Atarashii




Obrzeża
#71

gniki, a raczej kurwiki szalały w lazurowych oczach Garetha gdy patrzył na Yarvina, któremu najwyraźniej nie spodobały się słowa jego oponentów. I dobrze. Niech zdecyduje kim chce być. Przywódcą, czy hersztem. Wodzem, czy figurantem. Gareth już miał zacząć mówić do Riviera, Fernando i... imienia trzeciego z najemników nadal nie wyłapał gdy nagle podszedł do nich jakiś łysol, który ewidentnie miał coś do powiedzenia Tandarze. Patrząc po rysach jego twarzy i ogólnej aparycji można było łatwo wywnioskować tożsamość tego jegomościa. A więc Niedźwiadek miał brata. Wybornie. Mimo to jego brwi uniosły się po usłyszeniu słów mięśniaka.
Odczekał krótką chwilę po zakończeniu jego wypowiedzi. Chciał się upewnić, że Siergiej znajduje się poza zasięgiem jego głosu. -I tak oto w jego oczach jesteś czymś więcej niż "tylko" kobietą. Jesteś jego rywalką, jesteś jego wrogiem, jesteś celem jego zemsty. Nie widzi w tobie cycków i tyłka, lecz zagrożenie. Myślę, że powinnaś być zadowolona.-Na tyle na ile zdołał Tandarę poznać... to zapewne ta szalona dziewucha odczuje radość.
Wypowiedź pana Medveda nie była jednak jedynym, ani nawet największym zaskoczeniem jakie Garetha spotkało. Zbrojni zaczęli się... rozchodzić. Albo słowa Garetha trafiły w punkt, albo bandyci mieli dość rozlewu krwi swoich towarzyszy na dzisiaj. Nieważne która wersja była prawdziwa. Akolita odetchnął z ulgą na myśl, że nie będzie musiał walczyć z całą tą zgrają. Dostrzegł spojrzenie, które rzucił mu najlepszy włócznik północy i skinął lekko głową z wdzięcznością. Tym ruchem zyskał trochę w oczach Tariana. Tylko trochę. W końcu tak czy inaczej planował okraść ich karawanę! Akolita szybko odwrócił się w stronę najemników i wskazał ręką na Tandarę. -Zróbcie jej miejsce na jednym z wozów. Powinna się położyć i wypocząć. I tak ma szczęście, że skończyło się tak, a nie gorzej. Będziesz miała okazję sobie poleżeć dzielna wojowniczko.-Ostatnie zdanie skierował do Tandary. -Ruchy, ruchy! Szybko zanim się rozmyślą i postanowią nas zaatakować!-Najemnik zastanawiał się przez chwilę czy to aby na pewno nie jest jakiś podstęp, ale odrzucił tę myśl. Nawet jeśli bandyci mieli ich zaatakować to dlaczego mieliby porzucać zwarty szyk. Wzruszył ramionami i dodatkowo pośpieszył resztę karawany. -Dalej! Im wcześniej dotrzemy do Greathad tym lepiej. Nie chciałbym napotkać kolejnej tego typu niespodzianki!








23.07.2019, 00:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#72

Obyło się bez kolejnych słów herszta towarzystwa. Jednak miała nadzieję, że wyniknie jakaś słowna jatka między Garethem a Yavrinem, ale wszystko spełzło na niczym. Opanowany skurwibąk, nie ma co. Ciekawe tylko czy reszta jego zgrai coś zrobi, czy posłuchają się jak grzeczne kundle. Za chwilę miała się o tym przekonać na własnej skórze z jakim typem ludzi przyszło i przyjdzie jej się zmierzyć…
Tandara nie spodziewała się, że przy okazji pozna kolejnego członka tej dziwnej grupy. Przecież walki miały być zawieszone, a nie było ani słowa wcześniej o wymianie przedstawicieli band. Dlatego też niewiele ogarniała z sytuacji, dodatkowo była zaabsorbowana własnymi przemyśleniami. Początkowo jakoś średnio ją interesowało, co ma do powiedzenia, bo wpatrywała się intensywnie w swoje rękawice, które jak zwykle doprowadziły ją do tego momentu? A może to jej wola, ale nie chciała się do tego przyznawać?
Tenże mężczyzna odezwał się do łowczyni, która przez moment wyglądała jakby nie do końca kontaktowała z nim. Na szczęście w miarę szybko otrząsnęła się, dostrzegając te wściekłe kurwiki w oczach nieznajomego. Czyżby miała sobie kopać już grób? Jakby nie patrzeć, to mimo wszystko zabiła członka tamtej grupy. No cóż, chyba powinna się przygotowywać na kolejną walkę, ale zamiast tego… Otrzymała groźbę wraz z ostrzeżeniem? Okazało się, że ten ktoś był bratem Niedźwiadka. To wyjaśniało dlaczego mógł być tak cholernie cięty na nią, z resztą nawet nie dziwiła mu się. Ona nie miała w swoim życiu nikogo bliskiego, więc nie mogła oczywiście w pełni wczuć się w jego pozycję, ale domyślała się, że strata kogoś tak ważnego może wzbudzić w człowieku pełno wściekłości i gniewu. Tylko, czy aby na pewno wiedział na co się porywa? Rzucać obietnicą uśmiercenia Kołtucha? Albo niespełna rozumu po stracie swojego najbliższego krewnego, albo naprawdę był taki szalony. No cóż, zatem już niedługo dwójka niespełna rozumu ludzi spotka się, by wzajemnie odebrać sobie życie, brzmi świetnie.
- Zobaczymy czyja dusza pierwsza ujrzy majestat Duronora. - Mruknęła pod nosem, czując wewnątrz siebie, że to będzie coś zaiste interesującego. Z resztą, ten cały Siergiej nie miał zamiaru z nią gadać, bo zebrał się tak szybko jak pojawił i odszedł z bandą Yavrina. Lepiej, że tak to zostało rozwiązane. Zapewne będzie chciał jak najszybciej zając się pogrzebem Yuriego, a później zająć się polowaniem na nią. Szkoda, że nie wiedziała czym ten mściciel się będzie posługiwał w polowaniu na nią. Pewnie już niedługo będzie mieć okazję żeby się o tym przekonać.

Chwilę później już stał przy niej Gareth, który też miał jej coś do powiedzenia. Jego słowa były całkiem miłe, właściwie gdyby go uważniej słuchała, to odpowiedziałaby mu drobnym uśmiechem czy coś. W dalszym ciągu była na niego zła, ale to nie był powód jej nieuważności, co pewnie mężczyzna zauważył.
- Chyba tak. Pewnie masz rację. - Od razu można było odczytać z niej, że jest nieco nieobecna w tej rozmowie. Dalej intensywnie przypatrywała się swoim rękawicom, które były skąpane w krwi Niedźwiadka. Dla kogoś, kto nie znał Tandary zbyt dobrze, mogło to wyglądać jak próba oswojenia się z szokiem po tym co się stało, albo chociaż przyjęcia do wiadomości wydarzeń sprzed chwili. Jednak w głowie Kołtucha szalały zupełnie inne myśli.
Czy za każdym razem będzie się to działo? Przecież już kiedyś stało się dokładnie to samo. Wściekła się, trochę ją poniosło, a skończyło się na zwłokach ukrytych pod podłogą. Nie to, żeby tamten skurwiel na to nie zasługiwał, ale jednak jako osoba, która chce być najlepszym mordobijcą na świecie, powinna nad sobą lepiej panować. Niestety, tym razem ten impulsywny charakter dał o sobie znać. Do tego tym razem prawdopodobnie będzie musiała ponieść tego konsekwencje, bo nabawiła się życiowego wroga, który będzie ją męczył dopóki nie odbierze mu życia. Nie takiej egzystencji sobie życzyła, chciała tylko pić w karczmie i nie przejmować się niczym.
- Wy naprawdę jesteście skurwysyńsko krwiożercze… - Uniosła wzrok ku niebu, a z jej oczu ciekły łzy. Z jednej strony znowu chciała wywalić te rękawice gdzieś w hen w pizdu, ale z drugiej strony tylko ona mogła je nosić. Skoro już zaczęła siać rozpierduchę, to miała na tyle jaj, by iść z tym dalej. Należało wziąć odpowiedzialność za to co się stało, nie miała zamiaru zaklinać rzeczywistości, mówiąc że to nie przez nią. Rękawice były tylko narzędziem, które w oczach Tandary miały w sobie ogromną moc, ale też jakby ułamek duszy? A może to właśnie jej manifestacja gniewu i nienawiści do świata oraz życia? Przeklęty kapłanie Ilhezin, jeszcze kiedyś spotkasz się z tą dziewczyną. Jej kąciki ust delikatnie uniosły się ku górze. No cóż, jedyny pozytyw był taki, że tym razem nie zwymiotowała.

Z wewnętrznej klatki skłębionych myśli uwolnił ją głos Garetha. Zamrugała kilka razy, przecierając twarz wnętrzem łokcia, żeby nie umazać się jeszcze bardziej krwią. Dopiero teraz zaczynała schodzić z niej adrenalina i całe te emocje. Ból jaki stopniowo wkradał się w zasięg jej zmysłów stawał się coraz bardziej intensywny.
- Taa… Dzięki Gareth. - Miała ochotę powiedzieć, że nic jej nie jest, ale nawet ona wiedziała, że takie obrażenia mogą skończyć się sporymi problemami. Potem pokłóci się z nim i powie co myśli. Reszta oleju w głowie mogła w spokoju działać, dopóki odczuwała taki ból. W dalszym ciągu nie do końca radziła sobie z przetwarzaniem rzeczywistości, ale przynajmniej wracała na ziemię. Nim się obejrzała, cała grupa już się zmyła sprzed ich oczu. Właściwie to mieli przed sobą wolną drogę.
Tandara podreptała tam, gdzie wskazano jej wolne miejsce. Z drobną pomocą Fernando, wdrapała się na wóz. Cholerny miecz, który przebił ją na wylot. Siniaki czy ta rana na nodze to naprawdę nic i pewnie niedługo o tym zapomni, ale dziura?! Niedźwiadek mógł się poddać, ale jak przystało na prawdziwego mężczyznę, walczył do samego końca.


Obnażam kły, gotując się do walki






27.07.2019, 14:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#73

pewniając się, że jego rozkazy zostały wykonane Gareth ponownie spojrzał na dziewczynę, która obecnie była niesiona w kierunku jednego z wozów. Uśmiechnął się lekko, ale widząc wyraz jej twarzy zmarszczył brwi i podążył za najemnikami. Skinął głową w stronę Cedrika dając mu znać, że wkrótce do niego dołączy. Podszedł do dziewczyny i ponownie zawiesił na niej wzrok. -Nie jesteś przyzwyczajona do zabijania co? Jeżeli to jest dla ciebie jakiekolwiek pocieszenie to ja też się do tego nie przyzwyczaiłem, a parę trupów na swoim koncie mam…- Powiedział spokojnie. Zdarzyło mu się być w takim stanie jak ona. Płakać po tym jak zamordował jakiś bandytów na których był wywieszony list gończy… niby zaraza, niby szumowiny, ale jednak byli ludźmi. Położył w połowie wypitą butelkę z winem obok dziewczyny. -Wiem, że za winem nie przepadasz, ale mimo wszystko powinno pomóc uśmierzyć ból i ułatwić zaśnięcie. Ja tymczasem powinienem wracać do Cedrika… staruszkowi może zatrzymać się serce jeśli coś takiego znowu się wydarzy. Dobrze walczyłaś Tandaro, dobrze walczyłaś.-To powiedziawszy podszedł do najemników, żeby uzgodnić plan działania. Ktoś musiał przejąć dowodzenie, a patrząc na ostatnie wydarzenia i zajście z bandytami… to Gareth był najlepiej do tego dysponowany.








04.08.2019, 21:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#74

Podziękowała Fernandowi skinieniem głowy, kiedy już udało jej się usiąść na wozie. Poprawiła swój prowizoryczny opatrunek, zastanawiając się do właściwie ma wetknięte poza szmatą. Będzie musiała później zapytać o to kupców, bo ona i tak była zielona jeśli chodziło o znajomość roślinek. Dopóki jej to nie zabije, to mogła to trzymać.
Słowa Garetha nie były dla niej wielkim zaskoczeniem. Nie powinna publicznie ronić łez, ale to było silniejsze od niej. Miała do siebie żal, że sobie na to pozwoliła, ale już czasu nie cofnie. Miło z jego strony, że jednak się o nią martwił i próbował na swój sposób pocieszyć, ale pewnie wiedział tak samo jak ona, że na niewiele się to zda i musi sama przetrawić to co się stało, oraz to co miało miejsce kiedyś.
- To nie jest takie proste, ale to zbyt długa historia. - Przed oczami miała ten widok. Tamten wieczór. Za każdym razem kiedy używała tej przeklętej zdolności, działy się takie rzeczy. Ilekroć oblekała się kolcami, tylekroć ktoś tracił życie z jej rąk. Pozostało jej otrząsnąć się z tego, ale ile jej to zajmie?
- Zawsze jest tak samo. D o k ł a d n i e tak samo. - Mruknęła bardziej do siebie, niż do Garetha. Na jego ofertę wina zareagowała zgodnym skinieniem głowy. Mimo wszystko jakikolwiek alkohol powinien jej teraz pomóc. Otworzyła butelkę, pociągnęła jeden łyk i ją zamknęła, krzywiąc się na smak cieczy.
- Dalej jestem zła na Ciebie, ale o tym pogadamy jak się odpocznę. - Jej wzrok był poważny, wręcz penetrujący na wylot w stosunku do Garetha. Mimo wszystko nie była zadowolona, że był akolitą, ale na razie musiała się skupić na sobie i swoim zdrowiu. Jeśli ten cały Yuri ma zamiar za nim ganiać, to im szybciej pozbiera się do kupy, tym lepiej dla wszystkich.
Odprowadziła najemnika wzrokiem, po czym położyła się na wozie, oddając się we władanie krainy snów.


Obnażam kły, gotując się do walki






06.08.2019, 20:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#75

areth wzruszył lekko ramionami na słowa dziewczyny. Zła? O co jej mogło chodzić. Albo majaczyła z powodu rany, albo obraziła się na niego o jakąś absolutną głupotę. Jak to, że walczył w pierwszej walce albo coś… Z tego co Gareth zdążył zauważyć to dziewczyna nie grzeszyła nadmierną inteligencją. Tak czy inaczej akolita zostawił ją samej sobie i pozwolił jej pogrążyć się we śnie.
Podszedł do najemników, a konkretniej do Fernando i polecił mu zająć miejsce na wozie na którym drzemała łowczyni. W razie potrzeby mógłby szybko się do niej dostać i udzielić jakiejś pomocy medycznej. Polecił także, aby wóz wiozący wojowniczkę jechał pośrodku. Wóz Cedrika na którym siedział Gareth będzie jechał na samym tyle, zaś ostatni na którym pozycję zajmie Rivier oraz najemnik, którego imienia Tarian nadal nie znał zajmie miejsce na przodzie. Akolita pochodził sobie jeszcze między wozami, aby na szybko upewnić się, że wszystko jest w porządku po czym wskoczył na swój środek transportu.
Choć nie było to odpowiednie miejsce ani czas postanowił zrobić coś co być może podniesie morale wszystkich obecnych. Oczyścił gardło, wypił parę łyków wody i zaczął śpiewać. Pieśń opowiadała o mężczyźnie, który na starość zaczął podróżować po świecie. Wędrował tam gdzie go nogi poniosły, tam gdzie tylko zdołał dotrzeć. Wszyscy jego znajomi, przyjaciele oraz rodzina uznali go za wariata, ale on nie zatrzymywał się i podążał ścieżką, która się przed nim ciągnęła w nieskończoność. Idealna pieśń na podróż.








06.08.2019, 20:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#76

Dziewczynie nie chciało się wierzyć w to co czuła i widziała. Znów znalazła się pod ciałem Niedźwiadka. Próbowała go zrzucić z siebie, z miernym skutkiem. Widząc, że jej działanie jest bezskuteczne, zaczęła okładać go tak jak podczas swojej walki z nim.
- No dajże mi spokój! - Wrzasnęła, kiedy nieświadomie użyła znacznie większych kolców, przebijając go na wylot z dwóch stron. Krzyknęła przerażona, ale nie dlatego, że zabiła mężczyznę, ale dlatego że jego zwłoki zaczynały zmieniać się w czarną maź, oblepiającą i topiącą jej ciało. Ciasno otuliła Tandarę, która starała się pozbyć pułapki.
- No żesz! Na czarnego Thorna! - Darła się, próbując się wydostać, ale bezskutecznie. Czuła, że otacza ją zimna masa, która uniemożliwiała jakikolwiek ruch. Na domiar złego, nic nie widziała, więc była kompletnie zdezorientowana. Nic nie miało sensu, chociaż właściwie nawet nie próbowała go szukać. Starała się złapać powietrze, wydostać z tej pułapki, ale to wszystko było na nic. Niemniej nie traciła nadziei, dalej parła na barierę ją otaczającą z całej siły.

- Wiele musiałaś przejść… - Po chwili ciszy dodając. -... więc przejdziesz jeszcze więcej, oj wiele więcej! - Chłodny rechot brzmiał w głowie Tandary, chociaż nie wiedziała do kogo należał ten głos.

Kołtuch poczuła jak czarna maź odpuszcza, a ona sama upadła, jednocześnie będąc zawieszoną w powietrzu. Skamieniała, nie wiedząc co może zrobić, nie widziała nigdzie ziemi czy czegoś na czym mogłaby stabilnie stanąć o własnych nogach. Nagle uświadomiła sobie, że na czymś siedzi. Nieśmiało, zaczęła to macać dłońmi, by po kilku sekundach uświadomić sobie, że siedzi na czymś naprawdę twardym, trochę jak róg jakiegoś zwierzęcia. Skorzystała z okazji i rozejrzała się, zauważając ogromną spiralę, w tej samej chwili zaczęła zjeżdżać w dół, do centrum. Gdyby nie to, że nie mogła się odprężyć, pewnie by się całkiem dobrze bawiła.
- Gdzie ja jestem?! - Wrzasnęła niczym przestraszony kociak, dojeżdżając do końca swojej podróży. Kręciło się jej w głowie, bo chyba przynajmniej cztery kółka, później przestała już liczyć. Otrzepała się, próbując złapać jakąś orientację w terenie i ogólnie pojętej rzeczywistości, kiedy spostrzegła białą postać. Dosłownie, białe włosy, krótka sukienka w tym samym kolorze i ta mleczna skóra, no żywy trup!
- Ej… Ale nie umarłam, co nie? Odpowiadaj zdechlaku! - Krzyknęła do nieznajomej, która słysząc jak została nazwana, dobyła wielkiego skurwysyna i strzeliła Tandarę z płaskiego w głowę

- Trochę grzeczniej. - Powiedziała zimnym tonem, podchodząc bliżej. Stukot jej butów brzmiał, jakby stawiała kroki na marmurowej posadzce.
- Wezwałam Ciebie do jedynego miejsca, gdzie mogłyśmy się spotkać. Czarna broń zniknęła z jej dłoni, kiedy skrzyżowała ręce na piersi, przez co te o mało nie odbiły się uderzając ją w podbródek.
- Ale, że czego chcesz? - Kołtuch sprawdzała czy jej głowa była cała po wcześniejszym uderzeniu, na razie wydawała się w porządku. - Bo wiesz, wpierdol to jestem gotowa spuścić zawsze! - Dodała po chwili, przygotowując się do walki.
- Masz jeszcze bardziej gorącą krew niż ja, a to jest rzadkie… Oj bogowie, jesteście doprawdy zabawni. - Zaśmiała się, chociaż łowczyni tępo wpatrywała się w białą kobietę, nie rozumiejąc o czym ta bredzi. Zirytowana, złapała ją za fraki, spotykając lodowate, fioletowe spojrzenie.
- No już, mnie i tak już nic nie możesz zrobić. - Uśmiechnęła się drwiąco, kiedy z jej białego ciała zaczęła wydobywać się czarna mana. Tandara niewiele myśląc zastosowała klasyczny sierpowy, trafiając w warstwę czarnego szlamu, takiego samego, który wcześniej spotkała.
- Kim ty do Duronora jasnego jesteś?! - Odskoczyła od nieznajomej, czując jak dłoń ją piecze od tego śluzu. Przeklęta magiczka!
- Moje imię już nie ma znaczenia w tej historii. Mój czas już się skończył i nie wróci. Właściwie to czekam, nie do końca wiedząc na kogo. Jedyne co wiem, to że przynajmniej jak się pojawi, to będę mogła odpocząć od tego świata… Za to ty! No muszę powiedzieć, że przed Tobą widzę naprawdę wiele przygód. - W dłoniach białowłosej zaczęła gromadzić się energia, tak gęsta i jasna, że Tandara nie miała problemu z dostrzeżeniem tego skupiska.
- No dobra, skończ już ględzić i wypuść mnie stąd czy coś? - Warknęła, nieco poirytowana sytuacją. Nie zamawiała przecież wróżki!
- Obyś nie musiała przechodzić przez to samo… Trzymaj, to mój prezent dla Ciebie. Mnie już to nie pomoże, ale Tobie się przyda. - Dziwny przedmiot skończył formować się w dłoniach fioletowookiej, a następnie powędrował do łowczyni, która nie za bardzo wiedziała co powinna z tym czymś zrobić.
- A to niby co? - Wyglądało to jakby serce, ale bijące czystą energią. Niemniej jej ciekawska natura wołała o otwarcie tego, nawet jeśli wpakuje się w kłopoty.
- Jajco… Przekonasz się, jeśli tego użyjesz. - Biała kobieta otoczyła się czarnym płaszczem, który zaczął rosnąć i rosnąć, aż zmienił się w wielkiego, czarnego kozła.
Łowczyni nacisnęła to magiczne serce z dwóch stron, czując ogromną ilość eteru przepływającą przez jej ciało. Wraz z tym uczuciem, odniosła wrażenie, że jej mana znacząco wzrosła. Przez ułamek sekundy czuła się jak młoda bogini, jakby mogła gołymi rękoma dzielić góry. Wtedy też poczuła cios. Włócznia wbiła się w miejscu, gdzie już przecież była jej rana i opatrunek.
- Gareeeeeeth! Ty zawsze musisz wszystko zjebaaaaaaać! - Krzyknęła, kiedy z grotu zaczęły zakwitać krwistoczerwone róże, rozrastające się wraz z jej krwią. Następne czuła jak ta sama włócznia ciągnie ją w tył, z dala od jej rozmówczyni. Kołtuch z całej siły próbowała się wyrwać, ale bez skutku. Postać czarnego kozła oddalała się od niej w zastraszającym tempie. Nie mogąc nic zrobić, darła się co sił w gardle, aż w końcu jej lot się skończył… W ramionach Garetha, z których nie mogła uciec. Z jednej strony czuła się niewytłumaczalnie bezpieczna, ale z drugiej miała ochotę zabić tego skurwysyna.

- Pora na Ciebie, Tandaro. Obyś była wolna. Pora też na nas, prawda?  - Powiedziała szeptem, którego już dziewczyna nie mogła usłyszeć.


Tandara przebudziła się z wrzaskiem, ciężko oddychając. Nie była pewna, czy majaczy dlatego, że zabiła kolejnego człowieka, a może to wszystko miało jakiś głębszy sens. Nie ważne, na razie i tak nie zmruży oka, bo była zwyczajnie zbyt bardzo roztrzęsiona by to zrobić. Chciała wstać, ale Fernando złapał ją i przytrzymał, żeby nigdzie się nie ruszała.
- Gareth, ty…! Krzyknęła, jakby nie do końca ogarniała kto ją tak naprawdę trzyma. Dopiero po chwili załapała co się dzieje wokół niej.
- Niechże przylezie do mnie, skoro nie mogę się ruszyć! - Warknęła na Fernando, który jednak troszczył się o nią. Nie chciała źle, ale w dalszym ciągu buzowały w niej emocje.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.08.2019, 00:06 przez Tandara.)



Obnażam kły, gotując się do walki






07.08.2019, 00:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#77

dy pierwsza pieśń dobiegła końca Gareth ponownie sięgnął po bukłak wypełniony wodą. Dawno nie śpiewał... powinien utrzymywać formę. Uwielbiał śpiewać, ale rzadko kiedy miał okazję. Westchnął lekko i odchrząknął ponownie intonując kolejną pieśń.
Nisko w głębinach,
Gdzie niegdyś smoki żyły,
Błyszczy się złoto,
Rozświetlając groty
Których dzień nigdy nie odwiedził!
Jedynie młot w kowadło uderza!

Młot uderza!
Rozbudzając hale!
Młot uderza!
Roztrzaskując skały!
Młot uderza!
Tworząc królestwa!
Młot uderza!
Niczym grzmot z niebios!
Młot uderza,
Młot uderza!

Legendą i mitem
Otacza się ich fach
Metal i kamień
To dla nich żaden strach!
Dźwięki ich kowadeł
Stale przecinają mrok.
W ich królestwie
Gdzie uderza młot!

Młot uderza!
Tworząc broń na wojnę!
Młot uderza!
Ostrzegając wrogów!
Młot uderza!
Wypełniając hale pieśnią!
Młot uderza!
Pobudzając armię!
Młota krzyk,
silny niczym byk!
Młot uderza!
Młot uderza!

Gdy potwory przybyły,
walczyli ramię w ramię!
Krew i pot,
by odeprzeć miot!
Ludzie i potwory,
Walczyli niby zmory!
Gdzie młot uderza!

Młot uderza!
A nasz wróg ucieka!
Młot uderza!
A nasz wróg się słania!
Młot uderza!
A ich roje upadają!
Młot opada!
Tutaj czeka ich zagłada!
Młot uderza!
Młot uderza...



Tutaj Gareth przerwał swoją pieśń, a było to spowodowane zamieszaniem na jednym z wozów. Akolita westchnął lekko słysząc głos dziewczyny wołający go do siebie. Co też ona może od niego chcieć. Od momentu jej zaśnięcia minęła godzina… może półtorej. Droga nadal wyglądała tak jak wcześniej. Las po lewej stronie, las po prawej stronie. To samo za każdym zakrętem i zawijasem. Nuda, nuda i jeszcze raz nuda! Jakaś część Garetha cieszyła się, że Tandara się wybudziła i zaczęła drzeć mordę. Przynajmniej działo się coś ciekawego. Zeskoczył delikatnie z wozu Cedrika i podbiegł truchtem na tyły wozu jadącego środkiem. Rzucił szybko okiem na tyły karawany, żeby upewnić się, że nikt za nimi nie jedzie, tudzież ich nie goni i wskoczył na wóz do miejsca gdzie spała Tandara.
Przyglądnął się opatrunkowi. Wyglądało na to, że Fernando już zdążył stary opatrunek zdjąć i założyć nowy… przydałoby się znaleźć jakieś miejsce przy strumyku, żeby w razie czego wymyć opatrunki coby się nadawały na kolejne użycia. Ale jak narazie całą swoją uwagę poświęcił leżącej przed nim łowczyni.
Nie wyglądała najlepiej. Zadyszana, wystraszona i oblana potem. Czyżby miała jakieś koszmary? A może po prostu rana dawała się jej we znaki. Tak czy inaczej było z nią źle i co najgorsze Tarian nie miał pojęcia co może zrobić, żeby jej pomóc. -Chciałaś coś ode mnie? Wiesz, że ja z tą paskudną raną nie bardzo mogę pomóc. Chyba, że chcesz po prostu porozmawiać. Jak Cedrik umrze na zawał to będzie twoja wina!-Zachichotał cicho, ale wiedział, że trzeba będzie rozwiązać ten problem gdy tylko trafią do miasta. Trzeba będzie znaleźć jakiegoś porządnego medyka, który albo zawodowo zaszyje ranę, albo jakiegoś maga co to ją wyleczy!








08.08.2019, 18:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#78

W dalszym ciągu ciężko oddychała, próbując dość do siebie. Ten sen był tak dziwaczny, a na dodatek czuła się stosunkowo bardziej zmęczona, niż przed zaśnięciem. Spojrzała na ręce, które były całe w kolcach, potrząsnęła nimi, a chwilę później ostrza rozproszyły się. No żesz, jeszcze jej brakowało tego, żeby przez sen komuś coś zrobiła. Cholera, musi siebie lepiej kontrolować, chociaż odrobinę. Powoli podciągnęła się, żeby być w pozycji pół siedzącej, a następnie ostrożnie się poprawić, żeby już nie leżeć, miała tego dość.
Gareth dochodził już do wozu, kiedy Tandara zmierzyła go wściekłym spojrzeniem.
- Dlaczego mi... - Zawiesiła się na moment, rozumiejąc co tak naprawdę miało miejsce. - ... z resztą, nie ważne. Skoro śniła, to przecież trudno, żeby to była jego wina. Chociaż nie mogła być tego do końca pewna, w jej głowie dalej brzmiała wyraźna nieufność wobec czarujących ludzi.
- Więc jesteś magiem, jednym z tych co zwą akolitami? - Zrobiła mu miejsce, żeby miał gdzie usiąść. Mimo wszystko chciała z nim pogadać, a w jej stanie pewnie by sobie z nią poradził gdyby chciał.
- Wy naprawdę umiecie czytać ludziom w myślach? Gmerać w ich umysłach? - Nieświadomie przycisnęła swoje dłonie do głowy, jakby próbując ją ochronić. Nie zniesie, jeśli się dowie, że Gareth też mógł jej grzebać w umyśle. To była jej strefa, bezpieczne miejsce gdzie nikt jej nie irytował. Gdyby się okazało, że to zrobił, pewno by musiała mu odciąć język, a jakby widział koniec jej snu... Zrobiła się czerwona jak burak, kiedy się nad tym zaczęła zastanawiać. Przecież to byłoby poniżej pasa i to tak bardziej niż zwykłe poniżej pasa! Na swoje nieszczęście, tego też jeszcze nie czuła, więc była całkiem bezbronna jak na nią.


Obnażam kły, gotując się do walki






10.08.2019, 15:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#79

ego wzrok nie schodził z twarzy dziewczyny. Najwyraźniej nie spała za dobrze... będzie się musiał zapytać Fernando czy te zielska co jej dał mają jakieś właściwości halucynogenne, albo nawet psychodeliczne. Na nic się to zda uleczenie jej ciała, jeżeli umysł się roztrzaska. Wściekłe spojrzenie spotkało się z dosyć rozbawioną reakcją Akolity. Tandara wyglądała dosyć zabawnie gdy się złościła. A teraz była bezsilna. Przypominała mu rozsierdzonego kota, tyle, że zamiast wirującego na wszystkie strony ogona posiadała rozpalone od złości oczy. Pozwolił jej spokojnie zebrać myśli i zajął miejsce, które mu zrobiła.
To pytanie musiało prędzej czy później paść. Jego magia. Magia, którą tak bardzo uwielbiał! -Tak. Jestem akolitą. Wiem, że ich nienawidzisz, dlatego stwierdziłem, że łatwiej będzie zachować prawdę dla siebie, dotrzeć do Greathadu i rozstać się w pokoju, ale teraz gdy wszystko już wyszło na jaw... Nie. Nie jestem w stanie grzebać w ludzkich umysłach. Nigdy tego nie potrafiłem i nie chcę potrafić. Moja magia służy do ochrony osób mi bliskich... no i samego siebie. Choć jestem akolitą to jestem też wojownikiem. Dlatego obiecuję...-Gareth wypowiedział słowo, które zawsze odbijało się echem w jego głowie...-Że nie władam magią, która byłaby w stanie namieszać ci w głowie. Jestem za to w stanie przywołać tarczę która zasłoni twój tyłek przed nadlatującymi strzałami!-Powiedział rozbawiony Tarian i dźgnął palcem dłonie dziewczyny obecnie znajdujące się na jej głowie. Widząc jednak jak się zarumieniła jego twarz spoważniała. -Czy ktoś kiedyś namącił ci w głowie? Czy to właśnie dlatego nienawidzisz akolitów? Bo jeden z nich namącił ci w głowie?-Cóż to... mógłby być dobry powód. Sam Gareth ma niechęć do magów ognia od czasu tego niefortunnego starcia. A gdyby ktoś namieszał mu w głowie... -Jeżeli tak było to... powiedzenie "przykro mi zapewne niewiele pomoże", ale pomoc w odnalezieniu jakiegoś medyka, który opatrzyłby ci tę paskudną ranę powinna wystarczyć, czyż nie? No i możesz mi powiedzieć co to się w tym twoim śnie działo, że zaczęłaś się na mnie wydzierać?-Zapytał mężczyzna szeroko się uśmiechając.








10.08.2019, 16:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Obrzeża
#80

Ich rozmowa trwała nadal, właściwie to może dopiero się zaczęła, a mieli jeszcze sporo czasu, by ją kontynuować. Po takiej drzemce Tandara nie będzie mieć ochoty na sen, prędzej padnie ze zmęczenia, niż sama zamknie oczy.
- Przyznam, że miało to jakiś sens, żeby mi nie mówić nic o magii. - Przytaknęła mu głową, bo wiedziała, że Gareth postąpił całkiem ostrożnie i roztropnie. Zazwyczaj nie pochwala takiej postawy, ale właściwie zrobił to, żeby nie dostać od niej strzała.
- Zwłaszcza biorąc po uwagę, że jak coś mnie podkurwi, to nie zawaham się machnąć łapą... Taką mocną i ciężką, że aż trzask zostaje, a nie zwykły plask. - Zaśmiała się, chociaż słychać było pewnego rodzaju wymuszenie w jej głosie, jakby chciała w ten sposób nieco rozładować sytuację. No bo skąd miała wiedzieć, czy dany Akolita to człek do odstrzału, czy może jednak normalny i w porządku osoba. Zdecydowanie łatwiej było oceniać jej z góry, nawet jeśli w ten sposób skazywała część wartościowych ludzi na wieczną pogardę z jej strony.
- Obiecujesz? - Patrzyła na niego tym wzrokiem zbitego psa. Wychodziło na to, że Gareth mógł byś zakwalifikowany do tych "bezpiecznych" Akolitów. Jeśli jego magia nie zagrażała jej umysłowi, to chyba zadawanie się z nim nie powinno być niczym złym.
Pytanie o mącenie w głowie pozostawiła bez odpowiedzi. Nie za bardzo miała ochotę opowiadać o tamtym kapłanie, o tym co działo się tamtej nocy. W dalszym ciągu bolał ją ten widok, ale również samo to zdarzenie. Żeby obcy człowiek wchodził do jej najskrytszych części umysłu, stawiając przed nią takie próby? To gorzej, niż być zbrukaną przez bandę schlanych w cztery dupy skurwibąków.
- Wiesz, wykaraskam się z tego. Jak zawsze. Ze wszystkiego. - Nigdy nie miało dla niej znaczenia wobec jakiej przeciwności losu musi stanąć, zaciśnie zęby i pójdzie do przodu, niczym lawina. Dokładnie taka była, a przy okazji porywała innych w swoim szaleństwie.
- Co się działo? Przeszkadzałeś w rozmowie dwóch kobiet i kozła... Cholera, tylko czemu to zwierze było czarne jak smoła? Właśnie! - Zdenerwowana przypomniała sobie, że przecież tamto widmo dało jej coś, żeby była silniejsza. Zajrzała pod rękawice, dostrzegając tam coś, czego nie było rano.
- NO ŻESZ KURWA MAĆ! - Chciała odrzucić od siebie własne ręce, zapominając, że są przecież częścią jej ciała. Zamiast tego znowu była w pozycji leżącej, miała już syknąć z bólu, ale ten nie był taki intensywny. Przecież w dalszym ciągu miała ranę, była tego więcej niż pewna - ale i tak wymacała się na wszelki wypadek.
- Kim ty do wszystkich smoczych bóstw byłaś? - Powiedziała, wpatrując się w swoje dłonie, nie rozumiejąc tego wszystkiego. Dlaczego jej palce były w eterycznym ekwipunku. Co gorsze, czuła w sobie jeszcze jakąś inną siłę, ale nie umiała jej ani ocenić, ani nawet przebudzić? Jedynie gdzieś z tyłu głowy słyszała głos, że to jeszcze nie koniec niespodzianek.
- TO był najdziwniejszy ze wszystkich snów. - Dodała, próbując się jakoś uspokoić.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.08.2019, 15:09 przez Tandara.)



Obnażam kły, gotując się do walki






24.08.2019, 15:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki