Atarashii




Duże Wory
#1

Cytat:

Duże Wory - jedna z licznych wsi przy Valeńskim trakcie, która nie wyróżnia się zupełnie niczym, nie licząc może zabawnie brzmiącej nazwy. To jest - jeśli bawi kogo humor naprawdę niskich lotów. Na osadę składają się dwa tuziny gospodarstw rozsianych po obu stronach gościńca, kapliczka wraz z niewielkim cmentarzem, drewniany młyn u szczytu wzgórza i oczywiście tawerna "Pod Dużymi Worami" - prawdziwa perła komedii. O wsi tej wystarczy wiedzieć tyle, że gdzieś tam sobie jest.
- "Ilustrowany przewodnik po Północnym Atarashii" autorstwa Gamona Farawaya

Pffffhah
- Celty Vinterström, Łowczyni z Teolii


☩ Łowy Rozpoczęte ☩






19.07.2019, 00:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#2

soba postronna odniosłaby wrażenie, że jej się przesłyszało, a pełne rozbawienia parsknięcie było jedynie wytworem wyobraźni słuchacza albo dziełem hulającego wiatru. Cóż bowiem mogłoby wydać z siebie podobny dźwięk? W pobliżu brakowało żywej duszy, nie licząc kilku kur i rudowłosej kobiety, stojącej samotnie obok przydrożnego znaku. Wykluczywszy ptactwo (niezdolne do wydobywania z siebie podobnych odgłosów), jedynym podejrzanym pozostawała tajemnicza dama. Wystarczyło wszakże jedno zerknięcie, by ją także wyeliminować z tego grona. Tak, uznałby przypadkowy obserwator, to nie mogła być ona. Nie ta, na twarzy której próżno było szukać choćby cienia uśmiechu. Nie ta, o dumnie uniesionej brodzie i spojrzeniu pełnym wyższości i gracji. Nie ona, oj nie... ona była ponad parsknięcia i śmiechy.
Wiatr, panie, wiatr albo kury... prędzej kury, niż ona.

- Ale durna nazwa - pomyślała Celty mijając drewniany znak z nazwą miejscowości i tym samym wkraczając na teren Dużych Worów. Wieś, jak to bywa z wsiami oddalonymi od jakiejkolwiek cywilizacji, prezentowała się dość ubogo. Słońce w zenicie ukazywało osadę dokładnie taką, jaka była; nie dodając, ani nie ujmując uroku. Chłopomani pieli by z zachwytu, zamożne kołtuny - odwracały wzrok.
Dla panienki Vinetrström był to jednak widok przede wszystkim nowy. W drodze do Grimsdellave mijała wprawdzie wiele podobnych okolic, ale ze względu na naglący czas nie miała okazji poświęcić im większej uwagi. Można więc spokojnie powiedzieć, że właśnie miała miejsce jej pierwsza konfrontacja z prawdziwą, południową wsią.
"Celty Vinterström vs chłopi!" głosiłby tytuł opowiadania przygodowego, gdyby ktoś miałby takowe popełnić. Były już szczury, człowiek-wilk, był burmistrz - przyszła w końcu pora na nieszczęsnych chłopów.
Tysiące egzemplarzy schodzi jak świeże bułeczki, tysiące czytelników nerwowo przerzuca strony.
"Cały nakład wyprzedany, dodruk już w drodze, musi się waćpanna ustawić na końcu kolejki."
Drewniana figurka wieśniaka-antagonisty za jedyne dwa srebrne smoki, prawdziwa okazja.
Wracając.
Łowczyni szła powoli między zabudowaniami, z zaciekawieniem przyglądając się okolicy. Szczególną uwagę poświęcała architekturze, tak bardzo innej od tego, co znała z rodzinnych stron. Surowość i prostota z jaką zbudowano drewniane chaty trafiła w gust Celty. We wsi nie stało nic, co nie spełniałoby jakiejś praktycznej funkcji i to zdecydowanie rudowłosa pochwalała. Strona wizualna osady pozostawiała jednak wiele do życzenia. Ród Vinterström może i miał siedzibę w środku lasu, ale wystarczyło raz spojrzeć na opancerzenie trzeciej córki, by poznać, że słowa "poczucie estetyki" nie są im obce.
No dobrze, dobrze, ale po co ona w ogóle pchała się do tej wiochy? Bo przecież nie w celach turystycznych?
Pół na pół, prawdę powiedziawszy. Jakby nie patrzeć cała podróż Celty w pewnym sensie polegała na zwiedzaniu nowych miejsc i szeroko pojętym poznawaniu świata. Nie był to wszakże jedyny powód, dla którego nogi zaniosły Łowczynię do Dużych Worów.
- Hmm... - mruknęła dziewczyna, poprawiając przewieszony przez ramię sznur, na którym dyndały oprawione, zajęcze skóry - ciekawe czy ktoś będzie je chciał... Muszę zasięgnąć języka.
Na samą myśl o rozmowie z południowcami przeszedł ją dreszcz. I nic dziwnego - po ostatnich doświadczeniach miała wszelkie powody, by zrazić się do ludzi z kontynentu.
- Ale może tylko "wyższe sfery" są zjebane? - pocieszyła się w myślach, stając w końcu przed drzwiami karczmy.
Bez wahania nacisnęła klamkę.


☩ Łowy Rozpoczęte ☩






19.07.2019, 00:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#3

STRAŻNIK


uże Wory. Nazwa jakże prostacka i niewyrafinowana. Mimo to zapadała w pamięć dzięki czemu podróżnicy i wędrowcy z większym prawdopodobieństwem mogli w przyszłości wspomnieć o czymś tak ordynarnym, ale i nietypowym. No bo kto by pamiętał jakieś Sztygary, albo Zagórze, albo Przylesie? Takie Duże Wory wyróżniały się na tle reszty właśnie tym niewybrednym humorem.
Ale wracając do samej wsi jako takiej to wyglądała jakby dawno nie nawiedził jej kataklizm w postaci szalonego maga, inwazji potworów, czy też starej dobrej powodzi. Po pożarze też śladu nie było widać nie mówiąc o zarazie. Słowem... mieszkańcom powodziło się wyjątkowo dobrze jak na wieśniaków. Chodzili uśmiechnięci i z zadowoleniem oddawali się czynnością dnia codziennego. A to jakaś praczka krzyczała na swojego męża, że znowu upierd... ubrudził koszulę, a to chłopcy pracujący w młynie nosili worki wypełnione mąką, a to łowczy skórował świeżo upolowaną zwierzynę. Jakąś sarnę, by być bardziej precyzyjnym. Dosłownie każdy uwijał się ze swoją pracą. Jakiś wewnętrzny głos mówił Celty, że tak jest w każde południe. W każdy dzień, tydzień w tydzień. Chłopskie życie można by rzec.
Samo pojawienie się Łowczyni nie wzbudziło takiego poruszenia jak mogłoby się wydawać. Wszakże wieś była położona na trakcie prowadzącym w kierunku Valen. Dla wielu podróżników był to pierwszy postój po opuszczeniu portowego miasta, bądź też ostatni, jeżeli zmierzali w przeciwnym kierunku. Owszem parę spojrzeń chłopów wylądowało na smukłej i umięśnionej sylwetce Celty, ale żaden z nich zapewne nawet nie myślał o czymkolwiek więcej niż patrzenie. Wędrowcy to w końcu źródło dochodu karczmarza i nikogo więcej. Nie bezpośrednio w każdym razie. W większości przypadków jednak mieszkańcy wioski rzucali pannie Vinterström krótkie spojrzenie i wracali do swoich zajęć. W końcu praca sama się nie wykona!
Sama karczma wyglądała na dosyć zadbaną i przede wszystkim sporą. Musiał tutaj być duży ruch, co nie dziwiło z powodów wymienionych wcześniej. Z pozycji w jakiej znajdowała się Celty dało się dostrzec dużych rozmiarów młyn, który dumnie stał na szczycie pobliskiego wzgórza. Jego ramiona napędzały żarna, które tworząc mąkę napełniały brzuchy wielu mieszkańców wioski. Łowczyni jednak bez wahania weszła do karczmy o uroczej nazwie "Pod Dużymi Worami."
Miejsce nie było zbyt zatłoczone. Ot... zapewne wynikało to z wczesnej godziny. Większość podróżników nadal znajdowała się na trakcie. Ale mimo tego dało się dostrzec parę osób siedzących przy stołach i odpoczywających w najlepsze. Dwóch zbrojnych odzianych w kolczugi siedzących w rogu no i jakiś lekko ubrany jegomość siedzący w spokoju i zajadający się potrawką z królika. Jego czarny płaszcz zawieszony był na oparci jego krzesła. Poza tą trójką po sali śmigały dziewczęta z miotłami przygotowując ją na wieczorną nawałnicę gości, która niechybnie nadejdzie. Za ladą stał także znudzony karczmarz. Bawił się on srebrnym smokiem zapewne odliczając czas do wieczoru. Jego jedynym zajęciem było obecnie nadzorowanie dziewczyn i pilnowanie, żeby nikt mu karczmy nie rozkradł. Pojawienie się Celty wybudziło go jednak z letargu. Podniósł oczy na rudowłosą dziewczynę, uśmiechnął się serdecznie i wyprostował. -Witam w mojej karczmie! Jak mogę Pani pomóc? Podać coś? Jedzenie? Picie? Dopiero przygotowaliśmy trochę potrawki z królika! Spokojnie dla Pani starczy!
22.07.2019, 23:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#4

łodka woń wypełniła nozdrza Celty, gdy dziewczyna pewnym korkiem pokonała próg karczmy, wkraczając tym samym do głównej izby przybytku. Rozmiary pomieszczenia podpowiadały, że w godzinach szczytu było Pod Dużymi Worami wcale ruchliwie. Najwyraźniej jednak podczas pory lunchowej nie działo się tu wiele. Łowczyni jednym zerknięciem przeanalizowała siedzących przy stolikach gości, sprawdzając z kim może mieć w najbliższym czasie do czynienia. Był to ruch mimowolny, automatyczny, wynikający z burzliwego życia panienki Vinterström, w którym wiele osób miało do niej problemy... a jeszcze więcej od niej. Oczywiście główna zainteresowana w bezpośredniej linii kłopotów nie szukała, ale pewne cechy charakteru Celty znajdowały je za nią. Oj nie łatwo było być tą kobitą.

– Liczyłam, że powiesz "witam pod dużymi worami", karczmarzu – rzuciła dziewczyna, siląc się na grymas, który miał być chyba uśmiechem – ale najwyraźniej ten tekst dawno się już przejadł. Królik, co? Czemu nie - wezmę dwie porcje i kufel piwa.
W te słowa zasiadła na stołku przy barze, opierając łuk o ścianę lady. Miejsce to wybrała nie bez powodu; w jej "zawodzie" zdobywanie informacji odgrywało kluczową rolę, a mało kto miał lepszy dostęp do najświeższych nowinek, niż właściciel lokalnej pijalni. Nietrzeźwa klientela hojnie sypała plotkami, które następnie gospodarz systematycznie zbierał. Dość powiedzieć, że takie osoby były bezcenne dla "poszukiwaczy przygód" pokroju Celty. Jeśli łowczyni kiedykolwiek uważała na słowa, to właśnie w rozmowach z karczmarzami.
– Co tam słychać w okolicy? – zagaiła znowu, stukając palcami w blat, bez zainteresowania wodząc wzrokiem po niezbyt pokaźnej kolekcji alkoholów, stojących na barowych półkach – Wszystko spokojnie? Słyszałam, że Grimssdale ma jakieś problemy, prawda to?
Nie chciała być zbyt bezpośrednia, by nie spłoszyć rozmówcy. Sprawę króliczych skór też postanowiła odłożyć na później. Teraz natomiast - teatralnie ziewnęła.


☩ Łowy Rozpoczęte ☩






27.12.2019, 03:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#5

STRAŻNIK
Tam gdzie licho rudą poniesie



arczmarz roześmiał się w głos, kiedy usłyszał komentarz Celty.
Dał znać jednej z dziewczyn, by zajęła się przygotowaniem wspomnianego królika. Blondynka zerknęła kątem oka na łowczynię, później na karczmarza, skłoniła lekko głowę i pognała do kuchni.
- Bądź co bądź, chociaż resztka kultury na tej wsi wymaga, bym nie gorszył kobiety takimi słowami. - Puścił oczko kobiecie, przygotowując kufel ze złocistym trunkiem.
- Ah spokojnie, aż za bardzo. Ino modlić się do miłościwej Ilhezin, by taki stan trwał niezmiennie. - Podszedł do stolika, podając kufel wypełniony po brzegi, aż piana lekko chlusnęła. Intensywny zapach trunku sugerował, że mało go rozcieńczano lub nawet w ogóle nie dodano do niego wody.
Wspomnienie miasta Grimssdel sprawiło, że na twarzy mężczyzny poza rozbawieniem, pojawiła się także lekka niechęć, a może nawet coś pokroju pogardy?
- Nawet jeśli mają problemy, to one nas nie bolą, ni dotyczą. Taki urok zapyziałej wioski, z jednej strony nudno, lecz spokój wynagradza brak trosk. - W tym samym momencie do stolika przybiegła niska blondynka, ale oczy jej wyglądały kropka w kropkę jak te u karczmarza. Podała mocno wypieczone porcje królika, które maczane były wcześniej w jakiejś mieszance ziół. Kiedy już właściciel przybytku miał wrócić za ladę, córka nieoczekiwanie zdzieliła go szmatą w plecy... Przynajmniej nie wyglądało to na mocne uderzenie.
- Tatko, czegoś nie wspomniał o tym Jaccu?! Może właśnie ktoś taki jest nam potrzebny? - Zerknęła porozumiewawczo na ojca, na co ten przewrócił oczami i szarpnął jej rękę, by przywrócić do porządku. Udał się do lady, by zabrać mniejszy bukłaczek i przewiesić go sobie w pasie. Blondynka natomiast przycupnęła obok ojca, by dokończyć rozmowę.
- Nie będę obcej kobiecie głowy bałamucił głupotami. Od tego są nasi chłopcy, by sprawę zbadać i sobie poradzić. - Odparł już ciszej do córki, ale powiedział to na tyle głośno, że Celty mogła bez problemu usłyszeć tę wymianę zdań.


Obnażam kły, gotując się do walki






11.03.2020, 02:08
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#6

łaściciel karczmy wydał się człowiekiem, który w odpowiednich okolicznościach mógł być wcale rozmowny. Celty kątem oka obserwowała mimikę mężczyzny. Jego twarz, plastyczna niby mokra glina, zdradzała drugie tyle, co wypowiadane słowa. Ten fakt zainteresował Łowczynię. W tym zawodzie chłop dawno powinien już wypracować pokerową twarz, a jednak o czymś takim nie było tutaj mowy. Czyżby nie był do końca szczery, gdy mówił o Grimssdel i lokalnej sytuacji? Może specjalnie próbował skłonić klientkę do podjęcia tematu? Dziewczyna zachowała to w pamięci, lecz póki co nie wchodziła w szczegóły.
Napój, który podano Celty, różnił się znacznie od piwa, jakie otrzymała od burmistrza w mieście przy jeziorze. Intensywny smak trunku był zdecydowanie bliższy temu, co znała z Teolii. Rudowłosa za jednym pociągnięciem opróżniła połowę naczynia, po czym z głośnym stuknięciem odstawiła kufel na ladę.
W tym momencie przed dziewczyną wylądowały dwie porcje potrawki z królika, dostarczone przez młodą niewiastę - jak łatwo było spostrzec - rodzinę karczmarza. Panienka Vinterström skinieniem głowy podziękowała za serwis i już miała rozpocząć posiłek, gdy sytuacja przyjęła niespodziewany obrót.
- Heh - mruknęła Celty, pakując do ust pierwszy kawałek królika. Słowa córki właściciela utwierdziła ją w przekonaniu, że wieś jednak nie taka spokojna i wcale nie tak wesoła. Jeszcze nie było sensu robić sobie nadziei na coś ciekawego, ale przynajmniej istniała jakaś perspektywa. A to wystarczyło, by oczy Łowczyni błysnęły zinteresowaniem.
- Bawamuucz... - rozpoczęłą rudowłosa, lecz szybko przerwała, zmuszona do połknięcia zawartości paszczy - Bałamuć, bałamuć, karczmarzu! Nic złego się nie stanie, jak uchylisz rąbka tajemnicy - tutaj kobieta nachyliła się nad ladą (nieumyślnie eksponując dekolt) i dokończyła odrobinę ściszonym głosem - A kto wie? Może stanie się coś dobrego?


☩ Łowy Rozpoczęte ☩






13.03.2020, 19:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#7

STRAŻNIK
TAM GDZIE LICHO RUDĄ PONIESIE



Próba wypowiedzenia słów z pełnymi ustami spotkała się z dość niecodzienną reakcją ze strony dziewczyny. Z jakiegoś powodu przerażona dziewczyna wpatrywała się w łowczynię. Drżącą dłonią pokazywała, że nie ma co się spieszyć.
- Spokojnie. - Spanikowana blondynka stała jakby zamrożona.
- Je-szcze się pa-nna zakrz-tu-tusi, a wtedy to tru-ru-dno będzie co-kolwiek o-powiedzieć. - Wypowiadała te słowa naprawdę powoli, robiąc co chwilę przerwy by zebrać literki do kupy.
Karczmarz pokręcił głową, łapiąc córkę za kołnierz i potrząsając nią, jakby chciał obudzić.
- Marianno, z Tobą to same kłopoty. Później porozmawiamy, a teraz idź przygotuj karczmę. - Westchnął, ściągając brwi i przybierając znacznie groźniejszy wygląd. Nie był zadowolony z postawy córki, dlatego poczekał aż pójdzie wykonywać swoje zadania. Marianna ukłoniła się, złapała za miotłę i zajęła pracą. Chwilę później pokręcając głową, machnął ręką, pociągając łyk gorzałki z baniaczka jaki miał przy pasie. Wziął oddech, czując jak ciepło rozlewa się po organizmie, a przy okazji pomaga w rozmowie. Spojrzał w oczy rudowłosej, próbując wyczytać co nie co z dziewczyny. Następnie oparł się o ladę i mówił ściszonym głosem.
- Z tego co opowiadali to myśliwy ostatnio natknął się na wypatroszone zwłoki zaginionej przed tygodniem jałówki. Nikt nie wie kto mógłby ją ukraść, a co dopiero tak urządzić, dlatego chłopaki próbują się czegoś dowiedzieć. - Muskał swój zarost, kiedy zobaczył, że jeden ze zbrojnych chce piwa. Nalał je i podał Mariannie, by ta zaniosła je do mężczyzny.
- Jeśli panienka tak bardzo chętna jest poznać szczegóły, to do Jaccu trzeba będzie iść. To syn Huntaya, właściciela rzeczonej krowy. - Karczmarz upił kolejny łyk gorzałki, podnosząc się do pionu. Wyjął brązowego smoka i przypatrywał się monecie, sprawiając wrażenie zamyślonego. Obejrzał ją z dwóch stron, sunąc palcami po rancie.
- Pozostaje panienka na noc czy wyrusza dalej? - Zapytał całkiem obojętnym głosem.


Obnażam kły, gotując się do walki






18.03.2020, 20:58
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#8

odzina karczmarza musiała być chyba najbardziej ekspresywnym rodem, jaki kiedykolwiek nosiło Atarashii. Wszystkie ruchy oraz reakcje, tak ojca jak i córki, były jakieś takie przesadzone i nad wyraz, że Celty zaczynało to powoli irytować. Dziewczyna czuła się jak na jarmarcznym przedstawieniu o charakterze komediowym.
Dramat w jednym akcie.
Osoby: Gospodarz, Marianna, Celty.
Dekoracja: Słoneczne popołudnie; w karczmie, przy ladzie. Izba spora, zadbana, spraszająca podróżnych słodkim zapachem dochodzącym z kuchni.
Komizm postaci, oparty o kontrast pomiędzy charakterami bohaterów sztuki.
"Szkoda czasu." - Grzegorz Żuk, Tygodnik Valen. Oprócz tego same pozytywne recenzje.
Wracając.
W odpowiedzi na dziwną reakcję kelnerki Celty uniosła brew, obojętnym gestem dłoni informując, że wszystko jest w porządku. Karczmarz miał chyba inne zdanie odnośnie całej sytuacji, bo zaraz wytarmosił koszulę córki, po czym odesłał ją do pracy, wyraźnie niezadowolony.
- O kurwa, ale skecz - myślała Łowczyni, jakby nigdy nic powracając do posiłku. Zerknęła więc na talerz, chwyciła kolejny kawał królika i znów podniosła wzrok na gospodarza, napotykając jego świdrujące oczy.
Celty nigdy nie odpuszczała w pojedynkach na spojrzenia.
Oznaczało to więc, że od tej chwili jadła na ślepo. Jeśli widzieliście kiedyś osobę, która spożywała coś z talerza, nie patrząc nań ani razu, to wiecie, że jest to scena conajmniej dziwna. Zazwyczaj jeszcze jedzący ma problem ze złapaniem kawałków dania w sposób naturalny, gdyż musi ich szukać po omacku. Wspominam o tym tylko dlatego, żeby opisać bezużyteczną umiejętność łuczniczki - jej bowiem nie sprawiało to żadnego kłopotu. W domu Vinterström do takich sytuacji dochodziło na porządku dziennym. Każdy jeden członek rodziny potrafi więc jeść na ślepo, zupełnie tak jak normalnie. Ot - zabawny fakt.

- No... - zamyśliła się dziewczyna, wycierając usta wierzchem dłoni. Skończyła pierwszą porcję potrawki w sam raz, gdy gospodarz skończył mówić - Dobrze, - zabrała głos, tym samym co zawsze tonem - Sprawa wydaje się poważna, a twoja mina tylko upewnia mnie w tym przekonaniu. Gdzie znajdę tego... Jaccu? Kwestię noclegu "panienka" odłoży na po spotkaniu. Póki co chciałabym zapłacić za posiłek.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.03.2020, 07:31 przez Celty Vinterström.)



☩ Łowy Rozpoczęte ☩






20.03.2020, 07:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#9

STRAŻNIK
Tam z bestią tańczyć będzie
Słonecznie, wiatr z północy gna gęste i ciemne chmury, widoczne w oddali



Bez zająknięcia się, czy zerknięcia na opróżniony talerz, odpowiedział twardym tonem, jakby niepodobnym do tego co reprezentował sobą mężczyzna.
- To na razie będzie 6 srebrnych smoków. Jakby się panienka namyśliła, to nie zbłądzi by trafić do przybytku. - Słychać było w głosie, że nie ma zamiaru się targować czy zmieniać ceny. Miał wzrok wbity w twarz kobiety, nie niżej, oczekując pojawienia się stosownej zapłaty za jadło i napitek.
- Jaccu będzie pewno stał pod dzwonem na środku wsi, wszystkie drogi tam prowadzą, toć prosto trafić. - Upił łyk gorzałki, mlaskając głośno, jakby włos lub coś innego przylepiło mu się do podniebienia.
- Do zobaczenia, miejmy nadzieję. - Lekko skłonił głowę na gest pożegnania, aby zająć się czyszczeniem stołu po posiłku Celty.

Na zewnątrz słońce przyjemnie dogrzewało, gdyby tylko nie ten paskudny wiatr z północy. Ludzie zajmowali się swoją zwyczajową pracą, kiedy w wiosce rozległ się dźwięk dzwonu. Dziesięć uderzeń zwiastowało czas na modlitwę dla smoczych bóstw. Ludzie złożyli w specyficzny sposób dłonie, by później odmawiać kolejne sentencje do podniebnych stwórców świata. Mogło to wyglądać dość dziwnie, jakby cała osada uległa swoistemu zamrożeniu, pochłonięta przez jedną, powtarzalną czynność.
Pod dzwonem znajdowała się trójka młodych mężczyzn, na oko mogli mieć 20 lat. Jeden z nich się wyróżniał, miał więcej niż 2 metry wzrostu, a kręcona ruda czupryna nie pomagała w ukryciu się pośród wieśniaków. Szeroki, całkiem przyzwoicie zbudowany, pewnie pomogła mu praca fizyczna jakiej pełno w takiej dziurze. Obok niego stał osobnik o wychudzonej i przygarbionej posturze, jakby silniejszy podmuch wiatru miał go zabrać hen daleko. Przetłuszczone, czarne włosy sięgające do łopatek, zawinięte w kucyk. Za nimi natomiast stał brązowowłosy młodzieniec. Koło 1,8 metra wzrostu, przeciętnej i niewyróżniającej się budowy. Jako jedyny z nich nie miał nawet zalążka zarostu na twarzy. Słuchał to jednego, to drugiego, próbując się bezskutecznie wtrącić. Dwójka żywo dyskutowała, rudzielec przy okazji wyraziście gestykulował swoje racje.


Obnażam kły, gotując się do walki






25.03.2020, 00:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#10

tak oto Celty ponownie znalazła się przed wejściem do karczmy. Zetknięcie z personami gospodarza i jego córki było próbą ciężką, ale próbą z której wyszła zwycięsko. Teraz, bogatsza o nową wiedzę, dziewczyna stała ze zmrużonymi oczyma, próbując zlokalizować wspomniany przez barmana dzwon. Potrzebowała sekundy na przywyknięcie do światła słonecznego i ten właśnie moment postanowił wykorzystać nadzwyczaj silny powiew wiatru.
- Kurwa jepfana no - zaklęła pod nosem łowczyni. Oto bowiem cała lewa część wolnych włosów wylądowała na jej twarzy, blokując jakąkolwiek wizję, dodatkowo jeszcze wchodząc w usta. Celty powoli odgarnęła ognisto-rudą kurtynę i przytrzymała fryzurę z tyłu głowy. Odsłonięte oblicze, mimo wypowiedzianych wcześniej słów, nie wyrażało jednak złości. Ton głosu wskazywał raczej na jakieś takie znudzenie, a przekleństwa wydawały się zupełnie bez mocy, jak zwyczajne wyrazy w słowniku kobiety.
Och.
Najwyraźniej Celty Vinterström nie irytowały takie rzeczy.
To nowość, ale dobrze wiedzieć.
Łuczniczka wolną ręką sięgnęła do torby i dobyła spoczywającego na dnie kawałka sznurka. Następnie sprawnym ruchem zebrała wszystkie włosy, trochę pokombinowała i voilà! czupryna została związana w wysoki kucyk. Panienka nie przepadała za tym rozwiązaniem, lecz, jak to mówią, wietrzne czasy wymagają desperackich działań.

W drodze do centrum wioski, głowę Celty zaprzątały dwa zasadnicze pytania. Po pierwsze - czemu karczmarz nie wspomniał nic na temat wyglądu chłopa? Po drugie - czemu sama o to nie spytała? Cały ten cyrk musiał dość mocno zbić ją z tropu, ale po wszystkim nie było sensu się nad tym teraz zastanawiać. Choć to dziwne. Ale nieważne. Ale dziwne. Chwila, skąd gospodarz w ogóle wie, że Jaccu tam stoi? Co, siedzi tam całymi dniami? Ale nieważne.

U podstawy konstrukcji wioskowego dzwonu, rudowłosa odnalazła trzech żywo dyskutujących mężczyzn. To utrudniało sprawę. W tej sytuacji najlepszym rozwiązaniem było przysłuchanie się rozmowie. Taki ruch pozwalał na zlokalizowanie celu, bez konieczności wtrącania się, tudzież przerywania konwersacji. Dodatkowym atutem mogły być też użyteczne informacj...
- Hejże! Szukam chłopa imieniem Jaccu, to któryś z was? - wypaliła Celty donośnym głosem, żeby na pewno przebić się w dyskusji.


☩ Łowy Rozpoczęte ☩






26.03.2020, 01:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki