Rezydencja Mugherda abn Elludaha
#1

Cytat:

Jedna z wielu rezydencji znajdujących się na Wielkim Bazarze. Na pierwszy rzut oka widać, że choć jej właściciel jest zamożny to nie można zaliczyć go do najwyższych sfer. Budynek jest dwupiętrowy. Na parterze znajduje się kuchnia, pomieszczenia służby oraz sporych rozmiarów salon. Da się tutaj również znaleźć dwie skromnie urządzone sypialnie. Na piętrze zaś znajduje się sypialnia właściciela domu Mugherda, dwie sypialnie dla gości oraz zadaszony balkon. Dom jest niewielki, ale elegancki i z pewnością nie można się go wstydzić








09.08.2019, 16:23
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja Mugherda abn Elludaha
#2

STRAŻNIK


dąc w stronę domu swojego Pana Samuro mógł poczuć pustkę. W tym miejscu nie było nic co mogło przypominać mu jego dom. Budynki w kolorze pustyni, w większości zaniedbane i brudne. Skwar i to nawet nie tylko w samo południe, tylko towarzyszący przez cały dzień. Ludzie i ich mentalność. Nie mógł trafić w gorsze miejsce niż Azarat. Miasto, w którym nikt nie jest mile widziany o ile nie jest tutejszy, bądź nie jest bogaczem, którego można okraść i wyciągnąć z niego ostatniego brązowego smoka.
Dojście do domu mogło trochę zająć. Nowe miejsce zamieszkania mogło jeszcze nie zapaść w pamięć żeby dostać się tam nawet z zamkniętymi oczami. Niektóre budynki mogły zmylać łowce, czy nie poszedł zbyt daleko.
Gdy Taira w końcu dotarł do domu Mugherda, w środku na parterze zastał tylko służbę. Jedni sprzątali, inni robili zapewne obiad w kuchni. Wszyscy byli dosyć zajęci swoją robotą i nikt nie zauważył, kiedy wszedł łowca. Z twarzy pracowników można było wyczytać, że się bardzo starają, żeby wszystko było idealnie zrobione. Jakby było jakieś święto, o którym Samuro nie miał pojęcia. Po chwili Samuro został zauważony przez jedną ze sprzątaczek. Jak tylko go zobaczyła podeszła do niego i powiedziała, że Mugherd jest w swoim pokoju i chce go jak najszybciej widzieć.
10.08.2019, 01:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja Mugherda abn Elludaha
#3

owolny spacer w upalnym Słońcu i pojawiający się w oddali dom jego pana sprawiały, że Samuro jeszcze bardziej tęsknił za zielenią, łąkami, lasami, winnicami oraz klimatem, który panował w Teolii. Piękne budynki wykonane z rzeźbionego drewna zamiast praktycznych domów, które miały po prostu chronić przed skwarem. Lecz tamto życie było przeszłością. Samuro stracił prawo do nazywania się Tairą, jego dusza została roztrzaskana na tysiące fragmentów, których poskładanie mogło okazać się niemożliwe. Cały czas wmawiał sobie, że jego odkupienie rozpocznie się wraz z odzyskaniem miecza, ale... czy miał w ogóle pewność, że zdoła tę broń odzyskać? Czy miał pewność,  że nie znajduje się ona poza wszelkim zasięgiem? Odrzucił od siebie te depresyjne myśli. Musiał spróbować. Musiał odzyskać duszę, która była powiązana z tym mieczem. Duszę honorowego wojownika, duszę Samuro Tairy. Choć Okami był już nieodłączną częścią jego życia to nadal musiał stać się dumnym Mistrzem Ostrzy! Tylko tak mógł liczyć na odbudowanie swojego rodu i zemstę na tych, którzy odebrali mu wszystko...
Wraz z tą myślą łowca wszedł do domostwa zastając służbę zanurzoną po pachy w pracy. Dlaczego? Czyżby ktoś ważny miał odwiedzić Mugherda? A może zbliżało się jakieś Azarackie święto. Łowca spędził tutaj zaledwie miesiąc, dlatego nadal nie znał wszystkich zwyczajów żyjących tu ludzi. Być może faktycznie zbliżało się święto... Tak czy inaczej pokłonił się lekko służbie. Zawsze doceniał starania ludzi zajmujących się prostymi czynnościami. Sprzątanie, gotowanie, mycie naczyń, czy też praca w polu. Z zaskoczeniem zobaczył, że jedna ze służących podeszła do niego i poinformowała, że abn Elludah oczekuje go na piętrze. Ponownie pokłonił się przed kobietą i powolnym krokiem udał się w stronę schodów.
Nie było ich wiele, w końcu budynek nie był jakoś wyjątkowo duży, dlatego dotarcie na piętro zajęło Okamiemu zaledwie parę sekund. Przed jego oczyma ukazało się troje drzwi. Jedne prowadziły do sypialni jego pana połączonej z gabinetem. Dwie kolejne pary prowadziły do sypialni przeznaczonych dla gości. Korytarz kończył się otwartym przejściem na balkon. Jedyną zasłonę stanowiła błękitna tkanina przewieszona nad drzwiami. Samuro spokojnie podszedł do drzwi prowadzących do pokoju azaratczyka, zapukał w nie trzy razy a następnie otworzył powoli. Wszedł do środka rozglądając się po pomieszczeniu. -Chciałeś mnie widzieć? Panie?-Ostatnie słowo nadal z trudem przechodziło przez usta Teolczyka, ale mimo to potrafił przełknąć dumę. W takiej właśnie, a nie innej, sytuacji się znajdował i nie było sensu temu zaprzeczać.








10.08.2019, 02:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja Mugherda abn Elludaha
#4

chodząc do pokoju Samuro zauważył swojego pana wyglądającego Przez okno. Gdy usłyszał głos wojownika odwrócił się w jego stronę z zapaleniem na twarzy. To że był "człowiekiem interesów" nie znaczy, że był niewychowany.
- Oh dobrze, że już jesteś. - powiedział podchodząc do stołu przy którym usiadł zanurzył się w starcie papierów oraz wskazując na krzesło naprzeciw niego by łowca mógł usiąść. - Zrobiłeś bardzo dobre wrażenie po tych czterech walkach. Wielu ludzi o Ciebie pyta. - kontynuował przerywając co dwa zdania. - Bardzo dużo mnie kosztowałeś. Ale zauważyłem ten błysk w Twoim oku. Tę technikę. I postawiłem wszystko na Twoją kartę. - przerwał, znów zamyślając się na drobną chwilkę. - Ale czas byś na siebie zarabiał, więc wstawiłem Cię do walk na arenie. Ale nie do byle jakich walk. To coroczne mistrzostwa. Gladiatorzy walczą o miano mistrza areny. Od paru lat wygrywa jeden i ten sam zawodnik, - znów zatrzymal się. - Lecz nie to jest teraz najważniejsze. Pierwsza walka odbywa się za 7 wschodów słońca. Będziesz walczyć z Malgulo. Nie jest To zbyt bystry przeciwnik, ani nie za silny, ale ma bardzo dużo znajomości. Mowie Ci to, bo ja będziesz z nim na arenie, to nie możesz to ośmieszyć. Bo możesz stracić życie we śnie.
Łowca cierpliwie wysłuchał słów swojego właściciela nawet jeżeli nie do końca je rozumiał. Ośmieszony? Co to ma niby znaczyć?
-Dziękuję za słowa uznania i za zaufanie, które we mnie pokładasz... panie. Jednak, nie do końca rozumiem... Śmierć z bronią w ręku nie jest ośmieszeniem tak samo jak i śmierć z ręki lepszego, lepiej wyszkolonego wojownika.  Jeżeli chodzi ci o obrzucanie przeciwników obelgami to zapewniam cię, że nie mam zamiaru tego robić. Zawsze szanuję oponentów z którymi się mierzę niezależnie od ich statusu czy też umiejętności. -Odpowiedział Okami spokojnie. O co też mogło Mugherdowi chodzić?
- Too... trochę skomplikowane... - powiedział łapiąc się za głowę z wyrazem twarzy nie przypominającej niczego. Mugherd właśnie spoglądając na Samuro przypomniał sobie, że pochodzi on z Teolii. Co prawda nigdy tam nie był, ale ludzie porywani stamtąd nie zmieniają się w mgnieniu oka. Podpatrzył ich styl bycia i dobrze już wiedział o co chodzi Okami. Uspokoił nerwy i zaczął tłumaczyć.
- W Twoich stronach Samuro, jak przeciwnik walczy do ostatniego tchu jest wojownikiem z honorem. Tutaj... nie przykład się wagi do honoru, a do tego, żeby przeżyć. W tych stronach, jeśli pokonasz kogoś jednym ciosem, możesz być podziwiany i wielbiony, albo powieszony. Zależy od tego kogo pokonasz. Tego co ma wiele ludzi za sobą, czy tego, który ma wiele ludzi przeciw sobie. On na nasze nie szczęście trochę tych ludzi ma. - przerwał aby złapać myśl. - Oczywiście nie chcę byś przegrał, byś się poddał czy tym bardziej zginął. Po prostu... nie chcę, byś go pokonał tak łatwo. Weź parę uderzeń, to też rozgrzeje tłum, a nie jak jedno stronna walka. A nie dość że rozgrzeje to ani ty ani ja nie stracimy życia.
Samuro spojrzał na Mugherda powoli rozumiejąc o co mu chodzi. Faktycznie... pojedynki trwające parę sekund mogą przynosić niewielkie zyski... Tutaj ludzie nie przykładali wagi do techniki czy umiejętności. Tutaj chodziło o widowisko. Ale żeby wieszać za bycie lepszym wojownikiem? Cóż to za dzikie miejsce... ten Azarat! Łowca skłonił lekko głowę.
-Rozumiem... panie. Lecz przeciąganie walki również wiąże się z niesamowitym ryzykiem. Jeden szczęśliwy cios, jedno potknięcie na nierównej ziemi i będę martwy. Przyjmowanie uderzeń też może się źle skończyć. Ale rozumiem! Mam udawać mniej kompetentnego szermierza niż jest w rzeczywistości. Jestem w stanie to zrobić.
Mało honorowa to była rzecz, ale mimo wszystko Samuro był teraz Okamim. Niewolnikiem, człowiekiem, którego honor został kupiony zaś dusza rozstrzaskana. -Coś jeszcze... panie?
- Dobrze... dobrze... - powiedział jakby do siebie.- Tak jeszcze coś. Jak pewnie zauważyłeś na dolę jest pełno ludzi. Właśnie z tej okazji robią najlepszy obiad jaki potrafią. Z najlepszych składników na jakie mnie stać i jakie można dostać. Jak tylko skończymy powinno być gotowe i będziesz mógł zjeść. A chciałbym Cię zapytać czy masz może jakieś zdolności? Tutaj w Azaracie jest pełno mistyków. Jednak demony krążą sobie po pustyni, tak więc z czystej ciekawości pytam czy jesteś może jakimś magiem? Mogłoby się to bardzo przydać na arenie.
Samuro uniósł brwi zaskoczony. Ten uroczysty obiad był szykowany dla niego? Dla zwykłego niewolnika. Łowca skłonił się głęboko.
-Ja... dziękuję panie. Nie zasługuję na taki zaszczyt.-Pytanie azaratczyka wprawiło Samuro w zakłopotanie. Jaki był cel mówienia, że jest Łowcą skoro tak czy inaczej nie miał przy sobie miecza z kamieniem? A Mugherd nie wyglądał na osobę, którą byłoby stać na zakup jego rodowego oręża. To była zbyt piękna broń!-Moją magią jest walka panie. Moimi zaklęciami ciosy miecza. Niczego więcej nie potrzebuję, żeby zwyciężać.-Powiedział spokojnie Okami. Nie skłamał... i nie powiedział też prawdy.
Nie widząc powodu dlaczego Samuro miałby kłamać, Mugherd tylko lekko skrzywił się na słowa Taira i zanurkował w papierach. - O ile nie masz żadnych pytań możesz odejść.
Łowca ponownie się pokłonił i wstał z krzesła. -Jeszcze raz dziękuję panie. Jeżeli można to udam się na posiłek a gdy zrobi się odrobinę chłodniej to pójdę potrenować za murami miasta.
Niewolnicy mogli spokojnie wychodzić za mury z prostego powodu... i tak nie mieli gdzie uciec. Wszędzie dookoła była pustynia, zaś do Sohanu nie było jak się dostać przed zmrokiem. A po zmorku zawsze istniało ryzyko pojawienia się demona! -Oczywiście, jeżeli nie masz nic przeciwko.


Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 10.08.2019, 22:33 przez Samuro.)









10.08.2019, 22:32
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja Mugherda abn Elludaha
#5

mutny uśmiech pojawił się na ustach Łowcy. Wiele razy słyszał jak złe i okrutne jest zmuszanie kogoś do małżeństwa, do bycia ze sobą. Podczas gdy on od małego znał swój los. -Nie było aż tak źle. Nawet jeśli nie było między nami miłości to szanowaliśmy się i cieszyliśmy swoją obecnością. Mogę uznać, że byłem szczęściarzem jeśli o to chodzi.-Powiedział spokojnie. Nie każdy miał na tyle szczęścia by trafić na tak dobrą osobę jaką była jego żona. Dlatego rozumiał podejście dziewczyny do tych spraw. -Mądrze mówisz...-Rzekł tylko. Sinar miała rację, dlatego nie było sensu komentować jej wypowiedzi.
Pewnym, lecz powolnym krokiem podszedł do drzwi i otworzył je po czym wszedł do środka. Zastanawiało go jak wiele Mugherd wie o jego małej wycieczce po mieście z Aeolian i to, że w zasadzie odwiedził pałac Avaedavarów. Jednej z najbogatszych rodzin w Azaracie. Rozglądnął się po parterze, żeby upewnić się czy jego pan nie kręci się gdzieś po posiadłości. Gdyby go nie znalazł to po prostu udałby się na piętro do jego gabinetu jednocześnie gestykulując do Sinar żeby podążała za nim.








04.10.2019, 13:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna