Północno-wschodnie wąwozy
#1

Cytat:

Na obrzeżach miasta, zdecydowanie mniej zaludnionych i niechętnie odwiedzanych, można znaleźć wiele cudów, których nie da się zobaczyć w normalnych i ujarzmionych granicach cywilizacji. Jeśli jakiś wędrowiec wymknie się z duchoty centralnego Azaratu i uda się na północny-wschód, w końcu uda mu się dotrzeć do starych wąwozów z piaskowca, które przez czas, wiatr i słońce zostały potraktowane z wyjątkową czułością, czyniąc je jednym z najbardziej magicznych miejsc pustyni.
Na wiele metrów w górę ciągną się pomarańczowe ściany miękkiej, pomarańczowo-żółtej skały, które u zwieńczenia wyglądają jak ażurowa chusta - pełno w nim dziur, przez które prześwituje pustynne słońce. W powietrzu unosi się wszechobecny kurz. Na całym obszarze można znaleźć większe lub mniejsze kamienie, które swoją szarością zdecydowanie odcinają się od ciepłych barw piaskowców.
Miejsce magiczne za dnia - głównie dzięki błyszczących w świetle słońca unoszących się drobinek piasku. Magiczne nocą - przez ogromne ilości świetlików, które pojawiają się w tym miejscu.








10.08.2019, 11:22
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#2

końcu opuścili mury miasta. Tutaj dopiero Samuro czuł się najbliżej wolności. Na tyle na ile był w stanie! Nie komentował słów dziewczyny. Nie było takiej potrzeby. Nie wiedział wiele o całej sytuacji, która wydawała się świeża. Sypanie soli na rany nie przyniosłoby korzyści nikomu. Spojrzał na nią tylko ze współczuciem, gdy wtuliła się w jego dłoń. Jak długo czasu minęło od poczuła ciepło innej osoby? -Jestem pewny, że na to nie zasłużyła.-Dodał tylko.
Granat jej włosów zaskoczył go. Nigdy w życiu nie widział czegoś takiego! Czerń... owszem, była bardzo powszechna w jego stronach. On sam miał włosy czarne jak smoła! Ale granat? To było coś zdecydowanie nowego. -Masz naprawdę wyjątkowe włosy. W moich stronach kobiety zazdrościłyby ci tego odcieniu!-Rzekł pogodnym tonem. Spojrzał na nią ponownie gdy ta zaczęła stukać go po kolejnych częściach ciała. -Poniekąd masz rację... Mimo wszystko chcę, żeby to ostrze moich przodków sprowadziło sprawiedliwość na morderców mojej rodziny. Ale masz rację...-Powiedział spuszczając głowę. Zachichotał jednak na dźwięk jej przekleństw. Spojrzał na nią z udawanym oburzeniem, jakby chciał powiedzieć, że takie słowa nie pasują do tak pięknej twarzy. -Sprawiasz, że to brzmi tak łatwo. Ale postaram się... W końcu mam brać udział w mistrzostwach Azaratu!
Okami uniósł brwi. -Lwy? W sensie... takie naprawdę duże, naprawdę niebezpieczne zwierzęta? Wydaje mi się, że widziałem gdzieś ich rysunek.-W jego głosie słychać było spore zaskoczenie. Słysząc jaki lost spotkał jej przyjaciela spojrzał na nią ze współczuciem. -Jestem pewny, że ci się uda! Zwierzęta są dosyć cfane i poznają się na charakterze ludzi. Jestem pewny, że ten twój to obecnie niezły rozrabiaka!-Przekomarzał się Łowca. Jego zaskoczenie zwiększyło gdy zrozumiał, że ona nie wie czym są niedźwiedzie i wilki. Oczywiście! Całe życie spędziła na pustyni!-Cóż wilki to... takie przerośnięte psy, które polują w stadach i można je spotkać głównie w lasach. A niedźwiedzie... cóż... ciężko jest mi je opisać jeśli mam być szczery!-Powiedział z zakłopotanym uśmiechem na ustach. Na kondolencje skinął lekko głową. Będzie tęsknił za swoim wiernym wierzchowcem.
Spojrzenie jakim obdarzył Aeolian po usłyszeniu, że została okradziona z duszy było trudne do wyczytania. Zmrużył lekko oczy myśląc o tym. Skoro pochodziła z pustyni to musiało to mieć coś wspólnego z wierzeniami jej ludu. Jeżeli faktycznie wierzyła, że jej dusza była martwa to rozumiał jej rozgoryczenie... Skinął tylko głową. Jedną sprawą był ukradziony miecz, a inną wiara, że jest się bez duszy. Osobiście wierzył, że z jej duszą wszystko było w porządku, ale nie był kaznodzieją, żeby nawracać ją na swoją wiarę.
Zmarczył brwi gdy usłyszał kolejne zdanie. -Czekaj... co to miało znaczyć.-Spojrzał na swoje atletyczne ciało i odrobinę niechlujny strój. -Chcesz mi powiedzieć, że jestem nieatrakcyjny?-Zapytał nagle. Czy o to jej właśnie chodziło?! Po chwili parsknął śmiechem. Nie przywiązywał zbyt dużej wagi do wyglądu i już dawno przestał się przejmować tym, czy wygląda atrakcyjnie czy nie.
W końcu zanotował sukces! Jej policzki objął lekki rumieniec! -Kto by pomyślał, że wystarczyło powiedzieć ci krępującą prawdę i od razu twoje policzki nabierają koloru! Niesamowite!-Rzekł wojownik z udawaną fascynacją. Dźgnął ją palcem w bok żeby zwiększyć efekt i zobaczyć jak zareaguje. Można powiedzieć, że ją testował. Na dźwięk jej słów pokłonił się lekko i stanął w miejscu. Szli już jakiś czas. W kierunku północnym o ile się nie mylił. -No to prowadź moja droga Aeolian! Pokaż mi miejsce w którym się zakocham.-Powiedział z nutką zalotności w głosie. Dawno nie miał tyle radości ze zwykłej rozmowy!








11.08.2019, 21:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#3

olność. Lia kiedyś mogła zachwycać się tym słowem, które uderzało w nią każdym podmuchem pustynnego wiatru, kiedy pędziła wraz z innymi wojownikami Arsh'Ghem przez pustynie na ich przepięknych lwach. Mogła delektować się nim, jedząc słodkie daktyle czy pijąc cierpkie wino. W Azaracie to słowo ledwo przechodziło jej przez gardło. Zielone oczy dziewczyny zniknęły pod kurtyną rzęs, kiedy pokręciła głową.
- Nie zasłużyła. - westchnęła, gdy przeszedł ją dreszcz. Yana była jedną z nielicznych dobrych osób w tym miejscu. A traktowali ją gorzej nawet niż Demona z Pustyni.
Przez dłuższy czas szli w milczeniu. Aeolian rozglądała się leniwie dookoła, co jakiś czas zerkając za siebie. Wątpiła, by ktoś ich śledził, ale z drugiej strony lepiej dmuchać na zimne. Spojrzała na Okamiego, biorąc koniec swojego długiego warkocza w dłoń i pomiziała się nim po policzku.
- Mówisz? - uniosła brew rozbawiona. - Nie są takie wyjątkowe. Znałam kogoś, kto miał włosy jasne jak najczystsze srebro. Była przepiękna. - na jej twarzy znów zagościła melancholia. Może to właśnie powinien być obraz Yany, jaki musi wyryć w swoim własnym sercu?
- Wiesz Wilku, to rozumiem. Powinni zostać ukarani. Wszyscy oni... - przez oblicze dziewczyny przeszedł dziwny cień. A może to było tylko złudzenie? Dość niepokojące, ale... Lia w końcu uśmiechnęła się miękko i niewinnie. Przygryzła wargę. - Jeszcze nic nie sprawiam. Ale mogę. Mogę zrobić tak, żeby było Ci łatwiej. - mruknęła wesoło, jednak zaraz po tym pobladła. - Jak to w mistrzostwach? - otworzyła szeroko oczy i złapała go za ramię. Jej radość uleciała w jednej chwili. - Okami, tu nie chodzi o Twoje umiejętności. Oni Cię tam zabiją! - warknęła, ściskając go mocniej. Nawet nie zauważyła, że to robi. - Z kim masz walczyć? - spytała już spokojniej, ponownie starając się nałożyć maskę obojętności. Serce biło jej szybciej. Nie chciała, żeby wojownik umarł, a znając brudne sztuczki Areny, zwycięstwo należało do najbogatszego.
Powoli docierali już do wąwozów. Było już widać pomarańczowe skały, których sklepienia łączyły się w przeróżnych miejscach, wpuszczając fragmentarycznie popołudniowe słońce. Kurz błyszczał w nim niczym drogi brokat, którego używają szlachcianki, by wyglądać piękniej niż zazwyczaj. Lia nieraz też miała to cudo na czole i policzkach, choć nigdy nie rozumiała jak czyni to kogokolwiek piękniejszym.
Lia uniosła brew i popatrzyła na mężczyznę z dziwnym uśmieszkiem. Podparła się dłonią o biodro.
- Chciałam powiedzieć coś całkowicie przeciwnego. - jej uśmiech się rozciągnął w odpowiedzi na zarzut określenia go nieatrakcyjnym. Wyglądał, owszem, niechlujnie, ale jego postawa i spojrzenie sprawiały, że był pociągający. A patrząc z perspektywy azarackich szlachcianek, był wręcz białym krukiem, którego zapewne każda chciała zdobyć. - Po prostu dziwię się, że nie skorzystałeś z okazji wdania się w łaski tych panienek. Niektóre z nich mają naprawdę dużą władzę... - wzruszyła ramionami. Biorąc pod uwagę jednak, że ich podejście do życia było dość podobne, Lia wątpiła, by Okami kiedykolwiek coś takiego zrobił.
- Po prostu... - dziewczyna westchnęła przeciągle, trochę ze wstydem, trochę z ulgą. - Po raz pierwszy usłyszałam te słowa. Znaczy, bezpośrednio. - przeczesała dłonią włosy i uśmiechnęła się z zażenowaniem. - Dziękuję. - powtórzyła raz jeszcze i puściła mu oczko.
Pobiegła do przodu, a jej warkocz powiewał za nią. Zostawiała ślady na piaskach, które niemal od razu znikały, rozmywane przez wiatr. W końcu się zatrzymała, patrząc przed siebie z zadowoleniem.
- To tutaj. Stare wąwozy. - powiedziała z błyszczącymi oczyma. Odpięła swoją katanę, ale nie wyjmowała jej z pochwy. - Już możesz się zakochać... - spojrzała na Wilka z uśmiechem, który zdradzał wszystko. Czas na pojedynek.








13.08.2019, 18:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#4

lady uśmiech wykrzywił jego usta. Smutek z którym musiała zmagać się Lia był mu dobrze znany i o ile on dosyć szybko zaakceptował los jaki spadł na jego ród to ona najwyraźniej nadal zadręczała się śmiercią przyjaciół. Odetchnął głęboko. Powietrze tutaj nadal było gorące i ciężkie, ale przynajmniej oddalili się od zapachów, które kojarzone są z miastem.
Ciągłe rozglądanie się dziewczyny zaciekawiło Samuro. Czyżby bała się, że będzie śledzona? Ktoś na nią czyhał? Nie skomentował jej zaniepokojenia, ale również zachowywał czujność... na wszelki wypadek. Gest z warkoczem, który wykonała był niesamowicie uroczy... Gdyby dziewczyna trafiła do jakiegokolwiek innego miasta niż Azarat. Nawet w Teolii miałaby lepsze życie... O ile Ilheniści by go jej nie zrujnowali. -Srebro to piękny kolor... ale jestem pewny, że wolę głęboki granat. Mimo to jestem pewny, że przypadlibyśmy sobie do gustu. Widzę jak bardzo ją szanujesz. Zachowaj pamięć o niej w sercu... tak jak ja.-Powiedział bijąc się w pierś.
-Tak. Szukam kary. Szukam sprawiedliwości. Nie szukam jednak śmierci. Jeżeli oprawcy przyznają się do winy to postawię ich przed sądem. Nie szukam krwi. Nie szukam śmierci.-Jego brwi uniosły się na jej słowa. -Łatwiej? Co... co masz na myśli?-Powiedział niepewnie. Chodziło jej o trening? Zapewne tak. Jej reakcja na wieść o jego udziale w mistrzostwach również była niemałym zaskoczeniem. Skinął tylko głową potwierdzając swoje wcześniejsze słowa. -Jeżeli faktycznie tak jest i zostałem skazany na śmierć, to cieszę się, że stanie się to z bronią w ręku a nie na katowskim pieńku. Pogodziłem się że każdy dzień tutaj może być moim ostatnim, dzięki czemu nie boję się wstawać z posłania każdego ranka. Ale doceniam troskę...-Powiedział nieco zakłopotany. Ledwie się poznali, a on już był w stanie dostrzec jak wiele ich łączy. A pochodzili z dwóch krańców znanego świata! -Człowiek imieniem...Mul... Mel... Malgulo! Tutejsze imiona nadal są dla mnie problemem.-Powiedział Okami marszcząc lekko brwi. Jego pan powiedział coś podobnego. Malgulo miał znajomości, przez co rozkazał gladiatorowi przeciąganie walki tak długo jak to możliwe. Dziwne...
Krajobraz, który powoli ukazywał się oczom teolczyka był czymś wyjątkowym. Surowe piękno obrzeży Azaratu przywodziło mu na myśl górskie szczyty i świątynię Tenbou. Tyle, że podczas gdy tam dominowała biel... tutaj widać było złoto. Złoto piasku i kamienistych pagórków. Przez chwilę przystanął w miejscu podpierając się kosturem. Obserwował piękno natury, którym były wąwozy Klejnotu Pustyni. Olbrzymie, zapierające dech w piersiach... i takie ciche. Przymknął na chwilę oczy. Cisza. Od tak dawna nie słyszał tego dźwięku. Uśmiech pojawił się na jego twarzy. Szczery, lekki i błogi. Jego włosy poruszały się na wietrze gdy w końcu otworzył oczy.
Jego błogi spokój został natychmiastowo zachwiany odpowiedzią kobiety. Och...-Wydał z siebie dźwięk. -Och... rozumiem.-Odchrząknął lekko. -W takim razie dziękuję za komplement...-Owszem. Wojownik przyciągał wzrok. Odstawanie od reszty wiąże się nie tylko z dyskryminacją ale i z ciekawością. A na jej brak Okami nie mógł narzekać. -Moja żona zmarła niecałe dwa miesiące temu. Zhańbiłbym jej pamięć gdybym zaczął spędzać noce z pierwszymi lepszymi szlachciankami tylko i wyłącznie dla zysku... Choć pogodziłem się z jej śmiercią to nie chcę szargać jej godności w taki sposób.-Odpowiedział spokojnie, choć jego oczy odrobinę się zaszkliły. Jednak jego twarz znowu się rozpogodziła słysząc słowa Aeolian. -Rzadko to słyszysz? W takim razie powiem to jeszcze raz. Jesteś piękna. Piękniejsza niż, niech dusza mojej żony mi wybaczy, jakakolwiek kobieta jaką widziałem. -Wilk nie miał zamiaru biec. Zamiast tego spokojnym krokiem zmierzał w kierunku wąwozów. Powinien narysować to miejsce... tak piękna rzecz! Należało by to uwiecznić!
-Możesz mnie uznać za zakochanego.-Powiedział obserwując postawę wojowniczki. Sam jednak nie sięgnął po miecz, który nadal znajdował się pomiędzy jego biodrem a szarfą ciasno zawiązaną wokół pasa. Po prostu się wyprostował i przestał opierać na kosturze. Uśmiech pojawił się na jego ustach gdy poczuł znajomy ścisk w żołądku. Nawet jeśli to był zwykły sparing to powodował spore emocje! -A więc... zatańczmy.








13.08.2019, 19:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#5

ypuściła warkocz, a ten chwilę pobujał się w powietrzu, powoli wytracając pęd. Pamiętała wieczory, kiedy jej matka czesała ją snu i zaplatała dziesiątki warkoczy, które upinała w umyślne fryzury. Zielonooka nie miała jednak tyle cierpliwości. Proste fryzury jako jedyne były w zasięgu jej możliwości. Spojrzała kątem oka na wojownika, uśmiechając się krzywo.
- Ona cała była piękna. - powiedziała tylko. Nigdy nie widziała piękniejszej istoty niż Yana. Delikatna, efemeryczna, cudowna. Przeklęta. - Choć ludzie tutaj nie potrafili tego docenić. - westchnęła ciężko, a jej ramiona lekko opadły. - Tak czy inaczej, masz dziwny gust! - zmusiła się do uśmiechu pełnego przekory. Była pewna, że chciał ją po prostu pocieszyć. Nikt, kto ujrzałby Yanę, nie powiedziałby o innej kobiecie, że ta jest wyjątkowa.
- A jeśli się nie przyznają? - Lia zmrużyła zielone oczy. Chyba nie był na tyle naiwny, że sądził, że ktokolwiek z łowców niewolników przyzna się do jakiejkolwiek winy. Poczuła gule w gardle na samą myśl o Spokojnym Głosie i tym, że przysięgła go kiedyś odnaleźć i zabić. - Oferuję Ci swoją pomoc. W szukaniu sprawiedliwości. - powiedziała krótko, cicho, spokojnie. Gdyby okazało się, że ma choćby cień szansy na to, by zemścić się na wszystkich ludziach przez których straciła prawo do bycia częścią plemienia i wylądowała tutaj, nie dbałaby o swoje życie w drodze do tego celu.
Lia zatrzymała się, słysząc słowa Okamiego. Cieszy się, że może zginąć z bronią w ręku? To i tak było samobójstwo! Spojrzała na niego z nieukrywaną złością i zacisnęła usta. Serce biło jej szybko, kiedy powstrzymywała się przed najzwyczajniejszym w świecie uderzeniem go w twarz na otrzeźwienie. Zamiast tego po prostu patrzyła.
- To nie jest troska. - wyrzuciła z siebie w końcu. - To rozczarowanie. - puściła jego ramię, powoli zjeżdżając dłonią po jego ciele. - Nie rozumiem jak możesz tak mówić Wilku... Ale ja wielu rzeczy nie rozumiem. Przez chwilę myślałam, że... - zawahała się na moment. - ...to nieistotne. - dokończyła, choć wyraźnie nie tak, jak zamierzała. Też zmarszczyła brwi, słysząc imię Malgulo. Niewiele jej mówiło. Oczywiście, to mógł być ktoś znany i dobry, ale szlachta wymieniając bohaterów Areny, o nim przy niej nie wspominała. - Tak czy inaczej, bądź czujny. - zakończyła oczywistością.
Lia z radosnym samozadowoleniem patrzyła na twarz Okamiego, kiedy zbliżali się do wąwozów. Jak w jego oczach odbija się złoto piasków azarackiej pustyni, a wiatr osadza na jego ciele i ubraniach drobinki kurzu. To było właśnie to, co kochała. Bezmiar horyzontu, piękno natury i dzika, okrutna siła.
- Słyszałam, że na świecie istnieją takie pustynie... tylko z wodą. Aż wierzyć się w to nie chce... - rzuciła z krzywym uśmieszkiem, wpatrując się w hipnotyzująco przesypujące się meandry piachu. - Takie morze piasków, tylko bez piasków. - dziewczyna także zatopiła się w ciszy tego miejsca. Zamknęła oczy i okręciła się na palcach, a jej warkocz zafurkotał wokół niej. Przestrzeń. Ta przestrzeń była upajająca.
- Daj spokój. Spójrz na siebie. A potem na panów szlachciców... - Lia z kolei uniosła brew. Po chwili jednak umilkła, a na jej twarzy rozlał się rumieniec wstydu i zażenowania. - Przepraszam, nie wiedziałam... przepraszam. - bąknęła, patrząc gdziekolwiek, byle nie na Okamiego. Nie wydawał się kimś, kto miał żonę lub kto opłakuje jej stratę. Niemniej, było jej teraz dość głupio, że żartowała sobie z niego w ten spokój. Pokłoniła mu się lekko, mając nadzieję, że znajomy gest sprawi, że nie weźmie sobie tego do serca. Kiedy się prostowała, rzucił jej w twarz kolejne słowa, na które nie miała pojęcia jak zareagować. Nie czuła się tak. Była zwykłą dziewczyną. Niewolnicą. Nieznajomą. Mimo to uśmiechnęła się lekko. - Coraz lepiej idą Ci te komplementy... - zbyła to złośliwością i odwróciła się, by rozkoszować się biegiem i wiatrem we włosach.
Kiedy zatrzymała się trochę zdyszana, usłyszała głos Okamiego za sobą. Satysfakcja wyraźnie odbiła się w jej oczach.
- Nocą jest tu jeszcze piękniej. - odpowiedziała, a w jej głosie mieszały się wyzwanie i ciekawość. Wątpiła, by został tu tak długo, ale może kiedyś przyjdzie mu odwiedzić to miejsce samotnie. - Powietrze lśni od świateł... - Lia także patrzyła na jego postawę. Okami trzymał w ręku kostur, katany nie dotykał. Chciał ją sprowokować czy zlekceważyć? Uśmiechnęła się dziko. - Zatańczmy.
Nim ostatnia głoska przebrzmiała w powietrzu, dziewczyna przecięła powietrze ze świstem swoją bronią, która dalej była w pochwie. Uderzyła pod skosem, mierzyła w dłoń Wilka, którą trzymał kostur. Korzystając z siły obrotu, którą dało jej uderzenie, szybkim obrotem znalazła się za nim i pstryknęła go w płatek ucha. Odskoczyła w tył. Uśmiechała się szeroko.
- To mężczyzna prowadzi, Wilku.








13.08.2019, 20:37
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#6

zy ona naprawdę nigdy nie widziała swojego odbicia w lustrze? Czy może to była fałszywa skromność? A być może przez te wszystkie lata gdzie uważała się za istotę bez duszy sprawiły, że nie dostrzegała swojego własnego piękna? -Nie będę się wykłócał. Mimo to uważam, że gdyby postawiono mnie przed najpiękniejszą szlachcianką świata... wybrałbym wojowniczkę.-To właśnie ta dzikość w jej urodzie sprawiała, że uważał ją za piękną. -Zresztą, nie ma ludzi idealnych. A mój gust jest taki jaki powinien być!-Skwitował swoją wypowiedź. Każdy miał wady. Zarówno w charakterze, wyglądzie jak i obyczajach. Nie dało się tego uniknąć.
-Jeśli się nie przyznają to spotka ich śmierć. Szybka i bezbolesna, ale nieunikniona. Nie jestem sadystą, lecz nie mam zamiaru wybaczać!-Zaś jej oferta spotkała się ze zdziwionym spojrzeniem. -Nie wiem czy wiesz z czym by się to wiązało. Moja zemsta sięga znacznie dalej niż Azarat. Sięga drugiego końca świata. Teolii... to tam znajdują się moi prawdziwi wrogowie, choć nie znam nawet ich imion.
Jej złość była czymś zrozumiałym. Widzieć osobę gotową na śmierć... po tym jak właśnie straciła przyjaciółkę. Spojrzał jej prosto w oczy. -Jestem najmłodszym synem mojego ojca. Od dziecka byłem szkolony na wojownika i obrońcę rodu. I od dziecka wpajano mi, że umrę w jego obronie i za jego chwałę. Z bronią w ręku i dumnie uniesioną głową. Chcesz, żebym nagle zmienił dziesiątki lat szkolenia? Nie chcę umierać, nie mam zamiaru umierać, ale śmierci nie mam zamiaru się lękać! Możesz być rozczarowana. Lecz ja nie mam zamiaru żyć w ciągłym strachu oglądając się przez ramię.-Powiedział jej szczerze. Lecz po chwili jego wzrok złagodniał. Nie miał zamiaru dopytywać się o co jej mogło chodzić.
Ona nigdy nie widziała morza! Nic dziwnego Azarat to pewnie najdalsze miejsce do jakiego zawędrowała. -Nazywają się po prostu morzami. Ja jedno przepłynąłem by dotrzeć tutaj z Teolii. Ja przypuszczam, że nie przypadłyby ci do gustu. Jest na nich zimno, statkami miota na lewo i prawo i jedyne na co człowiek ma ochotę to wymiotowanie... zresztą ja przebyłem je wsłuchując się w dźwięk bata opadającego na plecy moje lub jednego z niewolników... Dlatego moja opinia może być nieco wypaczona.-Powiedział pogodnie. To doświadczenie było już za nim... Los niewolnika i gladiatora w Azaracie jest nieskończenie lepszy niż los wioślarza.
Okami był wyraźnie zakłopotany gdy zobaczył, że jego odpowiedź wprawiła Aeolian w zakłopotanie. -Nic się nie stało! Pogodziłem się już z tym co się wydarzyło... choć nadal sprawia to ból. Wierzę, że moja rodzina znajduje się u bogów.-Powiedział cicho. Widząc jak zareagowała na jego próby komplementowania westchnął. -Mówienie komplementów jest łatwe gdy są szczere!
-Noc ogólnie jest piękniejszą porą dnia... Ale mimo wszystko wolę to miejsce za dnia. Lepsze światło do rysowania...-Jej dziki uśmiech pokazywał, że kochała walkę równie mocno co on.
Szybka jest. Złapał szybko kostur w dwie ręce blokując cios wyprowadzony kataną znajdującą się w pochwie. Obrót zauważył i skwitował szerokim uśmiechem. Nawet podczas treningu była figlarną osobą! Dobrze więc... Na jej prowokacje odpowiedział jedynym możliwym sposobem. Postanowił wyprowadzić pchnięcie kosturem mierząc w jej głowę... lecz tak naprawdę miała być to finta. Cios miał powędrować w jej udo. Bolesny... lecz na dłuższą metę niegroźny atak. Ciekawiło go czy atak kosturem ją zaskoczy.








13.08.2019, 21:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#7

krzyżowała ręce na piersiach. Jej uśmiech powoli się rozpogadzał, choć na dnie oczu błąkał się smutek i tęsknota. Bez udziału świadomości przygryzła wargę, patrząc się na mijanego po drodze kota.
- Czemu Wy zawsze to robicie... - mruknęła do siebie. Nie rozumiała mężczyzn. I chyba nawet nie chciała próbować. Miała jednak wrażenie, że jakimś dziwnym cudem trafia na wyjątki, które po prostu tak odstają od przeciętności, że wydają jej się zbyt inni. Wzruszyła ramionami. - Ja też! - zaśmiała się wesoło, choć dzikość w jej oczach tylko się roznieciła. - Nie chciałam Cię obrazić. Po prostu... chyba sam przyznasz, że to nietypowe? - uśmiechnęła się. Zmrużyła oczy. - Choć ciekawi mnie jedno... gdybyś ujrzał mnie w klejnotach, to straciłabym w Twoich oczach? - zamyśliła się na głos. Na co dzień chodziła wystrojona i obwieszona nawet większą ilością złota niż Yana. Tylko reputacja Arsh'Ghem trzymała z dala od niej niepożądane ręce i ostrza. Złapała się za głowę. - A ja całe swoje życie chciałam zostać księżniczką. Głupia! - przyznała ze śmiechem. Nie miała kompleksów na punkcie swojego wyglądu, ale fakt, że była niewolnicą, rzeczą, czyjąś własnością... ucinał dumę i poczucie własnej wartości.
- Rozumiem... - zielonooka patrzyła na wojownika bez mrugnięcia. - Naprawdę sądzisz, że nie wiem czym ryzykuję, proponując pomoc w buncie? - uniosła brew, ale po chwili kiwnęła głową i westchnęła. Drugi koniec świata... Może to było miejsce dla niej? Świat bez niewidzialnych kajdan? - Jeśli kiedyś los mnie tam rzuci, a ja poznam Twoje prawdziwe imię, to przysięgam na tą dumę Arsh'Ghem, która jeszcze mi pozostała - postaram się Cię odnaleźć. - przyłożyła dłoń do serca i czoła. Każda przyszłość była równie niewiadoma, co możliwa. Skrzywiła się lekko. Patrzyła wyzywająco. - Jaką chwałę Twojemu rodowi przyniesie śmierć na Arenie? Nie oczekuję, że po moich słowach zmienisz swój pogląd na życie, ale, na litość wszystkich smoków! Ty nawet nie wydajesz się wściekły, że jesteś tu gdzie jesteś! Że uczynili Cię tym, kim jesteś. - wymownie przeniosła spojrzenie na literę "G" na jego klacie. - Jak możesz nie chcieć śmierci ich wszystkich...? - Lia ruszyła przed siebie, kontemplując ścieżkę, którą szli. Czuła się źle mówiąc te wszystkie słowa, ale ją samą przepełniała tylko gorycz i złość. Chciała ich cierpienia. Bardziej niż czegokolwiek.
Piaski falowały, co ją uspokajało. Widziała po drodze kilka jaszczurek, które wygrzewały się na kamieniach. Wszyscy mieli tu względny spokój.
- One naprawdę istnieją? - popatrzyła na Okamiego z ukosa, jakby nie była pewna czy sobie z niej żartuje. - Mimo wszystko, chciałabym je zobaczyć. Tyle wody... to musi być niesamowite. - jej policzki znów nabrały kolorów. - Tu nigdy nie jest zimno. Nie umiem sobie tego wyobrazić... - powróciła z krainy wyobraźni do rzeczywistości. - Wilku... czemu ludzie to sobie robią? - dotknęła delikatnie jego pleców, na których z pewnością widniała niezliczona ilość blizn. Jeśli nabawił się ich na statku, na słonym morzu, wiele z nich mogło być źle zagojonych. Choć i na jej ciele było wiele blizn, przestała zwracać na nie uwagę.
- U bogów? - uśmiechnęła się. Trudno było odczytać wyraz jej twarzy. Znów założyła maskę. - Mam nadzieję, że do niej dołączysz. - powiedziała ciszej. - Oby jak najpóźniej. - dodała po chwili, orientując się jak mogło to zabrzmieć. Zaśmiała się bezgłośnie. - Czasem nawet kłamliwe komplementy są miłe!
Aeolian raz jeszcze uważnie przyjrzała się wojownikowi.
- Rysowania? Czy jest coś czego nie umiesz, Wilku...? - wyszczerzyła się.
Nie chciała dać mu czasu nawet na mrugnięcie. Na pół oddechu. Jej ręce zadrżały przy mocnym zderzeniu z kosturem. Zmrużyła oczy, nie rozumiejąc dlaczego korzysta z tego rodzaju... broni? Katana bezużytecznie w tej chwili wisiała u jego pasa. Sama walczyła nietypową bronią... ale to był przecież kawał drewna!
W czasie, kiedy Okami wyprowadzał atak, Lia wyciągnęła ostrze z pochwy robiąc wypad do przodu. Lubiła ryzyko. I chciała zobaczyć, na ile będzie w stanie zaryzykować Okami. Widziała jego atak, ale nie mogła uwierzyć, że zamierzał zaatakować ją w twarz. W walce dawała się ponieść intuicji, a ta mówiła jej, że mimo całej swojej siły, nie zrobi jej poważnej krzywdy.
Ona wręcz przeciwnie.
Z jednej strony osłoniła się pochwą miecza, a z drugiej samym ostrzem. Przyjęła cios, krzywiąc się z bólu i dziwnej ekscytacji, patrząc mu prosto w oczy. Wypuściła pochwę, która przyjęła na siebie impet ciosu Okamiego i złapała szybko jego nadgarstek, kciukiem usztywniając chwyt - pociągnęła go w swoją stronę i kopnęła mężczyznę z kolana w brzuch. Nie odsunęła się nawet o krok. Pragnęła tej walki.
- Dobądź ostrza. - powiedziała z szalonym uśmiechem, czując jak serce zaczyna jej szybciej bić. Puściła jego rękę. Noga pulsowała bólem, ale nie zamierzała przez najbliższą nieskończoność walczyć z kimś, kto nawet jeśli robi to z precyzją wojownika - to w dalszym ciągu atakuje ją kawałkiem twardego drewna. - Bo ja nie będę się już powstrzymywać.








13.08.2019, 22:52
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#8

roga wgłąb kanionu była wspaniała! Nigdy nie widział czegoś takiego. Olbrzymie, wyżłobione koryto wyglądało jakby kiedyś płynęła tutaj rzeka. Ale to niemożliwe. Coś innego musiało to spowodować... Nie myślał nad tym zbyt intensywnie. Od dawna nie był tak szczęśliwy. Pomimo upału do którego nadal nie był przyzwyczajony czuł się jak nowo narodzony. Niemała była w tym zasługa Aeolian, która szła przed nim.
Mruczenie pod nosem uznał po prostu za urocze podsumowanie konwersacji na temat tego czy jego gusta są normalne. Zaś nietypowość podsumował wzruszeniem ramion i puszczeniem oczka. Nie do końca rozumiał ten konkretny gest ale skoro ona starała się oswoić z jego zwyczajami... -Teraz? Nie zmieniłbym zdania. Zanim zdążyłem cię poznać? Zapewne nie zacząłbym cię śledzić przypuszczając, że jesteś szlachcianką. Już mówiłem... to nie szata zdobi człowieka.-Spoglądnął znacząco na swoje pomięte ubrania.
Słowo "bunt" po prostu przemilczał. "Bunt" był czymś czego nie powinno się poruszać. Nigdy. -Proszę nie złość się jeżeli zapytam... dlaczego nie uciekniesz?-Spoglądnął na jej twarz by zobaczyć jej reakcję.-Nie nosisz znamienia niewolnika. Nie masz wypalonego symbolu, ani wytatuowanego nazwiska swojego pana. Dlaczego nie uciekniesz?-Ciekawiło go to. Droga ucieczki wydawała się być taka prosta. Na obietnicę odpowiedział skinieniem głowy. Nie mógł wymagać od niej takiej przysięgi. Wziął głęboki oddech gdy Lia wyraziła swoje poglądy. -Mój ród nie istnieje. Nawet jeśli zdołam sprowadzić sprawiedliwość to kto będzie moim dziedzicem? Mój syn nie żyje, żona także. Zaś nie chciałbym zmuszać jakiejś nieszczęsnej kobiety, żeby była u mego boku tylko po to, żeby rodzić dzieci! Nie jestem wściekły na ludzi tutaj, ponieważ wiem, że oni nie znają innego życia. Ponieważ zostali wychowani w nienawiści i dla nich jest ona czymś naturalnym. Codziennością. Łowcy niewolników zostali wyszkoleni, żeby w ludziach widzieć towar. Czy to jest ich wina? Ja nie skupiam się na nich... skupiam się na sobie. Los pokierował moje stopy na tę właśnie ścieżkę, a mnie pozostaje jedynie zadecydować co mam zrobić z czasem, który nadal mam na tej ziemi.-Po tych słowach zapadła cisza. Okami westchnął ciężko. Rozumiał jak bardzo postrzeganie świata tutaj różni się od życia w Teolii.
Po chwili uśmiech ponownie pojawił się na ustach łowcy. -Tak... I są pełne niezbadanych cudów! I owszem... mają w sobie pewne piękno. Ale nic nie może się równać z zielonymi łąkami i winnicami Teolii... Och jak ja bym chciał ci je pewnego dnia pokazać!-Dreszcz przeszedł mu po plecach gdy poczuł jej dotyk. -Gdy dowiemy się gdzie nienawiść ma swój początek to poznamy odpowiedź na twoje pytanie, moja droga.
Skinął głową. -Niech więc uzbroi się w cierpliwość. Nie jest mi śpieszno, żeby umierać.-Spojrzał na nią z powagą, choć w jego oczach dało się dostrzec rozbawienie. -Wolę być szczery i miły jednocześnie. Gdybyś... urodziła się w Teolii to być może zostałabyś pierwszą kobietą w szeregach mistrzów ostrzy.-Powiedział cicho.-Jeżeli kiedyś będzie okazja i mnie upijesz... to usłyszysz jak bardzo NIE potrafię śpiewać.-Powiedział i zaśmiał się głośno.

Nierozważny ruch. Wypad do przodu. W prawdziwej walce dźgnąłby ją w brzuch kosturem pozbawiając tchu. Z zaskoczeniem przyjął do faktu to, że nie zważając na atak rzuciła się szaleńczo w jego stronę. Skuteczny chwyt i zaskakująco potężne kopnięcie... A więc adeptka sztuk walki. Ciekawiło go jak bardzo przypominało to sposób walki mnichów z Tenbou. Skrzywił się z bólu, ale doświadczał o wiele gorszych rzeczy. -Popełniasz błąd lekceważąc siłę kostura. W wyszkolonych rękach potrafi być skuteczniejszy niż niejeden miecz. Ale niech ci będzie... spełnię twoje życzenie.-Nadal na nią spoglądając odłożył kostur na ziemię. Jego lewa dłoń spoczęła na pochwie tuż przy tsubie, zaś prawa powędrowała w kierunku tsuki. Kciuk lewej dłoni popchnął lekko miecz, zaś prawa ścisnęła mocniej rękojeść. Ruch prawej ręki był minimalny. To lewa zaczęła ciągnąć za pochwę, zaś ruch biodra ją wspomagał. To wyglądało jak swego rodzaju rytułał, samo dobywanie broni wyglądało jak coś świętego dla wojownika. Przez chwilę rozważał czy nie użyć techniki, ale... to by się mogło skończyć katastrofalnie. -Walczysz nierozważnie. Lekkomyślnie. A to mnie krytykujesz za obojętność wobec życia.-Powiedział surowo. Niczym nauczyciel do swojego ucznia. Powaga była wymalowana na jego twarzy. Chwycił katanę dwiema rękami wyciągając ją przed siebie. -Chodź więc.-Cięć jej miecza niemalże całkowicie się nie obawiał. To czym się martwił to ataki jej nóg. Sam nigdy nie był wybitny w walce wręcz... dlatego tutaj miała nad nim przewagę.








14.08.2019, 01:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#9

ziewczyna powoli opuściła kolano, cały czas wpatrując się w twarz wojownika. Ta zmieniła się niemal nie do poznania. Zniknęła się ulotna radość i chwilowe rozbawienia, a na ich miejsce pojawiła się śmiertelna powaga. Lia uśmiechnęła się kąckiem ust i odeszła kilka kroków w tył, po czym odwróciła się zgrabnym piruetem. Miecz w jej dłoni zalśnił w świetle pustynnego słońca, kiedy skierowała go w stronę Okamiego. Tak, by czubek miecza znajdował się na wysokości gardła mężczyzny.
A więc tym właśnie jesteś... ~ pomyślała, poprawiając chwyt. Wypuściła powoli powietrze, wyrównując oddech.
Siłą z nim nie wygra. Techniką też nie. Kataną walczyła dobrze, ale nie była żadnym mistrzem. Nie umiała się bawić walką z ostrzem, które było dłuższe niż jej Pazury. Ale może właśnie o to chodziło? Tak powinna wyglądać walka? Jej uśmiech poszerzył się odrobinę. Będzie musiała improwizować. Jeśli da się odczytać, to będzie szybki koniec.
Zieloonooka skoczyła ku Okamiemu, tnąc po skosie z góry na dół - mierząc w prawy bark Wilka. Krok przed wojownikiem odskoczyła w tył, a jej cięcie płynnie przeszło w poziome na wysokości klatki piersiowej Wilka. Ten jednak ani przez chwilę nie wyglądał na wytrąconego z równowagi.
-
Skupienie Samuro nie zachwiało się nawet na sekundę. Twarz nie zdradzała emocji, zaś oczy obserwowały ciało dziewczyny w poszukiwaniu najmniejszych ruchów. Dłonie cały czas trzymały katanę przed jego korpusem w pozycji defensywnej. Gdy jego towarzyszka odwróciła się do niego plecami zamknął oczy i wziął głęboki wdech.
Był spokojny, pewny swoich umiejętności, lecz z tyłu jego głowy nadal znajdowała się myśl "Nie walczysz by zabić." Otworzył oczy i ponownie zawiesił spojrzenie na oponentce.
Skok i finta być może i przyniosłaby skutek gdyby nie fakt, że nogi dziewczyny zdradzały prawdę. Odskok w tył to dobry sposób na uniknięcie ataku, a nie wyprowadzenie go. W momencie w którym dziewczyny zmienił kierunek na poprzeczny Okami wykonał płynny krok w tył pozwalając ostrzu Aeolian przeciąć powietrze. Następnie odbił się od ziemi stopą, by jak najszybciej powrócić do poprzedniej pozycji. Jednocześnie uniósł katanę wysoko i wykonał szybkie cięcie odgórne skierowane w głowę. Był jednak gotów powstrzymać miecz gdyby dziewczyna nie wyrobiła się z paradą
-
Lia przyjęła impet ataku na własną katanę, uginając lekko nogi i szerzej rozstawiając stopy. Zjechała ostrzem po ostrzu z metalicznym krzykiem mieczy i krzesząc iskry. Odepchnęła jego miecz w bok i wysforowała sztych, "kując" powietrze, mierząc w klatkę piersiową Okamiego. Przedłużyła ten ruch delikatnym ruchem nadgarstka, w sytuacji, w której Wilk cofnąłby się przed atakiem i sama wycofała się, trzymając miecz ukośnie przed sobą.
-
Okami z przerażeniem spoglądał w jaki sposób dziewczyna wyprowadza kolejny atak. Przesuwanie ostrzem po ostrzu? Iskry? Czy ona nie ma żadnego poszanowania dla miecza? Natychmiast odskoczył nabierając dystansu i unikając jednocześnie sztychu. Spoglądnął na swoją broń szukając potencjalnych wyszczerbień, bądź skaz. Z ulgą stwierdził, że udało się uniknąć jakiś poważniejszych uszkodzeń. Spojrzał ze wściekłością na dziewczynę i ponownie wyciągnął broń przed siebie. Nie odezwał się słowem.
Zamiast tego szybko doskoczył do granatowowłosej wyprowadzając precyzyjne cięcie w korpus. Spodziewał się, że ten atak zostanie zapewne zablokowany i w jakiś sposób skontrowany. Liczył na kontrę mieczem gdyż taki atak z łatwością byłby w stanie zbić przełamując tym samym gardę. Po tym wyprowadziłby cios tsuką w klatkę piersiową. W normalnej walce celowałby w głowę, ale tutaj wolał się powstrzymać.
-
Miała bardzo dużo poszanowania dla miecza. Jako broni do zabijania. Dla niej ostrze było przedłużeniem rąk, palców, stóp... korzystała z nich w każdy sposób, który pozwalał jej przeżyć kolejną sekundę. Otworzyła szerzej oczy ze zdumienia, po raz pierwszy widząc wściekłość wojownika. Dobrze. Uśmiechnęła się, patrząc na niego spod byka. Bardzo dobrze.
Lia też nie była najgorsza w odczytywaniu ruchów. Choć Okami był od niej wyższy i miał dłuższe ramiona, ona potrafiła wić się jak żmija w piasku. Skontrowała wymierzony atak, odbijając go w bok, a sekundę potem poczuła jak powietrze zatrzymuje jej się w gardle. Zerknęła na swój dekolt, w który przed chwilą została uderzona rękojeścią katany. Cios po uderzeniu powoli czerwienił się, niczym królewska kolia.
- Auć. - mruknęła, posyłając mu rozeźlone spojrzenie. Wywinęła młynka kataną, starając się nie myśleć o tym, że mógł jej połamać mostek. Może jednak nie powinna aż tak bardzo go prowokować...? Jednak... gdzie wtedy byłaby w tym zabawa?
Rozmasowała wolną dłonią miejsce na biustem i raz jeszcze stanęła w pozycji do walki. Ból był znośny, choć wiedziała, że zostanie z nią przez dłuższy czas. Na szczęście nie paraliżował jej ramion. Przynajmniej na chwilę obecną, kiedy to adrenalina krążyła w jej żyłach.
Stała dość daleko od niego. Pierwszy i drugi krok zrobiła powoli, ostrożnie kładąc stopy na piasku. W kolejnej sekundzie zawirowała w niskim piruecie, mierząc w kolana Okamiego poziomym cięciem. Korzystając z faktu, że była już nisko, zgarnęła piasek w dłoń i wybijając się górę z mieczem nad głową, rzuciła go Wilkowi w twarz. Następnie zakręciła swoim mieczem raz jeszcze i uderzając kolejnym skośnym cięciem w biodro wojownika.
-
Jego twarz nadal była bez emocji. Zerknął tylko na jej klatkę aby upewnić się, że nic jej nie jest i po chwili wrócił do swojej standardowej postawy. Jej styl walki był nierozważny i ryzykowny. Katana to niebezpieczna broń, ale źle wyprowadzony cios, źle wymierzona parada... mogła źle skończyć się dla ostrza i jego właściciela. Nie była to także poważna walka. Ich intencją nie było zabicie przeciwnika, a trening i zbadanie swoich możliwości.
Kolejny jej ruch przyprawił łowcę o minimalne uniesienie brwi. Piruet? Jej walka bardziej przywodziła na myśl taniec... szczególnie zestawiona z technicznym i praktycznym stylem Mistrza Ostrzy. Piruety łatwo jest ukarać. Skontrować. Ciosy wyprowadzone za ich pomocą są łatwe do przewidzenia. Z łatwością zbił atak wyprowadzony w nogi ograniczając kontakt między ostrzami do minimum. To co go zaskoczyło to rzucenie piaskiem w oczy... ruch jakże pasujący do Azaratu, gdzie to przetrwanie było kluczowe. Gdzie używanie brudnych sztuczek było na porządku dziennym. Takie zachowania należało karać. Użył jednej z technik, których nauczył się lata temu. Aeolian zobaczyła tylko jak Wilk idealnie... schodzi z lini ciosu miecza. Jakby wiedział gdzie ten znajdzie się po wyprowadzeniu ataku. Jednocześnie uniósł ostrze przykładając je do szyi dziewczyny od tyłu.
-
Nie miała w planach atakować jego nóg. Jej głównym celem była chwilowa dezorientacja Wilka, by wykonać ruch, który przysporzyłby mu więcej kłopotów. Lia jednak uderzyła w powietrze. Okamiego tam nie było. Zamiast tego poczuła chłód stali na swojej szyi. Jej zielone oczy otworzyły się szerzej. Zrobiła krok w tył, plecami uderzając w klatkę piersiową wojownika.
- Rozumiem, że nie żyję. - westchnęła ciężko, zerkając na niego przez ramię. W jej oczach dalej błyszczały iskierki entuzjazmu, kiedy chowała katanę do sayi. Nie odwracała się, ale też nie zmieniła swojej pozycji, czekając, aż Okami zabierze zimne ostrze, które dotykało jej skóry. - Jesteś lepszy niż Arist. Co czyni Cię jednym z najlepszych szermierzy Azaratu. - mruknęła lekko, choć w jej głosie znów przebrzmiała smutna nuta. - I choć porażka boli, muszę Ci ją przyznać. Tym razem. - położyła nacisk na ostatnie zdanie i dopiero się do niego odwróciła.
- Co chcesz w nagrodę? - spytała, krzyżując dłonie na piersiach, co robiła tak często, że było to w pewnym sensie jej nawykiem. Uniosła brwi pytająco, ale uśmiechnęła się z przekorą.








14.08.2019, 20:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#10

rening choć krótki to był dosyć intensywny. Ona otrzymała cios w klatkę i w nogę. On zaś będzie musiał spędzić czas nad swoim ostrzem by upewnić się, że ta szalona parada nie uszkodziła broni. Mimo to przyjął jej słowa uznania z szacunkiem. Cofnął się parę kroków i wykonał wyćwiczony zamach mający na celu zrzucenie krwi z ostrza. Zawsze to robił... nawet jeżeli miecz nie zasmakował posoki. Następnie płynnym ruchem wsunął ostrze do pochwy. Jej wściekle zielone oczy, piękne jak zawsze spoglądały przez ramię. -Można tak powiedzieć. Choć wyglądasz wspaniale jak na martwą.-Powiedział z lekkim przekąsem.
Zmarszczył lekko brwi słysząc obce mu imię. -Arist? Któż to taki?-Zapytał niewinnie. -Niewielka to pociecha! Wolałbym być jednym z wielu Mistrzów Ostrzy w Teolii... Choć nie żałuję, że tutaj trafiłem. Los, bogowie... cokolwiek innego co rządzi tym światem pokierował moją ścieżką tutaj.-Pokiwał lekko głową na rzucone mu wyzwanie. -Zauważyłem, że jesteś bardzo dobrą wojowniczką... zwłaszcza jeżeli chodzi o walkę wręcz.-Widział mnóstwo mnichów z gór walczących tylko za pomocą swojego ciała by się pomylić w tej sytuacji. Choć ten ostatni ruch nie do końca mi się spodobał...
Na jej pytanie zaś odpowiedział. -Ciebie.-Krótka pauza.-Bardzo przyjemnie mi się z tobą rozmawia! O to mi oczywiście chodziło!-Powiedział z lekkim uśmiechem tańczącym mu na wargach. Szybko się uczył tych słownych przepychanek.








14.08.2019, 21:12
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna