Siedziba Oprawców
#21

Był coraz bliżej. Widział coraz więcej potknięć w jej ruchach. Na szczęście nie miała takiej wprawy jak on. Mogła być świetnym dowódcą, ale to on był jej ognistym mieczem zagłady i sprawiedliwości. Przewyższał ją w umiejętnościach bitewnych. Jej głównym asem w rękawie jest tajemny demon na usługach. Coś, do czego zabijania powstali tacy jak on. Był pewien, że gdyby mieli stoczyć bitwę w pełni poważni, jego dowódczyni tarzałaby się po podłodze ze spaloną na wpół twarzą. Na szczęście coś takiego nigdy nie nastąpi. Póki żyje, będzie bronić życia Rosemary Scilli. Był jej ognistą tarczą. Jeśli zabraknie jego, zostanie jej już tylko ten pomiot z piekieł. Nie mógł do tego dopuścić. Kiedy bawisz się z tak plugawymi siłami jak demony, w końcu potknie ci się noga. Miał tylko nadzieję, że nigdy nie wpadnie na pomysł zrekrutowania większej ilości tych plugawych istot. Gdzieś w środku zawsze bał się, że kiedyś mogłaby popaść przez to wszystko w jakieś szaleństwo. Nie znał się na byciu szamanem, ale nie sądził żeby rekrutowanie demonów było bezpieczne w jakimkolwiek przypadku, nie ważne jak potężnym szamanem się było. Te potwory były najbardziej plugawymi istotami jakie kiedykolwiek postawiły swoje kroki na tej ziemi.
Jest. Przerwa w jej obronie. Miejsce do wbicia swego miecza. Już miał wbić tam swoje ostrze, kończąc kolejną rundę, gdy wtem usłyszał t e n głos. Ten głos który mroził krew w żyłach każdego rekruta. Odskoczył od swojej przeciwniczki, zrobił półobrót w stronę głosu, przeciągając długo stopą po ziemi, po czym mocno i głośno stuknął swoimi ciężko obitymi buciorami, salutując osobie znanej jako Vesanti Roth - jego bezpośredniemu przełożonemu. Boromir spotkał wiele seksownych i silnych mężczyzn. Pan Wąsik do nich nie należał, co tylko potęgowało w oczach Boromira jego autorytet względem Mistyka.
Oczywiście jak zwykle ich opieprzył. Jak nie brudne buty, to mundur, jak nie mundur to źle zapięta peleryna na jakiejś ważnej bibie, jak nie peleryna to opuszczenie gardy do tego stopnia że mogliby być zabici zbyt pochłonięci walką. Wielkie halo. Ale coś długo przeciągało się to milczenie od porucznika, dość niespotykane. Co mogło trapić kogoś takiego jak Roth? Wolał o tym nie myśleć. Bo cokolwiek to było, przyszedł tu właśnie po to, żeby zrzucić to na nich. Czy to będzie banda bandytów, czy też jakiś potwór napadający mieszkańców. Wszystko pójdzie na ich barki. Nie mógł go za to zbytnio winić, gdyby mógł zrzucać swoje obowiązki na kogoś innego, cały dzień spędzałby w łóżku.
A potem stało się coś czego się nie spodziewał. W pewnym sensie ich pochwalił za trening, w pewnym zatroszczył o ich zdrowie. Co tu się właśnie stało? Nie miał pojęcia. Ale coraz bardziej bał się tego co powie im porucznik. Opuścił swoją dłoń na komendę spocznij i złożył oba ramiona złożone na piersi. No, pora usłyszeć co staruszek ma do powiedzenia.
07.06.2019, 21:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#22

cilla zacisnęła zęby. Przegrywała, znowu. Z każdą chwilą broniła się coraz zacieklej, ale co ważniejsze – coraz częściej przechodziła do ataku. Nie było to wynikiem frustracji czy gniewu, a zaciętości, transu w który wpadła chcąc za wszelką cenę udowodnić samej sobie że jest w stanie pokonać swojego towarzysza. Regularnie odsłaniała swoje ciało, jednakże cały czas strajac się pilnować tego, by w razie potrzeby cofnąć miecz i podnieść gardę, zbić atak by zadać kontrę, zostać zablokowaną i powtórzyć manewr. By uniknąć zamienienia tego w mechaniczną rutynę, poruszała się cały czas, starała się co rusz zadać inny cios, obserwowała przeciwnika. A przynajmniej do czasu aż została zaskoczona przez dowódcę.

W milczeniu wysłuchała reprymendy. Miała w zwyczaju poddawać się morderczym treningom. Była w stanie ćwiczyć do upadłego, jeśli była taka potrzeba. Zniszczony makijaż przez pot, łzy, a czasem nawet i krew nie był dla niej niczym strasznym. Uważała bowiem że posuwajac się do granic swych możliwości, posuwała także właśnie te granice, czyniąc tym samym jej ćwiczenia efektywniejszymi. Po porażce w tym pojedynku, zaproponowała by nastepny. I kolejny. Do momentu aż ona sama nie będzie w stanie unięść swej tarczy. Ze wszystkich lekcji otrzymanych od Rotha, ta odnosząca się do treningów była ostatnią do której się stosowała. Nawet złamana ręka nie odciągnęła by jej ani od doskonalenia się w walce, ani od przyjęcia rozkazu i pójścia w prawdziwy bój. Ranna czy nie, obowiązki wykonywać musiała. Posłusznie jednak skinęła głową i schowała swój miecz. Oczekiwała dalszych słów przełożonego.
07.06.2019, 22:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#23

STRAŻNIK


oth odczekał dłuższą chwilę, czkając na jakąkolwiek odpowiedź. Wpatrywał się w oprawców swoim karcącym wzrokiem, czekając, aż udzielona reprymenda dobrze rozbrzmi w umysłach dwójki. Po chwili zaczął przyglądać się Boromirowi.
Zmrużył oczy spoglądając najpierw na buty i spodnie, a potem przesunął wzrok na jego wierzchnie ubranie. W jego oczach czaiło się jakieś dziwne, nieokreślone uczucie. Lecz szok uderzył młodego oprawcę dopiero, gdy Vesanti spojrzał prosto w jego oczy. Było w nich widać dziwny smutek i, niemal namaszczalne współczucie, które nie pasowały do osoby porucznika.
Wrażenie to trwało jednak tylko chwilę. Gdy Roth  zorientował się, że pozwolił swoim uczuciom wyjąć na wierzch, przyjął najpierw wyraz obojętności, a później skrzywił usta w swój zwyczajowy, wyrażający dezaprobatę i lekkie pokpiwanie sposób.
Nagle ciszę, jaka rozbrzmiała w Sali Treningowej, przerwał łoskot otwieranych drzwi, zza których wyszła dwójka głośno rozmawiających osób. Wydawały się nie być świadome zakłócenia ciszy, jaka panowała w pomieszczeniu i dopiero po dłuższej chwili ich głosy ucichły.  
Porucznik odwrócił się nagle i spojrzał na wchodzących. Widząca go od boku Scilla mogła niemal fizycznie zobaczyć dezaprobatę i złość czającą się w oczach dowódcy. Po latach służby, kobieta wiedziała już co to oznacza.
- Widzę, że wreszcie udało się wam tutaj dotrzeć . Cieszy mnie to niezwykle.– rzekł Roth zimnym jak stal głosem. Wykrzywił twarz w wykalkulowanym grymasie udawanego rozsierdzenia, który potrafił wykonać tylko były kat Oprawców – Skoro już raczyliście być tak mili, to proszę stańcie tutaj w szeregu… i postarajcie się trzymać swoje gęby na kłodkę!
Ostatnie zdanie niemal wykrzyczał. Sposób, w jaki modulował słowa potrafił wprawić w dyskomfort niejednego pełnoprawnego Oprawcę, lecz na dwójkę osób podziałał niczym grom z jasnego nieba. Niemal przewracając się, biegiem ruszyli w stronę porucznika i ustawili się na baczność w szeregu, dokładnie w miejscu wskazanym przez palec Rotha. To dało czas Scilli i Boromirowi na przyjrzenie się intruzom, którzy przerwali wykład dowódcy.
Osoba po prawej była kobietą, choć trudno było to dostrzec na pierwszy rzut oka. Jej czarne włosy, przypominające bardziej szczecinę, były przystrzyżone na krótkiego jeża tuż przy samej skórze. Twarz nie należała na pewno do najpiękniejszych, lecz nie można było odmówić kobiecie pewnego przystojnego typu urody, który mógłby nawet wpadać w gusta niektórych mężczyzn, gdyby nie nos noszący ślady wielokrotnego łamania oraz szrama na prawym policzku, która , jak szybko poznał Boromir, musiała powstać w wyniku bardzo bolesnego i paskudnego oparzenia.  
Jak na przedstawicielkę płci pięknej, była dość wysoka i całkiem barczysta. Ubrana była w prosty napierśnik wzmacniany skórą oraz przeszywanicę w kolorach straży miasta Teolii. Mimo strachu widocznego na jej twarzy, kobieta wydawała się być wystarczająco pewna siebie by zlustrować okolicę i zawiesić na krótką chwilę wzrok na stojących w pomieszczeniu Oprawcach.
Drugim z intruzów był mężczyzna, a właściwie młody chłopak.  W porównaniu do kobiety, wydawał się być niemal mały, choć nie mógł być niższy od porucznika Rotha. Jego, układające się w kędziory, rude włosy miały wystarczającą długość, by spadać na boki i wchodzić do oczu młodzieńca, lecz jednocześnie były zbyt krótkie by dało się je spiąć lub odgarnąć z czoła na dłuższy czas. Wrażenie małoletniości chłopaka potęgował dodatkowo nieumiejętnie i koślawo obcięty, jasny zarost, który dało się określić tylko słowem „chłopięcy”. Piegowatą twarz młodzieńca była bardziej urocza lub słodka niż przystojna, dodatkowo dodając mu wrażenia dziwnej niewinności.
Ubrany w długą, prostą szatę wydawał się trafić przez przypadek do miejsca pełnego żołnierzy odzianych w zbroje. Wystraszony, miętosił w rękach pasek od potężnej torby przerzuconej przez ramię i wydawał się próbować pogodzić stanie na baczność wraz z nerwowym przeskakiwaniem z nogi na nogę.
Porucznik Roth podszedł do dwójki powolnym krokiem i przyjrzał się w milczeniu najpierw kobiecie a potem chłopakowi.
- Gdzie. To. Się. Podziewaliście? – zapytał ze wzgardą w głosie – Z tego co mi powiedziano, mieliście być przed salą treningową już od połowy godziny. Czyżbym się pomylił?
- Kazano nam stawić się o dobrej godzinie, nie pomylił się Pan, sir. Po prostu zabłądziliśmy – rzekła niepewnie kobieta. Jej głos mógł wydać się całkiem przyjemny i posiadał w sobie dziwny, melodyczny akcent.
- Czy pozwoliłem ci się odzywać?! – wrzasnął Roth. Mimo, że Oprawcy wiedzieli, że złość porucznika jest jedynie na pokaz, siła głosu wydawała się niemal zmuszać ludzi do posłuszeństwa –  Kazałem wam się zamknąć! Jeszcze raz przerwiesz mi podczas mówienia lub odpowiesz na moje retoryczne pytanie, a sprawię, że będziesz czyściła kwatery za pomocą swojego własnego języka.
Roth odwrócił się do dwójki Oprawców i rzekł spokojnym, opanowanym głosem:
- Wracając do rozmowy, którą przerwała ta dwójka imbecyli. Niedługo przyjdzie nam zmierzyć się z dość trudną serią zadań. Nie mogę na razie wchodzić w szczegóły lub powiedzieć zbyt wiele, bo sam także nie posiadam pełnego obrazu. Jednak wiem, ze szykuje się coś większego.   – przerwał na chwilę i, jakby wiedziony jakimś szóstym zmysłem, łypnął okiem na stojącego za nim chłopaka, który rozluźnił się na chwilę i zaczął z ciekawością przysłuchiwać się rozmowie. Widząc wzrok Rotha, młodzik spiął się znowu i jakby zapadł w sobie. – Dlatego też, postanowiłem poprosić o uzupełnienia do plutonu. Chciałem też jakiegoś doświadczonego w boju medyka, ale najwyraźniej moje prośby nie zostały wysłuchane. Zamiast tego, dostałem tę dwójkę. Poznajcie: kadetka Ingvild oraz nasz nowy medyk: kadet Bjafi. Od teraz macie tydzień, na nauczenie ich podstaw związanych z działaniem Oprawców i przygotowaniem ich do akcji. Za dokładnie siedem dni, mają być gotowi do udziału w misjach. I nastąpi to czy będą przygotowani czy nie.










08.06.2019, 18:34
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#24

owi. Dostawa kadetów, choć pozornie nie była niczym złym, zwiastowała problemy. Świeżo mianowani oprawcy przeszli dość solidny trening, jednakże ćwiczenia z manekinami czy towarzyszami różniły się znacząco od prawdziwej walki z najgorszym plugastwem w całej Teolii. Sama pamiętała jej pierwsze dni w jednostce. Dni pełne niezrozumienia i słabości. Niepewność nie odstępująca od niej o krok. Widmo śmierci ciążace nie tylko nad nią i oddziałem, ale często i nad niewinnymi ludźmi, gotowe zmaterializować się przy najmniejszym błędzie. Przyjęcie tego jako codzienność zajmowało nie dni i miesiące, lecz lata i nawet pomimo doświadczenia nie dało się go tak po prostu zignorować. Rosemary była przekonana o tym że właśnie odpowiedzialność przekazana organizacji sprawiała że jej członkowie byli tak specyficzni. Wszystkie te zagrożenia dotyczące nie tylko własnego życia, ale przede wszystkim cudzego, zmieniały człowieka bardziej niż cokolwiek innego. Ci kadeci mieli jednak jeszcze jeden mankament. A mianowicie tylko tydzień czasu na przyzwyczajenie się do oprawczego fachu. Widząc ich reakcję na słowa i ton głosu Rotha mogła tylko podejrzewać jak niewiele styczności mieli z szeroko pojętymi "nieprzyjemnymi typami". Brakowało im animuszu, uginali się pod zwykłym krzykiem, a porucznik bardzo chętnie to wykorzystywał.

Siedem dni. – Powtórzyła za przełożonym. Nie było sensu w kwestionowaniu tego co zostało jej przedstawione, sam Vesanti na pewno nie był z tego zadowolony. Każdy z obecnych postawiony był przed taką samą sytuacją. – Zrobimy co w naszej mocy. Będę oczekiwać dalszych informacji.

Nie miała nic więcej do powiedzenia. Roth przyszedł do nich z rozkazami, nie było więc sensu w prowadzeniu przyjacielskiej rozmowy. Skoro mówił o trudnej serii zadań, sam miał na głowie ogrom spraw do załatwienia. Papierdologie stanowiły zaś tylko odrobinę aktualnie dręczącej go całości. Kiedy tylko to zebranie się zakończyło, czy to przez wyjście dowódcy czy przez udzielenie pozwolenia na przejęcie rekrutów, wystąpiła przed szereg i obejrzała nowych podopiecznych. Oceniła ich aktualną pewność siebie i porównała z tą podczas bycia gromionym przez porucznika. Postanowiła zacząć od dowiedzenia się nieco o umiejętnościach i przeszłości dwójki, zaczynając od medyka który bądź co bądź był ważniejszy.

Jestem podporucznik Rosemary Scilla. – Zaczęła standardowym przedstaieniem samej siebie. Mówiła pewnie, acz nie podnosiła głosu do wrzasku. Właściwie to słowa wypowiadała w zwykłym, spokojnym tempie. W przypadku gdyby ktoś postanowił jej przerwać, odpowiedziałaby karcącym wzrokiem, przekazującym milcząco wszystko to, co tak chętnie wykrzykiwał Vesanti. – A to oznacza że macie się mnie bezwarunkowo słuchać. Możecie się tego domyślać, ale tydzień czasu to naprawdę mało czasu i nie mam zamiaru marnować ani godziny. Zaczniemy więc od introdukcji. Jestem Szamanką, a to znaczy że potrafię podporządkować sobie duchy zmarłych i najłaskawsza bogini Ilhezin obdarzyła mnie pomocą swych aniołów. Nie przeraźcie się więc, jeśli nagle będe przesłuchiwać nieboszczyka. Co do Boromira zaś, przedstawi się sam. Jeśli chodzi o was, chcę usłyszeć o tym co potraficie, w czym się szkoliliście i jakie macie doświadczenie bojowe. Bjafi, Ty pierwszy.
08.06.2019, 22:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#25

A więc to tak. Świeże mięsko. Cóż, często się tego nie widuje. Jeszcze rzadziej widzi się ich dłużej niż miesiąc. Niektórzy odchodzą, bo nie dają rady rygorystycznemu treningowi Oprawców. Niektórzy nie mogą wytrzymać ciśnienia i odpowiedzialności. Niektórzy... Niektórzy nie żyją dość długo żeby ich imiona obiły się mocniej o uszy. Ta praca nigdy nie była nazywana łatwą, i nikt nigdy jej za taką nie uważał. Po prostu niektórzy ludzie cenili sobie swoje umiejętności wyżej niż kiedykolwiek mogłyby one sięgnąć, przez co znikali z tego świata, niczym zdmuchnięte świece. Cóż, te najnowsze świeczki wyglądały... Dość... Krucho. Bardzo krucho. Ale jak to każde świeżynki. Kobieta wyglądała na kogoś kto może w przyszłości zajść bardzo daleko, jeśli oszlifuje się ją do postaci najczystszego diamentu, ale jej towarzysz... Cóż. Wyglądał jak jakiś mnich porwany z biednej kaplicy. Ale może jak by go trochę podrasować tu i tam... Kto wie, może pod szatą kryją się mięśnie większe niż te pod ciuchami przerażającej Rose? To się jeszcze okażę. Na pewno najciekawszym kąskiem była ta ślicznotka w stroju Teolskiego strażnika. Ciekawie sobie ukierunkowała karierę, musiał przyznać. Połamany nos świadczył o tym, że chociaż ma za sobą jakiekolwiek walki, choćby i te barowe, przystrzyżone włosy na pewno świadczyły o resztkach rozsądku, bo nikt jako strażnik który musi ogarniać najgorszych pijaczków w oberży nie chce być złapany za swoje biedne włosy i rozszarpany żywcem w tłumie. Możliwe też, że po prostu tak jej się to podobało. No nic, nie jemu oceniać. Stuknął znowu obcasem i krótko zasalutował do Vesantiego, krótką skinąwszy głową, dając do zrozumienia że rozkaz wykonał i zamierza spełnić go z największym żarem w jego sercu. Poza tym Scilla powiedziała wszystko co trzeba było powiedzieć. Ona w ich dwuosobowej do tej pory drużynie była wyższa stopniem, więc na razie to ona ogarniała wszelkie powszechne formalności. Dzięki temu Boromir mógł po prostu skupiać się na wykonywaniu rozkazów. W końcu od tego tu był.
Kiedy ich przełożony wyszedł, a Rosemary się przedstawiła, odpiął bez słowa swój ćwiczebny miecz, poprosił gestem dłoni o tarczę i gladius swojej sparing - partnerki po czym uśmiechnął się w stronę rekrutów.
-Witajcie moi nowi towarzysze. Jestem szeregowy Boromir. W siedem dni sprawię, że obudzeni w nocy będziecie w stanie wyrecytować cały spis prawny Teolii. Najpierw oczywiście sami go sobie jakoś zdobędziecie, nie mogę wam ułatwiać pracy. Będę doglądał waszych treningów z wyjątkowym rygorem, szczególnie jeśli jedno z was jest magiem bojowym. Dlaczego, zapytacie? Ponieważ jestem mistykiem, i co jak co, ale na zaklęciach bojowych się znam. Dlatego jeśli zobaczycie czarny ogień, to nie bójcie się, to nie apokalipsa, to tylko Boromir ratuję wam wasze dupy przed śmiercią. Chyba, że zobaczycie go tu, na sali treningowej. Wtedy radzę odskoczyć. No ale mniejsza. Ty, piękna, mam dla ciebie pierwsze zadanie, które przygotuje cię do niewdzięcznej pracy w szeregach oprawców. Łap. - rzucił jej jedną dłonią gladius i swój miecz treningowy, i gdy upewnił się, że złapała, lub gdy nie złapała, ale podniosła wszystko z ziemi, podszedł i podał jej tarczę - Tym nie będę rzucał, bo mogłoby się to źle skończyć. Idź, odnieś to do zbrojowni, jest tu o, zaraz obok - w tej chwili pokazał jej palcem odpowiednią drogę - Ale musisz tu wrócić na jednej nodze, bo jeśli nie zdążysz wrócić zanim pani podporucznik skończy sprawozdanie z umiejętności twojego nowego kolegi, to już pierwszego dnia czeka cię karny wycisk. Odmaszerować i powrócić! - po tych słowach odszedł od rekrutów, stając krok za Rosemary, po jej prawicy. Założył ręce za plecy, i pozwolił pani podporucznik przepytać w spokoju osobnika w szacie.
11.06.2019, 00:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#26

STRAŻNIK
Sala treningowa


adeci wydawali się być niepewni i, prawdopodobnie, lekko przerażeni. Wysłuchując wypowiedzi Rosemary, ich na ich twarzach widać było coraz większy strach. Nawet człowiek, który nie wiedział, czym dokładnie zajmowali się Oprawcy, wiedział że tydzień czasu na nauczenie kogoś to zbyt mało. Musieli o tym wiedzieć także kadeci, gdyż po wcześniejszym frywolnym i  lekkodusznym podejściu sprzed kazania Rotha nie pozostał nawet ślad.
Przedstawienie Boromira wywarło na kadetach mniejsze wrażenie, lecz i ono pozostawiło po sobie ślady, gdy rzucone przez oprawcę bronie poszybowały w stronę kadetów. Niestety zamiast pozostać koło siebie, przedmioty rozeszły się w locie, sprawiając, że zamiast poszybować w stronę Ingvild, oba poleciały w dwie różne strony.
Ku zaskoczeniu Boromira, kadetka nie miała żadnego problemu ze złapaniem obu broni. Ingvild rzuciła długie, przeciągłe spojrzenie Boromirowi, którego Oprawca nie był w stanie rozszyfrować, po czym odebrała od niego tarczę i szukając potwierdzenia w oczach Scilli, co do słuszności wykonywania takiego rozkazu, ruszyła odłożyć broń do zbrojowni.
Kadet Bjafi przyglądał się z lekką konsternacją całemu wydarzeniu, lecz gdy tylko Ingvild ruszyła ku zbrojowni, obrócił się w stronę Scilli i niepewnie, chwilami jąkając się, rzekł:
- Tak… Tak jest, sir. To znaczy ma’am. Jestem Bjafi Grind. Studiowałem magię oraz sztukę medyczną pod okiem Królewskiego Medyka. Od pół roku, od kiedy udało mi się zdobyć fach,  pełnię…. Właściwie teraz to już „pełniłem” funkcję jednego z nadwornych medyków. Specjalizuję się wywarach leczniczych, zielarstwie, anatomii oraz chirurgii pobitewnej … - przerwał na chwilę, jakby zastanawiając się czy Oprawcy będą wiedzieć co oznacza ten zwrot, po czym, kontynuował – To jest w zszywaniu ran po mieczach i strzałach, nastawianiu kości oraz operacjach wyjmowania fragmentów bełtów rozbryzgowych z ciała.  Jeśli zaś chodzi o moją magię… to jestem magiem wody. Znam zaklęcia lecznicze oparte o element wody…
Plątając się, Bjafi dokończył nagle swoją opowieść, jakby nie wiedział co innego może dodać lub chcąc pominąć część informacji osobistych. W tym samym momencie, ze zbrojowni, wróciła raźnym krokiem Ingvild i wyprężyła się w pozycji na baczność, jednocześnie rzucając głośno:
- Kadetka Ingvild melduje wykonanie rozkazu szeregowego Boromira i oczekuje na dalsze rozkazy podporucznik Scilli – Kobieta mówiła na pozór spokojnym głosem, lecz z dziwną satysfakcją stawiała nacisk przy rangach Oprawców. Dodatkowo kadetka stała, w na pozór odpowiedniej odległości od swojego przełożonego, lecz łatwo było zauważyć, że jest tuż na granicy, będąc czymś w rodzaju wojskowego ekwiwalentu pstryczka w nos. I jak szybko zrozumiał Boromir, był to przytyk wymierzony w niego. Kadetka, widząc że Bjafi skończył, rozpoczęła swoje przedstawienie – Kadetka Ingvild Brusson. Była sierżant oddziałów straży miejskiej miasta Teolii. Od pięciu lat w służbie mundurowej Straży. Przeszłam trzyletnie szkolenie wojskowe i odbyłam dwuletnią służbę w regularnych oddziałach wojskowych Teolii po czym przez dwa kolejne lata była częścią prywatnych oddziałów jednego z zachodnich szlachciców. Potrafię walczyć praktycznie każdą bronią, jaką przyjdzie mi trzymać. Specjalizuję się w walce w zwarciu. Najlepiej czuję się z mieczem długim, włócznią lub tandemie topora i tarczy. W trakcie swoich lat służby nauczono mnie podstaw  etykiety dworskiej, łowiectwa i tropienia ofiary…. To jest celu oraz prowadzenia formalnych śledztw i dochodzeń. Mówią też, że dość dobrze walczę na pięści, ma’am.
Podczas mówienia kobieta cały czas stała w pozycji na baczność, lecz, po odwróceniu się w stronę Scilli, postawa kadetki nie wyrażała niczego prócz respektu oraz dyscypliny.










19.06.2019, 16:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#27

ngvild nie miała obowiązku wykonywać rozkazu Boromira. Zdawała się o tym wiedzieć, jednakże zabrakło jej odwagi by powiedzieć to głośno. Szukała wsparcia w zimnych oczach przełożonej, lecz ta nie dała jej jednoznaczego znaku by się wstrzymać. Szamanka pozwoliła swojemu mniej doświadczonemu towarzyszowi popławić się w blasku własnego braggadacio, stwierdziwszy że kadeci i tak szybko przejrzą na oczy. Zanotowała jednak w pamięci reakcję kobiety na wybryki szeregowca. Jeśli nie przestanie się tak zachowywać, będzie musiała zacząć go powstrzymywać. Charakter sowizdrzała nie każdemu bowiem przypadał do gustu, a ostatnią rzeczą której potrzebowała w swoim składzie były niepotrzebne kłótnie o zupełnie nieważne rzeczy. Podwładni nie musieli się kochać, wypadało jednak by darzyli siebie nawzajem tolerancją. Tę delikatną sprawę trzeba było odłożyć na potem.

Więc tak. Do dyspozycji miała medyka który nie brał udziału w żadnej walce i byłą strażniczkę którą mogła już chyba określić mianem weterana. Najprawdopodobniej najwięcej uwagi wymagał właśnie pierwszy z duetu. Należało wyszkolić go w walce i przyzwyczaić do pewnych metod działania. Osoba przyzwyczajona do ratowania żyć mogła mieć jakiś opór przed odbieraniem ich, a przecież jako oprawca nie mógł się wahać w kluczowych sytuacjach. Przerzucenie się na nowy tryb życia mogło okazać się dla niego dość radykalną zmianą, zwłaszcza jeśli do niedawna żył na królewskim dworze. Zapewne nie był też wysportowany... i w ogóle sprawiał wrażenie najsłabszego ogniwa drużyny. Oczywiście przy tak cienkim zapasie czasu, nauka obsługi oręża nie mogła przekroczyć wiele ponad "osłaniaj się tarczą i nie daj się zabić". Ingvild zaś, skoro była obyta w boju, to nie raz odniosła mniejszą lub większą ranę i można było się po niej spodziewać pewności na polu bitwy. Będzie można jej zaufać. Tylko najpierw trzeba było rozjaśnić pewne kwestie.

Skończ już z tym cyrkiem. – Skarciła Boromira, rzucając mu tylko przelotne spojrzenie. Zaraz potem zwróciłą się do kadetów. Skinęła głową i pozwoliła sobie na cień uśmiechu, dziwnie konstrastującego z jej ogólną aparycją. – Dobrze. Bjafi, twoje szkolenie będzie skupiało się przede wszystkim wokół podstaw walki. Dostaniesz krótki miecz oraz tarczę. Ingvild, twój przydział będzie mniej restrykcyjny. Wybierzesz to czego potrzebujesz i z czym czujesz się dobrze. W obecnej sytuacji każdy z nas więc walczy w zwarciu, może z częściowym wyjątkiem mnie jako korzystającej z bicza.

Kolejną notką wykonaną w pamięci podporucznik był fakt, że wojskowa pracowała niegdyś dla jakiegoś szlachcica. Warto było wiedzieć kim był, na wypadek gdyby musieli działać właśnie przeciw tej osobie. Informacje przekazane z wewnątrz mogły być przydatne. A gdyby obcięta na krótko wojowniczka była lojalna wobec swojego byłego pracodawcy, przynajmniej wiadomo było z jakimi wieściami na temat poczynań jednostki należało się przed nią wstrzymywać.

Mam rozumieć, że rozgościliście się w waszych kwaterach? – Spytała. – Jeśli tak, możemy zacząć nasz trening fizyczny, póki mamy jeszcze dzień... lub jeśli wolicie, możemy przejść do salonu i objaśnić kilka spraw odnośnie naszej codzienności i sposobu działania. Tak czy owak, jutro od świtu zaczynamy ćwiczenia. – Na te miała już wstępny zarys. Pięć dni intensywnego, wyczerpującego treningu i dwa odpoczynku, by na czas rozpoczęcia działań byli jednocześnie wypoczęci i względnie gotowi.
20.06.2019, 00:29
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#28

Jego chwila satysfakcji nie trwała długo. Pstryczek w nos od jakiejś świeżej kadetki jeszcze jakoś przeżył, już szykował jakąś gustowną odpowiedź, ale wtedy przeszedł go dreszcz. Skarciła go sama Rose. No tak, w takim wypadku pora wrócić do profesjonalnego tonu i zachowania. Ehh, baba nigdy nie da się pobawić. No nic. Mieli tydzień na sprawienie by stojąca przed nimi dwójka jako tako odnalazła się w roli oprawców. Przy sprawozdaniu Bjafiego z jego umiejętności złapał się na tym, że pod sam koniec kiwał głową z uznaniem. Tak obeznany medyk na pewno im się przyda... Pytanie tylko, czy na pewno dałby radę operować pod presją walki. Jego magia także powinna okazać się dość przydatna... A może nawet dałoby się go trochę podrasować i pomóc mu w opanowaniu jakichś zaklęć ofensywnych. Bądź co bądź magowie wody też mogą nieźle zajść za skórę w walce. Ingvild natomiast... Cóż, tu od razu widać, że będą mieli o wiele mniej pracy. Miała już za sobą wyszkolenie bojowe jak i zapewne bitewne, miała dość wysoką rangę. Od razu widać że jest tu o wiele mniej do wyszlifowania niż w przypadku jej nowego kolegi.
Ale właśnie, co do szlifowania... Skoro nagle dostali dwójkę kadetów, a do tego zostali poinformowani o tym, że już za tydzień szykuje się jakaś akcja... Czy sam Boromir był gotowy na coś takiego? Czy jego asortyment mu wystarczy? Znał na dobrą sprawę trzy zaklęcia. Czuł, że stać go na więcej. Z jego pokładami many naprawdę może więcej. Więc czemu by nie opanować choć jednego nowego przez te siedem dni? Tylko co? A może... A gdyby tak...
Już wiedział. Czuł całym sobą, że już wie co chce osiągnąć przez siedem dni treningu. Dzięki temu nawet jeśli nie do końca wyszkolą takiego Bjafiego, będzie miał o wiele większe szanse na przeżycie, a i cały zespół będzie mógł osiągnąć o wiele więcej. No, trochę więcej. Sporo więcej? Na pewno więcej.
Pogrążony we własnych rozmyślaniach, nie powiedział już nic więcej do kadetów. Stał tylko za Rose i pocierał, pełen zamyślenia, swój podbródek, myśląc o przyszłym zaklęciu.
Będę musiał pokryć ostrze swoją maną... Gęstość płomienia raczej taka jak zwykle przy moich czarach, dzięki temu nawet pod wodą będzie się dalej palić przez jakiś czas, co utrudni zgaszenie zaklęcia. Będzie musiało być niestety mniej trwałe jeśli chodzi o kontakt fizyczny, bo żeby płomień trzymał się cały czas w takiej samej ilości na broni, i jednocześnie robił swoje, musiałbym nieustannie przesyłać mu manę, na co nie mam zbytnio ochoty... Raczej da się zrobić. Jeśli zostanie mi chociaż dwa dni czasu, może nawet zdołam opanować to na co mam największą ochotę... Zbroja cała z mojego ognia, ahh. Dodałbym jeszcze jakiś demoniczny wygląd, może jakieś skrzydła w formie straszyka. Rose opadnie szczęka! A potem zdzieli mnie biczem w ryj. Ale warto, warto.
20.06.2019, 20:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Siedziba Oprawców
#29

STRAŻNIK
Sala Treningowa


adeci posłusznie zebrali broń, którą poleciła im Scilla. Bjafi, za rekomendacją Ingvild, wybrał dla siebie prostą tarczę oraz krótki miecz treningowy. Widać było, że chłopak nie czuje się swobodnie z trzymanym uzbrojeniem. Co chwil, przypadkowo uderzał mieczem o tarczę, która swobodnie obracała się na jego ręce.
Ingvild wybrała dla siebie prosty miecz, który założyła za pas, po czym wzięła do ręki ćwiczebny toporek oraz tarczę. Z wprawą stanęła w szeregu, czekając na dalsze instrukcje podporucznik. Widać było, że wie, jak obchodzić się z bronią.
Nagle jednak w pomieszczeniu rozległ się dziwny dźwięk, kojarzący się z rykiem ognia i wybuchem. Miecz ćwiczeniowy, trzymany przez zamyślonego Boromira zajął się nagle silnymi płomieniami, po czym zgasł równie niespodziewanie.  Cały miecz wydawał się być osmalony i lekko zszarzały, a gdy przyjżeć mu się bliżej, można by zobaczyć, że miejscami struktura broni uległa zniszczeniu, tak jakby gorąc zaczął topić klingę i pozbawił ją właściwości, dzięki której mogła służyć za broń.
Do Boromira dotarło, że stworzenie takiego czaru pokrywającego miecz płomieniami mogło by być niezwykle trudne – wymagało by od niego wysokiej kontroli temperatury ognia oraz jakiegoś sposobu, by była ona kierowana na zewnątrz, od miecza, a nie po długości ostrza. Jednak stworzenie czaru było możliwe – wymagało tylko odpowiedniego wyćwiczenia i dobrania właściwości ognia, co najpewniej wiązać się musi z wieloma próbami i ćwiczeniami.









2 godzin(y) temu
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna