Stary trakt
#61

Blondyn nie potrafił usiedzieć w spokoju w siodle, niecierpliwił się. Chciał, żeby cokolwiek co siedziało w krzakach wyszło już i skończyło robić sobie z niego niskich lotów żartów. Zatrzymał na chwilę wzrok na dziewczęciu i postanowił, że sam sprawdzi co skrywa się w zaroślach. Zaczął już schodzić z konia, gdy z gęstwin dobiegło do jego uszu kwiąknięcie. Szybko znalazł się na ziemi.

Ingo musiał przyznać, że na widok dzika niesamowicie mu ulżyło. Ani to magiczna bestia, ani złotolubny zbój, jeno to co w każdym zwykłym lesie szło napotkać. Mimo to nadal zaciskał dłonie na rękojeści miecza, którego bez najmniejszego wahania obnażył. Widząc szarżujące zwierzę uskoczył odrobinę w bok i stając na szeroko rozstawionych nogach przymierzył się do ciosu. Wątpił, że dzik byłby na tyle zwrotny, iż zdążyłby zmienić kierunek szarży. Czy słusznie? To miało się zaraz okazać.

Kątem oka zobaczył rzucane przez drugiego podróżnego noże. Nie podejrzewał, że starcie z leśnym zwierzem zajmie wiele wiele czasu. W końcu sam nie raz polował na dziki od takiego małego. Znał słabe punkty zwierzyny. Zdawała się to być dla niego zabawa, ot igraszka. Tym bardziej, że w boju nie był sam. Przez chwilę przeszło mu przez myśl nawet, że nie będzie musiał czuwać nad drogą wędrowca skoro ten jest zbrojny, lecz szybko zganił się za tą myśl. Trup, którego pogrzebał też nosił przy sobie broń, a i to nie wystarczyło. Wszystko wskazywało na to, że miasto Greathard będzie musiało sobie jeszcze trochę na niego poczekać. Teraz jednak sprawą kluczową był rozdrażniony wieprz.
Wczoraj, 12:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#62

STRAŻNIK



Szybka reakcja obu uzbrojonych podróżników zapewne nie była tym, na co liczył dzik. Biegnąc pędem w stronę mężczyzny nie zwracał uwagi na dziewczynkę, która to niemal dosłownie postanowiła wbić mu nóż w plecy.
Pierwsza rzutka niemal perfekcyjnie trafiła w dziczy udziec, wywołując tym samym głośny kwik i potknięcie się ranionego zwierza, które padając w biegu szurało jeszcze po ziemi w stronę rycerza, który zamachnąwszy się mieczem wbił go w bok świniaka, który racząc wędrowców swoim kolejnym kwikiem, zdechł zaraz po tym.
Wczoraj, 21:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#63

akt, że dzikowa ścieżka prowadziła właśnie przez środek drogi mógł tłumaczyć niechęć jaką ludzie darzyli Stary Trakt. Te niesamowicie terytorialne zwierzęta nie zwykły w końcu odpuszczać, gdy ktoś wszedł im w drogę. I o ile pojedynczy warchoł nie był wielkim zagrożeniem dla uzbrojonego wędrowca, większa ich ilość, jak chociażby najzwyklejsza rodzina, byłaby dość sporym niebezpieczeństwem. Mirrodin zapamiętała tę drobną ciekawostkę geograficzno-przyrodniczą by wiedzieć gdzie zastawiać sidła gdyby jakimś trafem znalazła się kiedyś jeszcze w tej okolicy. Wystarczyło jej poszukać wydeptanych przez raciczki dróżek i tam podciąć nóżki swoim przyszłym posiłkom.

Na tę chwilę ważniejszy był jednak posiłek teraźniejszy, a konkretniej – ten który przed chwilą zabiła wraz z nieznajomym jeźdzcem. Choć niewątpliwie to on zadał ostateczny cios, Łowczyni nie wierzyła by zdążył to zrobić bez jej pomocy. Zwierz wyraźnie zwolnił po jej pierwszym ataku, osłabiony brzeszczotem wbitym w jego udo. I to właśnie było jej głównym argumentem przygotowanym na wypadek kłótni o to komu należy się upolowane mięso. Oczywiście, była skłonna podzielić się łupem jako że tak na prawdę został on zdobyty wspólnym trudem. Ostatecznością w takim sporze byłby dla niej jasny, klarowny, i raczej przekonujący argument ostrza, choć zdecydowanie wolała go uniknąć. Nie znajdowała się już w Greathard i tamtejsze prawo jej nie obowiązywało. Problemem jednak pozostawało zmęczenie i fakt, że ostrze jasnowłosego było wielokroć dłuższe od jej własnego. Rycerz udowodnił, że dość sprawnie posługuje się tym prawie tak wysokim jak ona sama kawałem stali.

Pewnym krokiem zbliżyła się do truchła i wyciągnęła z niego noże, by następnie oczyścić je o trawy lub liście. Kiedy się z nimi uporała, schowała je i spojrzała na obcego. Zachowywał się stanowczo dziwnie, więc nie wiedziała czego mogła po nim się spodziewać. Zwróciła uwagę na to, z jaką łatwością i pewnością dzierży swój miecz. Był wprawiony w boju, i na pewno sporo silniejszy od niej samej. Należało więc przy nim uważać. Pomimo jednak sylwetki typowego wojaka, z oczu patrzyło mu zupełnie inaczej niż wszystkim innym, dotąd jej poznanym ludziom. W jego wzroku chowała się pewna życzliwość, czy też może nawet dobroć. Było to coś zupełnie nowego dla nieufnej dziewczyny i bynajmniej nie wzbudziło w niej ani kszty zaufania. By jednak przerwać ciszę, jaka mogłaby między nimi nastąpić, postanowiła wyzbyć się z głowy nurtującego ją pytania.

To jak dzielimy łupy? Bo przecież każdemu należy się równa porcja, tak?
( ͡° ͜ʖ ͡°)
Wczoraj, 22:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#64

Ingo po ubiciu dzika niemalże od razu zabrał się za wyczyszczenie miecza. Nie był pewny czy metal, z którego wykute było ostrze mógł zardzewieć, lecz wolał nie ryzykować. Przez dłuższą chwilę skupiał swoją uwagę głównie na tym zajęciu całkowicie ignorując poczynania nieznajomej. Gdy schował miecz spojrzał nań jak kończy czyścić martwe zwierze z darów ściółki i runa leśnego. Teraz dopiero spostrzegł, że nie jest to pospolity kmieć. Zauważył rude jak lisia kita włosy i to, że mimo, iż sam nie grzeszył wzrostem, przewyższał napotkanego na trakcie człowieka o circa głowę. Drobnego człowieka, który niekoniecznie musiał być podobnie do rycerza piwolubnym mężczyzną. Ingo nie mógł się zdecydować przez panujący mrok. Dopiero gdy usłyszał głos podróżnego jego wątpliwości zniknęły.

Wojownik przez moment milczał, zastanawiał się kiedy ostatnio jadł dziczyznę bądź ją przyrządzał. Nie umiejąc sobie przypomnieć stwierdził, że nie może kazać damie czekać tak długo na odpowiedź.
Juści, rację rzeczesz. – pokiwał prędko głową – Pół na pół, skoro taka twoja wola. Ciekaw żem jednak, będziesz daleko targać tę połowę dzika? Mięso gotów się popsuć, azali tu pod gołym niebem je oporządzić? Trakt wszakże nieprzyjazny, ale i tak nas noc już zastała, razem raźniej.

Rycerz uśmiechnął się lekko, ale rozważnie coby nie wystraszyć rudej podfruwajki. Podszedł powoli bliżej dzika i przyglądał mu się moment. Po drodze złapał jeszcze lejce Piołunki, żeby nie zostawiać konia samego.
Jak cię zwać i kędy drogi wiodą?– zapytał ośmielony– Moje miano już znasz.
Wczoraj, 23:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#65

ialekt, którym posługiwał się jasnowłosy był Mirrodin obcy. Pomimo tego, że rozumiała co do niej mówił, zdawało jej się że pomijała przy tym jakiś bardzo ważny szczegół kryjący się w tej dziwnej mowie. Nie mogąc jednak określić dziury w swojej wiedzy, zignorowała ją. A skoro udało jej się wychwycić najważniejsze informacje ze słów rycerza, mogła się nad nimi zastanowić. Pokiwała głową, zadowolona z tego że kwestia właściciela truchła została rozwiązana wręcz natychmiast. No, byłaby, gdyby nie pewien nie taki znów drobny szkopuł tkwiący właściwie na całym ubitym dziku. Dzielenie jego skóry nie miało najmniejszego sensu, niepotrzebnie tylko kasowało jej wartość wśród garbarzy. Z jednego dużego płata skóry można było zrobić o wiele więcej niż z kilku drobnych, a co z tym idzie: O wiele więcej się zarabiało na sprzedaży takowego. Znaczyło to tyle, że należało rozstzygnąć kto weźmie ze sobą skórę.

Skoro jesteśmy przy podziale. – Zaczęła. – To nie ma sensu kroić skóry na dwa, bo i tak pewnie obydwoje chcemy sprzedać swoją część. Ktoś może zamiast tego wciąć ze sobą więcej mięsa... Albo mogłabym odkupić twoją część futra.

Rudowłosa tak na prawdę nie potrzebowała pieniędzy. Choć zdecydowanie ułatwiały życie w mieście, to w podróży były jej tylko zbędnym balastem. Ciepłe futro z kolei mogła nie tylko wymienić na wsi na coś innego, ale także nadawało się ono jako ochrona przed co bardziej chłodnymi nocami tych nieprzyjaznych okolic. Uporawszy się z problemem skóry, odpowiedziała na inne pytania zadane przez mężczyznę.

Wypatroszę go na miejscu i to zaraz. – Odparła. – A potem wstawię na ogień. Tu, czy trochę dalej w las, to raczej nie ma znaczenia skoro i tak światło będzie widać z dość daleka. A potem, przed snem, usunę się gdzieś dalej.
Gdy tylko skończyła mówić zabrała się do oporządzania truchła. Przewróciła je na plecy albo na bok, w zależności od tego ile miała siły, i rozcięła wzdłuż brzucha. Zaraz potem zaczęła zdejmować z niego skórę, uważając by przy okazji zbytnio nie ubrudzić się krwią. Jej płaszcz i tak nie był już specjalnie czysty, nie chciała jednak tego pogarszać. Kontynuując obrabianie zwłok, cięła kawały mięsa i kładła je na ułożoną skórę tak, by nie ubrudzić ich ziemią. Choć jej nóż daleko miał do rzeźnickiego tasaka, czarny materiał z którego został wykonany zapewniał mu wystarczającą ostrość, by czuła się pewnie tnąc mięśnie na porcje. Poniekąd cieszyła się teraz ze spotkania tego wędrowca. Gdyby nie on, najprawdopodobniej starcie z dzikiem byłoby sporo trudniejsze, a ona i tak nie byłaby w stanie wziąć ze sobą większości zdobytego mięsa.

Jestem Mirrodin. Idę przed siebie. – Odparła mu, zajęta swoją pracą. Właściwie zawsze tak samo odpowiadała, spytana o cel swojej podróży. Nie miała przecież żadnego ustalonego finału wędrówki. Na dobrą sprawę nie wiedziała gdzie znajdować się będzie za tydzień. – Jak skończę, będę robić ognisko tak jak mówiłam. Jak chcesz, możesz zostać i zjeść ze mną, ale potem nasze drogi się raczej rozejdą. Zwłaszcza, skoro zmierzasz ku miastu które ja opuściłam.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
Dzisiaj, 00:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#66

Rycerz w milczeniu wysłuchał słów dziewczęcia. W istocie sprawa podziału była mu wręcz obojętna. Jego myśli zatruwał głównie problemie z nieumarłymi, choć problemy problemami, ale coś jeść trzeba było. Ruda dobrze gadała, z sensem i bez zbędnych kurtuazji. Ingo przysiadł pod najbliższym drzewem nie spuszczając wzroku z podróżnej zastanawiając się nad kwestią skóry. Teraz gdy był pewny, iż dziewczę wyruszyło z miasta uznał, że warto byłoby się o nie wypytać. W końcu wiedza, która mogła się na coś zdać nigdy nie była zbędnym balastem.
Zgoda, nie dzielmy skóry. Możesz wziąć ją samojedna, mięso pół na pół – oświadczył po chwili zastanowienia – Azali o Greathardzie prawisz? Ano, miałem ja w planach tam się udać. Wedle wici jest tam? O trupach co żywe znać mi już było.

Rycerz zamilkł na chwilę. Począł się już zastanawiać jak upiec dzika. Rozejrzał się wokół, w innym wypadku pewnie wyruszyłby rozejrzeć się po ostępach, ale teraz nie był pewny swojego towarzystwa. Nie chciał jednak tracić czasu na nieróbstwo.
Rozpalę ogień.
Rycerz odsunął się trochę od ścieżki i tam uzbierawszy uprzednio trochę jako tako suchego chrustu zaczął krzesać ogień. Zajęło mu to dłuższą chwilę, ale z efektów był w sumie zadowolony. Ogień już tańczył strzelając swymi ciepłymi językami ku niebu, a on powrót zwrócił swoje serdeczne oblicze ku niewieście.
Skoro zaś ta mieścina ci niemiła, a tyś pewna drogi pewnikiem się rozstaniemy o brzasku jak rzekłaś. O ile żadne nieprzyjemności nas uprzednio nie spotkają.
9 godzin(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#67

dejmowanie futra z truchła i dzielenie mięsa było dość czasochłonnym zajęciem, zwłaszcza biorąc pod uwagę fakt że drobna myśliwa pilnowała by krew, jeszcze tak niedawno wypełniająca żyły stworzenia, nie ubrudziła jej. Na samym początku oddzieliła udziec, jako że był najsmacznieszy i od razu można było przyrządzić go na rożnie. Od razu pocięła go na mniejsze, łatwiejsze w pieczeniu kawałki i odłożyła na bok jako dzisiejszą kolację. Pracując tak w spokojnym tempie, mogła skupić się na słowach do niej kierowanych przez rycerza. Niestety bowiem, zrozumienie ich wymagało skupienia. Domyśliwszy się znaczenia tej enigmatycznej mowy, rudowłosa odpowiedziała rozmówcy.

W Greathard teraz właściwie nic nie ma. – Stwierdziła. – Tyle że trakty niebezpieczne i nikt nie chce nimi chodzić. Ale to lepiej, przynajmniej lepiej sprzeda się ta skóra jak nikt nie ma odwagi polować. Nieumarli to jedno, ale bandytów czy dzikich zwierząt się nie boję. A nawet lepiej jak się natrafi jakiś łup, można sobie zapasy zrobić.

Po niedługim czasie odstąpiła od ciała i poszukała w okolicy odpowiedniej gałęzi do użycia jako rożen. Nabiła na nią nieco wydzielonego mięsa i zaczęła zapiekać. W międzyczasie obserwowała tańczące płomienie i rozmyślała. Ożywione trupy faktycznie nieco ją przerażały. Nie miała pojęcia jak można pozbyć się czegoś, czego nie dało się w gruncie rzeczy zabić. W przeciwieństwie do jasnowłosego, nie miała obycia z bronią zdolną po prostu rozłupać szkieletora na części więc na dobrą sprawę jedyną opcją w starciu z takim potworem byłaby po prostu ucieczka. Ale, tak jak Verdugo sam powiedział, martwi nie wstają z grobów bez powodu. Gdzieś znajdowała się istota lub mag, która za to wszystko odpowiadała. I na dodatek, kapitan wyznaczył nagrodę za powstrzymanie tego czegoś.

Chociaż właściwie jest coś co mogłoby cię interesować. – Powiedziała. – Kapitan straży szukał ludzi do powstrzymania nieumarłych. Sama bym cię do niego zaprowadziła, ale z pewnych względów nie mogę tego zrobić. Ale jeśli akurat szukasz zajęcia, możesz zapytać o to na posterunku.

Zjadłszy kolację, wróciła do patroszenia. Pomimo tego, że była już zmęczona, nie chciała zostawiać truchła na pożarcie drapieżnikom. Postanowiła więc zabrać tyle mięsa, by być w stanie zapakować je w zdjętą skórę i zmieścić do torby. Szczerze nie obchodziło ją, jak z resztą poradzi sobie rycerz. Nie zakładała nawet by ktoś nie potrafił zająć się pokonanym zwierzęciem. Ona sama nauczyła się tego wiele lat temu i było to dla niej czymś zupełnie naturalnym.

Powinniśmy ususzyć część mięsa. Noce i dnie są dość zimne, ale wolałabym przygotować sobie podróżne porcje. – Odezwała się poraz kolejny. Założyła już że przygodny podróżny spędzi u jej boku tę noc i pogodziła się z tym. Nie miała siły czuwać przez całą noc przy ogniu, więc zaakceptowała to towarzystwo. – Ale wtedy ktoś musi pilnować ognia. Możemy się zmieniać, oczywiście.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
6 godzin(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#68

Ingo bacznie obserwował dziewczę, a jeszcze baczniej wsłuchał się w jej słowa. Kiedy ta skończyła mówić, a jej słów nie mógł zostawić samych sobie zdecydował się przemówić
Ha! Azali to nieumarłych panienka się boi? – Ingo roześmiał się serdecznie, lecz zaraz po tym znacznie spoważniał – Juści, grzebałem ja dziś biedaka, którego taki psubrat jak reszta tych mor dopadła. Młody był, azali tyle wiosen co ty widział. Rychło i mnie stwór sobie za cel upatrzył, alem zdrów czego o nim powiedzieć jak nie można było tak nynie tym bardziej nie ma możności. Czemuś ty trzpiotko tak nosek marszczysz i oczami zerkasz jakbyś czegoś nie pojmowała? – zapytał spostrzegłszy, że rudowłosa ma problem z zrozumieniem czegoś, nie wiedział jednak w czym rzecz –
Myślisz pewnikiem o tym coś w Greathardzie narozrabiała, prawda? Ni to myśl nie mój to pewnie interes. Ależ żem się rozbajdurzył jak baba przy studni. Toteż wybacz jeśliby słuchać ci tej paplaniny nie w smak


Rycerz uśmiechnął się lekko zawstydzony swoim gadulstwem. Cisza jednak w towarzystwie człowieka co nawet koniu w podróży monologi wygłasza długo trwać jednak nie mogła.
Raduje mnie ta wiadomość niezmiernie. Choć zdaje mi się, że do tej roboty trza by było mieć i głowę nie od parady, a w moim pustym łbie to krzty rozumu ze świecą szukać – blondyn zaśmiał się gromko i jeśli Mirrodin miała wcześniej jeszcze jakieś wątpliwości czy jej towarzysz nie zachowuje się za głośno to właśnie się one rozwiały.

Von Rosenburg zabrał się za swoją część mięsa. Zaprawiony zarówno w kuchni jak i w łowach młody mężczyzna szybko rozprawił się z robotą jaką było oporządzenie mięsa. Tą część której nie spożył postanowił spróbować uwędzić. Jak postanowił tak też zrobił.
Mogę czuwać, kiedy najdzie mnie znużenie obudzę cię – zapewnił.

Kiedy jego część mięsa była gotowa wbił się w nią zębami obserwując jak pozostała część wędzi się zawieszona w dymie. Kiedy jadł panowała wręcz błoga cisza, w końcu nie mielił ozorem, lecz po chwili sielanka skończyła się i znów zaczął mówić.
Osobiście preferuję wędzenie, głównie przez sentyment do czasów młodego dzieciństwa. Po prawdzie jestem zdania, że nic nie jest równe peklowaniu, ale nie mam przy sobie soli. Wybacz taki trywialny temat, źle znoszę ciszę.
4 godzin(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt
#69

zy Mirrodin bała się nieumarłych? Poniekąd tak właśnie było i nie widziała w tym nic śmiesznego. Ożywione trupy były jej czymś zupełnie obcym, a jeśli nie miały żadnego słabego punktu – niepokonanym. Wzruszyła ramionami, nie chcąc rozwodzić się nad strachem przed tymi potworami. Zwłaszcza, że rzeczą do zastanawiania się nad były znów słowa jej rozmówcy. "Trzpiotko"? Nikt nigdy jej jeszcze tak nie nazwał. Własciwie nie słyszała by ktokolwiek tak się zwrócił do kogokolwiek. Pokręciła głową i odezwała się.

Mówisz strasznie dziwnym językiem. Muszę domyślać się co masz na myśli. Może to kwestia pochodzenia, ale tu nikt w ten sposób nie mówi. – Wyjaśniła mu i ziewnęła przeciągle. – Mniejsza o to. Ja idę spać, swoim mięsem zajmę się rano. Nie powinno do tego czasu się popsuć przy tym mrozie.

Dalszą część gadaniniy rycerza po prostu zignorowała. Ułożyła się nieco dalej od ognia, tak by przypadkiem do niego nie wpaść podczas snu. Zwinęła się w kulkę i użyła dziczej skóry jako prowizorycznej kołdry. Z racji zmęczenia, postanowiła ostatecznie ususzyć część swojego mięsa rano. Pogodny jasnowłosy wydawał się być jej przyjazny, nawet jeśli był przymusowym towarzyszem. W innych okolicznościach może i mogłaby go nawet polubić. Zdecydowanie odstawał od reszty znanych jej ludzi. Był wesoły i rudowłosa na prawdę to doceniała. Była to miła odmiana od ponurych zbirów i trochę zbyt mocno nią zainteresowanych chłopców w Greathard. I choć cała ta pogoda ducha mogła być tylko na pokaz, nie miała siły by odrzucać jego obecności. Zanim jeszcze zasnęła, wyciągnęła spod ubrania jeden z dwóch amuletów zwisających na jej szyi. Głowa wilka znajdowała się teraz na zewnątrz, niewidoczna w słabym nocnym świetle. Zarówno od niego, jak i od wszystkich tajemniczych pierścieni na jej palcach czuła jakąś moc. Czuła się z nią pewniej, ale nie mogła jej określić słowami. Zastnęła więc starając się doprecyzować uczucie płynące z tej niespodziewanej biżuterii.
( ͡° ͜ʖ ͡°)
3 godzin(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna