Atarashii



Magazyny Portowe
#1

Cytat:

agazyny portowe są skupiskiem dużych szop z drewna i kamienia ustawionych równolegle do nabrzeża. Wysokie na dwa, czasem nawet trzy piętra, zapewniają wystarczająco miejsca każdemu, kto tylko jest skory zapłacić. Każdy budynek zawiera duże wrota wychodzące na szeroką drogą oraz dwoje mniejszych drzwi prowadzących do środka.
W środku każdy z budynków przystosowywany jest do wymogów właściciela - niektóre wypełnione są półkami, inne zawierają tylko drewniane rusztowania pozwalające wypełnić przestrzeń skrzyniami, a niektóre są tylko pustymi przestrzeniami, które wypełnia się zbiorami worków czy pakunków.
25.04.2020, 16:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny Portowe
#2

Budynek, do którego Catio zaniósł Vin, był magazynem. Wydawał się być jednym z tych bardziej opuszczonych i najpewniej nie wynajętych przez nikogo. Mimo dochodzącego południa, w uliczce oraz pobliżu panowała dziwna mgła, snująca się pomiędzy budynkami i zniekształcająca widok. Coś zdawało się być dziwnego w jej kłębiących się oparach - Vin poczuła irracjonalnie, że opar żyje, rozlewając się z jednego punktu, gdzieś niedaleko, i choć nie powinna tego wiedzieć, kobieta była w stanie określić z dużą dokładnością, skąd dokładnie.
Po chwili myśl jednak zniknęła, gdy Catio zapukał do drzwi. Po chwili otworzył mu mnich, którego kobieta spotkała dzień wcześniej w karczmie. Mężczyzna wydawał się być dość zadowolony i uśmiechnięty. Wpuszczając dwójkę do środka, beczułkowaty człowiek rozejrzał się, po czym zamknął drzwi.
W pomieszczeniu panował półmrok - większość rogów i ścian pomieszczenia ginęła w cieniach i mrokach, lecz Vin byłą w stanie stwierdzić, że magazyn jest niemal pusty - widać musiał być całkiem opuszczony. Na samym środku pomieszczenia ustawiony był stół i krzesła, przygotowane ze starych skrzyń i beczek.
Walin siadł za stołem.
-Widzę, że nasza wspólna znajoma postanowiła zostać z nami trochę dłużej. Cieszę się bardzo. Przyda nam się trochę piękna w naszej zgrai - mnich zagadnął wesoło, po czym rzekł do Catio poważniejszym głosem - Czekamy już tylko na Kalara. Podobno ma ze sobą kogoś ciekawego.
Czerwień jej włosów, tak pięknie połyskująca w blasku słońca, dość szybko została ukryta przed światem w półmroku jednego z magazynów. Wiedźma patrzyła na dziwną mgłę z mieszanką nieufności i zaciekawienia. Była niemal pewna, że to sprawka jednego z towarzyszy Catio, ale nie miała pojęcia którego. Co więcej, wspomniana mgła wydawała się żyć własnym życiem. Skrzywiła się lekko i wyswobodziła z uścisku olbrzyma, ale po chwili zdecydowała się jednak uchwycić jego ramię i przycisnąć z lekka. Ostatnią rzeczą jakiej teraz chciała, było zostać zaatakowaną przez kogoś z tej kompanii jako bezpośrednie zagrożenie dla Dorna.
W momencie kiedy weszli do środka, Vin uśmiechnęła się kącikiem ust. Jego akurat bardzo dobrze pamiętała. Walin. Smocza córka rozejrzała się uważnie po pomieszczeniu, po raz kolejny zastanawiając się, co ona na wszystkie jebane smoki tu robi. Podeszła do ustawionego na środku stołu i usiadła na nim z gracją królowej balu.
- Odkąd Was poznałam, moje życie nagle zaczęło być niezmiernie interesujące... - puściła oczko grubasowi i spojrzała na Catio wzrokiem, który błyszczał czymś pomiędzy żądaniem wyjaśnień i podekscytowaniem tajemnicą. - Ale moja obecność raczej nie jest zbiegiem okoliczności, prawda? - w jej głosie zgrzytnęła stal.
Catio wzruszył ramionami i uśmiechnął się, po czym rzucił przepraszającym gestem i oddalił się w głąb pomieszczenia.
Walin zaś roześmiał się serdecznie, po czym powiedział:
-Cóż, twoja reputacja mogła mieć coś z tym wspólnego - po czym nachylił się delikatnie do Vin i wyszeptał - A przynajmniej, znaczenie miała dla mnie. Dla Catio... cóż... powiedzmy że on ma swój własny sposób oceniania ludzi
Chciał dodać coś więcej, lecz w tej chwili drzwi otworzyły się i do pomieszczenia wszedł bard, którego Vin widziała poprzedniej nocy. Tuż za nim do pomieszczenia weszła jeszcze jedna postać. Czarnowłosa Kobieta.
Stalowa wiedźma niemal podskoczyła, kiedy Dorn wzruszyła ramionami. Przeklęła w duchu po raz tysięczny swój niewielki wzrost. Jako smocza córka powinna przecież dominować innych pod każdym możliwym aspektem! Spiorunowała Catio wzrokiem, po czym uśmiechnęła się kącikiem ust, drapieżnie, jak to miała w zwyczaju. Denerwowanie się na coś takiego było zbyt absurdalne, nawet jak na nią.
Vin skierowała swoje oczyska na Walina i puściła wielkoluda. Czuła się dość dziwnie, kiedy nie była bezpośrednio przy nim. Jakby w tym dziwnym świecie valeńskich magazynów panowała całkowicie inna hierarchia, w której dopiero budowała swoją niezaprzeczalnie najwyższą z możliwych pozycji.
- Oh? - mędrczyni zmrużyła ślepia, kładąc dłoń na ramieniu Walina. - Czy zdradzisz mi w takim razie, jakie znaczenie to miało dla Ciebie? - bezwiednie zaczęła się bawić swoim pierścieniem w kształcie głowy smoka. Znów zerknęła na Catio. - Jego sposób wydaje się prostszy. - przyznała w rzadkiej chwili szczerości i otworzyła szerzej oczy, kiedy zrozumiała, że nie powinna nic takiego mówić.
Jej smocze zmysły ostrzegły ją, że ktoś się zbliża. Wpatrywała się w drzwi i bez zaskoczenia skonstatowała, że przybyłym jest złotousty bard z poprzedniego wieczoru. Jej serce jednak zabiło mocniej, kiedy okazało się, że nie jest sam. Przygryzła wargę, spinając się wyraźnie. Czy to miała być pułapka, w którą dała się zagonić jak ostatnia idiotka? Zanurzyła dłoń w woreczku ze swoimi metalowymi kulkami, a stalowe zazwyczaj ślepia zabłysły błękitem Dostrzegania.
- Radzę wam w tej chwili wyjaśnić co tu się dzieje... - warknęła, nie ruszając się z miejsca. Nawet o milimetr. Ale ze złości aż się w niej gotowało. Była niemal pewna, że dała się wrobić w coś bardzo głupiego. - Inaczej nie ręczę za siebie.
Walin wzruszył ramionami i zaczerpnął tchu, żeby podpowiedzieć. Na widok wchodzącego barda jednak przerwał, rzucił przepraszający gest i wstał, mówiąc:
-Kalar! Powinieneś być godzinę temu. Co się dzieje? Co to za specjalne.... - urwał wpół słowa, gdy zobaczył czarnowłosą kobietę za bardem.
-Nowy nabytek. Pomyślałem, że na to co szykujemy, to może nam się przydać osoba z jej zdolnościami. Walinie, poznaj słodką Chichi. Droga Chichi, poznaj Walina - najgorszego mnicha po tej stronie kontynentu. - widząc przy stole czerwonowłosą, uśmiechnął się do niej i rzucił - Widzę, że ty też postanowiłaś zostać na dłuższą chwilę? Cieszy mnie to. Może w wolnej chwili opowiem ci o Drvanul i Azaracie.
Vin przez chwilę patrzyła wzrokiem pozbawionym wyrazu to na Walina, to na barda. Przygryzła wargę i skrzyżowała dłonie na piersiach. Nie chciała, żeby ktokolwiek zwrócił uwagę na ich drżenie. Co tu się kurwa dzieje? ~ pomyślała, czując jak bicie jej serca staje się coraz szybsze. Założyła nonszalancko nogę na nogę i spojrzała się na nowoprzybyłych, przechylając głowę. Jej czerwone włosy gładko podążyły za tym ruchem.
- Chwila to dobre określenie. Jeśli zaraz nikt mi nie wytłumaczy co tu się dzieje, to ta chwila skończy się właśnie tutaj. - tym razem mówiła bezpośrednio do Dorna, nie kryjąc już rozdrażnienia i rozczarowania. Nigdy nie była w tym dobra. Jej szalona część zbyt łatwo brała górę w walce nad tą racjonalną. - Jeśli szukacie sobie kobiet do towarzystwa panowie, to źle trafiliście... - tym razem jej uśmiech nabrał wrogiego wyrazu, a w oczach zabłysła iskra krwiożerczej pasji. - Zatem...? Kto oświeci mnie oraz... słodką Chichi... co tu się odpierdala? - wiedźma zerknęła na nieznaną kobietę i puściła jej oczko. Co jak co, ale nie zamierzała rezygnować z jedynego możliwego sojusznika w tej całej dziwnej sytuacji.
Mistyczka przyjrzała się czerwonowłosej zaciekawiona. Czy też została tu sprowadzona w ten sam sposób co Chichi? I na co takiego szykuje się ta dziwna ekipa?
-zgodzę się z Czerwonowlosa - powiedziała, uśmiechając się do niej delikatnie - wytłumaczy mi ktoś, po co zostałam tu przyprowadzona? Bo jeśli nie, to wybaczcie, ale mam własne zajęcia.
Dorn podszedł do grupy i pojednawczo rozłożył ręce:
- Dobrze. Podejrzewam, że należą wam się jakieś wyjaśnienia. - spokojnie podszedł do stołu i usiadł nonszalancko - Planuję pewne wydarzenie w niedalekiej przyszłości. Dlatego przybyłem do miasta razem z resztą. Potrzebowałem jednak lokalnego wsparcia. Niestety nie było wielu, którzy byliby w stanie pokusić się na robotę.
Przez chwilę skrzywił się, jakby wspominając o tym, po czym spojrzał na Chichi.
-Ty jesteś Venta. A przynajmniej pod takim pseudonimem znał cię człowiek, który dostarczał mi informacje. Mój człowiek miał cię znaleźć i zaproponować ci robotę. Natomiast, gdy dowiedziałem się, że płatna zabójczyni pracuje ze strażą, byłem przekonany że rzuciłaś dawny fach. Zabójstwo chłopaka jednak mnie upewniło, że po prostu wzięłaś zlecenie. Myślałem że nie uda mi się do ciebie dotrzeć, ale wygląda na to, że dzięki szczęśliwemu zbiegowi okoliczności, wpadałaś na Kalara.
Rzucił spojrzeniem na barda siedzącego przy krześle, po czym przeniósł wzrok na Vin.
- O tobie słyszałem tylko z plotek. Czerwonowłosa mag, która nie boi się okradać karawan szlachty i podszywać pod Rancherona. Kiedy spotkałem cię w barze, uznałem to raczej za zbieg okoliczności. Ale sama do nas przyszłaś, więc myślałem że po prostu dotarły do ciebie wieści o tym, że szukałem o tobie informacji. A właściwie, że Walin je szukał.
Przerwał i kiwnął głową grubaskowi z wąsem.
- Jesteście tu bo planuje robotę. Dość skomplikowaną i trudną, ale biorąc po uwagę co wiem i co o was słyszałem, to jest ona do wykonania.
Chichi wydęła wargi w zamyśleniu, wsłuchując się w słowa mężczyzny. Ta niewiasta podawała się pod Rancherona? To by wyjaśniło królewska straz, którą spotkała.
Wyczekała do końca wypowiedzi mężczyzny, po czym przemówiła
-Dziękuję za to, że w końcu ktoś mi coś wyjaśnił. Widocznie są tu nieco bardziej konkretne osoby niż bardzo stereotypowi bardowie - zerknęła z ukosa na Kalara - jednak nadal mam wiele pytań. Po pierwsze, drogi Panie, znasz moje imię od swego informatora, jednak ja mogę jedynie się domyślać, że jesteś Dorn, przywódca tej zgrai, prawda? Po drugie, czy mogę się dowiedzieć kto był Twoim informatorem? - Mistyczka przerwała na chwilę, układając myśli po czym kontynuowała - Ponad to, jak mam wytłumaczyć straży swoje zniknięcie? No i przede wszystkim, na czym polega to zadanie i jaka jest zapłata? Mimo cudownego towarzystwa, nie zamierzam tkwić tu za darmo, podejrzewam, że moja Czerwonowłosa, póki co bezimienna towarzyszka również - Uśmiechnęła się do kobiety porozumiewawczo, chcąc zyskać choć jednego sojusznika w tej dziwnej sytuacji.
Smocza wiedźma uniosła brew. Nie lubiła być małym trybikiem większego mechanizmu. Nie sądziła, że noc z olbrzymem skończy się wplątaniem jej w większe akcje, które prawdopodobnie kolidowały z jej własnymi planami.
- Brzmi jak krwawy bal, na który nie mam odpowiedniej sukni... - mruknęła, lekko odbijając się od blatu stołu i robiąc kilka kroków do przodu. Jej obcasy, mocno zniszczone, stukały nierównomiernie. Podeszła do czarnowłosej i przyjrzała jej się w milczeniu, kiedy Dorn o niej opowiadał. Zabójczyni? Uśmiechnęła się kącikiem ust. To jej się podobało. Lubiła łagodne piękno, które zaskakiwało swą siłą, a Chichi-Venta, właśnie czymś takim ją zaskoczyła. Mężczyźni zazwyczaj okazywali swoją potęgę, co czyniło ich łatwiejszymi, potencjalnymi celami. Zero klasy.
Odwróciła głowę w stronę Catio, kiedy mówił o niej. Zasadniczo, ona nic nie ukradła. Tym parał się jej towarzysz. Ona tylko zaszlachtowała kogo mogła, by jak najmniej osób się dowiedziało o tym pojebanym pomyśle Mesta...
- Szukałam towarzystwa do picia i łóżka, a skończyłam w tym dziwnym miejscu słuchając o prawdopodobnym zamachu...? - pokręciła głową i wyszczerzyła się. - Znaczy, Catio, cieszę się, że planujesz coś, co jest wykonalne. To świadczy o twoim rozsądnym podejściu do życia. Ale co to ma do mnie? Na jakiej podstawie uważasz, że którakolwiek z nas pomoże w twoim planie? - spojrzała na niego z lekką urazą i stanęła obok czarnowłosej, twarzą do mężczyzn. Czuła się przez niego wykorzystana w sposób, którego wcześniej nie mogła przewidzieć. Zerknęła na kobietę kątem oka. - Jestem Vin. - przedstawiła się krótko. - Czy Ty też masz ochotę zostawić tych czarujących dżentelmenów i iść stąd w pizdu, jeśli naprawdę nikt nie przejdzie do konkretów?
Nie wiedzieć czemu, ale stalowooka czuła, że co by się nie działo, będzie miała kryte plecy przez tajemniczą Chichi.
Kalar wzruszył ramionami.
-Cóż słyszy się to i owo. A jak się działa tak w biały dzień, to są też świadkowie. A świadkowie też potrzebują jeść i lubią brzdęk smoków w sakiewce. O całą resztę nie musisz się martwić. Wątpię by ktoś więcej prócz Armstrong przejął się twoim zniknięciem.
Walin zaśmiał się cicho i rzekł do Vin:
- To prawda, że mój olbrzymi przyjaciel nie potrafił utrzymać swoich spodni przy sobie w twoim towarzystwie. Ale nie jesteś tutaj ze względu na to. Niewiele jest o tobie wiadomo. A przynajmniej niewiele pewnego. Niektórzy mówią na ciebie Szkarłatna. Podobno jesteś zabójcą i złodziejem. Albo jesteś Grimalkin, zabójcą na zlecenie, która pracuje w Drvanul dla tamtejszej szlachty. Prócz tego wiem tylko o jeszcze jednej kobiecie, której włosy można określić jako "szkarłatne". I jest uzdrowicielką z Grimssdel. W to ostatnie akurat wątpię. Niezależnie natomiast, byłem skłonny podjąć ryzyko zaproszenia cię na to spotkanie.
Dorn przerwał mu gestem po czym powiedział:
- Zanim przejdziemy dalej, poczekajmy na resztę. Michael zauważył jakiegoś dziwnego maga wody, który kręci się w pobliżu magazynów i poszedł to sprawdzić. Z tego co mówi, to chyba jakiś Mędrzec. Wolałbym, by ktoś przez przypadek nie usłyszał naszego planu.
Mistyczka po wysłuchaniu mężczyzn wzruszyła jedynie ramionami i oparła się o ścianę w pobliżu kobiety. Jedyne, co ja niepokoiło to ta wzmianka o mędrcu wody. Zacisnęła mocniej szczęki żeby się uspokoić po czym powiedziała cicho tak, aby tylko kobieta mogła ją usłyszeć.
-Rozumiem, że dla Ciebie to też niespodzianka. Co o tym wszystkim myślisz? No i... Kojarzysz może, o jakiego mędrca wody może chodzić?
Vin zmarszczyła brwi i przygryzła wargę patrząc na Walina. Czyli nic o niej nie wiedzieli, a całe to zamieszanie zawdzięcza akcji z karawaną... Zmrużyła oczy i odruchowo oparła dłoń na biodrze. Nie zamierzała potwierdzać żadnej z wersji mnicha, wolała pozwolić działać jego wyobraźni.
- Niespodzianka? - prychnęła i uśmiechnęła się z irytacją, nie spuszczając wzroku z mężczyzn. - Nie sądziłam, że to była noc pełna zobowiązań... - skrzywiła się i pokręciła głową. Dopiero teraz skierowała swoje szare ślepia na czarnowłosą. - A Ciebie jak tu ściągnęli? Bard nie wydaje się aż tak obiecujący w łóżku... - rozluźniła się trochę i odetchnęła głębiej.
- Nie podoba mi się to. Nie lubię być częścią planów innych ludzi. Nie wiem skąd myśl, że kiedykolwiek zgodziłabym się na wypełnianie czyichś rozkazów... - wzruszyła ramiona i zerknęła kątem oka na Chichi. - A Ty? Zamierzasz ich wysłuchać?
Kiedy Walin powiedział, że kręci się tutaj mędrzec wody, Vin zacisnęła mocniej zęby, a w jej oczach rozgorzał ognień gniewu. Gdyby nie Mest i jego pomysły, a następnie chęć zarobienia na karawanie, nie byłaby wplątana w nieswoje wojny.
- Ta... Kojarzę. Choć do mądrości mu daleko... ale pewnie chodzi o naszego Rancherona...
Mistyczka prychnęła głośno.
-Za nic, nawet gdyby mieli mi płacić. Ten bard przeszkodził mi w wczorajszej misji, a potem, można powiedzieć, że ukrytą groźbą zaciągnął tutaj. - Zamilkła na chwilę i rozejrzała się po twarzach zebranych. - Cóż, skoro już tu jestem to posłucham, co mają mi do zaoferowania. Jeśli mi się spodoba, to im pomogę, ale na pewno nie zostanę ich sługusem. Natomiast, jeśli oferta nie będzie obiecująca, to sobie odpuszczę. Mam nadzieję, że po dobroci. - Uśmiechnęła się zadziornie spoglądając na Vin, po czym spoważniała - Czy ten mędrzec nie ma przypadkiem dziwnej ręki, zarostu, zbroi i wkurwiającego charakteru?
Czerwonowłosa uśmiechnęła się szelmowsko.
- Wyglądają na mocno zdesperowanych w kwestii szukania pomocy. Skoro zaryzykowali ściągając tu zwykłą zielarkę... - puściła oczko Chichi. - Oraz możliwy gniew zabójczyni.
Vin przez chwilę przyglądała się swojej nowej stronniczce, z rozbawieniem stwierdzając, że to jest chyba właśnie to, co ludzie określają jako solidarność jajników. Pierwszy raz doświadczyła czegoś takiego i musiała przyznać, że miało to w sobie diabelski urok.
- Hmm... - mruknęła. - To może być interesujące. O ile dzięki temu zapanuje jak największy chaos... - zmrużyła oczy, mówiąc właściwie bardziej do siebie niż to czarnowłosej. - Dobrze. Niech zatem zabawią nas kolejną opowieścią.
Zmienność nastroju Chichi sprawiła, że Vin zesztywniała. Uśmiechnęła się kącikiem ust i skrzyżowała ręce na piersiach. Nie umiała sobie wyobrazić sytuacji, w której ta dwójka się spotyka, jednak... coś jej tu nie grało.
- Nie znam mędrca, który nie jest wkurwiający. Choć ten jest wyjątkowo skuteczny w irytowaniu... i byciu księżniczką jednocześnie. - wzruszyła ramionami. - I nie, nie ma dziwnej ręki. Po prostu nie ma ręki. - zmarszczyła brwi i spojrzała na twarz kobiety, szukając tam jakichkolwiek wskazówek odnośnie charakteru tej relacji. - O co chodzi? Znasz go?
Chichi milczała dłuższą chwilę, trawiąc w milczeniu słowa kobiety. Ekscytacja na myśl o odnalezieniu Mesta mieszała się z... Strachem? Tak, to chyba było odpowiednie uczucie.
-Nasi panowie jak na razie nie kwapią się do podania szczegółów, a nawet nie podali Panią drinka - Mistyczka zrobiła sztucznie zawiedzioną minę, po czym spojrzała Czerwonowłosej prosto w oczy. Lubiła ją, jednak nie była pewna czy może jej ufać. Była spora szansa że współpracowała z mędrcem wody
-Czy go znam? - zapytała, gorzko się uśmiechając - kiedyś prawie mnie zabił. I nie zamierzam być mu dłużna.
- Fakt, słabo dbają o nasz komfort. A to przecież podstawa współpracy, prawda? - zaśmiała się cicho, z dziwnym błyskiem w oku patrząc na Chichi. - Co jest jeszcze podstawą współpracy, poza alkoholem? - mówiła na tyle cicho, by mężczyźni mieli problem z rozróżnieniem słów.
- Oh. Kurwa. - Vin westchnęła głośno i tupnęła nogą. - No cóż... zamierzasz go także prawie zabić czy czeka go wpierdol ostateczny? - choć słowa Chichi sprawiły, że zaczęła się poważnie niepokoić zarówno o Mesta, jak i o czarnowłosą, nie mogła się nie zaśmiać. - Jest silny. Uważaj na niego. - spoważniała po chwili, patrząc się na zabójczynię z ciekawością. Nie zamierzała opowiadać się po jakiejkolwiek ze stron. Mędrzec był częścią jej planów, ale jeśli zostanie pokonany... okaże się błędną decyzją, kosztującą ją kilka tygodni życia. - A mogę spytać, co się stało? Ten Mędrzec wydaje się być dość... hm, onieśmielony kobietami. Ciężko mi sobie wyobrazić powód, dla którego chciałby jedną z nich zabić.
Chichi uniosła brwi z zaskoczeniem. Onieśmielony kobietami? To akurat coś zaskakującego.
-jeśli mam być szczera, to nie mam pojęcia, dlaczego. Pewnego dnia mnie spotkał, znał moje prawdziwe imię, poszliśmy na spacer, opowiedział jakąś historie swojego życia po czym mnie zaatakował. Potem z jakiegoś powodu mnie nie dobił, potem zaatakowała nas bestia, Mest znów mnie zaskoczył pomagając mi uciec, a na koniec zjawił się smok i wtedy... Cóż, można powiedzieć że się ulotniłam z tej imprezy. Do dzisiaj nie mogę pojąć jego zachowania. - przerwała na moment - A co do jego siły, to cóż... Zdaje sobie z niej sprawę. Jednak ja też nie próżnowałam.
W momencie kiedy Chichi powiedziała, że Mest opowiedział jej historię swojego życia, Vin nie mogła wytrzymać i zaśmiała się szczerze, po czym szybko ucichła i poprawiła włosy w lekkim zakłopotaniu.
- Wybacz. - rzuciła, jeszcze się uspokajając. - Po prostu mam wrażenie, że on każdemu opowiada historię swojego życia... która jest dość długa, zagmatwana i nie za bardzo wiem na co komu ta wiedza do życia jest potrzebna. - wzruszyła ramionami. Zmarszczyła brwi i spojrzała na czarnowłosą spojrzeniem pełnym niezrozumienia. - Jesteś pewna, że nie był naćpany? Bo szczerze, innego wytłumaczenia na niego nie mam. Nawet ja się tak nie zachowuję tak dziwnie jak się wkurwię. - wyszczerzyła się w uśmiechu, choć w środku znów się zagotowała. Jeśli się okaże, że sama znajomość z Mestem wkopie ją w kłopoty, to wszystkie smoki jej świadkami, sama mu wpierdoli.
- Nie mnie oceniać, jeszcze nie widziałam Cię w akcji. Po prostu wolałabym widzieć Was dwoje żywych. I niekalekich.
Nagły wybuch śmiechu Vin nieco ja zaskoczył, ale w wyniku tego sama uśmiechnęła się pod nosem.
-Cóż, jeśli Ty albo on przekonacie mnie, że nie powinnam go zabijać to jestem w stanie to rozważyć. - zamilkła na moment - Nawet Cię polubiłam, dlatego nie mogę zrozumieć po co zadajesz się z kimś takim jak ten mędrzec jednak cóż, nie mnie to oceniać. Ja myślisz, długo jeszcze? - dodała na koniec, rzucajac mężczyznom zniecierpliwione spojrzenie.
- Oh, nie. Nie podejmuje się akcji, które są z góry spalone. Sama mam ochotę go czasem zabić... ale potem robi mi się go szkoda. - uśmiechnęła się krzywo. - Niech sam się broni.
Vin przez chwilę milczała, patrząc się przez siebie, nie do końca w coś, co mogła dostrzec swoimi ślepiami. W końcu westchnęła i popatrzyła na Chichi wzrokiem na tyle poważnym, na ile mogła wzbudzać mała, czerwonowłosa baba.
- Potrzebowałam kogoś silnego przy swoim boku. A takich ludzi spotyka się... raz na wielki, stary magazyn w Valen... - powiedziała w zamyśleniu, nie przestając się wymownie uśmiechać i puściła jej oczko.
- Walin, czy zdążycie się ogarnąć póki jeszcze będziemy młode i piękne? - rzuciła głośniej w stronę grupki mężczyzn.
Walin odwrócił się do kobiet. W czasie ich rozmowy, do mężczyzn dołączył jeszcze jeden - najpewniej ten, którego nazywali Michael. Był szczelnie okryty w szary, lekko znoszony płaszcz, a jego twarz nikła w cieniu obszernego kaptura. Przez chwilę rozmawiał z Dornem, po czym znów wycofał się w cień i zniknął.
Walin podszedł do stojących kobiet i spojrzał na nie. Jego oczy prześlizgały się po nich, lecz żadna z nich nie zobaczyła w jego oczach ani krzty pożądania. Po chwili mnich spojrzał się prosto w oczy. Najpierw Chichi. Potem Vin. Każde spojrzenie było długie, milczące i niezwykle przeszywające, tak jakby wzrok mężczyzny potrafił odczytywać myśli.
W końcu skrzywił się lekko i rzekł:
-Wybaczcie. To było konieczne. - odparł przepraszająco - Wiem teraz już to co musiałem. Nie mogę wam powiedzieć, czym jest robota. Mogę wam powiedzieć że będzie jej dużo. Co najmniej parę zleceń. Wiem już, że na pewno będziecie chciały zapłatę. Więc mówię wam teraz, żebyście mogły się zastanowić. Za pierwsze zlecenie jest dziesięć złotych smoków. Na głowę. Jeśli nie chcecie podejmować się roboty, to możemy rozstać się w przyjacielskich stosunkach. Nawet jak pójdziecie do straży, to nie zaszkodzi to naszym planom. I tak mamy na głowie królewskich. Ale odpowiedzi potrzebuję szybko. Najlepiej w ciągu najbliższych kilku minut.
Vin spojrzała na mnicha spod kurtyny swoich czarnych rzęs. Przechyliła lekko głowę, a czerwone pasma przechyliły się wraz z tym ruchem.
- A dowiemy się wreszcie co chcecie, żebyśmy dla Was zrobiły? Najlepiej w ciągu kilku następnych minut. - Vin uniosła brwi i uśmiechnęła się paskudnie, jak to miała w zwyczaju.








18.05.2020, 16:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny Portowe
#3

Następnego dnia skierowałem się w stronę magazynów. Gdy tam dotarłem, zorientowałem się że nie wiem, jak wygląda Balerone. Postanowiłem podpytać miejscowych. Lepsze to niż nic.
- Dobry - Podszedłem do jednego z robotników.
- Witam - Przywitał się robotnik - W jakiejś sprawie?
- A owszem. Jak wygląda i gdzie mógłbym znaleźć niejakiego Balerone? - Zapytałem
- Wątły typ o szczurzej twarzy i oczach, które w każdej chwili chcą wyskoczyć mu z czachy. Trudno go nie poznać. Kręci się po porcie, zazwyczaj w magazynach, ale znajdziesz go też w karczmach i uliczkach. Ciągle z kimś gada - Odpowiedział robotnik.
Podziękowałem i odszedłem w stronę innych magazynów, rozglądając się za Balerone. Jednakże nigdzie go nie było. Postanowiłem czekać pomiędzy magazynami i wypatrywać wśród tłumu przechodzącego handlarza. Opierając się na jednej ze ścian, przypatrywałem się tłumowi ludzi idących w różne strony. Zauważyłem dwójkę kobiet wyróżniających się pośród innych przechodniów. Jedna z nich miała czerwone włosy, które połyskiwały od czasu do czasu fioletem lub niebieskim. Jednocześnie dostrzegłem, że kilku z strażników weszło do jednego z magazynów.
17.03.2021, 00:50
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny Portowe
#4

Wyszedłem z małej uliczki, w której obserwowałem przechodniów. Przeszedłem obok strażników, gdy otworzyły się drzwi. Stanęła w nich szczupła osoba, jednak widziałem ją tylko przez chwilę. W pośpiechu weszła do magazynu razem ze strażnikami. Zastanowiłem się, czy dałbym radę wejść do środka. Może było tam coś cennego. Obok magazynu była całkiem szeroka ulica, więc wspinanie się po ścianach nie było możliwością. Jedyne wejście jakie zauważyłem poza frontowymi drzwiami, było okno usytuowane nad ziemią. Mógłbym tam doskoczyć z rozbiegu. Ale okno było zamknięte i nie wyglądało na to, że da się je otworzyć z zewnątrz. Cień prawdopodobnie mógł je otworzyć od środka.
- Koniec rozmyślania, dopóki są tam strażnicy to nie wejdę. - Pomyślałem i postanowiłem czekać. Minęła około godzina. Strażnicy wyszli na ulicę, kierując się w stronę centrum miasta. Rozglądali się wokół siebie i, co mnie zdziwiło, zatrzymali swój wzrok na mnie. Zaczęli między sobą rozmawiać, możliwe że o mnie. Zignorowałem to i poszedłem do "Zbója" spotkać się z Henrym.
Gracz opuścił wątek
10.04.2021, 16:40
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Magazyny Portowe
#5

- A dowiemy się wreszcie co chcecie, żebyśmy dla Was zrobiły? Najlepiej w ciągu kilku następnych minut. - Vin uniosła brwi i uśmiechnęła się paskudnie, jak to miała w zwyczaju. - Padło pytanie Czerwonowłosej, z którym mistyczka całkowicie się zgadzała. Byłą w tym momencie tak rozdarta między kilkoma sprawami, że jej umysł pracował na podwójnych obrotach. Z jednej strony sprawa podpalacza, którą miała rozwiązać dla straży, za którą również mogła czekać na nią nagroda pieniężna, a co więcej, pogłębienie znajomości w straży, co mogło przynieść dość duże korzyści na przyszłość. Z drugiej strony możliwa obecność Mesta w pobliżu i fakt, że jej nowa towarzyszka jest również jego towarzyszką. Ale czy aby na pewno? Z jej słów wynikało że nie byli z sobą jakoś bardzo związani. Czy byłaby w stanie zmienić zdanie co do mordowania Mesta? Być może. Gdyby poparte to było odpowiednimi argumentami.
Ostatnią myślą było to, w co chciała ją wmieszać obecna tutaj ekipa. Chcieli zlecić im kilka prac, nie mogąc jednocześnie powiedzieć im o nich niczego konkretnego? Coś jej tu porządnie śmierdziało, i nie były to wszechobecne w porcie ryby.
Mrużąc oczy spojrzała na mężczyznę
- Jeśli chcecie żebyśmy dla Was pracowały, będziecie chyba musieli zdradzić nam cokolwiek, Panowie. Nie zamierzam pracować zupełnie w ciemno, zwłaszcza, że ostatnio polubiłam się ze strażą. Jeśli chce potencjalnie zepsuć swoje stosunki z nimi, to chciałabym wiedzieć dlaczego.
Czerwonowłosa wiedźma westchnęła i spojrzała krzywo na mężczyzn stojących przed nią i Chichi. Podskórnie czuła, że faktycznie ich potrzebują i dopóki nie wejdą sobie nawzajem w drogę, nic specjalnego się pomiędzy nimi nie wydarzy. Uśmiechnęła się kącikiem ust, wspominając noc z Dornem. Zasadniczo byłoby szkoda.
- Zatem...? - mruknęła, krzyżując ręce na piersiach.
Po chwili jednak jej brwi ściągnęły się lekko. No i gdzie ta łajza się podziewa...? Mest już dawno temu powinien ją odnaleźć. Miała nadzieję, że nie ściągnął na nią kolejnych kłopotów.
- Wiecie w ogóle co potrafimy czy wybraliście nas za fajne tyłki?
- Za fajne tyłki - rzekł z przesadną powaga Dorn, podchodząc do rozmawiających. - Gdybym nie wiedział, nie złożyłbym tej propozycji. Zresztą, może nie będzie tak źle i straż jeszcze wam podziękuje. Oczywiście jak już wybiorą nowego burmistrza
Głos Dorna przerwał sugerująco, jak gdyby ten uważał, że powiedział już wystarczająco. Przywódca bandy spojrzał najpierw na Chichi, a potem zawiesił wzrok na Vin. Kobieta mogła zobaczyć, jak w oczach mężczyzny tli się jakaś nieokreślony płomień - ciemny i mroczny, gorący jak oddech ognistego smoka i zabójczy niczym trucizna bazyliszka. Mędrczyni nie mogła jednak rozpoznać, czy jest to błysk wściekłości, zemsty czy nienawiści. Bo, jak zrozumiała szybko, nie był to płomień pożądania do niej - ten został w małym pokoiku na poddaszu wraz z wczorajszymi wspomnieniami.
Chichi kątem oka zobaczyła Kalara, którego twarz rozciągnęła się w jednym z jego szerokich, łobuzerskich uśmiechów. Mężczyzna patrzył prosto w oczy Mistyczki, po czym puścił jej oczko.
Brew jej lekko drgnęła. Nie umiała stwierdzić czy bardziej irytuje ją aktualna sytuacja, czy jednak ciekawi ją, co jest powodem tak wielkiej konspiracji. Nie uslyszała jednak nic, co byłoby dla niej choćby w najmniejszym stopniu wystarczające.
- Skoro wiesz kim jestem, skąd pomysł, że Wam pomogę? Ludzie są mi dość obojętni, jeśli nie są nadzwyczajni. - powiedziała spokojnie, choć kryła się pod tym niesubtelna groźba. - A skoro wiesz, co umiem, to przez wzgląd na kilka miłych momentów naszej znajomości, nie szukaj granic mojej cierpliwości, Olbrzymie. I mówcie, czego chcecie.
Dziwny płomień w spojrzeniu Dorna był jej dobrze znany. Widziała go wielokrotnie zarówno u ludzi jak i smoczych dzieci. Było to pragnienie zadania komuś solidnego bólu. Wzruszyła ramionami i odetchnęła głęboko.
Do tego wszystkiego był jeszcze Mest. Nie miała pojęcia, gdzie się podziewa, ale gdyby pojawił się teraz w drzwiach, to na smoczą łaskę!, przebiłaby go teraz metalowymi kolcami.
Mistyczka spoglądała przez chwilę w oczy barda, jednak nie odwzajemniła jego uśmiechu. Po pierwsze, po prostu go nie lubiła, a po drugie, była zbyt zajęta konwersacją z Vin i Olbrzymem.
Wydęła delikatnie usta w zamyśleniu, wodząc wzrokiem między dwójką rozmówców. Sama była już poirytowana brakiem konkretnych informacji, jednak uznała, że póki co woli zostawić tę rozmowę Czerwonowłosej.
- Wprowadź je w sprawę Catio, bo inaczej będziemy tu siedzieć do usranej śmierci. Albo przynajmniej dopóki komuś nie zechce się srać - rzucił niespodziewanie Kalar - Jedna i druga jest uparta bardziej niż nasz drogi "mnich".
Catio skrzywił się. Po chwili westchnął jednak i wzruszył ramionami w odwiecznym geście "a jedna różnica" i rzucił:
-Co wiecie o radzie miasta Valen?
Vin uniosła brew i parsknęła śmiechem. Skrzyżowała ręce na piersiach, a rozbawienie i niedowierzanie malowało się w jej stalowych oczach.
- Tyle, że mogą być dość szybko martwi. - iskra żądzy zapaliła się w jej ślepiach. - Coś jeszcze powinnyśmy wiedzieć? - spojrzała na Chichi i uśmiechnęła się kącikiem ust.
-W zasadzie to niewiele. - mistyczka zmarszczyła brwi, szukając jakichkolwiek pożytecznych informacji w swej pamięci - Niestety, nigdy nie interesowała mnie szczególnie polityka. O ile należy do tej rady kapitan straży w Valen, to znam bezpośrednio jednego jej członka, natomiast jeśli nie, to zupełnie nie mogę Wam pomóc.
Chichi zamilkła na moment. Czegóż ta dziwna banda mogła chcieć od rady miasta? Czy planowali jakiś przewrót władzy? Z pozoru nie wyglądali na ludzi zainteresowanych polityką, jednak wrażenie mogło mylić. I tu pojawiało się bardzo ważne dla mistyczki pytanie - czy ona chce się w coś takiego mieszać teraz, gdy akurat udało jej się zdobyć zaufanie kapitana? Pomału zaczynało ja irytować to, jak mało wie o swoim potencjalnym zleceniu.
- Dobrze panowie, czas chyba wyłożyć karty na stół. Zakładam, że zarówno ja jak i moja urocza towarzyszka posiadamy umiejętności, których Wam potrzeba, inaczej nie spędzałybyśmy czasu w tym uroczym magazynie. Niestety, moją zasadą jest, że nie pakuję się w interesy, o których nic nie wiem i które mogłyby mi zaszkodzić. Daję wam ostatnią szansę - mówcie, jaki macie plan, albo ja się stąd wynoszę, szkoda mojego czasu na te wieczne podchody.
- Plan jest prosty. - Catio uśmiechnął się do obu kobiet - Planujemy zabić całą radę miasta. Jednocześnie uderzyć w każdego z radnych. To zaboli Rancherona. Utraci wszelkie wpływy w mieście. Swoich ludzi w Valen. Nowi radni mogą nie być mu już tak przychylni. Resztę powiem wam jedynie, jeśli się zgodzicie. I tak już wiecie zbyt dużo.
Stalowooka przez chwilę milczała. Jedynie jej oczy robiły się coraz większe ze zdumienia i niedowierzania. Czy ona się nie przesłyszała? Czy naprawdę ktoś - człowiek - chciał, żeby zabiła masę nic nieznaczących dla niech szczurów, bo wtedy spełni się część planu urażonego mężczyzny? Uśmiechnęła się kącikiem ust i skrzyżowała ręce na piersiach.
- Nie. - powiedziała krótko. - Nie mam w tym żadnego interesu. Mogłabym zabić króla i obwołać się królową albo rozpierdolić pół świata, z Valen włącznie, jednym zaklęciem, ale nie mam zamiaru uganiać się za bandą zniewieściałych idiotów, tylko po to, żebyście mieli wrażenie, że wsadziliście Rancheronowi chuja w dupę.
Jej niebiesko szare oczy obrzuciły wszystkich obojętnym, trochę rozczarowanym spojrzeniem. W końcu przeniosła wzrok na Chichi.
- A ty co na to?
Vin wiedziała, że nie takiej odpowiedzi od niej oczekiwali, a po wszystkim co widziała w wykonaniu tej bandy, spodziewała się zmuszenia jej siłą do pomocy lub uciszenia - tak czy inaczej, wszystko sprowadzało się do walki. Pozwoliła, by jej oczy Dostrzegły więcej. I w duchu po raz kolejny przeklęła Mesta. Gdzie do kurwy nędzy on się szlaja?








27.06.2021, 19:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj




Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja bez grafiki