Atarashii



Cmentarz dla średnio zamożnych
#1

Cytat:
tara kanciasta budowla, a wokół niej porozrzucane wszędzie w nieładzie nagrobki. Tak właśnie wygląda jeden z zakładów pogrzebowych w Dravnul, wyróżnia go to od innych, że jest przeznaczony szczególnie dla tych średnio zamożnych obywateli. Nie dbają tutaj za bardzo o to, jak kogo zakopią i gdzie, ponieważ miejsca jest dużo, a cały obiekt zajmuje gargantuiczną przestrzeń. Budynek, w którym przetrzymuje się zwłoki stanowi również biuro, a sama obecność nieboszczyków raczej nie przeszkadza pracującym tam wyjadaczom chleba. Cała posiadłość wzniesiona jest tylko i wyłącznie z szarego kamienia, o dosłownie takim samym odcieniu jak wystawione nagrobki. Gdzieniegdzie można również dostrzec drzewa różnej maści, które kontrastują z szarym odcieniem. Po okolicy kręci się grabarz, który przy okazji pełni rolę strażnika, ażeby odstraszać gówniarzerię, żołdaków, a nawet anarchistów, próbujących profanować groby.
29.10.2019, 22:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz dla średnio zamożnych
#2

rzyszedł na groby, rozejrzał się. Czuł woń stęchlizny i czarnej śmierci... Zaczął oglądać się dookoła siebie. Cały czas czuł się obserwowany, jednak nie miał zamiaru odpuszczać. Czuł, że za tym kryje się jakiś przekręt. Może szlachcic był wampirem... a może to jakaś zemsta? Ruszył do kanciastego budynku, miał nadzieję, że kogoś tam zastanie. Przesłał impuls do splotów, aktywując umiejętność dzięki, której mógł dostrzec istoty astralne.

Wiem, że umrę, i to trzyma mnie przy życiu. — ta myśl towarzyszyła mu od dawna, od kiedy zaczęły go dotyczyć wszelkie kłopoty człowieka dorosłego, obarczonego odpowiedzialnością za los swój i innych. Te kłopoty potrafią czasami sparaliżować, odebrać chęć do działania i wiarę we własne siły.

Kiedy dopadają człowieka, Sei swoim sposobem wybiera się na cmentarz. Na groby bliskich, na groby ludzi nam znanych lub całkiem obcych. Nie w celu, ażeby się pokazać, ale by pomyśleć nad tym wszystkim, co nas otacza… Uklęknąć nad grobem świętej pamięci niegdyś bliskiej naszemu sercu osoby i pogrążyć się w najgłębszej refleksji. Może to być dla zwykłego szarego człowieka ważna nauka, jeśli tylko dobrze spożytkuje ten czas.

Duchy cieszą się, gdy je odwiedzasz… — pomyślał szaman, dostrzegając w wspomnieniach uśmiechnięte dusze. Był to dla niego raj, w którym mógł realizować się we własnej profesji.

Rzadko wiemy jak poważna śmierć, mogła kogoś spotkać, jak tragiczne było to w skutkach i jak mamy to zrelacjonować grabarzowi… Szczególnie mogło się to przydarzyć w przypadku stolarki. Pewnie ofiara, która nie była do końca temu winna, nie wiedziała jak to ująć w słowa, a ktoś to wykorzystał przeciwko niemu. Dużo jest na tym świecie szemranych interesów, a jeszcze mniej sprawiedliwości. Obraz przyprowadzonych osób klaruje się dopiero po dotarciu na miejsce i rozpoznaniu. Podobnie działają służby, które dopiero po dotarciu na miejsce mogą ocenić tak naprawdę jaki jest stan poszkodowanych i w jakim stopniu poważne jest zdarzenie. Ostatni czas nie należy do spokojnych — incydent z wampirem jest idealnym odzwierciedleniem tych trudnych czasów. Na pewno zdarzają się również wypadki przy pracy, spotkania z potworami, czy też zatuszowane morderstwa… Choć intryg na świecie jest szczerze, powiedziawszy coraz więcej i praktycznie każdy człowiek staje się w tych czasach egocentrykiem, który nie liczy się ze szczęściem innych. Sejki stanowi tutaj odstępstwo. Stara się pomóc innym tak jak mu dusza i czas pozwala, mając nadzieję, że zostanie za to nagrodzony w życiu pozaziemskim. Śmierć to praktycznie codzienność i przykro stwierdzić, że wiele z tych zdarzeń spowodowanych jest brawurą i brakiem odpowiedzialności wielu awanturników, który porywają się na potwory, którym nie dorastają nawet na wysokość sążnia.

Tutaj właśnie doszło do tragicznego wypadku, jednak jak doszło do tego… służby twierdzą inaczej, matka inaczej. Czy rodzicielka próbuje ratować syna? Cóż by była z niej matka, gdyby się nie starała, jednak szaman wolał tkwić w przekonaniu, że jest to prawda, a ktoś uwziął się na jego syna. Może sobie coś naskrobał w karczmie? Powiedział niewłaściwe słowo, do niewłaściwej osoby, myślał, że dostanie po mordzie, a w rzeczywistości zostanie ścięty. Głowa znachora cały czas buzowała od natłoku myśli, próbował to sobie wszystko poukładać, żeby miało to sens. Ktoś mógł nie zważać na siłę, za mocno ją uderzył, a kogoś trzeba było obarczyć winą. W tym pędzie życia trudno jest zachować zdrowy rozsądek człowieka i jakąkolwiek empatię… Tkwimy w wyścigu szczurów, żeby mieć tylko więcej od innych, żeby nabyć jak najwięcej dóbr ziemskich, jednak co będziemy mieć po śmierci? Właśnie… Tu się pojawia pytanie. Nie powinniśmy wiązać się za bardzo do dóbr ziemskich, których nie mamy zagwarantowanych po śmierci… O ile właściwie cokolwiek mamy zagwarantowane po śmierci. Każdemu zdarza się chwila nieuwagi, ale trzeba pamiętać, że może nas ona kosztować naprawdę wiele. Od utraty zdrowia, przez uwikłanie w jakieś bagno, dozgonne wyrzuty sumienia po utratę życia włącznie. Dlatego spróbujmy zwolnić tempo naszego życia, zacznijmy żyć bezpieczniej, myśleć rozważniej i nie pchać się w byle bagno. Nie powinniśmy być butni, głupi, ordynarni czy agresywni, ponieważ wszystko może się za jakiś czas odbić. Nie bądźmy też zbyt pewni siebie — bo jeśli przecenimy swoje możliwości, to możemy przypłacić je nawet własnym życiem. Bo to, że mamy jakąś przewagę nad kimś nie oznacza, że możemy czuć się w pełni bezpiecznie po zlikwidowaniu jednostki — w końcu ma on jakiś bliskich, krewnych, którzy ruszą z odsieczą, jeśli coś mu się stanie. Matka, choć nie była w stanie wiele zrobić, to zatrudniła dziwaka na swoje usługi, żeby cokolwiek zdziałać i nie siedzieć biernie. Nawet najmniejsza istota na tym świecie może coś zdziałać i dać początek czemuś wielkiemu. Każdy z nas może czynić dobro. Wiem, że w czasach, w których żyjemy, wszystkim nam się spieszy… Wszyscy chcemy mieć podane wszystko na tacy... Wnioskuje jednak, że nie chcemy spędzić na cmentarzu...

Czy zastanawiałeś się może kiedyś nad własną śmiercią? No wiesz, leżałeś w trumnie, odwiedzali cię ubrani krewni, wylewali łzy, położyli żółte kwiaty, a potem poszli na obiad do pobliskiej knajpy? Nikt nie chciałby tego doświadczyć.

W chwili, gdy człowiekowi, a w szczególności młodemu człowiekowi wydaje się, że odchodzi z tego świata, nagle znikają z oczu różowe kurtyny. Nic już nie jest takie samo, a śmierć wcale nie jest bajeczną krainą mlekiem i miodem płynącą. Jest pustką i nie ma się, co czarować. Duże prawdopodobieństwo, że nie ma niczego, ani przed nami, ani po nas. Każdy ma swoją ideologię.
Od kiedy szaman zaczął widzieć duchy, wówczas cmentarze przykuwały jeszcze więcej jego uwagi, domy krematoryjne i pogrzeby były dla niego zupełnie innym doświadczeniem. Były wszędzie, można powiedzieć, że na swój sposób go prześladowały. Za dziecka nie widział tego aż tak, nie zwracał w ogóle na uwagi na to, czy kogoś chowają, czy ktoś umarł… Było mu to wszystko obojętne, lecz potem, gdy sam otarł się o śmierć i był w stanie widzieć duchy, to jakby to powiedzieć… Można powiedzieć, iż zaczęło go to prześladować. Przeświadczenie, że kiedyś umrze, że wszystko, o co się starał, pójdzie w piach się grzebać. Za każdym razem, gdy przechodził obok jakiegokolwiek miejsca kultu, czuł na karku lodowaty całun śmierci, tak jakby jakiś duch się do niego dobierał, mimo iż nie przelewał energii magicznej do splotu ocznego, ażeby łączyć się ze światem zmarłych. Istnieje w życiu człowieka przebudzenie, tylko trzeba otworzyć oczy, albo ktoś zrobi to za nas. Może to zrobić podświadomość bądź organizm.

Raz, gdy Sei leżał nieruchomo pewny, że dopadło go coś, co zaraz sprowadzi go do innego świata… Dosłownie wszystko… Uświadomił sobie, że to wszystko, co absorbowało go do tej port, wszystko, co pożerało jego energię i zmuszało go do zarabiania pieniędzy, było niczym. Było tylko zapychaczem czasu, do czasu jego śmierci. Gdy ocknął się po chwili trwającej całą wieczność, bolał go kark, mięśnie, a serce omal nie wyskoczyło z gardła. Prawdopodobnie wywołanego stresem po tym, gdy wszyscy jego bliscy po raz drugi stracili życia.

Od tamtej pory zaczęły mu się nasuwać głupie myśli egzystencjalne w stylu, co zrobił w życiu dla innych, albo, kto przyjdzie na jego pogrzeb i czy właściwie będzie miał jakąś przemowę… W końcu był sam jak palec i nie miał żadnych przyjaciół ani osób, z którymi dzieliłby się czymkolwiek. Na pewno brzmiałaby ona mniej więcej jakoś tak… - Sei Ki był taki i taki… jednakże nie miał niczego… niczego nie osiągnął… nie był dla nikogo nikim, ponieważ każdego spotkała śmierć przed jego odejściem… Właściwie to był — należy tu podkreślić czas przeszły. - przeszła mu przez głowę przemowa. A potem doznał szoku, przeanalizował przypadki osób, które już odeszły. Pomyślał o ich zapomnianych grobach, widział jak nierozdzielne połówki, zakochują się na nowo, żałoba się kończy, dzieci zapominają…

Nikt nie pamięta o wczorajszych porażkach, nikt nie wspomina chwil, w których się nie udało, momentów, gdy się strzeliło gafę. Nikt nie pamięta powodów, dla których zrezygnowało się z ulubionej pracy (ze strachu, że się nie podoła), chwil, w których nie wyjechało się w podróż dookoła świata, mówiąc: nie, to nie dla mnie, zbyt niebezpiecznie i ile to kosztuje… zgroza.

O zmarłych mówią dobrze, tak czy siak. Tylko dlaczego…? — przeszła mu znowu przez głowę myśl.

To niesamowite doświadczenie nauczyło go jednego: minął strach, minęły obawy, a na ich miejsce pojawił się absolutny spokój i wielka energia, nawet nie wiadomo skąd taka ilość. Zawsze wydawało mu się, że mamy tyle czasu. Jutro, za tydzień, pojutrze... Tyle czasu, by spełnić upragnione marzenia, by zrobić krok do przodu, by przejść samego siebie. Nigdy nie chciało mu się wysilać i opuszczać ciepłej strefy komfortu. Lepiej poczekać, okazja sama przyjdzie. Ta sytuacja uświadomiła mu, że ani Ty, ani ja nie mamy czasu, nie ma miejsca na zwlekanie, ani usprawiedliwienia. Jest tylko jedna chwila, a tą chwilą jest teraźniejszość. Jeżeli jest jakakolwiek rzecz, o której marzysz. Odejście z niesatysfakcjonującego związku, egzotyczna podróż, zmiana pracy, powiedzenie bliskim jak mocno się ich kocha, nie warto czekać do jutra, ani przejmować się opinią innych. Oni i tak zapomną, a przecież życie jest tylko jedno.

„Nie sen jest najgorszy, najgorsze jest przebudzenie…” pomyślał.

Co zrobić z nieuchronnością śmierci? Zapomnieć, unieważnić, zakrzyczeć... A może zrozumieć? Marzymy o nieśmiertelności. Byłaby ona nie tylko wyzwoleniem od trwogi konania i ohydy grobowca, ale też wiecznym trwaniem. Każdy błąd można byłoby naprawić, każdą straconą okazję tym razem wykorzystać, ale też każde piękne i wzniosłe przeżycie byłoby powielane nieskończoną ilość razy, aż do obrzydzenia. Nieśmiertelność okaże się katorgą nudy i jałowej powtarzalności.
Pogodzenie się z nieuchronnym to zbyt mało. Tylko śmierć nadaje ostateczny sens naszej doczesności, bo jej perspektywa sprawia, że każde zdarzenie okazuje się jedyne i niepowtarzalne, każda przeżyta chwila nie da się już więcej odtworzyć i przeżyć na nowo, musimy więc dbać, by była sensowna i dobrze zagospodarowana. Tylko życie śmiertelnika zna cenę upływającego czasu i dlatego jedynie śmiertelnik potrafi cieszyć się nim naprawdę. Największa mądrość, jaką może osiągnąć człowiek, to nie samo pogodzenie z nieuchronnością śmierci, ale jej akceptacja jako czegoś, co nadaje sens doczesności.

Przed szamanem chwile, kiedy intensywniej niż zwykle upomni się o refleksję, gdy będzie musiał maszerować wśród grobów… Gdy bliżej stanie obok miejsca pochówku nieboszczyków, którym kiedyś sam się stanie. Inni ludzie przywołują w pamięci twarze, uśmiechy, brzmienie głosu, a on miał to podane jak na tacy, gdy dostrzegał te wszystkie błądzące dusze. Inni będą wspominać minuty, godziny, dni i lata, kiedy on będzie miał ich obok, jak na wyciągnięcie ręki. Zastanawiał się, czy ktoś do niego podejdzie, żeby zapytać, czy przekaże coś swojej bliskiej już świętej pamięci osobie.

Czas jest bezwzględny i nie zna żadnych kompromisów. Każdego ranka przypomina o tym, że oto wstaje dzień. I mimo że tak trudno to z siebie wykrzesać, z całej siły, z całego serca i duszy znachor stara się, by każdy z kolejnych dni miał w sobie odrobinę radości. Bo przecież jeszcze tyle można zrobić, tyle zobaczyć, poczuć, usłyszeć, posmakować… Każdy z jego bliskich miał coś, co kochał, a on po ich śmierci poczuł, że tylko ich kochał... Nauczyli go, że życie da tyle, ile będzie w stanie wziąć. Na ile sił mu wystarczy. Nauczyli go, że dopóki są ludzie, których kocha — a byli — każdy dzień może być świętem. Dopóki może robić to, co jest dla niego ważne — a przecież może, jeśli tylko się postara — każda godzina może mu dać radość. Dopóki czuje zapach wiatru, słyszy szum drzew i śpiew ptaków — jeśli zatrzyma się w biegu — każda minuta może stać się ważna. Dopóki może czytać książki, cieszyć się barwami i czuć miękkość zwierzęcego futra pod palcami — jeśli da sobie szansę — każda chwila może zamienić się w szczęście.

Wiele się zmieniło po tym, gdy Sejki aktywował swoją zdolność, dzięki której mógł dostrzegać to, czego żaden śmiertelnik nie mógł przeciętnymi oczami. Ku jego zdziwieniu nie widział żadnych umęczonych dusz, co było dziwne. Zawsze, gdy przybywał w takie miejsce, to aż roiło się od tych istot… Coś musiało być na rzeczy, ponieważ niemożliwym jest, iż żadna dusza się tu nie kręci. Może nawet duch stolarki został pochłonięty? Może odszedł w spokoju, bo takie było jej powołanie? Sei zaczął desperacko myśleć, gdy wizja całej sytuacji uległa diametralnej zmianie.

To… To… Niemożliwe… — przeszło mu z trudem przez gardło. Dostrzegł on jednak w budynku podstarzałego mężczyznę, który siedział za biurkiem nad jakąś książką. Na głowie miał grube okulary, bez których chyba nie był w stanie dobrze widzieć. Zapewne grabarz bądź osoba, która sprawowała pieczę nad całym zakładem. Sei powoli udał się, nie tracąc uwagi… Czy był to jakiś czar, jakaś iluzja zastawiona na niego? Cały czas rozglądał się po okolicy, jakby miał przeczucie, iż ktoś go śledził. Nie chciał być zaskoczony… Skierował się w kierunku wielkiej kanciastej budowli, aby uciąć sobie krótką pogawędkę z jegomościem. Zastanawiało go co z jestestwem stolarki. Można powiedzieć, że nawet nie była to ciekawość, a coś więcej. Tak jakby ukryta żądza dowiedzenia się, o co w końcu chodzi z jej śmiercią. Pobudzony szaman dezaktywował umiejętność specjalnie, aby łatwiej było mu widzieć to, co dzieje się w świecie doczesnym i ruszył powoli krokiem. Gdy już dotarł tuż przed budynek, znowu aktywował swoją umiejętność, rozejrzał się dookoła. Może duch stolarki był bliżej zakładu, a może po prostu błąkał się w innej części cmentarza. Jeśli nie dostrzegł wyczekiwanego ducha, to postanowił zapukać i poczekać na odzew od stacjonującego w budynku mężczyzny.
31.10.2019, 17:27
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Cmentarz dla średnio zamożnych
#3

ucha jak nie było wcześniej, tak samo nie było po nim teraz śladu. Zaraz po tym, gdy Sejki zbliżył się do budynku — nie zmieniło to praktycznie nic. Wydawało mu się to naprawdę dziwne i nienaturalne, bo jej dusza musiała się gdzieś błąkać. Natomiast jeśli chodziło o samo biuro, to po zapukaniu do drzwi po chwili pracownik podniósł się z siedziska i otworzył je przed szamanem. Pracownik zmierzył go oceniającym wzrokiem i bez słowa zaprosił do środka pomieszczenia. Nie spodobało się to znachorowi, który nie zwykł oceniać ksiąg po okładce, no, chyba że był to bies liczący parę metrów, czy inne monstrum.
Nie boisz się łazić tak ubrany? Ktoś jeszcze pomyśli, że jesteś dzikusem albo co gorsza, jednym z nich. – zapytał bez wstępów, wracając do swojego siedziska i lektury. – Ludzie nie lubią tu obcych. A Ty wyglądasz, jakby cię prosto z pustyni przywiało. - Jednym z nich, czyli kogo? - dopytał wyraźnie zaciekawiony czarownik. Rzeczywiście nie wyglądał normalnie, lecz tak chodził i nie zwracał dotychczas na to uwagi. Rzadko kiedy miał do czynienia z innym przedstawicielem jego rasy, więc było mu to obojętne, co na siebie założy i jak wygląda. Nie był on też zainteresowany ofertami matrymonialnymi ani przypodobaniem się innym. Sytuacja jednak teraz wyglądała inaczej, musiał się jakoś wkupić w łaski ludu, żeby móc zdobyć jakieś informacje. - Nikim złym nie jestem, proszę się nie martwić... Jestem tutaj w prawie ciała stolarki, jam znachor i szaman, Sejki. - dopowiedział dumny ze swojego tytułu, po czym od razu zapytał. - Gdzie tu jakieś normalne ubrania dostanę albo chociaż jakieś materiały, żeby samemu coś uszyć? Przez różnice społeczeństwo zaczyna pękać... zaczynamy się poróżniać, szukać w sobie niedoskonałości, walczyć, prowadzić wojny... W skrócie — niszczyć się. Za różnicami majątkowymi kroczą różnice w gustach, preferencjach estetycznych i stylach życia. I jeśli nożyce bogactwa nadmiernie się rozewrą, to społeczeństwo pęka. Kariery robią ci, którzy lepiej pasują do stylu pielęgnowanego przez klasy dominujące. Tutaj nie było wcale miejsca na styl szamana, który jak widać, już nie przypodobał się pracownikowi zakładu pogrzebowego. Ten mechanizm w sposób aksamitny wyklucza biedniejszych, innych, bądź tych mądrzejszych, którzy nie dbają o głupoty, o które zwykli się troszczyć „wysoko postawieni” obywatele... Ci, którzy idealnie wpasowali się w istniejące schematy, ci, którzy nie zostali wyalienowani, ponieważ nie mają, dlaczego się alienować od reszty zniewieściałego społeczeństwa. Horyzont pomyślunku takich osób prawie zawsze nie wykracza ponad normę. Można stwierdzić, iż alienują się jedynie ci, którzy chcą rzeczywiście coś osiągnąć, rozwijać się, zachować dobro, a inni ludzie, ci, którzy są powszechnie uznawani, za normalnych przeszkadzają im. Świetnie, zdawałoby się. Znacznej części społeczeństwa jest całkowicie obojętne to jaka polityka panuje w danym regionie. Byleby była jakaś strawa i popita. Takie właśnie mamy realia, a przez tę normy przebija się zaledwie garstka ludzi, która liczy maksymalnie kilkadziesiąt person. Królowie, wieszcze, czy znani bohaterowie, którzy od wielu lat przedstawiali swoją osobistą siłę jako jedyne kryterium, według którego należy ich oceniać, prawie w każdym przypadku w końcu okazują swoją słabość. Nie są oni w końcu rasą ponadludzką... Są tacy jak my, lecz tworzona przez społeczeństwo maska uszlachetnia ich, często bezcelowo, żeby dzięki nim zapanował pokój. Żeby nie było wojen, żeby miał kto rządzić krajem, miasteczkiem, wioską, organizacją. Rozumiem, że tutejsi obywatele, którzy tak chwalą innych, w końcu sami pogrzebią wyniesionego na piedestał bohatera. Najpierw będą kazać pozować, a potem wyśmieją i wytkną palcami, mówiąc, że jestem pozerem. Pal licho szarych wyjadaczy chleba. Poziom wyobcowania jest taki, że większość wieśniaków, a nawet mieszczan przygląda się szybkiej akcji likwidowania, przez nie wiadomo kogo, jakby to nie był ich problem i jakby to nie był ich problem wstawić się za kimś. Obojętnie na kim by było coś egzekwowane, wszyscy się nie przejmują, dopóki nie dotyczy to bliskich... I tak żyjemy w takich czasach, sami dając innym władzę nad nami, dając się łatwo stłamsić i poskromić przez tych „o królewskiej krwi”, w których drzemie teoretycznie potencjał... Często takimi osobami kieruje pycha, czują się lepsi od innych, lecz w rzeczywistości co mają takiego, czego nie ma szary Wykidajło? Skrzydła, skrzela? Nie... Coś tu jest nie tak. Jednak ktoś musi władać głupim ludem, żeby sobie krzywdy nawzajem nie porobili i nie pozabijali o to, że ktoś komuś kurę ukradł. Przykre, że jesteśmy istotami, które powinny skupiać się na budowaniu relacji międzyludzkich, a jednak tego nie potrafimy do końca dobrze zrobić, a przynajmniej grzeszna część społeczeństwa, która stanowi większość. Może to błędy odległych czasów, o których już nie pamiętamy, może poglądów, gdzie widzimy błędy samosądów zupełnie gdzie indziej... Może jest to natura stosunku Sarmatów. Znacznej części społeczeństwa jest jednak całkowicie obojętne to, jak prowadzona jest polityka, byleby owce miały się gdzie paść, a i jedzenie nie było byle jakie. Pewnie jest też tak, że politykę destabilizują ludzie, którzy tak naprawdę nie mają z nią za wiele do czynienia. Jeśli władza jest słaba, to trzeba ją obezwładnić. Silny powinien przejąć kontrolę. Tak się przyjęło, dlatego mamy tak dużo wojen. Nie powinno nikogo interesować sprawdzanie powodów, dla których jedna polityczna siła niszczyła drugą, w końcu sam by się ktoś odezwał, żeby puścić rozgłos, żeby zasiać ziarenko niepewności. Jestem pewien, że przez kolejne ćwierć wieku, nikt nie byłby w stanie do końca dociec, co naprawdę miało miejsce, co kierowało jedną stroną i drugą. Egzekucje - to jednak widzą wszyscy. I dalej zadowalają się biernym oglądaniem serialu przechodzącego powoli w katastroficzną superprodukcję. Ja na to patrzę inaczej, bo wiem, że to jest także mój problem. Czuję się, jakbym w każdej chwili mógł obezwładnić kata i uwolnić kogoś z okowów śmierci, jednak po co? Żeby samemu rzucić się do paszczy lwa? Tak właśnie działa władza, często głucha na głos ludu, pławiąca się w szczęściu i dostatku. Potrzebujemy dobrej władzy, szerokiej i prawej. Jednak czy coś takiego jest właściwie osiągalne w tych realiach? Szalone poglądy na prawa kobiet, na godne prawa pracownicze, na prawa mniejszości, na niepełnosprawnych, na zjednoczenie się w jeden wielki sojusz, na społeczeństwo — powinny być wprowadzone. Nie chodzi tutaj wyłącznie o liderów jakichś większych ugrupowań, ale także o zaplecze, gdzie trubadurzy piszą wyniosłe pieśni, elegie, czy inne utwory, o potędze i chwale osób, które w rzeczywistości nie za wiele zrobiły dla dobra ogółu. Władza autorytarna — to jest coś, co powinniśmy wyeliminować. Boimy się zmian, boimy się tego, co nowego, boimy się, że może nam to przynieść śmierć, wojnę... A najgorzej, jeśli przysporzy dezaprobatę władcom, wtedy już nie pozostaje im nic, jak płakać, bo bez ludu nie będą mieć już niczego. Siła ludu zjednoczonego pod jednym sztandarem jest faktem. Głupiego społeczeństwa, które samodzielnie nie potrafi myśleć i oderwać się od schematów, jak robią to ci wyalienowani ludzie, którzy już dawno porzucili tę idiotyczną władzę, głuchą wciąż na głosy ludu. Władcy coraz bardziej uczą się manipulować pospólstwem, stosują coraz większą brutalność, uczą się jeszcze większego cynizmu. Czy tak ma być? - Ile bym dał, za władzę walczącą o równość praw społecznych i kulturowych, o to, żebyśmy w końcu zaczęli integrować się z innymi... Zaryzykowałbym dla takiego kraju... Przymykałbym oczy na wszystkie jej błędy, z determinacją porzucałbym wątpliwości „dobrych ludzi”, którzy we władzy niekoniecznie się sprawdzają. Niestety sam jestem „dobrym człowiekiem”, więc muszę odpuścić. Jednak chciałbym zobaczyć takie społeczeństwo... Muszę je kiedyś zobaczyć. na dzień dzisiejszy nie ma nic, co choć trochę by przypominało takie społeczeństwo. Czasu na czekanie nie ma... Muszę stworzyć samemu coś podobnego, jakieś ugrupowanie. Coś co będzie służyć ludziom takim jak ja - „dobrym". - wtedy w jego głowie uformowała się myśl, ażeby stworzyć organizację zrzeszającą ludzi takich jak on. - Tylko jakbyśmy się komunikowali, jakbyśmy się widzieli? Czy istnieje jakiś kamień, który pozwalałby nam nawiązywać połączenie astralne na odległość przy naszych umiejętnościach? - zaczął coraz bardziej zastanawiać się nad tym wszystkim. - Nazywalibyśmy się Larwami, bowiem tak nas opisują inni ludzie, którym najlepiej oceniać innych po stereotypach. Nie widzę w tym żadnego większego problemu. I tak mam gdzieś, co inni o mnie myślą, chyba że muszę zajmować się interesami. Nie ma więcej czasu na czekanie, świat tego potrzebuje od zawsze... Zaraz po skończonym zleceniu zajmę się tym. - tym zakończył dłuższy monolog, który prowadził sam ze sobą w głowie. - Jak tak dalej pójdzie, przestanę widywać ludzi... - znowu pomyślał, stawiając się w sytuacji wyalienowanej osoby, które jednak coraz częściej się pojawiają, a szczególnie w Dravnul. Ilu ludzi widzi się każdego dnia? Jedni odpowiedzą, że dziesiątki, drudzy, że setki, jeszcze inni stwierdzą, iż tysiące. Spotykamy ich w alejkach, w budynkach, sklepach, karczmach, zajazdach, na straganach, w zagajnikach, u miejskiego cyrulika. Jeżeli jednak ktoś chce się odizolować od społeczeństwa, zadziałać tak, by na nich nie trafiać, to są to dla niego złote czasy. Nie trzeba nigdzie wyjeżdżać w odludne miejsca, wystarczy zamknąć się w domostwie. O ile oczywiście ktoś zażyczyć sobie takiego funkcjonowania na uboczu... Wyróżnia się jeszcze inne typy alienacji, jak na przykład rodzicielskiej... W której cierpią nie tylko rodzice, ale również dzieci, w sytuacji gdy dochodzi do konfliktu, bądź rozwodu. Można powiedzieć, iż Szaman poniekąd padł ofiarą tej alienacji, gdy jego rodzice odeszli na drugą stronę. - Sam jestem tak jakby po takiej alienacji... Straciłem kobietę, która była bliska mojemu sercu... - pomyślał. Sprawa jednak ma się delikatnie inaczej, rzeczywiście miałoby to miejsce, jeśli byłoby dziecko... 10-letni syn, który mógłby zdawać się rozumieć sytuację. Rodzice sprawowaliby opiekę naprzemienną. Niestety jeden z rodziców w końcu odczułby wrażenie, że syn próbuje unikać jednego rodzica. Gdyby nocował u jednego, zdawałby się być osowiały, zamykałby się sam w pokoju, nie chciałby rozmawiać. Gdyby syn przestał odpowiadać. Właśnie taka alienacja byłaby rodzicielską. Mężczyzna zniżył nieco głos, jak gdyby obawiał się, że ktoś podsłuchuje ich rozmowy. – Wampirów. – po tym jednym słowie, jego ton wrócił do normy. Słysząc kolejne pytania, pochwycił lupę i pochylił się nad książką, z wyraźnym trudem czytując literki. – Złodziej też by się nie przedstawiał profesją, panie Sejki. Ciała zabrać nie pozwolę, ubrania znajdzie pan u krawcowej, a sukno u sukiennika. - Myślałem, że wampiry z reguły są elegancko ubrane... - odparł, ale wiedział, że ubrania, które dotychczas nosił na sobie, już trzeba było zmienić, bo nawet nie pachniały dobrze. - Mógłbym, chociaż zobaczyć ciało tej stolarki? - dopytał. - Chciałbym zobaczyć się z jej duchem, o ile jeszcze błąka się po ziemi i dopytać co było rzeczywiście powodem jej śmierci. - naturalnie przedstawił swoje intencje. - Może pan nawet uczestniczyć w całym procesie. - dodał. Starzec wzruszył ramionami, spoglądając na przybysza znad księgi raz jeszcze. – Nie wiem, drogi panie. Widziałeś kiedyś wampira? Sam nie miałem okazji i dziękuję za to Duronorowi każdego wieczora. Słysząc o ciele stolarki, wydał z siebie ciche „Myśliciel...” i zamilkł na chwilę. Niedługo potem pokręcił z wolna głową. – Nie mogę pozwolić ci profanować grobów. – powiedział, a ton jego głosu zdradzał stanowczość. – Szaman, nie szaman, duchy, nie duchy, co zostało zakopane, w ziemi musi zostać. I proszę mi wierzyć, nie cieszy mnie perspektywa, patrzenia jak ktoś bawi się w cmentarną hienę. Czy aby na pewno ten duch jest w trumnie? Myślałem, że wolą zjawiać się bardziej na powierzchni. - Nie, nie widziałem nigdy wampira... - odparł. Było w tym coś... Boimy się czegoś, czego nie widzieliśmy i znamy tylko ze stereotypów. - Nie chcę profanować grobów. Myślałem, że jeszcze jej nie zakopaliście. W takim razie gdzie jest jej grób? Bo ducha nie udało mi się dostrzec. - dodał zaraz po tym. Grabarz westchnął. – Grób kogo, jeśli można zapytać? Pochowałem w życiu już nieco ciał, ale żadne jeszcze nie przedstawiło mi się jako stolarka. - Nie pamiętam, jak się nazywała, o ile mi ją właściwie przedstawiono. Została ponoć zabita za sprawą wampira, przez jakiegoś gołowąsa. - dodał, myślał, że ten opis jakoś pomoże. – To nie pomogę. Rodziny zabitych ani nie lubią dużo opowiadać o okolicznościach śmierci bliskich, ani też nie chcieliby, abym rozpowiadał kto gdzie leży. A ja respektuję ich żałobę. – odparł ze stoickim spokojem. – Nie zabraniam ci przejść się po grobach i poszukać, ale jak zobaczę, że masz szpadel w dłoniach, wezwę straż. - W takim razie dziękuję. - ukłonił się nisko, po czym wyszedł. Aktywował szamańską aktywność i zaczął przechodzić się wszerz i wzdłuż po cmentarzu, żeby odnaleźć ducha choć wzrokiem. Nie miał zamiaru profanować grobów, miał szacunek do tych, których odeszli i nie chciał niepokoić żywych, którzy odwiedzali ten cmentarz, aby oddać się chwili refleksji i pomyśleć nad pochowanym bliskim. Nie odnalazł szukanego ducha, było to dla niego bolesne. Dziwne... Gdyby stolarka rzeczywiście niedawno odeszła na drugi świat i została tutaj pochowana, to jej duch by tu krążył. Coś miało się na rzeczy, może jej duch został wchłonięty przez coś... Szamanowi tutaj śmierdziało niemiłosiernie czymś. Postanowił załatwić sobie lniane materiały, ażeby wymienić swoje stare ubrania, które już były nadszarpnięte przez ząb czasu. W międzyczasie miał nadzieję, że dowie się czegoś po drodze, albo że chociaż znajdzie jej ducha po drodze. Co jakiś czas aktywował swoją umiejętność i oglądał się dookoła.
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 04.11.2019, 12:55 przez Sejki.)

04.11.2019, 11:20
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki