Kwatery Strażników
#1

Miejsce, w którym sypiają strażnicy nieposiadający własnego domu w mieście to dość... skromne pomieszczenia.

A to dlatego, że każda z kwater strażników to podłużne pomieszczenie mieszczące po sześć drewnianych, piętrowych łóżek i prosty stół z tego samego materiału, do którego dostawione jest po sześć krzeseł. Dodatkowo do dyspozycji każdego strażnika oddana jest skrzynia, w której może przetrzymywać swoje rzeczy. Posiadają miejsce na zamocowanie kłódki jednak właściciel sam musi się w nią zaopatrzyć. Zarówno podłoga jak i ściany wykonane są z kamienia przez co w tych pomieszczach prawie zawsze panuje delikatny chłód, tak przyjemny dla zmęczonych mieszkańców. Należy wspomnieć, że kwatery znajdują się praktycznie w całych koszarach, a poszczególne pomieszczenia rozróżniają tylko drewniane tabliczki z cyferkami.
18.09.2018, 20:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatery Strażników
#2

Zaraz po wyjściu z kwatery Kapitana spotkał strażnika który go zaczepił i zaprowadził do pokoju z numerem 12. Z tego co mistyk się dowiedział od swojego przewodnika, w pokoju urzędowała aktualnie dwójka strażników ale mają teraz patrol i wrócą dopiero nad ranem. Pozostali mieszkańcy - czyli szóstka - tego pokoju leżeli w skrzydle medycznym po niedawnej bitwie.

Po wejściu do pokoju wybrał łóżko na piętrze zaraz za wejściem po lewej stronie. Było to jedno z nie pościelonych łózek. Widocznie przez nikogo nie używane. Zachaczył ogonem o brzeg mebla i podniósł się na nim wciągając tym samym na górę. Odłożył łuk stawiając go pionowo między łóżkiem a skrzynią. Westchnął na myśl o swoim teraźniejszym życiu.
- Czy mnie popierdoliło? - pytanie jak najbardziej na miejscu, problem że odpowiedź dość jasna. Trzeba dorwać tego ognistego sukinsyna. Westchnął na tą myśl. Musiał dalej trenować żeby stać się jeszcze silniejszym. Ale nie teraz, teraz pozostawał czas na odpoczynek to miał zamiar zrobić. Jedynie chłód pomieszczeń mu odrobinę przeszkadzał ale owinął się dokładniej noszonym futrem i zamknął powieki...

Jednak pomimo bezpiecznego łóżka umysł skorpiona pozostawał zatruwany przez wizje.

Skygan poczuł pod swoimi plecami coś twardego. I zimnego. To uczucie wybudziło go niemal natychmiast, ale zamiast leżąc w kamienej trumnie teraz znajdował się na prostokątnym kamieniu przypominającym ołtarz ofiarny. Mistyk wstał oglądając się dookoła. Była noc, niebo pełne było gwiazd i tylko w niektórych chmury przesłaniały nieboskłon. A tam gdzie powinna znajdować się ziemia. Teraz była gładka i lekko falująca tafla wody. Po krótkiej inspekcji wielkiego kamienia na którym się obudził dostrzegł płaskorzeźbę swojej maski i wypisane słowo w runicznym alfabecie: "Ambra". Skygan wyjął maskę z sakwy. Ta konkretna była wzorowana na wodnym demonie którego kiedyś zabił. To on go tu sprowadzał?
- Znowu tutaj, co? - tym razem mistyk nie otrzymał żadnej odpowiedzi. Nie schodził z kamiennego podestu i patrzył w wszystko dookoła.
- Czego chcesz?! Co chcesz mi pokazać? - drugie pytanie wypowiedziane wyraźnie ciszej, ale też stanowczo. Oba jednak znikły gdzieś w bezgranicznej otchłani.
Skygan nie miał zamiaru czekać i zeskoczył na powierzchnię wody i postąpił kilka kroków przed siebie. Każde postawienie stopy towarzyszyło maluteńkiemim, rozszerzającym się kręgom. Wędrował tak na tyle długo że stracił ołtarz już dawno z oczu.

W końcu uklękł i zamknął oczy, kładąc przy tym dłonie na kolanach. Zaczął równomiernie oddychać uspokajając tym samym ciało i umysł. Próbował to zrozumieć ale było to poza jego pojmowaniem. Spędził w takiej pozycji - w każdym razie według Skygana - około godziny z zamkniętymi oczami. A kiedy je otworzył czekała go niespodzianka.
Przed mistykiem znadowała się tafla czarnej wody ustawionej jak ogromne lustro. Wstał i wtedy dostrzegł jak w zwierciadle zaczeło się materializować jego własne odbicie. A z każdym kolejnym krokiem w przód to odbicie zmieniało się w bardziej dominiczne. Z założoną maską na twarzy i ciałem wyglądającym jakby widoczny był każdy, najmniejszy mięsień na ciele. Na rękach jego odbicia znajdowały się kilkucentymetrowe, czarne szpony. U nóg także, ale te wyglądały na o wiele masywniejsze niż u człowieka. Skygan odsunął się od lustra chwytając za rękojeść miecza.

Wtedy jego odbicie w tafli czarnej wody zaczęło ruszać się z własnej woli, idąc ku lewej krawędzi lustra. Ciarki przeszły po plecach mistyka kiedy z tworu wyszedł demon którego zabił kiedyś w Azarazie. Trzymetrowe monstrum z żebrami, kręgosłupem i prawie pięciometrowym ogonem stworzonym z wody. Ramiona, nogi i głowa wyglądały na stworzone z jakiejś czarnej masy, możliwe że były to same kości pomiotu.
Demon nie począł żadnych ruchów tylko wpatrywał się w Skygana. Obserwował go zimnymi, białymi oczami jak gdyby czekał na jakąś jego reakcję.
Mistyk w tym czasie utworzył na powierzchni broni powłokę z czarnej wody i skierował ostrze wraz z ogonem w stronę demona. Kiedy ten jednak nie zaatakował nie wiedział co miał chwilowo zrobić. Nienawidził ich, na co więc czekał? Nie wiedział.
- Czego ode mnie chcesz? - w odpowiedzi, stwór jedynie ugiął nogi i przechylił głowę wpatrując się w władcę wody.
Skygan przypomniał sobie co widział na kamieniu ofiarnym.
- Ambra? - ledwo zdążył wypowiedzieć te słowa kiedy demon najwyraźniej rozpoznawając swoje imię, oplutł mistyka ogonem nie pozwalając mu na żaden ruch. Zaczął wydawać z siebie dźwięk pomiędzy warczeniem a sykiem. Kiedy przyciągał do siebie bliżej bezbronnego człowieka uniósł swoją prawą rękę i przebił Skygana jednym z szponów na wylot. Przez ciało maga przeszła niewyobrażalna fala bólu. Mistyk krzyczał bo zadana rana zdawała się istnie ranić nie tylko jego ciało a duszę. Ambra przyptrywał się temu bez, mogłoby się wydawać emocji. Ale czy demony je w ogóle posiadały? Wodnik zaczął ześlizgiwać się z szponu potwora kiedy ogon poluźnił swój uścisk.
Spodziwał się że spadnie na twardą powierzchnię wody po której stąpał, ale tak się nie stało. Zamiast tego spadł w wodę zapadając się coraz głębiej. Ból odebrał mu jakąkolwiek kontrolę nad własnym ciałem. Nie potrafił zatrzymać krwotoku z rany która zaczynała barwić całą okoliczną wodę na czarno. Dotychczasowe światło gwiazd teraz zaczynało znikać w odmętach czarnej wody. Skygan próbował wstrzymywać oddech ale już nałykał się wody. To już był prawie koniec. Ale życie postanowiło się nad nim poznęcać. W wodze po lewej stronie mistyka coś się poruszyło. I już chwilę później wskoczyło na jego tył wgryzając mu się w plecy i kark. Kolejna fala bólu spowodowała że wypuścił resztki jakiegokolwiek powietrza w płucach. Poczuł jak opuszczają go siły a sam zaczyna opadać coraz niżej w głębiny. Otaczająca go ciemność pochłoniła go doszczętnie. W końcu tracąc przytomność czuł gniew...

Skygan się obudził. W pokoju w którym zasnął. Był cały zgrzany, jego serce biło w szalonym tempie a mięśnie całkowicie spięte. Upadł na łóżko wzdychając z ulgą. Chciał otrzeć ręką pot z twarzy, kiedy zorientował się że cały jego rękaw jest mokry? Nie, całe jego ręce i nogi pokryte były w czarnej wodzie. Kontrolą szybko zdjął z siebie upiorny pancerz i skierował go do bukłaka na ten też typ wody. Jeszcze raz odetchnął, sprawdziłby wszystkie graty i skierował się do wyjścia z kwater w poszukiwaniu zbrojowni po należyty ekwipunek...
19.09.2018, 01:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatery Strażników
#3

STRAŻNIK
Koszmar w koszmarze... A może zwykła rzeczywistość? Bóg wie co tak naprawdę jest prawdziwe, a co jest naszym urojeniem.



kygan przechodząc w stan uśpienia doznał w swego rodzaju zbliżenia z demonem którego niegdyś spotkał. Czyżby to była jakaś wskazówka? Zapowiedź czegoś nieuniknionego? A może przepowiednia mówiąca o ponownym spotkaniu? Któż to wie... Ale jedno jest pewne. Coś niedługo może stać się przełomowego jeśli chodzi o naszego młodego wodnika. Tak czy inaczej nadszedł już poranek. Chwilę po przebudzeniu Mistyka przyszedł dozorca, który tłukąc w garnek metalową chochlą budził wszystkich strażników ze snu. Najwyraźniej nasz nowy szeregowy miał farta i obeszło się bez nieprzyjemnej pobudki. Wtem jego oczom ukazała się niesamowita harmonia. Każdy jak jeden mąż zerwał się na równe nogi i bez owijania w bawełnę zaczęli się przebierać w swój uniform. To póki co także czekało Skygana. Zamiast swojego stałego ekwipunku koło niego znajdowały się duże, wojskowe buty, szara, trochę chropowata i podziurawiona koszulka na ramiączkach, koszulka z długim rękawem tego samego koloru. Najwyraźniej ktoś w nocy przyniósł mu odpowiedni strój do... Ćwiczeń. Tak, jest około godziny piątej rano i nadszedł czas na poranną zaprawę. Wszyscy musieli wyjść na zewnątrz, a każdy leń który spóźnij się nawet o sekundę miał później doczynienia z surową karą. Ich zadaniem na początku był bieg na dziesięć kilometrów przez miasto, następnie nadszedł na trening z mieczem, a na końcu zostały już ćwiczenia mięśni z różnym obciążeniem. Niestety wodnik też musiał się nieco pomęczyć ale hej! Nie było tego złego co by na dobre nie wyszło. Przynajmniej będzie miał okazję na mały trening i zapoznanie się z nowymi znajomymi. Trochę jak pierwszy rok w nowej szkole. Także powodzenia!


Umiejętności Daniela:
Dzięki jednej z moich umiejętności, gdy spojrzycie mi w oczy możecie czuć się nieco niepewnie, czuć delikatny dyskomfort a nawet mały strach. Fajnie by było jakbyście to uwzględnili podczas rozmowy ze mną.






09.10.2018, 21:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatery Strażników
#4

Należyty ekwipunek znajdował się zaraz obok... Ale nazywanie tego "ekwipunkiem" było sporą przesadą. Nazwanie tego ubraniem - to lepsze sformułowanie. Tak czy inaczej widząc że reszta szykuje się do wyjścia, sam nie zwlekał. Zrzucił z siebie dwa futrzaste płaty i zaczął odpinać skórzane pasy które znajdowały się praktycznie wszędzie jako wzsmocnienie skórzanego pancerza. Zostawił tylko luźne spodnie, po czym przymierzył wojskowe buty. Nie były takie znowu złe, stabilnie trzymały się na nogach. A dwie szare koszulki były przyjemnie luźne ale nie wisiały na nim jak worki. Na zakończenie zawiesił na plecach miecz. Nawet jeśli dostanie broń, wolał posiadać broń z którą tworzył jedność.
- Nie najgorzej - po czym skierował się za resztą strażników do wyjścia. Wyraźnie wszyscy szli w tym samym kierunku.

Po drodze poznał go jeden z strażników. Po chwili mistyk poznał też żołnierza. Był to ten sam jegomość który zatrzymał go na krótkie przesłuchanie po tym jak skorpion wyleciał z płonącego budynku. Dowiedział się od niego że wszyscy zmierzali na trening. Zaczął się właśnie zastanawiać gdzie wszyscy idą. Nie mieli przecież na sobie standardowego odzienia straży.

Na miejscu dowiedział się że na rozgrzewkę czeka go dziesięcio-kilometrowa przebieżka. Nie mógł powiedzieć że było to coś za czym przepadał. Ale rześkie powietrze działało na niego jak wchłonięcie do ciała całych hektolitrów wody. Nie zamierzał jednak się forsować, chciał przeprowadzić ćwiczenie tak wydajnie jak tylko się dało utrzymując przy tym spokojny oddech, rytmiczność kroków i nie wykonywać żadnych zbędnych ruchów. Gorzej było z tym że teraz nie mógł za bardzo gadać. Inaczej doprowadziłby do zadyszki a to na pewno nie był koniec.

No i mistyk trafił w sedno. Bieg był tylko wstępem a teraz doszła do tego walka mieczem. Miał zamiar walczyć własną bronią. W razie gdyby miało dojść do sprzeczki na tym tle, spróbowałby przekonać kogoś z jego nadkomędnych do tego żeby pozwolili mu walczyć mieczem półtoraręcznym. Jego największym argumentem teraz byłoby proste:
- Od lat walczę taką bronią. Długość i wyważenie broni to jedno, ale walka nieznanym sobie typem broni to druga sprawa - nie dawał sobie za dużych szans na powodzenie takie tłumaczenia, ale według niego warto było spróbować. No i chciał wypaść najbardziej przekonująco jak tylko sie dało.
Drugą rzeczą pozostawała sama walka. Ciekawe czy mieli walczyć między sobą czy raczej z zwyczajną kukłą. Skygan wychodził z założenia że taki trening nie daje nic poza... jednak nie, to nic nie dawało.

Na koniec pozostały ćwiczenia z różnymi ciężarkami. Miał nadzieję że lata ćwiczenia z bronią białą jak i strzelania z specjalnie stworzonego łuku do polowań na demony - dały odpowiednie efekty. No i jeszcze doliczyć do tego to że jest trochę silniejszy przez fakt bycia mistykiem. I tutaj pojawiła sie okazja do gadania. Miał zamiar zagadanąć do jednego czy drugiego strażnika i zasięgnąć nieco informacji a propo podpalacza i całej tej walki z bestiami. O ile któryś z wojów nie rozpoznałby go do teraz i nie zaczął rozmowy. To ćwiczenie było chyba ostatnim. W każdym razie miał taką nadzieję.
10.10.2018, 03:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna