Borealna Puszcza
#11

ie mogło być mowy o pomyłce. Wystrzelony na ślepo pocisk trafił w sam środek szczurowatej tarczy, momentalnie pozbawiając Vypina życia. Lecz atak okazał się nawet zbyt precyzyjny. Strzała przeleciała na wylot, znacznie przy tym spowalniając lot gryzonia, ale nie zatrzymując go całkowicie. Celty w ostatniej chwili uniknęła przyjęcia ciosu na twarz. Ważące kilka kilogramów zwłoki zderzyły się z jej opancerzonym barkiem. Impet uderzenia zachwiał łowczynią. Syknęła zirytowana. Wybiło to dziewczynę z rytmu, jednak nie na tyle, by nie była w stanie przygotować się do oddania kolejnego strzału.
Szybko zlokalizowała następne cele. Pozostałe trzy bestie, wbrew jej przewidywaniom, nie miały najmniejszej ochoty wyjść na otwartą przestrzeń. Siedziały na gałęziach drzew, charcząc i piszcząc groźnie w akcie desperacji. Vinterström spojrzała jednemu w oczy. Emanowały złością. Złością i... strachem. Potwór lękał się Vitjägare; wiedział, że nie może nic zrobić, że zginie, jeśli wykona ruch. Smak przerażenia miał jednak dopiero poznać.
Celty zniżyła łuk, nawet na chwilę nie przerywając kontaktu wzrokowego. Strzała oparta o drzewiec wskazywała wprost na podłoże. Łowczyni nie potrzebowała już broni. Dla niej ta walka skończyła się w momencie, gdy w małych mózgach Vypinów zagościło zwątpienie. Nawet one musiały mieć wolę przetrwania.
Błysnęły śnieżnobiałe zęby. Twarz kobiety wykrzywił brzydki, pierwotny kaprys. Naraz zniknęło całe wcześniejsze skupienie. Zniknęło, czy może przeobraziło się w coś znacznie silniejszego, coś, czego doświadczyć mogą jedynie Łowcy, żyjący w jedności z naturą. Piękne, poważne wcześniej oblicze przybrało wyraz przerażający. Na myśl przywodziło obraz nie człowieka, lecz drapieżcy; wilka, gotowego rzucić się na sparaliżowaną ze strachu ofiarę. Spod nisko opuszczonych, zmarszczonych brwi łypały już nie oczy, a ślepia. Wypełniała je krwiożercza wyższość. Zdawały się płonąć lazurowym ogniem, jakby ten zaraz miał wypełnić całe oczodoły. W tym spojrzeniu nie było pogardy, złości, ani nienawiści.
Jedynie czysta żądza mordu.
Biła nie tylko z oczu. Każde drgnięcie twarzy Vinterström, całe jej ciało, napięte mięśnie - wszystko emanowało nieludzką wręcz furią. Szał Vypina przypominał przy niej zapałkę, przystawioną do ogniska. Celty dyszała głośno, chrypliwie. Nie tylko adresat wzroku kobiety mógł wyczuć aurę, którą wokół siebie roztaczała. Każda żywa istota, która teraz by na nią spojrzała albo chociaż usłyszała jej głos, musiała ją odnotować.
Łowczyni wydała z siebie ryk. A miał on w sobie coś tak zwierzęcego, że nie dało się już powiedzieć, kto był tu bestią.
31.08.2018, 09:48
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#12

STRAŻNIK


ały las zamarł. Vypiny siedzące na gałęziach, ptaki ćwierkające od czasu do czasu, a nawet sam wiatr na chwilę powstrzymał swoje figle. Potężny ryk wzniósł się ponad korony drzew i rozległ po puszczy. Dla gryzoniów z którymi obecnie mierzyła się Celty był to wyraźny znak. Spotkały one przeciwnika z którym ciężko im się było mierzyć. Ich stado zostało przerzedzone, a teraz ta dziwna istota rzucała im wyzwanie. Z lekkim ociąganiem opuściły gałęzie i udały się na południe zostawiając Łowczynię samą.
W lesie nadal panowała nienaturalna cisza, która nastała po krzyku Vinterström. Jedyny dźwięk jaki na ten moment dochodził do jej uszu to powolne pluski pochodzące ze strumyka znajdującego się tuż przed nią. Teren otaczający Vitjägare jakby czekał na jej kolejny ruch. Krzykiem przykuła uwagę puszczy, która wydawała się czekać na kolejną część wstępu. W końcu jakiś ptak postanowił podlecieć do strumyka, aby się napoić ćwierkając przy tym radośnie. Wylądował tuż przed nogami dziewczyny i zaczął pić co jakiś czas rozglądając się w poszukiwaniu zagrożenia.
31.08.2018, 14:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Borealna Puszcza
#13

ypiny uciekły. Obserwowała je tak długo, aż szczurowate sylwetki zniknęły między drzewami po południowej stronie szlaku. Dokąd się udały? Co w ogóle robiły tak daleko na północ? Pytania powoli napływały do mózgu Celty. Emocje opadały. Walka, zapewne jedna z wielu, zakończyła się zwycięstwem. Twarz łowczyni na powrót przybrała beznamiętny wyraz, niebieskie płomienie w jej oczach dogasały. Nie czuła radości, ani satysfakcji. To nie byli godni przeciwnicy; zwykłe płotki, dobre co najwyżej na rozgrzewkę, utrzymanie formy. Oczywiście samo polowanie sprawiało Celty przyjemność. Kochała to, dla tego żyła. Wszakże po wszystkim pozostawało tyko poczucie pustki, które wypełni dopiero kolejny zastrzyk adrenaliny.
Odetchnęła głęboko, zatrzymując wzrok na stojącym pod jej nogami ptaszku. Ćwierkanie wybiło dziewczynę z melancholii. Dopiero teraz spostrzegła, jak blisko strumienia się znajduje. Schowała pozostałe strzały do kołczanu i przykucnęła obok śpiewaka, również zaspokajając pragnienie. Upiwszy kilka łyków, powstała, ocierając krople z brody wierzchem dłoni. Znowu zauważyła krążące nad lasem wrony. To przypomniało jej, dlaczego w ogóle doszło do starcia z Vypinami.
Nie myśląc wiele ruszyła ku miejscu, w którym spoczywał martwy myśliwy. Nie opuszczała całkowicie gardy, mając świadomość, że w pobliżu może czaić się coś większego, niż gryzonie. Taka była jej nagroda za wygraną - perspektywa kolejnej walki. Nie mogła powiedzieć, że jej to przeszkadzało.
01.09.2018, 00:09
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna