Wąwóz Wilcze Doły
#11

Całe rozważania łowcy czy rozpalać ogień czy też nie skończyły się na zebraniu niemałej kupki drewna na ewentualne ognisko jednak reszta spaliła na panewce gdyż w nocy zaczęło padać i wszelkie próby rozpalenia ognia dosłownie rzecz ujmując spłynęły na niczym. Trzeba było przetrzymać kolejną zimną noc jak to się czasem na szlaku zdarzało.
Grzbiet konia okrył derką, sam się opatulił szczelnie jak tylko potrafił żeby uniknąć maksymalnie przemoczenia do suchej nitki i zapadł w czujny, niespokojny sen.
Ranek też nie przyniósł dobrych wieści. Co prawda przestało padać i wiać jednak całą okolicę spowijała gęsta klejąca się do wszystkiego mgła. Część zebranego przez niego wieczorem drewna przy dużej dozie zawzięcia nadawało się do rozpalenia. W związku z tym, że i tak niewiele było widać dookoła Draugdin rozpalił ognisko. Ciepło płomieni potrzebne było tak jemu jak i Furalowi, żeby rozgrzać ciało i kości po ciężkiej nocy.
W sumie łowcy nie spieszyło się za bardzo. Ogień płonął z trudem, a mokre drewno strasznie dymiło jednak w zaistniałych warunkach nie miało to większego znaczenia. Ważne, że było ciepło, a czas działał na ich korzyść. Przynajmniej łowca taką miał nadzieję, że im później tym mgły powinny zacząć się rozrzedzać. Nakarmił konia sam przegryzając kurczące się zapasy podróżne.
Po jakimś czasie zebrane zapasy drewna nadającego się względnie do palenia skurczyły się tak bardzo, że próby podtrzymywania dalej ognia przestawały być skuteczne.
Trzeba było ruszać dalej. Zagasił żar, osiodłał konia i postanowił poruszać się dalej w kierunku, którego jeszcze nie znał. Jeżeli mgła pozwoli będzie jechał wierzchem. W przeciwnym przypadku postanowił poruszać się pieszo prowadząc Furala za uzdę.
13.01.2018, 13:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#12

STRAŻNIK


Mgła nie opadała. Odczekanie przy ledwo tlącym się ognisku jedynie odwlekło kontynuację podróży przez wąwóz. Draugdin od samego początku był zmuszony iść pieszo, trzymając uzdę i prowadząc ich dwójkę przez opustoszałą, zapomnianą, wąską drogę. Niekorzystne warunki pogodowe utrzymywały się; gęste, białe mleko ani trochę nie rozrzedziło się, od czasu do czasu do uszu łowcy dochodził wizg wiatru przetaczającego się wśród kamiennych szczelin. Widział jedynie drogę w promieniu pięciu metrów.
Kiedy mijał spotkanego poprzedniego dnia nieznajomego w hełmie, teraz mógł być absolutnie pewien, że był martwy. Twarz wysuszona, blada, z resztkami skóry obciągniętej na czaszce lśniła wilgocią. Puste oczodoły zwrócone w stronę, w którą zmierzał łowca, wysunięta szczęka jakby ktoś brutalnie ją złamał, i smętnie zwisające końce włosów nieudolnie próbujące zakryć szpetotę denata.
Trup prócz topora, ubrania i hełmu nie posiadał przy sobie nic więcej godnego uwagi. Nie żył już od dawna.

Wędrówka przez wąwóz była męcząca. Trudna noc dawała mu się we znaki. Draugdin musiał uważać na podłoże. Po godzinie drogi niewiele się rozwidniło. Drobną pociechą było przebijające się  przez mgłę światło słoneczne. Po drugiej godzinie wiatr nieco ucichł, choć dalej od czasu do czasu silny wicher przetaczał się między skalnymi ścianami, szarpiąc za ubranie. Po kolejnej godzinie Draugdin zaczął słyszeć szepty.
Z początku łowca ledwo wyłapywał je, jednak z każdym kolejnym krokiem były one coraz głośniejsze. Głosy dobiegały z różnych stron, z inną tonacją i siłą. Bezosobowe. Na razie Draugdin nie był w stanie odróżnić poszczególnych słów. Fural niespokojnie zastrzygł uszami, poruszając się coraz niespokojniej.
Gdy w wąwozie rozległ się warkot, szepty ucichły. Mgła rozrzedziła się, rozszerzając pole widzenia o kolejne dziesięć metrów. Zobaczył przed sobą wilka, który powoli zmierzał w jego stronę, warcząc zza obnażonych kłów. Za nim powoli pojawiły się jeszcze pięć takich samych drapieżców.
24.01.2018, 21:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#13

Łowca czuł w kościach, że ten dzień coś przyniesie. Ani okolica, ani pogoda, ani okoliczności w jakich się tu znalazł nie należały do zbyt fortunnych i przyjaznych. Coś wisiało w powietrzu i coś musiało się w końcu wydarzyć.
Ze względu na nierozwiewające się mgły poruszali pieszo się przez wąwóz już ładnych kilka godzin i nic nie zapowiadało, żeby pogoda tego paskudnego dnia miała się cokolwiek poprawić. Nic też nie zapowiadało tego co stanęło im na drodze. Ledwie mgła rozwiała się na tyle by widoczność była na jakieś około 10 metrów gdy w zasięgu wzroku na ich drodze pojawił się wilk, a po chwili reszta wilczej paczki. W sumie było ich sześć warczących i wyszczerzających ku niemu kły.
Sytuacja nie była może zbyt komfortowa, ale tez nie była i beznadziejna. Draugdin bywał już w większych opresjach, ale nigdy i żadnej z takich sytuacji nie lekceważył. Fakt, że wilków było dużo jak na jego jednego. Na szczęście wąski wąwóz niwelował nie co przewagę wilków, którą by miały gdyby wykorzystały swoja ulubioną taktykę otoczenia przeciwnika. Na szczęście ściany wąwozu nie pozwalały na to. Poza tym łowca nie był sam. Z Furalem już niejednokrotnie stawiali czoło rożnym dzikim stworzeniom. Koń nie czekał na komendę i sam wycofał się kilka kroków do tyłu wysuwając lejce z uchwytu jeźdźca po czym odwrócił się zadem w kierunku stada i był gotów na wykorzystanie swoich często nader celnych tylnych kopyt.
Draugdin zachowywał spokój. Płynnym i niegwałtownym ruchem dobył obydwu swoich katan i przyjął pozycję gotowości do odparcia ewentualnego ataku. Był spokojny i opanowany, był gotów do walki. Kątem oka dostrzegł jakby runy na jego magiczny ostrzu rozjarzyły się minimalnie... Choć może to tylko złudzenie spowodowane mgłą. Był gotów. Z tyłu ciche prychnięcie Furala dało mu znać, że wierzchowiec też był gotów.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 25.01.2018, 13:37 przez Draugdin.)

25.01.2018, 13:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#14

STRAŻNIK


Wilki warczały. Z nisko opuszczonymi łbami łypały ślepiami na Draugdina. Dwa z nich wysunęły się na czoło watahy, powoli zbliżając się. Szły wolno, uważnie. Ich miękkie, sprężyste ruchy wskazywały, że nie były zmęczone, a proporcjonalne sylwetki, że także dalekie od wygłodzenia.
Fural wykonał to, czego oczekiwał od niego łowca, z tym że jemu nie udzielił się spokój łowcy - stał niespokojnie, płochliwie rżał.
Atak nastąpił od razu. Dwa wilki równocześnie skoczyły ku Draugdinowi. Nabierając prędkości jeden zamierzał skoczyć na niego, drugi z obnażonymi zębami szarżował tuż obok, najpewniej chcąc ugryźć albo w nogę, albo w rękę (z prawej strony).
Pozostałe zbliżały się, obserwując z pewną inteligencją rozwój sytuacji.
01.02.2018, 22:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#15

Atak nastąpił szybko i bez uprzedzenia, jak to wilkom przystało. Jednak łowca był spokojny, czujny i przygotowany. Każdym z mieczy wykonał szybki i płynny młynek na zewnątrz i do góry po czym znad głowy naprzemiennie nożycowo ciął prosto przed sobą wilka atakującego go bezpośrednio od przodu.
Następnie wykonał pół obrót schodząc z linii skoku drugiego wilka i ciął oboma katanami przez kark i plecy lecącego w wyskoku zwierzęcia. Draugdin ustawił się tak żeby resztę stada ponownie mieć przed sobą. Pierwszy z wilków jak zakładał był martwy drugi w najlepszym przypadku umrze w wyniku odniesionych ran. Pytanie było czy zniechęci to resztę od dalszego ataku.
Wołałby żeby tak się stało. Jeżeli nie to będzie go czekała ciężka walka i prawdopodobnie niepotrzebna nikomu rzeź. Z drugiej strony pierwszy raz widział wilki tak bardzo zorganizowane i bez wyraźnej potrzeby atakujące uzbrojonego człowieka.
03.02.2018, 22:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#16

STRAŻNIK


Wilk zdążył oderwać się łapami od podłoża, wykonując sus, gdy pierwsze z cięć dosięgnęło go. Z gardzieli nie wydobył się żaden dźwięk. Krew chlusnęła mu cienkim strumieniem w nos i oko. Drugie cięcie zakończyło sprawę. Odcięta przednia łapa wyleciała w powietrze, kreśląc za sobą karminowy warkocz. Katana zahaczyła jeszcze o szyję i pysk. Wilk upadł. Nie wyjąc w agonii, wykrwawiał się.
Rozpęd i masa pierwszego zwierzęcia nie zdołały zachwiać postawą łowcy, jednak pod takim naporem musiał cofnąć się o krok. Utrudniło mu to wykonanie półobrotu i przejście do kontrataku. Skostniały po nocy i dalszej niesprzyjającej, zimnej pogodzie w dzień, poruszył się, jak na profesjonalistę jak on, zaskakująco niezdarnie. Mimo to zdołał obronić się przed drugim wilkiem, który po uderzaniach w kark i plecy, przeleciał obok łowcy, aby paść bezwładnie z milknącym warkotem. Drugie z cięć było tak silne, że gdy katana trzymana w prawej ręce wgryzła się aż do kości żeber, poczuł charakterystyczny zgrzyt. Rozpęd unicestwionego drapieżnika sprawił, że Draugdin wypuścił to ostrze z ręki.
Dopiero wtedy poczuł, że dłonie zaciskające się na rękojeści drugiego miecza, są sztywne z zimna. Katana, która utkwiła w ciele martwego zwierzęcia, zwyczajnie wysmyknęła mu się z uścisku, gdy palce nie posiadały swojej pełnej sprawności.
Pozostałe cztery wilki nie czekały już więcej. Ich warkot zdawał się głośniejszy, agresywniejszy. Zbliżyły się na odległość czterech metrów, trzymając pomiędzy sobą odstęp jednego metra. Zaskakująco zorganizowane, zagrodziły całkowicie dalszą drogę, stojąc równo w jednej linii. Skulone do ataku, obserwowały Draugdina, najwyraźniej nie ryzykując ponownego, frontalnego ataku. Mgła za nimi zagęściła się. Łowcy zdawało się nawet, że dalej jakiś cień przemknął i zniknął.
Katana, która utkwiła w ciele wilka, znajdowała się dwa metry za nim. Było to niestety ostrze z magicznym kamieniem.
04.02.2018, 14:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#17

Sukces był. Jednak był to sukces połowiczny. Dwa wilki leżały martwe, ale też chwilowo stracił jedno z ostrzy i to akurat to magiczne. Obliczał szanse. Jakieś cztery metry miały do niego pozostałe wilki. Katana wbita w ciało martwego wilka była z tyłu za  nim około dwa metry. Niby nie daleko, ale dla wilków ta odległość też nie była duża. Sytuacja była trudna jednak nie zamierzał się poddawać, a tym bardziej nie zamierzał dać się zabić w tym zapomnianym przez ludzi i bogów kanionie.
 Nie wykonując żadnych gwałtownych ruchów niemalże niezauważalnie zaczął się poruszać w tył w kierunku miecza wykonując dosłownie kilku centymetrowe kroczki. Jednocześnie schował wolną teraz dłoń w fałdzie rękawa i wykonywał nią szybkie skurcze otwierając ją i zamykając. Próbował w ten sposób maksymalnie przywrócić w odrętwiałym i zziębniętym ciele krążenie. Powoli dawało to rezultat jednak do drugiego miecza było nadal daleko.
 Nagle ku zaskoczeniu wszystkich Fural zarżał, stanął na chwilę dęba po czym zrobił obrót wokół własnej osi. Dokładnie rzecz ujmując wykonał obrót dookoła własnej osi, gdzie Draugdin był jakby środkiem tego obrotu. Skutek był taki, że koń zagarnął swoim ciałem łowcę i pchnął go kilka kroków w tył po czym znowu przyjął pozycję tak aby w razie potrzeby użyć swoich kopyt. Koń musiał działać instynktownie gdyż nigdy podobnego manewru nie ćwiczyli. Być może była to chęć odsunięcia jeźdźca czy też w rozumieniu zwierzęcia towarzysza podróży dalej od zagrożenia w postaci wilków.
 Draugdin sam był zaskoczony manewrem wierzchowca, więc tym bardziej zaskoczone powinny być wilki. Przynajmniej na to liczył. Odzyskawszy równowagę zorientował się, że stoi tuż obok ciała zabitego wilka, a rękojeść wbitego w niego miecza znalazła się niemalże na wysokości jego dłoni. Wystarczyło tylko sięgnąć by być znowu uzbrojonym w dwa ostrza.
Sytuacja nadal była ciężka jednak odległość do wilków trochę się zwiększyła no i miał szanse na obronę czy atak ponownie dwoma mieczami. Nie dawało mu jedynie spokoju nietypowe zachowanie wilków. To nie było normalne zachowanie zwierząt. On jednak też nie był przypadkowym człowiekiem, który się znalazł w tej głuszy. Co prawda znalazł się tu rzeczywiście przypadkowo i niezaplanowanie, ale nie zamierzał tu umrzeć.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 09.02.2018, 12:29 przez Draugdin.)

08.02.2018, 15:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#18

STRAŻNIK


Wilki rzuciły się, gdy tylko koń poruszył się, próbując wykonać obrót, zagarniając swego pana do tyłu, by ten mógł dosięgnąć swój magiczny oręż. Aby osiągnąć sukces, nie zabrakło jednego, drobnego elementu - w zasadzie to popełniono kardynalny błąd. Draugdin stał się ofiarą własnego wierzchowca.
Okrążając swego pana Fural nie posiadał ani odpowiedniej przestrzeni dookoła, ani dostatecznej prędkości. W efekcie próba wypadła nijako, bardzo wolno i niezdarnie, koń ze swą wagą, wzrostem oraz budową ciała mógł tylko narobić szkód, gdy pchnął Immortala omal nie pozbawiając go tchu. Mężczyzna prawie upadł, przez chwilę mimowolnie walcząc ze złapaniem równowagi. Czuł promieniujący ból prawego barku, w które koń uderzył.
Draugdin mógł być pewien, że gdyby Fural wcześniej nabrał odpowiedniej prędkości, to usłyszałby tylko trzask kości zanim zdałby sobie sprawę, że stracił władanie w tej ręce. Miał jednak szczęście, że koń poruszał się na małej przestrzeni i nie mógł mu jeszcze bardziej pomóc.
Fural stał się murem oddzielającym go od wilków.
W chwili, gdy wierzchowiec kończył swój manewr zwierzyna rzuciła się na niego. Draugdin usłyszał przerażone rżenie. Trzy wilki wczepiły się w ciało Furala. Jeden skoczył na jego grzbiet z boku, z drugiej (nieosiągalnej i mało widocznej dla łowcy) strony, zatapiając pazury w sierści. Drugi skoczył do jego piersi, próbując kłami ją rozorać. Trzeci trzymał się blisko, atakując zad - szybko został odepchnięty przez silne kopyta. Wilk został otumaniony, poruszając ospale łbem. Wierzchowiec wpadł w szał, wierzgając się. Na nic zdadzą się komendy. Koń desperacko walczył o przetrwanie.
W międzyczasie Draugdin musiał zmierzyć się z czwartym wilkiem, który wykorzystał chaos i wyminął Furala, błyskawicznie dopadając do łowcy. Dopadł do jego nogi, zatapiając kły w lewym bucie. Zęby nie przeszły na wylot, Immortal poczuł zaledwie igiełki od zębisk oraz potężny zacisk, który przewrócił go na plecy. Warczący wilk szarpał za materiał, będąc coraz bliżej do utoczenia krwi mężczyźnie.
Pociechą dla Draugdina mógł być fakt, że zbliżył się na tyle do wcześniej opuszczonego oręża, że teraz miał go na wyciągnięcie ręki. Tylko będzie musiał jeszcze trochę włożyć siły, by wyciągnąć go z ciała ubitego wilka.
14.02.2018, 23:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#19

Sytuacja była o tyle dramatyczna co niezmiernie dynamiczna. Manewr Furala mógł go kosztować życie, choć może właśnie mu je ratował narażając własne. Będzie później czas na to, żeby to rozstrzygać. Przynajmniej taką miał nadzieję.
Ostatecznie na ta chwilę koń stanowił swoistego rodzaju mur między nim, a wilkami które teraz rzuciły się na nowy cel. Draugdin miał tylko nadzieję, że mimo liczebnej przewagi na krótką metę nie będą w stanie poważnie zaszkodzić tak zdrowemu i silnemu zwierzęciu jak jego wierzchowiec. Jednak margines czasowy był bardzo wąski. Trzeba było działać.
Trzy wilki zajęły się koniem. Czwarty natomiast ruszył na łowcę. Źle wybrał jednak miejsce ugryzienia. Draugdin podziękował sobie w duchu za zainwestowanie w porządnej jakości buty. Zęby wilka ledwie sięgnęły skóry. Nie było czasu na zastanawianie się. W całej tej sytuacji dobre było to, że wilk zaatakował od lewej strony czyli od tej ręki, w której łowca trzymał broń. Bez zastanowienia pewnym ruchem ciął po łuku przez kark zwierzęcia po czym przymierzył się do przyszpilenia go do ziemi pchnięciem prosto w dół.
Oburęczność nie raz ratowała mu życie. Jednocześnie w tym samym czasie prawa dłoń, ta w której krążenie udało mu się nie co pobudzić napotkała rękojeść magicznej katany. Palce zacisnęły się kurczowo na rękojeści. Przymierzył się do jednego mocnego szarpnięcia. Nie widział jak mocno miecz utkwił w truchle wilka dlatego też miał zamiar użyć większej siły żeby mieć zapas na w razie czego Poza tym miał tez zamiar wykorzystać to szarpnięcie tak żeby przenieść ramię działania siły na to pchnięcie w dół w celu przyszpilenia wilka szarpiącego jego lewy but. Szarpnął licząc na powodzenie planu. Poza tym miał jeszcze przyjaciela i własne życie do uratowania.
15.02.2018, 21:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wąwóz Wilcze Doły
#20

STRAŻNIK


Łowca wykonał cięcie z lewej. Wilk uczepiony jego buta, uciekł z wyciem do tyłu, gdy ostrze zahaczyło o jego bok i omal nie odcięło ucha, nacinając go do połowy. Miecz przeciął powietrze, gdy Draugdin próbował przyszpilić go do ziemi za pierwszym i za drugim razem, już magiczną bronią. Uwolniony z zacisku szczęk łowca nie zdążył nawet wstać, gdy ranny wilk zaskowyczał, wycofując się bardzo szybko. Poderwał się do biegu, niezgrabnie omijając resztę swoich pobratymców. Z podkulonym ogonem, ranny, uciekał z miejsca potyczki.
Sytuacja z Furalem nie zmieniała się. Koń nadal szarpał się. Stawał na tylnych nogach, zwalając z grzbietu jedno ze zwierząt, które zaraz wściekle zaatakowało zad. Z pozostałymi było podobnie - co Furalowi udało się zrzucić, to chwilę potem kontratakowały ze wściekłością drapiąc i gryząc, gdzie tylko mogły. W efekcie wierzchowiec bardzo szybko tracił siły. Gdy Draugdin uwolnił się od swojego przeciwnika, koń już wierzgał dużo słabiej, krwawiąc obficie z boku; mniej z zadu, karku oraz nóg. Wilki zdawały się bardzo bliskie uśmiercenia go.
Pozostałe dwa bardzo szybko zmieniały pozycje, raz znajdując się blisko łowcy, raz przeskakując na drugą stronę. Nieustannie atakowały z doskoku, trzymając się w pewnej odległości od tylnych kopyt Furala.
24.02.2018, 16:45
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna