła swój notatnik, po czym spojrzała prosto w oczy Rhaegara. Głęboka zieleń jej oczu była niemal wciągająca. – Nie wie Pan może czy ci fałszywi strażnicy nie byli czasem Abaddonistami?



// Jako ze minęło trochę czasu, pozwalam ci przywrócić sobie 10 punktów many.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.07.2019, 17:07 przez Hamstur Fjolswir.)










01.07.2019, 17:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#42

Przyglądałem się im uważnie. Zachowałem kamienny wyraz twarzy nie chcąc zdradzać żadnych emocji, które mogłyby wpłynąć na moją niekorzyść podczas rozmowy. To co wydarzyło się w lesie, po części było prawdo z tego co powiedziałem. Oczywiście nie będę rozpowiadał na lewo i prawo o swojej naturze, oraz tym, że gdybym miał tylko więcej czasu i ten cholerny deszcz pojawił się później, to prawdopodobnie załatwiłbym następnych, którzy wtedy przyszli na ratunek. Przysiągłem sobie, że to moja zemsta, za to że Ci cholery Abaddoniści, robaki w ludzkiej skórze, śmiecie, spłoną z rąk mych, za to że odebrali mi jedyną rodzinę jaką miałem.

Jednakże dlaczego by nie wykorzystać do tego straży miejskiej? Skoro i tak prawdopodobnie prowadzone jest jakieś śledztwo w tej sprawie, to być może będą w stanie zaprowadzić mnie do ich kryjówki, w której to zatopie swe ostrze w szkarłatnej krwi tych plugawych istot. Podekscytowałem się. Przez chwilę pojawił się błysk w mym oku, lecz zniknął w chwili gdy Elharis spojrzała prosto w nie. Po krótkim czasie była w stanie ujrzeć głębie swych zielonych źrenic odbijających się mych czerwonych oczu, w których to nieustannie płonął ogień zemsty.

- Pewności co do dwójki nie mam, choć jeden z nich nazwał się synem Abaddona... ale będąc szczerym na takiego nie wyglądał. - Odpowiedziałem. Byłem ciekawy jak potoczy się ciąg dalszy rozmów i nawet jestem skory pomóc im w poszukiwaniach jeżeli tylko będę ujrzeć jak truchła tych śmieci płoną przed moimi oczami.


"King of Dragons"






03.07.2019, 11:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#43

STRAŻNIK
POKÓJ SPOTKAŃ STRAŻY


ilczący do tej pory sierżant uśmiechnął się na słowa Rhaegara i spoglądając na swojego dowódcę, rzekł głębokim głosem, noszącym naleciałości dziwnego akcentu:
- Myślę, że możemy uznać to za pewność. To muszą Abaddoniści . Jeśli kapitan pozwoli, wezmę oddział strażników oraz Elharis i wraz z Panem Targaryenem sprawdzimy jaskinie. Jeśli nam się poszczęści, uda nam się jeszcze zastać jej lokatorów.
Młodego Smoka mogły zdziwić słowa sierżanta, a także to, że mężczyzna znał nazwisko jego rodu, lecz w momencie w którym Rhaegar usłyszał głos Stentz’a, z pamięci wypłynęły informacje, które rozjaśniły całą sytuację.
Mędrzec słyszał już bowiem ów akcent wiele, wiele lat temu, jeszcze w czasach swojego dzieciństwa. Należał on do jednego ze strażników przysłanych z Greathard do obrony posiadłości. W pamięci Rhaegara pojawiały się obrazy ojca rozmawiającego ze zbrojnymi, z których jeden posiadał ów specyficzny sposób mowy.
Porównując twarz sierżanta z twarzą mężczyzny ze swojej pamięci, Targaryen dostrzegł pewne podobieństwa. To, że nie zauważył ich wcześniej łatwo było przypisać zapuszczonej brodzie oraz zmarszczkom, które pojawiły się na twarzy strażnika.
Meis spojrzał pytająco na sierżanta. Ten uśmiechnął się znowu i rzekł:
- Być może Kapitan tego nie wie, lecz parę lat temu, pod Greathard żył pewien dość znamienity ród. Byli nawet całkiem znani tu w mieście. Niestety pewnego razu doszło do pewnego zajścia, które zakończyło ów ród. Cała dorosła część rodu została wymordowana, a że w resztkach posiadłości było pełno zwłok, w trakcie śledztwa uznano, że cały ród został wybity. Ze znalezionych dowodów winnych niestety nie znaleziono. – przerwał na chwilę, po czym uśmiechnął się do Rhaegara – A przynajmniej tak myślałem do dziś. Jesteś niezwykle podobny do swojego ojca, chłopcze.
Meis skinął tylko głową po czym zamyślił się. Po chwili ciszy powiedział tylko:
- Zrobimy po twojemu sierżancie. Jeśli ręczysz za Pana Targaryena, to nie mam przeciwwskazań. Zabierz ilu ludzi będziesz potrzebował. Postaraj się złapać część z nich żywcem, będę chciał ich przesłuchać. – powiedział. W tym momencie rozległo się pukanie do drzwi i do pomieszczenia zajrzał strażnik. Podszedł on do kapitana i przekazał mu po cichu jakąś wiadomość. Meis wstał z krzesła i rzekł tylko, żegnając się– Niestety muszę już wracać do innych obowiązków. Oczekuję jednak waszego powrotu. Stawcie się u  mnie, jak tylko wrócicie.
Nie czekając na odpowiedź, kapitan straży wyszedł z pomieszczenia w towarzystwie strażnika.  Rhaegar został sam z sierżantem oraz śledczą.









03.07.2019, 13:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#44

Zmarszczyłem brwi, gdy mężczyzna wymówił moje nazwisko biorąc pod uwagę fakt, że nikomu go jeszcze nie zdradzałem, a przynajmniej nie tutaj. Jego wcześniejsze zachowanie również było podejrzane. Być może jest jednym z tych, których natrafiłem na swojej drodze tutaj? Zacząłem być coraz mniej ufny do pozostałej dwójki, z którą przyszło mi przebywać w tym pomieszczeniu. Nie wiedziałem czego mogłem się spodziewać dlatego też powoli skierowałem swoją rękę w kierunku rękojeści miecza, która wystawała ze skórzanej pochwy przywiązanej do pasa.

Wtem sierżant, jakby tłumacząc dziecku, uchylił rąbka tajemnicy dotyczącej mojej osoby, mojego rodu, mojej rodziny. Nie wiedziałem co się dzieje. W jednej chwili wszystkie emocje z czasów dzieciństwa, ukryte gdzieś głęboko, chciały ujrzeć światło dzienne i wybuchnąć niczym wulkan. Moja twarz, jak przy partii pokera, kamienna, niepozwalająca by wydobył się najmniejszy szczegół, w jednej chwili ugięła się na dawne wspomnienia. Otworzyłem delikatnie usta z niedowierzenia. Byłem przekonany, że sprawa została dawno zamknięta, a czas, który dla niektórych jest droższy niż złoto, nie był moim sojusznikiem. W Greathard nie jestem pierwszy raz od czasu powrotu na stare ziemie, a mimo to nikt do tej pory, nawet nie wspomniał o nas.

Przymknąłem oczy, a na mej twarzy pojawił się niewielki uśmiech. Przez chwilę pozwoliło mi to zapomnieć po co właściwie to robię. Do czego dążę zostawiając zwęglone trupy za sobą. Wydałem niegłośny dźwięk radości wydobywający się z mojego wnętrza. Od bardzo dawna nie czułem podobnego uczucia i będąc szczerym, nie wiedziałem jak się zachować. Definitywnie w tej chwili moje emocje szalały.

Zrobiłem głęboki wdech i wydech, a po chwili znów spoglądałem na trójkę siedzącą przede mną. Może i była to idealna chwila do upuszczenia kilku kropelek łez, niczym dziecko przygotowujące się do płaczu, ale nie tym razem. Złożyłem przysięgę. Zaznam szczęścia tylko wtedy, gdy Ci, którzy podnieśli na smoczy ród rękę, spłoną w ogniu bestii.

- Było blisko. - Powiedziałem cicho pod nosem, po czym poprawiłem dłonią włosy. - Nie byłem sam... Ale to już czas przeszły. - Odpowiedziałem na słowa Gerwina. Spotkanie, z którego chciałem wyciągnąć jedynie informacje na temat tutejszych Abaddonistów, przeobraziło się w festiwal emocji i zaskoczenia. Nie pisałem się na to.  Po chwili ciszy i spokoju ponownie wziąłem głęboki wdech i wydech, czekając aż kapitan opuści pokój z powodu zapewne ważnego spotkania. Spojrzałem raz jeszcze na starego Stentza.

- To był cios poniżej pasa. Skąd sierżant miał pewność, że to akurat ja? - Zapytałem.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 03.07.2019, 21:19 przez Rhaegar.)



"King of Dragons"






03.07.2019, 21:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#45

STRAŻNIK
POKÓJ SPOTKAŃ STRAŻY


ierżant zaśmiał się tylko serdecznie i rzekł:
- Cóż, trudno nie poznać Targaryena, szczególnie gdy ma na sobie strój z wizerunkami swojego rodu. Zresztą i bez tego bym cię poznał. Jesteś niezwykle podobny do swojego ojca. No więc? Przedstawisz się w końcu porządnie czy nadal będziesz udawał, że nie masz imienia?
Śledcza Elharis uniosła tylko brew. Widać było, że stara się nie okazywać zdziwienia oraz zaciekawienia rozmową, lecz nie wychodziło jej to najlepiej. W końcu porzuciła wszelkie próby zapanowania nad twarzą i powiedziała:
- Myślę, że czas na wspominki przyjdzie później. Teraz mamy przestępców do złapania. Moim zdaniem nie ma co marnować czasu. Sierżancie, proszę zebrać ludzi i spotkajmy się na dziedzińcu. Najlepiej byśmy jechali konno. Tak będzie szybciej i będziemy mieć jakiekolwiek szanse.
- Racja! – sierżant jak gdyby dopiero teraz przypomniał sobie o zadaniu – Spotkajmy się za chwilę na dziedzińcu. Elharis, tobie zostawiam opiekę nad naszym drogim gościem.
Sierżant wstał, mrugnął do Rhaegara, po czym szybkim krokiem wyszedł z pomieszczenia. Zostali w nim tylko sam Mędrzec oraz śledcza Annabell Elharis.

// Jeśli chcesz ją o coś zapytać itd. to rzuć na konsultacje.









08.07.2019, 07:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#46

Wiele wydarzyło się na przestrzeni tych kilku chwil. Nawet w najbardziej skrytych myślach, nie spodziewałem się czegoś takiego. Jestem mocno zaskoczony, ale również odrobinę zażenowany zachowaniem sierżanta. Być może w przeszłości, gdy byłem jeszcze dzieckiem nie zwróciłbym na to uwagi, a na dodatek z entuzjazmem wciągnąłbym się w jego zabawę, ale dzisiaj jestem zupełnie innym człowiekiem. Wiele przeżyłem, wiele przelałem krwi i zdecydowanie przeszłość, w której śmierć towarzyszyła mi bardzo często mocno ukształtowała mnie jako osoba, którą jestem dzisiaj.

Los jednak uśmiechnął się ku mnie i będę miał okazję zemścić się na tych, którzy odważyli się zaatakować tamtego pamiętnego dnia. Przebłyski z przeszłości ukazują postać sierżanta, lecz zdecydowanie wydaje się być dużo bardziej dziwny, niżeli miało to miejsce w okresie mego dzieciństwa. Poczekałem, aż starszy sierżant opuści pokój poświęcając chwilę czasu na interpretację jego gestu, chociaż i tak nie jestem pewien o co dokładnie mu chodziło. Czasy gdy byłem małym dzieckiem już dawno minęły. Zostałem sam ze śledczą, z której chciałem wyciągnąć jak najwięcej informacji. To one są kluczem do wszystkiego.

- Od jak dawna jesteście na ich tropie? Mówiąc szczerze zaskoczyło mnie Pani pytanie. - Rozpocząłem, zaś kobieta niemal natychmiast udzieliła mi pierwszej odpowiedzi. - Od miesiąca zaczęliśmy badać sprawę. Wcześniej uważaliśmy to tylko za niezwiązane przypadki, ale od kiedy zaczęli też znikać strażnicy i pojawiło się coraz więcej fałszywych strażników, musieliśmy założyć, że chodzi o coś więcej, a nie tylko o niezwiązane wydarzenia. Czemu pytasz?  - odparła śledcza. Kiwnąłem głową na zrozumienie, po czym korzystając dalej z samotności, w której się znajdowaliśmy, szedłem dalej.

- Po prostu zaskoczyło mnie wcześniejsze pytanie. - Odparłem krótko, lecz było widać zdziwienie na mojej twarzy gdy, kobieta wspomniała o poprzednich zgłoszeniach. - Wspomniałaś, że pojawiały się wcześniej raporty odnośnie fałszywych strażników. Czyli poprzednie wyprawy prowadziły do ślepych uliczek, czy to jest dopiero pierwsza? - Zapytałem. Jeżeli już wcześniej ruszali tropem zgłoszeń, to być może natrafili na kryjówki, w których ostały się jeszcze ślady dotyczące innych kryjówek.

- To pierwszy raz, gdy możemy uderzyć na ich kryjówkę. Zwykle dostajemy tylko powiadomienia i plotki o strażnikach, którzy ustawiają blokady na drogach lub robią dziwne kontrole. Czasem też jest tak, że dostajemy skargę od kupca, którego towar został zarekwirowany przez kontrolę, która nie istnieje. No to oczywiście prócz tych wszystkich rzeczy dochodzących z samego miasta. - odparła śledcza, choć było widać, że omawiany temat nie jest łatwy i zdecydowanie Elharis chciałaby jak najszybciej go zamknąć.  Nie dziwie się jej. - Rozumiem. - Odparłem krótki i zdecydowanie, dodając kiwnięcie głową. Dobrze się złożyło. Chętnie przyjmę pomocną dłoń od straży miejskiej, tylko po to, by wyplenić te chwasty zwane dziećmi Abaddona. Zabrali mi wszystko, dlatego ja uczynię to samo. Bez litości.

- Więc kiedy wyruszamy? - Zapytałem z lekkim zaciekawieniem. - Właściwie, możemy już spotkać się na placu. Proszę za mną Panie Targaryen. - rzuciła kobieta, po czym wstała i zaczęła prowadzić mnie ciągiem korytarzy. Droga zakończyła się, gdy wyszliśmy na plac wewnętrzny posterunku. Widać było, że sierżant nie próżnował. Na placu stało ponad tuzin gotowych od jazdy koni, a w pobliżu powoli zaczęła gromadzić się grupka strażników w pełnych zbrojach. Większość z nich miała przy sobie tarcze i miecz, a część z nich dzierżyła także topory bojowe i nadziaki. - Jeśli chciałby Pan jakiś dodatkowy ekwipunek lub broń, straż może to panu zapewnić na czas nalotu. Oczywiście w granicach rozsądku.  - powiedziała śledcza, lecz ja się jedynie uśmiechnąłem i odparłem natychmiast. - Nie. Myślę, że moja stal w zupełności wystarczy. - Powiedziałem krótko i udałem się za Elharis, dodając po drodze ostatnie słowa. - W sumie, to jest możliwość wypożyczenia konia? Wątpię by mój w razie kłopotów był w stanie sobie poradzić. - Zapytałem. Tak naprawdę nie chciałem by powtórzyła się sytuacja z ubiegłej nocy, gdzie omal nie straciłem kompana, z którym wędruję przez świat od dłuższego czasu. Jeżeli już jakiś czworonóg ma zginąć, to wolę żeby nie był to mój.

- Nie będzie żadnego problemu. I tak przygotowywaliśmy wierzchowca także dla Pana. - odparła. Po chwili jeden ze zbrojnych skinął w jej stronę. - Przepraszam na chwilę. - Kobieta odeszła od mnie i  weszła do jednego budynku. W tym czasie jeden ze strażników przyprowadził  za wodze mojego konia i uwiązał go przy jednym z wolnych pachołków koło stajni mówiąc "proszę się nie martwić, zajmiemy się nim dobrze". Niby nic dziwnego, lecz po jego słowach poczułem pewien niepokój. Po dłuższej chwili kobieta wróciła. Miała na sobie lekki pancerz wzmacniany skórą oraz krótki miecz. Nadal jednak miała przy sobie swoją księgę oraz torbę. Jeżeli nie chce zginąć, powinna bardziej zatroszczyć się o siebie niżeli kawałek papieru, który i tak można odtworzyć słowami. - Tak właściwie, to nigdy nie zaradził mi Pan swojego imienia. Być może sierżant je zna, ale ja nie. - zapytała śledcza.

Spojrzałem na kobietę, i niemal natychmiast w mojej głowie pojawił się widok sprzed kilku chwil, kiedy to sierżant nakłaniał mnie do oficjalnego przedstawienia się. Zarówno w tamtej jak i w tej chwili poczułem lekkie zażenowanie, z powodu w jaki starszy mężczyzna poprosił o to. Może gdybym miał dwanaście lat, to wyrecytowałbym jakiś wierszyk, bądź po prostu coś zmyślił, ale nie teraz. Czasy gdy można było sobie pozwolić na takie wygłupy już dawno minęły. Po krótkiej chwili odparłem. - Rhaegar z rodu Targaryenów. - Kobieta nie pozostała dłużna i mimo, że wcześniej kapitan nas sobie przedstawił. - Annabell Elharis. Śledcza straży miasta Greathard. Miło mi cię poznać, panie Rhaegarze. - Wyciągnęła dłoń w moją stronę, co oczywiście przyjąłem jako gest powitalny i odpowiedziałem tym samym. Jej usta rozciągnęły się w bardzo ładnym uśmiechu, który upięknił jej twarz i sprawił, że na wierzch wyszły ledwie widoczne pieg. Lecz nie był to czas, w którym można podziwiać piękno kobiety, a przynajmniej nie to siedziało mi tej w tej chwili w głowie. Sierżant Stentz dał sygnał wszystkim do przygotowania się, po czym dosiadłem przygotowanego dla mnie rumaka, by razem z grupką strażników zapolować. Byliśmy łowcami, a oni naszą zwierzyną. Pora by smok rozłożył swe skrzydła.

Gracz opuścił wątek


"King of Dragons"






09.07.2019, 16:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#47

Zaczął mi widnieć obraz w głowie dalej miałem wielki szum.. Czułem jak boli, tak to chyba był kac.. Teraz sobie przypomniałem co się wczoraj działo.. -Alkohol.. Kobiety.. Nie mogło zabraknąć walki w karczmie..- Powiedziałem sobie w myślach i przypomniałem jaka burda stała się w karczmie.. Pół karczmy zniszczone, wszystko potłuczone, zaczęło się od tego, że zdzieliłem gościa w łeb, później każdy się zaczął bić. Złapałem się za szczękę, była cała i nawet trochę nie bolała więc to znaczy, że chyba wygrałem bo nic poza tym nie pamiętam.. Tylko zaraz zaraz kurwa.. - Gdzie ja jestem do cholery? Zapytałem sam siebie szorstkim przepitym zniszczonym głosem. Otworzyłem oczy i zobaczyłem cztery ściany z kratami.. Wstałem powoli i spostrzegłem się, że właśnie znajduję się w celi i nie mam przy sobie swoich broni które zapewne mi skonfiskowano gdy mnie tutaj wsadzili. Przeciągnąłem się zdenerwowany na to, że mieli czelność mnie tu zamknąć za głupią bójkę w jakiejś spelunie.. Podniosłem się i podszedłem do krat szarpiąc za nie dwa razy mocno tak by ktoś usłyszał, skoro mnie tu wsadzili to na pewno ktoś musi pilnować ale póki co nikogo nie widziałem.. -Rusz dupę i wypuść mnie z tej nory łaskawie.. Powiedziałem zniszczonym głosem dalej nikogo nie widząc co mnie tylko bardziej zaczynało denerwować. Nie miałem zamiaru siedzieć tutaj nie wiadomo ile a poza tym chciałem już stąd wyjść.. Suszyło mnie dosyć mocno a nie miałem nic do picia, nawet żadnej wody nie zostawili skurwysyny.. Bardzo chętnie sprawdziłbym jak moja ręka pasuje do łba tego kto mnie wrzucił do tej nory... Nie pozostawało mi nic innego niż czekać na to aż któryś ze strażników ruszy łaskawie swoje leniwe dupsko by mnie stąd wypuścić.. Wsadzać człowieka za to, że dał dwóm chłopom w łeb za niewyparzoną gębę.. -Rusz się zanim do końca stracę cierpliwość..- Warknąłem gdy tylko usłyszałem czyjeś kroki.. Pozostawało mi czekać na to aż ten pryncypał przyjdzie i mnie stąd wypuścić, ewentualnie pozostaje zawsze zdzielić go w łeb chociaż w obecnej pozycji to można nie być zbyt najlepszym pomysłem na odzyskanie wolności..
15.07.2021, 08:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Posterunek
#48

Krzyki łowcy na niewiele się zdały. Źródłem kroków okazał się strażnik, ciężko opancerzony i uzbrojony po zęby jakby chciał się ochronić przed jakimś potworem. Przecież to tylko posterunek więc o tutaj chodziło. Chodził w jedną i drugą stronę kompletnie ignorując świeżego więźnia. A pomimo udawania, dało się dostrzec że był chodzącym kłębkiem nerwów. Jednak powód pozostawał dla Ragnara.

--------

- Nie wypuści Cię stąd. Straż ma ważniejsze sprawy na głowie - Nie wiedząc jakim cudem, wojownik nie zauważył że posiada w celi lokatora. Może koło lat pięćdziesięciu. Zarówno włosy jak i brodę miał krótką, najpewniej strzyżoną nożem w kolorze czerni. A obrazu twarzy dopełniały brązowe oczy.
- No chyba że twój zbawca w końcu ruszy tu dupę - rozłożył ręce na boki, przymykając przy tym oczy. Wydawał się nie być zbyt przejęty swoją sytuacją.

--------

Ragnar był coraz bardziej zdenerwowany, można by rzec iż stawał się w tym momencie tykającą bombą która za chwilę miała wybuchnąć ze złości. Miał nadzieję, że gdy usłyszał kroki to właśnie idzie go wypuścić jakaś leniwa łachudra która go tutaj zamknęła jednak tak nie było.. Ku jego oczom ukazał się strażnik uzbrojony po zęby. Najgorszym dla łowcy było to, że strażnik go ignorował.. Ku zdziwieniu Ragnar usłyszał głos zza swoich pleców spod ściany. -Lokator?- Pomyślał i odwrócił się w jego stronę, ku jego oczom ukazał się jakiś stary pierdziel który mu się zlał ze ścianą to dlatego go nie zauważył chociaż specjalnie po celi się nie rozglądał, to też może być powodem.
-Powód zawsze można im dać.. Chociażby głupią bójką w celi. He!?-
Warknął w stronę dziada posyłając mu groźne spojrzenie i odwrócił się dalej w stronę krat patrząc na tego mongoła który chodził w jedną i w drugą stronę i nawet nic nie powiedział. Na tamtych słowach do strażnika Ragnar swojej prowokacji na pewno nie skończy a na pewno nie zakończy próby aby ten w końcu ruszył dupę i przyprowadził kogoś kto go stąd wypuści. Dziadek chwilę później jeszcze coś powiedział a łowca patrząc na niego dostrzegł, że temu chyba jest wszystko obojętne.
-Dziadu.. Jak tu trafiłeś?-
Zapytał i odwrócił się po czym nie czekając na odpowiedź szarpnął raz za kratę.
-Może pójdziesz po przełożonego, żeby mnie stąd wypuścił?-
Zadał pytanie strażnikowi szorstkim głosem z trudem dosyć grzecznie co można było zauważyć bo pytał prawie przez zaciśnięte zęby ze złości. Tak czy siak nie chciał już tu siedzieć, nie dość, że śmierdziało to nie było nic do jedzenia ani do picia, w dodatku za nim był jakiś stary dziad..

--------

Cichy śmiech nieznajomego odbił się delikatnie od ścian więzienia.
- Słyszałem. W końcu wrzucił Cię tu sam Verdugo. Niech zgadnę. Karczma "pod Dębem", alkohol, tylko co tym razem poszło w drzazgi, co?
Wzmianka o jego wieku rozbawiła go jeszcze bardziej nie kryjąc się z tym.
- Nie jestem jeszcze taki znowu stary. Ale może usiądziesz? - chłop jak gdyby nigdy nic wydawał się kompletnie przyjazny. Wyciągnął przed siebie rękę w której zaczął się krystalizować... Kubek. Zrobiony z lodu, o gładkich krawędziach w którym zaczęła się pojawiać jakaś przeźroczysta jak naczynie ciecz.
- Wody? - chwilę potem zrobiłby to samo dla siebie wypijając trunek, po czym od razu by spochmurniał.
- Nie masz pojęcia co się tu dzieje, co?

--------

Ragnar znowu odwrócił się do tego dziadka który był za nim, gdy usłyszał co ten powiedział. Najwidoczniej coś musiał słyszeć co się stało.
-A Ty to niby skąd wiesz co wczoraj robiłem? Hę? I kto to jest Verdugo?-
Odparł łowca do dziadka dosyć normalnym tonem jak na niego. Jedyne co nadawało jego głosu negatywny wyraz to, to iż był dosyć szorstki. Patrzył na dziadka który zaczął tworzyć kubek z lodu a w dodatku zaproponował mu wody. Ragnar wziął od niego zimny kubek i napił się wody, może nie potrzebował jej tak bardzo jak piwa ale i tak się przydała..
-Dzięki.. Kim ty jesteś?-
Odparł do dziadka który chwilę później sam sobie zrobił kubek i wody a po chwili znowu zadał pytanie. Sam w sobie łowca zaczął być zaciekawiony kim jest ten dziadek. Widać coś tam może i potrafi, ciekawe za co tutaj trafił wydawał się dosyć spokojny i ani trochę agresywny ale jednak coś musiał zrobić za darmo raczej go tutaj nie wsadzili, pomimo tego, że sam Ragnar uważał iż wsadzenie go tutaj za głupią bójkę w karczmie było bez sensu to dziadek wydawał się z lekka podejrzany.
-Głupie pytanie.. Oczywiście, że nie mam pojęcia co tu się dzieje.. Skąd mam wiedzieć?-
Odparł do dziadka znużony lekką już całą tą sytuację w dodatku powoli smród jaki panował w celach zaczynał mu powoli przeszkadzać co było tylko dodatkowym powodem, że chce stąd jak najszybciej wyjść..

--------

"Staruszek" jak go nazwał łowca słuchał każdego słowa z uśmiechem na twarzy. Nie wyśmiewczym, ale bardziej ciepłym.
- Verdugo to taki strażnik. Kawał skurwysyna, ale trzeba mu przyznać że jest skuteczny. Sam nie wyglądasz jakby coś Cię położyło byle zadrapaniem. Ale no! Skąd wiem? Ano coś wspominał o "bójce", to już wyciągnąłem swoje wnioski. Ten biedny przybytek ma szczęście do ciągłego rozpierdolu, no co poradzić. - westchnął "nalewając" sobie kolejną porcję wody, która od razu wypił słuchając co młodszy miał do powiedzenia.
- Haezryl, jestem magiem. Jak już pewnie sam zauważyłeś. Ale widać żeś nie z tych stron. Greathard to dość surowe miasto. Ludzie tu są ponurzy, ale zdyscyplinowani. Straż też jest surowa jak szlag, co jednak można użyć do własnych celów - wypowiadając ostatnie słowa wychylił lekko głowę na bok nasłuchując strażnika który akurat zakończył obchód. Pokazał nowemu towarzyszowi żeby usiadł i zaczął szeptać.
- Chodzi o władzę. Ktoś zginął zaginął i zaczęła się robić sieczka. Możni próbują sobie zagwarantować pozycje, a wiesz jak to się kończy? Kasa płynie, układy się zawiązują, a Ci co nie wzięli to znikają bez śladów. A straż siedzi z związanymi rękami... - wyglądało na to że mieli jeszcze moment żeby pogadać bo po gwardziście nie bylo ani widu ani słychu. Pozostało więźniowie też zdawali się mieć ich rozmowę gdzieś.

--------

Ragnar patrzył na dziadka który zaczął mówić na temat tego kto go tutaj wsadził. Jakiś tam Verdigo ciekawe czy byłby taki cwany gdyby Ragnar nie był w pół pijany.. -Gdybym nie był w pół pijany, to by mnie tutaj nie było. Za to ten Twój cały Verdigo mógłby leżeć właśnie w karczmie z rozwaloną czaszką.-
Parsknął mężczyzna i się zaśmiał z tego, że wsadził go tutaj jakiś tępy osiłek. Tak czy siak stało się to się stało trzeba teraz było czekać w tej śmierdzącej dziurze aż go stąd wypuszczą.
-Ragnar..-
Powiedział wyciągając szorstką jak szron dłoń w stronę starego pierdziela który jednak nie był taki głupi jak się wydawał z początku. Tak czy siak można powiedzieć, że zyskał sympatię łowcy skoro ten zaczął normalnie z nim rozmawiać i mu się przedstawił. Gdy dziadek wykonał gest aby łowca usiadł obok niego tak też zrobił a później dziadek zaczął mu szeptać w sumie coś czego nie bardzo rozumiał.
-Masz w tym swój udział czy co? Jak się tutaj znalazłeś?-
Zapytał lekko zmieszany nie rozumiejąc o co mu do końca chodzi tak czy siak zapomniałem nawet o strażniku który łaził to w jedną to w drugą stronę. Mimo wszystko czekał aż dziad mu powie za co tutaj trafił w końcu jakiś powód musiał być, a łowce coraz bardziej to ciekawiło bo mimo, że zyskał jego sympatię to nie przestawał mu się wydawać z lekka podejrzany..
05.08.2021, 15:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki