Atarashii




Ratusz Grimssdel
#11

amsur uśmiechnął się słysząc zaproszenie. Mimo, że starał się tego nie okazywać, w środku aż kipiał z ciekawości. Sprawa sama w sobie wydawała się warta poznania, lecz ciekawiła go tym bardziej, że mogła pozwolić mu na zdobycie kolejnych informacji i danych do jego badań nad magią. A przynajmniej taką miał nadzieję.
Słysząc prośbę starca dotyczącą wilka, zadumał się przez chwilę, lecz po chwili wzruszy w duchu ramionami. Zwierze nie należało do niego, a tym bardziej nie było jego towarzyszem. Z jego doświadczenia wynikało, że wilki potrafią o siebie zadbać pozostawione same sobie.
Widząc łuczniczkę mijającą urzędnika, wstał i przerzucił torbę przez ramię. Uśmiechnął się uprzejmie do starszego mężczyzny i także ruszył na spotkanie z Burmistrzem.









11.09.2018, 14:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#12

STRAŻNIK



zambelan spoglądał niepewnie na dwójkę podróżników, którzy powoli mijali go aby udać się na spotkanie z burmistrzem. Co chwilę zerkał na wilka, który na jego szczęście nie ruszał się nawet na krok. Ściana milczenia, która przywitała starszego mężczyznę ze strony Arthusa wcale nie podziałała kojąco na sytuację. Wręcz przeciwnie. - W takim razie jestem zmuszony zabronić wprowadzenia tego... tego zwierzęcia dalej. Proszę go wyprowadzić na zewnątrz i wtedy wrócić. - przyparty do ściany Arthus nie miał innego wyjścia jak tylko wyjść ze swoim wiernym towarzyszem na zewnątrz i zostawić go na zimnie. Spojrzał przy okazji w niebo, na którym zbierały się coraz cięższe, burzowe chmury, które zwiastowały rychłe nadejście ulewy.
Kiedy cała trójka bohaterów znalazła się bezpiecznie w środku, szambelan poprowadził ich krętym korytarzem w stronę gabinetu burmistrza. Mijali wiele drzwi, z czego tylko jedne były otwarte. Prowadziły one do niewielkiej biblioteczki, na środku której stał bogato zdobiony stół. Nie mieli jednak czasu przyglądać się co jeszcze znajduje się w środku, gdyż starszy mężczyzna, mimo swojego wieku, miał całkiem niezłe tempo i szybko szedł w stronę pokoju na końcu korytarza, w którym oczekiwał na nich sam burmistrz. Szambelan stanął przed drzwiami, zapukał w nie dwa razy, po czym otworzył je, wpuszczając podróżnych do środka.
Wnętrze prezentowało się zadziwiająco prosto. Zwykłe, drewniane biurko, kilka krzeseł, dwa regały bez żadnych zdobień. Żadnych obrazów na ścianach czy choćby malowideł. Gdyby nie wiedzieli, że to siedziba burmistrza nigdy by nie zgadli, że właśnie z takiego miejsca sprawuje władzę. Sam władca stał teraz przy oknie i spoglądał jak pierwsze krople deszczu rozbijają się na szkle. Wyglądał na ogromnie zmęczonego życiem, człowieka w średnim wieku. Brązowe włosy gdzieniegdzie poprzecinane pasmami siwizny wskazywały na to, że niejedną wiosnę w swoim życiu przeżył. Był dobrze zbudowany, chociaż daleko mu było do kulturysty. Widocznie nawykły był do przyziemnych prac. Ubrany w prosty, elegancki strój - białą koszulę, na którą zarzucił czarną kamizelkę bez zdobień i dobrze wyglądające, czarne spodnie. Nie nosił żadnych pierścieni czy amuletów. Można wręcz powiedzieć, że idealnie wpasowywał się do surowego klimatu pokoju, w którym urzędował.
Na dźwięk otwieranych drzwi odwrócił się, a na jego twarzy rozkwitł uśmiech, chociaż cienie pod jego oczami wskazywały, że włożył w niego wiele energii, której już zbyt wiele w nim nie zostało. - Witajcie w Grimssdale! Wybaczcie, że musicie oglądać to piękne miasto w takim stanie. Proszę, siadajcie. Coś do picia? Jakieś jedzenie? - zapytał uprzejmie, podchodząc do stolika. - Jak rozumiem wiecie już mniej więcej co się tu dzieje? - zadał to pytanie jakby chciał się upewnić, że zebrani wiedzą na co się piszą i nie zrezygnują w ostatnim momencie. Przyglądał im się przy tym uważnie, oceniając do czego tak naprawdę są zdolni. Ocena musiała wypaść pozytywnie, gdyż ponownie się uśmiechnął, po czym zwrócił bezpośrednio do szambelana. - Deviusie, przyprowadź naszego gościa, sądzę, że będzie chciał wziąć udział w tej rozmowie. - po tych słowach starszy mężczyzna ukłonił się lekko i wyszedł. Ciszę, która zapadła w pokoju przerywał jedynie stukot butów oddalającego się służącego.




Arthus, masz jedno opóźnienie. Jeszcze dwa i wylatujesz. Kolejkę zaczyna znowu Celty.
14.09.2018, 12:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#13

bserwowała, jak Arthus bez słowa wyprowadza wilka z budynku. Przykre. Dość powiedzieć, że nie tego się spodziewała. Co prawda mężczyzna już wcześniej wywarł na niej negatywne wrażenie, ale dopiero teraz naprawdę go oceniła. Pozostawić na zewnątrz swojego towarzysza? Celty nie przeszłoby nawet przez myśl, by przystać na taką prośbę, nie mówiąc o potulnym jej spełnieniu. Dobre wychowanie? Srać na to! To on wyświadczał miastu łaskę w ogóle się tu fatygując! Powinni podać Mordragowi miskę z wodą i grzecznie pytać, czy do jedzenia woli wołowinę czy kurczaka.
- Pizda - syknęła przez zaciśnięte zęby. Była już naprawdę zdenerwowana; do tego stopnia, że musiała wręcz upomnieć samą siebie o zachowaniu spokoju. Odetchnęła głęboko, odprowadzając wilka wzrokiem. Żal jej go było, ale nie dlatego, że miał siedzieć samotnie na zimnie. Żałowała, że jego pan jest taką cipą.
Nikogo więcej nie zaszczyciła spojrzeniem, nie odezwała się też słowem. Wszczynanie awantury po fakcie i tak mijało się z celem. Na starca nie zamierzała tracić energii, zresztą nawet łowczyni musiała przyznać, że jego reakcja była w pewien sposób uzasadniona. Po wszystkim w milczeniu pokonali labirynt drzwi i korytarzy, docierając w końcu do gabinetu burmistrza.
Prostota, z jaką urządzono to pomieszczenie, działała na dziewczynę kojąco. Zdecydowanie zaskoczył ją brak jakichkolwiek ornamentów, które pożerały ratusz od zewnątrz. Ot - kilka zwyczajnych mebli. Gdyby Celty kiedyś miała posiadać mieszkanie, to najpewniej tak wyglądałby jej pokój. No, może dodałaby z jedno trofeum na ścianie.
Gospodarz wydawał się w porządku. Nie drżał jak mokry kot, nie emanował też histerią. Wyglądał po prostu, jakby był zmęczony i bezsilny. Mówił szybko, nie owijał w bawełnę.
- Piwa - zarządała Vinterström, siadając na pierwszym lepszym krześle, uprzednio opierając o nie swój łuk. Założyła nogę na nogę. W odpowiedzi na pytanie dotyczące rozpoznania w sytuacji, niepewnie pokiwała głową na boki. Gówno wiedziała. Co podejrzewała - to inna historia. Nie zwykła jednak operować tylko na domniemaniach; dlatego w ogóle tkwiła tu, gdzie tkwiła.
Usłyszawszy o kolejnym gościu, uniosła brew. Może jakaś niedoszła ofiara? Niedoszła ofiara, heh, zaśmiała się w myślach, czyż nie jest nią każdy?


☩ Łowy Rozpoczęte ☩






14.09.2018, 20:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#14

dąc korytarzami Hamstura zdziwiła pusta i niemal wyludniona atmosfera tego miejsca. Zawsze zawało mu się, że magistrat w tak dużym mieście powinien być pełny urzędników. Być może była to wina ataków oraz ogólnego przerażenia mieszkańców, a być może zarządzanie taką miejscowością jest pracą dużo mniej złożoną, niż mogłoby się wydawać.
Nagle rozległo się ciche, ledwie słyszalne syknięcie łuczniczki. Rzucone przekleństwo było tak niespodziewane, że Hamsturowi prawie nie udało się opanować wyrazu twarzy. Miał nadzieję, że wybuchy kobiety nie są tak częste, jak na to wyglądało. Martwiła go zmienność nastroju u wojowniczki. Nie za bardzo rozumiał, co tak nagle ją zdenerwowało, lecz wolał nie pytać. Ostatnie, czego mu potrzeba to jej wściekłość. Jednak, jeśli miał z nią pracować, to wolałby by takie napady zdarzały się jak najrzadziej – w końcu praca z kimś niestabilnym emocjonalnie potrafi być bardziej zabójcza niż spotkanie z niedźwiedziem. Szczególnie, gdy ten ktoś ma łuk oraz cały kołczan strzał.
Rozważania Hamstura zostały jednak przerwane, gdy spostrzegł on otwarty pokój wypełniony książkami. Miał nadzieję, że po rozmowie uda mu się otrzymać dostęp do biblioteki – ciekawość, jaką wiedzę może zawierać księgozbiór wywołała w mężczyźnie lekką ekscytacje. Na myśl przyszło mu, że być może wśród tomów znajdzie coś, co pomoże mu zrozumieć nie tylko obecną sytuację miasta, lecz także naprowadzi go na trop mordercy – bowiem stworzenie sinego kwasu lub innej substancji tego typu nie należy do najprostszych i, jeśli Hamstur się nie mylił, wymagała dość szczególnego rodzaju trudno dostępnych składników.
Burmistrz okazał się być prostym człowiekiem. Lub na takiego pozował. Jego pokój, jaki i on sam wydawał się znacząco odstawać od reszty wystroju ratusza. Lecz nie w jego kompetencjach było oceniać innych ludzi. Spokojnie siadł na wskazanym miejscu i przywołał na twarz uprzejmy uśmiech. Zastanawiało go, po co całe to przeciąganie ze strony urzędnika, lecz wolał nie pytać.
- Mały kufel piwa, jeśli można – odpowiedział na pytanie. Zdawało się, że całe to spotkanie może chwile potrwać, więc napitek mógłby być dobrym pomysłem. Szczególnie, że podczas długiej wędrówki do dyspozycji miał tylko wodę.
Wzmianka o dodatkowym gościu podczas rozmowy zdziwiła Hamstura. Szczególnie, że burmistrz nie wyspecyfikował, kim jest dokładnie ów człowiek. Postanowił jednak na spokojnie poczekać. Wszystko i tak zostanie wyjaśnione w odpowiednim czasie, a zadawanie zbędnych pytań nie leżało w naturze mężczyzny.









15.09.2018, 08:15
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#15

STRAŻNIK



urmistrz nie wydawał się zachwycony "zdawkową" odpowiedzią, którą otrzymał. Chyba myślał, że na pomoc przybędą mu rycerze na białych koniach, a nie smętni podróżnicy, którzy wyglądali jakby od dawna nie zażyli porządnego odpoczynku. - Pozwólcie więc, że wyjaśnię na szybko co nas trapi - powiedział, mimo faktu, że jedna z osób nawet się nie odezwała. Spojrzał jedynie na Arthusa z niesmakiem, jakby niepewny czy ma do czynienia z osobą z pełna rozumu. Widać z każdą chwilą zdawał sobie sprawę, że wystawienie ogólnodostępnego ogłoszenia nie było zbyt dobrym pomysłem. - Od kilku tygodni nęka nas prawdziwy psychopata. Szaleniec, atakujący przypadkowe kobiety i dzieci. I to w sposób aż nazbyt brutalny... - mruknął do siebie, jakby próbując wygonić z pamięci obrazy, które dane mu było zobaczyć. - Nikt nie wie kim on jest, nie zostawia po sobie prawie żadnych śladów. Jedynie drobne chemikalia bądź trucizny, których używa...
W tym momencie wypowiedź burmistrza przerwał dźwięk otwieranych się drzwi. Wejściem, którym wcześniej wszyscy dostali się do środka wszedł schludnie ubrany jegomość w sędziwym wieku. Mimo siwych, krótko ściętych włosów i delikatnej, białej brody, wydawał się być pełen życia i wigoru. Sprężystym krokiem podszedł do krzesła zajmowanego przez Celty i ukłonił się jej z gracją. - Miłościwa Pani, to zaszczy poznać kogoś o tak wspaniałej urodzie. - powiedział. Dopiero potem zwrócił się do samego burmistrza. - Przepraszam za spóźnienie, badałem ostatnie próbki, które mi przysłałeś. Doprawdy, fascynujące. Jak rozumiem mam współpracować z tą nadobną grupą? - rzekł, przyglądając się każdemu podróżnemu z osobna. Wszyscy poczuli się jakby jego wzrok przewiercał ich duszę na wylot, mimo, iż zatrzymał na nich swój wzrok jedynie na kilka sekund.
- Wathgurdzie, oszczędź im swoich sztuczek! - powiedział z uśmiechem burmistrz, przywołując tym samym nowoprzybyłego do porządku. - Poznajcie Wathgurda Nevinrryala, człowieka specjalizującego się w alchemii. Przybył tu kilka dni temu z Valen aby pomóc nam złapać mordercę - z dumą rzekł burmistrz, jakby pojawienie się niespodziewanego gościa było tylko i wyłącznie jego zasługą. - Będzie wam pomagał w sprawach czysto technicznych. Niestety, poza tym niewiele z niego pożytku... - mruknął, jakby specjalnie robiąc na złość nowo przybyłemu.
Ten nie zrobił sobie z przytyku absolutnie nic i zaczął krążyć po pokoju, cały czas mówiąc -Tak jak nasz miłościwie panujący Valywatar zdążył powiedzieć, jestem alchemikiem. Zostałem tu przysłany przez Reyndolla aby rozwikłać tę sprawę. Niestety... przerosła mnie ona... - powiedział, przygnębiony. Można by wręcz przysiąc, że naprawdę przejmuje się losem ludzi, którzy padli ofiarą psychopaty, który grasował po mieście. - Tak czy inaczej, morderca używa trucizny pozyskiwanej z pobliskich roślin oraz ekstraktu z niektórych bestii, aby sprawić, żeby śmierć była jak najbardziej bolesna i długa. Ostatnia ofiara umierała kilka godzin. To było straszne przeżycie... nie mogliśmy nic zrobić... -powiedział, zasmucony. Wpatrzył się chwilę w podłogę, nie potrafiąc wypowiedzieć żadnego słowa więcej. W końcu jednak się przełamał, a uśmiech ponownie zakwitł na jego trupio bladej twarzy. - Teraz jednak mamy was! Z waszą pomocą na pewno uda nam się złapać złoczyńcę! - przed bohaterami pojawiły się trunki, które wcześniej zamówili. Kamerdyner był na tyle subtelny, że nawet nie zauważyli kiedy kufle pojawiły się na stole przed mini,



Arthus x2. Jeszcze jeden i wylatujesz.
17.09.2018, 17:38
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#16

amstura nie zaskoczyła tożsamość gościa. Dość łatwo było wydedukować, że gdy w sprawę uwikłane są trucizny czy kwasy, warto jest skorzystać z ekspertyzy alchemika lub zielarza. Zastanawiała go jednak osobliwość morderstw. Wiadomo było, że istnieją prostsze sposoby na zadawanie bólu – zwykła drzazga wbita pod paznokcie wystarcza by wywołać niewyobrażalny ból, więc mężczyzna mógł jedynie domyślać się, jak niesamowicie boleć może wyrywanie paznokci czy inna, równie wymyślna tortura. Używanie kwasu świadczyło jednak o tym, że morderca nie lubi fizycznego kontaktu z ofiarą lub nie jest wystarczająco silna fizycznie, przez co musi uciekać się do różnego rodzaju sztuczek. Istniała także możliwość, że ten sposób popełniania zbrodni był wymagany przez dziwne obrzędy czy jakiś rodzaj rytuału, bo Hamsturowi wydawało się mało prawdopodobne by ktoś używał kwasu tylko z powodu swojego upodobania, a o dewiacjach i czerpaniu przyjemności z zabijania kogoś w ten sposób wolał nie myśleć.
Podczas, gdy alchemik ciągnął swój wywód, mężczyzna spokojnie upił łyk piwa. Smakowało trochę inaczej niż jego wioskowe – najpewniej było robione w większej ilości ze zboża i chmielu, bez dodatku żołędzi i innych leśnych składników tak często dodawanych do trunków tworzonych w jego wiosce. Porządkując myśli zaczął nieświadomie gładzić się po swojej brodzie, odruch ten musiał złapać po ojcu, który także wykonywał go podczas myślenia.
Gdy alchemik skończył, rzekł:
- Rośliny o których Pan wspomina to najpewniej Rielaz, Dris, Nye oraz Mortren. Każda z nich jest trująca i wystarczająco mocna by duża dawka mogła zabić dorosłego mężczyznę. Dwie pierwsze można łatwo znaleźć praktycznie wszędzie, lecz pozostałe dwa są trudniej dostępne. Z tego co wiem tak Nye, jak i Morteren rosną niezwykle rzadko. Co oznacza, że zdobycie ich wymagało kontaktu z kimś, kto zajmuje się handlem tego typu towarami. Składniki zwierzęce są niestety jednak poza moim polem ekspertyzy. Nie zmienia to jednak faktu, że przechowywanie substancji tak niebezpiecznej i żrącej nie jest proste i wymaga raczej specyficznego rodzaju pojemnika. Szczególnie, jeśli kwas przygotowywany jest ręcznie przez mordercę.
Przerwał na chwilę, by dać innym czas na przetrawienie jego słów.
- Zanim jednak zacznę wysuwać wnioski, chciałbym dostać tak wiele informacji jak jest tylko możliwe. Wspomnieli Panowie, że ofiara umierała wiele godzin. Czy udało wam się doprowadzić ją do stanu w którym mogłaby udzielić jakichkolwiek informacji mogących pomóc w śledztwie?









18.09.2018, 18:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#17

hemikalia, trucizny; wszelkiego rodzaju podstępna broń. Dość powiedzieć, że Celty za nią nie przepadała. Bardziej gardziła tylko ludźmi, którzy preferowali takie metody. Ludźmi słabymi i tchórzliwymi, gorszymi chyba nawet od tego śmiecia, siedzącego miejsce obok. Ale do postaci Arthusa nie wracała już myślami. Perspektywa nadchodzącego właśnie trunku, jak i panująca w pomieszczeniu atmosfera, pozwoliły dziewczynie ochłonąć. Teraz całą uwagę poświęcała na wyłapywanie istotnych dla zlecenia informacji. W przypadku burmistrza było to proste. Mówił krótko i zwięźle, każdym niemalże słowem sprzedając coś użytecznego.
Przerwało mu nadejście nowego gościa. Kolejny starzec, jednak nie ten, który robił za popychadło, żwawo wparował do gabinetu. Vinterström obserwowała, jak mężczyzna najpierw podszedł, a potem zwrócił się bezpośrednio do niej, otwarcie chwaląc urodę łowczyni. Uniosła wysoko brwi. Zaskoczyły ją nie tyle słowa jegomościa, co wypowiedzenie ich w ramach powitania. Mimo wszystko zachowała się jak na damę przystało. Komplement przyjęła uroczystym, choć może zbyt energicznym skinieniem głowy. Zdobyła się nawet na delikatny kaprys, który osoba obdarzona dużą dozą wyobraźni mogła uznać za uśmiech. Prawdę mówiąc takie sytuacje nieco zbijały dziewczynę z tropu.

Dalej konwersacja na powrót przeszła w ślimacze i oględne tempo. Histrioniczne usposobienie alchemika znacznie utrudniało wyciagnięcie sedna sprawy. To się ekscytował, to smutniał; to pauzował - to przyspieszał. Cechowała go wyraźny ekscentryzm, typowy chyba dla sporego grona naukowców. Coś tam jednak wiedział. Łowczyni pluła sobie w brodę, że za młodu nie poświęciła więcej czasu na przestudiowanie księgi zielarskiej. Za każdym razem, gdy matka kazała jej się uczyć, ojciec ogłaszał wyjście w teren. Tam, rzecz jasna, Celty poznała podstawowe rośliny, ale na pewno nie w takim stopniu, by móc teraz wnieść coś do dyskusji.
Na szczęście pałeczkę przejął Hamstur. Brodacz wcześniej wspominał coś o swoim zainteresowaniu botaniką i teraz tylko to potwierdzał. Vinterström obserwowała go sponad przystawionego do ust kufla. Chwilę wcześniej, kiedy spostrzegła na stole swój napitek, naraz wyżłopała kilka łyków. Potem wytarła knykciami zwilżone wargi, kryjąc tym samym skrzywienie. To nie tak, że trunek jej nie smakował. Po prostu przyzwyczajona była do Varengardzkiego, czarnego jak smoła piwa, gorzkiego i słodkiego zarazem. Przeważnie w dodatku grzanego z dodatkami przypraw i rozmaitych korzeni. To tutaj wypadało przy nim... inaczej. Dziewczyna siedziała więc i powoli sączyła płyn, przywykając do nowego aromatu.
Kiedy Fjolswir zakończył swoją ("w końcu interesującą" jak podsumowała Celty) wypowiedź, łuczniczka zwlekała moment z przeniesieniem wzroku na alchemika. Oceniała w myślach skrybę. Być może nie był tak bezużyteczny, jak pierwotnie sądziła. Ewidentnie posiadał jakąś tam wiedzę, poza tym zachowywał dystans od przedwczesnych osądów. Ta chłodna logika się jej podobała. Być może na tyle, by mogła go tolerować.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.09.2018, 15:27 przez Celty Vinterström.)



☩ Łowy Rozpoczęte ☩






20.09.2018, 01:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#18

STRAŻNIK



erytoryczna rozmowa prowadzona przez Hamstura pozytywnie wpływała na ocenę całej grupy. Pokazanie, że jest się zaznajomionym z tematem wprawiło w zachwyt nie tylko burmistrza. Nawet Wathgurt pokiwał z uznaniem głową, komplementując niemo wypowiedź mężczyzny. Wszystko szło w jak największym porządku. Do czasu.
Przyniesione trunki stały przed dwójką z podróżnych. Arthus siedział, wpatrując się tępo w przestrzeń, jakby nie do końca rozumiał co się tutaj tak właściwie dzieje. Od jakiegoś czasu był nieobecny, co nie umknęło uwadze Valywatarowi, który uważniej zaczął mu się przyglądać. Kamerdyner podszedł do burmistrza i zaczął mu coś szeptać na ucho, zaś oczy rządzącego coraz bardziej się rozszerzały. - To niedopuszczalne! - powiedział zgorączkowanym głosem, po czym podszedł do okna, przyglądając się czemuś z uwagą. Po chwili uderzył pięścią w parapet, odwrócił się i wpatrzył z nienawiścią w Arthusa. - Jak śmiałeś przyprowadzić dzikie zwierze do mojego miasta?! - zapytał podniesionym głosem. Widać było, że ledwo nad sobą panuje. - Nie dość, że mamy na karku mordercę to jeszcze teraz wilki spacerują sobie po ulicach?! Wynoś mi się stąd i zabieraj to bydle sprzed moich oczu zanim ktoś jeszcze je zauważy! - krzyknął, wskazując palcem na drzwi. Arthus próbował coś powiedzieć, jednak agresywny gest burmistrza sprawił, że słowa utknęły mu w gardle. Ostatecznie poddał się, wstał z krzesła i bez słowa wyszedł, trzaskając za sobą drzwiami. Nerwowa atmosfera nie odeszła jednak wraz z nim.
- Czy ta osoba przyszła tu może z którymś z was? - zapytał, przyglądając się uważnie dwójce "wybawicieli". Szczególnie długo przypatrywał się Celty, która widocznie w jego oczach wyglądała bardziej podejrzanie, zważając na jej oszczędność w słowach. Rozmowa utknęła w martwym punkcie, a burmistrz widocznie stracił zaufanie do przybyłych. Nawet Wathgurt delikatnie odsunął się od siedzącej dwójki.




Arthus opuścił sesję.
29.09.2018, 12:53
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#19

szystko zmierzało w dobrym kierunku. Rozmowa przeszła na konkretne tory, nabierała kształtów i tempa. Hamstur zgrabnie próbował wyciągnąć kolejne informacje o morderstwach, zaś Celty dopingowała go w myślach. Milczenie Arthusa - dzikiego, wilczego wojownika - zdawało się zbawienne. Tylko on mógł coś teraz spieprzyć. Vinterström sądziła, że będzie musiał w tym celu otworzyć usta.
Naiwnie. Alchemik nie zdążył nawet westchnąć, gdy wymianę zdań przerwał burmistrz. Wiadomość o zwierzęciu pozostawionym na dworze rozsierdziła go nie na żarty. Czy z tego samego powodu, który wcześniej wywołał złość u łowczyni? Bynajmniej. Urzędnikiem kierował zwyczajny strach, wymieszany chyba z głupotą, bo naprawdę nic "jego" miastu zaszkodzić już nie mogło. Zanim ktoś je zauważy - powtórzyła w głowie Celty - bo co, ukryje się kurwa w domu?
Rozdrażniona, zaczęła cicho tupać nogą. Byłaby wyjaśniła burmistrza, gdyby nie fakt, że wyrzucenie Arthusa szło jej na rękę. Nie potrzebowała zbędnego balastu w postaci naiwnego kretyna. Żałowała tylko wilka i zaczynała się zastanawiać, jakim cudem słuchał on mężczyzny.
Samo oddelegowanie dzikusa jednak nie wystarczyło. Gospodarz ratusza postanowił upewnić się jeszcze, czy pozostałych gości przypadkiem nie łączy nic z treserem. Rudowłosa poczuła na sobie podejrzliwy wzrok.
- Nie. - odpowiedziała stanowczo, zamykając temat - Czy możemy kontynuować, zanim zginie kolejna kobieta? Chyba, że czekamy, aż morderca przyjdzie po mnie. To nienajgorszy plan.
Miała nadzieję, że perswazja przyspieszy rozmowę. Chciała jeszcze powiedzieć kilka rzeczy na temat burmistrza, ale uznała to za bezsensowne. W ogóle wdawanie się w zbędne dyskusje przyprawiało ją o mdłości. Zamiast tego posłała rozmówcy znudzone spojrzenie, wzbogacone o nutę irytacji, że ten miał czelność rzucać podobne podejrzenia.


☩ Łowy Rozpoczęte ☩






29.09.2018, 15:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#20

amstura zdziwił nagły wybuch burmistrza. Wyglądało na to, że nerwy urzędnika musiały być na wykończeniu. Nie do niego należało jednak bronienie Artheusa. Wojownik, pomimo swojego dziecinnego entuzjazmu i rozemocjonowania, wydawał się być dorosły. A przynajmniej tak myślał Skryba. Teraz nie był już jednak taki pewny.
Gdy wściekłość burmistrza przeniosła się także na niego i siedzącą koło niego łuczniczkę, kazał sobie w duchu zachować kamienny spokój. Irytowało go, że mimo sugerowanej ważności zadania, urzędnik trwonił czas. Zamiast przejść do konkretów wdawał się w dramatyczne pauzy oraz krążenie wokół tematu niczym w sztuce teatralnej.
Jeszcze raz nakazując sobie w myślach spokój, sięgnął po kufel, spokojnie pociągnął z niego duży łyk i rzekł:
- Panie burmistrzu. Proszę przestać się unosić. Przyszliśmy tu rozwiązać pańskie problemy, a nie je stwarzać.  Jak zaznaczyła już Panienka, czas jest tu kluczową sprawą. Nie chcemy by doszło do kolejnych śmierci. Proszę, więc się uspokoić i udzielić nam wszelkich możliwych informacji dotyczących sprawy, byśmy mogli jak najszybciej przystąpić do jej rozwiązywania. – przerwał na chwilę dając urzędnikowi czas na uspokojenie się, po czym podjął, starając się utrzymać jak najbardziej uprzejmy ton - Jeśli byłby Pan tak miły, proszę opowiedzieć nam o ostatniej ofierze mordercy.









30.09.2018, 15:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki