Północno-wschodnie wąwozy
#21

ienie, niebezpieczeństwo i Azarat. Świat, w którym życie zależy od ilości złota w sakiewce. W którym ludzie mają na własność innych ludzi. Gdzie przyjaźń jest słabością, choć powinna dawać siłę.
- Mi też było ciężko. Ale nauczyłam się lawirować wśród szlachty. Gdyby tylko wiedzieli... jak bardzo chcę ich zniszczyć. Nie przeżyłabym tygodnia. - westchnęła ciężko, przebiegając myślami wśród wspomnień niezliczonych balów, przyjęć, parad i spotkań. - Cieszysz się, bo jeszcze nie zdążyłeś pożałować. - zaśmiała się cicho, słysząc irytację w jego głosie. Choć wiedziała, że złość nie obejmowała jej samej, dość dziwnym było przeżywanie uczuć Okamiego. Zupełnie, jakby po raz drugi znalazła się w Klejnocie Pustyni jako niczego nieświadomy niewolnik. - Bogowie doskonale pamiętają o tym miejscu. Tylko nie obdarzają go łaską, a przekleństwami. - dodała z lekkim skrzywieniem warg. O ile w ogóle istnieli. Ale wolała nie mówić tego na głos.
Jej krnąbrny uśmiech nieco się poszerzył. Czy on naprawdę nie rozumiał jak egzotyka działa na azaratcką szlachtę? Mógł być kimś gorszym w ich oczach, ale jednocześnie cennym - bo innym. Różniącym się od otaczającej codzienności i rutyny.
- Zatem nie przestanę. Będę Cię atakować prawdą w najmniej spodziewanym momencie i obserwować z rozkoszą Twoją reakcję. - Lia zaczęła podchodzić do Okamiego jak skradający się kot. - I radością, która płynie z prostych prawd. - raz jeszcze się zaśmiała, widząc jego naburmuszoną minę. Uspokoiła się i spoważniała, kiedy mówił o swoim małżeństwie. Otworzyła szeroko oczy, a jej brwi zmarszczyły się w zdziwieniu. - Jak to? Czyli nie mogłeś wybrać sobie za żonę kobiety, którą kochałeś? - nutka gniewu przebrzmiała w jej głosie. - A co, gdybyś się zakochał i kazano Ci poślubić inną? - było to dla niej nie do pomyślenia. - Dzieci chyba kocha się bezwarunkowo... miłość do rodu przychodzi naturalnie... ale osoba, z którą ma się spędzić resztę życia... To powinien być Wasz wybór. - zielonooka potrzebowała kilku oddechów, żeby się uspokoić. Teolia była naprawdę dziwnym miejscem. Spojrzała na Wilka kątem oka. - Co mnie pociąga? Hm... - zamyśliła się. Nigdy się nad tym nie zastanawiała. Czy było w ogóle coś takiego? - Pewność siebie i swojej siły. Dobroć. Inteligencja. - zaczęła wyliczać. - A najbardziej to wszystkie te cechy naraz. - uśmiechnęła się bezradnie, jakby mimo dobrych chęci nie wierzyła w istnienie takiej osoby.
Może znali się od wieków? Może jego dusza była kiedyś w ciele Arsh'Ghem? Może jej przemierzała zielone pola Teolii? Byli podobni pod tak wieloma względami, że Lię aż przeszedł dreszcz.
- Kilka chwil wytchnienia, walka i uśmiech, to wcale nie tak wiele. - stwierdziła łagodnie, w odpowiedzi na jego zawahanie.
- Skoro do mnie ma należeć decyzja... - Lia pokłoniła się lekko. - To na ten moment uważam, że próbujesz mnie omamić słodkimi słowami, nie znając moich pełnych możliwości. - stwierdziła sucho, ale nie ze złością. Dziewczyna zatrzymała wzrok na twarzy wojownika. - Dowodziłeś? Armią? - zamilkła na moment. Kim on tak naprawdę był? Przez cały ten czas Lia miała go za zwyczajnego wojownika... Westchnęła. Czy to było ważne? Oboje byli tu i teraz - niczym. Wysiliła się jednak na złośliwy uśmiech. - Gdybyś stał tutaj nago, pewnie byłby to całkiem inny rodzaj zagrożenia. - nie mogła się powstrzymać i roześmiała się w odpowiedzi na jego skromność.
Patrzyła na niego przelotnie, kiedy milczał, szukając odpowiednich słów. Przeciągnęła się, wyciągając ręce najpierw w górę, potem na boki. Brakowało jej Sha'riva, z którym mogła się potarzać w piachu, a potem zatopić się w jego miękkiej sierści i usnąć w cieniu skał.
- Brzmi jakby byli dość... mało przyjemni w obyciu. - westchnęła ciężko. - W takim razie pozostaje szukać samodoskonalenia gdzie indziej. - dodała, wzruszając ramionami. Gdyby jednak miała okazję znaleźć się kiedyś w ich klasztorze, na pewno spróbowała by dostać się jako adeptka na ich nauki. Nigdy nie szkodziło sprawdzić czy się uda.
Uśmiechnęła się lekko, kiedy jego dłoń znalazła się na jej ramieniu. Zielone spojrzenie wojowniczki przemieszało się z brązem jego oczu. Znów przeniosła wzrok na rysunek, który przedstawiał świat tak bardzo odmienny... wręcz niemożliwy.
- Teolia jest miejscem równie dobrym jak każde inne, by zbudować tam nowy dom. Aeolian z Teolii... - powiedziała cicho, przesuwając palcem po papierze. Nie była pewna, czy Wilk ją usłyszał, ale nie chciała wypowiadać tych słów głośniej.
Aeolian z niepewnym, pełnym dziewczęcego zawstydzenia skinęła Okamiemu głową z wdzięcznością. Usiadła wygodniej, odgarnęła włosy na jedną stronę i położyła dłonie na udach. Nie miała pojęcia czy tak właśnie powinna siedzieć. Nie wiedziała gdzie patrzeć, jak się zachować. Liczyła, że Wilk poradzi sobie z jej nieporadnością. Kiedy skończył, przysunęła się do niego tak blisko, że niemal wpadła na niego, zrzucając ich oboje ze skały.
- Przepraszam... - mruknęła, odsuwając się od razu, a chwilę potem otworzyła szeroko oczy ze zdumienia. Dlaczego rzucił notatnikiem? Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale nie umiała znaleźć słów. Zamiast tego, ujęła delikatnie jego rysunek w dłonie. Jej oczy się roziskrzyły, a na twarzy pojawił się rumieniec zachwytu. - Czy Ty... naprawdę tak mnie widzisz? - spytała cicho. Szkic tak naturalnie i żywo oddawał jej rozwiane włosy i dzikie spojrzenie, które rzucało wyzwanie. I uśmiech, który mógł zirytować nawet najspokojniejszego człowieka. Serce biło jej tak szybko, jakby ktoś faktycznie oddał jej duszę na kartce papieru. Delikatnie włożyła mu notes w dłonie. Położyła rękę na jego głowie i popchnęła go ku sobie, by zderzyli się lekko czołami. Zamknęła oczy, ale na jej twarzy wciąż malował się uśmiech. Taki sam, jak na jego rysunku. - Dziękuję. - powiedziała tylko, powoli otwierając oczy i odsuwając się od wojownika. Chyba nigdy nie była tak zażenowana, przestraszona i szczęśliwa jednocześnie. Wierzyła, że będzie strzegł tego kawałka jej duszy, który udało mu się w niej dostrzec.
Z ulgą powitała pod plecami chłód kamienia, kiedy się położyła. Parsknęła śmiechem.
- Jeśli Twoje granie byłoby na poziomie Twojego rysowania, to sławę i bogactwo mamy zapewnione... - otworzyła jedno oko, patrząc z rozbawieniem na wojownika. Po chwili otworzyła drugie oko, choć musiała mrużyć je przed słońcem. - Aeolian z Teolii... - powtórzyła tylko cicho, uśmiechając się lekko w odpowiedzi na jego obietnicę.








16.08.2019, 14:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#22

zlachta. Słowo używane w większości zakątków znanego świata. A jednak nie znaczyło tego samego. -Tak... sam urodziłem się w szlacheckim rodzie i różniliśmy się od szlachciców, którzy żyją tutaj. Choć być może to jest naturalne. Co kraj to obyczaj jak to mówią...
A naszego spotkania nigdy nie będę żałował. Znalezienie bratniej duszy w tak obcym mieście uważam za powód do radości a nie goryczy!
-Odpowiedział. Skinął lekko głową na jej słowa. Nie chciał wdawać się w teologiczne dyskusje. Nie był to temat w którym by się specjalnie odnalazł.
Znowu ten jej uśmiech... dlaczego był taki irytujący i zarazem pociągający. Westchnął tylko. -Niech będzie księżniczko pustyni. Ja też nie będę się powstrzymywał.-Powiedział i puścił jej oczko. Z przyjemnością patrzył na jej powolne ruchy. Jej reakcja była oczywista i nie zaskoczyło go, że musiał tłumaczyć zawiłości aranżowanych małżeństw. -Byłem trzecim synem przywódcy mojego rodu, ona była drugą córką przywódcy zaprzyjaźnionego rodu. Nasze małżeństwo zacieśniło więzy pomiędzy naszymi rodzinami i przypieczętowało zawarty sojusz. Tak to działa w przypadku szlachty. Rzadko kiedy żenimy się z miłości. A gdybym pokochał inną... miałbym wybór. Kochać ją za plecami wszystkich z rodziny lub zapomnieć o miłości do niej. Teraz jednak to nie ma znaczenia...-Uśmiechnął się gdy Aeolian zaczęła wyliczać. Całkiem spore wymagania. -Więc szukasz ideału? Dla mnie liczy się szczerość. Tak długo jak osoba jest wobec mnie jak i siebie szczera to jestem nią zainteresowany. Choć cechy które ty wymieniłaś również są mile widziane.
Przeciągnął się i ziewnął lekko. Gorące powietrze zawsze tak na niego działało. Spojrzał na nią z powagą i dotknął litery G wypalonej na jego klatce. -Jesteś w stanie widzieć dalej niż to. To bardzo wiele w moim odczuciu.
Uniósł brwi zaś na jego twarzy pojawiło się szczere rozbawienie i fascynacja. -Omamić? Dlaczego chciałbym cię omamić? Zresztą wszystko co powiedziałem do tej pory jest prawdą. Jesteś piękna, jesteś zwinna, jesteś zabójcza. Szczera i dobra osoba, która powinna być w lepszym miejscu niż Azarat.-Powiedział wprost i wzruszył ramionami. Mogła mu nie wierzyć. -Może nie armią, ciężko nazwać siły zbrojne mojego rodu armią, ale dowodziłem niemałymi oddziałami, tak.-Zarumienił się jakby dopiero teraz zrozumiał co powiedział. Mruknął coś pod nosem ani nie potwierdzając, ani nie zaprzeczając jej słowom.
Skinął na potwierdzenie jej słów. -To dobrzy ludzie, ale zamknięci i zazdrośnie strzegący swoich tajemnic. Nie mogę ich winić... ich wojownicy są niesamowici!-Jej oczy naprawdę przypominały mu o zieleni łąk jego domu. Gdy w nie patrzył, z łatwością można było dostrzec tęsknotę kryjącą się za jego spojrzeniem. Usłyszał, że dziewczyna mruczy coś pod nosem, ale nie dopytywał się o szczegóły.
Jej bliskość sprawiła mu nieopisaną radość... odchrząknął lekko i nic nie odpowiedział na jej przeprosiny. Nie chciał też mówić, że nic się nie stało... Lecz widząc jej reakcję spoglądnął w dół zakłopotany. -Tak... jak mówiłem jesteś piękna i po prostu... tym portretem chciałem ci to udowodnić. Naprawdę uważam cię za najpiękniejszą kobietę.-Powiedział cicho. Bardzo cicho tak, że nawet w miejscu pełnym ludzi tylko ona by to usłyszała. Nagle poczuł jej chłodne czoło opierające się o jego własne. Spojrzał na nią niepewnie, lecz widząc uśmiech wykrzywiający jej usta sam także się uśmiechnął. Chciał... nie. Nie mógł tego chcieć. Wybąkał tylko ciche. -Proszę... -I schował notes do torby. Wystarczy rysowania na dziś. Wyzwalało ono emocje, których wolałby uniknąć. Zwłaszcza w miejscu takim jak Azarat. Sam również położył się niedaleko niej.
-Zaś gdyby twój głos przeciąłby powietrze karczm... zostalibyśmy królami życia.-Otworzył szeroko oczy słysząc jej imię. Także się uśmiechnął. -Lia z Teolii...-Spojrzał w górę. -Która już jest godzina? Ciężko mi tutaj określić czas...-Nie był przyzwyczajony do takiego skwaru, Słońce zawsze wydawało się większe niż faktycznie było... Dziwna ta kraina.








16.08.2019, 15:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#23

lemię Arsh'Ghem było ludem koczowniczym. Właściwie, skupiskiem wielu plemion, które żyły razem, by przetrwać. Razem pracowali, walczyli, umierali. Wielu wojowników zostało wysłanych w świat - każdy z przesłoniętą twarzą, by zachować jedność z duchami przodków. Lia poznała różnice społeczne dopiero w Azaracie, choć długo nie mogła ich zrozumieć. Dlaczego niektórzy mają wszystko, a inni umierają z głodu? Dlaczego niektórzy giną, podczas gdy pozostali śmieją się na widok przelewanej krwi? Czemu o losie decyduje złoto, a nie sprawiedliwość? Yana wielokrotnie wyjaśniała jej mechanizmy rządzące Azaratem i miastami ościennymi. Tak długo, aż Lia liniami nienawiści wyryła je sobie w sercu. Okami jednak, nie wydawał jej się złą osobą. Nie był zadufany i pewny siebie, w ten zły, drażniący sposób. Dziewczyna popatrzyła na niego podejrzliwie.
- Szlachcic? - uniosła brew, jakby chcąc się upewnić, że się nie przesłyszała. - Musiałeś należeć do bardzo... ludzkiej rodziny. - zaryzykowała, nie bardzo wiedząc co innego powiedzieć. Wilk był w jej oczach dobrym, mądrym i silnym mężczyzną. Czy taka szlachta mogła istnieć, choćby na drugim krańcu świata? Wydawało jej się to niemożliwe.
- Przyjemność po mojej stronie. - przyłożyła dłoń do serca, a chwilę potem do czoła i pokłoniła mu się lekko. - Choć przy bliższym poznaniu tracę na uroku, uwierz na słowo! - zaśmiała się krótko.
Aeolian zmrużyła swoje zielone oczy, kiedy nazwał ją księżniczką. Westchnęła z udawanym smutkiem.
- Ja niestety nie jestem szlachcianką ani księżniczką, która udaje niewolnicę... Jestem po prostu zniewoloną dzikuską z najdalszych zakątków pustyni. - jej oczy roziskrzył rozbawiony blask, kiedy puścił jej oczko. Mimo to, iskierki powoli wygasły, kiedy opowiadał jej o tym jak wygląda małżeństwo w teolskich, szlacheckich rodach. - Macie smutne życie. A jeśli kazaliby się ożenić z brzydką, starą i złośliwą jędzą? I musiałbyś spłodzić z nią potomka? - Lia ewidentnie nie mogła zaakceptować takich sytuacji. - Możecie mieć więcej kobiet? Macie pozwolenie na zdradę? - tym razem w jej głosie pojawił się chłód. Po raz pierwszy od tych kilku godzin ich dziwnie intensywnej znajomości. Westchnęła jednak, starając się nie myśleć o tym za bardzo.
- Ideału? - powtórzyła ze zdziwieniem. - Gdybym szukała ideału, to zaczęłabym od tego, że ma być wysoki, silny i przystojny. - uśmiechnęła się szeroko, z przekorą, która odbiła się w jej szmaragdowych oczach. - A dopiero potem pewny siebie, dobry i inteligenty. - zaśmiała się na głos, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że poszukiwania ideału nie miały żadnego sensu. Czasem po prostu się czuło... to coś. I człowiek nie mógł absolutnie nic na to poradzić. Spojrzała na Okamiego filuternie. - Mam wrażenie, że sam nie do końca wiesz czego szukasz. - przygryzła lekko wargę.
- Widzę wspaniałego wojownika, który chce pokazać mi inny świat. Dla mnie to także wiele znaczy. - odpowiedziała mu podobną powagą.
Nie spodziewała się ujrzeć zafascynowania w jego spojrzeniu, kiedy mówiła pół-żartem, że próbuje ją omamić. Wzruszyła ramionami.
- Może chcesz uśpić moją czujność? Może nie chcesz urazić? Kto tam Was wie, Teolczyków. - Lia przewróciła oczyma, ale uśmiechnęła się miękko. Nie była pewna czego to kwestia, ale przy nim faktycznie czuła się piękna. Miała wrażenie, że mówi to szczerze i bez interesowności. Po prostu mu wierzyła. - A jednak jestem tu. Razem z Tobą. Z odsłoniętą twarzą, bez plemiennej duszy, z bliznami na całym ciele. Mimo to, cieszę się z tego powodu, przyjacielu. - nazywała go Okamim. Wilkiem. Kiedyś może pozwoli jej nazywać go swoim prawdziwym imieniem. Jej twarz rozjaśnił podziw. - Stoi przede mną dowódca wojsk, a ja się dziwie, że zarzuca mi improwizację w walce i brak techniki... - pokręciła głową, dotykając skroni. - Budzisz moje coraz większe zainteresowanie, Wilku. - dodała odwracając się od niego, ale zerkając przez ramię na jego reakcję.
- Wojownicy Arsh'Ghem też są niesamowici. Ciekawe kto okazałby się zwycięzcą w takiej konfrontacji... - zamyśliła się na moment. Uważała, że jej plemię szkoli naprawdę wyjątkowych wojowników. Wielu z nich stawało się Łowcami, tak jak ona. Czy naprawdę mógł istnieć silniejszy przeciwnik? To wydawało się niemal niemożliwe.
Aeolian przez chwilę poczuła się jak idiotka. Przecież była dorosłą kobietą! Wpadnięcie na kogoś nie powinno wprawiać jej w aż takie zakłopotanie. Oboje zresztą wyglądali na nieumiejących odnaleźć się w sytuacji. Nie mogła powstrzymać rozbawienia cisnącego się na jej usta.
Słysząc jednak jego kolejne słowa, których potwierdzenie miała na papierze, poczuła nagły przypływ gorąca, rozlewającego się do jej klatce piersiowej i ramionach. Cichy głos wojownika, przeznaczony tylko dla jej uszu, sprawił, że uśmiechnęła się z lekkim rozmarzeniem.
- Przebyłeś cały świat, stałeś się niewolnikiem, który zabija dla tłuszczy, pozbawiono Cię wszystkiego... a ja nie umiem przestać się cieszyć, że jesteś obok. - powiedziała niepewnie, przez ten krótki, magiczny moment, gdy byli tak blisko siebie. Lia pozwoliła sobie przesunąć dłonią po jego skroni i szorstkim policzku, kiedy się odsuwała. Serce waliło jej jak szalone. Miała nadzieję, że Okami tego nie słyszy.
Odwróciła głowę ku niemu, czując jak nierówny kamień wbija jej się w policzek. Otworzyła szerzej oczy, a chwilę potem zaczęła się śmiać.
- Nie wiem jak to możliwe... ale całkowicie zapomniałam, że umiem śpiewać... - dziewczyna otarła łzę, która pojawiła się w jej oku. - Może to nie byłoby takie głupie życie? - rzuciła w powietrze, nie oczekując właściwie żadnej odpowiedzi. Spojrzała na słońce, które prześwitywało przez dziury w sklepieniu. - Chyba koło piątej po południu... - jej głos nagle utracił całą radość. Z powrotem usiadła i spojrzała na wojownika. Tak często zapominała, że jej pozycja była nietypowa jak na niewolnika. - Musisz już iść, prawda? - spytała, siląc się na spokój w głosie.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2019, 16:38 przez Aeolian.)









16.08.2019, 16:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#24

o tak. Dla niej słowo szlachcic kojarzyło się z jedną i tylko jedną rzeczą. -Być może, a może po prostu to szlachta tutaj jest inna. Mieliśmy podwładnych, którzy ciężko pracowali, ale no koniec każdego tygodnia czekała ich zapłata, każdy miał dom w którym mógł cieszyć się swoim życiem razem z rodziną. My cieszyliśmy się ich szacunkiem, a oni cieszyli się naszą ochroną.-Tak właśnie powinien funkcjonować świat. -Bogactwo i władza to przywilej, ale i obowiązek. Tutejsi szlachcice chyba tego nie rozumieją...
Jej smutek przykuł jego uwagę. Czyżby nie podobało się jej to określenie? -Ależ słowo księżniczka może mieć tak wiele znaczeń! Wielu bardów księżniczkami określa piękne kobiety! Księżniczkami można określać ważne dla siebie osoby! Gdybym miał córkę zapewne zwracałbym się do niej księżniczko... nie dlatego, że nią oficjalnie, ale dlatego, że władałaby moim sercem.-Spojrzał na Aeolian nerwowo. To wytłumaczenie... zaraz po tym jak to JĄ nazwał księżniczką? Mimo iż to nie o to mu chodziło. Odchrząknął dziwnie. -Postąpiłbym zgodnie z honorem i poślubił ją. Spełniłbym swój obowiązek.-Powiedział oficjalnie. Zaś jej spojrzenie spotkało się z jego natychmiastowym wytłumaczeniem. Nie, nie! Na bogów, nie. Jak mówiłem miłość musiałaby się dziać za plecami wszystkich, to jest byłaby sekretna. Zdrada jest bardzo potępiana wśród mego ludu. Ja osobiście musiałem zostawić kobietę w której byłem zauroczony... pochodziła z pospólstwa, ale mimo to bardzo ją szanowałem.
Wzruszył ramionami wsłuchując się w wypowiedź Aeolian. -To prawda. Od kiedy miałem dziesięć lat wiedziałem kogo poślubię i kiedy, dlatego też nie oglądałem się za kobietami. Owszem parę razy się zauroczyłem, ale oboje wiemy jak to jest z ludźmi w tym wieku... Nigdy nie... szukałem nikogo dla siebie. Dlatego też ciężko mi powiedzieć czego bym mógł pragnąć.-Spojrzał w jej szmaragdowe oczy i z zawadiackim uśmiechem na ustach dodał. -Będę z tobą szczery Lio... ty jesteś bardzo blisko tego mojego nieopisanego ideału.-Och, jak ciekawiła go jej reakcja!
Zaśmiał się cicho. -Jesteś pewna, że nikt nie stoi za mną? Mimo to dziękuję za komplementy. -Rozłożył się wygodniej. -Samo miasto Teolia też jest pełne wygodnickiej szlachty, która widząc twój wygląd zabijałaby się o twoje względy. Nadal uważam, że są lepsi niż ci ludzie tutaj! -Ze smutkiem zaakceptował jej słowa. -Tak... tutaj. Chciałbym, żeby ta sytuacja była odwrotna. Żebyś to TY trafiła do Teolii, a nie ja do Azaratu. I... ja nie do końca rozumiem wierzenia twojego plemienia, ale jeżeli dobrze rozumiem... Gdybym oddał ci twój portret? Na którym jest twoja twarz... czy to by pomogło. Służyłoby jako dowód, że jej nie straciłaś, że...-Zamilkł. Tak bardzo chciał jej pomóc. Dla niego odzyskanie miecza to była kwestia honoru i spokoju ducha, a nie kwestia niebytu... Choć bez broni czuł się zagubiony to był w stanie żyć. Westchnął. Być może powinien przestać myśleć o sobie jak o bohaterze chcącym wszystkich ratować.
-Cóż weszło mi to w nawyk. Wybacz... Nie wątpię, że ubrana w pazury nauczyłabyś mnie dobrych manier i niepouczania lepszych ode mnie. Jakiego rodzaju... zainteresowanie?-Dodał niepewnie. Budził zainteresowanie wielu szlachcianek. Czyżby Lia również chciała prowadzić rozmowy na temat Teolii?
Uśmiechnął się pod nosem. -Myślę, że Mistrzowie Ostrzy stanowiliby lepszych przeciwników. Grupa wojowników wyszkolona po to by chronić ważne osoby, dowodzić wojskami i by walczyć w pojedynkach. Każdy z nich jest w stanie rozpoznawać style walki rozsiane po całym świecie. Każdy z nich włada kataną tak jak ja... mniej więcej. Zdarzają się gorsi ode mnie i zdarzają się lepsi. Jedno jest pewne... są imponującymi przeciwnikami.
To napięcie między nimi sprawiało, że powietrze zdawało być się cięższe niż powinno. Tym razem jednak Samuro nie odwrócił spojrzenia, lecz skierował je nieśmiało na siedzącą przed nim Aeolian. Widział, że reaguje podobnie do niego... lecz to było niemożliwe. Jej słowa sprawiły, że serce zabiło mocniej... o wiele za mocno. Jej dotyk ponownie sprawił, że przymknął oczy. Jej skóra, tak delikatna i chłodna sprawiała, że nie chciał się stąd ruszyć do końca życia. Lio...-Powiedział tylko gdy jej dłoń opuściła jego twarz. Byli dwójką niewolników. -Świat nie jest sprawiedliwy.-Powiedział tylko. Banał... ale jakże prawdziwy w tej sytuacji.
-Cóż, ja nigdy tego nie zapomnę, dlatego mogę ci o tym regularnie przypominać! A takie życie... faktycznie brzmi wspaniale. Choć może nie starczyć nam czasu na zrealizowanie takiego marzenia. -Westchnął słysząc ile czasu już spędzili. Tak dużo, a jednocześnie tak mało. -Nie jestem pewny... powiedziałem mojemu właścicielowi, że idę ćwiczyć. Nie sprecyzowałem na jak długo, ale raczej nie chciałbym testować jego cierpliwości...-Spojrzał na nią. -Jeszcze nie... zostanę jeszcze chwilę.
16.08.2019, 17:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#25

łowa wojownika brzmiały obco. W takim samym sensie, w jakim on był obcy w Azaracie. Lia przez długi moment rozważała jego opowieść, nim zdecydowała się odpowiedzieć.
- Czyli byli wolni, nawet jeśli służyli? - spytała, patrząc na Okamiego. W jej spojrzeniu zagościła nagle troska. - Jeśli uda Ci się wrócić... to kim będziesz dla swojego rodu? - choć taka przyszłość wydawała się niemożliwa, Aeolian nie mogła nie zadać tego pytania. - Masz rację... tutaj szlachta nie zna pojęcia obowiązku, to jest pewne... - dodała z ciężkim westchnięciem. - Choć nawet tu zdarzają się osoby o dobrym sercu.
Czyli jednak całkiem nieźle wychodziło jej udawanie! Choć smutek nie był prawdziwy, a Lia szybko zmyła go z twarzy, nie chciała przedłużać niepewności Wilka. Uniosła brew, krzyżując ręce na piersiach.
- Rozumiem, że w takim razie już zawładnęłam Twoim sercem? - próbowała utrzymać powagę, jednak jego zmieszanie jej na to nie pozwoliło. Posłała mu radosne spojrzenie. - Wiem, wiem, księżniczka to nie musi być status... choć dziwnie się czuję, kiedy mi, jako niewolnicy, ktoś nadaje takie miano. Jakby coś nie do końca do siebie pasowało... - wyjaśniła łagodnie. Jejku, tak bardzo nie przypominał jej teraz wojownika, który jeszcze nie tak dawno temu patrzył na nią ze wściekłością, gdy krzesała iskry z jego miecza. Słysząc jednak kolejne słowa, westchnęła cicho. - Nie, żebym się tego nie spodziewała... ale nie rozumiem takiego honoru. I nie chcę go rozumieć. - stwierdziła i niemal w tym samym momencie otworzyła szerzej oczy, kiedy Okami szybko pospieszył jej z wyjaśnieniem kolejnej kwestii. - Czym się różni sekretna miłość od zdrady, kiedy ma się żonę? - spojrzała na niego przeciągle, szczerze ciekawa odpowiedzi. - Hm... Ciekawe jak to jest, wiedzieć z kim ma się spędzić resztę życia... - jej zielone oczy wpatrzyły się w zwieńczenie wąwozu. - Właściwie to nie do końca wiem jak to jest z ludźmi w tym wieku. Bardziej mnie interesowały lwy niż chłopcy... - przyznała z zażenowaniem. Aeolian, słysząc z ust Okamiego, że jest bliska jego ideałowi, zamarła na moment w bezruchu, mrugając tylko szybko. On tak na poważnie? Przełknęła ślinę i zmusiła się do uśmiechu, w którym miała rozbrzmieć cała złośliwość, jaką mogła z siebie wykrzesać. Błyszczące radością oczy trochę psuły jej ten efekt. Przeczesała dłonią włosy, dając sobie chwilę na ogarnięcie uczuć, których nie umiała opisać. - Ja? Poczytam to sobie za zaszczyt. - podeszła ku niemu, a przekorne rozbawienie wypełniło jej zielone tęczówki. Przygryzła wargę. - No i co my teraz z tym zrobimy? - uniosła brew, a usta jej zadrżały. Ten mężczyzna sprawiał, że cały czas miała ochotę się śmiać. To było tak dziwne i nowe uczucie... Czuła się dziwnie wolna.
- Wilku, sądzisz, że ktoś chciałby... i mógłby... podkraść się do naszej dwójki bez zwrócenia na siebie żadnej uwagi? - też się roześmiała, odpowiadając czy przypadkiem nikt za nim nie stoi. - Rozumiem, że wyglądam jak... ugh, no nie wiem, ale dlaczego wszystko ma się sprowadzać do mojego wyglądu? Mam więcej ciekawych cech. - mruknęła, przewracając oczyma. Tutaj była Dzikuską. Kim byłaby w Teolii? Jej spojrzenie powędrowało ku twarzy wojownika. - Dobry wybór. Być niewolnicą w Azaracie czy w Teolii... - westchnęła. I spoważniała nagle. Ujęła jego dłoń w swoje i natarczywie wpatrywała się w jego brązowe oczy. - Nie odzyskam duszy. - powiedziała twardo, choć jej dłonie łagodnie ściskały jego palce. Wzięła głęboki oddech. - Żeby to zrobić, musiałabym zabić każdego, kto widział moją twarz. Cały Azarat. Ciebie. - przełknęła ślinę. - A Ciebie zabijać nie chcę. - dodała z naciskiem. Wypuściła jego dłoń. - Dlatego, jeśli moja dusza ma już gdzieś być i błąkać się po tym świecie... Chcę, aby była przy Tobie. Niech duchy moich przodków Cię chronią. - raz jeszcze dotknęła serca i czoła. Uśmiechnęła się niepewnie. To była jedna z prawd jej ludu. Ludzie z zewnątrz rzadko ją pojmowali.
- No nie wiem... Ubrana w Pazury pewnie przypomniałabym jakie to uczucie, kiedy zostajesz ranny w walce. - mruknęła wesoło, a na jego pytanie o rodzaj zainteresowania uśmiechnęła się tajemniczo, pokazując ząbki. - Teolia brzmi na bardzo interesujący kraj. - odpowiedziała, ale po chwili wzruszyła ramionami. - Mnie jednak interesujesz Ty, nie geografia i polityka. - odwróciła się na pięcie, pozwalając mu zinterpretować jej słowa jak chciał.
- Mistrzowie Ostrzy, powiadasz? Pewnie nasze odpowiedniki Białych Pasów. Jak to się dzieje, że jesteśmy tak podobni, a tak różni? - Lia spojrzała na mężczyznę, a na jej twarzy malowało się pytanie, na które prawdopodobnie nigdy nie poznają odpowiedzi. - Rośniemy w siłę, by chronić bliskich. Wybieramy przywódców, którzy nas poprowadzą. Szukamy szczęścia, którego nie możemy zaznać... - dziewczyna westchnęła cicho. - A mimo to pierwsze o czym myślę, to walka. Żeby sprawdzić, kto jest silniejszy. - pokręciła bezradnie głową.
Jak miała to wszystko sobie tłumaczyć? Ledwo była w stanie oddychać, a co tu dopiero mówić o myśleniu... Jej zielone oczy napotkały nieśmiały wzrok Wilka. Kiedy w końcu nabrała powietrza, miała wrażenie, że jej serce chce się wydostać na zewnątrz klatki piersiowej. Nie mogła się powstrzymać przed delikatnym dotykiem, pod którym zamknął oczy. Przygryzła lekko wargę. Kiedy odsunęli się od siebie, Lia poczuła się jakby uderzył w nią huragan.
- No... nie jest. - potwierdziła banał, który wypowiedział. - Tylko czy to cokolwiek teraz zmienia? - dodała cicho, patrząc się na błyszczący kurz, którzy wirował w pasmach wpadającego słońca.
- Nie starczyć czasu? Myślisz, że zdobywanie sławy tak długo trwa? - spytała, umyślnie ignorując prawdziwe znaczenie słów Okamiego. Skoro jeszcze mogli, niech korzystają z tych chwil, w których chociaż wyobraźnia mogła dać im ułudę wolności.
Dziewczyna spojrzała na Okamiego ze smutkiem, choć przywołała na twarz lekki uśmiech. Pokręciła głową.
- Wilku. Wracajmy... - powiedziała, choć jej spojrzenie przeczyło wypowiadanym słowom. Obróciła się i chwilę pomajstrowała przy swojej katanie, po czym w jej dłoniach znalazła się biała wstążka - dar od jej ojca. Bez słowa położyła rękę wojownika na swoim udzie i obwiązała mu nadgarstek pasmem białego materiału. - Spodziewam się, że wróci czerwona... ale chcę, żebyś ją miał. Będę miała pretekst, aby Cię odnaleźć, jeśli Ty tego nie zrobisz. - jej uśmiech nabrał nieco życia. Ześlizgnęła się ze skały. Zaczekała aż zrobi to samo. Miała nadzieję, że droga powrotna będzie im się dłużyć.








16.08.2019, 19:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#26

ostalgiczny uśmiech wypłynął na usta Samuro. -Oczywiście... Pamiętam jeden festyn gdzie wszyscy bawili się nie zważając na status społeczny, zamożność czy nazwisko. Pamiętałem imiona każdego z nich... Każdego. Od farmerów zbierających winorośl po żołnierzy patrolujących mury. -Powiedział nadal się uśmiechając. Na pytanie o ród spoważniał. -Jego ostatnim członkiem.-Powiedział, zaś jego głos przebrzmiewał smutkiem. -Dlatego właśnie się ganię. Dlatego mówię, że nie mam honoru... ostatni członek rodu, niewolnik i gladiator. -Powiedział gorzko. Lecz po chwili słabo się uśmiechnął. -Zgadzam się. Ty tu jesteś. Natomiast w Teolii nie ma tylko dobrych ludzi... znajdzie się i sporo złych.
Na jej wyzywające pytanie nie odpowiedział od razu. Zastanowił się. Gdyby się nad tym zastanowić to była obecnie jedyną osobą, która faktycznie mogła jego sercem zawładnąć. Odetchnął głęboko. -Na ten moment... nawet ja nie panuję nad moim sercem.-Odpowiedział dwuznacznie.- Uwierz mi... gdybym nie był czyjąś własnością to ofiarowałbym ci mój miecz. Wtedy byłabyś księżniczką ze swoim własnym wasalem!-Powiedział, zaś jego twarz odrobinę się rozpogodziła.
Również westchnął. -To jest właśnie ta odpowiedzialność. Sojusze czynią ród silniejszym. Mniej podatnym na ataki. Dzięki sojuszowi zawartemu poprzez małżeństwo można zyskać potężnego sojusznika, który w razie potrzeby przyjdzie rodowi z pomocą. Na moje szczęście ożeniłem się ze wspaniałą kobietą, która była dobra zarówno dla mnie jak i dla naszego dziecka... nigdy jednak nie było między nami miłości. Zaś sekretna miłość... chyba, źle to wytłumaczyłem. Jeżeli ktoś ma żonę to zdrada zawsze jest potępiana. Może ryzykować zarówno swoją moralność i honor żeby podążać za swoimi pasjami, ale jest to potępiane.-Spekulacje dziewczyny sprawiły, że lekko się uśmiechnął. -Dosyć... nietypowe uczucie. W wieku dziesięciu lat wszystkie dziewczyny są przecież głupie, a spędzenie całego życia z jedną z nich? Bleh! Ale z czasem przyzwyczaiłem się do świadomości, że tę jedną wolność mi odebrano. Hm... lwy? No to... faktycznie ciekawa preferencja. Nie oceniam jednak!-Zażartował zaczepnie.
Zamarła, przełknęła ślinę... uśmiechnęła się w sposób którego Samuro nie cierpiał i uwielbiał zarazem. Ale jej oczy! Jej oczy błyszczą jak nigdy wcześniej. Na jej słowa wykonał głęboki ukłon. -Raczej dumę. Jesteś naprawdę niesamowita Lio.-Gdy zaś zaczęła się do niego zbliżać przełknął nerwowo ślinę. Teraz już nie bał się przyznać, że chciał ją pocałować, ale ponownie się powstrzymał. Nie zasługiwał na to. Na szczęście. Na miłość... Był Okamim, Wilkiem. Maszyną do zabijania. Spojrzał w dół. Nie potrafił znaleźć odpowiednich słów. -Ja... nie zasługuję...-Zająknął się. Podniósł na nią spojrzenie swoich brązowych oczu. Była w nich zawarta obietnica. "Następnym razem."
Odetchnął lekko. -Wygląd to pierwsza z rzeczy, które by zauważyli. I to by wystarczyło by padli do twych stóp. Nieważne czy są szlachcicami czy nie... dla ciebie roztrwoniliby cały majątek. To jest właśnie szlachta w mieście Teolia. Wgłąb wyspy ludzie są rozsądniejsi i bardziej... stonowani. Nie skupiają się tak bardzo na materializmie i patrzą raczej wgłąb człowieka. -Rzucił jej oburzone spojrzenie. -Żadną niewolnicą! Byłabyś wolna i sama decydowałabyś o swojej ścieżce! Choć to prawda musiałabyś najpierw znaleźć dom... i odnaleźć się w rzeczywistości, gdzie wszyscy dookoła ciebie są wolni. Choć... moje słowa brzmią zbyt idealnie. Nawet u nas nie wszystko działa tak jak powinno.
Również na nią spojrzał i przyjął jej słowa ze smutkiem. -Rozumiem. Może... może jeśli uda mi się odkupić swoje winy to trafię do Avaroku i zabiorę twoją duszę ze sobą?-Powiedział ostrożnie. Nie był pewny czy spodoba się jej taka perspektywa.
Na jej pełne pewności siebie stwierdzenie zareagował uniesieniem brwi. -Doprawdy? Jestem przyzwyczajony do bólu i widoku własnej krwi. Nie są mi straszne rany. Zresztą... moje plecy mogą o tym zaświadczyć.-Powiedział zadziornie. Nad jej stwierdzeniem zastanowił się przez chwilę. Jej uczucia nadal były dla niego sporą zagadką. -Też się nad tym zastanawiam. Los sprawił, że aby poznać idealną kobietę musiałem stać się niewolnikiem.-Walka. Rzecz, którą kocha tak wielu, której boi się tak wielu. -Jedna z rzeczy, która nas różni mogłoby się wydawać. Dla mnie walka to ostateczność... Zaś zabijanie... jestem w nim dobry ale nigdy nie sprawia mi przyjemności. Nawet gdy zabijam łotra to płaczę, że życie zmusiło go do takich a nie innych decyzji.
Czemu świat musiał taki być? Utrata rodu, śmierć rodziny, hańba spowodowana utratą miecza, niewolnictwo, walki na arenie... A następnie spotkanie jej. Osoby bliskiej ideału. Na tej zapomnianej przez bogów pustyni. Dlaczego to ona... niewolnica, osoba o podobnym losie co on i o równie niskich szansach na wolność sprawiła, że poczuł radość? -To nie zmienia niczego... I zmienia wszytko.-Powiedział zagadkowo. -Przede mną jeszcze mnóstwo walki, mnóstwo śmierci, zabijania i krwi. Nie mam pojęcia czy nie pochłoną one całego życia które stoi przede mną. Dla mnie... może nie starczyć czasu.
Zszokowany patrzył jak Lia przewiązuje mu białą wstążkę dookoła ręki. -To... zaszczyt. Myślę, że oboje mamy już mnóstwo pretekstów, żeby się odnaleźć. Choć jeden więcej nie zaszkodzi!-Ześlizgnął się ze skały. Popatrzył na Aeolian... pierwszy raz czuł coś takiego przy kobiecie. Przy kobiecie którą poznał zaledwie parę godzin temu. Razem ruszyli w drogę powrotną.


Gracz opuścił wątek








16.08.2019, 21:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Północno-wschodnie wąwozy
#27

eolian uśmiechnęła się lekko, widząc minę wojownika. Miejsce, w którym się wychował musiało być wyjątkowe. Jeśli ludzie, mimo różnych statusów społecznych mogli żyć ze sobą w spokoju i radości, warto było znaleźć się tam chociaż na jeden dzień.
- Musiałeś kochać tych ludzi. A oni Ciebie. Niewielu władców zwraca uwagę na imiona ludzi, którzy im służą. - zaryzykowała, patrząc na jego reakcję. Lia spuściła wzrok. Już wcześniej jej to powiedział. Jednak wtedy nie rozumiała znaczenia, które kryło się pod byciem ostatnim członkiem rodu. - Wilku. - powiedziała, a w jej głosie malowała się prośba. - Nawet jeśli jesteś ostatnim żyjącym synem swego rodu, nawet jeśli zostałeś zniewolony i każą Ci wieść życie gladiatora... Nie mów, że nie masz honoru. Okami to nie jest imię, którym chciałabym nazywać Cię... - dziewczyna zawahała się na moment. Chciała powiedzieć zawsze, ale czym było to słowo dla nich? Mirażem. - Chcę Cię nazywać Twoim prawdziwym imieniem. - powiedziała w końcu z mocą, chcąc przegonić smutek i gorycz z jego głosu. Pokręciła jedynie głową z delikatnym uśmiechem, kiedy stwierdził, że osobą o dobrym sercu w Azaracie jest właśnie ona. Lia miała na myśl Yanę oraz jej ojca, którzy mimo niezmierzonego bogactwa, zawsze traktowali ludzi w dobry sposób.
Zielonooka z niemałym zdziwieniem popatrzyła na Wilka, kiedy ten zastanawiał się co jej odpowiedzieć. Zmrużyła oczy, kiedy odezwał się w sposób, który bała się interpretować. Nie sądziła, że weźmie jej słowa aż tak poważnie.
- Skoro nie Ty, to kto? - spytała bezpośrednio, dochodząc do wniosku, że nie powinna się zadręczać pytaniami, na które może jej odpowiedzieć tylko i wyłącznie wojownik stojący naprzeciw niej. - Znaczy, chciałam... - westchnęła przeciągle i uśmiechnęła się słabo. - Miałam na myśli to, żebyś się nie przejmował moimi słowami. - mruknęła w końcu. Otworzyła jednak szerzej oczy, słysząc jego propozycję. Uśmiechnęła się kącikiem ust. - Nie chcę mieć nikogo pod sobą. Albo ktoś będzie ze mną na równi, albo wcale. - odpowiedziała łagodnie, ale nie zamierzała w tej kwestii dyskutować. Nie po tym wszystkim, co przeżyła i co widziała.
Wojowniczka wysłuchała Okamiego w milczeniu. Rozumiała wagę sojuszy, ale nie umiała ich połączyć z małżeństwem. Westchnęła i wzruszyła ramionami. Polityka zdecydowanie nie należała do jej ulubionych tematów.
- Poświęcacie więc własne dzieci, zabieracie im możliwość miłości, by ród był silniejszy i bezpieczny. Okrutne, choć pragmatyczne. - podsumowała jego słowa z przekąsem, ale uśmiechnęła się po chwili. - Choć cieszy mnie Twój uśmiech. Szczególnie, kiedy mówisz z szacunkiem o żonie i z miłością o synu. Wiele mówi to o tym, jakim jesteś mężczyzną. - skinęła mu lekko głową. - Zakazana miłość, tak? - spojrzenie jej zielonych oczu na chwilę utraciło blask. Może to było to? Może właśnie tym darzyła Arista? Zakazanym uczuciem, którego nie umiała zrozumieć. Pokręciła głową, wyrzucając te myśli z głowy. Znów skupiła się na słowach Okamiego, które wywołały jej krótki śmiech. - No tak, dziewczyny są głupie, chłopaki to idioci, nie wiem jak możesz mi się dziwić, że wybrałam lwy! - jej szczery śmiech odbił się od ścian wąwozu. - Może faktycznie da się do tego przyzwyczaić, jeśli od samego początku nie ma się wyboru. - podsumowała, puszczając mu oczko.
Patrzyła na niego jak dziki kot, który czai się na ofiarę. Powiodła spojrzeniem w ślad za jego ruchem, kiedy jej się ukłonił. Nie miała pojęcia czemu to zrobił tym razem. Poczuła szum w głowie.
- Dumę? Wyjaśnij. - poprosiła w mało subtelny sposób. Zastanowiła się przez chwilę jakim cudem udało jej się do niego podejść, skoro każda z jej czterech kończyn była jak z waty. Patrzyła na niego z ciekawością, szeroko otwartymi oczami... jednak to, co ujrzała w jego spojrzeniu, kazało jej przestać. Patrzył w ziemię, nie na nią. Przez chwilę, która zdawała się być wiecznością, stała z bijącym mocno sercem i ściśniętym gardłem. Jego słowa były dla niej kolejną zagadką. - Cśiii... - szepnęła, kładąc mu palec na ustach. Uśmiechnęła się łagodnie, jakby bała się, że cokolwiek innego może zranić tego silnego wojownika. Odsunęła się niemal bezgłośnie, zabierając ze sobą jego obietnicę.
Zielonooka z coraz większym zdumieniem otwierała oczy, kiedy słuchała kolejnych słów Wilka. Ktoś miałby dla niej trwonić majątek? A to niby po co? Skrzywiła się wyraźnie, jej dłoń zahaczyła o Pazury.
- Skoro w Teolii wystarczy mieć piękne ciało i uroczą twarz... - Lia uniosła brew i demonstracyjnie okręciła się na palcach. - To może powinnam mieć w tron samego władcy? Co Ty na to? Z niewolnika do cesarzowej! - przewróciła oczyma i westchnęła. Nie dla niej było takie życie. Jedyne czego chciała, to czuć wiatr we włosach i ciężar broni u pasa. I może jeszcze przyjaciela u boku. Uśmiechnęła się z przekorą. - Sama bym decydowała? Mnisi z Tenbou by mnie nie przyjęli, teolska szlachta specjalnie dla mnie by zubożała... Nie wiem jak się szuka domu. Ale doskonale pamiętam czym jest prawdziwa wolność. - powiedziała, zerkając na Okamiego. - Domyślam się, że nie jest idealnie. Ale czy może być coś gorszego niż to? - dotknęła wypalonej litery "G" na jego klatce piersiowej.
Aeolian nie chciała, żeby Okami brał na barki jeszcze jej problemy. Poniekąd zaakceptowała fakt, że się nie odrodzi. Podsycało to jej gniew, który starannie w sobie pielęgnowała. Propozycję Wilka przyjęła z zaskoczonym uśmiechem.
- I co czeka moją duszę w Avaroku? - spytała, mrużąc swoje zielone ślepia. Nie miała pojęcia co to za miejsce i czego się po nim spodziewać.
- Wiem Okami. Wiem. - przyznała, wiedząc, że jego ciało kryje blizny o wiele gorsze niż jej własne. Uśmiechnęła się jednak złośliwie, słysząc jego ton. - Nie zmienia to faktu, że na Arenie mogłeś nie doświadczyć żadnej rany ze strony przeciwnika. A jeśli ten stan się utrzyma... Możesz stać się zbyt pewny siebie! Zapomnieć jak to jest być po drugiej stronie. Czasem trzeba przyjąć cios, nie sądzisz? - puściła mu oczko. - Może było więcej idealnych kobiet. Tylko Ty ich nie zauważałeś. - powiedziała cicho, unosząc delikatnie brew. Jej usta rozciągnęły się w drapieżnym uśmiechu. - Dla mnie walka to życie. Ostateczność, owszem. Ale dopiero na skraju śmierci wiesz jak bardzo chcesz żyć... Szczególnie, że czasem ma się dobry powód, aby walkę przetrwać. - spojrzała na Wilka. Przechyliła głowę lekko w bok, a wiatr rozwiał jej granatowe włosy.
Czy powody były ważne? Los i jego nici i tak wystarczająco splątały ich życia. Aeolian spojrzała na wojownika pytająco. Zrozumienie przyszło po chwili. Westchnęła.
- W porządku. - powiedziała tylko, jakby to miało wszystko wyjaśnić. Czy był sens, aby mówić cokolwiek więcej? - Po prostu dotrzymaj obietnicy.
Biała wstążka była już na ręce wojownika. Wojownika, który był godny bieli ludu Arsh'Ghem. Skinęła mu głową z lekkim uśmiechem i ruszyli z powrotem do miasta.

Gracz opuścił wątek








16.08.2019, 22:35
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna