Plac
#1

Cytat:Niewielki plac przed Smoczą Bazyliką prezentuje się bardzo skromnie. Ułożony w całości z kamiennych, oszlifowanych kostek, stanowi świadectwo zaniedbania – porośnięte mchem, wykoślawione, z brakami i zniekształcone. Przyglądając się obszarowi placu widać wyraźnie, że to, co przetrwało do teraźniejszych czasów, to zaledwie część niegdyś olbrzymiego placu, który został w większości pochłonięty przez otaczającą przyrodę.
Obecnie nic się na nim nie znajduje.
08.12.2017, 20:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#2

STRAŻNIK


Smocza Bazylika od lat obrastała w legendy. To największe sanktuarium w zachodniej części kraju miało ponownie zostać ważnym ośrodkiem - należało tylko doprowadzić to miejsce do porządku. Krążący ludzie z narzędziami pracowali na zewnątrz przy zniszczonych kamiennych kostkach wyścielających plac. Gdzieniegdzie wyrwano chwasty, ścięto trawę i wykarczowano krzewy z drzewami, których korzenie wrzynały się w kamienne podłoże.
Po placu prócz robotników krążyło kilku maruderów oraz duchowni. Wejście do bazyliki zamknięto. Na obrzeżach znajdowało się kilka namiotów. Yoarashii przybył na plac popołudniu, gdy jeszcze słońce przyjemnie grzało w plecy, a do wieczora spokojnie pozostało kilka godzin. Jako łowca pojawił się w tym miejscu zwabiony zleceniem na potwora. Według lakonicznego opisu miał on mieć posturę ludzką, błyszczące ślepia i rogi jak u demona. Obiecywano hojną nagrodę. Aby podjąć się zadania Yoarashii powinien skontaktować się z człowiekiem o imieniu Frank - autorem ogłoszenia z Greathard, który według miejscowych od wielu tygodni wisi na tablicy ogłoszeniowej.
09.12.2017, 01:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#3

Stawiając długie kroki przemierzał wiodący na zachód trakt. Zwykle opustoszały, ostatnimi czasy gościł coraz większą liczbę wędrowców, wabionych wieściami o niedawnym odkryciu. Mniej czy bardziej zainteresowani, podekscytowani, a niektórzy znudzeni nagonką na kolejną atrakcję, jednak byli tu wszyscy w tym samym celu. Lecz jemu był on obojętny. Sedno ich spraw go nie obchodziło, strona historii na którą patrzyli nie była tą, na której zapisane były jego dzieje. Szedł tam nie w poszukiwaniu dobra, a tego co niejednokrotnie kryje się pod jego maską.
Jak ostatnio.
Brał udział w zleceniu, zwykłym polowaniu na monstrum z bagien. Brodził w wodzie i błocie, marzł i głodował, poszukując gnieżdżącego się tam wija. Mała osada pośród ponurej kniei, w niej starcy, młodzi i dzieci, cała społeczność utkwiona w sentymencie do rodzinnego domu, pragnąca ratować go od potwora. Historia jakich wiele. Jednak tym razem monstrum nie było celem, a przynętą, mieszkańcy nie ofiarą, a złem, łowca nie myśliwym, a zwierzyną. Pojmali go, wiedźma zmieniła w czarnego psa, dobytek zabrano jako trofeum, jego samego wrzucono do głębokiej jamy, gdzie stawał w morderczym boju z innymi przemienionymi ku uciesze gawiedzi. Zamykany w klatce, karmiony tyle by nie opaść z sił, noc za nocą, własnymi kłami rozszarpywał ciała dzielących jego los nieszczęśników. Usypiany magią za dnia, miał tylko chwilę, by wgryźć się w drewnianą klatkę. Nie wiedział ile czasu mija, nie miał nawet pojęcia czy to ten sam dzień powtarzany od nowa, tylko rosnąca bruzda u podstawy cierniowych krat uświadamiał mu, że brnął na przód.
Aż nastał księżyc, w świetle którego zrobił wyrwę w ścianach więzienia, zaciskając zęby przecisnął się pomiędzy szarpiącymi jego boki kolcami i w ciemności, nim jego właścicielka przebudziła się, podszedł do niej wolnym krokiem, na trzech roztrzęsionych łapach i zamknął wściekłe szczęki na jej gardle. Bezgłośnie, bez oporu, czując smak splugawionej krwi, zrobił to, w czym był najlepszy. Z jej śmiercią odzyskał pierwotną formę, zabrał zgromadzone w jednoizbowej chacie uzbrojenie i wymknął się nim ktokolwiek zdążył zacząć rozmyślać nad nieobecnością jego i wiedźmy na kolejnych potyczkach przeklętych.
Uśpionego nocnym zimnem węża, pupilka czarownicy, swój pierwotny cel, dopadł podczas ucieczki, wiedział gdzie ma swoje leże, wielokrotnie pokazywano mu go, by lęk przed pożarciem nie pozwolił mu na myśl o ucieczce. Czarna klinga nawet nie zwolniła swego pędu, roztrzaskując z paskudnym chrupnięciem gadzi łeb wielkości męskiego torsu. Wyrwał kły, by z pieniędzy za ich sprzedaż opłacić sobie odpoczynek w jakiejś gospodzie. Dopiero tam dowiedział się, iż minęło pół roku, które dla niego mogły być dniem, bądź nocą.
Tydzień później znalazł się tu, na drodze na kolejne polowanie. Tym razem wabiony nie tyle nagrodą, co powiązaniem miejsca swego zadania z wyznawcami smoków. Może dla świata Bazylika była ukryta przez lata, jednak dla tych, którzy światem chcą rządzić bądź go unicestwić, mogła ona cały czas być w użytku.

Ciepło na jego szyi było tyleż przyjemne co irytujące, skóra przyzwyczajona do chłodu ciemności nie przepadała za wystawieniem na rozgrzewające promienie. Odziany w czerń, dotarł wreszcie na miejsce, ubita ziemia pod nogami powoli mieszała się z kamieniem wyściełającym powierzchnię placu. Wokół zaaferowani robotnicy, ciekawscy podróżnicy, zadumani kapłani. Podejrzewał, że to ci ostatni będą najlepiej zorientowani w sytuacji, w końcu chodziło o okolice przybytku ich zainteresowania.
Rozglądając się uważnie, nie chcąc wejść nikomu w drogę by nie sprowokować niepotrzebnej rozmowy, spróbował zbliżyć się do duchownego, by móc zapytać o zleceniodawcę.
- Hej - rzekł spokojnie, swym nieco ponurym tonem, by zwrócić ku sobie spojrzenie kleryka. - Jestem tu w sprawie ogłoszenia o potworze, szukam niejakiego Franka - spoglądając chłodno na uczonego wiary człowieka czekał na odpowiedź.
09.12.2017, 15:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#4

STRAŻNIK


Zapytany człowiek, którego łowca wziął za duchownego, drgnął, gdy odwrócił wzrok od postępujących robót na przybysza. Wyraźnie przestraszył się olbrzymiego, naznaczonego bliznami wojownika.
- Znam tylko jednego Franka - wybełkotał szybko. - Jest kapłanem Duro. Zarządza Smoczą Bazyliką. Powinieneś znaleźć go w głównym namiocie.
Łysawy kleryk, który wyraźnie walczył ze swymi uprzedzeniami i niczym uzasadnionym strachem, wskazał palcem na białą jurtę rozstawionej pod lasem, naprzeciwko świątyni. Wyglądała skromnie - duża mniejsza od pozostałych, kolorowych. Nikt tam nie stał. Wejście do środka było odchylone, zapraszając potencjalnych gości.
09.12.2017, 18:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#5

- Dzięki - rzucił krótko łowca. Zwrócił wpierw głowę, następnie całe ciało w kierunku wspomnianego namiotu. Miejsce to miejsce, nie miał zamiaru dopatrywać się znaczenia w jego barwach i ulokowaniu na tle sąsiedztwa. Podobnie reakcja człowieka z którym rozmawiał, już dawno się przekonał, iż ludzie bardzo często reagują lękiem na jego widok. Widzieli zbrojnych zakutych w żelazo, obwieszonych bronią, niknących pod bogactwem ekwipunku, jednak zwykle to to co nie widoczne budziło trwogę. Napotkani ludzie nie znali go, jedynie oceniali aparycję i z niej wnioskowali, dostrzegali rany na twarzy i szyi, widzieli ciężki krok, zwracali uwagę na pozbawiony życia oczodół przykryty powieką, jednak całą resztę okrywała czerń. Co im podsuwała wyobraźnia ? Czy miał pod płaszczem wycelowaną w nich broń ? Czy był chory i zdeformowany ? Lata temu przestał zwracać na to uwagę, kiedyś, gdy był młokosem, przeszło mu przez myśl - co oni mają do osobnika ubranego na czarno, to tylko materiał okrywający jego postać, nic więcej - lecz szybko zaczął to olewać. Dlaczego w ogóle zaczął nad tym dumać ? Może ostatnie wydarzenia, które nieomal obdarły go z resztek człowieczeństwa wróciły mu pewne obawy ? Wzruszył tylko ramionami, jeszcze stanie się filozofem.
Tym samym, spokojnym krokiem, równym i płynnym, wręcz nienaturalnym jak na kogoś swej postury, zmierzył w stronę niepozornego przybytku. - Przynajmniej tym razem kościół nie odstawia się na bogato - pomyślał. Stanąwszy u wejścia, klepnął dwa razy w poły materiału, jakby pukał do drzwi - Jest tam kto ? Ja w sprawie ogłoszenia od Franka.
Pozostało mu czekać na odpowiedź.
10.12.2017, 00:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#6

STRAŻNIK


Yoarashii nie usłyszał zwykłe "proszę", zamiast tego szmer przesuwanego krzesła i kroki, by zaraz w wejściu do jurty pojawił się mężczyzna. Z surowym wyrazem twarzy zanim odezwał się, bardzo uważnie przyjrzał się łowcy. Wzrok prześlizgnął się po czarnym ubraniu, wielkim mieczu, ranom widocznych na twarzy. Zadowolony ze swej inspekcji, pokazał gestem, by wszedł do środka.
- Wybacz moją obcesowość. Po tym, jak dałem zlecenie kilkorgu chętnym przed tobą, nie zaczynam rozmowy z nikim, jeśli nie zrobi na mnie odpowiedniego wrażenia. Odprawiłem w ten sposób już sporo różnych typów. Poczuli się obrażeni, ale przynajmniej żyją. Ty wyglądasz na takiego, co w końcu rozwiąże nasz problem.
Kapłan wskazał Yoarashiiemu miejsce przy wąskim stoliku, sam zanim zasiadł naprzeciwko nalał sobie i łowcy ciemnego piwa. Gdy postawił drewniany kufel przed gościem, ten miał okazję przyjrzeć się swemu zleceniodawcy - był zaskakujący młody jak na kapłana, krzepki, pełen werwy. W podobnym wieku, co łowca; miał na sobie ciemnopomarańczową szatę z emblematem religii Duro. Sprawiał wrażenie poważnego człowieka.
- Dla formalności - tak, to ja jestem Frank. Zgaduję, że o zleceniu słyszałeś w Greathardzie. Pewnie też zauważyłeś, że zlecenie wisi już od wielu tygodni. Nasz potwór jest tak uciążliwy, że od kilku dni trzymamy Smoczą Bazylikę zamkniętą. Oferuję siedem złotych monet za pozbycie się problemu.
11.12.2017, 20:06
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#7

Wszedł do środka i zasiadł na wskazanym miejscu. Owszem, młody wiek kleryka zwrócił jego uwagę, lecz on sam parał się wojaczką nim jeszcze umiał chodzić. Pomniejszym była kwestia, czy ów jegomość jest tu z własnej woli, za karę, czy też został specjalnie wybrany, ze względu na swe zdolności do objęcia pieczy nad tym zakątkiem i jego problemami.
Właśnie, problemy.
Wyraz twarzy łowcy nie zmieniał, się, zawsze wyglądał, jak gdyby nic go nie interesowało w rozmówcach. Tak też właściwie było, choć nie zawsze.
- Wokół obozu nie ma straży - rzekł w myśli, a przynajmniej żadnych nie widział. - Trakt nie jest odizolowany, więc niebezpieczeństwo o którym mowa raczej nie grasuje po okolicy - rozejrzał się pobieżnie po wnętrzu namiotu, może gdzieś leżały plany samej budowli ? - Bazylika zamknięta, wygląda więc, że swojego potwora znaleźli wraz z nią samą, może coś w podziemiach ?
Poruszył barkami, oręż jakim się posługiwał był mało użyteczny w ciasnych zakamarkach katakumb.
- Powiedz mi coś więcej o tym co wyprawia ten wasz problemie - zaczął spokojnym tonem. - Do zapłaty wlicz czas pobytu, oraz dzień po zakończeniu na odpoczynek.
12.12.2017, 03:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#8

STRAŻNIK


- Jasne, znajdziemy dla ciebie odpowiednie miejsce.
Planów budowli na próżno było wypatrywać wśród niewielkiej ilości przedmiotów we wnętrzu namiotu. Prócz stołu, przy którym siedzieli, i trzech krzeseł, znajdowało się posłanie ubite na słomie, mała komoda i obdrapana skrzynia. Na wierzchu znajdował się stos opasłych ksiąg, które raczej nie zawierały w swej treści mapy wnętrza Smoczej Bazyliki.
Wnętrze jurty wyglądało tak ubogo, że albo Frank prowadził ascetyczny tryb życia, albo pozapominał przywieźć połowy rzeczy.
Kapłan podchwyciwszy wzrok Yoarashiego, powiedział:
- Gdy okazało się, że w Bazylice nie jest bezpiecznie, nie zdążyli wynieść wszystkich potrzebnych przedmiotów. Podjęto decyzję w pośpiechu. Zamknęliśmy wrota w ostatniej chwili. Coś tak w nie gruchnęło, że baliśmy się, że wyłamie drzwi. A co za ryk usłyszeliśmy! Nikogo, kto był przy tym, nie namówiłbyś, by wlazł do bazyliki z własnej woli. Zdecydowałem o czasowym zamknięciu budynku. Po tym, jak zobaczyłem rany jednego z naszych, wiedziałem, że to jedyne, co mogę zrobić, nie narażając nikogo więcej.
Frank skrzywił się. Upił porządny łyk piwa. Wycierając usta rękawem, kontynuował:
- Od tamtej pory nikt nie waży się tknąć wróg. A pracować musimy, więc kisimy się tu wszyscy na miejscu. Do rzeczy jednak, nie wiemy co to jest. Kalwin zanim zmarł wciąż powtarzał w gorączce, że to bestia z wielkimi rogami, demon przypominający człowieka. Był jedyną osobą, która widziała go i przeżyła na tyle długo, by cokolwiek nam powiedział. Wcześniej natykaliśmy się na ciała z tak głębokimi ranami, że zastanawialiśmy się ile pozostało do rozpołowienia. Niektórym rzeczywiście brakowało którejś kończyny.
Frank ciężko westchnął. Sięgnął po piwo.
- Masz jeszcze jakieś pytania?
14.12.2017, 16:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#9

Jak widać miał rację. Nie jest to pierwszy przypadek, gdy zapomniane sanktuarium staje się leżem potwora, a czasem nawet całego stada. Winy monstrum ciężko w tym upatrywać, to człowiek porzuca swe twory, które leżąc odłogiem, stają się dobrym miejscem na siedlisko. Później, gdy sobie przypomni o tym co zrobił, wraca i ku swemu zdziwieniu odkrywa nowego lokatora.
Przynajmniej on był takiego zdania.
- To co tam znaleźliście raczej nie jest przeciętnym potworem - podjął znużonym głosem. - Możliwe, że uznał ten teren za swój i traktuje nas jako intruzów, zabija, ale nie pożera. A może jest bardziej inteligentny i czegoś broni, to również możliwe - spojrzenie łowcy padło na trunek przed nim. - Przyda mi się nieco informacji o bazylice, najlepsza by była jakaś mapa lub plan, ale zda się też jak ktoś po prostu opowie mi o tym miejscu. Jak dużo tam pomieszczeń, czy są jakieś podziemia, groby i temu podobne sprawy - rutynowo wolał dowiedzieć się tych rzeczy przed wkroczeniem do akcji. Nie uśmiechało mu się błądzenie po nieznanej liczbie komór i labiryncie korytarzy, w końcu z łowcy stałby się zwierzyną. Dochodziła do tego niechęć do zamkniętych przestrzeni, nie by cierpiał na klaustrofobię, jednak z racji swej postury i sposobu walki, preferował pół otwarte przestrzenie. Sama myśl o przeciskaniu się przez lochy pogarszała jego nastrój.
- Jeżeli będę musiał zejść pod ziemię, przyda mi się źródło światła, a tak to mogę ruszać od razu, puki jeszcze słońce nie zaszło, prowadź.
15.12.2017, 05:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Plac
#10

STRAŻNIK



Frank w odpowiedzi pokiwał głową.
- To właśnie podejrzewaliśmy.
Kapłan wstał. Otworzył obdrapaną skrzynię, z której wyjął książkę oprawioną w skórę. Była małego formatu, cienka, ledwo używana - wyglądała bardziej na dziennik niż na opracowanie naukowe. Frank wyciągnął z niego dwie luźne kartki pobrudzone atramentem. Wręczył je Yoarashiemu ze słowami:
- Na samym początku sporządziłem szkic. Jest on poglądowy. Raczej na wiele się nie przyda. Innych planów nie posiadam. Podziemia w ogóle nie zostały zbadane. Wiem tylko, że od razu po zejściu będziesz musiał wybrać, którym korytarzem pójdziesz. Eksplorację tego miejsca odłożyliśmy i może dobrze się stało.
Narysowane plany Smoczej Bazyliki były bardzo ubogie. Na jednej kartce miał zaledwie informację dotyczącą sali głównej oraz przejścia na krużganek, zaś na drugiej widniał przekrój wieży - wszystko ujęte ręką amatora, co nie podlegało żadnej wątpliwości.
Jeżeli łowca chciał, mógł je zabrać albo po prostu zapamiętać nieskomplikowany rozkład pomieszczeń.

Frank wyszedł razem z Yoarashim z namiotu, nie komentując ani słowem nieruszony kufel piwa. Wokół jurty zdążyło zebrać się sporo ludzi, którzy półkolem otoczyli ich. Z zainteresowaniem przyglądali się łowcy. Niektórzy w pogotowiu trzymali broń, podejrzliwie łypiąc. Frank w kilku słowach wyjaśnił wszystko. Po kilku minutach, gdy stanęli przed wejściem do Smoczej Bazyliki i robotnicy siłowali się z drewnianą sztabą, pojawiła się także mała, metalowa latarenka, którą wręczono łowcy.
Otworzono tylko jedno skrzydło.
- Zamknięty za tobą i wystawimy straże - rzekł Frank, wlepiając wzrok w ocienione przejście. Zaraz potem wzdrygnął się, przeniósł spojrzenie na wielkoluda. - Obyś pozbył się tej bestii czymkolwiek jest. Powodzenia.

Plany:
Parter
Krużganek
Wieża

Zapraszam do tego tematu. Tutaj masz zt.
19.12.2017, 21:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna