Loch więzienny
#1

Cytat:
Więzienie w koszarach jest miejscem, do którego raczej nikt nie chciałby trafić: jest tu zimno, sucho, ciemno. W celach tylko przerzedzona słoma, na której można usiąść albo się położyć, co przyniesie mniej ulgi, a więcej cierpienia z powodu niewygodnych i zimnych kamieni, jakimi wysadzone jest to miejsce.
Jest tu na pewno kilkanaście (lub nieco więcej) cel. Z wnętrza takowej celi może być trudno uciec. Kraty i ściany są solidne, tak samo jak kłódka. Da się ją co prawda otworzyć wytrychem, ale najpierw trzeba takowy mieć. Nawet jeżeli się uda - dalej pozostaje kwestia czujnego strażnika, który zawsze patroluje ten korytarz. Ciemny co prawda, ale niewystarczająco, żeby się skryć. Wpada tu bowiem nieco światła dziennego z jednej strony - z niedużych okienek w celach. Co prawda w większości lochy te znajdują się pod ziemią, ale między brukiem na zewnątrz a sufitem tutaj jest około półmetrowa przerwa. Nocą zaś korytarze są oświetlane przez pochodnie.
Jeden strażnik, wydawałoby się, żaden problem? Ano i owszem, ale na górze znajdują się też inni. Nawet nocą. Koszary w końcu pełnią też funkcję mieszkalną dla samych adeptów i ich instruktorów, acz sumiennych stróży prawa.
Przybytek ogólnie jest dość rozbudowany: na parterze znajdują się głównie kwatery urzędnicze, gdzie można ubiegać się o widzenie z więźniem, zgłaszać przeróżne wykroczenia i przestępstwa i załatwiać niektóre sprawy szarego obywatela, bez konieczności zgłaszania się do głównego urzędu w mieście. Znajduje się tu również sala pełniąca funkcję stołówki, gdzie często można znaleźć chociaż kilku zbrojnych, powracających z patrolu na chwilę odpoczynku (po jakże męczącym spacerze po mieście). Obok stołówki znajduje się, rzecz jasna, spiżarnia i - co już mniej jasne - zbrojownia, choć prędzej można by nazwać to szatnią, gdzie znajduje się podstawowe wyposażenie i ubrania strażników. Jest też niewielki, odgrodzony dziedziniec, gdzie odbywa się większość zebrań, zbiórek, czy w ogóle małych spotkań, na których dochodzi chociażby do sparingów, by utrzymać stróży prawa w formie.
Na piętrze są głównie sale z niezbyt bogatym, acz funkcjonalnym i zadbanym wystrojem. Podstawowe meble - szafki, kufry, łóżka. Kilka stołów i krzeseł.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







06.04.2018, 22:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#2

hwilę po opuszczeniu przez Kata korytarza, znów spróbował zaprzątnąć uwagę wartowników.
-Zanim ten niezbyt gadatliwy kolega przyszedł tutaj, do moich uszu doszedł urywek waszej rozmowy. Czyżby w mieście grasował podpalacz?  Jeżeli tak, to wolałbym nie skończyć jako skwarka.
Zaczepka zdała egzamin i z lekka poirytowany strażnik odwrócił się w jego stronę, zaszczycając go nieznacznym grymasem zdenerwowania na twarzy.
-Jesteś posądzony o morderstwo. Okoliczni świadkowie uważają cię za winnego zwęglenia jednej osoby i podpalenia przybytku w mieście. Za jakiś czas mamy otrzymać dowody w twojej sprawie, ale prawdopodobnie zostaniesz wcześniej osądzony i skazany na śmierć poprzez ścięcie głowy. Do tego czasu możesz delektować się obecnym luksusem.
Za raz po nim drugi strażnik wtrącił swoje trzy grosze.
-I tak będzie potrzebne nam miejsce na kolejnych skazańców, a ten i tak dostanie pewnie wyrok śmierci w najbliższym czasie. Wątpię żeby ktoś znalazł dowody na uniewinnienie go, więc nie wykluczone, że poślą go wcześniej pod kosę. - Ciszej mów, bo jeszcze będzie próbował coś robić głupiego i musielibyśmy zabić skazańca wcześniej. Nie znam go, ale na ile damy radę, na tyle postarajmy się sprawiedliwie go traktować.
Po tej krótkiej wymianie zdań przestali zawracać sobie głowę jego osobą i kontynuowali obchód. Zdenerwowany tym, iż znów został potraktowany jak powietrze, uniósł się gniewem i podniesionym głosem zwrócił się w stronę odchodzących strażników.
-Taak. Obym nie zwariował od tego luksusu..A teraz mam do Ciebie jedno pytanie. Co byś zrobił na moim miejscu mając do wyboru pewną śmierć, bądź kalectwo do końca życia, a walkę w obronie własnej? Czyż nie mam do czynienia z żołnierzem? Nie udawaj iż nigdy nikogo nie zabiłeś? Nie zastanawiałeś co dzieje się z rodziną człowieka, którego krwią splamiłeś swoje ręce? Ale co może wiedzieć moja osoba siedząca po drugiej stronie tych krat, skoro nawet nie dorastam do pięt tak prawym i nieomylnym rycerzom jak wy.
Natychmiast po wypowiedzeniu tych słów, przygotował swoje ciało do walki i obrony, jednak nie otrzymał żadnej odpowiedzi, a nawet prośby o zamknięcie swojej niewyparzonej gęby.
-Ha...można było to przewidzieć. Na co ja liczyłem?
Nie wiedząc co ze sobą w tym momencie zrobić, z nudów zaczął przyglądać się drzwiom swojej celi próbując ocenić na ile wytrzymałe są pręty użyte do ich wykonania. Spostrzegł również, że do jej wykonania zostały użyte różne rodzaje metali, gdyż przy połączeniach wyraźnie było widać zastosowanie innego materiału. Przy bliższych oględzinach zauważył pewną ciekawą rzecz. Mianowicie ostatnie dwa pręty, znajdujące się przy ścianie, były z całą pewnością gorzej zrobione. Stwierdził jednak, że nie ma jak wykorzystać słabości w konstrukcji krat i zrezygnowany usiadł pod ścianą, obserwując jak dwa szczury gonią się zażarcie po celi, a reszta z nich ostrożnie podchodziła do niego, lecz prawie od razu odbiegały z piskiem. Nie zniechęciło to jednak jednego, najwyraźniej najbardziej odważnego gryzonia, gdyż zaczął się z zainteresowaniem przyglądać jego przyrodzeniu. Zdenerwowany, natychmiast odkopnął szczura, który wykonał w powietrzu parę obrotów, mieszcząc się idealnie w jednej z dziur w kratach i po chwili jego uszu doszedł jednocześnie pisk oraz głuchy dźwięk ciała uderzającego o kamienie. Wstał i natychmiast rzucił się w kierunku krat krzycząc.
-Dacie mi do cholery jakieś spodnie?! Moja cierpliwość się kończy i zaraz dam wam powód do nazywania mnie mordercą czy tam podpalaczem!
Nie dostał jednak odpowiedzi. Być może znajdowali się za daleko, bardziej jednak prawdopodobne, iż mieli go głęboko w dupie. Uderzył z całej siły w kratę, wywołując wibracje na tyle silne, że z powały odczepiły się drobinki kurzu. Zaczął w gniewie ciskać groźbami.
-Oby wasi bogowie rzeczywiście wysłuchiwali waszych modłów, bo jeśli nie zginiecie z mojej winy, to zajmie się wami ten pierdolony smok. A ja, jeżeli do tego czasu dożyję, będę z uśmiechem na ustach stał w ogniu oraz patrzył na wasze płonące i wykrzywione w agonii twarze.
Czy Ci idioci dadzą się wreszcie sprowokować? Mam naprawdę silną ochotę obić komuś facjatę.
-A może wolicie żeby podgrzać atmosferę już teraz?
Tym razem jednak otrzymał odpowiedź, lecz nie była to ta, której oczekiwał, gdyż był to swojego rodzaju rozkaz od zirytowanego więźnia 2 cele dalej.
-Przymkniesz się wreszcie skurwielu?! Nie mam ochoty słuchać twojego ciągłego pierdolenia!
Powiedziawszy co zamierzał zamilkł ponownie, a wciąż zdenerwowany Mędrzec po chwili spostrzegł  brak strażników. Tak naprawdę już wcześniej przypuszczał, że nikogo nie ma, jednak teraz był tego prawie pewien. Korzystając z okazji, rozejrzał się jeszcze raz, tak dla zasady, sprawdzając czy strażników definitywnie nie ma na korytarzu. Następnie podszedł do zauważonych wcześniej prętów przy ścianie i na próbę pociągnął z całej siły oba do siebie. Nie dało to jednak efektu, ponieważ siedziały dość stabilnie. Spróbował ponownie, a następnie ostrożnie kopnął w pręty, dało to jednak tylko tyle, że na jego głowie znalazły się kolejne drobinki kurzu.
W sumie... nie mam nic do stracenia. Warto spróbować. Może po lekkim podgrzaniu pozwolą się wygiąć?
Powziąwszy decyzję zebrał w płucach odpowiednią ilość many, po czym skierował język ognia na kraty, jednocześnie próbując odgiąć je najbardziej jak się da. Płomień był jednak bardziej gwałtowny niż przypuszczał i uderzył w przeciwległą ścianę, a on ze zdziwienia zamknął usta, co zahamowało płomienie. Widząc jednak, że pręty podatne są na tą temperaturą, ponownie zebrał manę i bardzo ostrożnie, skierował ogień na pręty. Zaczął znów odginać pręty, a po chwili te ugięły się i powstała dziura z każdą chwilą powiększała swój rozmiar. Po chwili zaprzestał, gdyż poczuł się słabo.
 Chyba trochę przesadziłem, ale przynajmniej plan się udał.
Opanował zawroty głowy i przyjrzał się swojemu dziełu, z zadowoleniem stwierdzając, iż otwór jest na tyle duży aby zdołał się przecisnąć. Był gotów do swojej "wielkiej ucieczki" o ile nie natrafi w tym momencie na strażników, o co cicho błagał.
13.04.2018, 20:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#3

rzecisnął się szybko przez otwór, a następnie ostrożnie skierował swoje kroki w stronę drewnianych i z pewnością wytrzymałych drzwi, które prawdopodobnie strzegły drogi do jego wyzwolenia. Los jednak postanowił się z nim trochę podroczyć, gdyż więzień, który jeszcze niedawno kazał mu się przymknąć, teraz z twarzą wciśniętą w pręty celi spoglądał na niego nie tylko z niedowierzaniem, ale także nadzieją. Chwilę później wychrypiał.
-Ej gdzie ty, kurwa, idziesz? Kiedy cię złapią, to nie doczekasz się nawet wyroku!
Więzień prawie krzyczał, więc uniósł rękę aby go uciszyć, po czym podszedł do drzwi i spoglądając przez dziurkę od klucza szukając wzrokiem jakiegoś niebezpieczeństwa, jednak nic takiego nie czaiło się po drugiej stronie. Dla pewności wsłuchał się w otoczenie, jednak też nic nie wyłapał.
W tym momencie zniecierpliwiony więzień załomotał pięściami w kraty i znów zaczął pokrzykiwać.
-Zabierz mnie ze sobą, a nie wydam cię!
Zachowanie tegoż człowieka zaczynało go już lekko drażnić. Zamyślił się przez chwilę kucając przy drzwiach.
Wypuszczę go i co potem? Jaką mam gwarancję że mnie nie wyda? Chociaż z drugiej strony, z moimi umiejętnościami będę mógł mieć go pod jako taką kontrolą. Zostawić go nie mogę bo z pewnością zaalarmuje strażników. Ehh...ale to wszystko upierdliwe.
Wrócił do więźnia zachowując bezpieczną odległość.
-Obyś nie próbował, bo ostrzegam, skończysz marnie. I nie rzucam słów na wiatr. Jak myślisz, jakim sposobem wydostałem się z celi?
Zrobił dramatyczną pauzę po czym dokończył.
-Siłą swoich rąk. I odrobiny ognia. A teraz jeśli możesz przedstaw się i powiedz co wiesz. Chyba że mam błądzić tu z Tobą po omacku?
Ten jednak tylko wyszczerzył się, ukazując przepiękną próchnicę oraz brak co poniektórych zębów. Chwilę później jego nozdrza uderzył odór, który wydobywał się z ust mężczyzny. Mimowolnie odwrócił głowę i zaczerpnął parę wdechów, a więzień w tym czasie odpowiadał na pytania.
-Widziałem.– odpowiedział.-Widzę też, że gówniarz z ciebie. Nie zajdziesz daleko, jeśli będziesz walczyć nago. Wydostań mnie, to pokażę ci, gdzie trzymają rzeczy więźniów.
Po czym zamilkł, a on odetchnął z ulgą.
Cholera jasna. Taki stan jamy ustnej powinien być karany. Doprawdy ledwo oddycham.
-Może i gówniarz, lecz z pewnością przewyższam Cię moim doświadczeniem, jednakże w tym momencie na nic nam się zda udowadnianie kto ma rację.
Przyjrzał się kratom celi oceniając ich wytrzymałość po czym zapytał.
-Tylko bez żadnych sztuczek, bo nie skończy się to dla Ciebie dobrze. A..Kolejną kwestią jest to jak zamierzasz się stąd wydostać. Masz jakiś pomysł? Można by zniszczyć zamek, jednak nie wiem czym można by tego dokonać.
Chcąc się upewnić że nikt im nie zagraża znów począł nasłuchiwać, jednak zaprzestał, gdyż nie dotarły do jego uszu żadne podejrzane odgłosy. Przyjrzał się także mężczyźnie w celi, szukając u niego jakichś ukrytych narzędzi, lecz ten posiadał jedynie taką samą zniszczoną szmatę na sobie, a śmiał twierdzić iż była nawet w gorszym stanie. Więzień znów się odezwał przerywając ciszę jak cienką zasłonę.
- Ty mnie stąd wyciągnij. Gdybym sam mógł stąd uciec, już dawno by mnie tu nie było.
Nie próżnując podszedł do krat i wyszukał najsłabszego miejsca w całej konstrukcji, a następnie zaparł się i z całych sił próbował odgiąć pręty, aby utworzyć szczelinę przez którą więzień mógłby się wydostać. Wysiłki jednak spełzły na niczym, a nawet pomoc drugiego mężczyzny nic nie dała. Próbował jeszcze zniszczyć kłódkę, jednak zrezygnowany po chwili zaprzestał wysiłków.
Ehh.. czyżby wszystko zwróciło się przeciwko mnie?
Stojąc przed celą rozejrzał się po korytarzu z miną męczennika.
29.04.2018, 17:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#4

rzestał rozglądać się bez celu po korytarzu i zwrócił się do mężczyzny za kratami.
-Wiem że to co powiem nie ucieszy Cię zbytnio ale przyjmij to na spokojnie...Musze na chwilę wyjść i znaleźć coś co pozwoli mi Cię stąd wydostać. Jak już to znajdę wrócę najszybciej jak mogę, dobrze?
Więzień  zareagował na wieść dość spokojnie, jeśli można tak określić mocniejsze zaciśnięcie dłoni na kratach, spoglądanie na Mędrca spode łba oraz wycedzone przez niego słowa:
-A spróbuj nie wrócić.
Następnie skierował się do drzwi, dla pewności zajrzał przez dziurkę od klucza czy aby nikogo tam nie ma, po czym szybko i ostrożnie znalazł się po drugiej ich stronie. Rozejrzał się po pomieszczeniu, którego mrok rozświetlała radośnie paląca się pochodnia, jednak nie poprawiło to jego humoru. Jedyne rzeczy które znajdowały się w tym pokoju to parę krzeseł, co jeszcze bardziej popsuło mu nastrój. W tym momencie też rozległ się dźwięk, który sprawił iż mimo woli lekko podskoczył ze strachu, a mianowicie dość odległy odgłos zatrzaskiwanych drzwi.
Do diaska...Przestraszył mnie szczęk zamka, jakbym pierwszy raz go usłyszał. Doprawdy nie wiem co się ze mną dzieje.
Skierował się w stronę drzwi i zajrzał przez otwór na klucz. Dostrzegł w półmroku długi korytarz łudząco podobny do tego, z którego właśnie wyszedł, z kolejnymi celami. I choć  nikogo nie widział, słyszał ciche jęki ze środka, które z pewnością wydawał kolejny więzień.  Po chwili jego uszu dobiegło krzyk, jednak ucichł tak szybko jak się zaczął. Po dokładniejszym przyjrzeniu się w oddali dostrzegł także łunę pochodni, która oświetlała kolejne drzwi.  Stwierdziwszy, iż nie warto narażać się na odkrycie, skierował swe ciche kroki w stronę schodów. Kiedy tak pokonywał kolejne stopnie, do jego czułych uszy doszły dźwięki prowadzonej rozmowy, a z jej tonu wywnioskować można było, iż przeciwnicy niczego się nie spodziewają. Zajrzał więc ostrożnie do pomieszczenia i doliczył się 2 strażników siedzących do niego plecami, trzeci za to skryty był za ścianką działową. Po dokładniejszych oględzinach dostrzegł również przejścia prowadzące do kolejnych pomieszczeń.
Hmm... nie mam co tu stać. A skoro i tak nie wiedzą o mojej obecności to nie zaszkodzi zbliżyć się do nieznajomych.
Szybko przemknął przez pokój i skrył przy ściance. Rozmowa była już na tyle wyraźna że mógł dojść do wniosku iż strażnicy są podchmieleni i z pewnością nie dostrzeli jego obecności. Przysłuchał się dokładniej rozmowie, jednak nie zdobył w ten sposób żadnych pożytecznych informacji, ot pijańskie gadki przy kartach. Spojrzał w korytarz na przeciwko i wydawało mu się, że w cieniu dostrzegł zarys broni znajdujących na stojakach.
Coraz lepiej mi się wszystko układa, teraz tylko trzeba się tam dostać.
Stojąc w ukryciu, naprędce konstruował w swojej głowie plan jak dostać się do pomieszczenia i zdobyć broń.
26.05.2018, 03:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#5

tojąc pod ścianą postanowił spojrzeć do ostatniego pokoju, wykorzystując okazję kiedy strażnicy byli zajęci sobą. Dostrzegł w mroku pomieszczenia jedynie samotne krzesło. W jego głowie szybko zapłonął płomyczek, z którego powstał prowizoryczny plan. Korzystając z tego że posada jeszcze manę, podsycił w sobie gniew, który kiełkował w nim od początku pobytu w lochach. Kiedy już wyczuł moment uwolnił moc i po chwili krzesło zajęło się ogniem...To wystarczyło do przeprowadzenia dywersji, gdyż następnie płomienie sięgnęły kilimu. Strażnicy zaalarmowani dymem i ogniem od razu rzucili się do wyjścia, wołając resztę, na co czekał. Opanował zawroty i ból głowy, po czym szybko czmychnął do pomieszczenia z bronią. Po drodze sprawdził stół w poszukiwaniu kluczy, jednak nic takiego nie znalazł. Będąc już na miejscu wziął kilka wdechów, a następnie rozejrzał się szukając innego przejścia, jednak kiedy nie znalazł drzwi przestał zawracać sobie tym głowę, ponieważ jego wzrok przykuło...i nie mógł uwierzyć...chyba los się do niego uśmiechnął..znalazłszy swój dobytek niedbale rzucony na skrzynie, nie posiadał się z radości i natychmiast zaczął się ubierać. Kiedy tak zakładał spodnie, jego uszu dobiegły przekleństwa oraz syk wody stykającej się z ogniem.
Chyba mają zabawę....hehe
Będąc już gotowym przypomniał sobie o obietnicy uwolnienia człowieka z celi. Wykorzystując okazję kiedy wszyscy zajęci byli pożarem, rzucił się po cichu do schodów oddalając od krzyków w pokoju ogarniętym pożarem. Na swoje nieszczęście i przez własną nieostrożność, runął z schodów a z ust wyrwało mu się siarczyste przekleństwo.
-Na brodę Thorna!
I kiedy tak toczył się po schodach , obijając swoje biedne ciało o kamienne stopnie, rozmyślał.
W sumie ...czy Thorn ma w ogóle brodę?
Jednakże nie było mu dane dłużej rozwodzić się nad tym problemem, gdyż jego podróż właśnie dobiegła końca, przy akompaniamencie krzyku strażników, u których stóp wylądował. Obolały i oszołomiony, jednak w jednym kawałku. Te niedogodności jednak nie osłabiły jego instynktu. Natychmiast odtoczył się na bezpieczną odległość, po czym rzucił sztyletem, który już znajdował się w jego dłoni, w strażnika z lewej.
-A..kurwa! Bierz go, zaraz wracam.
Był to głos ranionego wartownika, który upadł na kolana po tym jak ostrze zatopiło się w jego łydce. Chwilę później do ataku przystąpił drugi z wrogów więc próbując się bronić zastosował niezdarną fintę po czym wyprowadził cięcie po skosie, które tylko naruszyło pancerz przeciwnika. Ten nie próżnując posłał go kopniakiem na ścianę i ponownie przypuścił atak. W desperackim akcie obrony, odtrącił głownię miecza, jednakże zrobił to tak nieumiejętnie, że ostrze rozcięło głowę, a krew zalała mu oczy skutecznie ograniczając widoczność. Zdołał jedynie dostrzec but zmierzający w stronę jego głowy i chwilę później, jego umysł zatopił się w wszechogarniającej ciemności
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.06.2018, 23:27 przez Ryūji.)

18.06.2018, 23:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#6

STRAŻNIK


Gdy przebudził się z policzkiem wspartym o chłodny kamień, nie od razu zorientował się gdzie znajduje się. Potężny ból głowy, któremu towarzyszyło uczucie otępienia oraz zamglony, niewyraźny wzrok nie pozwalały młodemu mędrcowi na zlokalizowanie siebie w nowej, nieznanej sytuacji.
Ryuji nie znajdował się w dobrej kondycji. Czując w ustach zakrzepłą krew, powoli docierały do niego pozostałe szczegóły, jak chociażby związane ręce i nogi. Łańcuchy wrzynały mu się w skórę, boleśnie obcierając kostki u stóp i nadgarstki. Był to jednak nikły impuls cierpienia w porównaniu do potwornego ćmienia w głowie po otrzymanym wcześniej ciosie, który Ryuji ledwo zdołał zblokować na tyle, by nie rozpołowiło jej. Na tym jednak lista boleści nie kończyła się: obolały brzuch, ramiona, uda, a także plecy, podpowiadały, że mędrzec był jeszcze długo kopany przez strażników zanim zdecydowali się związać go i wtrącić... ponownie do jednej z cel.
Nie mogąc podnieść się, Igas mógł tylko dostrzec, że znajduje się w innej części więzienia. Po braku jakichkolwiek odgłosach wiedział także, że jest on sam.
Mijały kolejne minuty, które przerodziły się w godziny. Ryuji to mdlał, to znowu budził się. Odczuwalny głód był nie do zniesienia. Mędrzec mógł mieć wrażenie, że w ciasnej przestrzeni ciągłe burczenia roznoszą się nieznośnie głośno w długich, niekończących się echach. Za którymś razem do uszu doszedł odmienny dźwięk. Gdzieś trzasnęły drzwi, rozbrzmiał śmiech, kroki, krzyk kogoś jeszcze innego. Wkrótce Ryuji mógł dostrzec ze swej niefortunnej pozycji dwójkę strażników, która ciągnęła za ramiona związanego mężczyznę próbującego błaganiami wzbudzić litość.
Po chwili zniknęli mu z pola widzenia, a trzask kolejnych drzwi podpowiedział, że znajdował się w części wiezienia, do którego wcześniej nie zdecydował się wejść, wybierając schody.

Przez kolejne minuty został zmuszony do słuchania wrzasków. Z początku były raptowne, a przerwy pomiędzy nimi stosunkowo krótkie. Później krzyki złączyły się w jeden, nieprzyjemny, wprawiający w gęsią skórkę, dźwięk zarzynanego prosiaka, by na koniec wydać ostatni, przedśmiertny kwik.

A później przyszła kolej na Ryujiego.

Strażnicy zabrali mędrca, wpierw kopiąc go w brzuch, a potem wyszarpując go za ramiona, zmuszając do wstania, by jeszcze raz uderzyć go pięścią i półprzytomnego wytargać. Zawlekli go do tego samego pomieszczenia, co wcześniejszego więźnia. Bez szans na stawienie oporu, wkrótce siedział na metalowym krześle z unieruchomionymi nogami i rękoma. Skórzane zaciski ciasno przylegały do kostek i nadgarstków wrzynając się w okaleczoną skórę.
Został sam na sam z katem, który ich spotkanie nie rozpoczął ani od miłego przywitania, ani chociażby zadania pytania, co przyszło mu do głowy próbując uciekać. Zamiast tego wyjął obcęgi, chwycił mocno prawą dłoń mędrca i po kolei, metodycznie zaczął wyrywać mu paznokcie.
Dopiero wtedy zdecydował się odezwać niskim, zgrzytliwym tonem głosu:
- Szef chce dać ci nauczkę. Potem ewentualnie zadać kilka pytań.
Mężczyzna uderzył pięścią w twarz więźnia, a następnie sięgnął po następne narzędzie. Uwolniwszy z zacisków prawą nogę, chwycił ją w potężne dłonie, unieruchamiając. Otumaniony Ryuji nie miał innego wyboru, jak obserwować ostrza nożyc, które jak w spowolnionym tempie zbliżyły się do wysuniętej stopy.
Zgrzyt przy ucinaniu palca i potworny ból, to dwie rzeczy, którego z pewnością zatrą się w pamięci mędrca, jeżeli uda mu się uciec z obszaru koszar.

Cichy stracił najmniejszy palec.
A potem środkowy.

Kat odłożył nożyce i skierował do małego pieca, aby rozgrzać następne narzędzie, którym przypaliłby krwawiące rany po stracie palców.



Mana: 14/65 pkt. (10 pkt. zregenerowało się w międzyczasie)
Stan zdrowia: Ból głowy (po nacięciu mieczem), prawego policzka (po kopnięciu w twarz), brzucha, ramion, ud, pleców. Obtarta skóra na nadgarstkach i kostkach nóg. Ogólne osłabienie, odczuwalny głód, wyrwane paznokcie u dłoni, strata dwóch palców.
24.06.2018, 20:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#7

zuł że tak skończy w momencie kiedy miecz spotkał się z jego głową...w sumie czego innego mógł się spodziewać, po tym jak odwalił taką akcję.
Trzeba było wiać kiedy była okazja a nie wracać po tego brudasa....eh..
Siedząc tak z opuszczoną głową i słuchając kapiącej z kikutów krwi, zastanawiał się, a przynajmniej starał biorąc pod uwagę ból ciała i straszliwy głód, o co tak bardzo chce spytać się go ten "Szef". Po chwili z wysiłkiem uniósł głowę i spojrzał jednym otwartym okiem na poczynania kata.
No tak...przypalanie rany...
-O co chce spytać?
Mówi cicho i przez zachrypnięte gardło. Przełyka ślinę i czuje straszliwe drapanie w gardle oraz metaliczny posmak w ustach. Próbuje jakoś poprawić się na siedzisku jednak na próżno gdyż brak mu sił a każdy ruch powoduje jeszcze większy ból. Zrezygnowany spuszcza głowę a z rozciętej głowy cieknie mu na twarz mała stróżka krwi.
Z tego gówna  już chyba nie wyjdę cało...cóż bywa...w sumie mogłem zginąć już wiele lat temu jako niemowlę więc i tak mam za co dziękować, że żyłem te 22 lata...ciekawe co u pana Mistyka..
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 12.07.2018, 23:50 przez Ryūji.)

12.07.2018, 23:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#8

STRAŻNIK


- To już mnie nie dotyczy, czego chce od ciebie szef - odparł kat, jeszcze chwilę grzebiąc narzędziem w piecyku. Końcówka pręta była rozżarzona jaskrawą pomarańczą, gdy odwrócił się do zmaltretowanego mędrca. Niczego więcej nie dostrzegł, gdy spuścił z rezygnacją głowę, nie szukając już wyjścia z tej opłakanej sytuacji. Użalając się nad sobą, słyszał tylko jak do niego podszedł w ciężkich buciorach, których czubek zaraz dostrzegł tuż obok skrwawionej, bosej stopy bez dwóch palców. Kat szarpnął go brutalnie za włosy, odchylając głowę. Brutalnie wsadził mu pomiędzy zęby kawałek drewna, by na niej zacisnął szczęki zamiast na własnym języku, gdy przejdzie do następnego etapu.
Z sadystycznym uśmiechem powoli pomachał mu prętem przed twarzą, aż czuł od niego żar. Zaraz potem zajął się jego okaleczoną stopą. Przyłożył narzędzie do pierwszej rany po odciętym palcu - ból rozszedł się po całym ciele, a smród palonego mięsa wydał się wyjątkowo mdlący. Po pierwszym zatamowaniu krwi, kat ponownie odwrócił się w stronę piecyka, by pogrzebać prętem pośród rozżarzonych węgli i zająć się raną po drugim palcu.
W międzyczasie do uszu mędrca, pomimo fali bólu, jaka go ogarniała, oraz samego stanu psychicznego, dotarły kolejne dźwięki. Głośny śmiech, który zaraz ucichł, by zaraz blisko usłyszeć trzask drzwi (najprawdopodobniej tych prowadzących do korytarza, którym wlekli go strażnicy wprost w objęcia kata).
Oprawca powrócił do niego i przyłożył gorące narzędzie do drugiego kikuta.
23.07.2018, 23:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#9

zując jeszcze mocniejszy swąd palonego mięsa, mimowolnie dopadł go odruch wymiotny, kiedy mdły zapach drażnił jego wrażliwy zmysł węchu. Uniósł głowę i wziął kilka głębokich wdechów, chcąc opanować ból oraz mdłości. Rozejrzał się z wysiłkiem szukając czegokolwiek co pomogłoby mu uciec, w międzyczasie starając się wykręcić z okowów, bądź wywrócić krzesło i złamać je swoim ciężarem.
Ciekawe co jeszcze zgotują mi w międzyczasie. Szkoda że to nie Jason..może popełniby takie same błędy..
25.07.2018, 21:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Loch więzienny
#10

STRAŻNIK



Szukając wzrokiem wyjścia z sytuacji, Ryuji zobaczył prócz znanego mu kącika z narzędziami tortur i piecyka, stolik obok, na którym były złożone jego ubrania wraz z ekwipunkiem, które wcześniej udało mu się odzyskać w górnych pomieszczeniach lochu więziennego.
Po drugiej stronie, czyli jego prawej, ledwo zdołał dostrzec kątem oka klapę w podłodze. Była zamknięta, aczkolwiek nie na kłódkę. Prowadził do niej stary, prawie starty ślad krwi prawdopodobnie po wleczonym trupie.
Mając tuż obok siebie kata, który kończył swoje dzieło, Ryuji najpierw bezskutecznie szarpał rękoma zaciśniętymi w skórzanych pasach, a następnie spróbował wolną nogą odepchnąć się od podłoża, jednak metalowe krzesło ani drgnęło będąc na stałe przybite gwoździami do podłogi. Nadział się przy okazją stopą o pręt, którym kat go pieszczotliwe przypiekał.
Oprawca nie robił sobie nic z prób mędrca, odkładając narzędzie z boku.
26.07.2018, 21:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna