Rezydencja rodu Avaedavarów
#1

Cytat:

ezydencja rodu Avaedavarów należy do jednych z największych i najpiękniejszych kompleksów budynków w całym Azaracie. Położona nad rzeką, w najbogatszej dzielnicy miasta, cieszy oczy przechodniów białymi, marmurowymi ścianami z dziesiątkami balkonów, niezliczoną ilością kopulastych sklepień oraz niecodzienną jak na to miejsce dawką zieleni. Wokół pałacu rośnie wiele palm, na których często można zobaczyć małe małpki. Aby wejść do środka, należy przejść przez dość długi, kamienny most oświetlony płonącymi dniem i nocą lampami oraz bramę, której zawsze strzegą strażnicy.
W skład rezydencji wchodzi kilka pałacyków, wielki ogród, po którym szwendają się pustynne lwy oraz mniej wystawne budynki, w których mieszka służba Avaedavarów. W największym z pałaców - tym, w którym urządzane są najwystawniejsze przyjęcia, mieszkają członkowie rodu oraz ich najbliżsi przyboczni. W tym właśnie miejscu także Lia ma swoją złotą klatkę.


akceptował Isidur
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 16.08.2019, 20:09 przez Aeolian.)









16.08.2019, 20:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#2

askoczone spojrzenie Lii powędrowało na twarz wojownika. Miała wrażenie, że się przesłyszała. Czy Wilk właśnie stwierdził, że mógłby odnaleźć szczęście w jej plemieniu? Nie wątpiła w to. Jednak deklaracja człowieka, który żył całe swoje życie w cywilizowanym świecie, że mógłby żyć na pustyni wraz z koczowniczym ludem... Uśmiechnęła się i pokręciła głową.
- Musiałbyś mieć cały czas przesłonięte oczy, by mój lud wpuścił Cię między swoich. - powiedziała łagodnie. Inną opcją było oślepienie, ale tego nie chciała już mówić na głos. - Jesteś człowiekiem, który dba o swoich ludzi. Widzi większy obraz. Jest silny i potrafi dowodzić... czego brakuje Ci do roli władcy? - zielonooka uniosła brew, jednak po chwili uśmiechnęła się gorzko. - Poza ludem, rzecz jasna. - wzruszyła ramionami. - Sprawiedliwość sprawiedliwości nierówna. - westchnęła tylko. Miała wrażenie, że plany zemsty Samuro są tak samo proste w realizacji jak jej własne.
Uśmiechnęła się promiennie, widząc jego osłupienie. Chciała, by jego prawdziwe imię było powodem do dumy, nie wstydu. W jej oczach wojownik nie stracił nic na swoim honorze.
- Próbowałeś się przed jakąś otworzyć? - zainteresowała się, przechylając głowę jak zaciekawiony kot. Ostatnia część jego wypowiedzi sprawiła jednak, że otworzyła szerzej oczyska, a na policzkach poczuła palące rumieńce. Nie umiała wyjaśnić dlaczego jego słowa powodują szybsze bicie jej serca. I radość, której wcale nie chciała okazywać. - Mnie? - spytała cicho, pokonując zażenowanie i patrząc w brązowe oczy wojownika. Uśmiechnęła się i przeczesała włosy dłonią. Zanim jednak powiedziała coś jeszcze bardziej zawstydzającego, Samuro pomógł im w jeden z najbardziej brutalnych sposobów. Zielonooka zaśmiała się cicho, a jej spojrzenie zabłysnęło dziwnym blaskiem. - Może zapanuję. - powiedziała poważnie, oplatając pasemko włosów wokół palca. - To nie do końca tak... sprawiam, że się śmiejesz pomimo bycia niewolnikiem. - jej uśmiech poszerzył się lekko, ale nie dodała nic więcej.
- Wszystko zależy od tego jak Cię przedstawię. - dziewczyna zaśmiała się krótko. - Jeśli podejdziesz do lwa jak do przyjaciela, dasz mu poznać swój zapach, dotkniesz go, zaufasz... odwdzięczy się tym samym. Poza tym możesz jechać razem ze mną. Sha'riv jest silnym zwierzęciem. - nie umiała ukryć dumy i radości, kiedy mówiła o swoim towarzyszu.
Aeolian pokręciła tylko bezradnie głową i położyła dłoń na ramieniu Samuro.
- Spokojnie, wiem, że nie chciałeś mnie urazić... Tylko zabrzmiało to tak, jakbym miała przejść z jednej niewoli w drugą. A to raczej nie jest moim celem. - uśmiechnęła się krzywo. Nie chciała, żeby Wilk zadręczał się czymś, co rozumiała bez dodatkowego tłumaczenia z jego strony.
- Uznaliby... za jedną z nich? - spojrzała na Samuro zaskoczona. - Jak to możliwe?
Na jej twarzy często pojawiał się dziki uśmiech. Szczególnie, kiedy ktoś mówił o walce. Ten moment nie był wyjątkiem.
- Uważasz, że można smakować tylko krew wrogów? - uniosła brew, a figlarne iskierki znów zapłonęły w jej spojrzeniu. Cóż, co kraj to obyczaj, czyż nie? Nagle spoważniała, pobladła lekko. - Samuro, ja nigdy... - położyła mu dłoń na przedramieniu. Zabrała ją zaraz i odwróciła wzrok. - Nie dałabym Ci szansy, abyś go splamił. - powiedziała cicho. Gdyby wiedziała, że jest żonaty, prawdopodobnie od razu by go zignorowała. Teraz co prawda trudno jej było to ocenić, bo jego obecność była dla niej zbyt dużym ukojeniem... Westchnęła cicho i spojrzała mu w oczy. Gorąco rozlewało się po jej ciele, więc zerknęła w bok. - Może i jestem dzika, ale nie okrutna. - dodała niemal bezgłośnie.
- Polecenia? - zdziwiła się. Pokręciła głową. - Po prostu dotrzymaj obietnicy. - powtórzyła z prośbą w głosie.

iegła ulicami najbogatszej dzielnicy Azaratu, nie zwracając najmniejszej uwagi na zdziwione spojrzenia, które wywoływała. Prawdopodobnie duża część miasta już wiedziała, że jeden z lwów Avaedavarów wymknął się na ulice, żeby poszaleć. Nie widziała jednak żadnych straży ani większego poruszenia wśród mieszkańców, co było dla niej dobrym znakiem. Najwyraźniej Sha'riv tylko kogoś nastraszył. Może sam wpadł w panikę? Nie chciała zgadywać, musiała jak najszybciej porozmawiać ze swoim panem.
Zielonooka zatrzymała się przed mostem, który prowadził do pałaców Avaedavarów. Była spocona, włosy kleiły jej się do czoła, policzki miała zaróżowione, a oddech ciężki. Taka temperatura nie wspomaga szaleńczych biegów. Pogłaskała Hashika po głowie.
- Dziękuję, że mi powiedziałeś... - uśmiechnęła się do chłopaka, przynajmniej na tyle, na ile pozwolił jej strach trzymający w ryzach jej serce. - Idź do pozostałych lwów... dopilnuj, żeby nie szalały. - poprosiła, odsyłając dzieciaka.
Przeniosła spanikowany wzrok na Samuro i przełknęła ślinę.
- Chodź ze mną. Może uda się to rozwiązać... inaczej. - powiedziała cicho. Niewiele myśląc, złapała go za rękę i pociągnęła za sobą przez biały, marmurowy most. Niezależnie od godziny, zawsze płonęły na nim dziesiątki lampionów. Strażnicy przy bramie zatrzymali ich, zaskoczeni.
- Aeolian, co to ma zna... - jeden z nich, wysoki i ciemnoskóry spytał zaskoczony, ale dziewczyna mu przerwała.
- Jest ze mną. Biorę pełną odpowiedzialność za jego czyny i słowa. To Wilk z Teolii, gladiator z Areny. - Lia zebrała w sobie całą stanowczość, na jaką było ją stać w tej chwili. Między nią a strażnikami panowało coś w rodzaju delikatnego niczym pajęcza nić pokoju. Oni jako jedyni wiedzieli, że Arist i ona byli przyjaciółmi, pomimo szopki odstawianej przez resztą tego paskudnego miasta. - Proszę, Fuge... Ten jeden raz mi zaufaj. - w jej spojrzeniu dało się wyczytać prośbę. Strażnik westchnął i skinął głową. Brama uniosła się powoli, z głuchym skrzypieniem. Dziewczyna posłała mu blady uśmiech i pociągnęła Samuro dalej. Kiedy mijali ogrody, w końcu go puściła - trochę zaskoczona faktem, że cały ten czas trzymała jego dłoń.
- Przepraszam... - mruknęła do niego, a sekundę później już łapała jedną ze służących, by w jej imieniu poprosiła Jardira Avaedavara o spotkanie i przyniosła jej odpowiedź. - Zaczekamy u mnie. - powiedziała cicho, kierując się do środka największego z pałaców.
Lia nie zwracała uwagi na nic, z wyjątkiem schodów, które prowadziły do jej pokoju. Kiedy w końcu się tam znaleźli, zamknęła drzwi i oparła się o nie plecami. Patrzyła na swoje drżące dłonie.
- Nie rozumiem jak to się mogło stać... Sha'riv nikomu nie zrobiłby krzywdy specjalnie. On nie zdaje sobie sprawy z własnej siły... - zacisnęła wargi i podeszła do stolika, na którym stała woda i owoce. Nalała wody do dwóch pucharów i podała jeden z nich wojownikowi. Sama szybko wychyliła swój i odstawiła go, w połowie pełny, rozchlapując wodę. Skrzywiła się. - Co mam robić? - po raz pierwszy od bardzo dawna Lia się bała. Wspomnienia Reas'sha, który wyrwał się na wolność, by ratować jej życie, wypełniły jej głowę. Zatrzęsła się. Nie mogła pozwolić, by jej kolejny towarzysz skończył podobnym losem. - I do tego jeszcze Ciebie w to wciągnęłam... - westchnęła, kręcąc głową.
Nagle rozległo się nieśmiałe pukanie. Aeolian podeszła do drzwi, starając się już bardziej panować nad mimiką.
- Pan może Cię... Was... przyjąć za godzinę... - służąca z lekkim przestrachem spojrzała na wojownika. Zielonooka nie mogła powstrzymać słabego uśmiechu na ten widok. - Ale kazał Ci przyjść jak przystało na sługę rodu Avaedavarów. Obrończyni jego córki. A nie jak dziki Demon z Pustyni. - służąca ewidentnie nie chciała mówić tych słów na głos, a Aeolian machnęła tylko ręką. Uśmiechnęła się drapieżnie. Przecież nie mogła jej rozczarować.
- W porządku. Przyjdę jak udomowiona-dzika niewolnica. - zatrzasnęła jej drzwi przed nosem i odetchnęła z ulgą. Samo to, ze Jardir Avaedavar zgodził się ją przyjąć, sprawił, że kamień spadł jej z serca. Spojrzała na siebie w lustrze. Wyglądała jak wystraszona i skopana kocica. Westchnęła, posyłając zmęczone spojrzenie Wilkowi. Wskazała mu miękki, długi szezlong. Sama zniknęła za parawanem.
- Nawet nie próbuj tu pochodzić. - powiedziała twardo, a chwilę później dało się słyszeć głuchy odgłos odpinanej broni, szelest materiału i cichy plusk wody. Lia zanurzyła się w balii aż po czubek głowy, wstrzymując oddech na parę sekund. Kiedy się wynurzyła i odgarnęła włosy z twarzy, popatrzyła na parawan. - Jak chcesz, to wyjdź na taras... Całkiem ładny widok. - zaproponowała, przez chwilę po prostu mocząc się w wodzie i pozwalając, by nerwy jej opadły. Zapach perfum w wodzie drażnił jej nozdrza, ale skoro Jardir chciał ja widzieć jak przystało na sługę jej córki, nie mogła go rozczarować.








17.08.2019, 15:47
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#3

ężczyzna posłał jej zdziwione spojrzenie, by po chwili skinąć głową ze zrozumieniem. -Rozumiem... Obcy pośród was skradłby wasze dusze. W takim razie... zapewne średnio bym tam pasował.-Powiedział ze smutkiem. -Doświadczenia. Brak mi doświadczenia. Nigdy nie byłem na władcę szkolony ani wychowywany. A teraz jestem za stary na naukę. Starego wilka ciężko jest nauczyć nowych sztuczek...-Powiedział z uśmiechem.
W końcu zrozumiała. W końcu dostrzegła, że jest jedyną która... Skinął głową. -Kiedy mówię, że jesteś wyjątkowa nie kłamię.-Powiedział tylko. Zaś jej odpowiedź na jej żart była zaskakująco poważna. Zwierzęce instynkty... czemu coś takiego w ogóle przyszło mu do głowy?! Odchrząknął. Lata dorastania w otoczeniu mężczyzn sprawiły, że tego typu rozmowa z urodziwą kobietą peszyła go bardziej niż chciałby przyznać.
Dotyk jej dłoni sprawił, że odprężył się lekko. -I nie taki był cel mojej wypowiedzi. Wybacz. Po prostu... zapędziłem się nieco.-Powiedział. Zamiast opisać pozytywy Teolii zaczął opisywać rozkapryszonych szlachciców. Zaskoczenie na twarzy dziewczyny przyprawiło go o uśmiech. -A czemu nie? Przybyłabyś tam ze mną! Zauważyliby, że jesteś dzielną i uczciwą osobą. Nie różnisz się od nich zbytnio. Jesteś człowiekiem, a nie Demonem Pustyni.-Powiedział ciepło. Miał nadzieję, że nie uzna tego za obelgę.
Spojrzał na nią z powagą. -Źle się wyraziłem... Teraz jesteś osobą, która mi o moim honorze przypomina. Dzięki której widzę szansę na przyszłość... na odzyskanie tego co utraciłem. Po prostu... Nigdy nie czułem się tak w obecności drugiej osoby. Tak lekko. Tak naturalnie. Tak... dobrze.-Powiedział. -Liczy się teraz... a nie to co mogłoby być.-Powiedział i złapał jej dłoń, która cofała się z jego ramienia. -Obiecuję.-Powiedział pewnie. Nie chciał jej męczyć tłumaczeniem, że nie może zakończyć tej walki zbyt szybko.

Pędził za nią nie zważając na nic innego. Jedną ręką przytrzymywał katanę, która znajdowała się za pasem, zaś w drugiej dzierżył kostur. Cała ta sytuacja nie wyglądała najlepiej. Jeżeli zwierze zaatakowało kogoś ważnego to raczej nie wróżyłby mu dobrego losu. Niewolnikiem raczej nikt by się nie przejął, ale była też opcja uszkodzenia jakiegoś straganu, towaru... opcji było wiele i żadna nie wróżyła dobrze dla zwierzęcia.
Zaczął przyglądać się pałacowi jakiego nigdy w życiu nie widział. Taki przepych, takie bogactwo. Nawet gdy wiedział o skarbach jakie mieli najbogatsi ludzie w Azaracie to nigdy nie wyobrażał sobie czegoś... takiego. Nagle zorientował się, że jest ciągnięty w jego stronę przez Lię. -Co...-Zdążył tylko powiedzieć. Gdy strażnicy ich zatrzymali nie odezwał się ani słowem pozwalając Aeolian przejąć inicjatywę. Zresztą... co on mógł powiedzieć?
Gdy znajdowali się już w środku Samuro z jeszcze większym zaskoczeniem obserwował wnętrze rezydencji. Najbogatsze rody Teolii nie mogły sobie pozwolić na coś takiego! Gdy Lia puściła jego dłoń poczuł lekkie ukłucie smutku. Mimo to wybąkał. -Nic się nie stało...-Po czym ruszył za dziewczyną do rezydencji.
Zastanawiało go co by było gdyby jego pan zobaczył, że szwęda się po Azaracie, odwiedza szlachtę wielokrotnie bogatszą od niego i miesza się w sprawy które nie dotyczą żadnego z nich? Schody... tyle schodów. Okami nigdy w życiu nie widział tylu stopni w jednym budynku. Jedynie wejście na szczyt Tenbou miało ich więcej! Gdy w końcu znaleźli się w pokoju dziewczyny... który rozmiarowo przypominał cały dom jego właściciela. Widząc jej zdenerwowanie ujął jej twarz w swoje dłonie i spojrzał jej w oczy. -Przede wszystkim spokój. Jestem pewny, że wszystko da się wytłumaczyć i wyjaśnić, ale musisz się uspokoić.-Powiedział wyraźnie i z pewnością w głosie. Wypił trochę wody, która po biegu w upale była przyjemną rzeczą, i odstawił naczynie na stolik.
Strach, który zobaczył w oczach służącej spotkał się z paniką w jego. -Jak to... nas? Chyba nie zamierzasz... mnie przedstawiać?-Powiedział lekko spłoszony. Raczej nie w smak było mu wchodzenie w interesy jednego z najbogatszych rodów w mieście.
Na słowa dziewczyny uśmiechnął się lekko. Za tym parawanem... Cóż. To musiał być piękny widok! Tak czy inaczej posłuchał jej rady i udał się na taras. Widok faktycznie piękny. Z góry Azarat faktycznie wyglądał jak klejnot Pustyni. Nie dało się tutaj dostrzec biedoty, smordu i wyzyku na których to miasto funkcjonowało. Zastanowił się też nad sytuacją Lii. Żyła lepiej niż niejeden wolny człowiek. Miała wszystkiego pod dostatkiem... a mimo to rozumiał czemu była nieszczęśliwa.  Odetchnął lekko. -Faktycznie... całkiem ładny.-Powiedział, jednocześnie starając się nie wyobrażać Aeolian zażywającej kąpieli w wannie.
17.08.2019, 17:00
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#4

eolian przez długi czas nie była w stanie skupić myśli. Jedyne czego chciała, to mieć pewność, że spotka się z Jardirem. To była jej jedyna szansa, aby ocalić lwa. Bez jego zgody i błogosławieństwa i tak niewiele by wskórała. Jednak mając pozwolenie... Może jej się uda.
Nagle świat znieruchomiał. A ona patrzyła w oczy wojownika, który coś do niej mówił. Dopiero po chwili dotarło do niej znaczenie jego słów oraz fakt, że trzyma jej głowę w swoich rękach. Lia odetchnęła głęboko, uspokajając się trochę. Położyła swoje dłonie na jego i delikatnie je odsunęła.
- Spokój... Nie umiem się uspokoić... - przyznała, nie puszczając go. Odwróciła wzrok, czując jak panika odbiera jej oddech. - Nie jestem pewna czy uda mi się uratować zwierzę, niezależnie od tego jak będę starała się to wszystko wyjaśnić... - dodała cicho, w końcu od niego odchodząc.
- Przekazuję tylko słowa mojego pana... - służąca pokłoniła się szybko, nim Aeolian zatrzasnęła drzwi do pokoju. Zielonooka odetchnęła z ulgą.
- Możesz tu na mnie zaczekać. Jardir pewnie chciał się przekonać dlaczego pierwszym mężczyzną, którego przyprowadziłam do swojej sypialni, jest Wilk z Teolii. - uśmiechnęła się krzywo i wzruszyła ramionami. - Mogę mu to sama powiedzieć. - powiedziała już z większą swobodą. Jej wrodzona złośliwość powoli wracała na swój poziom.
Kiedy znalazła się za parawanem, przez moment nie wiedziała co robić. Zostawiać broń przy sobie... czy jednak ją odłożyć. Z cichym westchnięciem odłożyła ją jednak na stojak. Cienkie zwoje materiału opadły, odsłaniając jej ciało, które zanurzyła w pachnącej wodzie. Było to naprawdę dziwne uczucie... Nie zamierzała jednak siedzieć tu długo. Kiedy tylko się opłukała, wyszła z wanny mocząc podłogę. Woda strużkami ciekła z jej ciała i włosów, mimo to, Lia się tym nie przejmowała. Owinęła włosy kawałkiem grubego materiału i zrobiła z niego turban. Po krótkiej chwili odwinęła włosy, by szybciej wyschły. Na jeszcze mokre ciało nałożyła bieliznę z ciemnego materiału oraz długą spódnicę, która składała się z szerokich, lekkich pasm granatowego i szarego materiału - miała wiele półprzezroczystych warstw. Przy każdym kroku Lii materiał się rozwiewał, ukazując jej zgrabne nogi. I wielkiego siniaka na udzie. Przymknęła oczy na chwilę, wiedząc, że nie ominą jej pytania. Pas przewiązała kilkukrotnie tasiemkami ze złotymi blaszkami, które przy każdym ruchu bioder dzwoniły cicho o siebie. Przypięła do nich także swoje wszystkie cztery Pazury. Katanę na razie zostawiła. Na ręce i nogi nałożyła dziesiątki złotych bransolet. Piersi przesłoniła gorsetem, którego wykończenie także było ozdobione złotymi blaszkami. Westchnęła cicho i wyszła zza parawanu.
- To dość... krępujące. Ale mógłbyś? - powiedziała z rezygnacją w głosie, podchodząc do Samuro. Odwróciła się i odgarnęła włosy przez ramię. Gorset trzeba było zasznurować, a ona nie umiała tak wygiąć sobie rąk. Zerknęła na niego, a rozbawione iskierki na powrót zapłonęły w jej oczach. - Wiem, że to powinno działać raczej w drugą stronę... - zaśmiała się krótko, mając oczywiście na myśli fakt, że mężczyzna powinien raczej gorset rozwiązywać, a nie zawiązywać. Mimo wszystko liczyła na jego pomoc.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2019, 17:50 przez Aeolian.)









17.08.2019, 17:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#5

anika, którą dostrzegł w oczach dziewczyny nie nastrajała pozytywnie. Pomimo wszystkich luksusów na jakie mogła sobie pozwolić decyzja, którą podjął jej pan była ostateczna i niepodważalna. Jeżeli chciała go przekonać to naprawdę musiała się wysilić. -Nie dowiesz się, jeżeli nie spróbujesz. A jeśli dalej będziesz taka zestresowana to niczego tak naprawdę nie zdziałasz!
Wilk spojrzał na nią i dopiero po chwili dotarły do niego jej słowa. -Pierwszym... mężczyzną? Znaczy... nieważne. Jeżeli chcesz to mogę ci towarzyszyć, ale zapewne niepotrzebnie odciągałbym uwagę od rzeczy istotnych.-Zaraz pojawiłyby się pytania. Dlaczego? Po co? W jakim celu? Skąd? Lia powinna wytłumaczyć tę sytuację jak najszybciej się dało.
Widok, który się przed nim rozpościerał doprawdy zapierał dech w piersiach. Miasto skąpane w promieniach zachodzącego Słońca... Wyciągnął swój notes i ołówek i zaczął rysować. Każdy budynek, każdy promyk odbijający się od pozłacanych dachów, każdy strażnik patrolujący chodniki rezydencji. Wszystko to przelał na papier. Po paru minutach spojrzał w dół oceniając swoją pracę. Uśmiechnął się. Gdyby nie Lia to nigdy by nie wrócił do rysowania. Panorama Azaratu z pewnością lepiej wyglądałaby w kolorze, ale czerń, biel i szarość również sprawdzały się nie najgorzej.
Parę chwil po tym jak skończył rysowanie usłyszał za plecami jej głos. Odwrócił się i... zamarł w miejscu. Jego usta otworzyły się szeroko na jej widok. Teraz faktycznie wyglądała jak prawdziwa księżniczka pustyni. Złota biżuteria. Piękna suknia... i te nogi. Chodź widząc siniaka zarumienił się lekko. A może to nie do końca wina siniaka? -O-oczywiście... Wyglądasz pięknie, Lio.-Powiedział nieśmiało i zaczął siłować się ze sznurowaniami. Starał się nie zawiązywać zbyt ciasno. Gorsety miały służyć do wyszczuplenia sylwetki, a w przypadku Lii... wszystko było ideałem bez sztucznych wspomagaczy. Słysząc jej komentarz zachichotał. -Następnym razem.-Powiedział cicho i pocałował ją w tylnią część głowy. -Noszenie czegoś takiego wymaga więcej odwagi niż walka na arenie.-Zażartował.
17.08.2019, 18:07
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#6

łowa wojownika powoli, dość opornie, ale nieubłaganie przedzierały się przez jej panikę. Dziewczyna odetchnęła kilka razy głęboko i pomasowała palcami skronie. Popatrzyła na Samuro i westchnęła przeciągle.
- Masz rację... Po prostu... Nie tak dawno temu straciłam dwójkę najbliższych mi osób. Tego samego dnia. A teraz miałabym stracić jeszcze swojego towarzysza...? - w jej wzroku dało się wyczytać smutek i rezygnację. - Dlatego właśnie powiedziałam, że wszyscy moi przyjaciele giną... - popatrzyła na niego przepraszająco.
Oups. Aeolian, mimo zdenerwowania, zaśmiała się widząc dezorientację Wilka. Uniosła brew i podparła dłoń o biodro.
- Znaczy? Ważne. Dokończ, proszę. - zielony, złośliwy błysk odbił się w jej oczach. - Spokojnie, pójdę sama. Tylko muszę się przygotować... - zerknęła na swoją toaletkę. Zejdzie jej z tym... Dawno nie używała węgla do oczu.
Lia, ubrawszy się na tyle, by bez większego skrępowania wyjść do Wilka, z uśmiechem pełnym zadowolenia podchwyciła jego spojrzenie. Podeszła do niego, a pasma materiału lawirowały wokół jej ud i łydek, jakby pragnęły bliskości, a zarazem nie ośmieliły się jej zaznać. Przytrzymała gorset przy biuście, kiedy Samuro pomagał jej go zawiązywać.
- Dziękuję, ale... to jeszcze nie wszystko... - westchnęła, w myślach przeglądając wszystko, co jeszcze musi ubrać. Nie było tego mało. Otworzyła szerzej oczy, kiedy pocałował ją w tył głowy, przez chwilę nie bardzo wiedząc co robić. Nie oderwała dłoni od gorsetu, choć ten już nie wymagał podtrzymywania.
- Nabrałeś dziwnej pewności siebie... - mruknęła cicho, patrząc na niego przez ramię. I na zachód słońca, który malował się za nim. Aeolian zaśmiała się w końcu. - Masz rację. To nie ma żadnego zastosowania... Z wyjątkiem pokazania statusu moich właścicieli. - westchnęła i wróciła za parawan.
Tym razem nałożyła jeszcze złoty naszyjnik, ciężki i rozłożysty - który przysłonił kolejnego siniaka, którego miała po uderzeniu rękojeścią katany Okamiego. Przewróciła oczami. Jak to się mogło stać, że tylko ona skończyła ze śladami walki? Do naszyjnika na karku przyczepiła kolejne dwa pasma materiału - każde z nich obszernym łukiem zwisało, przywiązane także do nadgarstków dziewczyny. Na granatowym, postrzępionym materiale zostały wyszyte pomarańczowe, złote i czerwone oka, a gdy Lia niosła ręce, wyglądało to tak, jakby miała motyle skrzydła. We włosy wplotła złote łańcuszki, które także łagodnym łukiem opadły na jej czoło.
- To złoto waży więcej niż ja... - westchnęła, wychodząc ponownie zza parawanu. W jej ręce znajdował się kawałek cienkiego węgla. Podeszła do lustra i pociągnęła nim po jednej i drugiej powiece, nadając swoim oczom koci, drapieżny wygląd. Na usta nałożyła czerwony barwnik. Jedyne co jeszcze jej zostało, to kolczyki od Yany w kolorze jej oczu i półprzezroczysta zasłona na twarz... Ale na razie nie chciała ich zakładać.
Spojrzała na wojownika przeciągle. Okręciła się na palcach, unosząc jedną rękę do góry, a drugą delikatnie w bok. Materiał wokół niej zawirował i zafurkotał.
- Czy teraz wyglądam jak prawdziwa dzikuska z krańców pustyni? - mruknęła z przekąsem. Jeśli te ubrania i biżuteria, których nie znosiła miały jej w czymkolwiek pomóc, mogła je nosić do końca świata.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 17.08.2019, 18:49 przez Aeolian.)









17.08.2019, 18:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#7

pojrzał na nią ubraną od stóp do głów w delikatne materiały i w złote ozdoby. -Nikogo nie stracisz. Zdążyłem cię już poznać na tyle, żeby mieć pewność, że zrobisz wszystko co w twojej mocy aby go ocalić!-Widząc zaś jej spojrzenie uśmiechnął się pocieszająco.
Cholerna dzikuska... Zawsze wypatrywała okazji, żeby poczuł się niezręcznie! Spojrzał na nią i natychmiast tego pożałował. Jej poza w połączeniu z tym ubraniem... Uśmiechnął się nerwowo. -Co jeszcze chcesz ze mną robić pierwszy raz?-Zdążył się zorientować, że najłatwiej jest odbijać jej ataki. Tylko wtedy mógł zapanować nad niezręcznością.
Jej spojrzenie, jej ruchy... Czyżby kuszenie go w ten sposób sprawiało jej przyjemność? Czyżby chciała, żeby patrzył na nią w ten sposób? Dosyć szybko uporał się z gorsetem, choć nie był pewny czy zrobił to w należyty sposób. Nie był pewny kto zazwyczaj pomagał Lii z jej ubiorem, ale najwyraźniej dzisiaj tę rolę pełnił gladiator, który do swojego stroju przywiązywał niewielką uwagę.
-Możliwe... ale ty wyglądałabyś pięknie w każdym stroju jak i bez niego.-Powiedział ostrożnie. Walczył w tym momencie jej własną bronią... oby tylko się nie skaleczył. -Chcę przekazać część tej pewności tobie. Bogowie wiedzą, że bardziej ci się przyda! Poza tym... nie mogłem się powstrzymać.-Rzekł i z rozbawieniem puścił jej oczko. Chciał jak najbardziej odciągnąć ją od zadręczania się zanim dojdzie do spotkania.
Chodź kolejne części stroju budziły niezaprzeczalny podziw to dla Samuro były odrobinę przesadzone. Ilość złota nie wyglądała naturalnie, a już z pewnością nie pasowały do charakteru wojowniczki, który z pewnością posiadała Lia. Mimo to materiał przypominający motyle skrzydła z pewnością przykuwał spojrzenie i uwagę łowcy. Pokiwał lekko głową. -Nadal wyglądasz pięknie... choć dla mnie atrakcyjniejsza jesteś pokryta kurzem i potem. Gdy wypoczywasz na skale po odbytym treningu i gdy twoje włosy rozwiewa wiatr.-Powiedział odrobinę poetycko. Przyglądał się jej podczas nakładania makijażu, na pytanie reagując krótkim śmiechem. -Wyglądasz jak bardzo bogata dzikuska z krańców pustyni. Nie przypominasz azarackich szlachcianek jeżeli o to pytasz. Brak arogancji i poczucia wyższości w twoich oczach o tym świadczy.-Powiedział żartobliwie. Miał nadzieję, że to ją pocieszy.








17.08.2019, 19:28
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#8

krzywiła się lekko, potrząsając rękoma. Bransolety były niewygodne, ciężkie i ją uwierały. Kołatanie o siebie złotych blaszek, choć delikatne i ciche, dla niej było głośne jak bicie dzwonu. Serce biło szybko, denerwowała się nadchodzącym spotkaniem.
- Wszystko co w mojej mocy... To może być za mało. - powiedziała cicho, ale uniosła brodę, widząc jego uśmiech.
Chciał się bawić jej własną bronią? Uśmiechnęła się, a słońce odbiło się w jej oczach, kiedy podeszła do Samuro, owiewając go zapachem perfumowanej wody. Okręciła się wokół niego tanecznym ruchem i złapała za rękę, po czym pociągnęła za sobą na balkon. Oparła się o balustradę i spojrzała na niego roześmianym wzrokiem.
- Chcę krzyczeć... - promienie zachodzącego słońca błyszczało w jej złotych ozdobach, prześwitywało przez włosy i odrealniało jej sylwetkę, kiedy krzyknęła - może bardziej zawyła - głośno, przykładając dłonie do ust. Za nic miała strażników, którzy spoglądali w stronę jej tarasu z lekkim przestrachem. Popatrzyła na niego z wypiekami na policzkach i zaczęła się śmiać. - Chyba jeszcze nigdy nie robiłam czegoś tak głupiego... - przyznała, patrząc już z większym spokojem na miasto pokryte pomarańczowym blaskiem.
Sprawiało jej przyjemność. Zarówno kuszenie go, jak i sposób, w jaki na nią patrzył. Nie umiała nic na to poradzić, choć ku własnemu zaskoczeniu - chyba nawet nie chciała. Lia przygryzła wargę, spoglądając na wojownika z ciekawością. Zupełnie jakby się nad czymś przez moment zastanawiała.
- Jaki jest sens w ubieraniu takich rzeczy, kiedy potem się słyszy, że lepiej się wygląda nago...? - uśmiechnęła się z przekorą. - Miałeś nie zaglądać za parawan. - uniosła brew, ale roześmiała się po chwili. Posłała mu pełne wdzięczności spojrzenie. Jej myśli faktycznie się uspokoiły... znaczy, przeszły na inne tory, ale Aeolian czuła się pewniej. - Jesteś cudowny. - powiedziała po prostu, patrząc na niego ze szczerym uśmiechem.
Zakładając kolejne gramy złota na swoje ciało, poczuła się dziwnie. Już dawno nie musiała się tak ubierać... Odwróciła się do Samuro i rozłożyła ręce.
- Eh, no i masz... - zaśmiała się ciepło. Podeszła do niego, na wyciągnięcie ręki. Uniosła brew. - Zdejmij, co uważasz za niepotrzebne. - poprosiła, patrząc na niego wyzywająco. Skoro już chciał się bawić w jej grę, zobaczymy kto ją wygra. Podkreślone czernią oczy wpatrywały się w niego intensywnie. - Dobrze. Czyli wyglądam jak ulubiona niewolnica Jardira Avaedavara. - westchnęła ciężko. Odsunęła się od Samuro i zamknęła oczy. Wzięła kilka głębokich wdechów, po czym przyłożyła sobie rękę do serca, a potem do czoła. - Zaraz wrócę.

Pokój, w którym Jardir ją przyjął, wydawał się nie mieć ścian - był tak rozległy. Okna były pootwierane na oścież, a pasma kolorowego materiału swobodnie unosiły się na wietrze. Sam Avaedavar siedział na bogato rzeźbionym krześle, przy jeszcze bardziej bogato rzeźbionym stole. Kieliszek czerwonego alkoholu stał nieruszony.
Jardir, choć miał ponad pięćdziesiąt lat, dalej zachował gibkość ciała i bystrość umysłu. Jego oczy wpatrywały się w Lię ze smutkiem, który nie opuszczał go od dnia śmierci Yany. Aeolian pokłoniła mu się, z szacunkiem oraz pokorą. To nie był człowiek, któremu chciała sprawiać kłopoty. Którego koniecznie chciała widzieć martwego. Jardir był ojcem jej najlepszej przyjaciółki, a ona darzyła go szczerą miłością.
- Mój panie... - dziewczyna wiedziała, że nie powinna nawet na niego patrzeć, ale nie mogła opuścić wzroku. Współczuła mu i współdzieliła z nim stratę. - Jak Twoje zdrowie? Jak... się czujesz? - spytała cicho, a starszy mężczyzna tylko westchnął i gestem wskazał jej miejsce obok siebie. Lia usiadła, wpatrując się w czerwony trunek.
Przez jakiś czas milczeli, a zielonooka nie miała na tyle odwagi, by przerwać ciszę, choć miała ochotę od razu przejść do sedna sprawy.
- Więc to był twój lew...? - Jardir w końcu się odezwał, a w jego zmęczonym spojrzeniu dało się zauważyć lekkie rozbawienie. I zrozumienie. - W innym przypadku pewnie bym cię tu nie ujrzał.
Aeolian spuściła głowę z zażenowaniem. To akurat była prawda. Bała się rozmowy z Avaedavarem od tamtego okropnego dnia. Zmusiła się jednak, żeby podnieść głowę i spojrzeć mu w oczy.
- Tak, panie. To Sha'riv spowodował zamieszanie na targu... Ale to na pewno nie była agresja. Musiał poczuć się osaczony. To zwierzę nie jest...
- Wiem. Gdyby był niebezpieczny, nie pozwoliłbym Yanie przebywać w jego towarzystwie. Nie zmienia to faktu, Aeolian, że narobił szkód. A ja muszę dbać o to, by szkody wyrządzane przez moich ludzi... czy ich zwierzęta... były odpowiednio wynagradzane. - starzec spojrzał na nią poważnie. Lia miała wrażenie, że zaraz zacznie płakać.
- Czy... mogę... w jakiś sposób... wynagrodzić poszkodowanemu jego straty? - zaryzykowała, zbierając w sobie całą siłę woli, na jaką było ją stać. - Byleby Sha'riv wrócił tutaj. - zmrużyła lekko oczy, wpatrując się w Jardira, który znów umilkł w przedłużającej się ciszy.
W końcu zdjął jeden ze swoich pierścieni - ten, na którym widniał herb jego rodu, pustynna róża - i przesunął go po stole w stronę Aeolian.
- O ile nie przyniesiesz mi wstydu. I nie rozpętasz wojny. I nikogo nie zabijesz. Masz moje błogosławieństwo... - powiedział w końcu, a Lia zrozumiała, że Jardir od samego początku zamierzał się zgodzić na pertraktacje w jego imieniu. - I następnym razem zawiadom wcześniej straże, jeśli w moim pałacu ma się pojawić gladiator z Areny. Trzeba zachowywać pozory. - uśmiechnął się lekko. Dziewczyna zabrała pierścień i pokłoniła mu się głęboko.
- Oczywiście, panie. - uśmiechnęła się do niego z wdzięcznością, a on odprawił ją machnięciem ręki.

Lia biegiem wracała do swojego pokoju, nie zwracając najmniejszej uwagi na służbę, która musiała przed nią uskakiwać. Dziewczyna otworzyła drzwi z hukiem i niewiele myśląc, rzuciła się na Samuro, przytulając się do niego mocno.
- Udało się! - powiedziała radośnie. - Udało! - odsunęła się do wojownika i pokazała pierścień Avaedavara. Jej oczy płonęły.
Po drodze dowiedziała się, który z kupców poniósł straty, więc nie chciała zwlekać, tylko udać się prosto to niego. Do Williama Caherada. Nie miała pojęcia kim jest, ale nie miało to dla niej teraz większego znaczenia.
Podeszła do stojaka na bronie i do paska z Pazurami, przypasała także katanę. Spojrzała na Samuro.
- A teraz, muszę postarać się nikogo nie zabić. - uśmiechnęła się drapieżnie, a jej podkreślone czernią oczy sprawiły, że wyglądała jak dziki kot, który szykował się na łowy.

Gracz opuścił wątek








17.08.2019, 20:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Rezydencja rodu Avaedavarów
#9

pojrzał na ciężkie bransolety, które znajdowały się na jej rękach. Jakże trudne musiało to być dla wojownika... nosić taki ciężar i mieć skrępowane ruchy. -Nie potrzebujesz niczego więcej.-Powiedział łagodnie.
Ponownie znalazł się na balkonie, ponownie rozpościerał się przed nim piękny widok na miasto i mieszkańców. Tylko, że tym razem jeszcze piękniejszy widok znajdował się tuż obok. Piękność z pustyni. Księżniczka piasków. Jej wycie napotkało się z jego uniesionymi brwiami. Nagle zaśmiał się głośno. -Podobno nigdy nie widziałaś wilków! A wyjesz tak jak one. Mała rada.-Zbliżył się do niej i szepnął na ucho. -Następnym razem wyj do księżyca... Wilczyco.-Odsunął się od niej i odwrócił spojrzenie. Reakcji na to nie chciał widzieć. A raczej nie był pewny czy tego chciał. -Sprawiło ci to radość. Nikogo tym nie skrzywdziłaś. Dlaczego uważasz, że to głupie?
Przełknął ślinę. Doskonale wiedział w jaki sposób na nią patrzył i wiedział, że nie jest w stanie tego ukrywać. -Ciężko by mi było odpowiedzieć na to pytanie bez urażania twojej godności...-Powiedział skromnie. Ten ubiór sprawiał, że mógł dostrzec zaledwie fragmenty jej piękna. Zgrabne nogi, umięśniony brzuch... gibkie ciało. Reszta zaś pozostawała w sferze wyobraźni, która pracowała na pełnych obrotach. -Jestem rysownikiem... Nie mogę przecież odpuścić tak pięknej modelce!-Powiedział złośliwie. Lecz dwa proste słowa, które wypowiedziała dziewczyna sprawiły, że utracił cały spokój w tej chwili. Spojrzał na nią ze zdziwieniem. Czy ona naprawdę... -D-dziękuję... Ja... Nie dorównuję tobie.-Powiedział tylko.
Jej prośba ponownie uruchomiła wyobraźnię łowcy. Cokolwiek uzna za niepotrzebne? Przede wszystkim pozbyłby się tych bransolet, które swym ciężarem krępowały jej ruchy! Pozbyłby się złota z jej włosów i pozwolił im żyć własnym życiem! A najbardziej... chciałby, żeby tutaj została i pozbyła się wszystkiego. Westchnął.-To nie mnie masz się podobać, a swojemu panu. Idź już.-Powiedział ze smutkiem po czym usiadł przy wejściu na taras.


czekiwanie na powrót Aeolian wydawał mu się nieskończenie długi. Próbował zająć czymś umysł, ale jedyne o czym mógł myśleć to ona. Ona otoczona promieniami Słońca w wąwozie. Jej szyderczy i jednocześnie piękny uśmiech. Jej zwinne ciało i lotny umysł. Jej słowa, jej dotyk... Dlaczego ona tak na niego działała? Dlaczego kobieta z przeciwnej strony świata, kobieta którą poznał zaledwie parę godzin temu... Potrząsnął głową. Wiedział dlaczego, wiedział co tak na niego działało, ale nie wiedział dlaczego. Dlaczego ona? Dlaczego teraz?
Minęło parę minut... może paręnaście. Kto wie? Ciężko mu przychodziło liczenie czasu w Azaracie. Słońce zawsze piekło mocno, promienie zawsze świeciły intensywnie, a powietrze zawsze było gorące. Mimo to w końcu usłyszał dźwięk otwieranych drzwi. Stęknął gdy poczuł nagłe zderzenie z ciałem Lii. Przez chwilę zastanawiał się co się dokładnie stało, ale jej bliskość sprawiała, że tak naprawdę go to nie obchodziło. Jej oczy pełne były pasji i radości. Uśmiechnął się. -Nie chcesz się prze...-Miał zapytać, ale dziewczyna już wychodziła z pokoju. Westchnął tylko i popędził jej śladem.


Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.08.2019, 02:43 przez Samuro.)









18.08.2019, 02:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna