Wypalona Polanka
#1

Cytat:
Duża polana na szczycie niskiego wzgórza znajdująca się głęboko w Lesie Greathardzkim. By tam trafić, ktoś musiałby błądzić przez wiele dni, lecz osoba wiedząca jak tam dość, potrzebuje niewiele ponad półtora dnia marszu przez las.
Mimo że wokół rośnie pełno trawy, samo wzgórze jest jedynie kawałkiem gołej skały, jak gdyby ktoś lub coś wypaliło nie tylko znajdujące się tam krzewy, kwiaty oraz trawę, lecz też samą ziemię, pozostawiając jedynie ciemną bryłę skał. Jedynym wyjątkiem jest zniszczony pień starego, wiekowego drzewa o ostrych, strzelistych zadziorach. Całe miejsce sprawia dość przygnębiające wrażenie, tym bardziej że od drzewa można poczuć bliżej niesprecyzowaną energię, która wprawia w niepokój oraz dziwne, nieopisane wrażenie złowrogiej obecności.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 19.06.2019, 21:01 przez Hamstur Fjolswir.)

19.06.2019, 18:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wypalona Polanka
#2

STRAŻNIK


rnąc przez las ścieżką, Mirrodin coraz wyraźniej słyszała ponury śpiew. Jej oczom powoli ukazywała się przesłonięta drzewami polanka, na której dało się zobaczyć parę, rozłożonych w nieładzie, namiotów oraz duże ognisko, przy którym uwijała się dwójka ludzi. Nad ogniem wisiał duży kocioł, do którego co jakiś czas wrzucano jakieś drobno posiekane składniki. Wszystko to znajdowało się natomiast u podnóża łysego wzgórza, na którym znajdował się pień starego drzewa.
Avon zsan ezcjo, ynozdorz ez ainezczsinz, jahcułsyw san
Gdy dziewczyna zbliżyła się na skraj polanki, nadal pozostając schowaną, dziwnym, monotonnym zaśpiewie udało jej się rozróżnić pojedyncze dźwięki będące zapewne słowami. Brzmiały one obco i niemal nieprzyjemnie, tak jakby słowa nie powinny być możliwe do wypowiedzenia. Dokładnie wtedy przyszło także zobaczyć Łowczyni, co dokładnie znajduje się na wzgórzu oraz tuż u jego podnóża.
Jad man owtsńeiwałsogołb, ilśez man com, zradbo san mewtsmotop.
Na szczycie wzgórza stał dziwny stół z jasnego kamienia o wypolerowanej powierzchni poprzecinanej dziwnymi symbolami i rycinami. Widać było, że coś na nim leży, lecz, ze swojego miejsca, Łowczyni nie mogła dostrzec dokładnie co. Wokół stołu, w kręgu, stały zakapturzone postacie ubrane w lekkie peleryny w kolorze rozgwieżdżonego nieba. Każda z nich trzymała coś w rękach i każda intonowała kolejne słowa dziwnej pieśni. Wzdłuż kręgu przechodził człowiek, który trzymał w dłoni chochlę i wiadro. Co jakiś czas podchodził on do osób w kręgu i oblewał każdą z nich zawartością wiadra.
Jimjyzrp ot ołaic, jimjyzrp od ogews anorg, zcąłop ej w ondej
To co jednak mogło zmrozić krew w żyłach, widoczne było dopiero u podnóża wzgórza, wcześniej zakryte przez namioty. Stały tam bowiem stalowe klatki, w których stłoczeni byli ludzie. Konstrukcji było sześć, z czego dwie były przykryte szczelnie materiałową narzutą, lecz pozostałe dawały wystarczający obraz sytuacji. Zamknięci, mężczyźni i kobiety, dorośli i dzieci, zdawali się być niezwykle osłabieni i wygłodzeni. Stłoczeni po pięciu do jednej klatki, ledwo mieli miejsce by usiąść.
Zcąłz awd awtsetsej, zcąłop ezsud, jilśez ews iceizd.
Skraj polanki był na tyle daleko, by Mirrodin nie była w stanie dostrzec więcej szczegółów. Widać było jednak, że znajdujący się na polanie nie spodziewali się towarzystwa. nigdzye nie było widać wystawionych straży, a uwaga większości osób zdawała się być skupiona wokół wzgórza i znajdującego się tam, kamiennego stołu.









28.08.2019, 16:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Wypalona Polanka
#3

ultyści. Podobno tak powinno się nazywać ludzi odprawiających dziwne rytuały nad ołtarzami z kamienia, kości czy ludzkich ciał. Słownik Mirrodin jednak nie był specjalnie rozległy, a w kwestii wszystkich tych Duronorów i Thornów wiedziała niewiele nad to co Duronory i Thorny o niej. Polewająca się zupą gromada wyśpiewająca niezrozumiałe słowa była więc dla niej po prostu bandą świrów. Niekoniecznie przyjaznych, być może niebezpiecznych i na pewno porywających ludzi by zamykać ich w klatkach, ale w gruncie rzeczy świrów. Podchodząc ich już rysowała sobie w wyobraźni możliwe plany wejścia w potyczkę z o wiele liczebniejszymi przeciwnikami. Choć niespecjalnie chciała polegać na swoich towarzyszach, nie mogła odnieść wrażenia że rosły rycerz po prostu nadawał się do walki. Nietrudno było sobie zwizualizować jak kosi swym ogromnym mieczem biegnących na niego w beznadziei oponentów. Marco... mógł służyć za odwrócenie uwagi lub tarcza na strzały. Teoretycznie, jeśli naprawdę potrafił się skradać, mógłby uwolnić wygłodzonych więźniów. Oczywiście podekscytowana sytuacją Łowczyni wcale nie kierowała się tutaj dobrem tych biedaków. Kierowani wolą do życia i zewem wolności mogliby rzucić się na oprawców, i choćby resztką sił zniwelować nieco przewagę liczebną.

Przechodząc między drzewami i wychylając się w nieco bezpieczniejszych miejscach, policzyła potencjalnych wrogów. Była ich aż dwudziestka śpiewaków plus trzech kolejnych ludzi zajmujących się gotowaniem i polewaniem wywaru na głowy swych towarzyszy. Ta prosta matematyka studziła zapał dziewczyny i kazała się zastanowić. Nie mogli tak po prostu przyjść i ich wszystkich zabić. W umyśle coś szepnęło jej przysłowie zasłyszane niedawno w "Pod Dębem". I Tyra'el dupa, kiedy wrogów kupa. Myśliwa z miejsca była w stanie położyć maksymalnie cztery osoby, zakładając że trafi wszystkimi rzutkami, co nawet przy jej doświadczeniu było zbyt odważnym założeniem. W najlepszym wypadku bitwa zaczęłaby się przeciwko dziewiętnastu dorosłym ludziom. Nawet nieuzbrojeni stwarzali spore zagrożenie.
Przemyślawszy to wszystko, Mirrodin stwierdziła że musi się lepiej rozejrzeć. Uważniej przebadała okolicę wzgórza na którym odbywała się ta przedziwna msza.
Zapamiętawszy dość prostą do zapamiętania okolicę, wróciła do swoich towarzyszy tą samą drogą którą przyszła. Jeśli nie znalazła swych towarzyszy w miejcu rozejścia, skierowała się w stronę kultystów, tym razem idąc wzdłuż drogi. Była przekonana, że Ingo i Marco nie postanowią po prostu wrócić, ani tym bardziej wyjść w las na poszukiwania jej. Kiedy już była przy nich, odezwała się.

Jestem. Jak myślicie, jak duże szanse mamy powalić dwudziestu trzech przeciwników? – Zapytała niewinnym głosem, jak gdyby zabijanie miałoby być dziecinną zabawą. Zaraz potem zabrała się do wyjaśniania ich pozycji, rozrysowując na ziemi nożem obrazek poglądowy. Kiedy skończyła, zapytała ponownie. – Co myślicie?
Gracz opuścił wątek
02.10.2019, 01:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna