Skrzydło medyczne
#1

Cytat:
Miejsce w które żaden strażnik nie chce trafić a jak już to zostać na tyle żeby kompletnie wyzdrowieć.

Skrzydło medyczne utrzymywane jest w zwględym porządku ale do absolutnej czystości wiele brakowało. Wojskowa lecznica składa się z dwóch pomieszczeń. Większego w którym ustawione są dwa rzędy posłań po pięć w każdym rzędzie. Znajduje się tam też niewielka szafka z półkami z posiadającymi tam swoje miejsce fiolkami, buteleczkami z różbarwnymi płynami i różnorakimi ziołami. Zapewnie tymi które mogą się przydać tymczasowo przebującym chorym i rannym. Bardziej uważni mogliby też zauważyć wijące się w szklanych pojemnikach pijawki, czyli koszmar chyba każdego kto przemierza bagna. Nie da się jednak zaprzeczyć medycznym zastosowaniom tym obrzydliwych stworzeń.
Drugie pomieszczenie to sala operacyjna gdzie jak można się domyśleć operowano i składano do kupy pacjentów. Masa skalpeli i obcęg walała się na stołach ustawionych pod ścianami. W tym pomieszczeniu też znajdowały się szafki takie jak w pokoju obok jednak tych było tu znacznie więcej a i potrzebnych leków też było to o wiele więcej. Na środku znajdował się oczywyście stół operacyjny z specjalnymi skórzanymi pasami gdyby pacjent zbytnio się miotał. Trzeba było przyznać że miejsce wyglądało nieco upiornie.

Punkt leczenia nieszczęsnych żołnierzy okupowała dwójka medyków. Oboje chudzi, żylaści, widocznie zmęczeni siedzeniem przy księgach o medycynie wszelakiej w czasach swojej młodości i lekko siwiejący. Pierwszym był uzdrowiciel posiłkujący się magią podczas leczenia. A drugi był felczerem - medykiem posługującym się własnym doświadczeniem i bardziej klasycznym podejściem do składania rannych pacjentów ale też znającym się na magii leczenia. Mimo że ich metody kompletnie się różniły to obaj mieli jeden cel - pomagać rannym i chorującym strażnikom.
25.04.2018, 22:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#2

Z jednej ciemności w kolejny mrok...

Ciemność, kompletna ciemność. To właśnie ukazało się Skyganowi kiedy w końcu otworzył oczy. Całe jego ciało bolało jakby usiadł na nim ważący z ponad dwieście kilogramów szlachcic. Głowa dawała o sobie znać niemiłosiernym bólem najpewniej z powodu nadmiernego użytkowania many.
Po bliższym rozeznaniu w "terenie" mógłby zauważyć w sumie to nic i tak jak nie widział nie potrafił też się za bardzo ruszyć.
- Halooo? - głos wydawał się pusty jakby znajdował się w jakimś malutkim pomieszczeniu.
~ Wsadzili mnie do ciemnicy? Nie, w pomieszczeniach nie jest tak głucho ~ myśli mistyka oscylowały dookoła jego obecnej sytuacji. W końcu po jako takim manipulowaniu ciałem udało mu się wygrzebać ręce które cały czas były przyciśnięte do jego ciała. Zaczął obmacywać wszystko dookoła co się tylko dało wyczuwając ledwie dziesięć centymetrów od jego głowy i parę centymetrów od jego ramion. Wszędzie otaczała go zimna, kamienna powierzchnia. Po chwili przeszły go przerażające wnioski.
- Halo? HALOO!? Zaraz... ciemność, niewiele przestrzeni, głucho. JESTEM W TRUMNIE?! - dźwięk wydobywający się z ust Skygana odbił się głucho od ścian rezonując i wprawiając ciało maga w wibracje dając niekomfortowy efekt.
- Ci idioci naprawdę zamkneli mnie w trumnie. HAAAALOOOOOO?! - ponownie ten sam skutek. Uderzenie w kamień pięścią spowodowało ból i zawroty głowy. Mag próbował ogarnąć dyskofort i dał sobię chwilę odpoczynku. Przecież teraz, nigdzie mu się nie śpieszyło prawda? Teraz na pewno leży już pod ziemią ale przecież miał swoją WŁASNĄ, PIERDOLONĄ TRUMNĘ, PRAWDA? Czy naprawdę nikt nie zauważył że on żyje? Przecież wyczerpanie many powoduje omdlenia a nie stany przypominające śmierć. Zaczął przeklinać własny los. Mógł nie ratować tej karczmy. Mógł odejść i wziąść jakieś zlecenie. Teraz co prawda miał już prawdopodobny cel ale i tak sam się stąd nie wygrzebie.

Mistyk zebrał się w sobie mimo swojego położenia i próbował podnieść wieko trumny.
- KURWA MAĆ JA ŻYJĘ, WYPUŚCIE MNIE IDIOCI! - Po chwili zamagań zaczęło się unosić ale mięśnie zaczęły drgać. Głowa znowu zaczęła dawać o sobie znać i walka zakończyła się porażką na rzecz jego grobu. Ale była jakaś nadzieja - skoro pokrywa się rusza to znaczy że nie jest zasypana ziemią. Znowu trzeba było chwilę odpocząć żeby uspokoić organizm.
Kolejna próba też zakończyła się sromotną klęską. W "nowym domu" mistyka zaczęło się robić coraz bardziej duszno z każdą kolejną chwilą.
- OTWÓRZCIE TO, POCHOWALIŚCIE MNIE ŻYWCEM! - mag walił w akcie paniki po kamiennych ścianach ale i to nic nie dawało. Żadnej odpowiedzi, żadnej pomocy. A na dodatek dźwięk trącego o siebie kamienia. Pokrywa zaczęła opadać, z każdą kolejną chwilą coraz bardziej dociskała mistyka po ziemi.
~ Przecież trumny nie miażdzą domowników, co jest? ~ zaczęły się paniczne zmagania z niemożliwie ciężkim kamieniem. Czuł że za moment zostanie zmiażdzony. Nie potrafił tego wszystkiego ogarnąć w własnej głowie. Aż walkę i przemyślenia przerwał głos Shiry, jego dawnej przyjaciółki.
"Jeszcze nie teraz" I porywa zaczęła ustępować. Nacisk na ciało stawał się coraz mniejszy aż pokrywa zsunęła się całkowicie wpuszczając do trumny oślepiające wręcz światło. Skygan w pierwszym odruchu miał zamiar odetchnąć ale blask zmusił go do zasłonienia się rękoma. Dłuższą chwilę zajęło mu przyzwyczajenie się do nowych warunków. Dopiero teraz mógł ujrzeć że trumny była wysoka. Na pierwszy rzut oka mniej więcej do połowy jego ciała. Co ciekawsze było to że znajdował się na środku pustyni! W środku... Niczego. Nie było tu żywej duszy czy jakichkolwiek budynków. Po prostu piach i palące słońce które tak uwielbiał. Poczuł znajome warunki ale nie polepszało to jego nastroju.
- Shira, co tu się dzieje? - powiedział cichym głosem szukając dziewczyny, ale jej też tu nie było.
Skołowany Skygan wyszedł z szoku gdy jego niedoszła na całe szczęście zguba zaczęła się w niewiadomy sposób napełniać wodą. Mistyk natychmiast zaparł się rękoma o kamienne krawędzie i wyturlał się trumny upadając bokiem na piasek. Podniósł się i patrzył jak tak dobrze znany mu żywioł istnie wypływał z rogów kamiennej trumny. Zaczął ją badać żeby znaleść jakiekolwiek oznaki magii czy trucizn ale niczego takiego nie mógł się doszukać. Dopadło go pragnienie, strasznie suszyło go w pusku i nabierając ją na ręce zaczął ją powoli pić małymi łykami. Tak jak uczono go w Azaracie żeby szybciej i skuteczniej gasić uporczywe uczucie. W przerwie między piciem położył rękę na tafli życiodajnego płynu wchłaniając ją do organizmu. Poczuł jak jego mana zaczynała się powoli regenerować. Po prawie całkowitym wyczerpaniu zasobu był to istny dar od bogów ale patrząc w jakich okolicznościach się znajdował to chyba sam Thorn powiedział głosem Shiry że jeszcze nie czas jego spoczynku. Wziął ostatni łyk wody i oblizał wargi zbierając wszystko co tylko mógł. Do czasu aż woda zmieniała kolor na czarny. Taki sam jak kiedy używał magii. Nie kontrolował tego? Niemożliwe, to się nie zdarzało.
- Shira, co tu się dzieje? - oskakując od trumny usłyszał plusk wody i poczuł że wlazł w coś morkego. Obrócił się i ujrzał ocean. Morska bryza uderzyła w maga chłodem. Nic nie mogło być równie przyjemne co to. Ale myśli mistyka nie były aż tak optymistyczne. Próbował zrozumieć co to wszystko oznaczało ale nic. Nic co mogłoby mu pomóc w obecnej sytuacji. Unosząc stopę wywołał mały plusk i falę która zaczęła zamieniać kolor wody na czarny.
~ Tym jestem? Niszczącym wszystko potworem? ~ Skygan nie mógł rozgryźć tego co tu się działo. Ale miał wrażenie że coś lub ktoś się z nim bawi
- CZEGO ODE MNIE CHCESZ?! - w odpowiedzi usłyszał cichutki śmiech. Czyli to ta sama kobieta co wcześniej? Co tu się działo? Gdzie on był? Myśli przerwał narastajacy wiatr. Mistyk zasłonił się ręką a to o ujrzał po upuszczeniu ich wywołało niemoc w jego obolałych nogach. Wysoka na prawie pięćdziesiąt metrów fala pędząca w jego stronę. Nie dałby rady jej skontrolować co to to nie. Rozejrzał się za jakimkolwiek schronieniem i zobaczył tylko trumnę.
Wskakując do kamiennego pojemnika chwycił powietrze w płuca i zakrył głowę rękoma.
~ Thornie, nie dawaj mi tak umrzeć ~ gdyby ktoś mógł słyszeć jego myśli powiedziałby że jest wariatem w takich warunkach zwracając się właśnie do tego konkretnego smoczego boga.
Zimno i uderzenie wody wydawały się zamrażać wnętrzoności Skygana. Zimno było niepojęte kiedy to co normalnie dawało życie teraz miałoby go zabić. Po chwili zimno nie dawało mu czuć czy odbierać jakichkolwiek zdolności postrzegania otaczającego go świata.
Po chwili jednak w własnej głowie usłyszał cichy dziewczęcy głow "Obudź się". Powoli zaczął narastać w sile.
~ Czyli tak zginę, zabity przez kobietę ze snów ~
Głos nie przestawał nabierać mocy. Stawał się nie do zniesiania aż robił się... męski?
Skygan otworzył oczy i wziął głęboki, paniczny oddech jakby dopiero co wyskoczył z wody.
27.04.2018, 11:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#3

STRAŻNIK



niryczna wędrówka białowłosego mistyka znalazła wreszcie swoje zwieńczenie w wojskowym skrzydle medycznym. Choć sen zdawał się dać względne pokrzepienie i odpoczynek, to skutki nadużycia many wciąż były odczuwalne przez władcę czarnej cieczy. Zawroty głowy, ból mięśni i ogólne znużenie dawały o sobie raz po raz znać, lecz raczej pewnym było, że wkrótce dyskomfort ustąpi. Tym co wybudziło Skygana ze snu, był męski lekko znajomy głos, z początku niemożliwy do rozpoznania. Otwarcie oczu wywołało lekkie pieczenie spowodowane jasnością panującą w pomieszczeniu, nie było ku temu co się dziwić, bowiem promienie słońca intensywnie wpadające przez dość sporych rozmiarów okna, zdawały się upatrzyć łóżko Skygana na cel. Kiedy oczy Mistyka zaczęły przyzwyczajać się do panującej jasności z początku wyróżniły ciemną obszerną sylwetkę znajdującą się tuż przy łóżku. Postać siedziała najprawdopodobniej na znajdującej się obok leżance i wpatrywała się w młodego Mistyka. Właściciel znajomego głosu przemówił ponownie pewnym i silnym, acz łagodnym głosem.

- Obudziłeś się wreszcie? Chwała Duronorowi! Nie ma co... byłem pełen obawy, że już nie otworzysz oczu. Pewnie cię to zdziwi, ale przespałeś łącznie jakieś dwa dni, a wszystko przez to co zrobiłeś. Właśnie... to co zrobiłeś... - tu głos mężczyzny nagle spoważniał...- To co zrobiłeś było głupie, nieodpowiedzialne i co najważniejsze poza twoimi kompetencjami! W imieniu swoim, karczmarza, straży miejskiej oraz całego miasta Valen dziękuję ci za twoje poświęcenie w tej sprawie. Wprawdzie przybyłem dopiero kiedy osuwałeś się już na kolana, ale wszystko zostało mi dokładnie opowiedziane. Ugaszenie belek nośnych jak i zatrzymanie rozprzestrzeniającego się ognia w tak szybkim czasie, przy minimalnych stratach dla miasta, jest czymś godnym podziwu.

W trakcie monologu, oczy Skygnana stopniowo przyzwyczajały się do jasnego otoczenia. Znajomy głos okazał się należeć do spotkanego niedawno kapitana straży - właściciela czarnego rapiera. podkrążone oczy wskazywały na dość mocne zmęczenie...

- Co się tyczy podpalacza... jest nadal poszukiwany. Jednym z podejrzanych jest twój jaszczurowaty kolega siedzący obecnie w naszym areszcie za próbę kradzieży konia, przejawianie agresji i oczywiście nieposłuchanie mojej rady. Jeśli chodzi o twój stan, nasi medyczni spece dokonywali artystycznych cudów, by prędko postawić cię na nogi. Liczne poparzenia na nogach jakich doświadczyłeś, nie będą już problemem, natomiast obieg many w twoim organizmie znów działa jak trzeba. Co prawda możesz stąd wyjść kiedy trzeba, ale radziłbym jeszcze odrobinę odpoczynku. Cały Twój ekwipunek jak i ubrania znajdują się w kufrze zaraz obok Twojego łóżka. Oto klucz. Oprócz Twojego dobytku, znajdują się tam dwa małe podarki w podzięce ode mnie oraz od karczmarza. Ten ode mnie to obietnica, że jeśli miałbyś kiedyś jakieś kłopoty w mieście to powołując się na mój podarek strażnicy powinni ci być bardziej przychylni... przede mną masa roboty, więc to chyba łaska Duro, że akurat obudziłeś się podczas mojej wizyty. Powodzenia!

Kończąc wypowiedź Kapitan straży wręczył Skyganowi klucz, po czym wstał i ruszył do wyjścia...


Thorn wyrzekł słowo stań się, Thorn i zgiń wyrzecze.
Kiedy od ludzi wiara i wolność uciecze,
Kiedy ziemię despotyzm i duma szalona
Zaleją, niczym poganie wyznawców Thorna -
Karząc plemię zwycięzców zbrodniami zatrute,
Thorn oczyści tę ziemię, wzniecając pokutę.
WSZYSTKO MA SWÓJ KONIEC






19.05.2018, 23:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#4

Pobudka Skygana na pewno nie należała do najprzyjemniejszych rzeczy jakie mógłby sobie wyobrazić. Najpierw lodowato zimna trumna, potem gorąca pustynia, następnie lodowato zimna woda a na koniec promienie słoneczne walące go prosto po oczach. Mimo znajomego i tak uwielbianego przez mistyka bólu mięśni musiał się podnieść. Dopiero po paru sekundach zaczął widzieć cokolwiek. Podparty na wyprostowanych rękach zauważył postać otoczoną ciemnością a po kolejnej sekundzie i głosie owej postaci powiedział po cichu sam do siebie "Kapitan straży?". Co niby go sprowadzało tutaj? Przecież jeszcze jakiś czas temu pewnie by go po prostu zabił za śmierć podwładnego.
Wysłuchując w ciszy jego słów o mało nie pękł ze śmiechi na wzmiankę o Ryujim. Dał mu jednak dokończyć i w momencie otrzymania klucza naszła go pewna myśl. Skazać Ryujiego i pozwolić mu zgnić w więzieniu? Nie, nawet jeśli znał go tylko chwilę to na pewno już coś kombinuje w pierdlu. Nie było chwili do zastanawiania się.
- To nie Ryuji, czy tam jaszczurowaty jeśli tak chcesz go nazywać. Wyszedł z karczmy przed emną i co prawda chciał spalić budynek a przynajmniej nieco wystraszyć ludzi w środku przypiekając dach to jednak udało mi się go powstrzymać i ruszył gdzieś w miasto - pierwsze zdania na temat mędrca wypowiedział lekko stękając i chwytając się za brzuch. Ściągnął jedną nogę na podłoge, a potem drugą i wpatrywał się w twarz kapitana szarymi oczami.
- Nie pomyślałeś jednak o czymś. Dlaczego niby dwójka podróżników miałaby na celu palić karczmę w której dopiero co spędzili noc? I dlaczego jeden z nich próbuje ją ugisić? Czemu mam poparzone nogi, przecież musiałbym stać w ogniu żeby do tego doszło prawda? Ludzie nie wybiegali z budynku a to też jest podejrzane. Nikt nie powiedział Ci co się działo w środku czy iluzja dostarczenie dobrze wyprała im mózgi? - pytania wypowiadał z dozą lekkiej kpiny.
- Poza tym dzięki, kiedy opadałem myślałem że po prostu tak zczezne. A co do spania dwa dni to zdażało się że niektórzy spali i tydzień albo cały miesiąc - mówił rozbawiony na myśl o młodych mistykach którzy przecholowywali z użyciem many. Po wszystkiem miał zamiar stać i rozrozruszać nieco równie obolałe co zesztywniałe mieśnie, potem zacząć się powoli ubierać
20.05.2018, 21:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#5

STRAŻNIK
Skrzydło medyczne z chwili na chwilę stawało się coraz to bardziej zatłoczone, jednakże ktoś wyjątkowy postanowił poświęcić czas młodemu Mistykowi.



ężczyzna od dłuższego czasu pozostawiał młodego czarodzieja bez słowa, gdyż przez jakiś czas zastanawiał się najzwyczajniej w świecie co mu odpowiedzieć: - Być może i masz rację, jednakże i tak będziemy go mieć na oku. Naszym zadaniem jako aktualnej straży miasta to zwalczanie takich złoczyńców. - Tu się zatrzymał stojąc już u progu wyjścia, a następnie na jednej pięcie odwrócił się na koniec do Skygan'a z małym uśmiechem na twarzy: - Byłbyś interesującym kandydatem jeśli kiedykolwiek myślałeś o przejściu na stronę sprawiedliwości. Jakbyś kiedyś był zainteresowany to daj znać. Znajdziesz mnie, gwarantuje Ci. A teraz odpoczywaj, przyda Ci się odpoczynek. - Po czym wyszedł i tyle było go słychać....

Minęło kilka dni aby nasz młody podróżnik wyleczył swoje rany. Co prawda ból udało mu się zlikwidować, aczkolwiek jakikolwiek ruch sprawiał mu niemały dyskomfort przez co mógł się czuć nieco nieswojo. Tak czy inaczej władca wody miał już możliwość wyjścia i poczuć na sobie całkowitą wolność. Co teraz zrobi? Cóż... To zależy tylko i wyłącznie od niego.


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






01.06.2018, 21:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#6

Wysłuchawszy słów kapitana straży i poczekawszy aż wyjdzie, Skygan runął na łóżko. Jednak nie miał zamiaru wstawać jeśli mógł tu zostać aż całkowicie się wyleczy. Co prawda czuł się nieźle ale mięśnie bolały go jak cholera, i to praktycznie wszystkie.

Propozycja przejścia na stronę "sprawiedliwości"... Nie ma sprawiedliwych ma tym świecie. Są tylko bogaci którzy mają władzę i ci którzy są kurewsko biedni i gówno mogą zrobić. Wodny mistyk może i nie miał dużo pieniędzy ale miał magię. Może gdyby brał zlecenia od straży dałby radę dorobić jakąś sumkę, może nawet załatwić sobie tutaj jakieś mieszkanie czy pokój w którym mógłby normalnie się wyspać. A może nawet zrobić coś więcej...

Z rozmyślań wyrwał go medyk wchodzący do pomieszczenia i przenoszący słoik z jakąś paskudnie wyglądającą mazią.
- O czyli jednak się obudziłeś. Jak się czujesz? - spytał nawet nie odwracając się do Skygana, odstawiając trzymany słoik i szukał czegoś innego.
Mistyk ruszył barkami i przekręcił głowę w prawo czemu towarzyszyło charakterystyczne "strzelanie" kości.
- Bywało gorzej, muszę przyznać że nieźle sobie poradziłeś - mimo słowa "nieźle" tak naprawdę był pod sporym wrażeniem. Pewnie nie miał nigdy okazji składać mistyka.
- Co prawda jesteś już w stanie chodzić to nie radziłbym Ci jeszcze opuszczać skrzydła medycznego, nie jesteś jeszcze w pełnej formie - w tym momencie medyk odwrócił się do Skygana trzymając sporych rozmiarów słój z pijawkami który odłożył na stół, wziął palącą się świecę i podchodził w stronę mistyka.
- Nie ruszaj się - medyk powiedział stanowczym głosem przykładając świecę do oczu młodszego od siebie faceta. Po chwili przyglądania się zaczął się drapać po brodzie w zamyśleniu.
- Wszystko wygląda w porządku. Żyjesz, ruszasz się, oczy reagują tak jak powinny mimo prawie dwudniowej śpiączki ale martwi mnie jedna rzecz - tu felczer mógł napotkać pytające spojrzenie Skygana dlatego medyk od razu kontunuował wywód - kiedy przywracaliśmy prawidłowy przepływ magii w twoim organiźmie poczułem jakbym opatrywał worek z trucizną.
Przez umysł Skygana przepłynęły wspomnienia. Krystalicznie czysta woda w kamiennej trumnie zamieniająca się w skażoną, czarną ciecz. Czyli to musiało być to, ale zagadką dalej był kobiecy śmiech i głos Shiry. Mistyk przeniósł wzrok na medyka.
- Zgaduje że nigdy nie opatrywałeś mistyka, to nasza że tak można rzecz: czarna magia. Moja jest tym bardziej specyficzna - popatrzył na swoją dłoń i wyraźnie widoczne spod skóry żyły w których płyneła karmazynowa posoka.
- Mistyk?... - głos drugiego medyka który obecnie znajdował się obok, w sali operacyjniej przeniósł się przez skrzydło medyczne. Zanim Skygan czy znajdujący się obok niego felczer zdążył zareagować, kolejny głos, a właściwie krzyk przeszył salę.
- Czemu nikt mi nie powiedział że ten chłopak to mistyk?! - z sali z której dobiegał głos przybył też odgłos roztrzaskiwanego szkła i niezrozumiałe przekleństwo. Po chwili do łóżka białowłosego przybiegł rozentuziazmowany człowiek o krótkich, siwych włosach w szarych szatach uplamionych krwią i śmierdzących... czymś...
Pozostała dwójka zatkała nosy w odzewie.

Dopiero co przybyły medyk przypatrywał się Skyganowi jak jakiemuś niezwykle rzadkiemu okazowi mitycznego stworzenia.
- Co? - powiedział szorstko mistyk.
- Jesteś mistykiem, różnicie się czymś biologicznie od zwykłych ludzi? - pytanie skołowało białowłosego maga pozostawiając go z chwilową rozkminą.
- Nie, chyba nie - po czym spojrzał na swoje ciało i z przerażeniem znowu na medyka - O NIE, NIE MA CHUJA! NIE ZROBISZ SOBIE ZE MNE SEKCJI! - krzyczał wskazując na medyka i odsuwając się od niego jak tylko się da i o mało nie spadając z łóżka.
"Kurwa, co tu się dzieje? Najpierw jakaś jaszczurka chce mnie wyruchać, potem budzę się w trumnie a teraz jakiś szalony uzdrowiciel chce mnie pokroić" tak mniej więcej brzmiałyby słowa mistyka gdyby zaczął uciekać z skrzydła medycznego, ale zaciekawiony medyk zaczął mówić.
- Spokojnie, nie mam zamiaru Cię pokroić. Po prostu kiedyś miałem doczynienia z smoczym mędrcem i jestem ciekawy czy z mistykami którzy mają czarną manę jest tak samo - nastała niezręczna cisza. Skygan rozglądał się za czymkolwiek czym mógłby w razie czego pierdolnąć medycznego natręta. W zasięgu jednak nie było nieczgo ani przydatnego czy poręcznego, a jego miecz znajdował się w kufrze. Żaden z medyków też się nie odzywał do momentu aż mistyk nie zluzował trochę mięśnie i nie usiadł na łóżku. Pozostałych kilku pacjentów przysłuchiwało się całemu zajściu z niepokojem.
- Ten wariat ma się trzymać ode mnie z daleka albo przynajmniej pilnuj go. Inaczej nie ręcze za swoją obronę - Skygan cały czas patrzył to na ręce, to na twarz ciekawskiego lekarza. Po czym dwójka uzdrowicieli zostawiła z lekka zszokowanego maga w spokoju bez słów. Po chwili, ciszę przerwała cicha kłotnia.
Mistyk nie robił praktycznie nic przez resztę dnia. Próbował zasnąć ale myśl o medyku który może mu podać jakieś płyny obezwładniające ciało i otępiające umysł w trakcie snu nie dawały mu spokoju.

W końcu jednak się poddał a sen złożył go do snu, co prawda nie był to odpoczynek pierwszego sortu no ale jednak było to coś. Prawie trzydziestoletni mistyk wstał jeszcze przed świtem. Z braku zajęć a właściwie z to zalecenia bardziej przyjemnego medyka został w koszarnej lecznicy. W najodleglejszym kącie pokoju znalazł sobie miejsce w którym nie było łóżka z jakiegoś powodu. Usiadł krzyżując nogi, położył dłonie na kolanach i zamykając oczy zaczął oddychać spokojnie. Pomiędzy każdym wdechem i wydychem pozostawiał kilkusekundową przerwę, a sam oddech był bardzo płytki i powolny.
Kilku - najpewniej - strażników będących tymczasowymi pacjentami lecznicy przyglądało się mistykowi z zdziwieniem
"Co on kurwa odpierdala?", "On w ogóle oddycha?" "Żyje?" Przez kilka pierwszych minut dały się usłyszeć właśnie takie pytania. Mimo to Skygan puścił je wraz z innymi dzwiękami koszar. Do momentu aż usłyszał głos ciekawego jego bebechów medyka. To było jak dzwięk rozbijanego szkła w jego umyśle. Starał się opanowywać jak tylko się dało ale jego serce zaczeło przyśpieszać.
- Medytacja? - głos medyka wydawał się niezwykle irytujący - Myślałem że mój przyjaciel wszystko naprawił...
Skygan westchnął na myśl że nawet ta prosta czynność nie mogła obejść się bez trudności.
- Po prostu oddycham - krótka i szorstka odpowiedz mistyka wyraźnie mówiła sama za siebie "Nie chce mi się z Tobą gadać", ale medyk nie dawał za wygraną.
- Tooo, dasz przeprowadzić na sobie kilka maluteńkich testów? - pytanie trafiło Skygana jak kowadło spadające z nieba.
- Nie ma takiej mowy, jakbym dostał pizdę księżniczki, górę złota i do tego kowadło spadło mi na ryj to może jeszcze zastanawiłbym się po uderzeniu - szybko odpowiedział i oddychał dalej. Medyk spojrzał na maga zrezygnowanym spojrzeniem i zostawił go w spokoju. Reszta drugiego dnia minęła w miarę spokojnie przyprawiona posiłkiem przyniesionym przez kadeta z straży - a przynajmniej tak wydawało się mistykowi. Skygan krótko podziękował na co chłopak szybko uciekł z skrzydła, na widok jedzenia zaczął się zastanawiać co to było ale przypominało jakąś zupę. Ale cholera wie z czego. Mimo nijakiego smaku w porównaniu do jedzenia z wieloma azaradzkimi przyprawmi dało się tym najeść.

Trzeciego i chyba najparniejszego dnia pobytu, Skygan już nie dawał rady wytrzymać. Jak w jego ojczyźnie było upalenie ale sucho tak tutaj było wilgotno jak szlag. Cały czas miał wrażenie że powietrze jest niewiarygodnie ciężkie i duszące. Z samego rana poprosił o jakiś pojemnik z wodą. Ku zdziwieniu mistyka miskę z życiodajnym płynem przyniósł mu ten sam chłopak co wcześniej. Kiedy młodzik podał mu pojemnik zaczął patrzeć na niego z miną która zwiastowała pytania. Nie czekając na nie mag zaczą swój wywód...
- Tak, to ja jestem tym mistykiem który uratował karczmę, tak wiem że wszyscy mają mnie tu za pierdolonego demona i tak wiem że naciągam waszą gościnność. Mogę pomóc w czymś jeszcze? - powiedział to tak zirytowanym i hamskim tonem że chyba każdy zostawiłby go w świętym spokoju. Chłopak jednak stał jak wryty. Przez chwilę próbował coś powiedzieć. Kiedy Skygan podniósł brwi i schylił się nieco żeby spojrzeć na niego z nieco bliższej odległości ten w końcu zebrał się sam w sobie.
- Przepraszam, ja nie... To znaczy, chciałem wiedzieć. Czy mistycy posiadają swoją magię bo zawarli pakt z demonami? - pytanie było tak głupie według wodnego skorpiona że aż chwycił się za głowę.
- Nie sądzisz że to troche nie ma sensu? Po co mielibyśmy zawierać z nimi pakt skoro i tak je zabijamy? - oba pytania były wypowiedziane tak żeby wybić chłopaka z debilnych pogłosek. No ale co poradzić, czym skorupka za młodu nasiąknie tak później pierdoli. Chłopak jednak chwilę pomyślał i pokiwał głową że starszy ma racje. Natomiast irytacja mężczyzny przeszła niemal natychmiast, bo widział że młody miał trochę przysłowiowego "oleju w głowie".
- Mogę jeszcze w czymś jeszcze pomóc? -
- Tak, jeśli możesz przynieś mi jeszcze odrobinę wody - prośba białowłosego wydawała się młodemu dziwna. Przecież miał wodę, ale nie zamierzał zadawać zbędnych pytań i wyszedł z pomieszczenia.
W tym czasie Skygan zdjął lnianą koszulę, chwycił miskę z wodą i zaniusł ją w kąt pokoju w którym wcześniej oddychał. Uklękł na ziemi i położył ręce na powierzchni wody. Kontakt z wodą wydawał mu się jak spotkanie z dawno niewidzianym przyjacielem. Tchnął w płyn magię a ta zgodnie jego wolą zaczęła płynąć pod górę jego rąk docierając do klatki piersiowej gdzie przeźroczysty płyn zaczął ją otaczać zmęczone mięśnie. Trwał w takim stanie przez kolejnych kilka chwil aż powrócił do wspomnień.

Misja w Azaracie. Został wysłany wraz z Shirą i dwójką innych mistyków żeby zatłuc jakiegoś demona krążącego od kilku dni w okolicach oazy. Owa oaza służyła za przystanek w drodze do Greathard gdzie większość podróżników zatrzymywała się żeby odpocząć i uzupełnić zapasy wody. Kiedy w końcu dotarli na miejsce ujrzeli demona wysokiego na około trzy metry, składającego się praktycznie w całości z wody. Wyglądem przypominał humanoida z żebrami i kręgosłupem stworzonym z wody. Maska którą teraz posiada przy sobie była wzorowana właśnie na tym piekielnym pomiocie.

Z rozmyślań wyrwał go lekki krzyk kiedy do chłopak niosący wodę zauważył jak woda okalająca mistyka uformowała krztałt żeber i wchodziła powoli na czaszkę formując dwa rogi. O mało nie wypuścił wody którą meżczyzna złapał w locie magią i skierował niedaleko siebie.
- Nie bój się, nigdy nie widziałeś magii? - spytał mistyk.
- Nie, ja. Ten wygląd nie przeraził - młody zdawał się lekko drżeć na widok Skygana. Ten teraz usunął wodę z ciała.
- Chcesz wiedzieć dlaczego akurat taka forma? - młodziań podszedł bliżej w stronę wodnego maga.
- Słyszałeś kiedyś o pustyniach Azaratu? - zaczął snuć swoją historię i tak minął im cały dzień. Gdzie starszy opowiadał a młody słuchał zadawając co jakiś czas pytania o odległą krainę i zamieszkujących ich ludzi.

Ostatni, bo czwarty dzień w lecznicy nie zatrzymywał białowłosego na długo. Bardziej przychylny mu medyk nie chcący sekcji szybko go zbadał i doszedł do wniosku że wszystko z nim w porządku, na co mistyk podziękował, chwycił klucz z zamiarem zabrania wszystkich swoich gratów i wyjścia z koszar. Pozostawała tylko kwestia podpalacza, Ryujiego no i tajemniczego prezentu od karczmarza co przyprawiało Skygana o niepokój...
06.06.2018, 23:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#7

STRAŻNIK
Pobyt może i krótki, ale efektywny dla młodego Mistyka pozwolił mu zregenerować nieco sił



inęło kilka dość męczących dni dla Skygan'a przez które niestety musiał jakoś przejść. Dzienne dawki leków, zastrzyków i cholernie niesmaczne jedzenie każdemu mogły dać w kość. Wodnik nasz na szczęście powoli dochodził do zdrowia i po czterech dniach istnych "tortur" spowodowanych przez lekarzy w końcu mógł opuścić ten grajdołek. Z samego rana ostatniego dnia doszło do niego kilku medyków robiąc podstawowe badania polegające na sprawdzaniu splotu many, tętna oraz czy wszystkie kończyny są sprawne. Po tym zabiegu jeden z nich przemówił z małym uśmieszkiem na twarzy: - Dobra, wygląda na to że już jest naprawdę nieźle. Nie możesz za bardzo się przeforsować przez najbliższe kilka dni, ale z tego co już wiem to możesz się już od nas ulotnić. Uważa tylko na ogień. - Po czym zaśmiał się niezbyt głośno ze swojego nie do końca udanego żartu. Reszta nieco zażenowanych, nieco zmieszanych i nieco źle patrzących na Wodnego Maga medyków po prostu się ewakuowała po obchodzie w swoje strony pozostawiając Skygan'a samemu sobie. Tak więc mógł on poczuć w końcu wolność! CO on z nią zrobi? Jakie będą jego dalsze plany? Cholera to wie, wszystko zależy od niego.




Ogólnie to trzymasz się nieźle, ale musisz uważać bo jakaś wymagająca walka może sprawić że wrócisz tu niesłychanie szybko. Plus prośba ode mnie. Kolejnego posta piszesz tutaj, a potem ewakuacja z tematu oki doki? XD


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






11.06.2018, 10:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#8

Zastrzyki.... kolejna rzecz jaką Skygan musiał wstawić na listę rzeczy których najpewniej nigdy nie pokocha. Zaraz obok ryb. A przecież ryby żyją w wodzie który jest żywiołem tego mistyka. Jakaś hipokryzja w tym jest. Prawie cztery doby spędzone na wbijaniu igieł w ciało maga to istny koszmar. Biorąc pod uwagę całą odporność mistyków na choroby to Skygan miał naprawdę ciężki okres.

Ostatniego dnia skrzydło medyczne wyraźnie się zaludniło. Samych medyków było...
- Raz, dwa - Ci tutaj byli - trzy, cztery, pięć, sześć. Kurwa tego już liczyłem - mistyk próbował policzyć uzdrowicieli ale było ich zdecydowanie więcej nie wspominając że biegali jak szaleni. Kiedy w końcu zabrali się za niego, na co Skygana przeszedł chłód strachu myśląc o niesterylnych igłach. Wieści o tym że mógł opuścić to sadystyczne miejsce było jak okład z chłodnej wody w upalny dzień na pustyniach Azaratu.
- Hahaha, zabawne - zaśmiał się sarkastycznie do medyka puszczając ten żart w niebyt.
Kiedy w końcu wszyscy się rozeszli, chwycił klucz do kufra, otworzył skrzynię a na zarośniętej twarzy mistyka znowu zawitał uśmiech.

Zaczął ubierać się w swój - przynajmniej w sporej części - stary strój. Skórzane karwasze wraz z rękawicami które leżały na wierzchu wszystkich jego gratów poszły na pierwszy ogień. Dopiął je tak żeby leżały stabilnie na rękach ale nie odcianały dopływu krwi. Skygan uśmiechnął się na myśl o młodych wojownikach którzy czasami zaciągali je najmocniej jak się dało a potem musieli je poluzować. Następna poszła jego skórzana kamizelka. Nic specjalnego, od zwyczajny element ochronny większości zarówno podróżnych jak i wojowników którzy cenili sobie zarówno mobilność jak i wygodę. Nabrał powietrza w płuca i wtedy zabrał się za zamocowanie pancerza. Kiedy już puścił powietrze, kamizelka leżała wygodnie na ciele.
Noże, tych musiał poszukać chwilę dłużej ale wszystkie trzy ostrza wraz z pochwami się odnalazły.
Jeden na pasie z lewej strony. Drugi na prawym udzie i w końcu trzeci wiszący z prawej strony klatki piersiowej. Kołaczan z strzałami był następny. Po prostu zamocował go po swojej prawej strony gdzie zwisał skierowany lekko ku tyłowi.
Zostały tylko dwa duże płaty futra, jeden na ramionach i zasłaniający plecy, drugi okalający pas maga, wyglądający na poszarpany i zwisający niżej ku nogom. Sakwy w których znajdowały się jego graty no i miecz, wszystko było gotowe. No poza tym prezentem od karczmarza. Skygan miał zamiar go zabrać ze sobą biorąc na koniec łuk i wychodząc z skrzydła medycznego.

Kiedy zbliżał się ku wyjściu miał wrażenie że coś jednak jest nie tak w mieście, było tu więcej medyków niż normalnie. Jakby miasto szukowało się do wojny. Jeżeli faktycznie tak się działo to trzeba było się wynosić stąd najszybciej jak się dało. Ale najpierw pozostawała sprawa podpalacza... Nie miał zamiaru mieć kogokolwiek na dupie kto trzymałby nóż na jego gardle.

Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.06.2018, 14:44 przez Skygan.)

13.06.2018, 13:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#9

iegłem ile tchu w płucach. Czułem jak moje nogi powoli słabły, oddech stawał się nierówny, a w głowie zaczęły się kumulować myśli niechybnej i szybkiej śmierci. Kolejne kroki, kolejny wdech i wydech. To działo się tak szybko, nawet nie byłem wstanie dokładnie zanalizować sytuacji... Aczkolwiek należy zacząć po kolei.

Ujrzawszy wielkie monstrum przed moimi oczyma czułem, że cały nasz wysiłek poszedł na marne. Smok mógł nas nie przepuścić, ba! Równie dobrze mógł nas szybko zlikwidować jednym atakiem. Ku mojemu zaskoczeniu jednak stało się coś czego kompletnie się nie spodziewałem. Usłyszawszy krzyk mężczyzny widziałem jak czarna skrzydlata bestia zaczęła odlatywać pozostawiając miasto bezpieczne, przynajmniej tak z początku mi się wydawało. To co stało się potem mogło przerazić nie jednego odważnego męża. Zastępy różnego rodzaju zwierząt począwszy od niegroźnych robaków, aż po krwiożercze wilki oraz nigdy dotąd nie widziane przeze mnie potwory zaczęły formować się w niesamowitą armię która wyłoniła się zza pagórka. To był impuls, instynkt sam z siebie nakazał mi po prostu uciekać ile sił w płucach. Najgorsze myśli zaczęły mi się kumulować w głowie. Natłok myśli nie pomagał niestety w ucieczce, czułem jak zwalniałem. Wszystko by wskazywało na to, że wszystko poszło na marne. Wtedy jednak coś, a raczej ktoś dał mi zapał do ucieczki. Był to Berde, który krzyczał do mnie z całych sił. Spojrzałem przez ramie by ukratkiem spojrzeć na mojego towarzysza. Ten postanowił postawić swoje życie na szali by dać nam szanse na ucieczkę. Pierwszy raz widzę kogoś takiego, kogoś kto chciał poświęcić własną egzystencje dla mnie i obcej dziewczyny. Ten człowiek jest kimś wyjątkowym, a dzięki temu zrozumiałem że nawet zwykli ludzie mogą być coś warci. Tak, ludzie nie zasługują na eksterminację na rację bytu smoków. Zasługują na życie i szacunek. Tutaj właśnie czułem niesamowity przepływ energii, instynkt nakazał mi biec nie zważając na niedogodności wynikające ze zmęczenia. Nie mogę być gorszy od Berde i też mam misję do wykonania, a mianowicie moim priorytetem był ratunek tej dziewczyny.

Moje smocze płuca mimo że wytrzymalsze niż każde inne niż zwykłego człowieka powoli traciły oddech. Czułem jakbym zaraz miał ja wypluć... Brakowało jeszcze kilkanaście metrów, jeszcze ten mały dystans dzielił mnie do bramy Valen. Jeszcze dosłownie kilka chwil dzieliło nas do uratowania swojego istnienia... Gdy nagle moim oczom ukazał się obraz który stał się nie lada zbawieniem w mojej głowie. Wrota powoli się otwierały, a z nich zaczęli wybiegać żołnierze w pełnym uzbrojeniu. Najwyraźniej odsiecz przybyła, a my byliśmy już jedną nogą w "domu". Wbiegłem momentalnie przez małą ścieżkę uformowaną między wojownikami, a następnie wbiegłem już za mury miasta. Mimo, że mogliśmy się czuć się choć trochę bezpieczniejszy to nie zatrzymywałem się. Zacząłem szukać punktu medycznego. Mojemu życiu może i nie zagraża za dużo, ale ciemnowłosa wciąż toczy bitwę o życie. Dosłownie każdą napotkaną osobę pytałem o to samo: -Gdzie jest szpital?! Lekarz! Gdzie jest lekarz?! Pomóżcie mi! Ona umiera!- Aż w końcu spotkałem żołnierza, który doprowadził mnie do Skrzydła Medycznego w którym stacjonowały rezerwy Straży Miasta. Dojście tam zajęło mi w moim tempie zaledwie kilka minut. Na szczęście momentalnie znalazłem lekarza, który wziął ode mnie dziewczynę, a ja w końcu mogłem odsapnąć. Usiadłem bez zastanowienia na dupie. Nie myślałem, patrzyłem się tylko w jeden punkt i oddychałem jak szalony. Po prostu byłem w szoku tak dużym że nie byłem wstanie zrobić nic innego. Siedziałem tak przez dobre pół godziny opierając głowę o dłoń. Jedyne co mi teraz zostało to czekać, aż dziewczyna się obudzi. Gdy to nastanie będę musiał się dowiedzieć co tak naprawdę się odjebało... Poza tym muszę porozmawiać jeszcze z jedną osobą, a jest nim Berde... I gdy ta myśl nadeszła moje oczy się same zamknęły, oddech się delikatnie uspokoił, a ja nie pamiętałem kiedy usnąłem z przemęczenia.



Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






24.06.2018, 01:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne
#10

Chichi poczuła ból. Jej ciało, jak dotąd nieprzytomne i bezwładne zaczęło buntować się przeciwko tym nagłym bodźcom. Pierwszym odruchem mistyczki była próba uwolnienia się, ucieczki, jednak poczuła iż coś nie pozwala jej się ruszyć. Ponownie spróbowała poruszyć rękoma, wyrwać się, jednak jej ręce zostały jeszcze mocniej przyciśnięte do ziemi.
Kiedy Czarnowłosa poczuła kolejną falę bólu wrzasnęła głośno. Była przekonana, iż jej krzyk słychać było w całym budynku, w jakim się obecnie znajdowała. Dopiero po dłuższej chwili udało jej się otworzyć oczy. Nad sobą ujrzała kilka nieznajomych, męskich twarzy, które były rozmazane przez pojawiające się w jej oczach łzy. Poczuła coś dziwnego w ustach. Najpewniej była to szmata zrobiona z jakiegoś starego ubrania. Pewnie po to, aby z bólu nie przegryzła sobie języka. Kiedy udało jej się na chwilę unieść lekko głowę, poczuła, jak serce zamiera jej w piersi. Nad jej nogą pochylał się ktoś, kto wyglądał na medyka, a w jej łydce ziała ogromna rana. Chichi poczuła, jak robi jej się słabo, a jej głowa opadła znów na podłogę.
Kiedy Mistyczka zamknęła oczy, w jej umyśle zaczęły pomału przewijać się obrazy poprzednich wydarzeń. Z każdą sekundą przypominała sobie coraz więcej z wydarzeń minionej nocy. Walkę z Mestem, ucieczkę, bestie... Po czym przypomniała sobie upadek. Dalej była już tylko ciemność.
Jak więc się tutaj znalazła? Nie wydawało jej się, żeby Mest wrócił po nią. Czyżby zrobiła to ta dwójka nieznajomych, których cały czas czuła w okolicy?
Jęknęła cicho, kiedy lekarz zajął się opatrywaniem rany na jej nodze. Miała nadzieję, iż najgorsze jest już za nią. Ktoś wyciągnął szmatę z jej ust, po czym zdjął z niej ubranie i zajął się opatrywaniem kolejnych skaleczeń na ciele kobiety. Ból pulsował w niemal całym jej ciele, najbardziej jednak skupiając się na złamanej kończynie. Chichi nie sprzeciwiała się poczynaniom medyków, nawet, gdyby chciała, to i tak nie miała na to siły. Od czasu do czasu czuła lekkie pieczenie w okolicy zadrapań na całym ciele. Zastanawiała się, co dalej...

-Przepraszam -Odezwała się do najbliższego jej mężczyzny, kiedy Ci kończyli już pracę -Gdzie ja jestem..? I jak się tutaj znalazłam..?

Mimo, iż nie były to jedyne pytania kłębiące się w głowie Czarnowłosej, to jednak w tej chwili wydawały się najbardziej znaczące.
25.06.2018, 19:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna