Stary trakt

Ciekawość szybko ustąpiła miejsca strachowi. Ingo czuł zdecydowanie więcej wiatru we włosach niż by sobie tego życzył. Zamknął oczy i zaczął splatać w myślach modlitwy do każdej potężnej istoty, która byłaby w stanie odmienić jego los. Rycerz nie raz słyszał, że spadając zdaje się, że ma się o wiele więcej czasu niż można by pomyśleć. Rozczarował się, okazało się, że ziemia przywitała go o wiele wcześniej niż przypuszczał i owe spotkanie niosło ze sobą o wiele mniej bólu. Mężczyzna nie wiedział jednak czy to dobrze czy wręcz przeciwnie.

Kiedy po kilku chwilach zdających się być dla niego wiecznością zebrał w sobie wystarczająco odwagi i zdecydował się uchylić, zaciśnięte do tej pory z przerażenia powieki, uderzył go niesamowity fałsz. Jego zmysły musiały go oszukać, nie wierzył w to co ukazały mu jego oczy, wszakże jeszcze parę chwil temu w tym miejscu była głęboka szczelina, do której wpadnięcie niechybnie zwiastowało w najlepszym wypadku parę złamań. Ingo zebrał się do kupy i podniósł do siadu. Przyjrzał się stanowi swojej zbroi i ciała, obmacał czy wszystko jest na na swoim miejscu. W końcu po ocenieniu swojego stanu po upadku rozejrzał się wokół uważniej.

Azali dusza ma z ciała już uszła? Hej tam, kompania! Rzeknijcie jeno, martwym ja czy żyw?! – zawołał gromko na widok Mirrodin oraz Marco, coś mu jednak mówiło, że nie doczeka się odzewu z ich strony. Skoro nie umiał pojąć rozumem tego dziwnego upadku spodziewał się, że w owym miejscu włada jakaś przedziwna siła, której nie znał i wątpił czy chciałby poznać. Nie podobały mu się zafalowania w powietrzu, które dostrzegł rozglądając się. Oddzielały go one od reszty kompanii. Bardziej nie podobał mu się jednak fakt, iż nie miał pewności co jest prawdziwe. To co ukazują mu jego oczy teraz czy obrazy sprzed momentu gdy badał urwisko z rudą dziewczyną i wieśniakiem.  

Ingo spróbował podnieść się z ziemi, ku jego zdziwieniu udało to mu się bez większego wysiłku. Wszystko wskazywało na to, że był w pełni sprawny. Uśmiechnął się pod nosem.
A niech to, trzpiotka miała rację, Piołunka na nic by mi się tu zdała.
Rycerz zwątpił na moment. Czy nie spadnie robiąc pierwszy krok? Chwilę patrzył nieufnie na podłoże, na którym podobno stał. Parę razy przymierzał się do postawienia stopy w stronę towarzyszy. W końcu zamknął oczy i zaszarżował na ścianę falującego powietrza oddzielającego go od towarzyszy wędrówki. Nie znał się na całej tej magii, a przynajmniej tak utrzymywał. Nie lubił korzystać z zdolności kamienia zatopionego w swoim mieczu. Uważał, że magia jest do ludzi o większym intelekcie, mu wystarczała stara, dobra przemoc napędzana siłą mięśni. Póki nie musiał korzystać z zdolności swojej broni nie robił tego. Trochę się bał, że nie uda mu się zapanować na ową mocą, ale nie chciał się do tego przyznać. Teraz jednak nie to było ważne. Teraz liczyło się to czy przypuszczenia Ingo były słuszne i czy niewidzialna ściana przepuści go dalej...i czy w ogóle była ścianą? Rycerz wszak mógł dać się ponieść swojej wyobraźni.
22.07.2019, 23:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt

ała ta sytuacja była zadziwiająca i jednocześnie podejrzana. Ledwie Mirrodin na chwilę przestała przeszukiwać ten teren, obróciła się w okół i zauważyła że jeden z jej towarzyszy zniknął bez śladu. To samo w sobie wystarczało, by wpadła na pewne podejrzenia. I choć były one związane z przepaścią, raczej dotyczyły możliwości ujrzenia rycerza na jej dnie niż domyślenia się że jakakolwiek magia mogła wchodzić tu w grę. Nie była wszakże obyta z całymi tymi "czarami". Jedyną jej stycznością z prawdziwą magią, inną od tej która znajdowała się w magicznych kamieniach, była podczas oglądania jej nauczyciela podczas pracy... a jego osoby wolała sobie nie przypominać w żadnych z okoliczności. Tym większe jej zdziwienie było, gdy rozglądając się za jasnowłosym, ujrzała go pojawiającego się znikąd na skraju urwiska. Widząc że szarżuje wprost na nią, instynktownie dłonią ruszyła do sztyletu i wypuściła z siebie energię, natychmiastowo znajdując się parę metrów obok, schodząc tym samym z drogi rosłego wojownika.

Co... Jak Ty... z powietrza...? – Próbowała zebrać myśli. Parę sekund zajęło jej wyjście z szoku na tyle by jej umysł wyszedł z trybu "zagrożenie!" w tryb myślenia. Dopiero gdy to się stało, poprawnie sformuowała pytanie. – Jakim cudem pojawiłeś się znikąd!?

Od razu zaczęła się zastanawiać. Jeśli on pojawił się znikąd, a sądząc po jego wyglądzie i mowie raczej nie znał się zbytnio na sztukach magicznych, to znaczyło że coś było tu nie tak. Podejrzliwie i z ciekawością zbliżyła się do miejsca w którym się pojawił, niczym szczur podejrzliwie podchodzącego do kawałka sera pozostawionego na pułapce. Gotowa była w każdej chwili uskoczyć, złapać się czegoś, zrobić cokolwiek zostanie nakazane przez podświadomie działający instynkt jeśli nagle zaczęłaby spadać, czy gdyby miała oberwać jakimś czarnoksięskim zaklęciem.

– Ingo... – Zwróciła się do rycerza. – Co przed chwilą się wydarzyło?

//
Czary:
Mgnienie: -5 PM, po redukcji: -1 PM
03.08.2019, 00:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt

Ingo odetchnął i zatrzymał się najszybciej jak to było możliwe. Zamrugał parę razy szybko oczami po czym rozejrzał się i zamyślił. Nie zwrócił większej uwagi na Mirrodin. Dopiero po chwili zwrócił w jej stronę oblicze i uśmiechnął się ciepło widząc jak spanikowała.
Bujda, trzpiotko. Wcale nie z nikąd jeno zza iluzji. To co widzimy łże swą formą, milady – rzekł pewnie starając się otrzepać z resztek strachu – Nie mus nam szukać innej drogi, bo doczesna nadal pnie się przed nami. Nie pojmuję jak ująć to w słowa dosadniej

Ingo widział już tylko jedno rozwiązanie. Dziarsko podszedł do krawędzi urwiska. Spojrzał jeszcze raz w ziejąca pustkę i zawachał się. Co jeśli tym razem naprawdę spadnie? I to nie sam. Przełknął ślinę i uśmiechnął się. Będzie dobrze, musi być dobrze. Odwrócił się i spoglądając promiennie na trzpiotkę wyciągnął rękę w jej kierunku.
Spokojnie, trzpotko. Nie postarałem jeszcze zmysłów. Pokaże ci to czego nie potrafię opowiedzieć, zawierz mi tylko
Patrzył na dziewczynę łagodnie, ale nie było w tym spojrzeniu niczego co by ją pośpieszło, rozumiał, że ta decyzja nie była łatwa. Rozumiał też, że dziewczyna pewnie nie odważy się ująć jego dłoń, mimo to nie rezygnował.
10.08.2019, 20:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt

dy rycerz wyciągnął rękę w stronę rudowłosej, ta stała zamyślona już nad urwiskiem. Nie postawiła jeszcze kroku, wciąż nie ufając całej tej magii wspomnianej przez Ingo. Chcąc sprawdzić czy to co mówił nie mijało się z prawdą, wyciągnęła dłoń przed siebie. Według jej poznania świata, jeśli istniała tu iluzoryczna ściana, to choćby koniec jej palców powinien być już po drugiej stronie. Jednakże pomimo wyprostowania ręki, nic się nie stało. Wciąż stała nad przepaścią, a nic nie wskazywało na to by była ona fałszywa. Odwróciła się do rozmówcy.

Idź pierwszy. – Powiedziała. Zanim zadecydowała się uwierzyć jasnowłosemu, chciała jescze raz ujrzeć jak znika bez śladu. Skoro jej oczy mogły ją tu zwodzić, mogły również pomylić się wcześniej, gdy zarejestrowały mężczyznę wyłaniającego się z powietrza. A skoro Ingo sam potwierdził że znalazł się za iluzją, nie miał powodu by się wahać. Dopiero zobaczywszy jak on stawia krok, uczyniła to samo.
17.08.2019, 19:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt

STRAŻNIK
GŁĘBOKO W LESIE, NA POŁUDNIOWY-WSCHÓD OD DROGI.


onowne przejście przez iluzje różniło się trochę. Dziwnie bowiem było widzieć, jak najpierw wchodzi się w przepaść, a w następnej chwili stoi się na szerokiej polanie bez śladu klifu. Niemniej jednak tak Ingo, jak i Mirrodin przestąpili przez magiczny powidok.
Po drugiej stronie polany stał już tylko Marco, który z wyrazem przerażenia wpatrywał się w miejsce, w którym przed chwilą byli jego towarzysze. Ściskając kurczowo w dłoni swój łuk, wydał z siebie okrzyk przerażenia, rozpaczy i jakiejś podłej determinacji, po czym rzucił z desperacją:
- Belwirko! Nadchodzę!
Nim ktokolwiek zdążyłby zareagować, myśliwy wziął rozpęd i z imieniem swojej ukochanej na ustach, rzucił się w przód, jak gdyby starając się przeskoczyć przepaść.
Po chwili, cały poobijany i wytarzany w ziemi, podniósł się i nadal ściskając kurczowo łuk, otworzył najpierw jedno, a potem i drugie oko. Z łamiącym się głosem pełnym ulgi i niedawnych emocji powiedział: - Jednak żyję.... - po czym padł na trawę i wypuszczając głośno powietrze, zaczął gładzić ją palcami, mamrocząc coś cicho o "głupiej magii i dobrej, stabilnej ziemi".
Polana po drugiej stronie iluzji nie różniła się znacznie. Tym, co przyciągało oczy, była jasno wytyczona między drzewami ścieżka, która prowadziła dalej. Dopiero po chwili do podróżników dotarł także inny fakt - od strony, w którą prowadziła ścieżka, dało się słyszeć dziwne dźwięki, przynoszące na myśl cichy grzmot błyskawic połączony z gardłowym, złowrogim śpiewem

// Przepraszam, że tak długo. Jeśli chcecie ruszać dalej, wrzućcie w posta z/t. Jeśli chcecie cos tu jeszcze robić, możemy pociągnąć to na konsu (jeśli chcecie).









24.08.2019, 21:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt

łysząc niezbyt dobrze brzmiący sakralny śpiew, umysł Mirrodin w bardzo krótkim procesie skojarzeniowym stwierdził że jasna, wyraźna dróżka prowadziła w miejsce gdzie znajdowali sie wrogowie. Idąc za tą myślą, obudził się w niej zmysł małego stratega. Jeśli bowiem byli tam wrogowie, można było ich podejść i niemalże natychmiast pozbyć się ich przywódcy z zaskoczenia. O ile jednak rudowłosa ufała swoim umiejętnościom poruszania się cicho i niezauważenie, nie miała żadnych wątpliwości co do tego że Ingo próbujący skradać się w krzakach obudziłby nawet śpiącego smoka.

Ktokolwiek tam jest, raczej nie jest przyjazny. Musimy teraz być cicho. – Obwieściła, sama ściszając nieco głos. – Ja pójdę przodem.

Ingo najwyraźniej od razu zrozumiał czym się kierowała Łowczyni podejmując tę decyzję. Uśmiechnął się lekko i w swoim klasycznym, niezrozumiałym stylu wyraził myśli.

– Miej baczenie na siebie trzpiotko, nie wybaczyłbym sobie gdybyś ucierpiała – rzekł cicho, zgodnie z zaleceniem – Nie wzlekaj takem i niech ci duchy sprzyjają, jednak jeśli nie wrócisz szybko ruszymy za tobą.


Rudowłosa nie czekała aż Marco się odezwie i jeszcze, brońcie smoki!, zadecyduje się na towarzyszenie jej w eskapadzie. Zagarnęła włosy do tyłu i schowala je pod płaszcz. Nałożyła na głowę kaptur, chcąc sprawić by jak najmniej rzucała się w oczy. Potem dopiero potruchtała do przodu, schodząc z drogi dopiero gdy na podstawie głośności śpiewu oszacowała że była już niedaleko zgromadzenia. Wtedy odbiła w bok, uspokajając oddech i spowalniając, wchodząc w zarośla. Starała się podejść przeciwników od strony innej niż ta z której początkowo szła. Próbowała wypatrzeć ewentualnych strażników, ludzi zwracających większą uwagę na otoczenie niż na rytuał który mogliby odprawiać. Wyciągnęła przy tym z buta jedną rzutkę i trzymała ją w dłoni. Świadoma tego, że za dnia nieco łatwiej jest dostrzec podchodzącego, dbała o zachowanie odpowiedniego dystansu od potencjalnych przeciwników. Wolała poświęcić nieco czasu na dobranie dogodnej pozycji do obserwacji niż narażać własne bezpieczeństwo.

Gracz opuścił wątek
27.08.2019, 12:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt

Tak oto zostali sami we dwoje, rycerz pełen ideałów, napędzany do dalszej wędrówki przez świat w imię poczucia obowiązku wobec malutkich i bezbronnych potrzebujących schronienia pod jego tarczą i ten malutki co mu los przewrotny szczęście z rąk wydarł.Stali niby nierówni stanem, ale tak samo równi w swej bezradności. Patrzyli w milczeniu jak najpierw rude pukle włosów nikną pod ciemnym kapturem, a zaraz potem sama Mirrodin znika gdzieś, gdzie oni chwilowo na nic by się nie zdali. Rycerz dłuższą chwilę wpatrywał się jeszcze w punkt, w którym ostatni raz widział sylwetkę młodej awanturniczki, w końcu uznając to za bezsensowne dał za wygraną i spuścił wzrok. Westchnął cicho i zaczął machinalnie sprawdzać stan swojego ekwipunku. Później zaczął nerwowo krążyć z pozoru bez celu, nie oddalał się jednak bardziej niż na dwa dwa metry. Wyjrzał nawet dwa razy za iluzję. W innym wypadku z chęcią zabawiłby zagubionego Marco rozmową, jednak nie tym razem. Nie chciał hałasować jeszcze bardziej. Z drugiej strony chciał jakoś uspokoić wiejskiego chłopa, pozostał mu wtedy tylko pokrzepiający uśmiech, jednak zdawało mu się, że nie pokrzepia on wcale.

Był na siebie zły, już drugi raz odkąd spotkał rudą trzpiotkę. Niby był zły przez trzpiotkę, ale żałośnie zły przez nią na samego siebie. Za pierwszym razem kiedy to obudził dziewczynę nocą wystraszony jakiejś małej, marnej pokraki, na której pobratymców polowały nawet byle wieśniaki z okolicznych wiosek. Wtedy zaprzepaścił jej szanse na, co prawda mizerny, ale odpoczynek. Już wtedy czuł jakby utrudniał tylko drogę i na nic w istocie się nie przydawał, teraz jednak to uczucie wzmogło na sile z każdym krokiem jaki rudowłosa stawiała w tym momencie sama. Tak bardzo chciał się wykazać i pokazać swojej, zapewne tylko chwilowej, kompanii, że można na nim polegać, a jego pomoc jest prawdziwą pomocą. Czuł się jednak bardziej jak koło u wozu kiedy to opóźniał przeprawę przez dzikie gęstwiny lasu za sprawą towarzystwa swojego rumaka. Tak bardzo chciał, a jednak pozwolił jej iść samej, bo wiedział, że będzie tylko zawadzał w zwiadzie, ale część von Rosenburga gotowała się ze złości przez tę decyzję. Gdyby dziewczynie coś się stało nie wybaczyłby sobie, może nie do końca życia, nie bądźmy naiwni, ale przez długi czas, zbyt długi, żeby nie musieć topić wspomnienia towarzyszki w kuflu. Ingo mimo stoczonych już paru poważniejszych potyczek wciąż był nieco zbyt wrażliwy na straty. Gdy był małym chłopcem nie brał nawet pod uwagę, że mógłby tak reagować, ale od tego czasu wiele się zmieniło. Kiedy ujrzał zgliszcza rodzinnej twierdzy wszystko uderzało go jakby bardziej, a on bojąc się zwierzać komukolwiek rozmyślał sam nad każdym przypadkiem jaki mu się zdarzył, co prawda nieraz jako człowiek o małym rozumku dochodził do kompletnie błędnych konkluzji. Zostań rycerzem mówił ojciec, czeka cię chwała i miłość tłumów, mówił. Brodząc po kolana w błocie przemoknięty do suchej nitki nie raz wątpił, lecz szybko stwierdzał, że zwyczajnie zbyt mało się stara i zaczynał kolejną gonitwę po sławę… i tak od jednego traktu tonącego w błocie do drugiego. Chyba faktycznie lepiej byłoby zostać kupcem korzennym, mniej dylematów moralnych i mniej widoków oczom niemiłym.

Ingo wątpił w to, że grupa, która koczowała przed jego nosem, a której nie widział i wysłał do niej młodą dziewczynę nie była kultystami. Kultyści zawsze byli najgorsi, Ingo jako prosty człowiek nie znosił tych różnych udziwnień o jakich słyszał gdy mowa była o jakiś tajemnych stowarzyszeniach. Choć część z nich zapewne było efektem wybujałych wyobraźni nudzących się w domach bab, które akurat dnia przyjazdu rycerza zbierały się przy studni, a później w ekspresowym tempie zaniosły wieści, których nabyły zasięgając języka u koleżanek, w zasadzie wszędzie. Mimo, że większość zostawała wyśmiana przez chłopów w karczmach to te plotki, które przetrwały nieraz trudno było rozróżnić od rzeczywistości, a i niektóre stowarzyszenia lubiły gdy ludzie się ich bały. Tak czy inaczej Ingo nie lubił kultystów i tyle, a nielubienie było dość nietypowe dla niego. Dlatego też bał się o ryżą podfruwajkę po stokroć bardziej niż gdyby zakradała się do zwykłego obozowiska zwykłych bandytów, bo było to obozowisko kultystów i nie było wcale powiedziane, że epitet zwykły pasowałby tu do czegokolwiek. Słabo mu się robiło co mogliby zrobić Mirrodin gdyby ją złapali, wszakże fanatycy nie znali granic, a Mirrodin...toć to było jeszcze dziecko. Może powinien jednak mimo obietnicy ruszyć za nią? Zrobiwszy jeden krok w kierunku, w którym ruszyła dziewczyna zatrzymał się i zrezygnował. Wszakże przecież gdyby teraz ruszył w ślad za nią mógłby sam sprowadzić na nią nieszczęście, nie minęło aż tyle czasu by martwić się aż tak bardzo, znaczy bardziej niż to było konieczne.

Ingo zatrzymał swój wzrok na Marco, zastanawiał się co on musi czuć, skoro on sam, pasowany rycerz, niepokoi się niezmiernie zaistniałą sytuacją. Natomiast Marco, nie dość, że był prostym myśliwym, który zupełnie, a może nawet bardziej, jak Ingo nie pojmował tego co się dzieje to jeszcze w grę wchodziło życie jego ukochanej. Von Rosenburg patrzył na łowczego z niemym podziwem, on w takiej sytuacji na pewno nie kierowałby się rozsądkiem. Co w zasadzie nie byłoby specjalnie niczym nowym, rzadko to robił nawet na co dzień.

Każdy kamyk wydawał mu się już taki sam, a każdy krok krótszy, jakby stał, a nie krążył w kółko ciągle próbując mieć pod kontrolą cały teren. Czas dłużył mu się niezmiernie, a rozrywek brakowało, choć nawet jeśli byłby ich dostatek to nie mógłby korzystać musząc zachować ciszę, bo o ową trudno było przy zdecydowanej większości rozgrywek. Jednak wokół cisza wcale nie panowała, do uszu Ingo dochodziły mistyczne głosy i wrzaski co drażniło go tylko i wyłącznie bardziej. Jednak to właśnie w nich upatrywał on informacji o losie swojej towarzyszki, bo przecież gdyby wpadła w ich łapy to pewnie z hukiem, może nie dosłownym, ale możliwe, że przerwano by wtedy śpiew czy cokolwiek to było...o ile w ogóle wydawali to z siebie ludzie, nie coś innego. Od momentu kiedy uświadomił to sobie głosy denerwowały go jakby mniej.

Przez moment wydawało mu się już nawet, że zapomina jak wyglądała jego trzpiotka. Przymknął nawet na moment oczy, żeby ujrzeć w swej wyobraźni rudy gąszcz pasm włosów sięgających drobnych piersi. Drobnych jak zresztą cała jej krucha sylwetkę. Dziewczyna w gruncie rzeczy najbardziej przypomniała Ingo małe, wystraszone zwierzątko, bezbronne i szukające schronienia, bezpiecznej przystani. Nawet jej wzrok był niepewny podczas gdy ona była taka pewna. W istocie, niezła zagadka. Ten niedoskonały obraz, bo jedynie wytworzony przez ingową głowę, która przynajmniej przez ten moment nie była posta jak zazwyczaj, dodał mu otuchy, jednak nie zapomniał. Otworzył oczy i kontynuował zataczanie już kolejnego kręgu. Którego? Nie miał pojęcia.

Kiedyś nie był jednak aż tak cierpliwy, dawny Ingo już pewnie dawno siekłby bandytów bądź leżałby martwy. Porywczość opisywała go kiedyś doskonale, wręcz najlepiej z wszystkich przymiotników świata, ale czasem świat wymaga od nas zmian bądź my sami gubimy się gdzieś w swoich czynach i przeżyciach. Rycerzowi rodu von Rosenburg wyszło to jednak na dobre, a przynajmniej miał taką nadzieję. Jednak mimo swojej zmiany to oczekiwanie dawało mu mocno w kość, ledwo już znosił bezczynność. Nosiło go straszliwie, nie raz już chciał ruszyć, ale psia jucha dał słowo niewieście, nie godziło się go łamać, był koniec końców rycerzem nawet gdy miał kiepski nastrój, taka już jego dola, musiał zdzierżyć.
02.09.2019, 22:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Stary trakt

STRAŻNIK
Polanka GŁĘBOKO W LESIE, NA POŁUDNIOWY-WSCHÓD OD DROGI.


ngo nie przyszło zobaczyć zbyt wiele. Polana ciągnęła się w każdą stronę parę metrów, by potem ustąpić krzewom oraz wysokim drzewom. Tym co jednak dało się dostrzec, była dziwność roślinności wokół. Mimo, że ani drzewa, ani kwiaty, ani krzewy zdawały się nie dobiegać bardziej od normy, biło od nich coś niewypowiedzianego i nieprzyjemnego. Być może miało to związek z tym, że gałęzie zdawały się być bardziej powykręcane niż zwykle i ułożone pod dziwnymi kątami, być może z dziwną, ledwie dostrzegalną różnicą w kolorach liści i kory, a być może był to tylko umysł Rycerza, który płatał mu figle.
Dalsze obserwacje zostały jednak bardzo szybko przerwane prze Marco, który rozejrzał się wokoło i kurczowo trzymając łuk w dłoniach zapytał:
- To... Co tera?
Widać było, że mężczyzna zdążył już ochłonąć po niedawnych rewelacjach związanych z nie do końca prawdziwą przepaścią i jej przechodzeniem.









16.09.2019, 15:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna