Ratusz Grimssdel
#31

STRAŻNIK



urmistrz uśmiechnął się na wzmiankę o kapitanie Welbercie. Wieść o tym, że Valen nie zapomniało o prowincji mocno podniosło na duchu strapionego mężczyznę. Bez większych komentarzy przyjął list, szybko złamał pieczęć i zaczął czytać. Wraz z kolejnymi linijkami mina mu jednak rzedła, jakby dowiadywał się coraz gorszych wiadomości. - Czyli przysyłają tylko ciebie - powiedział po chwili, wstając i podchodząc do okna. - Przez chwilę myślałem, że jesteś tylko forpocztą dla większego oddziału. No trudno... - mruknął, wpatrując się w opustoszałe miasto za szybą. - ...Trzeba będzie sobie poradzić z waszą dwójką. Coś do picia? Musisz być zmęczony po podróży. - odwrócił się, a na jego twarzy ponownie zagościł uśmiech. Dopiero teraz zaczął dokładniej przyglądać się Bronowi, oceniając jego pozorne umiejętności fachowym okiem. Dobrze wykonana i zadbana zbroja, doświadczenie płynące z wieku, żar w oczach... widocznie wszystko było w jak najlepszym porządku, gdyż burmistrz pokiwał lekko głową. - Welbert powiedział Ci wszystko co powinieneś wiedzieć czy jak zwykle muszę odwalać jego robotę za niego? - zapytał, podchodząc do swojego biurka, po czym bezskutecznie spróbował uporządkować znajdujące się na nim papiery.

19.12.2018, 01:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#32

yglądało na to, że Welbert jednak nie wypowiedział się zbytnio o Bronie w swym liście. Albo burmistrz po prostu to zignorował, będąc świadomym że w jego sytuacji nie mógł być specjalnie wybrednym jeśli chodzi o sojuszników. Zwłaszcza, że Tazar nie prezentował się najgorzej jak na kogoś kto mógłby być w liście ukazany jako notoryczny bandzior i pijak. Zresztą, po chwili logicznego zastanowienia się, nie byłoby w tym żadnego interesu dla dowódcy Valenskiej straży. Był zbyt zapracowanym człowiekiem by knuć wysublimowane plany mszczenia się na osobie która w gruncie rzeczy była nieszkodliwa i z którą po prostu się nie lubił. Może i był denerwującą ciotą pracującą za biurkiem, ale na pewno nie był aż takim chujem.

Niestety, Valen także jest w nieciekawej sytuacji. Odkąd zawalono kopalnie, jeszcze trudniej będzie utrzymać porządek na ulicach. Nie mówiąc już o ataku tamtej bestii. Jestem więc tylko ja. – Potwierdził obawy rozmówcy. Z drugiej strony, Bron wciąż pamiętał strach Wilhelma przed tym miejscem. Gdyby tu trafił, niewiele by pomógł. – I tak, chętnie się czegoś napiję. Choć droga była wyjątkowo przyjemna, udało mi się wskoczyć na karawanę i spędzić tam większość podróży. Swoją drogą, jestem Silnoręki. Znany także jako Bron Tazar.

Dobrą wieścią był fakt że kowal nie będzie musiał pracować sam. Jeszcze lepszą informacją byłoby zapewnienie że druga osoba była kompetentna i miała jakieś doświadczenie w byciu detektywem. Znając życie wspólnikiem mężczyzny nie będzie bagieciarz, a inny śmiałek który przybył tu dla nagrody. To mogło wróżyć albo bardzo dobrze, albo bardzo źle. W takie miejsca za pieniędzmi nie ruszali przeciętniacy, a jedynie zawodowcy lub desperaci. Rozpoznanie jednych od drugich nie było trudne, więc na określenie jak bardzo w dupie był Silnoręki wystarczyło nieco poczekać. Niezależnie od tego z kim przyjdzie mu działać, jedno było pewne – To Bron będzie złym gliną w tym duecie.

Welbert był zbyt zajęty zaznaczaniem jak bardzo nie chce mnie więcej widzieć, by poinformować mnie o tutejszej sytuacji. – Stwierdził. – Do czasu przyjazdu byłem przekonany że czeka mnie potyczka ze zwykłym psycholem, miasto wygląda jednak tak jakby regularnie odbywała się tu rzeź ku czci samego Thorna. Więc właściwie nie wiem nic.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.12.2018, 02:23 przez Bron.)

19.12.2018, 02:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#33

STRAŻNIK



łowa Brona na temat zawalenia kopalni w Valen wstrząsnęły burmistrzem. Widać wieści nie zdążyły jeszcze do niego dotrzeć i nie wiedział w jak poważnych tarapatach znajduje się północne miasto. Najcięższym ciosem był dla niego jednak brak większego wsparcia chociaż teraz zaczynał rozumieć skąd taka decyzja. Każdy najpierw musi zadbać o siebie, dopiero później zajmować się prowincjami. Nieważne jak dochodowe by były, jeśli nie będzie silnie prosperującej centrali handlowej nawet kopalnia złota zostaje tylko kilkoma ciemnymi korytarzami ze świecącymi kamykami w ścianach.
- Dobrze, że przysłali chociaż ciebie. Valywatar De Vill - powiedział, wyciągając rękę do płatnerza. Przyjazny gest, zwłaszcza że pochodził od dużo wyżej postawionej osobistości. - Usiądź, zaraz Ci wszystko wyjaśnię. Będziesz pracował z jednym z ludzi przysłanych z Valen, specjalistą od trucizn i kwasów oraz z inną osobą, która zgłosiła się z ogłoszenia. Obecnie poszli zbadać miejsce ostatniego morderstwa, więc może tam dasz radę ich złapać. - powiedział, siadając za swoim biurkiem. W tym samym czasie kamerdyner zdążył pójść i wrócić z napojami. Dwa kufle piwa stanęły na biurku, każdy przed jednym z mężczyzn. Do nozdrzy Brona doszedł przyjemny zapach chmielu, cynamonu i jabłek. Jego doświadczenie z karczemnymi trunkami pozwoliło mu ocenić, że napój nie był rozwodniony w żaden sposób.
- Morderstwa zaczęły się około dwóch miesięcy temu. Do tej pory zginęło już kilkanaście osób. Pewnie dla osoby pochodzącej z tak dużego miasta jak Valen te liczby nie są zatrważające ale tutaj nie chodzi o ilość zabójstw, a to jak zostały przeprowadzone. I na kim - powiedział, pociągając potężny łyk ze swojego kufla. Odrobina piany pozostała mu na ustach lecz szybko przetarł ją ręką, po czym kontynuował - Ofiarami są tylko i wyłącznie kobiety i dzieci. Żaden dorosły, w pełni sił mężczyzna nie ucierpiał i to jest właśnie najgorsze. Ciosy moralne, które otrzymały te rodziny były wystarczająco wielkie żeby zatrzymać pracę w całym mieście. Każdy boi się wyjść z domu i zostawić swoich bliskich samemu żeby przypadkiem nie zostali następną ofiarą mordercy. Jeszcze sposób w który zabija... - Burmistrz zapatrzył się w kufel jakby próbując nie dopuścić do swoich myśli przerażających obrazów, które niedawno zobaczył. - Używa jakiejś mieszanki kwasu i trucizny. Ofiara umiera godzinami i pozostaje przy tym w pełni świadoma. Chciałeś mierzyć się z jakimś psycholem... cóż... masz najlepszą szansę w swoim życiu. Ten tutaj jest największym ze wszystkich. - powiedział, upijając kolejny łyk piwa. - Jakieś pytania? Co do szczegółów technicznych wprowadzi cię w nie Wathgurt, człowiek, o którym wspomniałem wcześniej. To on zajmuje się prowadzeniem śledztwa.

19.12.2018, 13:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#34

ilonręki stanowczo uścisnął dłoń rozmówcy. Choć otrzymanie przyjacielskiego gestu od samego burmistrza było niewątpliwym zaszczytem, nie odczuł tego. Kompletnie nie obchodziły go zasady etykiety i tytuły którymi ktoś mógłby się chwalić. W tej sytuacji byli sobie zupełnie równi. Dwaj zwykli obywatele którzy od teraz wspólnymi siłami próbowali ogarnąć rozgardiasz spowodowany psychopatycznym zabójcą. Nawet jeśli De Vill zajmował się głównie papierkową robotą. Od podanej ręki, bardziej miłym dla kowala okazał się być trunek który został przed nim postawiony. Przyzwyczajony do karczemnych sikaczy, nie mógł niedocenić jakości podanego mu piwa. Ze smakiem i wdzięcznością więc upił sporego łyka i wsłuchał się w to co miał mu do powiedzenia Valywatar.

No dobrze... Gdzie jest to miejsce zbrodni w takim razie? – Zapytał. Odpuścił już sobie zaznaczanie że nie urodził się w Valen. Żył tam od kilkunastu lat, a i to nie miało znaczenia dla całej sprawy. W końcu zarządcy chodziło o podkreślenie powagi sytuacji. Bestialskie mordy wyjaśniały stan w jakim znalazło się miasto. On sam także najpierw zadbałby o bezpieczeństwo swojej rodziny, a dopiero później o cokolwiek innego. Co prawda w przypadku Tazara, nie miałby sporych problemów z racji wielkości swojej rodziny i tego, że potencjalny morderca po wtargnięciu do mieszkania spotkałby się z przeszkodą nie do obejścia w postaci wielkich, kowalskich pięści.

Właśnie ta myśl sprawiła, że Bron zanotował pierwsze pytanie. Czy aby na pewno mordy działy się w domostwach? Bardziej prawdopodobnym było że morderca działał na ulicach i wyłapywał ofiary zupełnie przypadkowo, pilnując tylko ich płci i wieku. Włamania niosły ze sobą zdecydowanie zbyt duże ryzyko bycia złapanym. A to znaczyło że najprawdopodobniej teraz zabójstwa powinny ustać do czasu aż ludzie w mieście poczują się pewniej i znów zaczną wychodzić na ulice. Teraz jednak wciąż miał zbyt mało informacji na temat zarówno zabitych jak i samego poszukiwanego by być pewnym jakiejkolwiek tezy.

Wydaje mi się że póki co nic więcej nie potrzebuję. No, z wyjątkiem noclegu. Czy jest w okolicy jakaś czynna gospoda? – Specjalnie nie wspomniał nawet o wynagrodzeniu. Sprawa wyglądała na tyle ponuro, że chwilowo zapłata nie miała znaczenia.
19.12.2018, 14:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#35

STRAŻNIK



a mocny uścisk płatnerza odpowiedział równie silny chwyt burmistrza. Czymkolwiek zajmował się przed objęciem urzędu musiało to być związane z typowo fizyczną pracą, gdyż pary w rękach mu nie brakowało. - Ostatnie morderstwo miało miejsce niedaleko stąd - powiedział Valywatar, upijając wcześniej kolejny łyk piwa. - W domu jednego z członków tutejszej gildii handlowej. Zamordowano mu córkę. - rzekł, zasmucając się niezmiernie. Bron nie wiedział do końca z jakiego powodu - czy to przez śmierć osoby tak młodej i niewinnej czy też burmistrz po prostu lubił dziewczynkę. - Krzyki było słychać aż tutaj. Trafić nie jest trudno. Jak wyjdziesz z ratusza trzymaj się prawej strony placu. Dwupiętrowy budynek, do którego wejścia prowadzą niewielkie schody, raczej rozpoznawalne miejsce. A co do noclegu nie musisz się martwić - powiedział, uśmiechając się pod nosem - Mamy dla was wydzielone kwatery tutaj, w ratuszu. Od kiedy wyjechała służba mamy aż nadmiar wolnych pokoi.

19.12.2018, 16:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ratusz Grimssdel
#36

o tym wprowadzeniu właściwie nie zostało zbyt wiele tematów do rozmowy. Bron dowiedział się właściwie wszystkiego co mógł mu powiedzieć burmistrz. Po wszystkie inne szczegóły powinien zgłosić się do tego całego Wathgurta i drugiej osoby. Zanim jednak płatnerz udał się do domu kupca, musiał zając się bardziej naglącymi rzeczami. Wciąż był w zbroi która niezbyt sprawdzała się w miejskim otoczeniu. Choć nie przeszkadzała banicie w ruchu w żadnym stopniu, była po prostu niepotrzebna. Wszystko wskazywało na to że i tak nie będzie celem ataku mordercy i nie spotka go zbyt prędko.

Gdy tylko dopił trunek, wstał i oznajmił że idzie się rozpakować a zaraz potem rusza do reszty swojej nowej kompanii. Przebierając się, chwycił w dłonie niewielki amulet który zwisał mu z szyi. Widział już w swoim życiu ten emblemat na niemalże identycznym kawałku srebra. Lorely zarzekał się, że wisior z głową wilka był niezastąpioną pomocą podczas włamań bo zapewniał mu szczęście. W dniu wyjazdu Tazar obudził się z tą niezwykłą biżuterią i pomimo tego że nie wierzył w zabobony związane ze szczęśliwymi talizmanami, czuł się nieco pewniej niż dnia poprzedniego. Zimny metal spoczywał teraz na ubraniu i był kolejną zagadką którą kowal musiał jak najszybciej rozwiązać. Słyszał od swojego szwagra o magicznych przedmiotach zjawiających się w nocy jako dar od Ererecza... Tylko dlaczego Miłościwy Ojciec miałby zesłać Silnorękiemu jakiś naszyjnik? Jakim cudem miałby pomóc on w śledztwie? O użyteczności (lub nie) prezentu będzie musiał przekonać się na własnej skórze.
Po załatwieniu swoich spraw w ratuszu, skierował się na miejsce wskazane przez de Villa. Nie zabrał ze sobą praktycznie nic prócz sakwy ze złotem. Wątpił w to że w ogóle będzie jej potrzebować. Okazja by wydać nieco grosza wydawała się jednak tysiąckroć bardziej prawdopodobna niż to że płatnerz będzie musiał wprawić w ruch buzdygan. Po drodze rozglądał się, by tylko upewnić się w przekonaniu że Miasto Nad Jeziorem powoli zmieniało się w Miasto Duchów.
Gracz opuścił wątek
19.12.2018, 21:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna