Skrzydło medyczne

Chichi wpatrywała się w medyka z coraz większym zaskoczeniem. Wszystko, co zrobił i powiedział nie pasowało do dobrotliwej natury medyka, za którego go uważała. Opuściła wzrok na strzykawkę, wpatrując się w nią niemo przez parę sekund. Po chwili wyciągnęła dłoń, aby odebrać ją od Alexiusa.

-Nie spodziewałam się tego po Tobie. -Zmarszczyła delikatnie brwi w zamyśleniu, zaciskając dłoń na przyrządzie. -Myślałam, że będziesz chciał raczej jakiejś konfrontacji, jednak cóż... Wydaje się, że tak będzie bezpieczniej. Postaram się nie spać, a strzykawki nie wypuszczę z dłoni. Co do dyskrecji to cóż... -Uśmiechnęła się delikatnie pod nosem -Nie zależy to wyłącznie ode mnie, ale postaram się. I dziękuję Ci za to, co dla mnie robisz. Wiem, że nie jest Ci łatwo.

Po skończonej rozmowie z medykiem mistyczka ułożyłaby się na swoim łóżku, trzymając w dłoni strzykawkę gotową do obrony. Nie była jej ona może niezbędna, jednak unicestwienie medyka jego własną bronią zdawało się być czymś idealnym.
Chichi leżała z otwartymi oczyma, wystukując regularnie palcami rytm na materacu, aby nie pozwolić swemu organizmowi zasnąć choćby na moment. Co chwilę wierciła się, zmieniając pozycje lub wykonywała choćby najmniejsze ruchy. Nawet, gdyby tego nie robiła to sam stres zapewne też nie pozwoliłby jej na odpoczynek.
Jej myśli skupiły się na Mortisie. Rozmyślała, czy był jakikolwiek sens w jego szaleństwie i wszystkim tym, co robił. Czego tak naprawdę chciał dowieść i dlaczego takimi metodami? W innych okoliczność zapewne chciałaby najpierw przesłuchać medyka, jednak teraz byłoby to ciężkie do zrealizowania. Chociaż, kto wie?
Póki co zostawało jej jednak jedynie czekać...
02.11.2018, 22:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

STRAŻNIK



Wysłuchawszy słów dziewczyny, medyk zamknął na chwilę oczy i westchnął.
- Dziękuję - po czym wstał i odszedł bez zbędnych słów. Ciężar jakim była cała sytuacja musiał odcisnąc swoje piętno na uzdrowicielu. Odrobinę się zachwiał zanim wszedł do sali operacyjnej, musiał oprzeć się o ścianę zanim znikł w pomieszczeniu.

Reszta dnia mijała nadzwyczaj spokojnie, pomijając ciągłe dyskusje medyków i okazjonalne stękania pacjentów. Dzień powoli ustępował wieczorowi a później nocy kiedy światło słońca zaczęło zanikać a jedyne źródło światło stanowiły nielicznie zapalone świece. W końcu i te zostały zgaszone, a rozmowa dotarła do uszu mistyczki.
- No to pora kończyć na dzisiaj, masz jakieś plany na wieczór? - głos Alexiusa odbił się delikatnym echem od ścian skrzydła medycznego.
- Zapraszasz mnie na randkę? - Mortis odpowiedział z powagą w głosie.
- Opary leków chyba rzuciły Ci się na łeb. Pytam czy idziesz coś zjeść. To wyciąganie drzazg z klatki piersiowej było skomplikowane jak cholera. Dobrze będzie jakoś odreagować. - ton Alexiusa zmienił się z rozbawionego w wyraźnie zmęczony.
- W sumie można by się napić piwa, albo strzelić sobie coś mocniejszego. Bo dlaczego nie? To widzimy się w której karczmie?
- Chodźmy od razu, bo jeszcze zapomnisz
- No dobra, skoro uważasz mnie za tak zapracowanego - odpowiedzi towarzyszyły zgodne śmiechy obu pracowników lecznicy. I po chwili obaj wyszli.

To jednak nie był koniec przygód dziewczyny tego dnia. Rytmiczne wystukiwanie palcami w materac dawało chwilową ulgę od narastającej senności. Jednak prawdziwym lekarstwem okazał się stres. Myśli o oszalałym medyku zaczęły zaprzątać umysł Chichi do tego stopnia że nie była w stanie myśleć o niczym innym. I nie wiedząc skąd usłyszała gdzieś w pomieszczeniu szepczący głos. Jednak z swojej obecnej pozycji i przy tej ciemności, mistyczka nie mogła dostrzec mówiącego.
- Szkoda, naprawdę szkoda że nie dałem rady tego zrobić. Mogłem tyle się dowiedzieć. Zrobić tyle dla nauki. Dowiedzieć się kim oni tak naprawdę są. Ale ten cholerny chłopak musiał mi przeszkadzać. - krótki monolog zakończył się westchnięciem. Mówcą był Mortis. Nie pozostawały żadne wątpliwości. Gen głos wypalił się w pamięci zabójczyni tak bardzo że nie mogłaby go pomylić z żadnym innym. Ciche stukania butelek przerwały ciszę. Potem znowu nastała martwa cisza. Gdyby Chichi się podniosła nie zauważyła by nic. Tylko ciemność i zarysy łóżek.
06.11.2018, 15:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

Oczekiwanie na nadchodzącą noc wzmagało w Chichi stres. Czym innym dla dziewczyny była walka, akcja, cokolwiek, gdzie mogła działać, a czym innym bezczynne oczekiwaniem nadchodzących wydarzeń.
Po rozmowie, która miała miejsce gdzieś na początku nocy Mistyczka wywnioskowała, iż Alexius stara się wywiązać ze swej obietnicy. Udało mu się wyciągnąć Mortisa na napitek. Serce Chichi było już nieco spokojniejsze, jednak nadal oczekiwała w napięciu, a palce wystukiwały rytm.

Stuk, stuk, stuk...

Pierwsza bezsenna godzina poszła dość gładko, a poza stękaniem pacjentów nie działo się nic.

Stuk, stuk, stuk...

Mijające minuty sprawiały, że Czarnowłosa była coraz bardziej senna.

Stuk, stuk, stuk...

W końcu usłyszała głos. I to nie był głos, byle kogo, a samego Mortisa. Kilka nierównych uderzeń serca i ciężka gula, która podeszła Chichi do gardła. Nie wiedziała, czy medyk mówił sam do siebie, czy też ktoś mu towarzyszył. Nie zamierzała unosić głowy i zdradzać, że nie śpi. Zamiast tego postanowiła wykorzystać swoją magię. Aktywowała zdolność lokacji a także pluskwy, kierując ją w stronę usłyszanych ostatnich dźwięków. Obie magie nie wykorzystywały czarnej natury many, aby nie zdradzić, iż jej używa.
Dłoń Szarookiej mocniej zacisnęła się na ofiarowanej jej przez Alexiusa strzykawce, a mięśnie ciała były delikatnie napięte w oczekiwaniu na ruch. Przy tym wszystkim starała się oddychać równo i spokojnie, udając, że nadal śpi. Oczekiwała dalszych ruchów medyka.
07.11.2018, 22:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

STRAŻNIK



Ciemność okrywająca skrzydło medyczna była na tyle gęsta że wszystko było kompletnie czarne. Jedynie niewyraźne sylwetki mogły stanowić o czyjejś możliwej obecności.
Mimo aktywacji zaklęć, mistyczka nie otrzymała żadnych rezultatów. Nie było tam nikogo. Zadnych osób poza leżącymi. Żadnych odgłosów poza oddechami pacjentów. Jakby nikogo tam nigdy nie było...

Mortis musiał nawiać tylko kiedy? I jak mógł to zrobić bez wydawania jakiegokolwiek dźwięku? Cisza narastająca w pomieszczeniu zdawała się nie do zniesienia. Krew zaczęła szumieć dziewczynie w uszach. Do momentu aż jeden z leżących mężczyzn niespodziewanie kaszlnął co o mało nie przyprawiło zabójczyni o zawał serca. Jakby pilnowana boską opatrznością nie drgnęła nawet o milimetr, ale jej oddech zatrzymał się na moment. To mogło świadczyć o tym że nie śpi. Dla kogokolwiek mógł być to dostateczny znak do ataku. Szare oczy zaczęły poszukiwania potencjalnego przeciwnika nie ruszając przy tym głową. Serce zaczęło bić w szaleńczym tempie a wszystkie zmysły podpowiadały jej jedno "SPIERDALAJ STĄD!"
Nagle coś podpowiedziało Chichi że coś znajduje się za jej plecami... Jakby sama śmierć wyczekiwała jej następnych poczynań z zaciekawieniem.
12.11.2018, 19:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

Sytuacja zdawała się być coraz bardziej napięta. Aktywowanie zdolności nic nie dało. Chichi była niemal pewna, że ktoś jeszcze chwilę temu znajdował się w pomieszczeniu, jednak jej magia temu zaprzeczała. Nie było jednak czasu dłużej się nad tym zastanawiać, gdyż po chwili poczuła coś zupełnie innego...
Instynkt zadziałał automatycznie i mistyczka odwróciła się gotowa do ataku, jednak... nic za nią nie było. Pozostał jedynie nieprzyjemny ślad mrowienia na plecach, jakby ktoś długo się jej przypatrywał.
Mistyczka w lekkiej panice zaczęła rozglądać się po skrzydle szpitalnym. Wszystkie jej zmysły krzyczały, że coś jest nie tak, jak powinno. Poczuła lekkie zawroty głowy, jednak zacisnęła powieki i odczekała chwilę, aż przejdą. Nie mogła teraz dać się rozproszyć. Liczyła na to, że jeśli ktoś jest w pomieszczeniu, to może uda jej się jakoś zwabić go tutaj. Wzrok mistyczki padł na buteleczkę ustawioną na szafeczce jednego z pacjentów. Skupiła się, po czym podmuchem zrzuciła ją na ziemię. Trzask rozbijanego szkła odbił się echem po cichej sali, a Chichi w napięciu oczekiwała następnych wydarzeń.
Znów coś poczuła. Delikatny ruch, jak gdyby nie ludzki, przy wejściu do sali operacyjnej. Jej wzrok jednak nie mógł niczego dojrzeć w ciemnościach. Przez chwilę oczekiwała w napięciu, jednak po raz kolejny nie zdarzyło się nic więcej. Czarnowłosa zaczynała mieć dość tej całej sytuacji i niekończącego się napięcia. Nadszedł czas, aby zwrócić na siebie uwagę tego czegoś. A raczej, jeszcze większą uwagę.
Chichi usiadła na łóżku, głośno kaszląc, aby wyraźnie dać znać domniemanemu napastnikowi gdzie jest. Szykowała się na atak.

-Przestań, kurwa! Ludzie tu chcą spać!
-Zamknijcie mordy!
- Krótka wymiana zdań pacjentów na chwilę odwróciła uwagę mistyczki, jednak poza chwilową ochotą zapewnienia im snu wiecznego nie zareagowała. Miała większe problemy.


Nie pozostawało jej już wiele możliwości. Leżenie i ignorowanie całego zajścia nie wchodziło w grę. Mistyczka wzięła głęboki oddech, po czym najciszej jak mogła wstała z łóżka błagając w duchu wszelkich bogów, aby żaden pacjent nie zechciał znów narzekać.
Mistyczka stawiała ciche niczym kotka kroki w stronę sali operacyjnej, a oddech próbowała utrzymać cichy i wyrównany. Jej zdolności pozostawały aktywne, a strzykawka w dłoni gotowa do ataku, gdy nagle...
Kolejna fala zawrotów głowy sprawiła, że narzędzie niemal wypadło z jej dłoni. Chichi zatrzymała się, starając się nie stracić równowagi i mrugając szybko, aby odzyskać stabilność. Co do cholery... Coś jest nie tak. Serce Chichi zaczęło szybciej bić ze stresu. Czyżby te zawroty wywoływało to coś ukryte w sali operacyjnej? Nie pozostawało jej już wiele czasu. Postarałaby się wziąć kilka głębokich oddechów i gdyby jej stan na to pozwolił, znów ponownie udałaby się cicho w stronę sali. Gdyby jednak zawroty nie ustępowały powolnym, ostrożnym krokiem starałaby się dotrzeć do wyjścia ze skrzydła szpitalnego.
05.12.2018, 19:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

Musiała dać radę. Czuła, że jeśli nie podejmie teraz właściwych decyzji, to cóż... Będą one ostatnimi wyborami w jej życiu. Starając się nie upaść na ziemię, kierowały powoli kroki w stronę Skrzydłą szpitalnego, gdzie ukazało się niewielkie światły, jakby od świecy.
Z bijącym mocno w piersi sercem Chichi skradała się do sali operacyjnej. Cichy wdech, wydech, ostrożne kroki...

Brzdęk

Niezauważony przez nią kawałek szkła potoczył się po posadzce, wydając niby cichy, a jednak odbijający się głośnym echem w głowie mistyczki dźwięk. Nie pozostał on również niezauważony przez osobnika ze świecą, gdyż po chwili zgasła.
Czas na kolejne decyzje. Jej obecność zdecydowanie została już dostrzeżona, także efekt zaskoczenia byłby raczej marny. Co więcej, odwrót również nie stanowił wyjścia, gdyż ucieczka po ciemnych korytarzach koszarów wydawała się jeszcze groźniejsza. Przez chwilę dziewczyna rozważała obudzenie pacjentów głośnym krzykiem lub rozwaleniem jakiegoś regału, jednak gdyby ktoś stwierdził, że zrobiła to bez jakiejkolwiek wyraźnej przyczyny mogłaby skończyć przykuta pasami do łóżka i wystawiona swemu domniemanemu mordercy na talerzu, niczym prosię z jabłkiem w ryju. Pozostawało jej jedynie kontynuować swój "wywiad" z nadzieją, że nie zginie. W razie bójki faktycznie mogłaby zacząć krzyczeć - może któryś z pacjentów byłby w stanie wstać i jej pomóc.
Mistyczka wzięła kolejny głeboki oddech, próbując uspokoić rozszalałe serce. Chcą oszczędzić jak najwięcej many i energii odwołała pluskwę oraz lokację, gdyż nic one nie wnosiły. Było to dość dziwne i niepokojące, dlatego też postanowiła zachować jeszcze większą ostrożność. Nie wiedziała, co czyha na nią za ścianą sali, jednak z ogromną pewnością mogła stwierdzić, że nie był to człowiek. A już na pewno nie zwyczajny.
Po dotarciu do drzwi salo operacyjnej wstrzymała oddech, a następnie zajrzała do środka utrzymując podmuch, na wypadek ewentualnego ataku. Nic jednak się nie stało. W sali było pusto. Po podejściu do kartek zauważyła na nich rysunki, wykresy i inne tabelki, jednak pismo było tak beznadziejne, że nie dało się nic odczytać. NA wszelki wypadek jednak postarałą się zapamiętać zawartość kartek.
Po chwili kolejna fala zawrotów głowy sprawiła, iż mistyczka musiałą oprzeć się o stół, aby się nie wywrócić. Jej dłoń mocno zacisnęła się na kancie blatu, a opuszki zrobiły blade od ucisku. Po kilku oddechach dyskomfort minął. Chichi postanowiła już udać się w stronę wyjścia ze skrzydła szpitalnego, kiedy nagle usłyszała kroki...
Mistyczka automatycznie obróci się w stronę, z której dochodzą kroki i aktywuje podmuch, aby utrzymać z dala od siebie ewentualnego napastnika. Gdyby ten postanowił zaatakować, odpłaciłaby mu się cięciem.
11.12.2018, 01:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Skrzydło medyczne

Schowana w cieniu mistyczka z bijącym sercem obserwowała nadchodzącą postać... Lub cokolwiek innego, co było źródłem światła. Z wyciągniętej do przodu ręki wydobywał się podmuch, który w założeniu miał obronić ją przed ewentualnym atakiem.
Czując za plecami zimny mur Chichi obserwowała poczynania intruza. Po kilku chwilach udało się jej dostrzec, iż był to nie kto inny, jak Alexius. Co on tutaj robił? Czarnowłosa wstrzymała oddech i obserwowała mężczyznę z cienia. Czyżby to on narobił takiego zamieszania? Jeśli tak, dlaczego nie udało się jej go namierzyć?
Medyk podchodząc do stołu poczuł dym, a następnie dotknął knota niedawno ugaszonej świecy. Niesiona przez niego, brudna latarnia uniosła się ku górze, a mężczyzna przeszukiwał spojrzeniem pomieszczenie, jednocześnie łapiąc za leżący opodal skalpel. To byłą odpowiednia chwila, aby się ujawnić.

-To ja. -Odpowiedziała na jego zawołanie szeptem, wychodząc pomału z cienia z uniesionymi rękoma. Nie chciała, aby odebrał jej obecność jako atak. -To nie Ty byłęś tu przed chwilą?
-Chichi?
-Medyk zmrużył oczy, przyglądając się dziewczynie - Na miłość jasnej kur... Co? Dopiero co wszedłem. Zapomniałem rycin ludzkiego ciała. Jeden z strażników dostał... czymś i trzeba to wyciągnąć. -Nie były to słowa, które chciała usłyszeć.
-Ktoś tutaj był przed chwilą. Ale nie wiem, czy był to człowiek... Kręcił się, oglądał te rysunki i zniknął. Jakby dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Nawet zgasił świecę. Czy to mógł być Mortis?
- Co?
- Alexius odwrócił się za siebie i zaczął rozglądać w każdym możliwym kierunku. -To niemożliwe, kiedy ostatnio go widziałem kierował się do swojego domu a stamtąd jest tylko jedna możliwa droga. I mnie nie mijał.


Mistyczka przełknęła ślinę i poczuła, jak po jej gardle spływa ogromna gula, której nie byłą w stanie się pozbyć. Potrafiła walczyć z ludźmi, atakować ich. Jako mistyczka zapewne potrafiłaby nawet stawić czoła demonowi, jednak... Tutaj działo się coś o wiele bardziej niepokojącego i za żadne skarby świata nie miała zamiaru brać w tym udziału.

-W takim razie nie wiem, kto to był. Jednak na pewno był tu ktoś i nie był to raczej zwykły człowiek. Nie wiem, jak Ty, ale ja raczej nie mam zamiaru tu zostać. -Zaczęła pomału zwracać się w stronę wyjścia.
- Nie mogę Cię powstrzymać ale poza koszarami jesteś zdana na siebie...
-A co mogę zrobić pozostając tutaj? Zostaniesz tu i mi pomożesz? Jeśli jesteś chętny, mogę pójść razem z Tobą do strażników, jednak nie sądzę, żeby któryś z nich mi uwierzył. Powiedz mi, co proponujesz?
-Medyk westchnął cicho w odpowiedzi na jej słowa.
- Nie chodzi mi o to że nie chcę. Za twoją kurację odpowiada strażnicza lecznica. Nie ja. Jeśli coś Ci się stanie poza teren skrzydła to nic wtedy nie mogę zrobić. Ale zrobisz jak uważa... - Alexius przestał mówić. Chwilowo znieruchomiał, wzrok powędrował ku górze po czym osunął się bezwładnie na podłogę.


- Zawsze musisz włazić mi w drogę! - w sali operacyjnej zabrzmiał głos. Niby znajomy ale strasznie zdeformowany.


Mistyczka rozglądała się po sali, próbując odnaleźć źródło dźwięku. Jednocześnie jej mięśnie i umysł pracowały niemal automatycznie. Stanęła koło medyka, uruchamiając podmuch, który jednak nie był zbyt silny. Jej maga wyraźnie była osłabiona. Kątem oka udało jej się dostrzec strzykawkę wystającą z pleców Alexiusa, po czym dopadła ją kolejna fala zawrotów głowy. Po chwili straciła również niemal całkowicie wzrok, ale w dziwny sposób... Niewidoczne stało się wszystko, co znajdowało się ponad metr od niej. Co to za magia?
Chichi pochyliła się i wyrwała strzykawkę z pleców medyka - była ona zupełnie pusta. Odrzuciła ją obok nieprzytomnego Alexiusa, po czym po raz kolejny rozejrzała po sali. Panika pomału zaczynała ogarniać mistyczkę. Skupiając się najbardziej, na ile pozwalał na to jej stan, rzuciła zaklęciem cięcia w stronę, z której dobiegał głos. Jedynym, co usłyszała było uderzenie stołu o ścianę, a nie jęki bólu, jakie miała nadzieję usłyszeć...

- Hehehe! Zabawne ile to daje możliwości... - głos znowu się odezwał. Chichi zaczynałą czuć, że traci przytomność. Nogi stawały się niczym z waty, a świat wokół niej wirował. Wszystko zaczynał spowijać mrok. Chichi z głuchym trzaskiem osunęła się na ziemię, nie mając już siły się podnieść.
- Myślałem że mistyków stać na więcej... -Ostatnim przebłysku świadomości udało jej się rozpoznać głos. Mortis..


Gracz opuścił wątek
11.12.2018, 19:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna