Atarashii




Obrzeża
#51

dumienie dziewczyny wprawiło Garetha w osłupienie. Naprawdę pierwszy raz ktoś był dla niej miły? Bezinteresownie i bez ukrytych motywów. Zrobiło mu się odrobinę żal tej dziewczyny. Naprawdę była piękna. Nie była to próba dobrania sie do niej czy rozkochania jej w sobie. Po prostu powiedział prawdę. Nie miał jednak zamiaru tego żalu okazywać. Raz, że to do niego nie pasowało i dwa, że Tandara prawdopodobnie by się na niego wkurwiła. A to nie było nikomu potrzebne. Jej komentarz tylko potwierdził przypuszczenia akolity. Ona po prostu nie była przyzwyczajona do bycia traktowaną jak ktoś równy. Cóż... Świat jest pełen uprzedzeń!
Ona naprawdę chciała tak bardzo spotkać Verdugo? Szalona dziewucha... ale jakaś część Garetha ją rozumiała. On sam najbardziej uwielbiał śpiew i seks, ale walka też należała do przyjemnych rzeczy... może nie samo zabijanie. Ale walka na pewno. -Nie mam pojęcia. Może jakbyś się najęła do straży... Ale wątpię, żebyś tam pasowała. Tam kobiety to rzadkość i musiałabyś obijać mordy codziennie, aż zostałabyś wyrzucona, a wtedy możesz zapomnieć o treningu! Jedyna opcja to zapytanie się go czy nie potrzebuje pomocy!-Taki byłby najlepszy plan działania... jeżeli ktoś chce spędzić czas z Verdugo. Gareth do takich osób zdecydowanie nie należał. -Ano... niezły z niego musi być skurczybyk. Cóż... dobrze, że stoi po stronie prawa!
Mały uśmieszek zawitał na ustach Garetha. -Lochów się nie boisz co? To wyobraź sobie. Miesiące... może nawet lata bez piwa. Cały czas ta sama zupa bez smaku... W Valen robią zupę z ości, bo mnóstwo tam ryb. Nie wiem jak to wygląda w Greathadzie. Ale wyobrażam sobie, że ich loch jest zimny... bardzo zimny. W takich warunkach nawet obijanie mórd może zbrzydnąć.-Gareth zręcznie wskoczył na wóz zostawiając sporo miejsca gdyby Tandara miała ochotę wskoczyć i jechać razem z nimi. -Będziemy teraz jechać wzdłuż Starego Lasu. Nigdy tu nie byłem, ale legendy o tym miejscu... przyprawiają o dreszcze. Lepiej trzymać broń w gotowości. W zasadzie to... gdzie jest twoja?-Zapytał przyglądając się sylwetce dziewczyny w poszukiwaniu oręża. Rękawice miała dziwne, ale poza tym to nie miała przy sobie niczego co by mogło uchodzić za broń. Niezależnie od tego czy Tandara wskoczyła na wóz czy nie Gareth skinął na Mikacha, a ten ruszył dołączając to już istniejącej kolumny dwóch wozów. Powoli rosła im tu karawana!








10.06.2019, 15:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#52

Gareth próbował jej wlać nieco bardziej trzeźwy podgląd na sytuację, czego jej zwyczajowo brakowało. Na jego szczęście, nie wyśmiał jej od razu, przez co i ona sama nie poczuła się urażona, a co za tym idzie nie stała się oblężoną twierdzą. Zamiast tego nieco pomyślała o tym wszystkim, ale tylko odrobinkę, bo szkoda było jej na to czasu.
- Arrr, znowu mam w życiu pod górkę tylko dlatego, że urodziłam się z cyckami. To nie jest fajne. - Jęknęła zmartwiona tym, że będzie musiała jak zwykle coś kombinować, żeby osiągnąć swój cel. Oby tylko udało się jej to zrobić bez większych komplikacji.
- Szlaaaaag, bym o tym zapomniała. Jak nie można pić, to życie staje się znacznie nudniejsze. - Podniosła ręce na znak poddania się. Rzeczywiście, teraz pomysł wylądowania w lochach stracił znacząco na wartości, przez co nie wiedziała co mogłaby zrobić, żeby zwrócić na siebie uwagę Verdugo.
- Moja? Nie potrzebuję. Potwory pokonuję moją zajebistością. - Zaśmiała się, nie mówiąc właściwie nic więcej. Może pomyślał, że jest jakimś magiem, ale nie miała na razie ochoty wyjaśniać, bo wolała to zrobić w czasie zwyczajnego klepania po ramieniu.
- Ciekawe czy tam nasza podróż przestanie być nudna... W sumie to nigdy ie byłam w Starym lesie, a ty co wiesz o tym miejscu? - Była ciekawa, bo jednak celem mordobicia Tandary nie były dzikie stworzenia, a ludzie w karczmie.
15.06.2019, 05:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#53

idok Tandary intensywnie myślącej nad czymś był dosyć zabawny. Widać było, że rozwaga i myślenie nad swoimi działaniami nie należały do jej mocnych stron. Gareth nie przestawał się uśmiechać. Dosyć zabawna osóbka, ale przydałby się jej ktoś kto trzymałby ją w ryzach. Nigdy nie wiadomo kiedy mogłaby eksplodować. No ale była też przy tym dosyć urocza. Jak duże dziecko.
-Czasami cycki utrudniają rzeczy... czasami ułatwiają. Tak to już jest na tym świecie! Czasami bycie magiem ułatwia rzeczy, czasami utrudnia. Można by tę listę ciągnąć w nieskończoność. Nie ma co narzekać, tylko trzeba brać co dają!-Zaśmiał się serdecznie i wskazał ręką na miejsce znajdujące się obok niego. -Siadasz z nami, czy wolisz inny wóz?- Przyjemnie się z nią rozmawiało. Była na swój sposób cwana. Na swój bardzo prostolinijny i nieskomplikowany sposób.
Po jej słowach akolita wyciągnął w połowie pustą butelkę z czerwonym winem i pociągnął solidny łyk wzdychając z radością. Wino od czasu do czasu potrafiło zdziałać cuda! -Zgadzam się! Życie bez alkholu, śpiewu i seksu nie ma prawa bytu. W ostateczności można tam upchać walkę, żeby móc zarobić na poprzednie trzy!-Uśmiechnął się i odprężył lekko na swoim miejscu. -Są lepsze miejsca niż więzienie żeby się napierdalać. Wystarczy się nająć do najemniczej kompanii. Jak nie ma kontraktów to można obić mordę towarzyszą i nazwać to później treningiem!
Następnie spojrzał ukradkiem na dziewczynę. -Hmm... muszę się tego kiedyś nauczyć. Choć faktycznie sam zaczynam tę zajebistość dostrzegać.-Puścił jej oko, ale zaczął się zastanawiać nad jej słowami. Chyba nie była aż tak szalona, żeby walczyć na gołe klaty z potworami bez posiadania czegokolwiek więcej niż same pięści... cóż. Gareth miał nadzieję, że nie przekona się o tym na trakcie. Jeżeli już to w karczmie. -Ja tam się świetnie bawię teraz! Dziękuję bardzo. Jeżeli choć połowa historii o Starym lesie jest prawdziwa to... nigdy nie chciałbym tam zawędrować. Potwory najróżniejszej maści. Od pająków wielkości rumaków bojowych po trujące rośliny. Mało przyjemne miejsce. Osobiście wolałbym karczmę w  której serwują porząde piwo rozdawane przez urodziwe panny!- Mimo tych mało przyjemnych Tarian postanowił ponucić jego ulubioną piosenkę podróżną. Tak dla umilenia drogi. -Tak właściwie... to po co zmierzasz do Greathadu? Poza chęcią spotkania z Verdugo oczywiście!








15.06.2019, 15:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#54


- Bycie magiem to życie na skróty... Niech się tam oni gonią z ich sztuczkami. - Mruknęła, nie wiedząc przecież, że tak naprawdę ma do czynienia z akolitą.
- Skoro zapraszasz, to w porządku. - Zeskoczyła z obecnego powozu, przechodząc żwawo na drugi, wskakując całkiem zwinnie do Garetha.
- Na mojej liście ułożyłabym to w innej kolejności, pranie innych po mordach to ważna część codziennego treningu. No wiesz, sprawia że mięśnie nie są zastane, taka codzienna rozgrzewka co by utrzymać człowieka w formie. - Poklepała się po ramionach, jakoby chwaląc swoje mięśnie.
- Najemnicza kompania? Pewnie było Ci łatwiej, bo ja zanim mogłam do kogokolwiek dołączyć, musiałam dwa razy ciężej pracować na jakąkolwiek pozycję. Dalej nie przywykłam do słuchania, że moje miejsce jest przy oporządzaniu domu, więc kilka osób skończyło z połamaną szczęką albo ręką... Albo nogą? - Zamyśliła się, próbując sobie przypomnieć co jeszcze komuś mogła połamać w przypływie złości za ocenienie jej z góry. Niestety, nie przywiązywała do tego tak dużej wagi w dłuższym okresie czasu, to też się jej zwyczajnie zapomniało.
Zaśmiała się w głos, kiedy usłyszała co powiedział jej nowy towarzysz w podróży.
- Chcesz się nauczyć bycia zajebistym? Nie wiem czy sama obserwacja wystarczy, by osiągnąć choćby jedną dziesiątą. - Uniosła barki, czując się na moment tak bardzo dumna ze swoich umiejętności, chociaż wciąż nie miała okazji ich zaprezentować. Później wysłuchała co mężczyzna miał do powiedzenia w sprawie Starego lasu. Może nie dowiedziała się zbyt wielu konkretów, ale jednak wizja walki z ogromnymi pająkami nie brzmiała najlepiej.
- Po co idę do miasta? Pochodzę z Perony, wróciłam tam na wieść co się ostatnio z tym pomiotem piekielnym stało. Zobaczyłam jak wiele mnie ominęło, ale też jak bardzo mnie tam nic nie trzyma. Wiesz, ja jestem tą od czynienia kompletnej demolki, nie pomogłabym im w odbudowie tego miejsca. - Pominęła część o tym, że wolałaby nie spać u siebie w domu, gdzie pod podłogą trzymała cuchnącego trupa, bo kto chciałby o tym słuchać.
- Z resztą szukam takiego miejsca na świecie, gdzie serwują najlepsze piwo pod słońcem tej krainy. Wiesz, takie co smakuje, a jednocześnie ma moc i nie jest sikiem barmana czy innych najemnych cepów... A nuż, znajdę to w Greathard? - Zaczęła się zastanawiać, a ten czas umilało jej nucenie Garetha. Kiwała głową do jego melodii, dając sobie możliwość na odprężenie w tej podróży. Właściwie, to musiała w duchu przyznać, że całkiem dobrze się tego słuchało.
16.06.2019, 00:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#55

asadniczy śmiech wydobył się z ust Garetha. -Twoje poglądy dosyć mocno przypominają mnichów z Tenbou. Spotkałem takiego jednego co to sugerował, żeby każdego kto używa magii poczynając od Mistyka a na Łowcy kończąc, od społeczeństwa odseparować i gorzej traktować... Zginął na trakcie... jakaś bestia go dopadła.-Uśmiechnął się widząc, że przekonał Tandarę do dołączenia do ich wesołego wozu. A przynajmniej teraz był wesoły... -Moje zdanie jest dosyć proste. Wszystko ma swoje miejsce łącznie z magią. Gdyby nie Mistycy to demony by nas dawno wyruchały. Gdyby nie Łowcy to już dawno wyruchałyby nas bestie. Gdyby nie akolici to nie wiedzielibyśmy nic o magii i zasadach jej działania. Wszystko ma swoje miejsce. Pozatym... nie możesz winić Akolitów za używanie magii tylko dlatego, że bogownie postanowili dać im ten dar!
Ponucił jeszcze chwilkę próbując przypomnieć sobie słowa swojej ulubionej piosenki podróżnej. -A co do tego się zgadzam. Sam co nieco wiem o obijaniu mord i też uwielbiam ćwiczyć z kimś kompetentnym! Niestety od dwóch lat nie miałem na to okazji! Może ty będziesz w stanie to zmienić?-Zastanowił się przez chwilę ile może jej powiedzieć. Postanowił więc wypowiadać się bez konkretów. -Czy ja wiem. Poznałem tam osobę którą odrobinę mi przypominasz. Była kobietą, ale zdołała bez problemu wytorować sobie drogę w najemniczym świecie. Była... a być może nadal jest najlepszą wojowniczką jaką kiedykolwiek widziałem! Zgaduję, że jej droga była niełatwa ale jeśli cię to pocieszy... to taki cel jest jak najbardziej osiągalny! I absolutnie nie dawaj sobie wmówić jaką drogą masz podążyć... chyba, że ktoś ci mówi, że łamiesz prawo. To ty decydujesz o swoim losie... a przynajmniej o tym co dał ci los.-Zaśmiał się cicho widząc butę dziewczyny... eh odrobina rozsądku w tej jej główce i mogłaby zwojować świat.-Nie no... ja już jestem zajebisty. Jedyne co to mogę tę zajebistość zwiększyć!-Następne słowa sprawiły, że spoważniał. Ano... Perona dostała ostro w dupę. Ten cały demon... na szczęście był na miejscu mistyk co to opanował sytuację. A przynajmniej takie wieści dotarły na zachód. -Dosyć rozważnie. Z tego co widzę lubisz pakować się w kłopoty, a ostatnie czego potrzeba Peronie to szalona dziewucha siejąca rozpierdol na lewo i prawo.-Zaśmiał się lekko. Zapewne doceni żart. Oby.
-Greathad faktyczne może być tym miejscem. Ja osobiście nie mogę się doczekać, żeby spróbować tamtejszego miodu! Mmm... miód. Na zachodzie to same siki robią, ale raz dorwałem Greathadzki. Mówię ci! Wyśmienity! Możemy nawet zrobić konkurs na picie! Zazwyczaj je przegrywam, ale to nie o to w tym chodzi czyż nie?-Zaśmiał się lekko. Tak... głowy nie miał wyjątkowo mocnej, ale za to chęci do picia mu nie brakowało!








16.06.2019, 19:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#56

Słuchała co miał do powiedzenia o miejscu magii w świecie. Niby mogłaby mu przyznać rację, ale jednak jej niechęć do używania many była znacznie większa, przez co naprawdę trudno byłoby ją przekonać do tego, że jednak czary są dobre.
- No bo żesz kruca! Podpala mnie to jak słucham, jak Ci zapruci magowie popisują się przed gawiedzią, że oni to umieją! Żeby bić im pokłony, bosz są tacy obdarzeni przez los! A żeby im kij w dupie się złamał, a drzazgi wbiły tam gdzie boli najmocniej! - Warknęła, z wyraźnym wkurzeniem w głosie. Gdyby tylko można było to zobaczyć, to na skroni miałaby taką wielką, pulsującą żyłkę, a jej zęby skrzypiałyby w ten specyficzny sposób od zaciśnięcia.
- Spotkałam sobie raz takiego. Wiesz, przybył do zajazdu gdzie akurat urzędowałam wraz z innymi najemnikami. Od razu do karczmarza, swoją drogą uczciwego człeka, że ma mu dać najlepsze piwo, największy pokój... Nosz i może jeszcze miał swoją córkę oddać, bo mości pan przybył dać nieco wiedzy jak to w miastach się obsługuje takich zacnych gości. Skończyło się na tym, że szybciej niż lis z kurnika, wyleciał z przybytku z obitym ryjem i złamanymi żebrami. - Zacisnęła łapy, mierząc w powietrzu kilka ciosów, jakby ten człowiek był właśnie przez nią, a ona spuszczałaby mu solidny i słuszny wpierdziel. Co jak co, takich to nie znosiła ze zdwojoną niechęcią. Gnojki, które popisywały się czymś, na co zwykły śmiertelnik nie miał większego wpływu. Cholerny rynsztok, a tfu w nich.
- Mnie tam Duronor ani inny smoczy bóg nie obdarzył niczym wyjątkowym. Umiem tylko obijać mordy ludziom... Chociaż rzeczywiście, robię to nadzwyczaj dobrze. - Uniosła kciuk do góry, pokazując że nie przejmuje się aż tak bardzo tym, że jej zdolności magiczne są na poziomie gówna czy ścieku. Miała swoją niszę, coś w czym była naprawdę dobra i czuła się z tego powodu dumna. Nie potrzebowała wielkiej magii, by łamać innym kości, czy sprawiać, że przestawali patrzeć na nią z góry. Wystarczyło, że trzasnęła jednemu czy drugiemu przez ryj, a potem z płaczem uciekali. Powiedziała sobie jako dziecko, że już nigdy nie będzie słaba, że nie będzie pakowana przez innych do błota. Jakby nie patrzeć, pamiątkę po tym miała do dzisiaj, chociaż mogła się tego przecież pozbyć kilka lat temu, to jednak wolała to mieć już do końca swoich dni. Takie przypomnienie, żeby już nigdy, ale to przenigdy nie zapomniała o tym co się stało i kim pragnie zostać.
Na luźną propozycję, głośno się zaśmiała. Doprawdy, wciąż nie miał pojęcia z kim tak naprawdę miał do czynienia, ale może to i lepiej. Podobała jej się taka swobodna atmosfera, praktycznie jakby byli dobrymi kompanami od piwa, a to w sumie dobrze wróżyło tej znajomości. Miała cichą nadzieję, że tak zostanie po tym, jak ona nakopie mu do czterech liter po treningu. No nic, przynajmniej go uczciwie ostrzeże przed potencjalnymi konsekwencjami napierdalanki z nią, nawet jeśli odbywa się ona dla przyjemności, bądź rozwoju swoich umiejętności. Wolałaby mu łba przez przypadek nie ustrzelić, nie tak jak tamtej kaczce, co się jej oberwało podczas jej ostatniego treningu. Oj biedna ona była, ale cóż poradzić, nie zrobiła jej tego przecież specjalnie, co nie! Zwierzęta przecież były w porządku, bo bestie to już co innego, one powinny zdychać i być mordowane, tak dla wszelkiego bezpieczeństwa, swojego i cudzego.
- Chcesz ćwiczyć ze mną? Ino upewnij się, że masz mocne kości, bo umiem przysadzić tak, że można mieć problem ze złapaniem oddechu. - Uśmiechnęła się zawadiacko, chociaż mogła brzmieć trochę jak taki kozaczek, co dużo gada, a finalnie to skończona pizda, to Tandara zdecydowanie miała siebie za napierdalacza z krwi i kości, który naprawdę może się odpalić w walce, przez co być zagrożeniem, chociaż to byłby koleżeński sparing czy coś.
Czyżby Gareth znał jakąś najemniczkę, podobną do niej. Chętnie by ją poznała, ale wnioskując po jego słowach, to pewnie nie wiedział, gdzie obecnie się znajduje. No nic, może przy kuflu miodu pitnego opowie coś więcej o niej, a nuż znajdzie sobie kolejny cel, który chciałaby zrealizować w swoim życiu. Właściwie, to chciałaby kiedyś z jakąś kobietą zbić sobie takiego mentalnego żółwika, co by wiedzieć, że nie jest w tym wszystkim sama, a żeby ta druga także poczuła, że ma taką jakby bratnią duszę w tym zasmarkanym świecie. Przecież dziewczyny powinny siebie wspierać, jak na równe babeczki przystało!
- Przecież wiem! Dlatego dalej nie założyłam rodziny, ani mi do tego nie spieszno! Wolę się włóczyć po świecie, smakując prawdziwego życia, a nie domowego pierdololo. - Skomentowała jego wypowiedź o wmawianiu przez społeczeństwo tego kim powinna być lub nie. No przecież te szmaciarze nie będą decydować co ma robić w życiu! Niech zajmą się swoimi nudnymi żywotami! Naprawdę, będą się jej jakieś łachudry wtrącać do tego jak ma swoje dnie spędzać, bo przecież wszyscy oni wiedzą lepiej kim ona jest i do czego została stworzona. A niech ich Ilhezin kopnie w cztery litery, albo Thorn napluje swoją śmiercionośną melą.
- Uważasz, że jesteś zajebisty? Co powiesz na pojedynek naszych zajebistości? - Zażartowała, chociaż nie była pewna jak to odbierze.
- Haha! Otóż to. Wiesz, mimo wszystko warto wiedzieć do czego się nadajesz jako człowiek, a w czym będziesz jedynie przeszkadzać. Znam moje mocne strony. - Zaśmiała się z jego żartu, który całkiem przypadł jej do gustu.
- Powiadasz, że mają dobry miód pitny? Hoho, to chyba znalazłam powód, dla którego zwiedzę każdy, ale to żesz kruca jego Duronorska każdy przybytek w tym mieście! A jeśli chodzi o zawody, to przykro mi, ale trudno znaleźć osobę, której mocna głowa dorówna mojej. - Puściła mu oczko, rozbawiona tym, że ktokolwiek mógłby próbować jej dorównać. Przecież ona alkohol wciąga jak wodę, a nie czuje ani trochę tych procentów ukrytych w napoju.
16.06.2019, 21:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#57

dy dziewczyna siedząca tuż obok niego nagle wybuchła z krzykiem Gareth skrzywił się lekko. A jej poglądy... były dosyć drastyczne. Może lepiej jej nie wspominać, że jest akolitą... albo przynajmniej zrobić to w rozważny i przemyślany sposób. -Poznałem paru magów w swoim życiu i nie było aż tak źle. Bicia pokłonów raczej nie wymagają. Paru ciekawych rzeczy się od nich dowiedziałem. Są dosyć przydatni dla społeczeństwa! A to, że wygrali w rzucie monetą to już inna sprawa.-Choć musiał przyznać, że jej obelgi były dosyć wymyślne i innowacyjne.-Nie no jak mają się wbić tam gdzie boli najbardziej to raczej by na penisie skończyły a nie w dupie. Ale, ale... nie musisz się tak unosić. Złość piekności szkodzi, a chociaż ty masz czym szastać to nie ma co marnotrawić!
Gareth uważnie wysłuchał historii Tandary. No kurwa rzeczywiście. Typowe... jeden debil potrafi zepsuć opinię całej grupy. -Opieranie swojej opinii na podstawie jednego idioty nie jest zbyt sensowne. To tak jakbym ja oceniał wszystkie kobiety z Perony za twoim przykładem. Twoja sytuacja jest dosyć podobna. Oceniasz magów na podstawie jednego idioty spotkanego w karczmie. Założę się też, że miał ochotę cię wyruchać. Był po prostu dupkiem jakich nie brakuje wśród zwykłch ludzi. A dlaczego bogowie obdarzyli go taką mocą.-Rozłożył ręce w geście bezradności. -Skąd ja mam to kurwa wiedzieć? Nie jestem jednym z tych ludzi, którzy uważają, że znają wolę i zamysły bogów! Jeśli by mnie zapytać... to dobrze zrobiłaś obijając mu mordę. Sam bym pewnie to zrobił.-Uniósł brwi widząc jak dziewczyna wymachuje łapami przed twarzą. Impulsywność może i pomagała jej w wielu sytuacjach, ale bardzo często mogła okazać się czymś dla niej zgubnym. Gareth podrapał się po brodzie na której pojawił się już dwutygodniowy zarost... będzie się musiał ogolić w najbliższym czasie. Dziewczyna zapewne miała potencjał, ale jednak... narazie nie miała środków, żeby go wykorzystać.
-Też nie jestem specjalnie religijny. Wierzę w ich istnienie, ale jak dotąd nikt jeszcze nie był na tyle przekonujący, żeby nawrócić mnie na drogę religijności i cnotliwości.-To powiedziawszy uniósł butelkę i ponownie upił z niej niewielki łyk. Zaoferował ją Tandarze nie wiedząc czy dziewczyna przepada za czerwonym trunkiem czy zacznie nagle pluć i klnąć. Była nieprzewidywalna, a nieprzewidywalność była czymś co Gareth bardzo cenił. -Ludzie potrafiący obić mordę są cenną rzeczą na Atarashii. Nie możesz powiedzieć, że masz pecha.
Znów uśmiechnął się słysząc pewność siebie w jej głosie. Wyglądała na taką co to byłaby w stanie mu nakopać... Jedyne czego mógł być pewien to zasięg, który był nieznacznie po jego stronie. Umiał się bić. Ba! Nie raz uratowało mu to życie. -Co nieco tam wiem o mordobiciu! W najgorszym wypadku wiem też jak przyjąć cios, żeby jak najmniej bolało!-Zaśmiał się cicho. Przyjemnie się z nią tak rozmawiało!
-I to jest prawidłowe podejście. Rodzina jest dobrą rzeczą ale nie wszyscy tego pragną!-Westchnął słysząc jej komentarz. -Przecież na pierwszy rzut oka to widać! Zajebistość aż się ze mnie wylewa! Ale pojedynek sobie narazie podarujmy bo jeszcze pół kontynentu wysadzimy!-Przytaknął. -Dobrze. Poznanie swoich mocnych stron to dobry początke. Teraz zostało tylko odkryć słabe! Dla przykładu... jesteś kobietą.-To było ryzykowne, ale chciał jej pokazać jak łatwo wyprowadzić ją z równowagi. Przygotował się, żeby zablokować ewentualny cios skierowany w jego stronę. Jeżeli w ogóle taki padnie to będzie to zapewne sierpowy. Najlepszy cios dla osób wyprowadzonych z równowagi!








16.06.2019, 21:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#58

Być może głowa Garetha dały Tandarze nieco cieplejsze spojrzenie na akolitów. No cóż, zanim przetrawi to w swojej głowie, to trochę jej to minie, ale być może następnego dnia już nie będzie taka niemiłosiernie cięta na każdego użytkownika magii na tym kontynencie.
- Nie przepadam zwyczajnie za tymi sukinkotami. Niechże się zajmą jaką uczciwą pracą, a nie ino to przechwalanie się jacy to oni potrzebni i wyjątkowi nie są. - Wtrąciła swój komentarz i już puściła temat magów. Chyba nie będzie miała nic do dodania w tej kwestii.
- Ej, ej! Mówiłam już, że nie musisz sypać tymi komplementami! Jeszcze się przyzwyczaję i co wtedy? - Pomachała dłonią, niczym zawstydzona niewiasta, ale widać po niej było, że jednak te słowa Garetha ją bawią. Niemniej w dalszym ciągu takie zachowanie ze strony facetów było dla niej całkiem obce.
- Obijanie mordy takim cwaniaczkom to sama przyjemność, wierz mi. Udowadniasz takiemu ścierwu, gdzie jest jego miejsce w hierarchii... W ogóle obijanie mordy to super sprawa, zawsze i wszędzie! Brakuje mi tutaj czegoś, żeby się trochę rozerwać. - Przeciągała się, aż do momentu kiedy padła końcówka wypowiedzi akolity. Wyglądało to, jakby dziewczynie coś strzeliło, bo na moment zastygła w kompletnym bezruchu. Dopiero po paru sekundach, gdzie pewnie w tym czasie zastanawiała się, czy aby na pewno się nie przesłyszała, bo to niby taki fajny człowieczek, no nie rzuciłby takim gównianym tekstem, a tutaj jednak klops. Odwróciła się do niego, z nieskrywaną furią w oczach, dwoma ognikami gotowymi spalić tego człowieka.
- Kobietą powiadasz? K O B I E T Ą? - Podniosła się, tak by nad nim górować dla dodania lepszego efektu.
- Ja Ci kurwiu jeden zaraz pokażę, jak kobieta umie przypierdolić! - Patrzyła na niego z taką furią, że mogłaby rozerwać go na strzępy samym wzrokiem.
21.06.2019, 00:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#59

STRAŻNIK
Samo południe.
Słońce skryło się za ciężką powałą szarych chmur. Dość silny wiatr targa konarami drzew, często wywołując nieprzyjemne trzaski i skrzypy nadwyrężanego drewna.


echali drogą z Perony do Greathard. Drogą, która ku zdziwieniu Geretha i Tandary była pusta. Prócz nich, nikt nie zakłócał spokoju tego miejsca. Podróż ciągnęła się, jako że krajobraz był monotonny i powtarzalny – składał się głównie ze średniej wielkości wzgórz i pagórków, na których zobaczyć można było stare, wiekowe drzewa o ciężkich, schorowanych konarach i liściach w pomarańczowo-brązowe plamki targanych zarazą. Nawet trawa miała lekko żółtawy odcień.
Eskalującą rozmowę, którą prowadziła Tandara z Gerethem, przerwał nagły syk jednego z najemników jadącego na przednim wozie.
- Przed nami. – Mężczyzna ruchem głowy wskazał coś przed nimi, lecz dopiero po chwili, gdy wszystkie wozy wyjechały zza zakrętu, oczom podróżnych ukazał się widok, o którym ostrzegał najemnik.
Przy drodze, tuż za zakrętem, ukryty pomiędzy dwoma pagórkami, rozpoczynał się mały zagajnik. Przy zagajniku stali uzbrojeni ludzie. Była ich trójka, a każdy miał w ręce długą broń drzewcową, będącą skrzyżowaniem jakiejś halabardy i haka. Ubrani byli w proste, stalowe kapaliny oraz dwukolorowe przeszywanice z herbem na piersi. Obok nich stała prosta, otwarta z jednej strony buda z drewna, w której można było schować się przed słońcem. Uzbrojeni, gdy tylko zobaczyli wozy, złapali mocniej broń i rozeszli się tak, by zagrodzić drogę stojącym.
Powoli zbliżając się, podróżni mogli zobaczyć więcej szczegółów. Przeszywanice, których kolor musiał kiedyś być barwami miasta Greathard, wydawały się być znoszone. Barwy wyblakły, herb miasta stał się ledwie czytelny, a w wielu miejscach widać było, że ubrania były wielokrotnie naprawiane. Także buda wydawała się być sklecona na szybko, z nieociosanych desek, trzymając się razem bardziej siłą kołków.
Gdy karawana znalazła się wystarczająco blisko, stojący na środku człowiek wystąpił na przód i powiedział głośno:
- Stać!
- W imieniu czego? – usłyszał w odpowiedzi od kupca jadącego na samym przedzie, rosłego człeka imieniem Jakub Gradfman, o którym Gereth wiedział, ze handluje bronią. Uzbrojony człowiek na drodze jakby zbaraniał, a trochę jakby zdębiał słysząc jego słowa. Po chwili dziwnego zmieszania odparł:
- W imieniu miasta Greathard! Chyba widać na herbie, nie? Kontrola jest. – to mówiąc, podszedł jeszcze bliżej i złapał uzdę konia pierwszego wozu, zatrzymując cała karawanę.
To widać nie spodobało się najętym przez kupców ochroniarzom. Fernand i Rivier, bo chyba tak, według pamięci Tandary, zwali się najemni, zsiedli z wozu jednocześnie kładąc ręce w pobliżu broni, gotowi w jednej chwili wyciągnąć broń i rzucić się na przeciwników.
Siedzący na drugim wozie, stary kupiec, którego zwali Starym Cedrikiem, bo miał długą, siwą brodę oraz, według Fernanda, prawie siedemdziesiąt lat, nachylił się do Geretha oraz Tandary i rzekł cicho:
- Dziwne to jakieś. Jak pół roku temu żem tędy przejeżdżał, to żadnej kontroli nie było. I jak długo jeżdżę po tych trasach, tak nie pamiętam sam, kiedy ostatnio takie coś żem przed Greathard widział. Ale może mnie pamięć już myli? – kupiec podrapał się po głowie, po czym dodał, jakby trochę do siebie, a jakby trochę retorycznie – Ja to bym tam uważał z takimi. Jeszcze znajdą co, czego znaleźć nie powinni i co wtedy?
Pozostali dwaj zbrojni, stojący do tej pory na drodze, zbliżyli się do wozów. Z bliska na ich twarzach nie widać było znacznego zdenerwowania. Trzymali broń mocno i tylko jeden z nich, którego można było określić jako najmłodszego, wydawał się być lekko niespokojny.
- To co? Poddacie się waść kontroli po dobroci, czy będzie trza robić robić po nie dobroci? – zapytał jeden z uzbrojonych. Ten wydawał się być mniej wygadany niż jego towarzysz, a już na pewno wyglądał na takiego, którego słownictwo kończy się na „jeść, pić, bić” i paru przekleństwach.
Ostatni z kupców, ten na samym tyle, wydawał się nie być zadowolony tym konceptem, bo głośno klnąc, zaczął gramolić się z wozu, co było raczej komiczne, biorąc pod uwagę znaczą tuszę mężczyzny. Cała jego osoba wydawała się być raczej okrągła niż długa. Do tego dochodził jeszcze krągły dzban wina owinięty wikliną, który wisiał mu przy pasie i, z powodu lekko nieszczelnego korka, rozwijał wokół kupca delikatny zapach alkoholu, co ostatecznie sprawiało, że można było pomylić go z beczułką.
Wreszcie, gdy Beczułka zszedł ze swojego wozu, odwrócił się w stronę uzbrojonych i podchodząc do nich, uśmiechnął się promiennie. Na jego policzkach widać było czerwone rumieńce. Widać było, że kupiec musi być już całkiem wstawiony, co nawet zgadzałoby się z wyliczeniami Geretha, który przez całą dzisiejszą drogę widział kątem oka, jak mężczyzna co jakiś czas sięga do dzbana przy pasie, który rano był pełny. Teraz jednak, chlupot w naczyniu podczas każdego ruchu mężczyzny przywodził bardziej na myśl dzban do połowy lub nawet za połowę pusty.
Stając przed jednym z uzbrojonych, tym który wydawał się być ich przywódcom, Beczułka skłonił się lekko i zmierzył przywódcę wzrokiem, po czym rzekł wesoło:
-Jam jest Arnold Gnatowski, zwą mnie Kupiec Beczułka, bo trudnie się sztuką sprzedaży win oraz innych alkoholi. Znają mnie od Valen po Lothil i Greathard, a szczególnie w Teolii, gdziem jest największym konkurentem ich win. Panie strażniku, żadnen kontrol nie będzie tu potrzebny, bośmy tylko prości kupcy. Co pan powiesz, na beczułkę dobrego, mocnego wina z Valen coby w tym nieznośnym miejscu weselej się wam zrobiło i milej dzień upływał. No tyle , ze beczułkę z wozu ściągnąć trza, a sam nie dam rady. Tedy za fatygę też dostaniecie, po jednym srebrnym smoku na głowę. – uzbrojony, początkowo niezadowolony z monologu kupca, nagle zainteresował się, lecz nadal widać było, że nie zamierza się ugiąć. Widząc to, Beczułka kontynuował – No to niech będą i dwie beczułki. I po dwa srebrne smoki na głowę. Pan Cedrik nic panom zaoferować nie może, bo was raczej wyroby tekstyliowe nie obchodzą, a mości Jakub wiezie ładunek opatrzony stemplem handlowym, więc coś na boku wam odłożyć nie może. To co mości strażniku? Dogadamy się?
- A ci co z wami jadą, to co za jedni? - odparł uzbrojony, jakby chcąc sobie dać czas na zastanowienie i przetrawienie propozycji kupca.
Zagajnik skrzypiał cicho w rytm wiatru, a dźwięk łamanych gałązek i poruszanych zarośli dopłynął do uszu stojących na drodze.









23.06.2019, 13:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#60

soba, która przed nim siedziała była trudną rozmówczynią. Garethowi przykro było to stwierdzić, ale dziewczynie zwyczajnie brakowało oleju w głowie. Może i miała talent, może i miała krzepę, ale brakowało jej rozwagi i pomyślunku. Jej komentarz puścił mimo uszu. Argumenty do niej nie przemawiały, ale miał nadzieję, że prędzej czy później zrozumie by nie oceniać kogoś ze względu na pochodzenie, umiejętności czy też wygląd. Sama tego nie lubiła... a sama to robiła.
Mężczyzna zachichotał słysząc jej słowa. -A co jeśli to nie są komplementy a szczera prawda? Co wtedy?-Cóż... była atrakcyjna i ciekawa, ale mimo wszystko potrzebowała kogoś kto by ją nakierował we właściwą stronę, nauczył kontrolować emocje i przede wszystkim pokazał pozytywy myślenia.
Stąd też jego mały ekspereyment. Na widok świętego oburzenia dziewczyny tylko pokiwał głową z lekkim zawodem. -Uspokój się. Z naszej rozmowy powinnaś wywnioskować, że kobiety, które biorą los we własne ręce nie powinny stanowić dla mnie problemu. Ba! Nawet z przyjemnością je witam w tym... niby męskim świecie. Ale jednak i tak unosisz się gniewem. Łatwo cię zdenerwować i o ile złość może być dobrą rzeczą o tyle wściekłość nie prowadzi do niczego dobrego. Gdybyś zaatakowała Verdugo w obecnym stanie to pewnie by cię rozłożył w parę sekund. Musisz nauczyć używać się tego...-Postukał się palcem w głowę. Naprawdę miał nadzieję, że lekcja dotrze do jej pustej głowy. Zwłaszcza, że droga przed nimi była zajęta.
Na słowa najemnika akolita odwrócił spojrzenie od Tandary w kierunku w którym zmierzali i natychmiastowo zmarszczył brwi. Niby strażnicy a jest ich tylko trójka? Na tak ruchliwym trakcie? Przecież pomniejsza grupka rozbójników by sobie z nimi poradziła! Dyskretnie rzucił okiem na drzewa, które ciągnęły się wzdłuż traktu. Być może dostrzeże coś między drzewami...
Ekwipunek strażników był dosyć standardowym wyposażeniem. Przynajmniej na tyle na ile wiedział Gareth. A o Greathadzie wiedział niewiele. Lekki niepokój mogły sprawić wyblakłe herby widniejące na ich pancerzu. Czy miasto szczycące się posiadaniem najlepszych wojowników na kontynencie pozwoliłoby straży na paradowanie w znoszonym pancerzu? Pewnie tak. Pieniądze potrafiły zmieniać różne wartości u ludzi. Gareth nadal przyglądał się mężczyzną z ciekawością. Chciał uważnie ocenić każdego z nich... na tyle na ile był w stanie. Zmieszanie, które pojawiło się na twarzy strażnika po pytaniu Jakuba sprawiło akolicie niemałą przyjemność. Odwrócił wzrok w stronę Cedrika. Zadaniem Garetha była przede wszystkim obrona tego właśnie starca. Pokiwał tylko głową w zamyśleniu. -Ano dziwne... tak daleko od miasta? Z tego co mi wiadomo to tydzień drogi nam został. Czemu w ogóle wysyłają strażników tak daleko na trakt?-Bardzo często z kontrolami było, że faktycznie znajdowali coś czego nie powinni... nawet jeśli wcześniej niczego takiego na wozie nie było. Spoglądnął po dwóch strażnikach i uśmiechnął się do młodszego z nich. -Ejże! Wydajesz się zdenerwowany tą kontrolą chłopcze. Chyba nie ma się czym martwić, jeżeli wykonujecie rozkazy z miasta czyż nie?-Całą sytuację z kupcem na końcu zignorował. Kupiec był pijany, gruby i zwyczajnie głupi. Zamiast tego spojrzał na Tandarę. -Podejrzana sytuacja, ale nie rób niczego pochopnego. Pozwól mi mówić jeśli będzie taka potrzeba. -Lecz coś w tym strażniku nie dawało mu spokoju... Gdyby miał zaakceptować ofertę to by to zrobił. Jeżeli miałby tego nie robić... W tym samym momencie wiatr poniósł w stronę jego uszu dźwięk, który zmroził mu krew w żyłach. -To pułapka... Trzymaj się mnie Cedriku.-Szepnął akolita tak aby zarówno Tandara jak i towarzyszący im kupiec usłyszeli jego słowa. Jego dłoń powoli powędrowała w kierunku włóczni do tej pory spoczywającej spokojnie na ławie wozu. Gdyby tylko był w stanie dyskretnie przekazać informacje pozostałym najemnikom... Zamiast tego obserwował uważnie najbliższego ze "strażników". Był też gotowy użyć magii gdyby zaszła taka potrzeba.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.06.2019, 21:18 przez Gareth.)









25.06.2019, 21:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki