Biblioteka pana Widelczyka
#1

Cytat:
en niewielki budynek nie odstaje zbytnio od rzędu kamiennic w których siedzi. Jest niewiele od nich szerszy, jednak osoby które przeoczą wiszącą obok wejścia glinianą tablicę z napisem "BIBLIOTEKA" są skazani na to by kręcić się po okolicy i pytać miejscowych o dokładną lokalizację gmachu. Dostawszy się do środka zaś, można ujrzeć kilka półek z książkami, stoliki przeznaczone do czytania owych książek i... rosłego strażnika wynajętego przez właściciela budynku, Aarona Forkstadta. Siedzi on zwykle w kącie, uważnie obserwując każdego gościa bibloteki i sprawiając groźne wrażenie. Jego jedna ręka prawie ze zawsze spoczywa na rękojeści brudnego, acz piekielnie ostrego topora. Wbrew pozorom to nie on jednak stanowi tu największe zagrożenie dla delikwentów chcących łamać najważniejszą zasadę tego miejsca. Pan Widelczyk, jak ochrzczony został Aaron, jest niezwykle opryskliwy i nieprzyjemny w obyciu. A co gorsza – jest ekscentrykiem. Nakazuje wszystkim mówić co najwyżej szeptem, uciszając ich w innym wypadku. Prócz tego, nie wypuści ze swojego przybytku nikogo, kto śmie nie odłożyć czytanej przez siebie książki dokładnie w to miejsce, skąd ją wziął. Jak gdyby tego było mało, Forkstadt jest Akolitą, i to niebylejakim. Włada bowiem magią kinetyczną i wcale się z tym nie kryje, sprzątając pomieszczenie bez ruszania się od swojego biurka. Miano jakim został obdarzony przez mieszkańców miasta wywodzi się z tego, że rozsierdzony zwykł miotać sztućcami w swoich klientów, jednak dbając pieczołowicie o to by tylko ich to przestraszyło, a nigdy zraniło.
30.04.2019, 20:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Biblioteka pana Widelczyka
#2

udynek biblioteki, tak jak pamiętał Aegir, był schowany wśród rzędu kamienic. Na początku nie był pewien, czy wszedł w dobrą uliczkę, jako że ostatni raz był w sąsiedztwie lata temu, lecz szyld szybko rozwiał jego wątpliwości.
Wchodząc do środka, mężczyzna zdjął kapelusz i zaczepił go sobie o pas, po czym rozejrzał się po pomieszczeniu. Biblioteka, jak zawsze, robiła na nim spore wrażenie. Rzędy regałów i stołów ciągnęły się po pomieszczeniu tworząc labirynt.
Kapitan „Bryzy” ruszył w głąb pomieszczenia. Mijając siedzącego strażnika, uśmiechnął się do niego przyjaźnie, po czym podszedł do biurka, za którym siedział właściciel biblioteki i, uśmiechnąwszy się przyjaźnie także do niego, odezwał się czymś pomiędzy szeptem, a przyciszonym głosem:
-  Witam, czy mógłbym Panu zająć chwilę? Poszukuje informacji na temat Revii. Chciałem zapytać, czy kojarzy i czy mógłby mi Pan wskazać pozycje, w których mógłbym znaleźć rzeczone informacje.
Widelczyk podniósł głowę znad przepisywanej księgi i łypnął na mężczyznę podejrzliwym wzrokiem, mrużąc oczy. Przez chwilę wydawać by się mogło że wybuchnie gniewem wskutek przerwanej pracy, w końcu krążyły o nim i plotki o jego zamiłowaniu do własnej pracy. Zamiast tego jednak, powstał i zaprowadził Farmatyra do jednej z wypełnionej książkami półek i wskazał dłonią na jeden rząd książek, później na następny i jeszcze kolejny.
Tu znajdują się wszelkie dzienniki odkrywców i żeglarzy. Wątpię byś znalazł cokolwiek o tej przeklętej wyspie. – Odezwał się. – Możesz poszukać jeszcze tu, wśród kartografów, albo wśród encyklopedii.
Farmatyr podziękował bibliotekarzowi i, z grzeczności, przeprosił za przerwanie pracy. Patrząc na ilość ksiąg zrozumiał, że przyjdzie mu tu posiedzieć trochę czasu. Wiedząc, że nie obędzie się bez żmudnego przechodzenia przez księgi, podszedł do najbliższego z wolnych krzeseł i przewiesił przez oparcie swój płaszcz wraz z pasem z bronią oraz kapelusz. Wątpił, by ktoś połasił się na jego rzeczy, gdy on jest w pobliżu, a nawet gdyby, miał nadzieję, że siedzący pod ścianą strażnik będzie wystarczającym straszakiem na potencjalnych złodziejaszków. Wątpił co prawda, by wartownika obchodziło cokolwiek poza książkami, lecz sama jego obecność mogła być wystarczająca.
Zabierając  się do pracy, Aegir zaczął przeglądać i kartkować księgi w poszukiwaniu wzmianek o Revii. Systematycznie, tom po tomie, miał zamiar przejrzeć tak wiele jak tylko się da, nim będzie musiał udać się na spotkanie do banku braci Raymont na spotkanie.
Gdy natrafił na dzieła Markusa Polonusa, przekartkował także i je, choć wiedział, że większość informacji z jego ksiąg to stek bzdur. Z tego co kojarzył, „odkrywca” pływał głównie między Lothil i Sohan, a swoje opowieści o wyprawach do innych miejsc napisał na podstawie opowieści innych żeglarzy, którzy te miejsca odwiedzili. Niemniej jednak, i u tego człowieka mogło znaleźć się coś ciekawego – chociażby jakaś wzmianka odsyłająca do zapoznania się z dziełami innego odkrywcy.
Wysokich nadziei nie miał także po księgach Ahaba Elcano, lecz i je przejrzał z czystej skrupulatności. Z tego co pamiętał, sohański kapitan był całkiem skrupulatny i sumienny w sowich opisach, a jego informacjom nie można było zarzucić nieprawdziwości, jednak mężczyzna pływał jedynie po Południowym Morzu Klifowym, prowadząc szczegółowe badania nad linią brzegową między Dravnul oraz Sohan.  
Sumiennie i starannie starł się spisywać w notatniku wszelkie wzmianki o Revii wraz z ich miejscem pojawienia się. Gdy ukończył przeglądanie jednej książki, wstawał i podchodząc do regału zabierał kolejną, odkładając na miejsce poprzednią. W ten żmudny sposób miał zamiar spędzić czas aż do momentu, w którym musiał wyjść na spotkanie.
01.05.2019, 13:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Biblioteka pana Widelczyka
#3

STRAŻNIK


oszukiwania informacji o wyspie dłużyły się niemiłosiernie. Było tak przede wszystkim dla tego, że wśród wszelkich żeglarzy których dzieła czytał Aegir, właściwie nikt do tych wybrzerzy nie przybijał. Z reguły mógł odłożyć książkę na miejsce, przewertowawszy kilka stron. Rzadziej natrafiał na treść która mogła go zainteresować, choć i ta szybko rozwiewała jego nadzieje. Pierwszą osobą u której mógł znaleźć cokolwiek o wyspie był Markus Polonus, który, jak Farmatyr dobrze wiedział, nie słynął z wiernych rzeczywistości opisów. Revię określał jako ogromny, zalesiony kontynent pełen niespotykanych nigdy drzew o drewnie w czerwonych i czarnych barwach. Co ciekawe, wspominał też tamtejszą ludność, jako ludzi głupich, nieświadomych bogactw które posiadają i oddających je za bezcen. Ląd miałby być w istocie wielką kopalnią złota, czekającą tylko na to aż ktoś ją zajmie. Sugerował też że właśnie tam biło serce pirackiego problemu, jako że właśnie tam mogły powstawać pirackie miasta korzystające z zasobów naturalnych by zasilać swoje floty.

Zupełne przeciwne opinie znalazł w dzienniku... pirata. Ktoś, podpisany jako Hakoręki, prócz wspominania kilku grabieży i służby pod bezimiennym kapitanem, podzielił się opisem wyspy jako niezdatnej do zamieszkania. Pisał o braku drzew dających owoce, wyjątkowo niskim zarybieniu okolicy i zwierzynie która zawsze poruszała się w stadach, a zaatakowana – odpowiadała agresją. Wyglądać miałyby niczym tygrysy, jedynie o wiele większe. Jakiekolwiek dalsze wzmianki o niezbadanych ziemiach znajdowały się jedynie wśród kilku informacji encyklopedycznych, gdzie więcej niż raz ujrzał nazwę "Wildewood". Była to niewielka osada na wyspie, nie słynąca właściwie z niczego. Zupełnie tak, jakby jej obecność w księgach miałaby być efektem wykonywanego obowiązku, albo po prostu nie istniała nawet większa plotka o istnieniu tego miejsca.
04.05.2019, 12:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Biblioteka pana Widelczyka
#4

egir westchnął odkładając ostatnią z ksiąg na miejsce. Spodziewał się, że nie znajdzie zbyt wielu informacji o Revii, lecz nie spodziewał się, że będzie aż tak źle. Jedyne co pozostawało, to przejrzeć mapy, lecz i tam nie spodziewał się znaleźć zbyt wiele.
Bardzo martwiły go szczególnie informacje znalezione w książce niejakiego Hakorękiego. Brak możliwości samowystarczalności chociaż w kwestii jedzenia stanowić mógł barierę nie do przeskoczenia. Farmatyrowi przyszło nawet do głowy, że należałoby zastanowić się nad znalezieniem odpowiednich technik łowieckich, by poradzić sobie z problemem dużych, agresywnych stad zwierząt, lecz na to przyjdzie pora, jeśli uda mu się znaleźć podobne informacje w innych zbiorach.
Wiedząc, że czas spotkania zbliża się bardzo szybko, kapitan „Bryzy” zebrał notatki i schował je do kieszeni płaszcza wraz z notatnikiem. Sprawdzając jeszcze raz, czy na pewno odłożył wszystko na swoje miejsce, zabrał resztę swoich rzeczy i kiwając na pożegnanie strażnikowi, wyszedł z Biblioteki.
Nie chcąc się spóźnić, ruszył szybkim krokiem do banku braci Raymont.

Gracz opuścił wątek
04.05.2019, 13:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna