Atarashii




Kwatery Strażników

Perspektywa posiłku wydała się mistyczce wyjątkowo atrakcyjna. Biorąc pod uwagę ostatnie wydarzenia, cały stres i truciznę, jej żołądek zdecydowanie miał prawo domagać się pożywienia.

-Tak, pewnie, możemy na chwilę wyskoczyć. -Odparła, po czym spojrzała niepewnie w kierunku drzwi - Chociaż nie wiem, jak dużo mamy czasu, bo kapitan chyba będzie chciał jeszcze z nami dziś porozmawiać.
-Powiedz mi. Czy ja ci wyglądam na kogoś kto przejmuje się zdaniem kapitana?
-NA ile Chichi zdążyła poznać tego mężczyznę, to byłą to odpowiedź, jakiej można się było spodziewać. -Chociaż w sumie... wolałbym nie mieć z nim żadnego zatargu. Powinniśmy się z nim rozmówić... A przy okazji. Wyjaśniła się ta sytuacja z lekarstwem?


"Sytuacja z lekarstwem". Mistyczka zdusiła w sobie ochotę parsknięcia śmiechem na myśl, jak sporym uproszczeniem było to zdanie.

-Wypiłam je, nadal przed Tobą stoję, więc tak... Wygląda na to, że zadziałało. -Nutka niepewności słyszana w głosie dziewczyny mogła zapewne oznaczać o wiele większą wątpliwość zasianą w jej mózgu. No bo, skąd mogła wiedzieć, czy to już na pewno koniec? -Ponad to, ja chyba też nie chciałabym zatargu z Werblem. - uśmiechnęła się pod nosem. - To gdzie chcemy iść?
-Z kim? Zresztą nieważne... Myślę, że chcemy iść na piwo, ale powinniśmy iść do kapitana. Nie powinien nam chyba robić jakiś specjalnych problemów co nie?
-To chyba zależy od jego humoru, a patrząc po wczorajszym... Cóż, najlepiej będzie go poszukać. Chyba warto zacząć od apelu, nie uważasz?
-Chichi wyjrzała przez okno, jakby oczekując ujrzeć tam stojących w szeregu strażników, drżących przed wściekłością kapitana.
-Nie wiem czy pokazywanie się strażnikom ot tak jest tak dobrym pomysłem. No chyba, że będzie wśród nich Gryzelda. Tylko ona i kapitan mnie widzieli. A ja wolę uniknąć odpowiadania na pytania trepów. -Żyłka na skroni Mistyczki delikatnie zapulsowała na wspomnienie owej męskiej strażniczki.


Dalsza wymiana zdań między dwójką tymczasowych mieszkańców doprowadziła jednak do obopólnego wniosku, że najlepszym i najszybszym wyjściem będzie jednak odnalezienie Werbla. Uzgadniając to, ruszyli długimi korytarzami, które zdawały się wyglądać o wiele mniej mrocznie i tajemniczo, gdy maszerowało się nimi za dnia. Tym razem Chichi nie miała wrażenia, że w każdym zacienionym kącie czai się na nią niebezpieczeństwo.
Kiedy doszli na apel ujrzeli strażników, którzy wysłuchiwali kapitana. Mistyczka, gdyby tylko chciała mogła wykorzystać magię, aby usłyszeć, o czym mówią, jednak uznając to za zupełnie niepotrzebną wiedzę i miast tego zajęła się wydłubywaniem brudu spod paznokci, w trakcie gdy Gareth, narażając własne bezpieczeństwo, postanowił porozmawiać z Werblem. Najbardziej jednak zaskoczyła mistyczkę jego reakcja po rozmowie - mężczyzna podszedł jedynie się pożegnać, po czym odszedł. Chichi przez chwilę spoglądała za nim, z uniesionymi wysoko brwiami w wyrazie zdumienia. Nie zajęło jej to jednak zbyt dużo czasu, gdyż po paru chwilach wzruszyła jedynie ramionami i spojrzała na kapitana. Jeśli nie był aktualnie zajęty, również podeszła z nim porozmawiać, natomiast w przypadku, gdy akurat prowadził jakąś rozmowę stanęła jedynie w zasięgu jego wzroku, oczekując na dalszy rozwój wydarzeń.
31.05.2019, 18:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatery Strażników

Kapitan nie był zajęty, widząc Chichi skierował się do niej i przywitał się. Był o wiele spokojniejszy niż w nocy, najwyraźniej uporawszy się już z przynajmniej jedną częścią problemów. Usłyszeć można było w jego głosie ulgę i niejaką radość.

– Widzę że lekarstwo podziałało. – Powiedział na przywitanie. – Cieszę się, że nie nic ci nie jest. Jakie masz plany na następne tygodnie?

Mistyczka odpowiedziała na powitanie kapitana. Na całe szczęście był w lepszym humorze niż poprzedniego dnia. Jego słowa jednak były dla niej co najmniej zaskakujące. Dlaczego interesowały go jej plany? Czyżby planował trzymać ją tutaj do zakończenia sprawy Mortisa? A może chciał odnaleźć Skygana?

-Zdaje się, że podziałało. A planów chyba nie mam jeszcze konkretnych, może nieco odpocząć. Dlaczego? -Spytała uprzejmie, zachowując jednak ostrożność i dystans.
– Wolałbym nie rozmawiać o tym tutaj, chodzi między innymi o Mortisa. – Stwierdził kapitan. – Zechcesz udać się ze mną do gabinetu?
-Oczywiście, prowadź.


Chichi ruszyła za Welbertem, wciąż usilnie próbując rozgryźć jego zagadkowość i całą tę sytuację.

Gracz opuścił wątek
01.06.2019, 11:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Kwatery Strażników

Dojście na główny plan gdzie ćwiczyła reszta zbrojnych zajęło ledwo moment, a tam zmierzyła go
wzrokiem i podniosła jedną brew w zdziwieniu.
- Nie pomyślałeś wcześniej o jakieś broni?
~~
Widząc zgodę na twarzy dziewczyny rowniez pozwoliłem sobie na mały usmieszek: - Nam. Teraz
jestesmy drużyną.
- Dodalem bez ceregieli. Miałem mozliwosc przez krótki moment współpracować z
dwiema jednostkami, które być może okazą się pomocne. Zdjąłem z siebie szatę ukazując rozbudowane
ramiona. Nie chciałem aby cokolwiek ograniczało moje ruchy. U pasa zas brzmiały o siebie klucze, które
były dla mnie znakiem charakterystycznym: - Po co skoro mam pieści i moje duchy? - I w tym
momencie obok mnie stanął Hi No So, który czerpał z mojej many aby rowniez poćwiczyć: - Na
początku zawalczymy miedzy sobą. Hi No So bedzie obserwował nasze poczynania i mowil gdzie
popełniamy błędy. Zwycięzca walczy z duchem. Zgoda?
- Zapytalem wszystkich o zgodę. Wiem, że
walka oraz kontrola ducha może być trudna do połączenia, jednakże trening w końcu czyni mistrza

prawda?
~~
Kobieta spojrzała na niego z nieco zdziwionym spojrzeniem podnosząc brwi ku górze i szerzej otwierając
oczy.
- Chcesz mi więc powiedzieć że zabijasz potwory i demony pięściami? Gołymi? Duchy rozumiem, ale
nie urżnę Ci rąk podczas treningu.
- powiedziała początkowo chcąc chwycić po broń ale jednak
pozwoliła jej dalej spocząć w pochwie u pasa. Kalectwo jednego z ekipy nawet nie wchodziło w grę, a
nawet treningowy miecz był w stanie połamać szamanowi ręce.
~~
Spojrzalem na dziewczynę z lekkim zdziwieniem wyjasniajac jej moj styl walki: - Powiedz mi, jesteś
Dobra w walce mieczem? To wyobraz sobie sytuacje gdzie tego miecza obok Cb nie ma. Co wtedy
zrobisz? Ja byłem w takiej sytuacji gdzie groziło mi niebezpieczeństwo, a moich duchow nie było przy
mnie. Nauczyłem się więc bić na pieści pod okiem najlepszego boksera jakiego znam.
- Tu zrobiłem
delikatną przerwę by spojrzeć na mnicha z małym uśmiechem: - Jesli macie rękawice bokserskie, to
chętnie je pożyczę.
- Po czym zrobiłem w stronę dziewczyny zawiadacki uśmieszek.
~~
Strażniczka patrzyła na niego z zainteresowaniem. Był sens w tym co mówił i nie było co do tego
zbytnich kontrargumentów.
- No w sumie masz rację. - zostawiła miecz w spokoju i ustawiła się gotowa do sparingu z
pięściami lekko odstawionym od twarzy. Dość standardowy styl jak Arthur mógł zaważyć.
~~
A jednak udało mi się ją zainteresować. To dobrze. Najwyraźniej moje słowa w jakiś sposób na nią
wpłynęły. Gdy zauważyłem że ustawiła się w pozycji bojowej, ja zrobiłem to samo. Dłonie wysoko w
górze tworząc gardę: - Dam Ci zaatakować pierwszej. - Po czym czekałem na atak. Taktyka byla
prosta. Unik, markowanie lewą a następnie atak prawą w biodro. Nie miałem zamiaru bić jej po twarzy, w

końcu to kobieta.
~~
Arthur nie doczekał się zbytniej reakcji jak tylko prawy prosty wymierzony centralnie w nos szamana.
Unik okazał się dość sprawnym unikiem, ale prosta zagrywka jaką była finta okazała się niezbyt
skuteczna. Oponentka chłopaka nie czekała na nic i przymierzyła się do chwycenia Arthura za ubranie i
przywalenia kolanem prosto brzuch. W przeciwieństwie do niego, ona najwyraźniej nie miała oporów
przed silniejszymi ciosami w dość miękkie miejsca.
~~
Unik udało mi się wykonać bez większych problemów, jednakże na tym się kończą dobre wieści. Moja
kontra nie doszła do skutku, przez co musiałem zareagować na ponowny atak od strony oponentki. Gdy
ta tylko by sprobowała mnie złapać za ubranie, wykonałem szybki manewr starając się chwycić
nadgarstek dziewczyny i tym samym momencie wykonać kopniak w udo dziewczyny, by jej atak kolanem
się nie powiodl.
~~
Chwyt za nadgarstek kobiety się powiódł, udało się go zablokować dość blisko ubrań. Można by
powiedzieć że aż za blisko. Kolano już praktycznie leciało w stronę brzucha Arthura i dosięgnęło
swojego celu. Tak samo jak kopnięcie szamana w strażniczkę. Oboje trafili się niemal w tym samym
momencie odrzucając się od siebie i tworząc między sobą z metr przestrzeni.
- Dobry jesteś. [b] - powiedziała szybko po czym rzuciła się do przodu z niskiej postawy celując prosto
w mostek chłopaka ciosem od dołu. Arthur miał mało czasu na reakcję.
~~
Sparing szedł w najlepsze. Ponownie, pierwsza część planu się powiodła, jednak jej ciąg dalszy był już
średni. Dwa silne uderzenia po starciu ze sobą odepchnęły nas o dobry metr. Nawet moja przeciwniczka
mnie pochwaliła. Ja zaś nie czekałem na ceregiele i gdy ta ruszyła na mnie z impetem, zrobiłem prosty
unik w bok. Jej postawa nie pozwoli jej odpowiednio zareagować gdyż jej ciezar ciała jest zbytnio

pochylony do przodu. Mając nadzieję, że unik się uda starałem się wykonać w jej bok potężny atak
hakiem wykonany z prawej dłoni. Zobaczymy co z tego wyjdzie
~~
Unik Arthura pozwolił mu wyminąć się z strazniczką o milimetry, gdyby próbowała go chwycić zamista
uderzyć mogłaby mieć paskudną przewagę do rzutu przeciwnikiem. Tak się jednak nie stało. Trafiła
prosto w powietrze, a szaman już celował w jej bok który praktycznie cudem udało się jej zblokować
przyjmując cios na ramię. Zasłaniała się nimi i szybko odskoczyła na krok trzymając wzrok na chłopaku
szukając jakieś luki w jego obronie.
~~
Walka trwała w najlepsze, zostawiając po sobie widok dwóch zażarcie rywalizujących ze sobą ludzi. Unik
udał mi się o milimetry, ale udal. Teraz wiedziałem, że złamałem ducha dziewczyny. Atak przyjęty przez
jej ramię musial dac się w znaki dziewczynie, dlatego skorzystałem z okazji i nie czekając aż strazniczka
zareaguje, kierując się jak najszybciej w jej stronę, wykonałem cios w pozycji pochylonej prosto w brzuch
dziewczyny. Coś czulem, że trzeba to powoli kończyć.
~~
Sztuczka wykonana przez chłopaka z pewnością była pomysłowa. Wykorzystać ten sam ruch przeciwko
swojemu oponentowi, tyle że tutaj Strażniczka się uśmiechnęła i uniknęła ciosu podobnie jak Arthur. Z tą
różnicą że zamiast wymierzyć cios w jego bok, od razu dostał łokciem od góry w bark co wytrąciło go z
równowagi o mało nie skutkując bliskim spotkaniem z glebą.
- [b]Nie próbój tych samych sztuczek.
- powiedziała i odsunęła się na spokojnie dając mu chwilę
odpoczynku.
W tym samym momencie odezwał się Hi No So w umyśle szamana.
~ Ma rację. Masz moment, przemyśl jej ruchy. - słowa duchy były cenną radą. W końcu tak też
Łowca go uczył. Może pora na chwilę wrócić do podstaw?
~~

Tym razem dałem ciała. Pomysl skopiowania i zakończenia sparingu nie poszedl po mojej myśli.
Dziewczyna bez problemu usunęła moją szarżę przez co oberwałem łokciem. Na moje szczęście strata
równowagi to największy problem z jakim się borykałem. Strazniczka dodając swoje trzy grosze
pozwoliła mi na szybko się otrząsnąć, a wskazówki zostawione przez Hi No So dały mi do myślenia.
Uśmiechając się na moment ruszyłem w stronę dziewczyny. Zachodziłem w stronę dziewczyny po łuku
aby w odpowiednim momencie wykonać serię ciosów. Chcialem zmusić ją do gardy, a gdy ta broniła się
przed moimi ciosami mialem okazje z nią chwile porozmawiać: - Gdy skończymy, będziemy musieli
porozmawiać.
- Rzucilem nie przerywając serii. Chcialem ją zapytać o szaleńca, który według
demona się tu znajduje.
~~
Kobieta uśmiechnęła się że przeszli do, można by powiedzieć "luźniejszej" formy treningu. Kolejnym
zarówno blokowanym lub zbijanym delikatnie na boki ciosom brakowało intencji faktycznego
skrzywdzenia treningowej partnerki.
- Jak chcesz to możemy przejść trochę na bok żeby nikt nas nie słyszał - powiedziała uchylając się
przed ostatnim ciosem na bok i prowadząc Arthura nieco dalej od także ćwiczącej tutaj straży. Zaczęła
także wyprowadzać swoje ciosy, jednak dawając szamanowi szanse na wyprowadzanie swoich i w
końcu na rozmowę.
~~
Najwyrazniej tego nam trzeb było. Zauważyłem zarówno zainteresowanie jak i chęć przejścia do
luźniejszej atmosfery. Usmiechnalem się zatem do niej na momencik i zasugerowałem pójście ma
stronę. Tam, gdzie nikt nas nie slyszal zacząłem mówić jak i wyprowadzać kolejne ciosy: - Słyszałaś
moze o jakimś szaleńcu w koszarach?
- Zapytalem zdecydowanie poważnie mając nadzieję, że nie
wyjawiłem tej dziewczynie za dużo.
~~
Walka trwała chwilowo w najlepsze gdyby nie to co powiedział właśnie szaman.

- Zaraz. Szaleniec w koszarach? - Strażnika kompletnie opuściła gardę słysząc co młody miał do
powiedzenia.
~~
- Nie przestawaj. - Po czym wykonałem w jej stronę silne uderzenie w ramię: - Po prostu
powiedz czy słyszałaś o jakimś przypadku.
- Po czym kontynuuowalismy sparing.
~~
Kiwnięcie głową kobiety było dostatecznym sygnałem że walka będzie kontynuowana, tym samym
wypuszczając kilka prostych ciosów w okolice gardy Arthura.
- Poczekaj, było coś z Mortisem. Ale nie znam szczegółów, musiałbyś podpytać Walberta o to kiedy
będziemy polować. Pewnego dnia po prostu zniknął z naszej lecznicy.

~~
Gdy usłyszałem o prawdopodobbym szaleńcu spojrzałem nieco powazniej na swoją oponentkę
kontynuując przy tym serie kilku ciosów wybierzonych tym razem w garde dziewczyny. W miedzy czasie
mogłem kontynuować rozmowę na temat niejakiego "Mortisa": - Mortis? Co takiego zrobil? Poza nim
nikt z obecnych nie wydaje Ci się szalony? Podejrzany? Jesli mamy ty kreta trzeba go szybko znaleźć.
- Dodalem nieco chłodniejszym tonem.
~~
Strażniczka zrobiła chwilę przerwy między ciosami wzruszając ramionami.
- Coś zaczęło mu odpierdalać. Siedział po nocach w lecznicy, pamiętasz tą fiolkę którą Ci dałam?
~~
- No pamiętam, co z nią? - Zapytalem dając sobie chwile na odpoczynek. Być może uda nam się
jeszcze przed polowaniem przesłuchać tego typa.
~~
- No to właśnie. To tego Maga jak mówiłam wcześniej. Nie pamiętasz? - czy Arthur już pomniał o
tamtej rozmowie? Strażniczka natomiast na pewno się zamyśliła bo gdyby teraz miała się obronić, to na

pewno by dostała przez łeb.
~~
Faktycznie wypadło mi z głowy. Spojrzalem na dziewczynę nieco zawstydzony na dziewczynę, po czym
w ostatniej chwili zatrzymałem pieśc przed uderzeniem dziewczynę w głowę: - Wybacz, ja też się
zamyśliłem.
- Dodalem lekko tłumacząco się: - Czyli ten cały Mortis moze być głównym problemem.
- Dodalem dając sobie na chwilę spokoj z dalszym wyprowadzaniem ciosów.
~~
- Możliwe, to idziemy czy ćwiczymy dalej? - skrzyżowała ręce na piersi i przez moment czekała na
dalszy plan szamana.
~~
- Ćwiczymy dalej. - Po czym z uśmiechem na twarzy strzeliłem kilka razy knykciami. Tym razem
odsunąłem się od dziewczyny na jakos 2 metry, wyciągnąłem rękę do przodu na znak gotowości i
dodałem na odchodne: - Zaczynajmy - Po czym znowu czekałem aż ta wykona jakis ruch. Czy
wykorzysta ruch który widziałem wcześniej? A może zaskoczy mnie czymś nowym? Zobaczymy
~~
Strażniczka odwzajemniła uśmiech i ustawiła się w dość luźnej postawie. Ręce lekko wysunięte przed
siebie, jednak z zaciśniętymi pięściami. Wybiła się lekko z lewej nogi, przełożyła ciężar na prawą tylko po
to żeby znowu przełożyć ją na lewą i wykonać kopniak wyprostowaną na całą długość prawą. Celując w
środek brzucha. Cały czas poruszając się minimalnie do przodu i można by powiedzieć że wyglądała
jakby to był wstęp do jakiegoś... Tańca? Była tu z pewnością gracja i lekkość jakiej Arthur wcześniej u
niej nie widział wcześniej. Ruchy były teraz kompletnie inne.
~~
Coś się zmieniło, jakby dziewczyna stała się nieco pewniejsza siebie. Oboje stanęliśmy na przeciwko
siebie pełni nowej energii. Zaczęlo się. Dziewczyna ruszyła w moją stronę wykonując kopniak w stronę
mojego brzucha. Czy chcialem jej na to pozwolić? W żadnym wypadku. Nabrałem momentalnie obrotu,

aby z dużą siłą wykonać kopniak kontrujący atak dziewczyny. Aby na tym było mało, po odepchnięciu
nogi dziewczyny, momentalnie wyskoczyłem do przodu zmniejszając dystans mając na celu wykonanie
"supermana" prosto w jej garde. Liczyłem na to, że atak chociaz przełamie jej garde.
~~
Arthurowi udało się skontrować atak kobiety co wyprowadziło ją chwilowo z równowagi i pozwoliło na
rzucenie się jej do gardła, tutaj jednak udało się jej ledwo co uniknąć ciosu. Praktycznie wykonała piruet
w miejscu z nogą lecącą w stronę głowy szamana.
~~
Coś czuję, że powoli przechodzimy na kopnięcia aniżeli walkę głównie na pieści. Okey, nie
przeszkadzało mi to, kopać też potrafiłem. Nie czekając wiec az, przeciwniczka dosiegnie mnie swoim
kopnięciem, ja zrobiłem to samo, uderzając w nogę dziewczyny aby zablokować jej cios. Domyslam się,
że znów straci równowagę, dlatego chcąc wykorzystać ten moment, starałem się w niskiej pozycji na
zwienczenie całej akcji, podciąć jej nogi.
~~
Pieści czy kopnięcia, przed jednym i drugim trzeba się było bronić. Jednak chłopak czuł że z tym
starciem coś było nie tak. Nie umiał dokładnie tego wyjaśnić, ale coś tu nie było w porządku.

Mało było czasu na myślenie i unikając kopnięcia w głowę, Arthur uderzył w nogę strażniczki przez co
musiała ją momentalnie wrócić do siebie, a na twarzy pojawił się grymas bólu. Szaman nie zdążył jednak
na to zareagować bo kontunował swoim podcięciem posyłając kobietę na ziemię, uderzając o twarde
podłoże bokiem cicho jęknęła wypuszczając powietrze.
- Dobra robota, ale następnym razem blokuj i uderz. Może spróbuj chwycić jej nogę i ją wywalić? -
Hi No So pojawił się obok, patrząc to na Arthura, to na strażniczkę.
~~
W końcu! Udalo mi się położyć na glebie sparing partnera przez co zdałem sobie sprawę, że lata

treningu i operowanie młotem kowalskim dało porządne efekty. Gdy udało mi się wykonać całą akcję,
spojrzałem na dziewczynę. Widzialem na jej twarzy delikatny grymas bólu, dlatego podałem jej rękę
mówiąc: - Dasz radę kontynuuować? - Dodając mały uśmiech oraz szpilkę w stronę dziewczyny.
Nagle do mojej głowy dotarl rowniez glos Hi No So: - Nie jest to glupi pomysl. - Odpowiedzialem w
duchu w stronę mojego trenera.
~~
Strażniczka przez chwilę leżała na ziemi próbując złapać oddech.
- Jak chcesz to potrafisz - zaśmiała się wstając z pomocą Arthura. Hi No So także kiwał głową
obserwując całe wydarzenie z wyraźnym zamyśleniem nic nie mówiąc.
- Nie ma tragedii, ale jak mam wiedzieć że po mieście lata demon. A mam patrol nocny to wolałabym
sprawdzić sprzęt. Ale może twoje duchy będą bardziej chętne do treningu?
- mówiła to lekko
trzymając się za bok, najwyraźniej musiała dość boleśnie uderzyć o ziemię. Po czym zaczynała się
powoli oddalać.
- Widziałeś? To nie jest styl walki jakiegoś zwykłego Strażnika - duch łowcy patrzał w jej stronę
mówiąc to praktycznie tak jakby mówił do siebie. Coś go trapiło i Arthur wyraźnie to czuł.
~~
A więc powoli nadszedł koniec treningu ze strazniczkom. Kilka milych słów ponownie rozgrzało moje
serce do treningu mając nadzieję, że będziemy mogli kontynuować. Niestety, jej słowa jedynie mnie
upewniły ze nic z tego: - Jasne, rozumiem. Znajdziemy się wieczorem. - Po czym pomachałem jej
na dowidzenia. Nieskugo potem odezwal się również Hi No So którego obserwacji chcialem posluchać: -
Też tak myślę... Nigdy nie widziałem by ktoś tak walczył. - Po czym dotknąłem medalionu z Karasu
przywołując ducha na swoim barku: - Leć za nią, jednakże tylko obserwuj i sluchaj. Musimy się
dowiedzieć więcej o tej dziewczynie.
- Po czym wysłałem kruka aby śledził dziewczynę.
~~
Kobieta zniknęła w budynku koszar pozostawiając Arthura samego z duchem łowcy. Karasu z polecenia

młodzieńca poleciał za nią w swojej duchowej formie.
- Mam dziwne wrażenie że coś mi to przypomina, ale nie wiem do końca co... Nieważne, zajmujemy
się treningiem.
- Hi No skrzyżował ręce przyglądając się uważnie chłopakowi.
- Nie dałeś najlepszego popisu. Wypadłeś z formy... - czy był zły? Nie, dało się słyszeć u niego
stanowczość. Ale na pewno nie złość. Mimo wszystko trochę czasu minęło odkąd ostatnio ćwiczyli, a
niebezpieczeństwo mogło czychać zaraz obok. Musieli być gotowi w każdym momencie.
~~
Duch Kruka odleciawszy za dziewczyną zajął się ssoim zadaniem. Ja natomiast zostając sam na sam z
Mnichem mogłem w końcu z nim porozmawiać, jak kiedyś: - Jesli Ci się przypomniało to daj znać. Być
może tam informacja się przyda.
- Powiedziałem zacząwszy ponownie rozgrzewać ciało do treningu.
Kilka ćwiczeń rozciągających w takich momentach to konieczność. Nie chce przeciez dostać zakwasów
podczas głównej potyczki. W między czasie oczywiście moj trener nie stronił od dodania w moją stronę
kilku uwag, no przecież nie mogło się bez tego obyć. Ja zaś spokojnym tonem, jakby nigdy nic
powiedzialem: - Jestem Dobra, sam zauważyłeś. Jej taneczny krok jest naprawdę silny. Oboje nie
daliśmy z siebie 100%, to oczywiste.
- Po czym spojrzałem na ducha gotowy do Sparingu. Tym razem
jednak podczas przygotowań udało mi się zrobić prowizoryczne rękawice stworzony z bandazy, które
miałem w Torbie. Ukłoniłem się nisko na znak szacunku do mojego oponenta, a gdy ten tylko
odwzajemnił ukłon ruszylem na niego ze zdecydowanie większą szybkością, aniżeli podczas walki ze
strazniczką. Będąc ostatecznie blisko z gardą ciągle wystawioną do przodu wywołuje presje by mnich
wykonał swoj atak pierwszy. Ja zaś obserwując jego ruchy zamierzam zrobić unik poprzez schylenie w
bok i wyprowadzenie prostego sierpowego prosto w jego stronę.
~~
Hi No So stał niezwruszony patrząc na Arthura jakby ten postradał zmysły. Popatrzył na ziemię, oberzał
się za siebie chwilę obserwując strażników. Potem popatrzył na niego kiedy jego opononet był gotowy do
walki. W końcu opuścił ramiona bez siły.

- Nie zapomniałeś o czymś?[b] - mnich pomachał duchową ręką przed twarzą szamana.
~~
Przez to wszystko kompletnie zapomniałem o jednej bardzo ważnej rzeczy. Nie zacząłem podawać
many mojemu duchowi: -[b] Wybacz, jednak tamten sparing bardziej mnie zmęczył niż myślałem.
-
Rzucilem przepraszająco w jego stronę. Gdy zacząłem podawać Mane mojemu duchowi, Ukłoniłem się
nisko na znak szacunku do mojego oponenta, a gdy ten tylko odwzajemnił ukłon ruszylem na niego ze
zdecydowanie większą szybkością, aniżeli podczas walki ze strazniczką. Będąc ostatecznie blisko z
gardą ciągle wystawioną do przodu wywołuje presje by mnich wykonał swoj atak pierwszy. Ja zaś
obserwując jego ruchy zamierzam zrobić unik poprzez schylenie w bok i wyprowadzenie prostego
sierpowego prosto w jego stronę.
~~
Kiedy duch zyskiwał ciało, kilku strażników już miało zamiar się rzucić do walki jakby zobaczyli jakiegoś
upiora. Jeden ze straniżników jednak ich powstrzymał, Arthur zauważył że był to jeden z dwóch, który
otwierał mu bramę wejściową do koszar pierwszego dnia. Obyło się bez większych komplikacji.

Sam Hi No natomiast także ukłonił się swojemu uczniowi, rozprostował barki i przyjął gardę gotowy na
cios, tutaj jednak nie było zawahania. Widząc pasywność szamana ruszył do walki. Arthur uchylił się na
bok i w momencie kiedy wyprowadzał swój cios zobaczył że duch nie miał zamiaru go trafić. To był fortel
który i tak by go nie trafił, a pięść chłopaka dalej kontynuowała drogę do celu którą to otwartą dłonią
chwycił duch łowcy nie pozwalając Arthurowi jej zabrać z powrotem.
- Nieźle, ale używaj całego ciała - żadnego ostrzeżenia, niczego. Hi No So puścił zaciśniętą pięść
szamana i w ułamku sekundy złapał go za nadgarstek, wyciągnął go całego do przodu i już był gotowy
żeby posłać chłopakowi pięść z pełnego rozmachu w brzuch.
To się jednak nie stało, duch zniżył postawę i uderzył go barkiem odpychając go od siebie na odległość
około metra.

- Jeszcze raz.
~~
A więc zaczynamy. Już myslałem, że będę się musiał tłumaczyć z obecności ducha na środki pola
treningowego strażników. Na moje szczęście jednak obyło się bez zbędnych ceregieli i nie musiałem
marnować czasu. Taktyka którą zastosowałem na początku została pochwalona, jednakże nie
dosięgnęła swojego pierwotnego celu. Odepchnięty bardziej zalecono mi powtórkę ćwiczenia. Tym
razem postanowiłem wykonać inny manewr. Idąc z gardą w stronę mnicha poruszałem się zygzakiem
zmieniając pozycję co krok, zmieniając przy tym również ciezar ciała. Pierwsza lecial cios lewą ręką,
który miał jedynie zamarkować uderzenie. Siłą, ktora mial oderwać mnich byla prawa ręka wycelowana
prosto w hi No so, wzmocniona całym impetem ciała. W głowie mialem cały czas fakt, że mój towarzysz
bedzie mogl zaatakować mnie przede mną. Coz, musiałem znaleźć lukę w jego obronie i w idealnym
momencie zaatakować.
~~
Oczy mnicha uważnie obserwowały Arthura i jego ruchy, chłopak mógłby przysiąc że przez moment
duch kiwnął głową, jakby pokazywał mu w ledwo widoczny sposób że dobrze robi. Ciężar ciała był
zmieniany bezbłędnie, z kroku na krok szaman zaczynał sobie przypominać treningi z Hi No.
"Trzymaj tempo, nie zwalniaj!"

Mnich był gotowy w każdym momencie przyjąć ciosy i pierwszego, o mało co z instynktu by nie chciał
chwycić. Przed drugim ciosem musiał się zasłonić trzymając razem przedramiona.
- Dobrze! Teraz chwyty. - Hi No So porzucił gardę i od razu rzucił się do ataku jak wąż celując
pięścią w punkt między mostkiem, a gardłem.
~~
Każdy moj ruch tym razem byl wykonywany bez zastanowienia, wręcz instynkownie. To dobrze, wracają
stare nawyki. Wzialemm gleboki wdech by ponownie wykonać kolejne ćwiczenie. Mnich polecial w moją

stronę wykonując atak w okolicy mojej szyi. Momentalnie przyjąłem pozycję obronną próbując złapać
nogę wojownika zanim ta dotrze do mnie.
~~
Chwyt wykonany dobrze, kiwnięcia głową mnicha na to wskazywały. Tylko teraz... No właśnie, co dalej?
- No? Dalej... Nie przestawaj. - duch patrzył na niego z przekrzywioną na bok głową.
~~
Przechwyt ataku się udał, na to liczyłem... Mimo to duch wtrącił swoje dwa grosze. Ja zaś wykorzystałem
chwyt i rozpiętość nogi mnicha. Złapawszy jego rekę dwiema dłońmi. mocno zacisnąłem i postarałem się
wywalić oponenta na glebę, tak jak mnich polecił mi po walce ze strazniczką
~~
Nawet pomimo silniejszych prób wywrócenia Hi No So, Duch dalej stał niemal niewzruszony.
- Myśl głową. Jak nie możesz rozbić kamienia, to jak go inaczej pozbędziesz?
~~
Cholernie silny jest ten mnich... Albo ja jestem jeszcze za słaby. Jednak mimo najszczerszych chęci nie
dałem rady go wyrzucić na glebę. Jego komentarz jednak, być może okazał by się pomocny gdyby nie
fakt, że miałem nieco inny plan. Domyśliłem się, że Hi No So wymaga ode mnie konkretnego ruchu. Ja
zaś tylko jedną ręką zmieniając chwyt z całych sił pociągnąłem za rękę, aby oponent zacząłem lecieć w
moim kierunku. Ja zaś odskakując nieco w bok ale dalej w stronę mnicha wykonałem prawy sierpowy
prosto w jego stronę.
~~
Wyraźnie nieco zaskoczony, ale pozytywnie. Hi No częściowo powstrzymał manewr Arthura, musiał się
zasłonić ręką przed nadchodzącym sierpowym i obrócił obronę w chwyt żeby teraz to on był trzymającym
młodego. Najwyraźniej nadeszła pora odwrócić rolę.
~~
Manewr mimo, że tylko połowicznie udany, ucieszył moje serce. W końcu udało mi się go zaskoczyć.

Problem polegal głównie na tym, że cios który w niego wymierzyłem zostal zatrzymany. Coz, role się
odwróciły. Wolną ręką błyskawicznie zaatakowałem w najbardziej dogodne i odsłonięte miejsce czyli
mięśnie motylkowe mojego przeciwnika. Jesli zwolni uchwyt bede mial okazje do błyskawicznego zalania
mojego przeciwnika gradem ciosów.
~~
Hi No So momentalnie puścił chwyt kiedy zobaczył w co celuje jego uczeń. Ukłonił się i skrzyżował ręce
na piersi.
- Nie najgorzej. Może jeszcze coś pamiętasz, ale będziemy musieli sobie przypomnieć pewne rzeczy.
- powiedział spokojnym głosem i rozejrzał się po okolicy. Nikogo z znajomych twarzy nie było, ale
straż przyglądała im się od czasu do czasu w zaciekawieniu. Widząc jednak spojrzenie ducha szybko
wrócili do swoich treningów.
- To co teraz?
~~
Koniec. Najwyrazniej trener uznal ze na dzisiaj wystarczy. Dostając pochwalę, nie obyło się oczywiście
bez kąsliwych uwag. Mimo to również odwzajemniłem ukłon, dodając do tego kilka słów: - Dziekuje za
trening
- Szanowałem swojego nauczyciela. Wiem, że był wielkim wojownikiem i jak jego żywot się
zakończył. Jednakze nigdy dokladnie o tym nie rozmawialiśmy. Gdy będzie czas, w końcu go o to
zapytam. Tymczasem jednak: - Pojdziemy na chwilę do Walberta. Muszę z nim porozmawiać. A
potem odpoczniemy przed walką.
- Po czym ubierając swoje szaty i zaprzestając przelewu many na mnicha, poszlismy razem w stronę jego gabinetu.
10.04.2022, 18:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki