Duże Wory
#1

Cytat:

Duże Wory - jedna z licznych wsi przy Valeńskim trakcie, która nie wyróżnia się zupełnie niczym, nie licząc może zabawnie brzmiącej nazwy. To jest - jeśli bawi kogo humor naprawdę niskich lotów. Na osadę składają się dwa tuziny gospodarstw rozsianych po obu stronach gościńca, kapliczka wraz z niewielkim cmentarzem, drewniany młyn u szczytu wzgórza i oczywiście tawerna "Pod Dużymi Worami" - prawdziwa perła komedii. O wsi tej wystarczy wiedzieć tyle, że gdzieś tam sobie jest.
- "Ilustrowany przewodnik po Północnym Atarashii" autorstwa Gamona Farawaya

Pffffhah
- Celty Vinterström, Łowczyni z Teolii
19.07.2019, 00:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#2

soba postronna odniosłaby wrażenie, że jej się przesłyszało, a pełne rozbawienia parsknięcie było jedynie wytworem wyobraźni słuchacza albo dziełem hulającego wiatru. Cóż bowiem mogłoby wydać z siebie podobny dźwięk? W pobliżu brakowało żywej duszy, nie licząc kilku kur i rudowłosej kobiety, stojącej samotnie obok przydrożnego znaku. Wykluczywszy ptactwo (niezdolne do wydobywania z siebie podobnych odgłosów), jedynym podejrzanym pozostawała tajemnicza dama. Wystarczyło wszakże jedno zerknięcie, by ją także wyeliminować z tego grona. Tak, uznałby przypadkowy obserwator, to nie mogła być ona. Nie ta, na twarzy której próżno było szukać choćby cienia uśmiechu. Nie ta, o dumnie uniesionej brodzie i spojrzeniu pełnym wyższości i gracji. Nie ona, oj nie... ona była ponad parsknięcia i śmiechy.
Wiatr, panie, wiatr albo kury... prędzej kury, niż ona.

- Ale durna nazwa - pomyślała Celty mijając drewniany znak z nazwą miejscowości i tym samym wkraczając na teren Dużych Worów. Wieś, jak to bywa z wsiami oddalonymi od jakiejkolwiek cywilizacji, prezentowała się dość ubogo. Słońce w zenicie ukazywało osadę dokładnie taką, jaka była; nie dodając, ani nie ujmując uroku. Chłopomani pieli by z zachwytu, zamożne kołtuny - odwracały wzrok.
Dla panienki Vinetrström był to jednak widok przede wszystkim nowy. W drodze do Grimsdellave mijała wprawdzie wiele podobnych okolic, ale ze względu na naglący czas nie miała okazji poświęcić im większej uwagi. Można więc spokojnie powiedzieć, że właśnie miała miejsce jej pierwsza konfrontacja z prawdziwą, południową wsią.
"Celty Vinterström vs chłopi!" głosiłby tytuł opowiadania przygodowego, gdyby ktoś miałby takowe popełnić. Były już szczury, człowiek-wilk, był burmistrz - przyszła w końcu pora na nieszczęsnych chłopów.
Tysiące egzemplarzy schodzi jak świeże bułeczki, tysiące czytelników nerwowo przerzuca strony.
"Cały nakład wyprzedany, dodruk już w drodze, musi się waćpanna ustawić na końcu kolejki."
Drewniana figurka wieśniaka-antagonisty za jedyne dwa srebrne smoki, prawdziwa okazja.
Wracając.
Łowczyni szła powoli między zabudowaniami, z zaciekawieniem przyglądając się okolicy. Szczególną uwagę poświęcała architekturze, tak bardzo innej od tego, co znała z rodzinnych stron. Surowość i prostota z jaką zbudowano drewniane chaty trafiła w gust Celty. We wsi nie stało nic, co nie spełniałoby jakiejś praktycznej funkcji i to zdecydowanie rudowłosa pochwalała. Strona wizualna osady pozostawiała jednak wiele do życzenia. Ród Vinterström może i miał siedzibę w środku lasu, ale wystarczyło raz spojrzeć na opancerzenie trzeciej córki, by poznać, że słowa "poczucie estetyki" nie są im obce.
No dobrze, dobrze, ale po co ona w ogóle pchała się do tej wiochy? Bo przecież nie w celach turystycznych?
Pół na pół, prawdę powiedziawszy. Jakby nie patrzeć cała podróż Celty w pewnym sensie polegała na zwiedzaniu nowych miejsc i szeroko pojętym poznawaniu świata. Nie był to wszakże jedyny powód, dla którego nogi zaniosły Łowczynię do Dużych Worów.
- Hmm... - mruknęła dziewczyna, poprawiając przewieszony przez ramię sznur, na którym dyndały oprawione, zajęcze skóry - ciekawe czy ktoś będzie je chciał... Muszę zasięgnąć języka.
Na samą myśl o rozmowie z południowcami przeszedł ją dreszcz. I nic dziwnego - po ostatnich doświadczeniach miała wszelkie powody, by zrazić się do ludzi z kontynentu.
- Ale może tylko "wyższe sfery" są zjebane? - pocieszyła się w myślach, stając w końcu przed drzwiami karczmy.
Bez wahania nacisnęła klamkę.
19.07.2019, 00:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Duże Wory
#3

STRAŻNIK


uże Wory. Nazwa jakże prostacka i niewyrafinowana. Mimo to zapadała w pamięć dzięki czemu podróżnicy i wędrowcy z większym prawdopodobieństwem mogli w przyszłości wspomnieć o czymś tak ordynarnym, ale i nietypowym. No bo kto by pamiętał jakieś Sztygary, albo Zagórze, albo Przylesie? Takie Duże Wory wyróżniały się na tle reszty właśnie tym niewybrednym humorem.
Ale wracając do samej wsi jako takiej to wyglądała jakby dawno nie nawiedził jej kataklizm w postaci szalonego maga, inwazji potworów, czy też starej dobrej powodzi. Po pożarze też śladu nie było widać nie mówiąc o zarazie. Słowem... mieszkańcom powodziło się wyjątkowo dobrze jak na wieśniaków. Chodzili uśmiechnięci i z zadowoleniem oddawali się czynnością dnia codziennego. A to jakaś praczka krzyczała na swojego męża, że znowu upierd... ubrudził koszulę, a to chłopcy pracujący w młynie nosili worki wypełnione mąką, a to łowczy skórował świeżo upolowaną zwierzynę. Jakąś sarnę, by być bardziej precyzyjnym. Dosłownie każdy uwijał się ze swoją pracą. Jakiś wewnętrzny głos mówił Celty, że tak jest w każde południe. W każdy dzień, tydzień w tydzień. Chłopskie życie można by rzec.
Samo pojawienie się Łowczyni nie wzbudziło takiego poruszenia jak mogłoby się wydawać. Wszakże wieś była położona na trakcie prowadzącym w kierunku Valen. Dla wielu podróżników był to pierwszy postój po opuszczeniu portowego miasta, bądź też ostatni, jeżeli zmierzali w przeciwnym kierunku. Owszem parę spojrzeń chłopów wylądowało na smukłej i umięśnionej sylwetce Celty, ale żaden z nich zapewne nawet nie myślał o czymkolwiek więcej niż patrzenie. Wędrowcy to w końcu źródło dochodu karczmarza i nikogo więcej. Nie bezpośrednio w każdym razie. W większości przypadków jednak mieszkańcy wioski rzucali pannie Vinterström krótkie spojrzenie i wracali do swoich zajęć. W końcu praca sama się nie wykona!
Sama karczma wyglądała na dosyć zadbaną i przede wszystkim sporą. Musiał tutaj być duży ruch, co nie dziwiło z powodów wymienionych wcześniej. Z pozycji w jakiej znajdowała się Celty dało się dostrzec dużych rozmiarów młyn, który dumnie stał na szczycie pobliskiego wzgórza. Jego ramiona napędzały żarna, które tworząc mąkę napełniały brzuchy wielu mieszkańców wioski. Łowczyni jednak bez wahania weszła do karczmy o uroczej nazwie "Pod Dużymi Worami."
Miejsce nie było zbyt zatłoczone. Ot... zapewne wynikało to z wczesnej godziny. Większość podróżników nadal znajdowała się na trakcie. Ale mimo tego dało się dostrzec parę osób siedzących przy stołach i odpoczywających w najlepsze. Dwóch zbrojnych odzianych w kolczugi siedzących w rogu no i jakiś lekko ubrany jegomość siedzący w spokoju i zajadający się potrawką z królika. Jego czarny płaszcz zawieszony był na oparci jego krzesła. Poza tą trójką po sali śmigały dziewczęta z miotłami przygotowując ją na wieczorną nawałnicę gości, która niechybnie nadejdzie. Za ladą stał także znudzony karczmarz. Bawił się on srebrnym smokiem zapewne odliczając czas do wieczoru. Jego jedynym zajęciem było obecnie nadzorowanie dziewczyn i pilnowanie, żeby nikt mu karczmy nie rozkradł. Pojawienie się Celty wybudziło go jednak z letargu. Podniósł oczy na rudowłosą dziewczynę, uśmiechnął się serdecznie i wyprostował. -Witam w mojej karczmie! Jak mogę Pani pomóc? Podać coś? Jedzenie? Picie? Dopiero przygotowaliśmy trochę potrawki z królika! Spokojnie dla Pani starczy!
22.07.2019, 23:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna