Uliczki
#71

STRAŻNIK



Woźnica roześmiał się słysząc tłumaczenia medyka. Chyba nie załapał że to tylko żarty.
- Nie musisz mnie przepraszać, przecież nic się nie stało - pomachał ręką jakby chciał odegnać zbędne przeprosiny.
- Zdziwiłem się widząc tą młodą damę, miałeś jechać sam. Ale jeśli tak wygląda sytuacja a Tobie to nie przeszkadza to może jechać. Zwłaszcza że ma własny transport, to tylko lepiej - wciągnął przed siebie ręcę i zaczął nimi wykonywać bliżej nieokreślone ruchy, charakterystyczne dla ludzi którzy coś tłumaczyli.
- Żywność i juki - odwrócił się żeby sprwadzić ilość wolnego miejsca. Było tego dużo, ale i tak udawał głupka. Zaczął drapać się po brodzie, spojrzał w niebo, potem gdzieś z boku na ziemię. Zaczął coś liczyć na palcach. Jednym słowem - żartował. Widocznie dzisiaj dopisywał mu humor. Do pewnego momentu. Kiedy zobaczył że ktoś odziany w brązowy płaszcz zaczyna się przyglądać jego wozowi i pasażerom. Nie dał po sobie zobaczyć że dostrzegł cokolwiek podejrzanego.
- Ładujcie się i spadamy! Jeśli będziecie trzymać rzeczy na głowie to może ta stara chabeta da radę - powiedział rozbawionym głosem, ale na całym ciele miał ciarki.
25.10.2018, 21:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Uliczki
#72

ak się okazało staruszek był o wiele żywszą osobą niż wskazywał na to opis mistrza Keriela. Zażartować potrafił, humor miał dobry, a i żwawszy był niż wskazywał na to jego wiek. -Muszę więc przyznać, że mnie pan nabrał! Ale ja jestem medykiem i na takie rzeczy reaguję ze szczególną czułością. Mogę się założyć, że mojej dzielnej towarzyszki pan tak łatwo nie nabrał. Prawda Siofro?-Isidur musiał przyznać, że radosne podejście woźnicy poprawiło mu humor. Gdy na pytanie Leonard ponownie zareagował poważną miną to nie dał się już nabrać. Zaśmiał się krótko ciesząc się, że to właśnie taka osoba trafiła im się jako przewodnik. Sam szybko powrzucał żywność do koszów znajdujących się na wozie i zajął miejsce obok powożącego.
Nie zdziwiło go, że dziewczyna chce jechać konno. Z jej nadpobudliwością to było nawet wskazane... Tym lepiej dla nich. Więcej miejsca z przodu wozu. Medyk nadal trzymał torbę przy sobie choć była odrobinę ciężka od nagromadzonych tam rzeczy. Postanowił w trakcie drogi wyłowić z niej te osiem srebrnych smoków, które znalazły się w niej za sprawą jego niesfornej podopiecznej. Podopiecznej? To był pierwszy raz gdy Uzdrowiciel pomyślał w ten sposób. Zastanawiał się czy nadaje się na opiekuna. Jedyna rzecz na której choć odrobinę się znał był zawód medyka. Ale czy dziewczyna miała jakiekolwiek zadatki na zostanie uzdrowicielką? Szczerze wątpił zważając na jej niską odporność. -Tylko pamiętaj! Nie oddalaj się od nas za bardzo. Nie wyprzedzaj nas, a jak z jakiegoś powodu musisz się zatrzymać to od razu nas informuj! Zrozumiano?-Odrobina stanowczości nie zaszkodzi. Choć wiedział, że nie jest w tym dobry to musiał zapanować nad młodzieńczym entuzjazmem panny Dow. W końcu wyruszali w niebezpieczne tereny. Gdy staruszek w końcu obwieścił początek podróży, Isidur nabrał powietrza i skinął głową. -Ano! Najwyższa pora wyruszać. Mniej więcej co ile będziemy robili postoje? Nie chcemy przecież zajechać tych pięknych zwierząt.

Gracz opuścił wątek
26.10.2018, 00:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Uliczki
#73

- Prawda. Jeden wesołek drugiego pozna - odparła z chichotem, kiwając jednocześnie główką na potwierdzenie własnych słów i strzelając błękitnym, roziskrzonym spojrzeniem ku woźnicy.
Pilnując wodzy zaczęła ponownie rozjuczać konia, podekscytowana na swobodną jazdę wierzchem. Ułożyła dwa impregnowane worki na wozie, jeden na drugim, wpychając je między dwa kosze, by nie było im szczególnie łatwo wyrwać się na wolność w przypadku jakiejś nagłej sytuacji. Ściągnęła z siodła mokry wciąż po praniu płaszcz - zarejestrowała, że siodło nie zamokło. Wosk, którym je potraktowała ciągle się jeszcze najwidoczniej nie starł z siedziska. Udrapowała pelerynę na swoich rzeczach z nadzieją, że rozłożona na wozie szybciej wyschnie.
Nie pomyślawszy nawet, czy nie powinna dla wygody w czasie drogi wygrzebać z większej sakwy zapasowej peleryny - szarej, nieco grubszej i trochę drapiącej - podciągnęła popręg i zręcznie wskoczyła na siodło pomagając sobie jednym ze strzemion oraz przednim jego łękiem. Spojrzała ku medykowi, gdy ten się odezwał, udzielając jej instrukcji. Mina dziewczynie z lekka zrzedła, jakby rozczarowana.
- Ooo, naprawdę nie mogę przodem jechać? - Usta wygięły się w małą podkówkę. -Gniady by chciał pewno nieco pogalopować a wóz to kłusem najprędzej może iść! - Do podkówki dołączyło błagalne spojrzenie a'la szczeniaczek.
Westchnęła smutnawo, poklepała zwierzę po szyi. Zerknęła na stopy - jakby samym dosiadem nie czuła, że ułożone są prawidłowo - zebrała nieco wodzy, bo jazda w terenie zawsze wiązała się z możliwością nagłego spłoszenia nawet tak spokojnego wierzchowca jakim był gniady, i ściągnęła łopatki jak na wzorowego jeźdźca przystało.
Była gotowa do drogi - nawet jeśli nieco zawiedziona.
Na pytanie Isidura o postoje zerknęła ku woźnicy.
- Ja to obstawiam, że pierwszy za trzy godziny, następne co drugą. Dobrze żem zgadła? - Uśmiechnęła się, nie potrafiąc długo trzymać się nieprzyjemności.
Dała gniademu łydkę - pora ruszać! Ku przygodzie!
Gracz opuścił wątek


◦«◊ Odwaga jest najpiękniejszym rodzajem szaleństwa ◊»◦






28.10.2018, 07:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna