Północna dróżka
#61

W momencie kiedy Łowca już myślał, że pozbył się ze swojego otoczenia wszystkich niewdzięcznych, upierdliwych i wrednych kobiet pojawiła się ona. Jak grom z jasnego nieba - czy też raczej pocisk spod ziemi - stanęła przed nim i na dodatek przestraszyła Głupią Szkapę! Ten koń nie przestraszył się nawet nieumarłych, a na widok Tandary ledwo trzymał się na nogach. Nic dziwnego, wystarczył rzut oka na jej twarz żeby wiedzieć, że pół martwe osoby nie są najgorszą rzeczą, którą można spotkać na tym świecie.
- Czego chcesz? - zapytał, kiedy w końcu udało mu się uspokoić ogiera. Chwilę się zastanawiał jednak zszedł z konia, stając nad dziewczyną, górując nad nią znacząco. - Nie powinnaś się teraz bawić z tymi swoimi zapijaczonymi znajomymi w karczmie? Podobno ostatnio narobiłaś tam problemów. - W mieście tak małym jak Perona, zwłaszcza gdy mieszkańców zrobiło się nagle znacząco mniej, plotki dobiegały do każdego jak błyskawica. Nie było zbyt wiele ciekawych osobistości, więc każdy wybryk był traktowany ze szczególną pieczołowitością.
Nie dając dziewczynie dojść do głosu, Avaraad wskazał na Torka, stojącego za plecami. - Idziemy polować. Gruba zwierzyna. Odrobinę za gruba dla takich małych dziewczynek.
11.03.2019, 19:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#62

Nie spodziewała się wyjątkowo ciepłego przyjęcia ze strony Avaraada. Jakby nie patrzeć, trochę go olała, ale czuła się winna. Wiadomo, że miała ważniejsze priorytety, niż niańczenie tego oto Łowczego z ego równie przerośniętym jak jego broń... Dodatkowo kiedy zsiadł z konia, próbując jej pokazać jaki to duży względem niej jest. O rany! Jak bardzo miała ochotę zasadzić mu najprostszego w świecie podbródkowego. Śpiew pogruchotanej szczęki byłby niczym symfonia dla jej wojowniczej duszy. Ciekawe tylko czy zdążyłby dobyć arbalestu później, gdyby się na niego rzuciła?
- Czego ja mogę chcieć? Jestem przecież prostym człowiekiem. - Przerwała na moment, niby zastanawiając się co właśnie do niej powiedział. Czy on nawiązywał do jej powrotu do miasta? No cóż, powinna mu splunąć w twarz, ale co jeśli zamiast śliny poszłoby trochę ziemi w ruch? Nie płakałaby, jakby tak pocisk przeszyłby mu stopę.
- Właśnie... Dawno w karczmie nie byłam! - Wyglądała jakby serio zapomniała o swoim ulubionym przybytku. No żesz, ale żeby ona zapomniała o pochłanianiu tego piwska lirami, bez jakiegokolwiek opanowania? No nie możliwe i trudne do uwierzenia, więc nawet nie miała zamiaru tego wielkiego ciula przed nią przekonywać.
- W każdym razie chyba ta zwierzyna i tak nie jest tak gruba jak Twoje pierdolenie. Mali chłopcy potrzebują dużych zabawek i dużych celów, by pokazać, że nie są takimi wypierdkami? - Chyba za bardzo uczepiła się tego arbalestu, ale w dalszym ciągu uważała go za coś bez honoru.
13.03.2019, 19:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#63

Nie śpieszyło im się aż tak. I dobrze. Tork nie miał ochoty zapieprzać za koniem na pieszo. Choć był w stanie, bo był całkiem niezmordowany - a wierzchowce też potrzebowały czasem odpoczynku - to jednak zwykł poruszać się na dwóch kończynach, toteż nie miał istotnej przewagi.
A jako że "nie śpieszyło im się aż tak", zrządzenie losu musiało sprawić, żeby stracili jeszcze parę chwil. Drogę bowiem zagrodziła im znajoma już twarz. I reszta ciała zresztą też.
Słysząc tę krótką wymianę zdań, jaka następowała w międzyczasie, Tygrys zastanawiał się tylko, na ile dobrze zna się ta urocza parka i jak bardzo się lubią. Z jednej strony brzmiało to jak pogróżki dwóch odwiecznych wrogów, z drugiej jak przyjacielskie zaczepki. Stał, przyglądając się tej relacji, ale nic mądrego na ten temat nie przychodziło mu do głowy. Przyszło mu natomiast coś do "mądrego" zupełnie przeciwne - dokładnie w momencie, w którym Tandara uczepiła się i jego. Że on niby mały, hę? I jakie znowu duże zabawki? Avaraad miał tę swoją ogromną kuszę. Co niby miało być ogromną zabawką Torka? Chociaż... cóż, może i była pewna rzecz, ale ta kobieta raczej jeszcze jej nie miała okazji zobaczyć.
- Dobra, dobra. Pierdolenie pierdoleniem, może i jest grube, może i nie, nie mnie osądzać. - wzruszył ramionami Tygrys, ale w kontrataku wymierzył palcem w rozmówczynię - Ale na pewno nie jest tak grube, jak twoja stara! - ryknął triumfalnie, wiedząc dobrze, że nic tak nie prowokuje, jak wyśmiewanie czyjejś matki. Sam był co prawda na to odporny, ponieważ nawet nie pamiętał, czy ma rodziców, ale na innych ta fraza była niebywale skuteczna. Nie da sobie w kaszę dmuchać!
13.03.2019, 20:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#64

Ogólnie to nawet nie miała świadomości tego, że Avaraadowi towarzyszył jego kolega. Dopiero jego tryumfalny ryk sprawił, że zauważyła dzikiego jegomościa.
- Mówiłeś coś, czy tylko tak wiatr zawiewał z lasu? - Odparła, sugerując, że troszeczkę przeszkadza jej w wymianie zdań z tym-frajerem-z-wielką-bronią.
Następnie zwróciła się do Wielkiego Łowczego, strofując go za całą sytuację
- To jednak przyprowadziłeś ze sobą swojego kolegę? Nie zauważyłam go wcześniej. Nie dość, że cipeusz z dużą kuszą dla swoich kompleksów, to jeszcze potrzebuje się wyręczać kimś, kto mógłby robić za parobka, bo biega za Twoim koniem... - Pokręciła głową w geście pełnym dezaprobaty. No bo jak tak można się zachowywać, wstydu nie mają. Nie dość, że szczycą się jacy to nie są silni, bo przecież samce, to jeszcze muszą się trzymać razem, bo w pojedynkę to pewnie by najwyżej poburczeli, ale by się słowem nie odezwali.
- Masz ty w ogóle jakieś jaja, bo o honor to szkoda pytać. - Warknęła do Avaraada, już do reszty olewając Tygrysa. Tak, była niemiła.
17.03.2019, 00:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#65

Brial zmarszczył brwi na dźwięk słów kobiety. Tak, zdecydowanie denerwujące osobniki płci żeńskiej ciągną do niego jak muchy. A ludzie się dziwią, że jeszcze się nie ustatkował i nie założył rodziny. Niby w jaki sposób miałby to zrobić kiedy dookoła pałętały się tylko takie cudaki?
- Miło się gadało ale mamy ważniejsze sprawy na głowie niż jakaś rozkapryszona dziewczyna. Wracaj pod kamień spod którego wypełzłaś i czekaj na księcia z bajki, który Cię spod niego wyciągnie, księżniczko. Czy raczej patrząc na ciebie na pijaka z karczmy, bo nikt inny raczej nie będzie chciał nawet podejść. - Nie przebierając więcej w słowach Avaraad odwrócił się do swojego towarzysza. Dopiero teraz zauważył, że ten nie wziął ze sobą żadnego konia. Pięknie. Czyli szalone dziewczyny i idioci... z kim ja muszę pracować...
- Gotowy na polowanie? - zapytał Torka, zupełnie ignorując stojącą obok nich Tandarę.
18.03.2019, 20:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#66

Odpowiedź przyszła szybciej, niż się spodziewał; nawet nie musiał się szczególnie zastanawiać. Nie, przyjaciółmi to oni nie byli, tak samo jak nie były to raczej koleżeńskie zaczepki. Z drugiej strony, gdyby Tandara faktycznie coś do niego (nich?) miała, to nie przedrzeźniałaby się raczej. Nie tak się załatwia sprawy ze swoimi wrogami. Ot, po prostu chciała sobie pokrzyczeć. Taka baba z charakteru, tylko że podwójna.
- Taaa. Chodźmy po prostu. Nie ma co marnować czasu. - wzruszył ramionami, kręcąc głową - po trosze z zażenowania, a z drugiej strony z niezrozumienia tego zajścia. Jeśli naprawdę niczego od siebie nie chcieli, to po ki chuj zaczepiać jedno drugie? Nie śpieszyło im się, to fakt, ale w życiu można zajmować się ciekawszymi sprawami niż to.
Na zaczepki od Tandary nie miał już zamiaru reagować, bo - jak widać - ani to zabawne nie było (a przynajmniej nie w nadmiarze), ani do niczego raczej nie prowadziło. Zresztą, ona też nie sprawiała wrażenia jakby była szczególnie zainteresowana dalszą rozmową. To... w sumie po co zaczynała?
Tork ruszył dalej przed siebie, nawet nie oczekując na jakiekolwiek reakcje. Avaraad był konno, to go raczej dogoni, a czy dogoni go ta kobieta - nawet gdyby chciała, to nie miał zamiaru się tym przejmować.
21.03.2019, 21:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#67

Przechyliła głowę nie dowierzając temu co słyszy. Nawet jeśli miał ją teraz w dupie to i tak musiała odpowiedzieć. Typowa kobieta, w kłótni musi mieć zawsze ostatnie słowo.
- Czekać na księcia z bajki? Hę? Po cholerę mi w życiu facet, bo nie mam nic lepszego do roboty niż jakiemuś nierobowi usługiwać. - Może miała z lekka ograniczoną wizję partnerstwa w związku, ale z jej punktu widzenia takie podejście było jak najbardziej prawdziwe. Związek nie kojarzył się Tandarze z niczym pozytywnym, a jedynie z upierdliwościami bo trzeba być zależnym od kogoś na wielu segmentach. Zdanie, wolny czas, majątek... I całość życia, żeby to z kimś dzielić, musiałaby chyba naprawdę dostać smoczym jajem przez łeb, albo innym kamykiem degradacji umysłu.
Niemniej nie mając co ze sobą zrobić dreptała za dwójką łowców. Tak, miała w głębokim poważaniu to, że Avaraad ją niezbyt uprzejmie odprawił, a później olał. Sama będzie o sobie decydowała, a ten gbur nie będzie jej mówić co ma robić w życiu. Nawet jeśli oni nie byli zadowoleni z tym, że za nimi żwawo dreptała - jakby nie patrzeć parch z tą-wielką-kuszą-dla-małych-chłopców miał ze sobą konia, przez co ona musiała trzymać lepsze tempo jeśli miał zamiar korzystać z wierzchowca. Nie da sobie, nie odpuści, będzie się gryźć i szarpać, ale nikt nie będzie na nią pluł.
25.03.2019, 11:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#68

Wracała.
Nie była pewna, czy zna czas i miejsce, do którego zamierzała się udać. Nie miała pojęcia, czy coś takiego jak właściwe wyczucie czasu w ogóle istnieje. Czy miejsca, które pamiętała jeszcze nie obróciły się w proch. W gruncie rzeczy, były to tylko durne, ludzkie pojęcia ujmujące naturze rzeczy. Czy dni i noce, miesiące czy lata naprawdę mogą być w stanie pokazać nam czy nadeszła właśnie ta chwila, która zadecyduje o życiu lub śmierci? Będzie w stanie pokazać, że nasz wewnętrzny ogień stał się ogniem miłości, a czyjeś lodowate spojrzenie nagle wypełniło się lodową taflą nienawiści? Czas i przestrzeń. Czerwonowłosa westchnęła cichutko, ledwie wzruszając ramionami. Ludzie postrzegają je w zbyt banalny sposób. Mogła się spóźnić o wiele tygodni i nigdy się o tym nie dowiedzieć. Jakby to miało jakiekolwiek znaczenie... Cóż. I tak wracała, niczym wierny pies, który zawsze odnajdzie drogę do swojego pana. Skrzywiła się na myśl o tym, choć nie odjęło jej to nic z ponadprzeciętnej urody. Oh, tak. Była jak wściekły, wygłodzony pies, który podniósł swój trop i będzie węszyć za ofiarą, do momentu aż nie zatopi wymizernowanych kłów w jej ciele. A, że w jej przypadku, pan i ofiara były tym samym...
Zatrzymała się nagle, a towarzyszące jej cienie zrobiły to samo. Wokół niej przewijały się wozy, karawany i wieśniacy. Stalowoszare oczy przez jakiś czas wodziły beznamiętnie po tych stworzeniach, które dla niej były tak ważne, jak dla dzikiego stworzenia ważne są małe, bezbronne istotki. Ich życia, tak tętniące, tak pozbawione znaczenia i tak bardzo zanurzone w iluzjach codziennych spraw. Smocza Córka poprawiła kaptur swojego płaszcza, otuliła się nim ciaśniej, czując przyjemny, delikatny dotyk futra białego lisa, którym był obszyty. Nie wiedziała ile czasu upłynęło, od kiedy opuściła Veina i udała się w podróż, by zebrać kolejne plotki, niepotwierdzone pogłoski i niezwerbalizowane lęki ludzkich dusz, by utkać z nich kolejną sieć prawdopodobnych zdarzeń i miejsc, w których uwikłać mogły się inne Smocze Dzieci lub nawet ich rodzice. Nawinęła niesforny kosmyk na palec, zastanawiając się, ile pytań tak naprawdę namnożyło się w jej głowie. Oraz jak wiele plotek spowodowały jej własne czyny... Prawda była taka, że Vin była tylko w połowie dobrym szpiegiem. Zbieranie informacji szło jej dość łatwo, szczególnie kiedy chciała je wyciągnąć od jakiegoś mężczyzny. Ci zazwyczaj mówili dużo, pyszałkowatym tonem, chwaląc się swoją odwagą, choć raczej nie widzieli na oczy tego, o czym rozpowiadali. Nie przeszkadzało jej to. Przecież po to Smoki obdarzyły ją rozumem, żeby mogła odsiać ziarna od plew. Kobiety irytowały ją po stokroć bardziej, ale nikt przecież nie zakazywał jej zostawiania którejkolwiek żywej... Dziki błysk w jej oku rozniecił się na samą myśl o tym ile tych bezwartościowych ścierw pozostawiła za sobą podczas swojej pielgrzymki. Bo tu właśnie tkwił ten diabeł, który podobno umiłował sobie szczegóły. Vin okazywała się okropnym szpiegiem, kiedy weryfikowała owoce swoich poprzednich działań, a które prowadziły ją na manowce. Przeklęte manowce... szczególnie dla tych, którzy znajdowali się w pobliżu, czyli zasięgu jej wzroku, węchu, słuchu. Magii. Czerwonowłosa już dawno przestała przejmować się pozorami, pozwalała swojej dzikiej, nieokiełznanej, szaleńczej połowie pojawiać się częściej niż nakazuje to rozsądek. Uśmiechnęła się kącikiem ust, a jej blizna naciągnęła się, nadając twarzy zawadiacki wygląd. Wzruszyła ramionami, jakby zabicie dziesiątek bezwartościowych dusz w krwiożerczym szale był czymś co powinno zbywać się w taki właśnie sposób. Ruszyła poboczem, a jej metalowe obcasy co jakiś czas stukały o kamienie na drodze. Dźwięk ten powoli ją hipnotyzował, przypominał o uderzeniach jej pazurów i ostrzy o inne ostrza, o zatapianie ich w mizernych ciałach, wyrywanie i rozdzieranie ochłapów, które chwilę temu jeszcze nazywały się "ludźmi"... Dziewczyna poczuła jak ciepło rozchodzi się po jej ciele, serce zaczyna szybciej pompować krew, a ona uśmiecha się szeroko, choć uśmiech ten nie objął jej oczu. Te dalej beznamiętnie taksowały drogę i dalsze otoczenie. Było wręcz irytująco spokojnie, ale nawet ona nie była na tyle szalona, by w biały dzień rozpoczynać rzeźnię tylko dlatego, że nudziła ją samotna podróż.
Właściwie, powinna czuć większą ekscytację na myśl o powrocie. Nie była już tą samą dziewczyną, która zostawiła jedyną na tym świecie osobę, którą chciała zabić tak mocno, jak mocno ją kochała. To akurat się nie zmieniło. Prędzej czy później zabije go i posili się jego sercem, wchłonie jego moc i, niech ją wszystkie Smoki, stanie się pełnoprawną władczynią swojej rasy. Ale teraz... czuła niepewność. Zostawiła za sobą wiele miesięcy życia i śmierci wśród ludzi, nowych miejsc i wiele cierpienia. Niekoniecznie swojego. Ale jakieś podskórne wrażenie nie dawało jej spokoju. To głupie uczucie, które pojawia się, gdy wyruszyliśmy w drogę, ale nie sprawdziliśmy, czy na pewno ukryliśmy wszystkie części rozszarpanego ciała i ktoś zbyt szybko je odnajdzie, zadając pytanie: jaki potwór był do tego zdolny? Jaki potwór...? Vin. Oczywiście, że...
- Vin! - usłyszała swoje imię, a chwilę potem ktoś położył jej dłoń na ramieniu, zaciskając mocno i zatrzymując. Dziewczyna pozwoliła na to, choć stalowoszare oczy wyglądały jakby samym spojrzeniem były zdolne do zabójstwa. - Wyjeżdżasz? Dlaczego? Czemu nic nie powiedziałaś, nie dałaś nawet... - słowotok uciął się, kiedy Smocza Córka położyła palec na ustach tej podrzędnej kreatury, która ośmieliła się jej dotknąć. Bez jej wyraźnej zgody.
- Korteo... - zaczęła cichym głosem, który w innej sytuacji już budziłby męską wyobraźnię do działania. Wysoki, złotowłosy, błękitnooki Korteo. Był nawet niezłym zajęciem w nudne noce, dlatego stwierdziła, że nie musi ginąć z jej ręki. Nie sądziła jednak, że okaże się aż takim głupcem. - Czego chcesz? - uniosła głowę. Szlag. Zawsze musiała to robić, żeby spojrzeć komuś w oczy. W tym przypadku jej spojrzenie podążyło za błękitnymi liniami w okolicy ucha, a dokładnie za kolczykiem, który mu podarowała. Rozejrzała się wokół. Ludzi dalej było całkiem sporo, ale...
- Jak to "czego chcę", Vin? Nie możesz mnie zostawić tak bez słowa! Nie możesz... Aaau! - krzyknął nagle, kiedy smukła dłoń dziewczyny zacisnęła się na jego nadgarstku. Czerwonowłosa nie puszczała, dopóki nie usłyszała satysfakcjonującego dźwięku pękającej kości, po czym kopnęła go w brzuch na tyle mocno, by zachłysnął się krwią. Patrzyła na niego z zimną furią.
- Jeszcze jedno słowo, a zginiesz. - pochyliła się nad nim, a zasłona czerwonych niczym jego krew włosów oddzieliła ich od reszty świata. - Jest tylko jeden mężczyzna, którego słów słucham. - dodała, łapiąc go za podbródek i unosząc go do góry, by mógł spojrzeć w jej jeszcze żarzące się magią oczy. Poklepała go protekcjonalnie po policzku i wyprostowała się. Odchodząc, przez chwilę żałowała, że chłopak faktycznie nie wydał z siebie ani jednego słowa. Powoli zaczęła się podniecać perspektywą walki, a tu jednak przezwyciężył zwierzęcy lęk i pragmatyzm. Westchnęła, ignorując zaciekawione spojrzenia mijających ją ludzi. Nikt jednak nie odważył się jej zawołać, nawet jeśli słyszała szmery oburzenia.
- Odchodzisz księżniczko? - nagle obok niej pojawiła się niewielka, zgarbiona postać, która pachniała jak wszystkie rynsztoki świata. Vin wyczuła ją już dawno temu, ale miała nadzieję, że się do niej nie przyczepi. Żółte zęby i pryszczata twarz sprawiały, że chciało jej się wymiotować.
- Odchodzę. - rzuciła tylko, zakrywając nos i usta połami płaszcza, ale nie przyspieszyła. Pewnych mostów nie warto palić, a własny kontakt w złodziejskiej gildii, nawet jeśli śmierdział jak zepsuty trup, był cenny. - Będę was pewnie potrzebować w innych miastach. Skontaktuję się. - mruknęła, rzucając Euswenii niewielki woreczek. - Sama robiłam. Dobry towar. Zrób z nim, co chcesz, ale... - urwała w pół słowa, nagle czując coś dziwnego. Mrowienie wzdłuż kręgosłupa. Ciarki na rękach. Zignorowała dziękującą w pokłonach złodziejkę i pobiegła przed siebie, zbaczając z drogi, by dostać się na niewielkie wzniesienie. Uniosła głowę, czując posmak burzy na języku, elektryczność u nasady włosów, odbierający dech początek ulewy. I wiatr. Wiatr, którego siła niemal ją przewróciła, kiedy olbrzymi cień przesuwał się nad nią i pomknął dalej, na północny-wschód. Przez chwilę nie mogła oddychać. Upadła na kolana, a jej dłonie bez udziału świadomości złączyły się jak do modlitwy. Smok... właśnie widziała smoka! Powoli, niezgrabnie podniosła się i otrzepała spodnie z trawy. Nie miała szans, żeby go dogonić, to było oczywiste, ale przecież nie mogła stracić takiej okazji! Czerwonowłosa ściągnęła kaptur i splotła swoje długie włosy w warkocz, by nie przeszkadzał jej w biegu. Nic jej nie mogło teraz przeszkodzić. A biec zamierzała długo... nawet jeśli nogi odmówią jej posłuszeństwa, wtedy będzie się czołgać, ale na pewno dobiegnie do miejsca, gdzie jeden ze smoków postanowił się pokazać, by oddać mu cześć i honory. A wtedy, biada całemu światu, bo zacznie się całkowicie nowa era. A ona musiała stać się jedną z jej głównych atrakcji.

[z tematu]








03.05.2019, 23:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północna dróżka
#69

Towarzystwo irytująco milczało przez cały czas, od kiedy do nich dołączyła i dreptała za nimi. Wiedziała, że mogli być średnio zadowoleni z jej obecności. Mimo wszystko wcześniej odrobinę się popsztykali słownie, ale no przecież kurde! Ona była Tandarą! Wszyscy finalnie traktowali ją ze sporym przymrużeniem oka, akceptując lub naśmiewając się z jej podejścia, ale żeby przemilczeć to, że jest obok? No toż to się przecież nie godzi! Patrzyła na nich spode łba, zastanawiając się kiedy ta sytuacja się zmieni. Niestety, przez dłuższy czas pozostawała między nimi niezręczna cisza, która była przerywana odgłosem ich kroków.
- Nosz ja nie wytrzymię z Wami dwoma! - Wrzasnęła, nie mogąc już nieść tego grobowego nastroju. Zdecydowanie nie lubiła tego typu sytuacji, gdzie nie było gwaru, ani akcji, a największą zmianą jest ruch liści na drzewach. Naprawdę, nuuuuuuda.
- Macie się zamiar na mnie dalej obrażać, jak te szczyle bawiące się gównem?! Proszę bardzo! - Wymachiwała zamaszyście rękami, niby próbując jakoś zwrócić ich uwagę na siebie, ale bez większego skutku. Czy w tych czasach każdy miał w dupie dziewczyny takie jak ona?
- Myślałam, że pójdziemy na jakieś fajne polowanie czy ki inną przygodę! Ale jak to ma tak wyglądać, że idziemy jak na jakiś ciupny pogrzeb, to se idźcie dalej sami! - Wrzeszczała w dalszym ciągu na nich, tracąc już nadzieję, że uda się jej zwrócić uwagę. Niestety, towarzystwo pozostawało nieugięte i najwidoczniej rzeczywiście mieli ją gdzieś. Myślała, że się droczyli z nią, a tutaj taka niespodzianka i ogromny zonk dla dziewczyny.
- Macie, zostawiam Was w spokoju... Ciule skończone. - Splunęła na odchodne, odwróciła się tyłem to swoich już właściwie byłych towarzyszy i ruszyła w stronę Perony. Miała nadzieję, że tam dowie się czegoś ciekawszego, a może załapie się na jakąś ambitniejszą przygodę niż to, co tutaj zastała.

Gracz opuścił wątek
15.05.2019, 15:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna