Wejście do kopalni
#31

STRAŻNIK



szyscy przypatrywali się w nerwowym oczekiwaniu to na wejście do kopalni, to na medyka, który przeprowadzał operację na jednym z górników. Ta przeszła nadspodziewanie dobrze - rana została zasklepiona pozostawiając po sobie jedynie delikatną bliznę. To jednak nie był koniec zmagań Isidura z pasożytem, który zagnieździł się w ciele mężczyzny. Na nieszczęście - albo i szczęście? - górnika, jego uzdrowiciel nie próbował samodzielnie zmagać się z nieznanym mu stworzeniem, zadomowionym w jego brzuchu. Na wieść o tym Kornelius spojrzał na niego z lekkim zdziwieniem, jednak uszanował jego wolę. Zwołał pozostałych górników, którzy na szybko przygotowali prowizoryczne nosze, na których delikatnie ułożyli swojego towarzysza. Droga do klasztoru nie była długa ale nikt jakoś nie kwapił się do wstąpienia w ciemności nocy po tym co zobaczyli.
- Ah, cholera by was wzięła. Thomas, Zeroth, idźcie z nimi. Macie zapewnić im bezpieczeństwo. Weźcie pochodnie. - powiedział władczym tonem dowódca strażników. - W drodze powrotnej idźcie do koszar i zgarnijcie kilku chłopaków. Przydadzą się tutaj. - dodał po chwili, po czym zaczął rozstawiać swoich ludzi dookoła wejścia. Część z nich zdjęła z pleców ciężkie kusze i rozstawiła się w kilkumetrowych odstępach od siebie, celując w szyb. Dopiero kiedy wszyscy ustawili się w odpowiednich miejscach zwrócił się do Deraka. - Dobre spostrzeżenie. Przydasz się - powiedział z dumą, szukając wzrokiem Korneliusa. - Macie może mapę korytarzy?
Chwilę trwało zanim Kornelius odnalazł w ogólnym rozgardiaszu swoje notatki oraz ludzi, którzy znaleźli rannego. Po kilku minutach na stole przed wszystkimi leżała mapa z zaznaczonym miejscem, w którym rozegrał się ten makabryczny atak. - Przecież tu nic nie ma. To ślepy zaułek - powiedział podniesionym głosem dowódca, jakby oczekiwał na jakąkolwiek korektę ze strony górników. Ci szybko wytłumaczyli, że wszystko jest w najlepszym porządku - natrafili na końcówkę korytarza, przez którą mieli przebić się dalej. Poszło im nadzwyczaj łatwo, gdyż ściana, w którą wbili kilofy okazała się niezwykle cienka. Za nią zaś znajdowała się duża jaskinia, z której nadszedł atak. - To by wyjaśniało skąd takie nagłe pojawienie się tego cholerstwa... - mruknął jakby do siebie dowódca. - No nic, czekamy na posiłki. Jesteś gotowy do małego polowania? - zapytał bezpośrednio Deraka, wyprostowując się przy tym. Wszyscy spojrzeli na dwóch rosłych mężczyzn, którzy jako jedyni jak na razie zabierali głos w całej sprawie.

W tym czasie Isidur wraz z górnikami zaczął powoli lecz sukcesywnie zmierzać w stronę klasztoru. Nie niepokojeni niczym parli do przodu, nie odzywając się ani słowem. Czuć było w powietrzu, że wszyscy strapieni są losem swojego towarzysza. Po jakimś czasie na horyzoncie zaczęły majaczyć im wysokie dachy budynku, w którym wychował się Isidur. Jeszcze chwila i dotrą na miejsce.




Rozdzielacie się w tym momencie. Isi, opisz mi drogę, jeśli chcesz. W swoim poście daj też znać czy chcesz porozmawiać ze strażnikami przy bramie klasztoru i jeśli tak to napisz mi na pw co chcesz im powiedzieć. Daj też z/t w poście, przeniesiemy się już do klasztoru.
03.07.2018, 20:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wejście do kopalni
#32

sidur z wdzięcznością popatrzył na Korneliusa. Trochę było mu wstyd, że nie mógł zrobić więcej, ale nie chciał ryzykować życia górnika tylko po to aby móc zachować swoją dumę. Nadal był niedoświadczonym medykiem i choć posiadał wyjątkową moc, która sprawiała, że może być lepszy niż większość to nadal miał wiele do nauki. -Dziękuję za zaufanie i przepraszam, że nie byłem w stanie w pełni uratować twojego podwładnego. Ale obiecuję, że zrobię wszystko co w mojej mocy aby mu pomóc.-Wyciągnął dłoń w stronę górnika.-W takim razie ruszajmy!-Spojrzał na strażników niosących pochodnie.-Jeżeli możecie to użyjcie pochodni do ogrzewania go. Ciepło zdaje się mu pomagać. Niech jeden z was w szczególności skupi się na obszarze pod żebrami, w miejscu użądlenia.
Szybko pozbierał swoje rzeczy. Podniósł rozgrzany sztylet i postanowił ostudzić go w jakimś zbiorniku z wodą. Miał nadzieję, że jego niedawny zakup nie został jakoś poważnie uszkodzony. Z tego samego zbiornika nabrał wody i wymył sztylet pożyczony od jednego ze strażników po czym oddał właścicielowi jego własność. Dziękuję za pożyczenie sztyletu. Bardzo mi pan tym pomógł.-Oddał lekki ukłon w stronę pomocnego strażnika. W końcu wyruszył w drogę razem z górnikami niosącymi towarzysza jak i parą żołnierzy wybranych przez dowódcę.
Droga nie była daleka, a Isidur znał ją praktycznie na pamięć. Gdy przybył do Valen jako dziecko spędzał bardzo dużo czasu w klasztorze ucząc się o najróżniejszych chorobach i sposobach na radzenie sobie z nimi. Nie dla niego było dworskie życie, którym raczył go jego mistrz. Oczywiście mógł zająć wygodną posadę wśród szlachty Valen. W końcu akolici byli bardzo poważani i szanowani, a ich umiejętności były nieocenione wszędzie gdzie się udawali... no może poza Azaratem. Wśród szlachcianek znalazło się nawet parę panien, które były gotowe wdać się w... związek z Isidurem. Akolita nie przepadał jednak za dworskim życiem. Zawsze kiedy miał go dość przychodził w miejsce do którego teraz zmierzał przyśpieszonym krokiem. Wielki Klasztor Erern w Valen. Była to główna siedziba tej religii na Atarashii. Jedni z najlepszych medyków jakich widział. Miał nadzieję, że będą znali odpowiedź na nurtujące go pytania odnośnie stanu górnika i, co ważniejsze, będą w stanie mu pomóc.
Gdy mury majestatycznej budowli zaczęły majaczyć w oddali przez głowę Uzdrowiciela przeszła jeszcze jedna myśl. A co jeśli przy wejściu będzie stał strażnik który nie zna Isidura. Ostatnie parę miesięcy spędził w swojej rodzinnej miejscowości. Po takim czasie klasztor musiał przyjąć paru nowych gwardzistów. Młody mag zawsze ich podziwiał. Rośli, silni i nieustraszeni. Wtedy przez głowę przeszła mu pewna myśl, ale to będzie mógł załatwić później. Narazie liczył na szczęście, a może raczej na pomoc Erereceza.-Witajcie strażnicy! Mam na imię Isidur Noonan i przychodzę w pilnej sprawię. Ten mężczyzna jest na skraju śmierci, a ja nie jestem w stanie mu pomóc. Będę potrzebował pomocy medyków z klasztoru!-Oczekiwał na odpowiedź, jednocześnie modląc się w duchu do smoczego bóstwa.


Gracz opuścił wątek
08.07.2018, 12:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wejście do kopalni
#33

erwowa atmosfera udzielała się również Derakowi. Tak jak strażników i jego zaciekawiła operacja przeprowadzana przez niepozornego medyka. Po rozcięciu guza i zaglądnięciu do środka, postanowił go bez większych ingerencji zasklepić z powrotem. Czy znalazł tam coś niepokojącego, czy wręcz przeciwnie, do końca nie wiadomo. Ale wyglądało na to, że Isidur odkrył co dokładnie dolega jego pacjentowi. Godnym podziwu jest fakt, że potrafił on przyznać się do niemożności w udzieleniu pomocy rannemu. Na jego prośbę z przeniesieniem górnika do klasztoru, dowódca oddelegował paru chłopaków do eskortowania ich. Po udzieleniu wytycznych, na temat ogrzewania poszkodowanego za pomocą pochodni, mały konwój wyruszył w drogę. Ciekawe czy będzie mu dane uratować tego górnika? I być może los jeszcze kiedyś skrzyżuje drogi Isidura i Deraka w przyszłości.
Straż zaczęła rozstawiać się wokół wejścia w celu jego zabezpieczenia. Nic, co raczy pokazać się w wejściu, nie ma co liczyć na inne powitanie niż bełt z kuszy. Łowca pochwalony za swoje spostrzeżenie poczuł przypływ dumy i skierował się za dowódcą w stronę Korneliusa by również przyglądnąć się mapie. Po dłuższej naradzie wszystko wydawało się już jasne. Górnicy mieli pecha i dokopali się do jaskini zasiedlonej przez te cholerstwo. Ale dzięki temu będą wiedzieć gdzie dokładniej spodziewać się mogą tych potworów. Nie mniej i tak trzeba będzie przebadać pozostałe korytarze dla bezpieczeństwa. Po skończeniu analizy sytuacji, zapadła decyzja o czekaniu na posiłki. Nie ma się co dziwić, lepiej sprawę załatwić raz a dobrze, niż bawić się tygodniami.Po usłyszeniu pytania dowódcy, Derak również się wyprostował. -Możesz liczyć na moją pomoc. Z chęcią wezmę udział w tym polowaniu, oczywiście nie za darmo. -Odparł z delikatnym uśmiechem Łowca. Pozostało tylko poczekać na dalszy rozwój wydarzeń.
12.07.2018, 06:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wejście do kopalni
#34

STRAŻNIK



zas mijał nieubłaganie, nękając każdego niepewnością przyszłych wydarzeń. Nikt nie wiedział co tak naprawdę zalęgło się w kopalni ani kiedy postanowi znowu z niej wyleźć. Co jakiś czas dało się słyszeć delikatny dźwięk dobiegający z szybu ale nikt nie był do końca pewien ile było w nim prawdy, a ile po prostu strach mącił im w głowach. Strażnicy trwali w swych obronnych pozach nieubłaganie ale widać było, że niektórzy są już zmęczeni - w końcu było już późno, a oni znając życie spędzili już dzień na warcie.
Dowódca studiował mapy razem z Korneliusem kiedy do stolika podeszła dwójka strażników, wysłana wcześniej z Isidurem i rannym górnikiem. W ich towarzystwie szło pięciu innych mężczyzn, którzy nie wyglądali na zbytnio zadowolonych. - Tylko tylu?! - zapytał z wyrzutem dowódca, spoglądając na niewielkie posiłki, które otrzymał. - Przecież to nawet na zwiad nie wystarczy... - mruknął już ciszej, zrezygnowany. Widocznie wizja zwycięstwa w tej misji coraz dalej uciekała mu sprzed oczu.
- Ty, tam, najemnik - zwrócił się do Deraka, przywołując go ręką. - Coś tam myślisz, więc ciebie zapytam. Mamy szesnastu ludzi włącznie z nami. Nie sądzę żeby górnicy do czegoś nam się przydali, a wolę żeby cywile nie pałętali nam się pod nogami. Chciałem przypuścić pełen atak na miejsce gdzie znaleźli to paskudztwo ale istnieje szansa, że nam spierdoli, a mamy za mało ludzi żeby się rozdzielać. Wolałbym żeby oddział nie został wybity w tak głupi sposób. Wyglądasz na takiego co umie zrobić pożytek ze swojej tarczy. Chcę Cię wysłać na przodzie żebyś osłaniał moich ludzi. Chyba, że masz jakiś lepszy plan? - Zapytał, spoglądając uważnie na Deraka. Taka ufność dla nieznajomego byłaby nie na miejscu gdyby w grę nie wchodziło narażanie życia. A wiadomo - lepiej poświęcić kogoś komu trzeba dodatkowo zapłacić, a nie kogoś z kim się pracuje.

17.07.2018, 19:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wejście do kopalni
#35

zas mija nie ubłaganie. Atmosfera cały czas gęstnieje, wszystkich ogarnia coraz większy niepokój. Wskutek czego zmęczenie daje się we znaki coraz dotkliwiej, a w szczególności strażnikom pilnujących wejścia do kopalni. Strach przed nie znanym niebezpieczeństwem mącił w głowach i ciężko było odróżnić, czy dźwięki dobiegając z szybu są prawdziwe, czy tylko urojone. Wszyscy woleliby zapewne wygodnie odpoczywać w domu, niż czekać na nieznane przed wejściem do kopalni. Niestety służba nie drużba, i za coś żyć trzeba.
Podczas gdy Kornelius z Dowódcą studiowali mapy, powróciła dwójka strażników eskortujących medyka i jego pacjenta do klasztoru. Przybyli z niezbyt licznym wsparciem w liczbie pięciu mężczyzn. -Liczne posiłki, nie ma co. -mruknął pod nosem Derak. Ilość świeżo przybyłych strażników nie wprawiła w euforię głównodowodzącego strażnikami. Sądząc po jego odpowiedzi, bardzo mu to pokrzyżowało plany. Wizja udanej operacji oczyszczenia kopalni wydawała się coraz bardziej odległa.
Zawołał on Deraka i przedstawił mu w jakiej sytuacji się znajdują. Liczba 16 ludzi zdolnych do walki nie powalała na kolana, a tym bardziej na efektywne zabezpieczenie wszystkich tuneli naraz. Plan, aby łowca szedł na przedzie nie był dla niego większym zaskoczeniem, w końcu łatwiej poświęcić najemnika niż własnego człowieka. -Nie ma co kłamać, nie ma nas zbyt wielu. Więc sprawdzenie wszystkich tuneli będzie kłopotliwe i tak jak wspomniałeś zbyt niebezpieczne. A obecność cywili nie będzie dla nas zbytnio pomocna. -Odpowiedział mu Derak w spokoju. Sprawiał wrażenie zamyślonego trzymając się za brodę. Po chwili kontynuował swoją wypowiedź -Nie mam pomysłu na lepszy i obarczony mniejszym ryzykiem. I dziękuję za zaufanie jakim mnie obdarzyłeś prosząc, abym osłaniał twoich ludzi. Ale czy nie jest to zbyt odpowiedzialne zadanie, aby wręczać je, jakby nie patrzeć, nieznajomemu? -Podszedł on bliżej dowódcy. -Wybacz, ale wolałbym poznać imię osoby, z którą mam walczyć ramię w ramię. Mnie zwą Derak. -I wyciągnął nieznacznie dłoń w stronę dowódcy.
17.07.2018, 22:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wejście do kopalni
#36

STRAŻNIK



ikt nie skomentował słów Deraka na temat liczebności posiłków. Wszyscy myśleli o nich to samo - było ich zbyt mało jak na takie polowanie. Zmuszeni jednak byli do walki w takim stanie jaki mieli. Dowódca również nie wyglądał na zadowolonego, zwłaszcza po wysłuchaniu wątpliwości Deraka. - Widzisz, płacimy Ci za wykonywanie rozkazów. Znajomy czy nie jesteś kimś kogo mogę poświęcić. I właśnie o znajomość chodzi - swoich znam bardzo dobrze i stratę każdego z nich mocno bym odczuł. Ty jesteś... wymienny... - wypowiedział brutalną prawdę, z którą każdy najemnik musiał się mierzyć każdego dnia. Co by nie mówić tak przedstawiał się świat i nic na to nie mógł poradzić. Nawet najpotężniejsi najemnicy zawsze szli na przedzie - za to w końcu  dostawali pieniądze.
- Leirud. - powiedział, krótko ściskając dłoń mężczyzny. - Chyba nie mamy co czekać na większą ilość ludzi. Podzielimy się na dwie grupy. Ja będę szedł na czele jednej, ty drugiej. Kopalnia jest cholernie rozległa więc postaraj się nie zgubić moich ludzi. - powiedział, wręczając Derakowi mapę. Drugi egzemplarz, który ktoś mu przyniósł schował za pazuchę. - Kilka metrów za wejściem jest rozwidlenie, które później łączy się niedaleko miejsca w którym zaatakowany został górnik. Ja wezmę jedną ścieżkę, ty drugą. Przy odrobinie szczęścia żaden z nas nie spotka tego cholerstwa w drodze ale musimy poszerzyć obszar poszukiwań chociaż tak. Wolałbym nie zostać zaskoczony od tyłu. Gotowy? - zapytał, poprawiając łączenia swojej zbroi i przyglądając się swojemu rozmówcy. Jakby tylko czekał aż ten odmówi.

18.07.2018, 20:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wejście do kopalni
#37

dpowiedź dowódcy straży, była brutalną prawdą, z którą musiał, musi i będzie musiał się zawsze liczyć. Taki los najemników, że ich życie jest warte tylko wtedy, kiedy zachowają je po wykonaniu roboty. Derakowi nie uśmiechało się prowadzenie grupy strażników. W ogóle ich nie znał i oni też nic o nim nie wiedzieli. Ciężko będzie oczekiwać od nich bezwzględnego posłuchu i pełnego zaufania. Dodatkowo odpowiedzialność za ich życia, mogła skutecznie obkurczyć potencjalny zarobek łowcy, gdyby któryś poległ w walce. Ale dalsza dyskusja i próba pozbycia się tej uciążliwej niedogodności, nie przyniosłaby niczego dobrego. Pozostało mu jedynie pogodzić się z swoim losem i w imię Durronora modlić się, aby udało mu się wrócić w jednym kawałku z kopalni.
Derak był wdzięczny, że Leirud podzielił się z nim swoim imieniem. Zawsze to jest jakiś zalążek zaufania do współtowarzysza w boju, który być może i zaowocuje w przyszłości, jeśli wyjdą z tego obaj cało. Po drugie, łatwiej będzie go zawołać w boju po imieniu, niż "Ej Ty, uważaj!", "Panie Dowódco Straży, z lewej". To pierwsze, może wprowadzić niemały zamęt, to następne jest po prostu głupie i komiczne.
Derak spojrzał na mapę daną mu przez Leiruda. Zwrócił uwagę gdzie znajduje się leże potwora, zaznaczone na podstawie opisu górników, będącymi świadkami ataku na ich kolegę. Przy okazji pobieżnie ocenił drogę, którą będzie musiał się udać z swoją grupą. Wtedy też dotarła do niego pewna myśl. Dowódca wspominał, że rozdzielają się by zminimalizować, atak potwora na plecy oddziału. A co będzie, gdyby obie grupy zostały zmiecione? Przystanął on zaraz przy Leirudzie i z lekka nachylił.
-Zostawiamy jakąś tylną straż przy wejściu do kopalni, na wypadek...hmm najgorszego? -Zwrócił się Derak szeptem bez większych ceregieli do Leiruda. -Jakby do tego jednak doszło, warto jakoś zapewnić bezpieczeństwo cywilom i upewnić sie, że to coś pozostanie wewnątrz kopalni. -Liczebność ludzi, sprawiła, że jest to kwestia dosyć kłopotliwa. Bardzo prawdopodobne, że wszyscy będą potrzebni przy walce z potworem, ale gdyby im się nie udało? Będzie to pewne zabezpieczenia dla górników i miast. Po za tą kwestią, to Derak bardziej gotowy do wymarszu do kopalni, nie może już być. O swój oręż dba z niezwykłą starannością. W końcu od niego zależy jego przeżycie. A z każdą minutą zwłoki i ogarniające ich zmęczenie, bynajmniej nie będzie malało.
24.07.2018, 02:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wejście do kopalni
#38

STRAŻNIK



eirud chwilę zastanawiał się nad pytaniem Deraka. Po chwili namysłu wybrał po dwóch ludzi z każdej grupy - jednego kusznika i jednego zbrojnego - którzy mieli pilnować wejścia. Osłabiło to co prawda siły każdego oddziału do zaledwie sześciu ludzi jednak zapewniało bezpieczeństwo cywilom. Co prawda i tak mała była szansa na to, że ta czwórka zdoła utrzymać bestię kiedy dwunastu ludzi padnie ale istniała szansa, że uda im się zatrzymać ją na tyle długo żeby zabezpieczyć odwrót cywilom.
Przygotowania nie trwały długo. Obydwie grupy były zwarte i gotowe do działania, aczkolwiek niezbyt chętne do wchodzenia w ciemność kopalni. W końcu jednak rozkaz wybrzmiał i wojownicy ruszyli w otchłań, osłaniając się przed mrokiem niesionymi pochodniami. Początkowo droga była spokojna, kilkanaście metrów w głąb kopalni i nic się nie działo. W końcu grupy doszły do rozwidlenia. Oddział Leiruda bez słowa odbił w prawo, pozostawiając Deraka i "jego" ludzi samotnych w ciemnościach. - Czemu on ma nami przewodzić? Nawet go nie znamy. Kurwy najemnicy, wszyscy przez niego zdechniemy... - szept, nawet tak cichy, rozbrzmiał echem wśród szybów, gdy jeden ze strażników wypowiadał na głos swoje wątpliwości. Chyba nie chciał być usłyszany, jednak było za późno. Co prawda Derak nie wiedział, który z nich to powiedział ale po twarzach widział, że mógł być to którykolwiek.

26.07.2018, 20:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna