Cmentarz Lothil
#71

Athlaunie cisnęła się na usta odpowiednia odpowiedź, jednak nie przekazała jej byłemu mężowi – już i tak nadepnęła na odcisk pozostałym duchom, więc miała sensu drażnienie kolejnego, choć uważała, że racja jest absolutnie po jej stronie, a nie zmarłym, którym wydaje się, że żyje po to, aby spełniać ich kaprysy. Sytuacja bieżąca na to nie pozwalała.
Szamanka absolutnie nie wiedziała, co ma dalej robić. Wiedziała, co powinna uczynić z monetą, która rzekomo była droimną, lecz nie w kwestii drugiego szamana. Nie wiedziała, gdzie go szukać. Niestety nie posiadała takich kontaktów, aby mogła go szybko i bezproblemowo zlokalizować, dlatego pozostawało jej albo dalsze bierne wyczekiwanie, albo wyszukanie sobie nowych przyjaciół. Musiała dopaść go zanim duch, którego zdołała wyeliminować, zregeneruje się i dalej będzie siał ferment, nie wspominając o Bule i jego wesołej gromadce najprawdopodobniej zamierzających dać jej popalić po akcji w magazynie.
Myśli wdowy Voegembe skierowały się ku właścicielowi tej karczmy-burdelu. Być może należało zagrać va banque.
Gdy kelnerka znowu do nich podejdzie, nachyli się do niej i powie tak cicho, aby tylko ona ją usłyszała:
Chciałabym jednak zmienić towarzystwo.
Miała nadzieję, że ta zrozumie i poprowadzi do właściciela. Wtedy bez słowa opuści Bayarda, który po wyrazie jej oczu, doskonale wiedział, że ma siedzieć tam cały czas, a jeżeli zdecyduje się wyjść, to tego pożałuje.

Joanna schowała droimnę do kieszeni, zamykając wieko skrzynki i zabierając ją także ze sobą, ruszyła dalej do zakładu, zachowując przy tym ostrożność i czujność.
08.01.2019, 22:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz Lothil
#72

Kelnerka bez słowa zniknęła, aby za chwilę wrócić, prosząc ze sobą wdowę. Kobiety zniknęły, wchodząc do osobnego pokoju, strzeżonego przez postawnego i dobrze ubranego mężczyznę. W środku był półmrok, ale szamanka zdołała wypatrzyć tam stolik z okalającą go sofą, na której obecnie siedział Artelius.
Czyżby towarzystwo okazało się być niewystarczające dla tak niezwykłej kobiety? — zapytał, gdy tylko go dostrzegła.
Athlauna przez chwilę przyglądała się pokojowi, próbując wyłapać szczegóły wystroju. Po chwili usiadła także na kanapie, zajmując miejsce z odpowiednią odległością od mężczyzny, by wyczuł dystans.
Towarzystwo markotne i mało zajmujące, ale udało mi się przetrwać wspólny posiłek. Nie będę ukrywać, że nie spieszy mi się z powrotem do zakładu. Nawet nie chcę tam wracać, więc postanowiłam skorzystać z zaproszenia, nawet jeżeli był to z pana strony zabieg czysto kurtuazyjny.
Wystrój niewiele jej powiedział. Pokój był urządzony w dobrym guście, ale poza tym nic specjalnego. Na pewno nie był to osobisty pokój Herta.
Powinna pani nauczyć się doceniać takie gesty, panno Voegembe, a nie wyrzucać komuś w twarz intencje, których pani nie zna — odpowiedział mężczyzna, przyglądając się kobiecie z bliska. — A jednak mimo to pani przyszła. Dlaczego? Naprawdę nie uwierzę że średnie towarzystwo to wszystko co panią skłoniło.
Niech mi pan zatem wybaczy moje zachowanie. Zawsze doceniam, ale dzisiaj nie jestem w nastroju na bycie uprzejmą aż do bólu. Uznałam, że lepiej być szczerą niż fałszywie uśmiechać się. Dzisiaj parę osób musiało znosić mój podły humorek. — Uśmiechnęła się nieznacznie, ledwo unosząc kącik ust. — Przyszłam, bo chciałam zobaczyć, co z tego wyniknie. I tak już zaczną krążyć plotki, więc czemu by nie rozpocząć nowej znajomości? Zawsze może mnie pan wyprosić, a ja będę w tym samym punkcie co wcześniej.
Hert uśmiechnął się pod nosem.
Nie po to Panią tu zaprosiłem żeby teraz Panią wyprosić — odpowiedział. — A plotkami proszę się nie przejmować. Rodzą się i umierają szybciej niż ktokolwiek byłby w stanie zobaczyć. A w większości z nich i tak nie ma za grosz prawdy. Chociaż niektóre... — w tym momencie mężczyzna nachylił się lekko w stronę kobiety — ... Niektórymi nawet warto się zainteresować. Mówi się, że szanowna pani Voegembe wpadła w jakieś kłopoty. Dziwne, że chwilę później pojawia się w moim przybytku. Zastanawiam się czy jest tu jakieś powiązanie. Czy pani szczerość wciąż z nami jest?
Moja szczerość nie zamierza nigdzie wychodzić. Kłopoty, owszem, mam. Powody do plotek też są. Trochę się do tego przyczyniłam niestandardowymi ruchami. O których pan słyszał? Ciekawa jestem o czym dokładnie plotkują. Co do mojego przybycia tutaj – określiłabym jako przypadek. Odpowiadało mi położenie lokalu.
O problemach, które spotkały pani zakład i o ciałach, które musieli z niego wyciągać. Podobno prowadzi pani jakąś wojnę, wcale nie cichą. A kiedy handlarze idą na wojnę — w tym momencie kiwnął ręką w stronę drzwi, a zza nich wyszła dziewczyna niosąca dwa kieliszki z winem — wtedy zawsze można liczyć na zysk. Jeśli wybierze się odpowiednią stronę, oczywiście. Może pani pojawienie się tutaj nie było aż tak do końca przypadkowe.
Tak, ciała zwykłych opryszków i ciała, o których tylko słyszeli, bo rozpłynęły się w powietrzu. Wojna to za dużo powiedziane. To nie jest długotrwały konflikt. Aby go prowadzić trzeba wiedzieć wcześniej z kim ma się do czynienia, a ja nawet tego człowieka nie widziałam na oczy. Zostałam wciągnięta w grubszą aferę, na którą przyszło mi już jedynie tak reagować, aby nie stracić życia i całego majątku. Zaproponowano mi nawet przyłączenie się do jednej strony konfliktu, ale odmówiłam, choć byłoby to dla mnie korzystne pod względem zawodowym.
Rozpłynęły w powietrzu? — zapytał, pociągając łyk że swojego kieliszka. — To ciekawe, dawno o czymś takim nie słyszałem. Co to za strona konfliktu, do której miałaś się przyłączyć? Wsparcie w takim... Sporze, wydaje się być dobrym wyjściem. A jednak wciąż jesteś w tym wszystkim samotna. Dlaczego?
Bo lubię swoją niezależność i mam swoje zasady. Chcą mnie tylko wykorzystać do tego, abym pozbyła się niewygodnej dla nich osoby. Upiekliby dwie pieczenie na jednym ogniu. To, czego ode mnie oczekiwali w ramach "inicjacji", było dla mnie niedopuszczalne. Mam problem, ale chcę go rozwiązać inaczej niż chcieli.
Hert zamilkł na chwilę, gładząc krawędź kieliszka. W końcu znowu przemówił.
Kobieta z zasadami, to niespotykane w tych czasach. Ale z drugiej strony nie można być wszystkiemu na przeciw. Czasem trzeba iść na kompromis albo wszędzie będzie spotkało się tylko wrogów. Gdybym myślał tak jak ty, nigdy w życiu nie doszedłbym do miejsca, w którym teraz się znajduje.
A czy w pana definicji kompromisu leży wykonywanie zlecenia dedykowanego dla płatnego zabójcy? — zapytała, decydując się na sięgnięcie po swój kieliszek wina, której konsystencji i kolorowi przyjrzała się wpierw nim upiła łyk. Uważnie obserwowała reakcję mężczyzny.
Nie jestem taką osobą. Pomylili się przychodząc z tym do mnie, choć doceniam fakt, że ostrzegli mnie. Pan by poszedł na to?
Zależy ile miałbym na tym zyskać — odpowiedział, pociągając zaraz po tym łyk wina, które okazało się być zwykłym białym winem z nieco wyższej półki.
Pozornie wiele.
Nie rozwijała dalej tematu, dając szansę na podjęcie go rozmówcy. Popijała wino, trzymając nogę na nodze i wyraźnie rozluźniając się. Pomimo tego, że rozmawiała z obcym, czuła pewnego rodzaju ulgę, że wygadała się komuś innemu niż jej duchy, które nie potrafiły jej doradzić tak, aby nie dręczyła jej niepewność. Mentalnie wysłała zapytanie do swoich duchów, czy dzieje się coś szczególnego.
Skoro tak wiele mogłaś zyskać, to nie rozumiem czemu nic nie zrobiłaś — powiedział, przypatrując się kobiecie. — Jako dobrze prosperujący handlarz powinnaś się nauczyć, że bez ryzyka nie ma zysku.
Duchy nie miały nic ciekawego do powiedzenia. Joanna wróciła do zakładu, a do Bayarda przysiadła się jakaś młoda dziewczyna, która teraz zajmowała go rozmową.
Athlauna uśmiechnęła się szerzej, wpatrując w swego rozmówcę.
Umówmy się, panie Arteliusie, że z pewnością nie potrzebuję nauk w dziedzinie handlu. Zaryzykowałam i wybrałam niezależność zamiast iść po najmniejszej linii oporu. Zaryzykowałam ponownie, bo zamiast po udanym posiłku w pańskim lokalu wrócić do siebie, uznałam, że warto skorzystać z zaproszenia i oto jestem wyżalająca się osobie, którą pierwszy raz widzę na oczy. Osobie, która nie wiem czy nie współpracuje z tamtymi, czy nie wykorzysta nowej wiedzy, którą tak chętnie udzieliłam, czy nie jest moim wrogiem. I wiem pan co?
Uśmiechnęła się jeszcze szerzej, by zaraz dodać chwilę przed upiciem kolejnego łyku wina:
Jest mi to obojętne. Zwłaszcza, że dostarczyłam panu dodatkową rozrywkę, bo z pewnością ma pan ze mnie niezły ubaw. Może jutro jak nad tym pomyślę, to zmienię zdanie.
09.01.2019, 20:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz Lothil
#73

Artelius zaśmiał się krótko po wypowiedzi kobiety.
Sądzę, że jednak potrzebujesz. Do handlu potrzeba co najmniej dwóch osób, a z tego co pani mówi, wszystko pani robi sama. I oczywiście, że dostarcza mi pani rozrywki, niewiele jest rzeczy w życiu, które robię bez przyjemności — powiedział, wciąż uśmiechając się pod nosem.
Nie umknęło jej uwadze, że Artelius uchylił się od odpowiedzi, nie odnosząc się do kwestii jego osoby. Odłożyła kieliszek na stół.
To czego potrzebuję, to informacji, a niestety jak teraz nie zakończę sprawy z tą tak zwaną wojną, to następnym razem mogę nie mieć tyle szczęścia.
Informacje nie pojawiają się znikąd. Jak rozumiem masz swoich zaufanych informatorów? —zapytał, przyglądając się jej uważnie. — Czy w tej kwestii też działasz na własną rękę?
I tak, i nie. Moje możliwości zasięgnięcia języka zakończyły się.
Brak informacji w czasie tak zażartego konfliktu może okazać się być zabójczy. - Hert dopił kieliszek do końca. — Mógłbym pomóc w tej sprawie jednak moje usługi nie są tanie. Jak wiele jest pani w stanie poświęcić, żeby zyskać to czego pani chce? — zapytał, nachylając się do niej.
Chcę wiedzieć tylko, gdzie teraz jest ten człowiek i oczekuję rozsądnej ceny. Co ma pan dla mnie do zaproponowania?
Obecnie nic, gdyż nawet nie wiem o kogo chodzi. A cena będzie odpowiednia do wagi informacji.
A jak szybko jest pan w stanie kogoś zlokalizować w mieście? Chodzi mi o człowieka, którego nazywają Goloranem Ilgarem. Stracił swoją kryjówkę, więc musi szukać czegoś nowego albo miał coś w zanadrzu.
To zależy jak bardzo ten ktoś nie chce zostać znaleziony. Od kilku do kilkunastu dni. Zobaczę co da się zrobić. A jeśli chodzi o cenę... — Hert rozsiadł się wygodniej na sofie — ... To myślę że razem ją uzgodnimy. Sądzę, że osoba tak uzdolniona w dziedzinie handlu znajdzie dla mnie coś, co wynagrodzi mi starania.
Athlauna skinęła głową na zgodę.
Jeżeli do tego czasu nic się nie stanie, możemy uznać, że mamy umowę. Sama spróbuję jeszcze dogrzebać się do paru spraw, może poszukiwany sam mnie odwiedzi. Jeśli sprawy rozwiążą się do tego czasu, poinformuję pana o tym. Jak będziemy się ze sobą kontaktować?
Możesz zawsze przyjść tutaj, ktoś z moich pracowników będzie wiedział gdzie mnie znaleźć.
Ponownie przytaknęła na zgodę, uznając, że to dobre rozwiązanie. Po chwili milczenia, gdy rozważała czy powinna wyjść, czy jednak spróbować podtrzymać rozmowę, uznała, że byłoby to z jej strony bardzo nietaktowne, gdyby zdecydowała się na to pierwsze. Wobec tego z dalszym uśmiechem, choć już nie tak szerokim jak przed paroma chwilami, zagadnęła:
Chyba nie powstrzymam się przed zadaniem tego pytania, bo ciekawi mnie to niezmiernie. Zaprosił mnie pan tutaj tylko dlatego, że wybuchły o mnie plotki i potrzebował pan także zaspokoić swoją ciekawość?
Hert ponownie kiwnął w stronę drzwi, a po chwili kelnerka wniosła kolejne dwa kieliszki wina.
Ciekawość? O którą Pani chodzi? Ciekawość związaną z otaczającymi Panią wydarzeniami czy ciekawość poznania nowej, interesującej osoby?
Odpowiada pan jak polityk. Niby udzielił odpowiedzi, ale tak nie do końca. — Odprowadziła wzrokiem kelnerkę. Uznała, że nie będzie o to pytać. — A może opowie pan coś o sobie? Nigdy nie interesowałam się tą częścią działalności w naszym uroczym mieście, więc właściwie usłyszałam o panu dopiero dzisiaj. Lekka ignorancja z mojej strony, muszę to jakoś naprawić. Chętnie wzbogaciłabym swoją wiedzę, jeżeli pan wyrazi taką chęć.
Od polityki się parszywieje, wolę trzymać się od niej z daleka... chociaż można się od nich wiele nauczyć, to prawda — odpowiedział, upijając łyk wina. — Nie jestem zbyt interesującą osobą. Ot, młody chłopak, któremu udało się w życiu. Każdy z odpowiednim uporem mógłby być teraz na moim miejscu. Zacząłem od niczego, a teraz mogę popijać doskonałe wino w towarzystwie pięknej damy. Kim jestem? Szczęściarzem, niczym więcej.
Osobiście wolę jak sukcesowi przypina się takie cechy charakteru jak spryt, pracowitość i zaradność zamiast zganiać to na samo szczęście. — Uznając, że nie ma nic do stracenia, ponownie sięgnęła po kieliszek, aby napić się. Przypatrywała się nieco uważniej gospodarzowi, próbując ocenić ile może mieć lat. Za młodego chłopaka z pewnością by go nie wzięła.
A ja wolę przypisywać sobie takie cechy jak skromność i pokora. Im mniej się o mnie wie i im mniej się mnie zauważa, tym więcej mogę się dowiedzieć. O ludziach na mównicy wie się wszystko ale to Ci którzy przygotowują przemówienie są tymi, którzy mają prawdziwą władzę — powiedział około trzydziestoletni mężczyzna, który obecnie siedział rozparty na sofie, delektując się winem.
Jedne i drugie nie wykluczają się, ale skoro pan definiuje siebie przez skromność i pokorę, zdradzając ciągoty do roli szarej eminencji, nie mam prawa sprzeciwiać się. Sama wolałabym być tą osobą, która przemawia i czaruje ludzi. — Dodała zaraz potem ze śmiechem. — A tej osobie, która przygotowywałaby dla mnie przemówienie, pozwoliłabym żyć w przekonaniu, że ma mnie w garści.
Niestety, dużo lepiej spisuję się gdy mogę działać swobodnie, bez ludzi nieustannie patrzących mi na ręce. Ale skoro chce pani zająć miejsce przy mównicy, bardzo chętnie sprawdziłbym się jako osoba stojąca zaraz za panią — powiedział, lekko się do niej uśmiechając.
I zgodził się żyć w ułudzie, że nigdy nie zostanie zastąpiony przez kogoś równie zdolnego?
Hert zaśmiał się krótko, po czym pociągnął kolejny łyk wina.
Nie ma nikogo lepszego. Sama pani przyznała, że usłyszała pani o mnie pierwszy raz dopiero dzisiaj, a mieszka pani w Lothil nie od dziś.
Wdowa przesłała mu pełne uznania spojrzenie.
I tu pan mnie ma. Ma pan rację, a więc nie pozostaje mi uwierzyć, iż jest pan po prostu najlepszy. Pociąga pana coś jeszcze prócz władzy?
Hert uśmiechnął się na jej słowa. Uznanie od kogoś kto nie rozdaje go zbyt często sprawia podwójną radość.
Dobry alkohol, odrobina spokoju, piękna kobieta obok... czyli wszystko to, co mam teraz. — powiedział, odstawiając w połowie pusty kieliszek na stół.
Odwzajemniła uśmiech, by zaraz napić się trochę więcej niż łyk wina, ale nadal wyjść na damę, a nie pijaczkę.
A jak już alkohol skończy się, kobieta wyjdzie i zamiast spokoju pozostawi chaos, to co wtedy jeszcze panu pozostanie?
Długo pracowałem na to, żeby alkohol nigdy mi się nie kończył — powiedział z uśmiechem. — I czemu miałaby pozostawiać chaos? Zadowolone kobiety raczej tego nie robią.
Athlauna nie odpowiedziała na to, pozostawiając tę tajemną wiedzę tylko dla siebie.
A pani? Co panią pociąga poza władzą?
Jako szamance nie wypadało jej odpowiedzieć, że fascynują ją duchy i zjawisko śmierci doprowadzające do ich dematerializacji z tego świata, dlatego ograniczyła się do prostej odpowiedzi niewzbudzającej strachu czy obrzydzenia:
Sprawy materialne. Pieniądze, biżuteria, a przede wszystkim drogie, rzadkie klejnoty, które w moich rękach mogą stać się jeszcze piękniejsze.
Każdy ma swoje zachcianki — odpowiedział, wypijając do końca kieliszek wina. — Dobrze wiedzieć, że pani wystarczy kilka błyszczących kamyków do szczęścia — dodał z uśmiechem.
Niech mnie pan nie prowokuje do złośliwości, bo naprawdę pozostawię po sobie chaos. — Zaśmiała się.
Jak mówiłem, tylko jeśli wyjdzie stąd pani niezadowolona. — Hert odstawił pusty kieliszek na stół, po czym przysunął się do kobiety odrobinę. — A ja nie zamierzam do tego doprowadzić.
A skąd pan wie, czy nie będę właśnie zadowolona, wprowadzając chociaż na chwilę do pana życia chaos? — Nie zareagowała szczególnie na zbliżenie się do niej. To jeszcze nic nie znaczyło, choć wiedziała do czego to zmierza. Zaczęła zastanawiać się nad tym.
Sądzę, że odrobina chaosu jeszcze nikomu nie zaszkodziła. Wszystko zależy od tego w jaki sposób będzie chciała go pani wprowadzić.
Athlauna nie odpowiedziała, pozwalając, aby jej milczenie rozbudziło wyobraźnię rozmówcy. Nie sprawiała wrażenia osoby, która nie miała już nic do powiedzenia, a wręcz przeciwnie. Jako wprawna manipulantka próbowała ocenić na ile on sam z nią igra, a na ile złapie się w jej sidła. Była jednak pewna, że w celu osiągnięcia tego drugiego, musiałaby przespać się z Arteliusem. Miała nadzieję, że nie oczekiwał tego w tym pokoju.
12.01.2019, 14:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz Lothil
#74

Artelius chwilę odczekał, mając nadzieję, że kobieta jednak coś powie. Kiedy ta wciąż siedziała cicho, odsunął się od niej, wstał od stołu i podszedł do drzwi, którymi weszła. Usłyszała jak mówi coś do ochroniarza, ale ze wszystkich słów zrozumiała tylko "nie przeszkadzać". Po chwili Hert odwrócił się do niej z uśmiechem.
Skoro chce pani wprowadzać chaos, nie mogę pozwolić na to, żeby był wprowadzany w miejscu takim jak to. - Po tych słowach podszedł do jednej ze ścian i po prostu włożył w nią rękę, jakby jej tam nie było. Athlauna usłyszała ciche kliknięcie, a kawałek ściany obok mężczyzny odsunął się, ukazując przejście do dalszej części zakładu. — Jak mówiłem, lubię mieć spokój. Zapraszam — rzekł, wyciągając w jej stronę rękę.
Szamanka nie będąc pewną, czy nie wpędzi się w kolejną pułapkę, uznała, że powinna najpierw zrobić to, co powinna była odkąd postanowiła uciąć sobie pogawędkę z właścicielem. Pobudziła swoje zmysły, sprawdzając czy w tym lokalu nie wyczuwa duchów, zwłaszcza od strony tajemniczego pokoju. Jeżeli nic nie wyczuje, zaryzykuje i poda mężczyźnie dłoń, aby mógł ją poprowadzić w dalszą część lokalu. Starała się zachować ostrożność, w razie czego polegając na swojej zwinności.
Nie wyczuła we wnętrzu zakładu żadnych duchów. Czy to zamordowanych czy powstałych drogą naturalną. Właściciel musiał bardzo dbać o to żeby żadne nieprzyjemne incydenty nie zachodziły w jego przybytku. Kobieta nie potrzebowała skorzystać ze swojej zwinności - przynajmniej na razie - gdyż żadne niebezpieczeństwo nie czekało jej od strony Arteliusa. Ujął delikatnie jej dłoń, pomagając jej wstać, po czym poprowadził ją w stronę kolejnego pokoju, który okazał się być wykwintnie urządzoną sypialnią, z ogromnym łożem, biurkiem, na którym panował nadzwyczajny porządek, i barkiem, w którym nigdy nie brakowało alkoholu.
Przyglądała się dłuższą chwilę pokojowi, nie ruszając się z miejsca. Chłonęła każdy możliwy szczegół, dochodząc do wniosku, że tak jak pomyślała za pierwszym razem, tak to pomieszczenie niewiele miało wspólnego z właścicielem i jego właściwą pracą. Był to raczej reprezentatywny pokój dla takich jak ona, aby stworzyć wrażenie przytulnego i odseparowanego od drugiej działalności, budując przeświadczenie, że zaproszona kobieta jest wyjątkowa. Podeszła powoli do biurka, zastanawiając się ponownie nad osobą Arteliusa. Gdyby miała wskazać, po której jest stronie, założyłaby, że tajemniczej organizacji, która wcześniej złożyła jej propozycję. Wtedy miałoby to większy sens, jeżeli jej członkowie działali na całym świecie i zrzeszało tak zwanych handlowców. Artelius wpisywałby się w ten schemat idealnie. Przebiegając palcami po blacie, przez chwilę przyglądała się bliżej meblowi, by zaraz odwrócić się w stronę Herta, opierając biodra o krawędź. Korciło ją, aby zadać pytanie jak właściwie zamierza ją na koniec potraktować, czy należy do organizacji tych ludzi, czy jest także jej wrogiem mydlącym oczy. Wiedziała, że na żadne z nich nie otrzyma odpowiedzi, w którą by uwierzyła. Zamiast tego westchnęła i z uśmiechem stwierdziła:
Zastanawiam się czy mi rozum nie odjęło.
Kiedy kobieta odwróciła się do Arteliusa zobaczyła, że ten przygląda jej się uważnie. Jakby próbował odczytać co się właśnie dzieje w jej głowie.
Jeśli odjęło, to w naprawdę dobry sposób. Coś do picia? Mam całkiem spory wybór, nie tylko wina.
Nie, dziękuję. Już więcej nie powinnam pić. — Spojrzała się prosto w oczy Herta. — Dlaczego uważa pan, że w dobry sposób?
Hert wzruszył ramionami, samemu podchodząc do barku i nalewając sobie jakiegoś ciemnego, gęstego alkoholu, pachnącego korzennie. Pociągnął delikatny łyk, a na jego twarz wypłynął błogi uśmiech.
Nawet nie tyle co dobry, co najlepszy. Przyjęła pani pomoc najlepszej osoby w mieście, a dodatkowo mamy okazję bliżej się poznać. Czy to nie jest coś dobrego?
Na pewno jest to coś bardzo zaskakującego — odparła gładko. — Bo czy kiedykolwiek przyszło panu do głowy, że przyjdę w potrzebie? Jeżeli pan w ogóle o mnie wcześniej słyszał przed wczorajszym wysypem plotek. — Zaśmiała się krótko.

13.01.2019, 19:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz Lothil
#75

13.01.2019, 21:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz Lothil
#76

STRAŻNIK



łaściciel burdelu przyglądał się w spokoju jak kobieta zbiera się do wyjścia. Dalej sączył powoli alkohol i nie wyglądało na to żeby zamierzał opuszczać swoich prywatnych komnat w najbliższym czasie. - Musimy kiedyś powtórzyć naszą rozmowę. Była niezwykle pouczająca. A o informacje niech się pani nie martwi, znajdę osobę, która się Pani naprzykrza. Tak przy okazji, w torbie znajdzie pani niespodziankę. Mam nadzieję, że przydatną. - powiedział z uśmiechem na ustach, po czym przeciągnął się i udał się w stronę biurka. - Muszę tu teraz posprzątać... - mruknął pod nosem, przyglądając się porozrzucanym wszędzie rzeczom. Porządek, który tu tak niedawno panował został co najmniej zachwiany.
Athlauna w spokoju opuściła pokój, jednak gdy tylko ukryte drzwi zamknęły się za nią z głównej części sali wyszedł do niej elegancko ubrany ochroniarz. - Panno Voegembe - zaczął mówić - Naprawdę mi przykro ale jestem zmuszony odprowadzić panią do wyjścia. Najmocniej przepraszam w imieniu swoim jak i Pana Arteliusa. - powiedział po czym podszedł bez słowa do kobiety, towarzysząc jej w drodze do drzwi. Jeśli ta próbowała stawiać opór mocno złapał ją za rękę i zaciągnął w stronę wyjścia. - Ponownie proszę o wybaczenie. Oni są wyżej postawieni. - rzekł, otwierając drzwi, za którymi znajdowała się główna sala, która obecnie świeciła pustkami. No, prawie.
Wszyscy goście - wraz z Bayardem - zniknęli. Zamiast nich na środku sali stało pięciu zakutych w zdobione zbroje rycerzy. Białe płaszcze wyszywane złotymi nićmi spływały im z ramion, zatrzymując się zaraz nad ziemią. Na napierśniku każdego z nich znajdował się symbol, którego Athlauna bardzo dobrze znała. Pieczęć króla Ranchreona.
- Panno Voegembe, proszę z nami. Miłościwie nam panujący król Leonard Wybitny Rancheron chce się z Panią widzieć - powiedział jeden z nich, a pozostała czwórka skierowała się w jej stronę, otaczając ją z każdej ze stron, nie dając jej żadnego pola do manewru. Wszyscy jednocześnie, równym tempem zaczęli maszerować, jakby w powietrzu rozbrzmiał niewypowiedziany rozkaz. Już po chwili kobieta wraz ze swoją nową świtą była na ulicach, a mieszkańcy stolicy patrzyli z zazdrością i zaciekawieniem jak Athlauna Voegembe, jubilerka, której imię było ostatnio na ustach wszystkich plotkujących w mieście, jest prowadzona pod eskortą samej gwardii królewskiej w stronę karety, oczekującej na nią przed przybytkiem wątpliwej moralności. Jeden z gwardzistów otworzył przed nią drzwi i skłonił lekko głowę w wyrazie szacunku, zaś reszta wsiadła na białe rumaki i otoczyła pojazd. W środku karocy nie było nikogo.



Następny odpis tu
13.01.2019, 23:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna