Skrzydło medyczne

Mistyczka wpatrywała się w Alexiusa ze szczerym wyrazem powątpiewania i zagubienia na twarzy. Nie wydawało się jej, żeby powiedziała coś aż tak zabawnego. O co im chodziło?

-W sumie, macie rację. Przynajmniej nie będę musiała szukać aż tak daleko. To będzie dla mnie dobry trening, żeby trochę pochodzić. Kiedyś w końcu muszę odzyskać siły! -Głos mistyczki, całkiem szczerze był wypełniony optymizmem. Tak długo musiała czekać, żeby coś się w końcu zaczęło dziać! Nareszcie mogła poczuć porzucony dreszczyk, który towarzyszył działaniu! -Może pójdę już teraz. Mógłbyś mi proszę powiedzieć, jak on miał dokładniej na imię i jak wyglądał? Jeśli mi go opiszesz, prościej będzie go odszukać. A poza tym... -Mistyczka rzuciła szybkie spojrzenie na Berne. Nie była jeszcze w pełni sił, mogła potrzebować pomocy... -Czy Berne mógłby pójść ze mną? Wiesz, potraktujemy to jako trening, będzie mnie pilnował.

Na nowo wzbudzony płomień palił się w oczach Mistyczki. Cały jej organizm garnął się do tego, żeby opuścić w końcu to okropne miejsce, przepełnione bólem, cierpieniem i żałosnością.
Chłopak powiedział, że jest za dobra, by być kimś złym. Kąciki ust Mistyczki lekko drgnęły, ujawniając delikatny uśmiech.
Wczoraj, 00:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

STRAŻNIK



Brodate przemyślenia Alexiusa zostały przerwane równie szybko co przyłapanie niewiernego narzeczonego i uderzenie go otwartą dłonią w twarz. Popatrzył na Bernego, na co młody posłał mu proszące spojrzenie.
- Niech będzie - powiedział to z udawanym "fochem".
- Ale macie tu niedługo wrócić. Nie chce jej zastać nieprzytomnej i bladej jak ściana... A co do mistyka. Wysoki, może koło dwóch metrów. Siwiejące włosy... popielate? Chyba tak to można nazwać. Jasno szare oczy. Ma dość spory miecz i miał na sobie szarawe futro które nosi. W dziwny sposób. Ciężko go ominąć. Uwierz... - wstał i skierował się do półek szukając w nich jakiś medykamentów. Odwrócił się i kiedy zobaczył dziewczynę zmarszczył brwi.
- Na co jeszcze czekasz? Idzcie zanim się rozmyślę...
Wczoraj, 01:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

Gdyby tylko była w stanie, Chichi podskoczyłaby z radości. Zamiast tego, w impulsie radości uściskała Alexiusa, po czym złapała Berne za rękę i zaczęła kierować się w stronę wyjścia.

-Ogromnie Ci dziękuję! -Rzuciła jeszcze do medyka przez ramię, posyłając mu szeroki uśmiech

Z bijącym mocno sercem Chichi otworzyła drzwi skrzydła szpitalnego i wyszła. Pierwsze, co poczuła, to o wiele większy chłód, niż ten, który panował na sali. Nie było tu tak dużego zbiorowiska osób, nie gotowało się wywarów, a surowe mury skutecznie chroniły przed słońcem. N rękach i innych nieosłoniętych częściach ciała Mistyczki od razu pojawiła się gęsia skórka, wywołana zarówno chłodem, jak i podnieceniem.
Co chwilę mijali ich jacyś ludzie, a właściwie to sami mężczyźni. Jedni przechadzali się w pełnych zbrojach i ekwipunku, inni jedynie w luźnych szatach. Każdy miał ponurą, zamyśloną minę. Byłaby w stanie się założyć, że nikt nie zauważył nawet ich pojawienia się. Chichi ruszyła wzdłuż korytarza, a jej kroki odbijały się echem od nagich ścian i posadzek. Po chwili ujrzała pewnego starszego mężczyznę i postanowiła do niego zagadać.

-Przepraszam, zna pan może...-Słowa Mistyczki nie zostały nawet wysłuchany, gdyż nieznany jegomość minął ich, bucząc coś jedynie pod nosem. Pięści Mistyczki automatycznie zacisnęły się, a pod nosem rzuciła w jego kierunku cichą obelgę.

Mistyczka rozglądała się po korytarzu, trzymając się ukradkiem ramienia Berne. Mimo, iż czuła się już znacznie lepiej, to jednak wolała nie ryzykować. Nie chciała, aby coś tak ważnego zakończyło się utratą przytomności. Musiała znaleźć kogoś, komu się aż tak nie spieszyło.. W pewnej chwili wzrok mistyczki padł na samotnego chłopaka, który spokojnie palił fajkę w kącie. Od razu skierowała swoje kroki w jego stronę.

-Przepraszam -Uśmiechnęła się do niego najlepiej, jak potrafiła. -Zastanawiałam się, czy mógłbyś pomóc mi kogoś znaleźć..?

Chłopak spojrzał na dziewczynę, wypuszczając powoli z ust dym, który niemiłosiernie kuł w oczy oraz nozdrza. Przypominał zapach knajp, a Chichi chwilowo zatęskniła za rumem i zabawami.

-Słucham, kogóż to szukacie..? -Jego głos zdawał się być.. leniwy. Przeciągał wszystkie sylaby w bardzo arogancki sposób. Jednak chciał pomóc - nie można się było denerwować.
-Szukam pewnego mężczyzny, który ponoć niedawno tu przybył. Wysoki, siwy, nosi z sobą podobno wielki miecz i futro. -Na jej słowa chłopak uniósł brew w bardzo pytającym geście, jednak po chwili zamysłu odparł:
-Niestety, nie znam nikogo takiego, Panienko. Na Twoim miejscu zapytałbym w kwaterach. Jeśli przeniósł się tu niedawno, bardzo możliwe, że to tam właśnie przebywa. -Kolejne dmuchnięcie dymu.
-Jak można się tam dostać..?
-Idźcie do końca tego korytarza, schodami na piętro, a potem pytajcie dalej.
-Rozmowa widocznie była skończona, gdyż mężczyzna odwrócił się od swych rozmówców, i dalej leniwie popalał papierosa. Podziękowali więc mu i odeszli.


Na końcu korytarza rzeczywiście znajdowały się schody. Wdrapanie się po nich było dla Mistyczki o wiele większym wyzwaniem, niż się spodziewała, na szczęście jednak miała z sobą Berne, który gdyby tylko mógł, to wniósłby ja na piętro.
Korytarz, który ujrzeli, niemal niczym nie różnił się od tego niżej, poza tym, iż był krótszy. Po raz kolejny Chichi złapała jakiegoś przechodnia, który ich mijał o kwatery, a ten wskazał im drzwi na końcu korytarza. Serce Mistyczki zaczęło pompować krew o wiele szybciej. Czyżby w końcu czekał ją jakiś sukces? Podeszła do drzwi i nacisnęła powoli klamkę. Gdy tylko udało im się wejść do środka, zaczęła rozglądać się za kimś, kto mógłby jej dalej pomóc.
Wczoraj, 01:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna