Siedziba Oprawców
#1

Cytat:
rólewscy oprawcy swoją siedzibę mają w lewym skrzydle pałacu. Ta dodatkowa kondygnacja na pierwszy rzut oka nie odznacza się niczym nadzywczajnym. Jedynym szczegółym wartym zanotowania jest fakt że tylko w tej części budowli okna są zakratowane, tak jakby architekt chciał dołożyć wszelkich starań by nikt stamtąd nie był w stanie uciec. Zarówno wejścia z zewnątrz, od strony głównego placu, jak i tego w korytarzach strzegą zawsze dwaj rośli wartownicy, do środka wpuszczając tylko nieliczną garstkę upowaznionych do tego osób. Choćby i petent miał interes do samego dowódcy tej grupy, musi to załatwiać przez burmistrza lub kapitana straży.

Główną częścią tego miejsca jest przestronny hol, służący jednocześnie także za dormitorium, pomieszczenie wspólne. Jest tu rozstawione kilka stołów, obok nich są fotele. W barku znajdującym się przy ścianie nigdy nie brak jest alkoholu, jednakże nie zdarza się by ktoś z zatrudnionych tu ludzi nadużywał tego przywileju. Zwykle odpoczywa tu kilku żołniersko usposobionych mężczyzn, członków organizacji mającej za zadanie trzymać porządek w królestwie. Jeśli potencjalnego włamywacza nie zniechęcili więc zatrudnieni przez burmistrza strażnicy, niewątpliwie zrobią to sami rezydenci. Nie są bowiem zbyt przyjaźnie nastawieni do obcych, wyszkoleni w duchu mówiącym że każdy może być wrogiem.

Pod pokojem wspólnym znajduje się loch. Jest niewielką częścią zamkowego podziemia oddzieloną od reszty ścianą. Tutaj odbywają się przesłuchania, niekiedy bardzo czasochłonne i bolesne. Oprawcy nie przebierają w środkach jeśli chodzi o dbanie o prawdomówność złapanych podejrzanych. Cele przeznaczone na spędzanie nocy przez więźniów a te z narzędziami tortur są rodzielone mniej-więcej połowicznie. Powyżej dormitorium zaś są biura i sypialnie. W jednym pomieszczeniu znajdują się zwykle dwa albo trzy łóżka. Przerobione z przestrzennych pałacowych sypialni, mają w sobie niemało miejsca na spełnianie fanaberii zamieszkujących tam żołnierzy, czy chodzi o wstawienie drobnej szafki, czy stojaka na muzyczny instrument. Ta część pałacu wyposażona jest także we własną kuchnie, przestrzenne łazienki na każdym piętrze.

Wyżej postawieni oprawcy mają własne, prywatne sypialnie połączone z biurami w których dopełniają pisma. Na strychu znajduje się archiwum załatwioynych spraw, gdzie pracuje bibliotekarz – jedyna mieszkajaca tu osoba nieobyta w sprawach wojskowych. Stary ekscentryczny dziad znany ze swej miłości do niezbyt moralnych rycin. Pomimo tego że siedziba ta jest częścią pałacu, a jej mieszkańcy niewątpliwie należą do tutejszego dworu, bardzo rzadko można ujrzeć ich na bankietach czy w ogóle na jakichkolwiek spotkaniach szlachty. Arystokracja oczywiście przyjmuje to ze swoistą radością, żywiąc delikatną niechęć wobec wojowników którzy być może pewnego dnia dostaną rozkaz zlikwidowania właśnie ich.
27.05.2019, 18:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#2

ch, cóż to była za noc! Zupełnie cicha, niezmącona żadnym idiotą próbującym podglądać ją w kąpieli, żadnym atakiem smoka na miasto, czy nawet drobną rebelią. Zupełnie mdła. Poraz kolejny Rose przyłapała siebie na tęsknocie za pracą. Starała sobie wmawiać że nie jest to kwestia zewu krwi, możliwości walki czy tego dreszczyka emocji który odczuwała za każdym razem gdy przywdziewała swą stal. Przekonywała samą siebie o tym że była to zwykła, niewinna nuda. Wyczerpująca umysł nuda, przeplatana jeszcze mniej przyjemnym oczekiwaniem na listy. Od paru tygodni żyła tym. Żyła cierpliwością, a ta powoli się kończyła. Pragnęła działać, działać w mieście, w polu, gdziekolwiek. Teraz bowiem jej rutynę stanowił fetor potu na opanowanych do perfekcji treningach, zapach świątynnych kadzidełek podczas conocnych modlitw do Bogini, szczęk tępego żelaza i obijanych o siebie kielichów. Nie służyło to jej zdrowiu.

Z tej bezczynności nawet zdarzyło jej się przpałętać na dwór Strausa. Poraz kolejny przypomniała sobie wtedy za co nienawidzi swoich, niebezpośrednich co prawda, ale wciąż pracodawców. Ich nic nieznaczące wzniosłe toasty najlepszym winem, nikomu niepotrzebna etykieta i plotki. Mogli sobie fundować pałac w którym przyszło jej sypiać, wcale jej to nie było potrzebne. Mogła równie dobrze spać w ruderze i tam spełniać swe powołanie. Scilla wybaczyłaby im nawet to niepohamowanie, pychę, zupełny brak smaku i dystykncji, gdyby nie opowieści które wiecznie odchudzające się grubiutke dwórki powtarzały jak wrony czekające tylko na jej upadek by wyżreć z niej wszystkie wnętrzności. Ach, ale ale przecież na jej tylko widok rozjaśniały się i traktowały ją jak przyjaciółkę, mimo że nie rozmawiały ze sobą... właściwie nigdy. Mary doskonale wiedziała czego pragną. Pachnideł i pudrów które sprawiły że zyskała sobie wśród niektórych przydomek wampirzycy. Najlepszych wyrobów jej ojca, tych rarytasów które zostawiał tylko dla niej i przysyłał wraz z listami. Potrafiły zniżyć się do kłamstwa i zdrady własnych ideałów tylko po to by spróbować zdobyć cudze piękno.

Dlatego też wolała towarzystwo swoich. Może i bywali ordynarni, prości i okrutni, ale przynajmniej pozostawali szczerzy dla siebie oraz innych. Powróciwszy z wizyty w bardziej reprezentatywnej części zamku runęła na jeden z foteli, chwytając przedtem z barku butelkę z winem i kieliszek. Wiedziała że nie minie długo aż ktoś się dosiądzie – miała tylko nadzieję że będzie to ktoś z kim mogłaby chcieć rozmawiać.
27.05.2019, 19:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#3

Huk. Łomot. Cichy jęk. Wyszeptane przekleństwo. Znowu huk, krótszy łomot, dłuższy jęk, głośniejsze przekleństwo. Trudno schodzić po schodach po kilkugodzinnym treningu, co dopiero po całodniowym treningu. No, na szczęście dzisiaj Boromir nie trenował, więc udawało mu się to o wiele lepiej niż zwykle gdy się spieszył. A do czego się spieszył? Do najpiękniejszego miejsca w całej siedzibie oprawców, do jego ostoi, do raju, do wrót niebios, do jego osobistej Walhalli. Do barku z alkoholem. Co tam parę śmiesznych siniaków i obolała głowa, skoro za kilka chwil zatopi ból w słodkim winku czy też miodzie. Jak on kochał fakt że mieszkali aktualnie w CHOLERNYM PAŁACU! Zero obżerania się jagódkami, szczania wiecznie pod wiatr czy innych niewygód życia w górach. Ba, nawet jego pierwsze miejsce zamieszkania nie umywało się do tego miejsca. No i tu nikt nie zaciągał go do łóżka. Bez jego zgody.
Wpadł do pokoju wspólnego z równie głośnym hukiem, co przy jego schodzeniu po schodach. Rozejrzał się po pomieszczeniu dzikim wzrokiem, ale wtedy szybko oprzytomniał, bo zobaczył JĄ. Podszedł do niej powolnymi kroczkami, czuł jak jego wargi drżą z trwogi obecnej sytuacji. Miał nadzieje że śni. Nie chciał jej tu spotkać w takich okolicznościach. Czuł, że to musi się dla niego źle skończyć. Wiedział to całym swoim jestestwem. Po kręgosłupie przeszedł mu nieprzyjemny dreszcz. Zatrzymał się pół kroku przed nią. Wpoił w nią swoje złote oczy, wciągnął głęboko powietrze nosem. Chciałby ją teraz pogładzić po policzku, pocałować, złapać mocno dłonią... Ale ta wstrętna Rosemary trzyma ją w swoich szponach! Jego ulubione wino, tak perfidnie przed nim skradzione! Musiał działać, musiał myśleć. Zaczął ugniatać dłońmi róg płaszcza, spróbował uspokoić oddech, zanim powiedział to, co musiał powiedzieć.
-Błagam, błagam powiedz mi że to nie jest ostatnia butelka mojego ukochanego winka i że w barku stoi go więcej. Błagam Rose, powiedz tak, zanim spalę cię tu i teraz a potem pożre twoje zwłoki za kradzież mojej miłości sprzed moich rąk a następnie wychlanie jej do ostatniej kropli. Jak mogłaś. Jak mogłaś mnie tak zdradzić. Moje serce płacze, rozumiesz? Jest rozdarte na dwie równe części i płacze, kiedy muszę patrzeć na tak zdradziecki obraz. Wyobraź sobie, że miałabyś ukochanego, chociaż domyślam się jak trudne musi to dla ciebie być do wyobrażenia sobie, i nagle wchodzisz do jego domu, a tam ja. Siedzę nad jego martwymi zwłokami i go jem. Tak się teraz czuję Rose. Dokładnie tak się czuję. Cały dzień medytowałem i czytałem, i pocieszałem się tylko myślą, że wypije swoje ukochane winko. Ale nie. Musiałaś tu przyleźć pierwsza, musiałaś je wziąć. Jak ty możesz patrzeć na swoje odbicie, ty potworze. Jak. Nie rozumiem jak możesz tak żyć.
Spojrzał na nią z pogardą, po czym padł przed nią na klęczki i złapał ją za łydki, wpychając głowę na jej kolana.
-BŁAGAM ODSTĄP MI CHOCIAŻ LAMPKĘ, JEDNĄ LAMPKĘ, BŁAGAM CIĘ KOBIETO OKAŻ LITOŚĆ DLA PRZYJACIELA, JEDNĄ LAMPECZKĘ, NIE RÓB MI TEGO, ROOOOOSEEEEEEE
Jego żałosne jęki rozniosły się po pokoju wspólnym, a fałszywa łezka spłynęła po policzku, prosto na nogi biednej szamanki. Cóż, nie pierwszy nie ostatni raz musi zmagać się z bezgranicznym debilizmem jej towarzysza.
27.05.2019, 19:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#4

oromir nie wydawał się być najbystrzejszą osobą. Niestety, jednocześnie był zdecydowanie zabawniejszy niż przechwalający się na każdym kroku swą zajebistością wilk alfa, którego mogła spotkać. Miał do zaoferowania coś więcej prócz swoich lędźwi, a wypadało co najmniej uszanować. Nawet jeśli jego zmysł alkoholika odbierał mu resztki rozumu i godności człowieka. Scilla nie zdążyła nawet otworzyć szklanej butelki z czerwonym trunkiem, a on – jak na komendę – zjawił się na schodach w dość gwałtowny sposób i jak oczarowany począł iść w jej kierunku. Delikatny uśmiech przeszedł przez twarz czarnowłosej, widząc jak Mistyk kajał się przed nią, popędzany alkoodruchem. Pokręciła głową.

A to kiedykolwiek była tu więcej niż jedna? – Spytała ze zdziwieniem w głosie. – Miałam właśnie wysłać ją memu ojcu w podziękowaniu za ostatnią przesyłkę. A skoro tak bardzo palisz się żeby je wypić to chyba lekcja pokory ci nie zaszkodzi, prawda?
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2019, 20:12 przez Rosemary.)

27.05.2019, 20:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#5

Zbił się w sobie i napiął każdy możliwy mięsień w swoim ciele, szykując się na cios, kopniak lub uderzenie biczem, jednak te nigdy nie nastąpiły. Zamiast tego Rosemary odezwała się do niego z bijącą wręcz w jego godność szyderą! O nie, nie będzie się tak bawił. Nie da się upokorzyć! On siebie z honoru i godności może obnażać kiedy chce i ile chce, ale nie pozwoli na to nikomu innemu! Wstał na równe nogi, ostentacyjnie odwrócił głowę o 90 stopni i głośno prychnął, po czym skierował swe kroki ku barkowi z trunkami.
-W takim wypadku sobie ją wysyłaj. Ba, z pozdrowieniami ode mnie! NIECH SIĘ UDŁAWI. Ja tam mogę wypić jakiś podrzędny miód czy inne winko. Nie potrzebuje swojego ulubionego. Ale ty po czymś takim nie powinnaś móc spać spokojnie! To tak jakbyś na wiejskim festynie podcięła dziecko i okradła z jakiegoś przysmaku na który to biedne bobolątko mogło sobie pozwolić tylko podczas takiej uroczystości! Niczym demon, DEMON powiadam ci, bo istoty o sercach ludzkich nie byłyby w stanie uciec się do czegoś takiego!
Wyjął pierwszą lepszą butlę wina i usiadł na przeciw Rose, odkorkowując je sprawnie i pijąc z gwinta pierwszy łyk. Odprężył się i odetchnął głęboko, rozwalając się w fotelu. Spojrzał na przyjaciółkę z pracy już normalnie, bez żartu czy ironii.
-Jak tam dzisiejszy dzionek ci mija? Zaliczyłaś jakiś bankiecik, jakiś trening? Siedzę od rana w pokoju i medytuję jak głupi, oszaleć można. Żadnych zadań, żadnych zleceń. A nie będę się wymykał do jakichś karczm z pałacu, no bo po co. Trunki gorsze, do tego muszę za nie płacić, może i towarzystwo jakieś jest, ale najczęściej nie umieją połowy słów które znam ty czy ja, a i tak pewnie skończyłoby się na bójce i niepotrzebnym tłumaczeniu się strażnikom, czemu ktoś z Oprawców w cywilu obija tutejszym mordy po karczmach, zamiast siedzieć na dupie w swojej siedzibie. Jak tak można wytrzymać w takim spokoju. Stagnacja nie jest zdrowa dla duszy i ciała, szczególnie takich dusz jakie posiadam ty czy ja. Nie jesteśmy stworzeni do bycia zamkniętymi w pozłacanych klatkach kanarkami. Niech nam dadzą kogoś do pokrojenia czy spalenia, bo to już nawet nie jest zabawne.
Pociągnął kolejny głębszy łyk, po czym spojrzał na swoją dzisiejszą kompankę do picia, czekając na to co ciekawego może mieć mu do powiedzenia.
27.05.2019, 20:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#6

przeciwieństwie do Boromira, ona piła spokojnie, powoli. Po to przecież wzięła kieliszek. Zanim w ogóle zdążyła otworzyć swoją butelkę, ten upił już sporego łyka, zupełnie jakby nie potrafił delektować się smakiem tego szlachetnego trunku. Aż dziwnym było usłyszeć że jakieś wino było jego ulubionym – skoro nie dawał sobie czasu na posmakowanie go. Ale Rosemary nie miała humoru na uczenie opijusa jak należy pić poprawnie, w doborowym towarzystwie. Zwłaszcza że lekko pijany zachowywał się nieraz lepiej niż w pełni trzeźwy, co już przed chwilą udowodnił. Nalawszy sobie odpowiednią ilość teolskiego specjału, wzięła lampkę w dłoń i przyłożyła do ust. Zanim wypiła choćby odrobinę wina, uraczyła się jego zapachem niczym rasowa arystokratka, których tak przecież nienawidziła. Scilla, jako osoba oświecona, potrafiła dostrzec kilka pozytywnych zwyczajów nawet wśród tych, którymi pogardzała.

To samo co zwykle. – Zaczeła szczerze zmęczonym głosem. – No, poza przechadzką po dworze. Niemożliwe są te dworskie dziewczęta. Ach, gdyby tylko coś się tu wydarzyło. Valen miało atak dzikich zwierząt po przelocie smoka. Perona dostała własnego demona. Grimssdel hardkorowego zabójcę zagrażającemu całemu miastu. A my? Zaraz będą nas wysyłać na nocne patrolowanie miasta jak zwykłych pachołów ze straży, byleby nam mięśnie nie zastygły. Niepodobne to do Teolii. Na moje rodzinne strony, niepodobne to do niczego! Choć z drugiej strony mniej pracy dla nas to mniej problemów dla miasta.
27.05.2019, 21:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#7

Lubił jej towarzystwo. Miała w sobie taką dziwną, władczą aurę, ale jednocześnie poza pracą była łagodna i spokojna. Do tego tak jak on należała do rzadkiej kasty magów. Ba, nawet rzadszej, nie słyszał żeby gdziekolwiek produkowano szamanów, za to Azarat pęka w szwach od mistyków. Była bardzo interesującą postacią. Nigdy nie żałował dnia w którym ją spotkał, ani decyzji o dołączeniu do niej. Kto wie, może to przeznaczenie ich połączyło? Może ta znajomość doprowadzi go do czegoś wielkiego?

-Nie wywołuj smoka z lasu, jeszcze się okaże że któryś z tych waszych bożków nas podsłuchuje. Nuda nudą, ale nie chce umierać tak młodo, a jakoś nie widzę żebyśmy mieli tu jakieś szanse ze smokiem. Ale taki napad potworów i dzikich zwierząt... To byłoby coś. W końcu byśmy się trochę rozerwali. Albo jakiś demon. Albo napad dzikich zwierząt i demona. Cokolwiek, byleby się trochę rozruszać. Nie możemy pozwolić żeby nasze ciała przywykły do takiego nieróbstwa, bo jak trzeba będzie działać to ledwo wstaniemy z foteli. Co ty na to żeby później pójść trochę potrenować? Zabijemy w ten sposób jakoś nudę, rozruszamy kończyny, wytężymy umysły. Potrenuję trochę zaklęć, ty się pobawisz w... cokolwiek możecie się bawić wy, szamani. Powinno być całkiem ciekawie. Cóż, na pewno ciekawiej niż teraz, tu na pewno przyznasz mi rację. I osobiście uważam się za towarzystwo wysoce lepsze od dworskich dam. I jakże piękniejsze, jak już na tym jesteśmy.
Spojrzał na nią swoimi pięknymi oczkami i dwa razy poruszył brwiami do góry, zawadiacko cię uśmiechając, po czym krótko się zaśmiał i pociągnął kolejny łyk wina. Następnie odstawił je na bok. Nigdy nie pił takiej ilości żeby chociaż mocniej się wstawić. Musiał być gotowy na nagły rozkaz wyjścia w teren, a pijany prędzej zabiłby siebie, niż możliwy cel.
27.05.2019, 21:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#8

arsknęła. Boromir dał jej do myślenia. Choć teraz niewątpliwie wszyscy psioczyli na zbytnią nudę, było to zdecydowanie lepsze od nadmiaru zajęć. Niezależnie od tego jak dobijająca była nuda, jej zadaniem było pilnować względnego bezpieczeństwa mieszkańców tego miasta. Oprawcy do tego zostali powołani, i jeśli w Teolii panował porządek, powinna dziękować za to Bogini. Myśląc nad tym, upiła łyk wina. Przybycie demona, smoka, czy jakiejkolwiek bestii wiązałoby się ze stratą żyć niewinnych. Przekładając cudze żywoty nad odrobinę adrenaliny wynikającej z walki wykazywała się nietypowym dla niej narcyzmem. Pokręciła głową, otrząsając się z myśli przypominających o nudzie.

Wspólny trening nie jest takim złym pomysłem. – Stwierdziła po chwili. – Jednakże tylko jeśli chodzi o szermierkę. My, szamani, nie musimy ćwiczyć wywoływania talizmanów. No, chyba że tak bardzo chcesz zobaczyć jak siedzę przez kilka godzin i medytuję nie odzywając się ani słowem.
Ostatnie zdanie wypowiedziała półżartem. Musiała przyznać, że Mistyk był o wiele lepszym towarzystwem niż dwórki. Pomimo tego że wciąż widziała go jako niepoprawnego alkoholika, miał o wiele wiecej do powiedzenia niż większość ze świty burmistrza. Każdą rozmowę z nim zaczynała ze swoistą niepewnością i za każdym razem czuła się pozytywnie zaskoczona. Mary potrafiła więc nawet wybaczyć mu pewne nietakty popełnione w stosunku do niej i Ilhezin. Pomimo nazywania Bogini Życia podrzędnym bożkiem, swoimi czynami niejednokrotnie pokazał że jest wart zaufania.

Nietrudno jest być piękniejszym od przygrubych panienek z mąką na twarzy, nie uważasz? – Zapytała. Zaraz potem jednak zmieniła temat. – No, ale może chcesz spróbować swojej ukochanej? W końcu stoi już otwarta.
27.05.2019, 22:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#9

Rozłożył nogi jeszcze szerzej i zatopił się mocniej w fotelu. Owszem, starał się dzisiaj medytować, ale nie mógł skupić myśli. Aura tego miejsca nie dawała mu spokoju. Jakoś nie mógł się tu po prostu skupić na tyle, by przeprowadzić prawdziwą medytację. Zamiast tego po raz tysięczny przeczytał księgę run, które i tak znał na pamięć, poćwiczył swoje zaklęcia, prawie spalił sobie biurko, zasnął na siedząco oparty łbem i ścianę, więc teraz bolało go w karku, no i oczywiście spadł ze schodów. To zdecydowanie nie był jego dzień, i raczej nie zapowiadało się na razie na zmianę. Ba, teraz ta wstrętna jędza podwędziła mu jego winko, i musiał pić jakieś inne tfu tfu niedobre. Nie było czym się delektować, nic nie jest w stanie dorównać smakiem jego ukochanej. Wypuścił z ust powietrze pod ciśnieniem.

- Szermierka może i nie brzmi tak źle. Zawsze możesz przywołać tego swojego bieska, może ukręciłbym mu kark w końcu. Wiesz jak dziwnie się czuję kiedy moja kompanka ma pod batem bestie przed którą powinienem bronić rodzaj ludzki? Dla wielu ludzi w moim fachu coś takiego byłoby niemoralne! No, ale mnie jakoś moralność nie obchodzi. Ehh, no nic, mieczykami sobie chociaż chwilę powywijamy. Tylko staraj się mnie nie zabić, dobrze? Ale to i tak wszystko później. Na razie chce się trochę odprężyć. - mówiąc to rozciągnął się, głośno stękając, po czym poprawił swoje dupsko w fotelu i usiadł jak człowiek. Nie przystoi tak, przy damie. - Uważam, że nawet gdybym ważył tyle co one i nasrał sobie na twarz mąki, to wciąż wyglądałbym o niebo lepiej od nich. Trzeba by się postarać by odebrać tym oczom ich urok i wdzięk. Albo je wydłubać. Chociaż może już się na ten temat zamknę, nie chce ci dawać za dużo pomysłów na rozerwanie się moim kosztem. I nie, podziękuję. Wypiłem już bezpieczną ilość alkoholu, nie mogę się zapijać. Prawdziwa służba Oprawcy kończy się wtedy kiedy odejdzie, albo z zakonu albo z tego świata. Kto wie, może za godzinę wparuje tu ktoś z poleceniem od dowództwa, że mamy ruszać dupska i coś zrobić? Musimy być czujni, moja słodka różo, nawet w chwilach wypoczynku. Niestety. Taki los tych, którzy martwią się o los reszty świata. Los głupców.
27.05.2019, 22:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#10

ose wyraźnie wzdrygnęła się słysząc o Rexie. Bardzo niewiele osób o nim wiedziało. Ba, właściwie to jego istnienie było tajemnicą nawet dla wspołtowarzyszy z tamtej feralnej wyprawy! W bardzo niewielu sytuacjach zdarzało jej się wypowiadać to imię i nawet w myślach go unikała, zdając sobie doksonale sprawę z tego że za usługi piekielnego pomiota zawsze ponosiła bardzo wysoką cenę. Choć w wielu przypadkach cena ta była warta odniesionych efektów, to wspomnienie konszachtów ze sługą Thorna wciąż było plamą na jej honorze i sumieniu. Dlatego właśnie tak ostro reagowała na jakąkolwiek o nim wzmiankę. Drugim powodem oczywiście było to, że nikt o zdrowych zmysłach nie trzymałby w szeregach oprawców osoby powiązanej z demonem, zdradzenie istnienia biesa byłoby mocnym ciosem w wizerunek tego ugrupowania.

Nie wspominaj o nim. Ani tutaj, ani nigdzie indziej. – Rozkazała wręcz. Potem dopiero jej twarz rozjaśniła się nieco i mówiła dalej, już spokojnym tonem. Wstała z fotela, zostawiając na stole niedopite wino. – Jeśli chcemy trenować, nie ma na co czekać. Twoje oczy same się nie wydłubią, laleczko.
Nie czekając na nic, ruszyła wprost do zbrojowni. Chwyciła jeden z krótkich mieczy treningowych i tarczę, kierując się następnie do sali treningowej.
27.05.2019, 23:59
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna