Dzielnica Brudnych Płaszczy
#1

Cytat:Jedna z dzielnic położona w południowo-wschodniej części miasta, w której mieszkają mało zamożni obywatele. Ogólnie przyjęta nazwa Brudnych Płaszczy wywodzi się od odgórnie przyjętego przeświadczenia, że majętność mieszkańców tej części Varengardu rozpoczyna się od posiadania niewielkiego domu bądź mieszkania, a kończy na zakupie ubrań na tak długi okres czasu, aż zszarzeją, wypłowieją lub zniszczą się. Większość z nich trudni się zwykłymi zawodami niekojarzącymi się z najemnictwem; czasami można spotkać jednego ze strażników miejskich bądź trudniącego się pokrewną pracą. Dzielnica Brudnych Płaszczy wiąże się z pokojówkami, pomocą domową, czeladnikami, drobnymi handlarzami. Należy do jednej z bezpieczniejszych części miasta, do której często zachodzi patrol straży miejskiej.  
16.12.2018, 16:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#2

Z każdym krokiem Malgard napotykał na swojej drodze coraz mniej osób. I dobrze, nie miał ochoty na rozmowy, a tym bardziej na wytykanie go palcami i wysłuchiwanie za plecami słów "to ten strażnik od walniętej Rhein!". Jakby naprawdę wszyscy doszczętnie zapomnieli o latach dobroci, którą ich obdarzali. Jak łatwo było stracić w oczach ludzi kiedy było im to na rękę. Pogrążony we własnych myślach niespiesznie dodarł do miejsca przeznaczenia. Dom nie wyglądał imponująco i szczerze powiedziawszy, Lumen wcale nie spodziewał się czegoś więcej. Również głosy toczące rozmowę w środku go nie przestraszyły - nie raz już musiał przeprowadzać przesłuchania w towarzystwie postronnych osób, nie była to więc dla niego żadna nowość.
I kiedy miał już zapukać, drzwi same się otworzyły jak za dotknięciem magicznej różdżki, a zaraz za nimi stał podejrzany. Malgard wysłuchał jego słów w milczeniu, wciąż trzymając uniesioną dłoń, którą miał zakołatać w odrzwia. Bez słowa minął strażnika, po czym przywitał się uprzejmie z kimkolwiek kogo zastanie w środku. Po uprzejmościach zwrócił się bezpośrednio do zainteresowanego. - Masz rację, nie po to przyszedłem. Chcę wiedzieć dosłownie wszystko co stało się tamtego dnia. O której zamordowany wstał, co robił, gdzie był i gdzie byłeś ty. I czy ktoś mu się ostatnio naprzykrzał. Poza Rhein. - dodał po chwili wiedząc jaka będzie pierwsza odpowiedź mężczyzny.
26.12.2018, 23:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#3

STRAŻNIK



Malgardowi przyszło przywitać się nie tylko z gospodarzem, ale także z gospodynią, którą okazała się wysoka i bardzo szczupła ciemna blondynka ze związanymi na karku włosami, ubraną w zniszczoną sukienkę roboczą. Wymieniła się spojrzeniami z mężem, zaproponowała strażnikami do wypicia herbatę, po czym usunęła się z pola widzenia, pozostawiając dwójkę mężczyzn w kuchni.
Lars Madej spoczął ciężko na stołku przed małym, kwadratowym stołem z obdrapanym, jasnym blatem. Chwilę spoglądał na swoją wielką, spracowaną dłoń, by zaraz przenieść wzrok na Malgarda.
Powiem ci to samo, co reszcie, która mnie przepytywała – tamtej nocy spałem. Wstyd mi, bo biedny chłopak stracił przez to życie, ale tak było. Nie usłyszałem nic. Podejrzewam, że gdyby nawet próbowano, to i tak nie otworzyłbym oczu. Jak z rana zrobił się raban w związku z odkryciem zwłok, musiano mną szarpać. Nigdy nie zdarzyło mi się spać jak kamień. Kiedyś, gdy dopiero rozpoczynałem tę fuchę, owszem, zdarzało mi się przysypiać, ale tej nocy było inaczej. Po prostu padłem — powiedział najpierw usprawiedliwiając swój zawodowy grzech, by zaraz przejść do części właściwej, czyli pytań Malgarda. — Nie wiem, o której panicz wstawał, ale zawsze wychodził z rana do pracy. Miał swój określony rytm dnia. Ja jedynie pilnowałem domu z zewnątrz, robiąc obchód w porach od późnego popołudnia do rana. Za dnia były gospodyni wraz z pokojówką, więc młody Byron nie uznawał za zasadne, by wynajmować kogoś jeszcze, kto mógłby pilnować posiadłości za dnia. Podchodził do tego dość lekką ręką. Chyba nie uważał, że posiada cokolwiek, co byłoby warte kradzieży. Nie wiem kto jeszcze prócz strażniczki, która go pobiła, mógłby chcieć zamordować panicza. Nigdy nie widziałem niczego podejrzanego, bo za dnia zazwyczaj odsypiałem nocki. Jako strażnik nie miałem zbyt wiele do roboty. Najgorsze z czym przyszło mi się mierzyć aż do wczorajszej nocy, to zakochane dziewczęta, które czasami wpadały na głupie pomysły jak skradanie się przed zupełnym ściemnieniem. Myślały, że są tak cwane, że go usidlą, a on nawet nie był zainteresowany.
09.01.2019, 22:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#4

Lumen z uprzejmym uśmiechem poprosił o herbatę, po czym ostrożnie usiadł przed Larsem, marząc o tym żeby wątpliwej jakości stołek wytrzymał jego ciężar. Ze spokojem wsłuchał się w słowa niezwykle skrupulatnego strażnika, układając sobie wszystko w głowie. Co prawda nie mógł uwierzyć w rzesze wielbicielek gówniarza ale z drugiej strony wysoka pozycja tatusia robiła swoje. Ktokolwiek by się związał z tą rodziną byłby ustawiony do końca życia. Na szczęście tej możliwości już nie było, więc i dziewczęta będą mogły zacząć szukać kogoś porządnego, a nie jakiegoś rozpuszczonego dzieciaka.
- To dziwne, że musieli aż tobą szarpać - przyznał Malgard, który co prawda miał dość lekki sen ale znał osoby, których wyważenie drzwi nie potrafiło obudzić. Zabawne jak znajduje się seryjnych morderców leżących w łóżku i przytulających poduszki. - Nie jadłeś wtedy nic dziwnego? To wygląda zbyt nienaturalnie żebyś tak padł, zwłaszcza, że zabicie kogoś nie jest sprawą cichą. - trucizna, środki psychosomatyczne, psychodeliki, narkotyki... to mogło być cokolwiek i strażnik na pewno nie będzie wiedział czy czegoś nie spożył ale dobrze było zapytać o ogólniki. Kto wie, może akurat tak się zdarzyło, że ktoś nafaszerował biednego głupca jakimś syfem. Tylko w takim razie czemu nie zrobić tego samego z synalkiem? Ktoś zadał sobie zbyt wiele trudu żeby upozorować morderstwo tak żeby wyglądało na sprawkę Rhein.
18.01.2019, 18:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#5

strad postanowił podążać za Muhadem zastanawiając się nad ich rozmową w domu. Skąd ten człowiek tyle wiedział? Jak znał najmniejsze szczegóły, jak miejsce gdzie schowany jest zapasowy klucz. Jaki był prawdziwy cel jego podróży. I... -Czy mi się zdawało, czy ty traktujesz mnie w jakiś specjalny sposób? Bez wahania wykonałeś moje polecenie odnośnie Rhein. Jaki jest twój prawdziwy cel? Dlaczego tutaj przybyłeś?
-  Cóż. Można o tobie wiele powiedzieć wiele, Astradzie, synu smoka, lecz na pewno nie, że jesteś normalny. - zaśmiał się Muhad, po czym dodał poważniej-  Traktuje cię tak, jak przystało traktować Wybrańca i jak człowiek, który wie, że pewnego dnia, przejmiesz to co wiedziałem, że muszę zbudować. Co do mojego celu... jest nim pojednanie się z rodziną. Wiem, ze Thorn pozwoli mi pojawić się tam, gdzie i oni, jeśli wykonam to co musi się stać. A czemu przybyłem? Ponieważ jesteś tu ty. Uwierz mi, nie chciałem. Wiem że jest za wcześnie. Ale nie było innego wyjścia.
-Jeśli jest coś czego miałbym pragnąć to jest nim właśnie normalność. Ale pożegnałem się z tym pragnieniem jakiś czas temu.-Ale mimo to Cień uśmiechnął się lekko. Rzadko miał okazję porozmawiać z kimkolwiek bez skrywania swojej magii i znamienia. -A więc uważasz, że to Thorn cię wysłał. Czego więc on ode mnie chce? Mojej służby? Wierności? Oddania? Gdyby mnie znał to wiedziałby, że nie pragnę żadnej z tych rzeczy. Zmrużył oczy słysząc wyjaśnienia jego nowego "towarzysza." -Za wcześnie na co?-Cały czas mówił ściszonym głosem. W końcu tematy, które poruszali były... dosyć kontrowersyjne.
- Nie wiem, czego wymaga od ciebie Thorn. Nie mnie znać jego wyroki. Na pewno nie jest to służba. A dla niego wierność i oddanie nie są wymagane. Zrobisz to, co będzie musiało być zrobione. Tylko tyle i aż tyle. - odparł spokojnie mężczyzna. Stanął na chwilę na rogu jednej z ulic i rozejrzał się uważnie, po czym wybrał kolejną, mniejszą odnogę między budynkami i zaczął prowadzić nią Astrada. Po chwili kontynuował smutnym głosem: - Za wcześnie jest na wszystko. Ty nie jesteś jeszcze gotowy. Nie chcesz być. Zostałeś wybrany, lecz nie jesteś jeszcze Wybrańcem. Normalnie czekałbym i dopiero, gdy byłbyś gotów, ujawniłbym siebie i resztę. Lecz nie mogłem czekać.
Astrad wysłuchał tych słów zawiedziony. -Szkoda... gdybyś wiedział to poznałbym to czego NIE robić. Wierzysz w przeznaczenie Muhadzie? W to, że los każdego człowieka jest w rękach bogów i nieważne co robimy... skończymy tak jak oni planują?- Spoglądnął na uliczkę w którą prowadził go... w zasadzie kto. Inny naznaczony? Sługus? Czy po prostu złamany człowiek. -Za wcześnie i za wcześnie. Być może nigdy nie nadejdzie czas gdy będę... jak to mówisz gotów. Ale jeśli tak bardzo chcesz to trzymaj sekrety dla siebie. Nadal nie jestem pewny na ile mogę ci ufać.
-Widzisz? Słyszysz, lecz nie słuchasz. -Muhad westchnął, po czym zatrzymał się i spojrzał w oczy Astradowi - Nie powinienem, lecz może to być jedyny sposób. Posłuchaj. Kiedy będziesz gotów, nie będziesz zastanawiał się, co robić, a co nie.  Kiedy staniesz sie już Wybrańcem, to stanie się to, co musi się stać. Nie dlatego, że taka jest wola bogów. Nie dlatego, że istnieje jakieś przeznaczenie. Stanie się tak dlatego, że ty jesteś sobą. A przynajmniej wtedy będziesz. Musisz.
Cień przerwał nagle, gryząc się w język. Widać było, że chciał coś powiedzieć, lecz wydawał się bać. Po chwili milczenia powiedział: -Są rzeczy, których nie mogę ci powiedzieć. Nie dlatego, że nie chcę. Nie dlatego że je przed tobą ukrywam i nie dlatego, że istnieje jakieś przeznaczenie. Nie mogę ci o nich powiedzieć, bo jeśli to zrobię, to nie zrozumiesz. Bo będziesz wiedział, ale nie będziesz rozumiał. W momencie prawdy pomylisz niebo z gwiazdami odbitymi nocą na powierzchni jeziora.
Po tych słowach mężczyzna odwrócił się i znów zaczął prowadzić Mędrca ciemnymi uliczkami. Widać było, że stara się unikać większych i lepiej oświetlonych ulic, lecz Astrad nie zauważył by było to z jakiś szczególnych powodów. Wyglądało to tak, jakby robił to z przyzwyczajenia.
-To kim jestem "ja" stale się zmienia. Ewoluuje. Ale rozumiem twoją odpowiedź. Niech i tak będzie. -Powiedział i nadal podążał za tajemniczym człowiekiem. --Ukrywanie wiedzy przed innymi nie jest dla mnie niczym nowym. Gdyby ludzie tutaj dowiedzieli się o naturze mojej magii nie obchodziłoby ich, że używałem jej w ich obronie. Po prostu by mnie spalili na stosie. Przyzwyczaiłem się do tego co prawda, ale nadal jest to męczące. Dlaczego tak bardzo unikasz światła? Ono nie pali.- Zaśmiał się lekko mędrzec.
Mężczyzna uśmiechnął się tylko pod nosem i szedł dalej. Wreszcie po dwóch kolejnych przecznicach, zatrzymał się na końcu jednego zaułku i odezwał się: -Jesteśmy.- powiedział, po czym wskazał  na budynek po drugiej stronie ulicy. - To tu ostatnio wchodził twój brat.








16.07.2019, 13:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#6

STRAŻNIK
Pół godziny po północy
Północna część dzielnicy


om nie wyglądał okazale. Był co prawda dwupiętrowy, lecz większość domów w miastach taka była. Zrobiony ze zszarzałego, wapiennego tynku i drewna, nie wyróżniał się praktycznie niczym spośród okolicznych domów. Na parterze widać było jedynie pojedyncze drzwi oraz okno zamknięte na drewniane okiennice. Na piętrze natomiast dało się zauważyć coś w rodzaju małego tarasu, będącego najpewniej próbą zapewnienia domostwu pozorów jakichkolwiek luksusów.
- Dom należy do niejakiego Larsa Madej. Podobno mieszkają tu wraz z żoną. Z tego co mi wiadomo, wprowadzili się tutaj jakieś pół roku temu, gdy Lars zdobył posadę strażnika Waltera Byrona. Wcześniej nikt ich stąd nie znał. Podobno żona Larsa rzadko wychodziła z domu prócz zwyczajowego pójścia na targ. Nikt nie widział, by ktoś kiedykolwiek do nich przychodził. – powiedział Muhad, kładąc nacisk na ostatnie słowa.









16.07.2019, 21:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#7

udynek jak budynek. Nie wyróżniał się niczym, zaś przyglądanie mu się z zewnątrz nie miało zapewne większego sensu. Astrad wątpił, czy zdołałby odnaleźć jakiekolwiek ślady patrząc na szary tynk i stare drewno. Zastanawiało go na ile skuteczni byli ci Ilheniści. Czy drzwi domu będą zamknięte? Jest jeden sposób, żeby się o tym przekonać.
-Czy tylko mnie wydaje się być podejrzany fakt, że mężczyzna, który dopiero co przybył do Varengardu dostał posadę jako ochroniarz syna najważniejszej osoby w mieście. Cóż... niby najważniejszej. Zamknięci w sobie... Myślisz, że ktoś ich tutaj wysłał, czy to po prostu bardzo niefortunny zbieg okoliczności?-Zapytał Astrad.-Oczywiście, że nikt niczego nie widział. Nie spodziewałem się więcej po ludziach. Gdyby Lars sprowadzał jakiś nielegalny towar i przy tym zarabiał to zaraz znalazłoby się paru przykładnych obywateli. Jestem zdany na siebie w tym przypadku. Nic nowego zresztą.
Nie czekając na odpowiedź od Muhada Cień podszedł do drzwi chcąc je otworzyć. Bez zbędnego kombinowania i czajenia się.








16.07.2019, 22:26
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#8

STRAŻNIK
PÓŁ GODZINY PO PÓŁNOCY
PÓŁNOCNA CZĘŚĆ DZIELNICY


drzwi, jak przyszło się dowiedzieć Astradowi, nie były zamknięte. Wydawały się być nawet dobrze naoliwione, jako że nie wydały praktycznie żadnego dźwięku podczas ich otwierania.
Wchodząc do środka, pierwsze co dało się zauważyć, to prosty, krótki korytarz, który przechodził w dużą izbę z prostym stołem na środku i kuchnią oraz paleniskiem po lewej. Po prawej widać było także proste, drewniane schody prowadzące na piętro. Pod schodami widać było schowanych parę skrzyń oraz beczek, z których Mędrzec wyczuł głownie zapach żywności, oleju do lamp oraz paru innych zapachów, które kojarzą się zwykle z typowo domowymi rzeczami.
Mimo panującej ciemności, Astrad zauważył trzy proste kubki ustawione na stole i talerz pełny czegoś, co pachniało mąką, cukrem i masłem. Dalsza część pomieszczenia ginęła jednak za rogiem, lecz bardzo łatwo było wyczuć, że nikt się za nią nie czai. Po chwili, gdy nos mężczyzny przyzwyczaił się do zapachu z parteru, do Mędrca dotarła jeszcze jedna woń. W całym domu czuć było lekką wilgoć oraz coś nieokreślonego, co pachniało jednocześnie przyjemnie i denerwująco niebezpiecznie. Zapach był niezwykle delikatny  i tylko niezwykle wyczulony węch sprawił, że Astrad go wyczuł.
Po chwili za mężczyzną pojawił się Muhad, który bezszelestnie zamknął drzwi prowadzące na zewnątrz i nic nie mówiąc stanął pod ścianą, jakby czekając na pytania i starając się nie przeszkadzać. Jak szybko zauważył Mędrzec, woń Muhada wydawała się być przeciwieństwem tej dziwnie drażniącej woni, a moment w którym oba zapachy mieszały się, powstawała niezwykle gryząca woń, która znikała po chwili.  

// Możesz pisać na konsu albo post









21.07.2019, 20:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Dzielnica Brudnych Płaszczy
#9

strad przede wszystkim spróbowałby rzucić zaklęcie, którego chciał się nauczyć od jakiegoś czasu. W przypadku niepowodzenia spróbowałby zrobić to jeszcze raz. Jeżeli i tym razem mu się nie uda to rozglądnąłby się za jakimś potencjalnym źródłem światła.
Próba rzucenia zaklęcia, którego Astrad nie do końca wiedział jak rzucić, była dziwna. Najpierw wszystkie cienie zniknely, a na ich miejsce pojawiła się nieprzenikniona ciemność. Po chwili nastąpiło dziwne  rozmazanie i miejsca gdzuw było jasno zamieniły się z miejscami gdzie było ciemno. Po chwili jednak wszystko wróciło do normy. Zaklęcie jednak wydawało się wymagać dalszych ćwiczeń i dopracowania. W tym czasie Muhad zdążył rozejrzeć się po pomieszczeniu i podać Astradowi mały kaganek, który znajdował się na półce po prawej oraz krzesiwo.
Astrad westchnął lekko... nigdy nie był dobry w rzucaniu zaklęć, czy też wymyślaniu nowych sposobów na używanie cienia. Wiedział, że jest to jeden z najpotężniejszych typów magii, a jednak zawsze preferował bezpośrednią walkę. Z toporem w dłoni... być może powinien to zmienić? Kto wie...
Skinął głową gdy Muhad przyniósł mu kaganek. Postawił urządzenie na stole i spróbował zapalić je krzesiwem. Po zapaleniu zaczął rozglądać się po kuchni licząc na to, że znajdzie jakiekolwiek ślady, które wskazałyby mu drogę do Malgarda.
Rozpalenie światła rozgonilo cienie w pomieszczeniu, odsłaniając dobrze schody prowadzące na górę oraz drzwi po prawej, będące prawdopodobnie wejściem do jakiejś izby. Do dotychczasowych zapachow dołączyła nowa won palonego kaganka.
Skoro śladów nie było widać Astrad postanowił zbadać izbę po prawej. Lepiej wiedzieć co znajduje się na parterze przed udaniem się na piętro. Zerknął ukradkiem na Muhada. -Jeżeli zobaczysz cokolwiek interesującego to daj mi znać.-Powiedział cicho.
Muhad skinął tylko głową i zajął się badaniem pomieszczenia. Idąc koło niego, Astrad zauważył, że w domu jest niezwykle pusto. Brak było typowego zagracenia kątów oraz rozłożenia drobiazgów, które charakteryzowały długo zamieszkiwane domostwo.
Także nos Mędrca dostarczył mu nowych informacji. Idąc korytarzem, delikatny zapach wilgoci nasilał się, lecz po wejściu do salonu połączonego z kuchnią, jego zapach zniknął lub utonął w dość silnym zapachu ciasteczek leżących na stole oraz trzech kubków, które wydawały się wypełnione jakąś zimną cieczą, po zapachu będącą zapewne naparem herbacianym.
Pomieszczenie na końcu okazało się być niewielkie , a także całkowicie puste i pozbawione deskowanej podłogi. Zamiast tego, w jej miejscu widać było kupę ziemi, która musiała zostać ledwo ubita.  Prócz tego w pomieszczeniu stało samotne, drewniane wiadro.
Mędrzec powoli zaczynał rozumieć całą sytuację i już miał pomysł gdzie dało się po prostu zniknąć bez wychodzenia przez główne drzwi. Zanim jednak sprawdzi swoją teorię musiał przebadać resztę pomieszczeń. Zmarszczył brwibwidząc kupkę ziemii. Obwąchał pomieszczenie dokładnie zanim podjął jakiekolwiek inne działania. Pokój pachniał słabymi nutami wilgoci, starych ubrań, desek dębowych oraz kamienia. Ponad je wszystkie wyczuć dało się mocny zapach ziemi.
Astrad postanowił wrócić na korytarz i przyjrzeć się dokładnie beczkom stojącym pod schodami. A dokładniej podłodze znajdującej się pod nimi.
Wracając do przestrzeni pod schodami, oczom Astrada ukazał się stos beczek i skrzyć ułożonych ciasno w małej przestrzeni koło stopni. Między schodami a beczkami utworzone było małe przejście, pozwalające dostać się do pakunków z tyłu.
Z samego przodu stały w rzędzie trzy duże, szerokie i zamknięte beczki, z nimi widać było rząd worków z mąką i jakimiś innymi sypkimi substancjami oraz kosze wypełnione różniej maści długo niepsujących się produktów spożywczych. Na samym końcu zobaczyć dało się  jakieś narzędzia i skrzynki, z których unosił się zapach przywodzący na myśl oleje do lamp oraz tanie farby do utrzymywania drewna.
W malutkim koncie czuć było silny zapach jedzenia mieszający się ze lekkim odorem dawno wylanego wina, oleju oraz wilgoci.
Po pobieżnym badaniu podłogi, nie dało się zobaczyć niczego niezwykłego - ot normalne, prawdopodobnie dębowe deski takie same jak te, z których wykonano schody. Brak było tam zawiasów czy szczelin przywodzących na myśl klapy. Jednak dokładnie nie dało się tego stwierdzić bez przestawienia wszystkich znajdujących się w koncie pakunków.
-Cholera...-Powiedział cicho Astrad. Skąd też dochodził ten zapach wilgoci... być może powinien zaufać swojemu nosowi? Zamknął więc oczy i podjął próbę wyczucia dokładnego kierunku z którego dochodziła ta konkretna woń.
Woń była ciężka do wyłowienia wśród mieszaniny. Jedyne co udało się ustalić Astradowi, to to, że jej źródło musiało być bliżej początku pomieszczenia, jako że tam zapach był odrobine silniejszy. Niestety mędrzec nie mógł być tego całkowicie pewien, jako że zapach narzędzi i oleju mógł być na tyle silny, by zamaskować wilgoć.
Mędrzec skierował się więc w stronę tej dziwnej woni... Jak na razie to był jego jedyny trop. Ludzie nie znikają ot tak po prostu! Chyba, że zamieszana w to była jakaś wyjątkowo silna magia! Co również było możliwe! -Znalazłeś coś Muhadzie?-Zapytał cicho Astrad.
Muhad zszedł po schodach z piętra i dołączył do Astrada. Pokręcił przez chwilę głową po czym powiedział:- Góra jest pusta. Wszystko wygląda tam tak, jakby było regularnie używane. Ale nic więcej.- Dokładne badanie woni zaprowadziło Astrada w pobliże beczek i znajdujących się koło nich worków.
Czyli jednak... Ludzie znikający z domów nie są zbyt często spotykaną rzeczą, dlatego musieli mieć jakieś przejście do... kanałów? Jakiejś sieci tuneli? Cokolwiek to było Astrad musiał się dowiedzieć. Spojrzał na swojego tymczasowego kompana, po czym zaczął przesuwać beczki i worki tak, żeby uzyskać dostęp do podłogi, która znajdowała się pod nimi. -Powiedz mi coś więcej o sobie. Mówisz, że pochodzisz z Azaratu? Kim tam byłeś? Szlachcicem? Handlarzem niewolników?
- Tak, urodziłem się co prawda w Sohan, lecz większość swojego życia spędziłem właśnie w Azaracie. Hmm, szlachcic nie jest słowem, którym można by określić członka rodziny Batutta, ale jeśli szukasz porównania, to jest to moja rodzina jest czymś pośrednim między szlachtą a bogatą rodziną kupiecką. A przynajmniej tak mówią.
Próba przesunięcia beczek zakończyła się mieszanym rezultatem. O ile pierwsze dwie beczki, mimo ciężaru, udało się przesunąć. O tyle trzecie, stojąca najbliżej ściany, zdawała się być nieporuszalna, jak gdyby w środku znajdowało się coś niezwykle ciężkiego.
-Rozumiem... bogaty obywatel można by rzec. Z przywilejami większymi niż reszta szarego pospólstwa? Tak z ciekawości... ilu trzymałeś niewolników? -Zapytał Astrad z przekąsem. Niewolnictwo. Coś czego nie był w stanie pojąć. Świadome pozbawienie człowieka wolności i traktowanie go jak przedmiot! Kto nawet rozważyłby coś takiego? -W sumie to czym handlowałeś? Mapami? Mówiłeś, że starałeś się wytyczyć nowy szlak.-Powiedział obojętnie.
Zaklął gdy jego próba podniesienia beczki spełzła na niczym. Co oni tam do cholery trzymają? Nie zostało mu nic innego jak sprawdzenie. Chwycił za topór i spróbował otworzyć beczkę za pomocą trzonka swojej broni.
- Sam nie miałem żadnych. Nie musiałem. Moja rodzina posiadała ich jednak wystarczająco. Natomiast jeśli chodzi o handel... Moja rodzina nie miała specjalizacji. Handlowała wszystkim czym się dało. Ja byłem odpowiedzialny przez długi czas za obrót tekstyliami oraz drogimi perfumami. Potem zająłem się także księgami i biżuterią.  - odparł z zamyśleniem Muhad.
Denko odskoczyła z łatwością szybko ukazując zawartość beczki i  wyjaśniając czemu Mędrzec, nawet ze swoją siłą, nie był w stanie jej podnieść. Beczka zawierała w sobie bowiem drabinę. A właściwie jej część, jako że reszta szczebli niknęła w ciemności pionowego tunelu zdającego się być przedłużeniem beczki.
Jak łatwo zauważył Astrad, dolna część beczki zdawała nie tylko mocno przybita do desek podłogi, ale także dodatkowo do dziwnych, długich gwoździ wbitych w skałę tuż poniżej podłogi. Łatwo było zrozumieć, że podniesienie beczki wymagałoby nie tylko dużej siły, lecz także wyrwania z nią fragmentu podłoża.
Mędrzec pokiwał lekko głową. -Rozumiem. Ciekawa rzecz ci niewolnicy. Nigdy nie rozumiałem jak ktoś może traktować innego człowieka jak rzecz. Handlować nią, używać i wyrzucać gdy się zepsuje. Azarat to faktycznie postępowe miejsce. -Powiedział z przekąsem.
-Aha!-Zawołał Astrad. Tak jak przypuszczał... tajne przejście pod miasto. Jedyny sposób by ludzie mogli dosłownie zapaść się pod ziemię. -Muhadzie! Pozwól no tu!-Zawołał swojego tymczasowego kompana. Tym razem postanowił podjąć próbę rzucenia zaklęcia aż do skutku! Był pewny, że mu się uda... musiało się udać! Chciał dzięki niemu zaglądnąć wgłąb zejścia i ocenić czy na dole coś się znajduje.
Muhad podszedł do beczki i ze zdziwieniem uniósł brew. -Hmm, ciekawe. Nie podejrzewałbym zwykłego strażnika o taki poziom konspiracji.
Astrad, próbując wywołać czar, poczuł nagły napływ krwi w okolicy oczu. Nagle kolory wokół niego zwariowały, lecz po chwili zniknęły, zastąpione przez dziwną mieszankę odcieni szarości. Patrzenie w ten sposób wywołało ból w okolicach skroni, lecz po chwili wszystko znowu zaczęło nabierać kolorów. Po paru uderzeniach serca Mędrzec znów widział normalnie.
W ciągu tych chwil mężczyzna zauważył jednak, że zejście cięgnie się parę metrów w dół, po czym przechodzi w dziwny tunel, który zakręca i znika, ciągnąc się na południe.
Mędrzec zaklął cicho gdy zaklęcie ponownie się nie powiodło. Potarł oczy próbując ponownie złapać w nich ostrość. -Cholera... Nie sądzę, żeby to był zwykły strażnik. Skoro przybył tutaj niedawno to równie dobrze mógł działać pod przykrywką. Cholera... co jest na południe stąd? Pamiętasz może? -Zapytał Astrad samemu próbując sobie przypomnieć układ miasta.
- Na południe jest wszystko. Magazyny. Pozostałe dzielnice. Centrum miasta. Ratusz. Ale tunel może równie dobrze zakręcać lub prowadzić do kanałów burzowych pod miastem.  -Muhad wzruszył ramionami, po czym zaczął grzebać w skrzyniach obok. Po chwili wyjął stamtąd latarnię napełnioną paliwem. Spojrzał pytająco na Astrada. -Schodzimy?
Mędrzec skrzywił się nieznacznie. Nie podobało mu się wchodzenie w nieznane. W dodatku jego zaklęcie... coś mu umykało. Astrad spojrzał na Muhada i skinął głową. -Oczywiście. Ty przodem.- Muhad skinął głową, po czym zaczął schodzić w dół po drabinie. Po chwili, gdy zapewne stanął na dnie, odpalił latarnię. Astrad zobaczył, że mężczyzna stoi na dole i rozgląda sie czujnie, omiatając światłem dalsze części tunelu. Po chwili gestem pokazał Astradowi, by ten także schodził, po czym ruszył dalej, znikając z oczu Mędrcowi. Astrad zaczął schodzić niedługo po tym jak jego "towarzysz" zniknął  w tunelu. Gdzie też może prowadzić to przejście? Czemu służyło? I co najważniejsze... co znajduje się na końcu?
Zapach wilgoci nasilił się znacznie, gdy tylko Mędrzec zszedł z drabiny. Rozglądając się, oczom Astrada ukazał się prosty, półokrągły korytarz wydrążony w ziemi.  Co ciekawe ziemia i skała zdawała się być w dziwny sposób obła i niemal głatka, jak gdyby do jej wykopania nie użyto normalnych kilofów. Tunel był wysoki na tyle, by dało się w nim stać oraz wystarczająco szeroki, by dwie osoby były w stanie się w nim wyminąć, choć wymagało to od nich trochę gimnastyki. Muhad stał w głębi tunelu i przyglądał się jednej ze ścian.
Po tym jak upewnił się, że w tunelu nie czyha żadne zagrożenie Astrad ponownie skupił się na nieudanym zaklęciu. Nigdy nie był dobry jeżeli chodzi o korzystanie z magii. Zawsze chciał dużo w krótkim czasie. Zresztą nie miał zbyt wielu okazji na korzystanie z magii cienia ponieważ nie patrzyło się na nią przychylnym wzrokiem... Mimo to musiał próbować. Tym razem naprawdę skupił się na rzuceniu zaklęcia. Był otoczony przez mrok tunelu, zaś on został wybrany, żeby mrokiem władać. Odetchnął głęboko. Chciał, żeby ciemność nie miała przed nim tajemnic.
Niezależnie od skutku podszedł do Muhada z lepszym lub gorszym humorem. Spojrzał na ścianę której przyglądał się mężczyzna próbując dostrzec co też jest w niej tak ciekawe.
Tym razem było inaczej. Zaklęcie, zamiast zwariować, powoli odwróciło kolory w pomieszczaniu, po czym po chwili ustabilizowało się, zmieniając kontrast i na powrót odkręcając kolory do normalności. Po krótkiej chwili wszystko wróciło do normy z jedną różnicą - cienie lekko zmiękły,jakby zastąpione przez dziwne, zaciemnienie, które w niewytłumaczalny sposób były jednak jasne. Patrzenie w ten sposób było dziwne, lecz dało się do niego przyzwyczaić.
Ściana tunelu była dziwna. Jak łatwo było zauważyć, wydawała się być niemal gładka i prawie wypolerowana. Jedno było dla mędrca pewne - tunel nie mógł zostać wykonany przy użycia kilofa, chyba że ktoś poświęciłby mnóstwo czasu na ścieranie nierówności i polerowanie ścian przejścia.
-Jak myślisz Muhadzie. Ile te tunele mogą mieć lat? I kto do cholery je stworzył?-Powiedział Mędrzec przecierając idealnie gładką ścianę dłonią. Odpowiedzi były dwie. Albo budowano je przez lata, albo ktoś wytworzył je za pomocą magii.  Astrad rozglądnął się i zmrużył lekko oczy gdy jego spojrzenie padło na latarnię. -Jak dobrze widzisz w ciemności? W ogóle... co potrafisz? Warto znać mocne strony swojego... towarzysza.
- Nie znam się na tunelach. Ale wątpię, by istniał tu od dłuższego czasu. Przynajmniej ten tutaj. Te dalej, to inna sprawa.  - odparł Muhad wzruszając ramionami. Słysząc kolejne pytania Astrada zmarszczył brwi, po czym odrzekł po chwili, patrząc Mędrcowi w oczy -  Nie jestem magiem, jeśli o to pytasz. Mam pewne... umiejętności, które zdobyłem jeszcze w poprzednim życiu. No i oczywiście błogosławieństwo Aury Thorna. Ona pozwala mi łatwiej wypełniać Jego wolę. Trudniej jest mnie zauważyć, jeśli stoję w cieniu lub poruszam się w ciemnościach. Mój zapach także jest mocno... przytłumiony. No i widzę lepiej w ciemnościach. Nie całkowicie, ale znacznie lepiej niż w poprzednim życiu. To jest część z... zalet posiadania aury. Nie potrafię tego kontrolować świadomie, jeśli się zastanawiasz.
Mędrzec rozglądnął się i westchnął. Kto miał na tyle mocy, żeby stworzyć tak idealny tunel od tak... za pstryknięciem palca. Słuchając wyjaśnień Muhada Astrad skinął głową. -Zgaś więc tę latarnię. Jeżeli obaj jesteśmy w stanie widzieć w ciemnościach... z lepszym lub gorszym skutkiem to nie ma sensu ostrzegać ewentualnych przeciwników o naszej obecności.  -Powiedział przyciszonym głosem po czym ruszył dalej co jakiś czas wąchając powietrze w poszukiwaniu jakiś nietypowych zapachów.
Muhad skiną tylko głową, po czym zgasił trzymaną latarnię. Tunel utonął w ciemnościach, które wydały się być niemal nieprzebrane. Po chwili jednak dało się zauważyć lekką poświatę, rzucaną zapewne przez księżyc, która wpadała do tunelu przez wejście ukryte w beczce.
Po aktywowaniu zaklęcia, oczy Astrada przystosowały się bardzo szybko do panujących warunków. Wydawało się, że tym razem Mędrca nie czeka żadna niespodzianka dotyczącego nowej zdolności.
Tunel, jak przyszło się dowiedzieć Astradowi, kończył się niecałe piętnaście metrów dalej, za lekkim załomem. Obły i niemal gładki, urywał się nagle, otwierając się na coś, co zapewne musiało być kanałami burzowymi ciągnącymi się pod miastem. Kompleks naturalnych jaskiń, który musiał tu istnieć jeszcze przed wybudowaniem miasta, najpewniej został poszerzony i wzmocniony.


-12PM za próby nauczenia się i utrzymanie zaklęcia
Gracz opuścił wątek








28.08.2019, 15:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna