Ruta D'Armitz
#1

Ruta D'Armitz
♦ ♦ 24

WYGLĄD POSTACI
Wysmukła sylwetka była jakby zaprzeczeniem całego charakteru dziewczyny. Przypominała księżniczkę z wyobrażeń każdej niemal małej dziewczynki. Długie do pośladków włosy jasne prawie jak kukurydziane znamiona, jasna cera – tak pożądana u arystokratki, co to ma całymi dniami siedzieć pośród aksamitnych poduszeczek i śpiewać radosne piosenki o stokrotkach, ptaszkach, słoneczku! Daleko było jej do wyglądu plebejuszki o ogorzałej słońcem twarzy oraz wypłowiałym, burym warkoczu. Względnie wysoka jak na kobietę – przy stu siedemdziesięciu dwóch centymetrach wzrostu jej waga wahała się między pięćdziesięcioma dziewięcioma a sześćdziesięcioma kilogramami a składały się na nią w dużej mierze mięśnie. Zawsze była zręczna i dość silna, jednakże dzięki smoczym mutacjom jest stała silniejsza niż przeciętny młody mężczyzna. Wiele czasu w wieku dziecięcym spędziła w niemal kompletnych ciemnościach jaskiń – wzrok i słuch miała w związku z tym wyostrzone, i ciężko było stwierdzić, czy mutacje miały aktualnie z tym wiele wspólnego. Zwyczajnie pośród ciszy kamiennego korytarza nauczyła się słyszeć to, co na tę ciszę się składało: spływające po ścianach krople wody, osuwające się gdzieś daleko drobne kamyczki, kroki smoczycy gdy ta wracała czy zawirowania szaleńca wiatru w wejściu. Oczy – na podobnej zasadzie – rozwijając się w ciemnościach wyrobiły w sobie większą na światło wrażliwość, w czym zapewne sporo pomogły źrenice, co przyjęły pionową, podłużną oś, dzieląc na połówki tęczówki o barwach ciekłego miodu w którym zatopione zostały ręką stwórcy płatki złota. Te głęboko osadzone oczy, duże i w ciemnej oprawie, najbardziej były chyba niepokojącym ale i wyrazistym elementem wyglądu Ruty. Widać w nich było od razu – i nie była to sprawka smoczych źrenic – że jest w niej dzikość zwierzęcia, że, zupełnie niczym smok, nie pozwoli sobą pomiatać ani nie popuści dyshonoru w niepamięć bez godnej zapłaty w krwi bądź chrzęście kości. Zakrzywiony ku górze nos dodawał jej twarzy odrobinę miękkości – łamał perfekcję, urzeczywistniał ją. Wyraziste usta, gdy przyjrzeć im się dokładnie, miały odrobinę sinawy odcień. Zupełnie jakby Ruta kiedyś bardzo zmarzła i nigdy już się z powrotem nie rozgrzała.
Malowana bielą i złocistościami powinna zdawać się słaba, delikatna – nawet jej ruchy miały w sobie szlachecką grację niespełnionej tancerki. Tej gracji towarzyszyło jednakże coś, co kazało się od Ruty odsunąć.
Jakby była drapieżnikiem a ty – potencjalną ofiarą.


(Ten post był ostatnio modyfikowany: 07.11.2018, 01:10 przez Ruta D'Armitz.)

07.11.2018, 00:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ruta D'Armitz
#2

11.11.2018, 02:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ruta D'Armitz
#3

11.11.2018, 04:31
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna