Dom Waltera Byrona
#11

STRAŻNIK



Obwąchanie pokoju pozwoliło na wysnucie wniosku, że w tym pokoju w ostatnim czasie było wiele osób. Mieszanka zapachów zawierała prócz trupiego odoru ludzki pot, krew oraz urynę. To ostatnie było wyczuwalne od strony denata.
Węzły grubo oplatały nadgarstki oraz kostki u nóg. Sznur użyty do skrępowania rąk był przywiązany kolejnym węzłem do tego, którym sprawca przywiązał gardło ofiary do oparcia. Całość wyglądała na robotę osoby znającej się na tym.
W tym świetle ciężko było ocenić cechy charakterystyczne dla cięcia na szyi. Astradowi udało się jednak ustalić, że szło ono od lewej strony do prawej. Pierwszy odcinek wydawał się płytki i nierówny, aby zaraz rana stała się głębsza, z użyciem brutalnej siły, zakończone dalszym pociągnięciem, które obnażyło przełyk wraz z kośćmi korpusu. Skóra przy cięciu nie wyglądała na taką, jakby użyto broń ząbkowaną. Nie miała charakterystycznych poszarpanych krawędzi.
Przyglądając się twarzy Waltera, mędrzec zauważył coś, co zdawało się nieznacznie odkształcać od wewnątrz szyi, naprężając skórę. Wyglądało to jak guzek.
Sama facjata zamordowanego była spuchnięta i ciemna od siniaków, jednakże Astrad nie zauważył śladów świadczących o tym, że oprawca mógł użyć kastetu. Co do pancernych rękawic było trudniej zawyrokować ze względu na to, że chłopak został za życia tak dotkliwie pobity, że można to było zrobić gołymi pięściami albo z rękawicami, z większą siłą albo mniejszą.
Dłonie ofiary nosiły wszelkie znamiona podjęcia walki przed zgonem – obtarte knykcie do krwi oraz powybijane palce.
28.11.2018, 20:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#12

szystko wskazywało na to, że Walter był torturowany. Uryna, przywiązywanie do krzesła, ślady pobicia. Podcięcie gardła zapewne nastąpiło na samym końcu. Co więcej ofiara broniła się i to dosyć zawzięcie. Na pewno nie raz czy nie dwa udało się jej trafić swojego oponenta, lecz to nie było żadnym zaskoczeniem. Gdyby zabójca chciał to zabiłby młodzieńca bez większych problemów, ale z jakiegoś powodu tego nie zrobił. Największą tajemnicę stanowił guzek znajdujący się w okolicach szyi, lecz Astrad nie był w stanie nic zrobić z tym fantem. Nie zacznie przecież nagle kroić zwłok. Nie miał to tego ani uprawnień ani doświadczenia. Jeżeli burmistrz zgodzi się na sekcję to może dowiedzą się czegoś więcej. Sama rana wyglądała jakby użyto do niej zbyt dużo siły. Cięcie aż do kości? Albo ktoś był bardzo wściekły, albo zrobił to w konkretnym celu.
To narazie tyle jeśli chodziło o ofiarę. Teraz pora przyjrzeć się się drzwiom prowadzącym na zewnątrz jak i samemu tarasowi. Najpierw jednak mędrzec postanowił rozglądnąć się za jakimś możliwym źródłem światła, które ułatwiłoby mu orientację po pomieszczeniu. Cholera! Akurat w tym momencie przydałby mu się Malgard... albo chociaż smocze oczy.
29.11.2018, 19:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#13

STRAŻNIK



Rozglądając się po pomieszczeniu, Astrad nie miał zbyt wielkiego wyboru. Miał do dyspozycji wcześniej zauważony na ziemi lichtarz oraz dwa pojedyncze świeczniki ustawione na szafkach. Wszystkie razem zapalone mogłyby potencjalnie na tyle oświetlić gabinet, że mędrzec miałby szansę zobaczyć więcej niż kontury przedmiotów i szarawo-granatowe odcienie.
Drzwi do pokoju oraz na taras wyglądały na nietknięte.
Gdy Astrad przyglądał się tej drugiej parze, zobaczył łunę światła zza szyby. Lokalizując jego źródło, nietrudno było dostrzec za murkiem posiadłości grupę zbrojnych oraz prawdopodobnie paru cywilów, którzy zmierzali wprost do bramy prowadzącej do domu zmarłego Waltera Byrona. Oświetleni pochodniami Astrad mógł rozpoznać po ich mundurach ludzi burmistrza.
08.12.2018, 19:21
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#14

holera! To tyle, jeśli chodzi o prowadzenie bezproblemowego, nieoficjalnego śledztwa. Oczywiście Weld nie posiadał żadnych informacji o potencjalnych ludziach burmistrza odwiedzających tę posiadłość. Tak czy inaczej należało działać szybko. Strażnicy przy wejściu na pewno wypaplają, że wpuścili kogoś do środka, więc o opuszczeniu tego miejsca bez żadnego śladu nie ma mowy. Nie zebrał dość poszlak i dowodów, żeby cokolwiek wywnioskować. Zostawało mu więć odgrywać obraną przez niego rolę. Jak rzadko się modlił tak teraz zwrócił się do Duronora o wsparcie w tej słusznej sprawie. Oby tylko żaden z nich nie rozpoznał w nim Malgarda, bo wtedy będzie przejebane.
Szybko wziął jeden z pojedyńczych świeczników, nie miał zamiaru ruszać niczego co znajdowało się na ziemii, w końcu mogło się przysłużyć do zbrodni. Szybko wyjął hubkę i krzesiwo i ze szczególną ostrożnością by niczego nie podpalić, jeszcze tego by brakowało, zabrał się za rozpalanie świecy. Liczył, że mu się uda, ponieważ zamierzał za pomocą świecy przyglądnąć się wszelkim połamanym meblom czy poprzewracanym rzeczom. Była szansa, że znajdowało się na nich coś co wskazywałoby na tożsamość mordercy. Był również gotowy na przybycie tej zgrai znajdującej się przed posiadłością. Znowu będzie się musiał wygadywać z kłopotów.
12.12.2018, 19:18
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#15

STRAŻNIK



Niewielka łuna światła rozwidniła wnętrze gabinetu.
Grupa zbrojnych zniknęła z pola widzenia. Astrad mógł kontynuować dalszą inspekcję pomieszczenia z myślą, że najprawdopodobniej za parę chwil przyjdzie mu gęsto tłumaczyć się ze swojej obecności w nieruchomości tragicznie zmarłego.
Widok mebli nie przekazywał więcej informacji niż przedtem – przewrócone biurko, krzesło, dwie szafki po bokach, z której jedna miała przeszklone drzwiczki. W tej chwili szyba była wybita, a na pozostałych pęknięciach w kształcie pajęczyny widniały pojedyncze smugi krwi. Reszta pozostawała w nienaruszonym i nienagannym stanie. Jedynie przedmioty na jednej z komód zdawały się brudne i poukładane bezwładnie, były to mniejsze i większe figury, w tym także kilka opasłych tomów zablokowanych z dwóch stron podpórkami w kształcie czarnych skrzydeł. Zdobione złote litery informowały o geopolitycznej zawartości historycznej prawdy zahaczającej o zagadnienia teologiczne.
Rozrzucone wszędzie luźne papiery były nie do oszacowania pod względem ich możliwej wartości dla sprawy na tę konkretną chwilę. Wyglądały na zapiski, niektóre były puste z przekreślonymi słowami i zdaniami. Jedna z nich, wystająca w połowie spod innych kartek, zdawała się zawierać jakiś rysunek.
Kiedy Astrad dokonywał dalszego rekonesansu pomieszczenia, grupa zbrojnych, którą wcześniej zobaczył przez okno, zdążyła wejść do domu. Ciężki buciory zakłócały ciszę. Nie odzywali się do siebie, kierując od razu na piętro. Zdawało się, że wchodzili ostrożnie, próbując zachowywać jak najciszej. Wkrótce w drzwiach pojawiło się dwóch zbrojnych w barwach burmistrza. W dłoniach trzymali miecze. Stojący na czele, wąsaty reprezentant ich grupy, patrzył nieprzychylnym okiem na intruza, szybko oceniając poziom zagrożenia, jaki mógł stanowić.
Uprzedzano mnie, że kogoś tu znajdziemy. Podobno pracujesz dla straży. Znalazłeś coś?
Jego ton nie wskazywał na przyjemną pogadankę z osobą po fachu, zaś miny pozostałych, których Astradowi udało się dostrzec za jego plecami (czterech mężczyzn) potwierdzały ich "niemiłe" nastawienie.
05.01.2019, 16:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#16

tokolwiek podjął się próby zabicia Byrona nie był zbyt subtelny. Rozpierdol, który panował w gabinecie przypominał jakąś wieś po przejścu huraganu. Porozrzucane papiery, poprzewracane meble... Ta osoba z pewnością nie była w stanie zaskoczyć młodego Waltera. Nie była też w stanie natychmiastowo zyskać nad nim przewagi... zapewne się szamotali, poprzewracali meble, aż w końcu jedno z nich wpadło na szybę rozbijając ją. Jednak dalsze rozmyślania na temat zabójstwa nie miały sensu, bo oto bohaterowie strażnicy wkroczyli na scenę. Oczywiście weszli z wyciągniętą bronią co oznaczało kłopoty. Widać nie podobało im się, że ktoś myszkuje po scenie zbrodni. W końcu byli ludźmi burmistrza, a śmierć jego syna oznacza jedno. Skazę na ich reputacji.
Uwagę od dwóch zbrojnych odwrócił wąsaty urzędas, który mało przyjaznym tonem przywitał, a raczej zaczął przesłuchiwać, Astrada czy też Erica. -Dobry wieczór, o ile można coś takiego powiedzieć na scenie tak paskudnej zbrodni. Nie miałem za wiele czasu, żeby ustalić cokolwiek. Na pewno doszło do dosyć krótkiej, choć brutalnej walki. Wątpię, żeby ktoś chciał to upozorować, zwłaszcza, że na szyba, a raczej tym co z niej zostało są ślady krwi. Nie zdążyłem jeszcze ustalić czy to ofiara czy zabójca uderzył w tamto miejsce. Tak czy inaczej walkę wygrał sprawca. No chyba, że nie był sam i jego wspólnik ogłuszył pana Byrona. Następnie pan Byron został przywiązany do krzesła i obity, a następnie poderżnięto mu gardło. Zgaduję, że nie ustaliłem jeszcze nic nowego, ale jak mówiłem przybyłem na miejsce niedawno i jak narazie ustaliłem tylko podstawy.- Cały czas mówił głosem przypominającym świeżo upieczonego strażnika rozmawiającego z kapitanem. To jest pełnym stresu. Astrad zastanawiał się co zrobią nowo przybyli ludzie burmistrza. Ich miny nie wskazywały na przyjazne nastawienie, dlatego też mędrzec uważnie ich obserwował będąc gotowym na reakcję w każdej chwili. Tarczy z pleców oczywiście nie zdejmował, ponieważ nie zamierzał prowokować walki.
30.04.2019, 17:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#17

STRAŻNIK
Gabinet Waltera Byrona


ąsaty skrzywił się na słowa Astrada. Widać było, że coś w wypowiedzi „Erica” nie spodobało mu się. Spojrzał więc tylko z lekką pogardą oraz niechęcią, po czym odezwał się:
- Nie potrzeba nam tutaj jakiegoś świeżo po szkoleniu strażnika pod nogami. Przejmujemy tą sprawę. Możesz wrócić i powiedzieć swoim przełożonym, że od teraz śledztwem zajmie się specjalnie do tego powołana przez burmistrza komisja, czyli my. – Wąsaty urzędnik wydawał się wypowiadać każde słowo z coraz większą pogardą i dobitnością w głosie. Widać było, że mało go obchodzi jakiś podrzędny strażnik. Podszedł dwa kroki do przodu i stanął tuż przed Astradem, po czym spoglądając mu prosto w oczy swoim wężowym i jadowitym wzrokiem, rzekł cedząc przez zęby – Mam nadzieję, że zrozumieliście. A teraz wyprowadzicie się sami, czy mam kazać cię wyprowadzić?
Kątem oka Astrad zobaczył ruch. Zbrojni przy drzwiach powoli weszli do pomieszczenia, ustawiając się po obu stronach wejścia, tak by móc w łatwy sposób dopaść do domniemanego śledczego, nie musząc przy tym uważać na wpadnięcie na swojego szefa.









01.07.2019, 12:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#18

amo nastawienie wąsacza sprawiało, że Astrad miał ochotę mu przyjebać, ale musiał się niestety powstrzymać. Musiał trzymać się swojej roli i zachowywać jak spłoszony, świeżo upieczony .Weld nie będzie zadowolony...
Spojrzał na swojego rozmówcę lekko przestraszonymi oczyma. -O-oczywiście Panie! Ja tylko wykonywałem rozkazy.-Próba zastraszenia spojrzeniem wywołała w Astradzie wewnętrzny uśmiech. Mężczyzna niższy o parę centymetrów patrzył w górę z pogardą i wściekłością. Ciekawe czy był świadomy, że "Eric" byłby w stanie udusić go jedną ręką. -Zrozumiano! Jak mówiłem przybyłem tu wiedziony rozkazami i chęcią pomocy przy śledztwie... Niczym więcej.-Powiedział pokornie. Tak pokornie jak był w stanie. Jego oczy pobłądziły przez chwilę po strażnikach udając lekki strach. Tak naprawdę chciał ocenić ich ustawienie i wyposażenie. Wyraźnie wiedzieli co robią i nie pierwszy stają w obronie swojego przełożonego. -Jeżeli pan pozwoli, to... opuszczę budynek i pozwolę pracować profesjonalistom. Jeszcze raz. Mam szczerą nadzieję, że złapią panowie tego potwora, który dopuścił się tak straszliwej zbrodni.
Po tych słowach Astrad skłonił się lekko i udał się w kierunku drzwi chcąc opuścić budynek jak najszybciej. Jebane urzędasy pewnie nawet nie zbadają miejsca zbrodni tylko zaśpiewają burmistrzowi to co chce usłyszeć. Że to Rhein jest winna... Teraz będzie musiał pomyśleć nad innym sposobem znalezienia winnego. Skoro miejsce zbrodni odpadało to być może będzie musiał uruchomić swoje kontakty. Westchnął lekko... cholera.
03.07.2019, 15:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#19

STRAŻNIK
Parter. Hol wyjściowy z rezydencji


ychodząc z pomieszczenia, Astrad zobaczył sześciu innych zbrojnych w barwach burmistrza. Przechodząc koło nich nie został zaczepiony przez nikogo. Mężczyźni wyglądali na bardziej zainteresowanych robotą niż jakimś pojedynczym strażnikiem.
Schodząc po schodach na parter, „Eric” nie spotkał nikogo. Zbliżając się do drzwi wyjściowych, usłyszał jednak cichy głos dochodzący z prawej strony:
- Więc jednak nie pozwolą ci zająć się śledztwem. - Chwilę zajęło Astradowi zlokalizowanie właściciela głosu. Stał on w głębiej w półmroku korytarza dla służby i lekko opierał się o ścianę. Ubrany by w prosty, ciemny strój bez szczególnych odznaczeń lub rzeczy przyciągających wzrok. Gdyby mężczyzna się nie odezwał, Mędrzec miał wrażenie że mógłby przegapić postać nawet, gdyby miał przejść tuż obok niej. Twarz ginęła w półmroku korytarza, a światło wiszące pomiędzy skutecznie uniemożliwiało dokładne przyjrzenie się rozmówcy. Jedyne co udało się dostrzec Astradowi, to usta, które były wykrzywione w lekko pobłażliwym, a lekko kpiącym uśmiechu. Mężczyzna westchnął teatralnie po czym kontynuował cicho – W takim razie podejrzewam, że całe to dochodzenie skończy się bardzo szybko, a sprawca ginie łamany na kole nie później niż za tydzień. Szkoda.
 


// Jeśli chcesz, możemy poprowadzić konwersację na konsultacjach (chyba ze wolisz posty, to też mi odpowiada)









03.07.2019, 17:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dom Waltera Byrona
#20

strad rzucił okiem na mężczyznę który znajdował się w głębi korytarza. Choć nie był w stanie określić rysów twarz to jego uśmieszek nie nastrajał pozytywnie. -Nie. Nie pozwolą... A jeżeli mają złapać faktycznego sprawcę to nie mam nic przeciwko łamaniu go na kole. Takie zabójstwo zasługuje na najwyższy wymiar kary. Powąchał lekko powietrza starając się wyczuć nieznajomego. Być może miał na sobie jakąś charakterystyczną woń.
Nieznajomy zaśmiał się tylko po cichu. Jego uśmiech przybrał drapieżniejszy wyraz. -Takie zabójstwo, to jest partaczenie roboty. Zresztą wątpię, by byli w stanie złapać prawdziwego sprawcę nawet, gdyby postawić go tuż przed ich nosami. Nie wiem czy wiesz, ale ten wąsaty to Urlich Preward. Człowiek, którego ścigają listem gończym w Teolii za wielokrotne morderstwo. Reszta zgrai też nie jest lepsza. Ale cóż, kiedy wszyscy wiedzą, czyja to wina, to wysyłasz siepaczy, a nie śledczych. Oczywiście nawet, jeśli prawdziwy powód śmierci jest inny. Ale to nikogo nie obchodzi. -Nieznajomy wzruszył ramionami. Jego ton głosu wydawał się być niemal niefrasobliwy, jak u kogoś, kto opowiada zabawną anegdotkę, a nie mówi o morderstwie.
Zapach jaki poczuł Mędrzec od nieznajomego był dziwny. Było czuć w nim krew, pot, olej do konserwacji stali oraz wiele innych, trudnych do zidentyfikowania zapachów. Był wśród nich jednak i taki, który wydał się Astradowi niezwykle znajomy i co mogło go zdziwić, był dla niego niemal kojący.
Cień uśmiechu pojawił się na twarzy Mędrca. -Zgadzam się. W obydwu przypadkach. Ktokolwiek zabił tego chłopaka chciał, żeby to wyglądało na amatorkę. Bądź po prostu był amatorem... A fakt, że człowiek burmistrza Varengardu jest zbrodniarzem w innych częściach świata ani trochę mnie nie dziwi. To miejsce to dzicz. Gdyby nie fakt, że...
Astrad uświadomił sobie, że zapach który dochodził z jego nozdrzy sprawiał, że czuł się jak... Jakby mógł być sobą. Spojrzał na mężczyznę ze złością. -Kim jesteś?-Zapytał bez zbędnego owijania w bawełnę.
-A więc jednak. Nic się przed tobą nie ukryje Wybrany.-odparł mężczyzna. Tym razem jego głos był znacznie poważniejszy. -Kim jestem nie ma właściwie znaczenia. Jedyne co jest ważne, to co nastąpi... I jak wybierzesz.
Słowa nieznajomego sprawiły, że słaby uśmiech szybko zniknął z ust Mędrca. Astrad odruchowo sięgnął ręką do buzdygana, który znajdował się przy jego pasie. Żałował, że nie miał przy sobie swojego topora... -Wybrany...-Powiedział cicho... Po czym westchnął. -Wolałbym wiedzieć z kim mam do czynienia, ale niech będzie. Jak dużo o mnie wiesz? I co to za wybór, który mnie czeka? Czy może masz zamiar mówić zagadkami przez całą naszą rozmowę?
Nieznajomy uśmiechnął się dziwnie, lecz jego wyrazie było coś, co Astrad rozpoznał jako współczucie i być może nawet sympatię. -Nie tutaj. Za duże prawdopodobieństwo, że ktoś inny usłyszy to co przeznaczone jest tylko dla twoich uszu. Spotkajmy się w domu twojego brata o północy. -To powiedziawszy, mężczyzna wycofał się zwinnie w cień i nim Astrad zdążył zareagować, nieznajomy zniknął w jednej z odnóg korytarza.
Ten uśmiech Astradowi nie bardzo się podobał. Współczucie było czymś czego rzadko doświadczał. Na słowa nieznajomego skinął nieznacznie głową, ale nie powiedział nic więcej. Jakkolwiek szalone było słuchanie słów nieznajomego... to on znał jego sekret. Musiał się upewnić, że sekret nadal sekretem będzie. Za wszelką cenę...
Lecz najpierw Astrad postanowił udać się do Relcha... Jeżeli miał iść na spotkanie z nieznanym to wolał mieć przy sobie znany sobie ekwipunek. Swój pancerz i topór.
05.07.2019, 19:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna