Karczma "Dębowy Skarbiec"

Szalenie ciekaw jestem jak na tym delikatnym licu które widać na avatarze Igniski, malowałby się uśmiech zwany jadowitym. Na twarzy tak łagodnej i urokliwej wygląda wręcz niemożliwie choć... sam nie wiem jak taki uśmiech wygląda na jakiejkolwiek twarzy.
Odpowiedział jej uśmiechem, trochę rozbawionym, trochę wyzywającym. - Nie wiem. Daj znać, jak zobaczysz jakiegoś lepszego. Wtedy Ci odpowiem. - puścił jej oczko. Na razie powinien mieć z tym spokój. A jak Igniska kogoś wskaże... oj... delikatny grunt. Kto wie, czy nie urazi męskiej dumy?
Skinął głową. Zdrowe podejście. Nie bać się, a chcieć poszerzyć wiedzę. Nie widział powodów dla których mialby ją od tego odwodzić. A jeżeli przy tym miałby ucierpieć jakiś zepsuty mieszkaniec pustynnego klejnotu, cóż... Bleysa to raczej nie ruszy. Zwłaszcza, że posłuchał sobie trochę o tych ludziach. Wcale nie byli tak wspaniali, jak miejscami Iskierka chciała to przedstawiać na początku ich znajomości.
- Niewątpliwie. Jesteś dawno zaginioną księżniczką, która wycierpiała tyle niesłusznie, że wszyscy będą ją kochać i wielbić. - pokiwał poważnie głową. Ciekawe, czy można by jej wymyślić większą torturę? Łowca nie potrafił - po tym wszystkim co przeszła, chyba tylko sztuczna uprzejmość może być czymś, na co jeszcze nie wyrobiła skorupy.
Uśmiechnął się z pobłażaniem słysząc jej słowa. - Historyjki dla naiwnych. - rzucił. - Czy ktoś w ogóle wierzy w takie bajki? - zapytał w przestrzeń. Ciężko stwierdzić, czy ją, czy siebie. Pewnych rzeczy się nie zapomina. A już na pewno nie będąc tak młodym jak ona. Bleys miałby wątpliwości, czy przekonałby go starzec, który dwadzieścia lat nie sięgał po miecz, ale z dziewczyną wątpliwości nie miał - jeżeli kiedykolwiek potrafiła, potrafi nadal. A widział, co zrobiła po spotkaniu demona. I bynajmniej nie była to ucieczka.
Ależ rozumiem na czym polega atak wyprzedzający czy obrona konieczna. Jedyne, z czym miałem wątpliwości, to powiązanie tych dwóch mechanizmów z obietnicą. Obietnicą, która chroni napastników. Choć sam już nie wiem, czy wątpliwość była moja czy Bleysa.
Świadomość polityki, układów, gospodarki, historii, ekonomii, potrzeb jednych ludzi i możliwości drugich, to właśnie to, co jest niezbędne do snucia intryg. Nie trzeba mówić o tym, że złupienie miasta masowo produkującego żywność, może pójść sprawniej, gdy dogadamy się z głodującymi. Niezależnie czy ów łupienie będzie przeprowadzone w sposób bezpośredni - walką, czy może poprzez odcięcie ich od dopływu ziaren którymi karmią swoje kury, przez co desperacko będą musieli pozyskiwać żywność lub wybijać część swej hodowli i odsprzedawać je w promocyjnych cenach. Do intryg często wystarczy informacja o tym, co komu na sercu leży, i co komu jest potrzebne. Ale w sumie niepotrzebnie się rozpisuję na ten temat. Wspomnienie tychże miało mieć bowiem kontekst wyłącznie żartobliwy i wyolbrzymiony, nie traktujmy więc tego zbyt poważnie.
Gdy posłała mu spojrzenie pod tytułem "jesteś idiotą?", rozłożył bezradnie ręce. Nawet, gdyby wiedział coś o kapłanach - a szczerze mówiąc nigdy nie zagłębiał się aż tak bardzo w temat pustynnych układów - czyż nie lepiej dowiedzieć się wszystkiego u kogoś, kto faktycznie to zna, a nie karmić się podsycanymi przez ludzi bajkami?
No i miał okazję. Pierwsza myśl jaka przyszła mu do głowy było Wojowników? Kolejnych!?, ale szybo przypomniał sobie o jakim mieście mówili. Wtedy pozostała raczej ciekawość jak tacy ludzie walczą, i jak odnaleźli by się w terenie do którego nie są przyzwyczajeni.
Po całym opisie kapłanów, Bleysowi nasunęło się już tylko jedno pytanie. - A co Ty o nich myślisz? - to w sumie było ciekawsze.
Nie zrozumiał jej pokazu. Kompletnie nie wiedział co chce przez to pokazać. Same rozchodzące się płomienie poleciały w przestrzeń, powinny coś, co skojarzyłoby mu się z runami. A później, gdy przemówiła, płomienie były zmienne. Miał wystarczająco szerokie pojęcie o magii, aby nie potrzebować wizualizacji. Przeklął się w duchu, że nie zrozumiał od razu tego, co kryło się za niedbaniem o runiczne ochrony. Nie chodziło o normalne dbanie. Chodziło o oglądanie się za siebie. Uśmiechnął się mimo woli. Teraz wizja wydawała się dużo bardziej makabryczna, a Igniska dużo bardziej mroczna. Potrząsnął głową. Gdy fantazja Bleysa doczekała momentu pojawienia się w kadrze jednego z nich momentalnie skupił się na czymś innym.
- Nie chce mi się wierzyć, że tatuaż umieszczony na skórze ochroni Cię przed ciosem. - powiedział całkowicie szczerze. - Może nie pozwoli Cię przebić, ale jak długo będzie częścią Ciebie, to czyż nie wystarczy, że jeden z nich przypierdoli Ci tak, że wylecisz na paręnaście metrów w górę i zabijesz się lądując? -pociągnął. - I jak to "by móc się kontrolować? W jakim sensie? - przypomniało mu się w następnej chwili.
Dobrze, że się mylił. Nie ma nic gorszego, niż niesłuszny żal do siebie. Lepiej, gdy nasz wróg jest w innym ciele. Jakoś łatwiej się wtedy wyładować i uspokoić.
Przekrzywił głowę przyglądając jej się. Nie powiedział już nic. Patrzył i cieszył oczy jej widokiem. Wyzwolonej, jasnej dziewuszki. Była tak egzotyczna, tak śliczna i tak tajemnicza, że Bleys nie mógł nacieszyć oczu. Zwłaszcza teraz, gdy wyglądała na wolną.
- Powinniśmy wracać. Spać, lub zabrać rzeczy. Co preferujesz? - zapytał po dłuższej chwili.








20.08.2016, 21:04
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Więc wyobraź sobie moje cudne i delikatne lico, na którym maluje się złośliwy, jadowity uśmiech. Wcale nie takie trudne, co? Zaśmiała się wesoło i rozejrzała uważnie, powoli, specjalnie zatrzymując wzrok na niektórych mężczyznach, wodząc w powietrzu palcem jakby chciała nim w kogoś wycelować.
- Hm... może ten? O, ten lepszy... - otworzyła szerzej oczka, ale po chwili wycelowała paluszkiem w Bleysa. - Ale tu mam chyba najlepszego Łowcę, jakiego przyszło mi poznać w całym swoim życiu. - powiedziała z naiwną pewnością osoby, która wierzy w jedyną słuszną prawdę. Choć była niesamowicie ciekawa jego reakcji, gdyby faktycznie wskazała mu innego Łowcę. Jak bardzo podrażniłoby to jego ego? Dumę? Jak bardzo chciałby udowodnić, że jednak ten drugi jest gorszy?
Słysząc jego odpowiedź, odnośnie planów dowiedzenia się kim byli jej rodzice, spojrzała na niego spod uniesionych brwi. Skrzyżowała ręce na piersiach i zastukała kilka razy palcem wskazującym w ramię. Przewróciła oczkami i westchnęła.
- Jak już odnajdę mój wierny i stęskniony lud, to każę Cię powiesić. A jak będziesz dalej mnie tak wkurzać, to wrzucę Cię na koło! - puściła mu oczko, jakby to miało być zaproszenie na kuszącą randkę, a nie kilka dni wyuzdanych cierpień. Choć kto tam wie, co mogłoby go podniecić...
Uśmiechnęła się z satysfakcją. No cóż, rozmawiała z łowcą, osobą, która walczyć umie i rozumie pamięć ciała. Naprawdę dawno nie walczyła i nie była w formie po niedawnej walce z demonem, ale na pewno dałaby sobie radę z przeciętnym, może nawet całkiem niezłym wojownikiem. Nie miała pojęcia jak dobry może być Bleys i cholernie korciło ją, żeby się przekonać. Ignis ciężej jednak było wymierzyć cios bez znajomego ciężaru sztyletu w dłoni. Zdusiła w sobie przemożną chęć próby ataku na Łowcę, ale zadowolony uśmiech pozostał na jej twarzy.
- Nie bądź taki. Sprawiasz, że chcę sprawdzić co jeszcze pamiętam z tych zajęć... - wyciągnęła w górę ręce, przeciągając się całą sobą. - I przekonać się, czego mogę nauczyć się od Ciebie. - dodała po chwili, trochę ciszej i już nie tak wesoło. Ale w dalszym ciągu była w dobrym humorze.
Ignis czasami reflektowała się z opóźnieniem, że jej świat był całkowicie inny niż ten, w którym przebywała aktualnie. W Azaracie niemal wszyscy byli wojownikami, nawet kobiety i dzieci. Dlatego według niej bycie kapłanem obligowało to posiadania pewnych przydatnych umiejętności. Nie miała jednak jeszcze styczności z tutejszymi przywódcami religijnymi lub duchowymi. Nie miała nawet jakiegoś bliższego kontaktu z rycerzami, najemcami czy podobnego pokroju ludźmi. Ten świat był dla niej jeszcze pełen niespodzianek. Kiedy zadał jej pytanie o kapłanów, jej dobry humor zniknął, jakby ucięła go gilotyna. Skrzywiła się delikatnie, przymrużając oczy i przez jakiś czas nie wydając z siebie ani słowa.
- Myślę, że są przerażający. - powiedziała i westchnęła przeciągle. W tych prostych słowach kryła się rozbrajająca szczerość, która była tak drastycznie dziwna w porównaniu do jej wcześniejszych zdań. Nawet demony czy inni Mistycy nie budzili w niej takich emocji.
Odpowiedziała na jego uśmiech, wątłym uśmiechem i wzruszeniem ramion. W walce pomiędzy Mistykami, szczególnie nocą, bardziej niebezpieczny niż ogień może być chyba tylko wiatr. Ale tak na dobrą sprawę Ignis wcale nie była tego taka pewna. Według niej ogień wprowadzał największą destrukcję, co widać było po zabitych demonach. Odwróciła od niego głowę, patrząc na skrzącą się w świetle jutrzenki rosę. Pokręciła głową, uśmiechając się, kiedy usłyszała jego brak wiary w moc run.
- Jeśli tatuaż to wzór run... na przykład, na barierę, to słabsze demony, nie będą w stanie się zbliżyć do Ciebie na kilka metrów. Ale wtedy i Ty ich nie zaatakujesz. Niektóre bariery nawet nie przepuszczają magii. Poza tym, to nie ma zastosowania w walce, która ma Ci przynieść największą chwałę. Dla Mistyków to akurat mały problem, bo walczymy głównie magią. Ale są układy run wzmacniających siłę uderzeń, zwiększających szybkość, pozwalających widzieć w ciemności i robić inne boskie rzeczy... - powiedziała to z ewidentnym przekąsem. - Ale wystarczy zadrapanie, blizna, cokolwiek... i stajesz się bezbronny, bo brak Ci świadomości zagrożenia. Upajasz się zabijaniem demonów, ich krwią, swoją siłą. A jeśli dopadnie Cię silny demon, to nawet bariera Cię nie uratuje. Zostaje walka albo ucieczka. - przymknęła oczy na chwilę. - Magia demonów zaćmiewa ich umysły. Nasza moc... i ich... są jakoś ze sobą połączone. Nie wiem na jakiej zasadzie. Ale oddziałują na siebie. Szczególnie podatni są na to Mistycy, zabijanie demonów podobno czyni nas silniejszymi. Gówno prawda. - przeczesała dłonią włosy. - A, no i ludzie mogą Cię normalnie zabić. - dodała, ponieważ ta oczywistość jej umknęła.
Cieszyła się porankiem, pierwszymi promieniami słońca na jej skórze, zapachem wilgotnej trawy i dźwiękami budzącej się do życia natury. Odwróciła głowę w stronę Bleysa i otworzyła szerzej oczy.
- Coś się stało? Czemu się tak patrzysz? - stanęła do niego bokiem. Kiwnęła głową i zakryła dłonią usta, bo zebrało jej się na ziewanie. - Spać. Zdecydowanie.
Nie pokonali zbyt dużej odległości, więc do karczmy dotarli w miarę szybko. Ignis nie miała zamiaru jednak telepać się po schodach, więc wdrapała się po winorośli na daszek, na którym siedzieli wcześniej, a następnie przez okno do pokoju. Rzuciła się na środek łóżka w wilgotnym od rosy ubraniu i butach, czując jak alkohol dopiero teraz ją puszcza.
- Zajmuję łóżko. - wymamrotała w poduszkę, co w sumie brzmiało bardziej jak zaeekoo. Najchętniej spaliłaby swoje ubrania, ale zważywszy na ich małą ilość, powstrzymała się. Z wysiłkiem usiadła i zzuła buty. I znów padła na plecami na łóżko.








20.08.2016, 22:16
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Złośliwy znam doskonale. Tak samo jak zły, obrażony czy niezadowolony. No problemo, rzekłbym, jednakże(…!!) żadnego z nich nie nazwałbym jadowitym. Może czegoś mi brakuje, by to miano pasowało... nie wiem tylko czy posmaku bezbarwnej trucizny na ustach, czy może rażąco głębokiej zieleni w ich barwie?
Bleys ukłonił się teatralnie. Sam nie potrafił przewidzieć swej reakcji. To chyba zależy kogo mistyczka miałaby wskazać. Mógłby ten gest wpasować w dość dużej przestrzeni, zaczynającej się od żartu, przez obrazę, po najprawdziwsze fakty. Bo zdarzało mu się widzieć wśród łowców ludzi, którzy czymś się wyróżniali na tyle, by Bleys ich podziwiał. Tak czy inaczej, raczej nie zacząłby stroszyć piórek i popisywać się. Był wszak kimś, kto usiłował być niewidoczny, zabijać stwory zanim zorientują się o jego obecności. Niezbyt to pasuje do popisów, czyż nie?
- Wieszak do huśtania i koło do... sam nie wiem. - mruknął - Rozpieszczasz mnie, księżniczko. - podsumował.
Zastanowił się chwilę nad jej słowami. Czego mogłaby się od niego nauczyć? Nie wiedział. Miał - najpewniej dość mylne - wyobrażenie, że mistyczka opiera się wyłącznie na swoim ogniu. A Bleys raczej niewiele do takiego stylu walki mógłby wpleść. Może tylko brak skrupułów i pragmatyzm, o ile będzie jej go brakowało.
~Przerażający klecha..?~ zapytał się w myślach. Brzmiało dosyć ciekawie. Łowca chciałby kiedyś zobaczyć jakiegoś. Najlepiej bez zbliżania się do tej popieprzonej pustyni.
Zmarszczył brwi. Nie przerywał jej, ale zastanawiał się, czy do jej opowieści nie dochodziły przypadkiem procenty z wypitego przez nią wina. Z jednej strony, była ekspertem, i szalenie głupie byłoby wtrącanie się w coś, o czym mu opowiada - zwłaszcza, że miała go tego uczyć. Z drugiej zaś... widział runy w akcji. Może słabsze, może nie rysowane przez prawdziwych mistyków. Ale doskonale rozumiał idee stania za runami. Szeregi tych demonów nie były odepchnięte o jakąś odległość. One napierdalały w powstałą ścianę, jakby powstała tam namacalna bariera. ~Pewnie runy mistyków są silniejsze.~ skarcił się w myślach za wątpliwość, i słuchał dalej.
- Słucham?! - nie wytrzymał następnych zdań w ciszy. - Z tego co taki ignorant jak ja wie, runy o jakich mówimy, działają przeciw a nie dla czegoś. - wyjaśnił po krótce co znaczyła jego wątpliwość - Jak więc miałyby dawać siłę, szybkość czy widzenie w ciemności? Poza tym, chcesz mi powiedzieć, że tak dumny i żądny chwały lud jak Wasz, w imię obaw przed nieświadomością zagrożenia daruje sobie potęgę? - podsunął. - Wybacz, ale nie potrafię sobie wyobrazić, by zyskanie siły by zasiekać parokrotnie - jeżeli dobrze imaginuję ich moc - więcej demonów, miało odstraszać śmiałków. A jak zginą, to kolejni wzmocnieni w ten sposób, nawet gdyby oryginalnie byli słabsi, mogliby ich zastąpić z taką potęgą i to ze sporym zapasem, czyż nie..? -dociekał. Był szczerze ciekaw skali mocy, jaką mogłoby dać coś takiego. I ewentualnych innych możliwości, jakie się za tym kryły. Wszak.. czy nie miał przy sobie specjalistki od run?
Uniósł brwi podczas ciągu dalszego. Niewiele rozumiał ze słów o połączonych mocach. On sam wyobrażał sobie magię, jako zasoby energii duchowej, które za pośrednictwem specjalnych umiejętności - lub jak w jego przypadku, z wykorzystaniem umieszczonego w kuszy kamienia pozwalającego kontrolować magię - była kształtowana w jakiś czar czy atak. To coś płynęło od człowieka w przestrzeń. Nie wtrącił się jednak tym razem. W końcu, magia mistyków była w jakiś sposób inna od zwyczajnej. Zwykłe ataki nie działały na te stworzenia. Dobrze to widział w dzieciństwie, gdy pewni magowie boleśnie odczuli swą bezsilność.
- Obserwuję. - odparł zupełnie naturalnie, a na jej odpowiedź kiwnął głową. - A więc marsz do łóżka, księżniczko. - zarządził. Wcale to jednak nie znaczyło, że zamierzał ów łóżko odstąpić, czego zdaje się, w niedalekiej przyszłości będzie oczekiwała.
Weszli do pokoju - rzecz jasna Bleys wcale nie wybrał drogi dookoła - przez budynek. Co jak co, ale akurat włażenie oknem, to miał opanowane. I wcale nie w zawodzie łowcy potworów... bardziej łowcy nagród za wszelkie trudy życia. Wypłacanych wedle własnej woli od samodzielnie wybranych ludzi, pociąganych do płacenia.
Nie śpieszył się z odpowiadaniem jej, zresztą nie miał pewności czy dobrze jej zrozumiał. Spokojnie zrzucił to, co zrzucić powinien, poszedł w międzyczasie przemyć twarz, a gdy dziewczyna już spokojnie leżała, odparł. - Oczywiście, księżniczko. Ze złym smokiem w pakiecie. - puścił jej oczko i walnął się na wyro obok dziewczyny. Po krótkiej chwili dodał - A! I nie wymykaj się już z wieży. - brzmiał, jakby ją ganił, co rzecz jasna było tylko żartem. Ale po tym, jak wlazła to oknem aż samo się nasuwało, czyż nie?
W następnej chwili Bleys usnął, dość płytkim i czujnym snem, ale zawsze to coś.
Gdy się obudził, patrzył na śpiącą dziewczynę dłuższą chwilę. W końcu jednak głód dał o sobie znać - wstał, poszedł się umyć, ubrał. Później zaś, mało tego, poszedł nawet na dół po coś na śniadanie, wrócił z tym nawet na górę!. Dostał jedynie chleb posmarowany jakimś ziołowym masłem. Niezbyt to wykwintne danie, lecz z herbatą strawne. Wrócił do dziewczyny, rozstawił zdobycze i szturchnął ją. - Wstawaj kwiatku. - udał, że nie pamiętał, że to nie kwiatkiem a księżniczką ją wczoraj nazywał. A może po prostu jej postać się zmieniła? A jej rozczochrane włosy wcale nie wyglądały dość kiężniczkowato?
- Śniadanie a potem pobawisz się w panią nauczyciel. Jakieś sprzeciwy? - zapytał samemu - nie wiedzieć od kiedy - jedząc. - Pośpiesz się bo nie zostanie - puścił jej oczko i popił. Było tego dość dużo, ale rozsądnie doradzę nie brać jego słów za groźby bez pokrycia. Łowca zgłodniał.








21.08.2016, 09:14
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Nie umiałaby sobie wyobrazić kogoś, kogo Bleys mógłby podziwiać. Istnienie kogoś takiego było dla niej zbyt abstrakcyjne. Miała go za zbyt wielkiego próżniaka, zdała sobie nagle sprawdę. I fakt ten nie przeszkadzał jej zbytnio, niemniej nie umiała powiedzieć ile w tej próżności jest jego racji. Przerwóciła oczkami. Mieli spędzić ze sobą jeszcze tyle czasu, że niewątpliwie się o tym przekona. W każdym razie Igniska wyobrażała to sobie jako starcie kogucików, ku swojej wielkej uciesze. Wszak czy może być dla kobiety coś bardziej urokliwego niż walka dwóch mężczyzn, z których każdy chce udowodnić swoją wyższość? Raczej nie.
Popatrzyła na niego z pobłażaniem, ale nie komentowała jego wypowiedzi o przedwinej huśtawce. Poza tym drażniło ją, gdy mówił do niej księżniczko. Zachowała jednak zrezynowaną obojętność, ponieważ była pewna, że przy najmniejszym zdradzeniu się z niezadowoleniem, Bleys na pewno nie przestanie się tak do niej zwracać.
Wbrew pozorom, dziewczyna mogła się nauczyć od Łowcy sporo chociażby o zwyczajach, które panują w poszczególnych miejscach, o zwierzętach czy ziołach, które tam występują. O tym, jak powinna się zachowywać, żeby wtopić się w tłum, gdy przyjdzie taka potrzeba. Nie miała na myśli walki, choć zapewne i na tym polu pewne ćwiczenia by się jej przydały. Ale na wszystko przyjdzie pora, póki była pijana raczej nie będzie chciała się testować.
Zerknęła na jego twarz i zaśmiała się złociście, kiedy ujrzała jego zmarszczone brwi i skonsternowanie na twarzy. O ludziach spoza Azaratu wiedziała dwie rzeczy: albo nie wierzyli w demony, runy i nieukniknioną walkę z siłami nocy, albo uważali runy za niesamowite czary, które czynią wojowników Azaratu potężnymi. W obu przypadkach się mylili, nie wiedząc nic o naturze magii mistyków ani o przeznaczeniu run. Ignis od zawsze bawiło potwierdzanie ich mylnych informacji, ale zastanawiała się kiedy Bleys uzna, że ubarwia swoje opowieści. Miała nadzieję, że zachowała wystarczająco poważny ton, niemniej, chyba jednak przesadziła. Puściła mu łozuzerskie oczko i uspokoiła się trochę.
- Masz mnie. - wzruszyła niewinnie ramionami. - Runy mają dwojakie przeznaczenie. Albo tworzą bariery, albo pułapki. Oczywiście dzielą się na mocniejsze i słabsze, zależnie od umiejętności osoby tworzącej runy jak i kręgu, z którego wylazł demon. - wyjaśniła, uspokajając się całkowicie. Nagle jednak jej spojrzenie stało się nieprzyjemnie ostre. - Nie mów o rzeczach, które przerastają Twoje pojmowanie z taką pewnością. - odpowiedziała, kiedy zaczął mówić o jej dumnym ludzie, żądnym chwały i potęgi. Westchnęła ciężko. - Proszę. To nie jest takie proste. - spróbowała się uśmiechnąć, ale wyszło jej to co najwyżej słabo. - Szukanie siły do zwycięstwa nigdy nie powinno być priorytetem. Pamiętaj, że cały czas mówimy o ludziach. Noc, krew, magia, wszystko to faktycznie może wzmacniać Mistyków, ale zazwyczaj ma to złe skutki dla wszystkich. - powiedziała, kończąc temat.
Nie miała pojęcia o tym, że Bleys posiadał jakieś specjalne moce czy umiejętności. A już tym bardziej nie wiedziała jak działają inne rodzaje magii, które występowały u ludzi. Czy były wrodzone czy może nabyte? Czy za możliwość używania musieli płacić w jakiś sposób? Ignis panowała nad ogniem, który nie potrzebował żadnych warunków do zaistnienia, po prostu, ot tak, pojawiał się. Niszczył wszystko. Nie ratował absolutnie nic. Jej moc była przeznaczona do destrukcji i niczego wiecej. W końcu była Łowczynią Demonów.
Złotooka wcale nie była zainteresowana powodami, dla których Bleys nauczył się wchodzić oknami zamiast kulturalnie pukać do drzwi. Dla dziewczyny było to po prostu wygodniejsze, poza tym nie chciała, żeby te niedobitki widziały ją w takim stanie.
Chyba nie do końca wiem, co znaczy, to, co zrzucić powinien, w każdym razie Ignis nawet na niego nie spojrzała. Dopiero kiedy się do niej odezwał, po rzuceniu się na łóżku, odwróciła ku niemu twarz z niezadowolonym wyrazem twarzy. Już przysypiała.
- Więc zostaw tu miejsce dla smoka i spadaj, zajmujesz jego część. - uniosła brwi, udając, że nie rozumie tej wykwintnej metafory. Na jego kolejną wypowiedź pokręciła tylko głową, naprawdę nie mając pojęcia o co mu chodzi. Ostatnim wysiłkiem ściągnęła z siebie spodnie, zostając tylko w lnianej koszuli. Przykryła się cienkim kocem i odwróciła do Łowcy.
W przeciwieństwie do Bleysa spała mocnym snem, przytulona do poduszki. Kiedy mężczyzna ją szturchnął, od razu otworzyła oczy, które pałały żądzą zabijania. Nie chciała jeszcze wstawać, a poza tym nie była przyzwyczajona do tego, że ktoś ją budzi w taki sposób.
Nazywał ją już na tyle różnych sposobów, że na kolejny nie zwróciła żadnej uwagi. Było to dla niej irytujące i wiało dziwnym manieryzmem, wolałaby, żeby mówił do niej po imieniu, ale w gruncie rzeczy nikomu żadna krzywda się przez takie tandetne teksty nie działa. Usiadła na łóżku i chwyciła chleb, który powąchała niepewnie.
- Tak. Ale w sumie to nie. Chodzi mi o to, że potem runy wypadałoby przetestować. Osobiście. - popatrzyła na niego spod uniesionych brwi. - Co Ci da samo to, że się ich nauczysz? Musisz zobaczyć czy działają. - wzięła gryza chleba. - Poza tym na jakim materiale chcesz je zrobić i czym je utrwalić? Bo zakładam, że chcesz mieć runy wyryte w czymś na stałe. Nie chcę, żebyś rysował je co nocy, w stresie i strachu. Znaczy się, oboje tego nie chcemy. - popiła herbatą ten mało wdzięczny posiłek. - Zastanawiałeś się w ogóle nad tym wszystkim? Czy moja pomoc ma się ograniczyć do masz tu kartę, tusz, narysuj mi kilka run? - przetarła oczy i przeciągnęła się. Sięgnęła po drugą kromkę. - Jeśli tak, to uławisz mi życie. - uśmiechnęła się trochę złośliwie, a trochę z rozbawieniem.
Wstała, podchodząc do swojej torby. Wyciągnęła z niej nową koszulę, równie luźną i cienką jak ta obecna i kilka zapachowych kulek. Bez słowa wyszła z pokoju, żeby wrócić po kilku minutach, jeszcze wilgotna od mycia, z mokrymi włosami i przylepioną do ciała koszulą. Wciągnęła z trudem spodnie i zaczęła sznurować wysokie buty.
- Znasz już odpowiedzi na zadane i niezadane przeze mnie pytania? - posłała mu uśmiech i ponownie skupiła się na swoich butach.








21.08.2016, 17:10
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

W takim razie była w głębokim błędzie. Bleys może i nigdy nikogo nie podziwiał bezkrytycznie, ale potrafił doceniać różne zjawiska i różnych ludzi. Ostatnim, co wzbudziło jego podziw i zachwyt, była jasnowłosa dziewczyna stająca naprzeciw demona! No dobra, może odrobinę przekoloryzowałem, sam Bleys był zbyt przerażony by właściwie się nią zachwycać, ale jej odwaga i moc stanowiła coś, co wystarczyło by mógł ją podziwiać. Przynajmniej przez małą chwilę.
Ale jeżeli przejdziemy do umiejętności typowo łowieckich, cóż... może faktycznie, kryła się w nim odrobina próżności. Może. Sam tego nie potwierdzi, a innych świadków brak.
To, że Ignis mogła się od niego uczyć zwyczajów, dyskrecji czy poruszania się w tych stronach, wcale nie było żadnym "wbrew pozorom". To była oczywistość, to było naturalne. Bleys przeżył swoje lata w tych stronach i znał je bez cienia wątpliwości dużo lepiej od przybyłej mistyczki. Ma niepewność - a w zasadzie niepewność Bleysa - tyczyła się tylko i wyłącznie nauki walki.
Mężczyzna nie był kolejnym naiwniakiem, którego ku własnej uciesze miała zwodzić. Łowca był przerażony na samą myśl o demonach. Nie wyobrażał sobie by miał naprzeciw nim stanąć, ale jeszcze bardziej nie wyobrażał sobie, by miał pozostać bezbronny. I to dlatego, ślicznie manipulując słowami i podkolorowując sytuację w myśl której mistyczka jest trupem, co oświadczył jej na początku ich znajomości, oczekiwał od niej nauki o runach. Nauki o ich tworzeniu, o ich działaniu, o ich możliwościach i ryzyku. Najlepiej będzie, jeżeli nigdy nie będzie musiał testować ich mocy, a walkę z demonami utrzyma w wypracowanej taktyce - trzymanie się z dala. Ale jeżeli świat faktycznie zaleją przybysze z otchłani, Bleys musi umieć sobie poradzić. By chronić siebie, a także by ludzie, którzy znajdą się w okolicy nie byli równie bezradni, jak była ich karawana pod eskortą niekompetentnych magów. To, że teraz się z nim droczyła i zwodziła było nieco nie na miejscu. Ale uznał, że po prostu go sprawdzała. Nie wiedział tylko, czy sprawdzała jego naiwność, czy motywację. Czy gdyby podekscytowany skupił się na runach dających moc, skończyłby w bezwartościowych tatuażach spławiony przez dziewczynę w kwestii nauki? Ignis mimo wszystko dała się przekonać po części dlatego, że mówił o ludziach których mógłby ocalić. Była dobrą dziewczyną. Jak potraktowałaby zepsutego egoistę, który skłamał w tak ważnej sprawie, myśląc tylko o sobie?
- Pojęcia nie masz o moim pojmowaniu Płomyczku. - odpowiedział jej tym samym tonem. - Tak jak ja nie mam wiedzy o Twym ludzie. - złagodniał nieco. - Przypuszczam i dociekam, by wyzbyć się wątpliwości. Nie unoś si, proszę. - również przeszedł do dyplomacji, przy czym jego uśmiech wyszedł zgrabnie.
- Ha, ha. - podsumował jej niezrozumienie w kwestii smoka w pakiecie. - Poczekam, aż mnie przegna. - zgodził się gładko, bo dowodzenie jej, że jest smokiem byłoby idiotyzmem. W końcu to ona ziała ogniem.
Zmarszczył brwi. - Nie zamierzam lecieć na środek pustyni nie tylko, by testować nieopanowane rysowanie run, ale i wtedy, gdy – lub jeżeli – je opanuję, nie będę kusił losu. - powiedział twardo. -Sama kazałaś mi nie ufać im do końca, mówiłaś o niebezpieczeństwie i byciu rozsądnym. Ty sobie poradzisz w walce z demonem. Ja nie dam rady z samą jego obecnością. - był rozbrajająco szczery i bezbronny gdy mówił o tym. - Mi nie chodzi tylko o nauczenie się ich. Chcę je zrozumieć. A przynajmniej mniej więcej rozumieć ich funkcjonowanie, o ile całkowite rozumienie mnie przerośnie. Nie chcę tylko czegoś co działa. Chcę wiedzieć dlaczego działa. - urwał na dłuższą chwilę ~Może to pomogłoby mi pozbyc się strachu...~ dodał w myślach. - Liczę na Ciebie, Iskrko. - rzekł poważnie.
Gdy mówiła o jakimś materiale, o rysowaniu co noc, o posiadaniu ich na stałe... Bleys zmrużył oczy i przyjrzał jej się uważnie. Ignis najwidoczniej, wcale nie była tak obudzona na jaką wyglądała. Odstawił tackę z jedzeniem na bok i uśmiechnął się łobuzersko. Przypuszczał, że skoro jej słowa ewidentnie wskazują na to, że nie do końca świadoma była ustaleń jakie dotąd podjęli, albo nie będzie równie przygotowana na jego atak co zwykle, albo w najgorszym razie - będzie, ale jednocześnie wybudzi się kompletnie. Miękko ugiął nogi i zbliżył się do dziewczyny, ubranej w tej chwili jedynie w lnianą koszulę, niewinnie otulającą jej kruche z pozoru ciało. Siedziała na łóżku, a łowca pochylał się nad nią, muskając nosem jej szyję. Zaczerpnął głośno powietrza i uśmiechnął się błogo. Albo urok jaki w niej dostrzegał zaćmiewał mu zmysły, albo faktycznie pachniała niczym kwiat. - Śnisz. - szepnął łagodnie, i pchnął jej ramię kładąc na łóżku, w ostatniej chwili przemieszczając dłoń pod jej główkę. Bleys pochylał się razem z nią tak, że ciągle znajdował się blisko jej ucha. Huhnął jej ciepłym powietrzem i dodał - Mogę sprawić, że to będzie przyjemny, błogi sen. - zapewnił szeptem, który nabrał drażniącej szorstkości. Pochylił się bardziej i ujął w ząbki jej ucho i ucałował ciepło. - Albo... możesz się obudzić, maleńka. - w jego cichym głosie wyraźnie słychać było dezaprobatę dla tej perspektywy. Zastygł w chwilowym bezruchu czekając na sprzeciw lub zachętę - choćby w postaci ciszy.








21.08.2016, 22:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Nie było to w żadnym razie jej uciechą. Przesądy, które były tu rzekomo powszechne po prostu ją bawiły. Chciała się przekonać jak głęboko zakorzeniły się w Łowcy. Ignis uważała, że lepiej zgasić najmocniej rozpalone ognisko, by nie doczekać się żadnych niekontrolowanych pożarów. Dopiero, gdy wyłożyłaby wszystkie legendy o Mistykach, zamierzała powiedzieć, że nic z tego nie ma racji bytu. Niemniej, Bleys ją ubiegł. Nauka run stanowiła część ich umowy, choć dziewczyna w dalszym ciągu nie była tym zachwycona. Wiedziała, że runy nie są żadną tajemnicą, tylko czymś, co w jej mniemaniu powinno być ogólnodostępne i powszechne, jednak nie zauważyła ich w tym mieście. Miała prawo przypuszczać, że poza Azaratem jest to normą. W każdym razie jarzmo odpowiedzialności, które na nią spadło tak nieoczekiwanie, było swego rodzaju stresem i ciężarem.
Nie dbała o jego pobudki pod tym względem, po części wierząc w jego rozsądek, po części mając go za egoistę. Nie miała jednak żadnych wątpliwości, że gdy dojdzie do walki między ludźmi i demonami, ich drogi rozejdą się na zawsze. Dziewczyna nawet jeśli sprawdzała naiwność Łowcy, to głównie dlatego, że była ciekawa jak wiele kłamstw zostało zaszczepionych w głowy większości ludzi.
W Ignis zagotowało się wręcz, kiedy nazwał ją Płomyczkiem. Drażniło ją okropnie to, w jaki sposób mówił o jej ludzie. Co jak co, ale akurat za to, co robią, Mistyczna ich szanowała. I nie znosiła, kiedy ktoś mówił o tym tak lekkim tonem, a jednocześnie z tak arogancką pewnością siebie. Miała wrażenie, że wystrzeliła do niej fala gorąca, ale to pewnie tylko jej krew w skroniach. Zmrużyła oczy nieprzyjemnie. Oddychała głębiej, ale w miarę jednostajnie.
- Oh. A umiesz wyzbywać się wątpliwości w inny sposób niż taki, który jest obrazą czyjegoś honoru? Czy zbierasz informacje tylko wtedy, kiedy ktoś się wkurwi i w złości powie Ci całą prawdę? - machnęła ręką, jakby odganiała natrętną muchę. - Zresztą, nieważne. To i tak nie ma znaczenia.

Kiedy, leżąc, usłyszała jego odpowiedź, uniosła brwi, jakby nie do końca wierząc w to, co powiedział. Akurat substytutem smoka to mogłaby być świetnym, a Bleys musiał zdawać sobie z tego sprawę. Pokręciła jednak tylko głową, zrezygnowana i usnęła niemal od razu.
Westchnęła przeciągle, po czym oblizała palce. Popatrzyła na Łowce z niesłabnącą cierpliwością w oczach.
- Bleys, kurwa mać. - przewróciła oczyma. - Chcesz mi wmówić, że kiedy nauczę Cię run... - tu zawiesiła głos i uśmiechnęła się kącikiem ust. -...i może nawet kilku wzorów ochronnych, co nie jest tematem naszej umowy... to Ci to wystarczy? - popatrzyła na niego jak na ślepca, który zażyczył sobie czernione szkła na oczy. - Uwierzysz sobie, że to działa? I kto mówi o pustyni? Zupełnie Cię nie rozumiem. - zmarszczyła brwi coraz bardziej poirytowana takim beztroskim, wedle jej miar miar, podejściem. - Chcę, by runy, które wyszły pod moim kierunkiem spod Twoich palców, były sprawdzone. I sprawdzimy je razem. Ustawię mniejszy krąg wewnątrz Twojego, obiecuję, że nie pozwolę zrobić Ci krzywdy. Jeśli się okaże, że coś zrobiłeś źle, to nie zginiesz przy następnej okazji rozstawiania kręgu. A jeśli wszystko będzie dobrze, to Twoje ego Cię w końcu przerośnie. - uśmiechnęła się słabo. Po chwili z jej ust wydarł się krótki śmiech. - Nie rozumiem o co Ci chodzi, ale możesz na mnie liczyć.
Uniosła trochę głowę, by spojrzeć w różnokolorowe oczy Bleysa. Zmarszczyła lekko brwi, kiedy zbliżył się niebezpiecznie blisko. Gdy się pochylił, odsłoniła szyję, a jej spojrzenie nabrało sennej miękkości. Kącik jej ust uniósł się w pytającym uśmiechu.
- Śnię? - spytała dla formalności. Zamknęła oczy i otarła się policzkiem o jego policzek, kiedy ucałował jej ucho. Przesunęła bosą stopą po jego nodze, biodrze i położyła na jego plecach. Wplotła dłoń w jego włosy i przesunęła po boku szyi. - Dość realistyczny ten sen.








23.08.2016, 18:54
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Sprawdzanie łowcy, aby dowiedzieć się czegoś o większości ludzi to dopiero cios dla męskiej dumy. Szczęśliwie, Igniska nie wyjawiła tego głośno, a Bleys teraz nie siedzi w kąciku skulony rozpaczając nad niesprawiedliwym światem.
Jej wybuch był dla Bleysa abstrakcją. Jaką znów obrazą honoru? Czyż sugestia, że ludzie chcący walczyć z demonami łaknęliby większej mocy by odnieść większe sukcesy było obrazą kogokolwiek? Nawet jeżeli byli dumnym ludem, jak wielu pozostałoby całkowicie przeciwnych, gdyby kilku mniej dumnych sięgnęło po potęgę i rozgramiali wrogów tak popisowo i skutecznie? Nie wiem. Może to faktycznie honorowy lud do tego stopnia, że wierzą tylko w swoją ciężką pracę i gardzą drogą na skróty. A może tak potężne runy to tylko bajka i nie ma o czym myśleć bo sytuacja jest niemożliwą do ujrzenia. Po cóż unosić się, gdy można by zamknąć i uciąć dyskusję prostym "Są na to zbyt dumni", gdyby faktycznie byli? Jak sama mistyczka powiedziała, "Pamiętaj, że cały czas mówimy o ludziach", a gdzie są ludzie - są i odstępstwa. W każdym razie jej mężczyzna słowa podsumował jedynie w myślach. ~Gdy ktoś się wkurwi i w złości powie całą prawdę, przynajmniej mamy całkiem rzetelną relację...~ odpowiedzią na pytanie.

Nie zgadzał się z jej podejściem. Ewidentnie nie rozumiała istoty problemu. Nie rozumiała jego strachu. Nie rozumiała jego rozsądku, bo miała swój własny, i za jego śladem wartość run trzeba sprawdzić. Przemilczał slowa nie jest tematem naszej umowy, miał o tym odmienne zdanie, ale do tego mogą podejść na spokojnie, z czasem. O ile będą mieli dość czasu razem by w ogóle o tym myśleć.
- Jeżeli będę wierzył komukolwiek - to Tobie, Ignis. Twojemu sercu, które nie pozwoliłoby Ci zostawić mnie ze złudną nadzieją, bezbronnego w chwili największej potrzeby. - odpowiedział spokojnie i bez drwiny na jej słowa. Naprawdę tak to widział. I naprawdę, nie sądził, by miała go zwodzić w tej kwestii, choć po jej wcześniejszym sprawdzianie zaczęła mu mrygać awaryjna lampka. - Sprawdzisz je. Dokładnie, krytycznie i surowo. Opierdolisz mnie, jeżeli będą choć minimalnie poniżej oczekiwań brutalnej rzeczywistości. - podsunął. - Iskro, demony się tu nie pojawiają. Nie tak jak u Was. To, że trafiłaś na jednego z nich, to jakiś chory, nieprawdopodobny przypadek albo zwiastun najgorszego. - powiedział bez dużej pewności w głosie. Sam nie wiedział co myśleć o tym, że jednego tu zabiła. - Nie mamy możliwości czekać na demona w tych stronach który przyjdzie o zmroku. Może na jakiegoś trafimy, może nie. I żywię się nadzieją, że to będzie ta druga opcja. - przerwa - Możemy więc nie mieć okazji. A na pustynię się nie wybiorę. Nie chodzi o to, czy zapewnisz mi bezpieczeństwo czy nie. Chodzi o coś, przed czym mnie nie obronisz. A przed czym ja nie chcę stawać jak długo będzie to możliwe. - westchnął ciężko. - Ale niech będzie... jeżeli trafimy na jednego z nich gdzieś w tych stronach, sprawdzimy te runy tak, jak powiedziałaś. Nie wcześniej. - zgodził się z trudem. Myliła się. Rysowanie run ani odrobinę nie podniosłoby jego ego. To był zbyt delikatny i ciężki temat, by móc się nim napawać.
Odsłoniła szyję! Aż, przeklęta bestia, wcale nie zamierzała oponować czy umykać. Ten przeuroczy, jasnowłosy kwiat oddawał się w jego objęcia. Oby tylko nie pomknęli w stronę scenariusza z piosnki o wdzięcznym tytule "Kobiety jak te kwiaty". Niezależnie od rozwoju, Łowca napawał się swą zdobyczą wcale nie śpiesząc się z konsumpcją. Cieszyła go jej bliskość, cieszyło go jej ciało tuż przy nim, na wyciągnięcie... drugą ręką przesunął wzdłuż jej talii, zaciskając ją w mocnym uścisku. - Śnisz. - powtórzył swoje zapewnienie i uśmiechnął się szerzej. Gdy otarła się o jego policzek, łowcę przeszedł dziwny dreszcz. Bleys szczerze mówiąc nie do końca wiedział jak na to reagować, oddziaływała na niego w niezwykły sposób. Gdy dotknęła jego nogi, w głowie mężczyzny zaszumiało pożądaniem, za sprawą którego w jego spodniach zrobiło się dziwnie ciasno, zaś dłoń która podtrzymywała jej głowę zacisnęła się nieco jeszcze bardziej uwydatniając jej szyję, którą Łowca obdarował spadającymi raz za razem, mocnymi, miękkimi pocałunkami, które schodziły niżej, na ramię. Jego dłoń wydostała się spod jej głowy i dość szorstkim ruchem przeniosła się na pierś dziewczyny. - Lubisz. - zabrzmiało to jak stwierdzenie, a Bleys wbił w dziewczynę czujne spojrzenie różnobarwnych oczu - realistyczne sny? - w jego głosie było coś na kształt drażniącego wyzwania.








23.08.2016, 20:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Dla niej, rozsądek nie miał tu nic do rzeczy. Sprawdzenie swoich umiejętności, nabywanych długo i mozolnie, było w pewnym senie etapem wieńczących ową naukę. I o ile faktycznie nie rozumiała jego strachu z powodów oczywistych, tym jednak jego gwałtowny sprzeciw do testowania jego run w ogóle, całkowicie zbił ją z pantałyku. Jeśli chciał mieć pewność co do działania run, musiał to zobaczyć na własne oczy. Musiał dokładnie wiedzieć jak rozstawić runy, jak objawia się bariera, jak odpycha demony. Ignis była niemal pewna, że zdecydowana większość śmierci na pustyni była spowodowana przez zbyt wielki stres, który wiązał się z korzystaniem z magii - jak plotki głoszą - posłusznej tylko Mistykom.
Uśmiechnęła się ciepło, słysząc jego słowa.
- Czyli mam zgodzić się na naukę w tak sterylnych warunkach? - spojrzała na niego, mrużąc oczy ze zrezygnowaną zgodą. Westchnęła krótko i popatrzyła na niego bez ochoty na dalsze przekonywanie co do słuszności swojej racji. - Bleys, nie rozumiesz. Ja nie wątpię, że Twoje runy będą perfekcyjne. Ja wiem, że to dla Ciebie będzie ciężkie. I to dlatego nalegam, żebyś zobaczył z czym takie coś może się wiązać. Jak może wyglądać naprawdę. - powiedziała bezbarwnym, ponurym głosem. Jeśli zginie z powodu źle ustawionego kręgu, to będzie mógł mieć pretensje tylko do siebie. Na jego zapewnienie uniosła brew, jakby chciała mu powiedzieć, że chyba jest kretynem, jeśli myśli, że to przypadek. Ale nie powiedziała w końcu ani słowa. Nie powiedziała mu jednej, bardzo ważnej rzeczy. Odwróciła od niego matowe spojrzenie, które nie było skierowane nigdzie konkretnie.
- W porządku. W porządku... - pomachała dłonią przed twarzą jakby odganiała natrętną muchę. Nie miała zamiaru dłużej się z nim spierać. Choć nie ukrywała, że takie coś wcale jej się nie podoba. - Nie uratuję Cię przecież przed samym sobą. - westchnęła, patrząc spod rzęs gdzieś w bok. Miała nadzieję, że wystarczająco jasno dała mu do zrozumienia, że pod tym względem ma go za totalnego głupka. Była wręcz pewna, że przy swoim pierwszym stawianiu bariery nie będzie mógł wytrzymać napięcia. A im bardziej to odwlecze w czasie, tym gorzej dla niego. Chciała przełamać okowy jego strachu, jednak teraz zdała sobie sprawę, że jest to daleko poza jej możliwościami. Dlaczego w ogóle o to dbała? Nie umiała sobie odpowiedź.
Odsłoniła szyję, owszem. Po to, by zaraz zakryć ją ramieniem. Przymknęła oczy, sunąc wargami po jego policzku. Łowca ją pociągał, nie umiała zbyt wiele na to poradzić. Był może bezczelnym, aroganckim gburem, ale pod tymi warstwami próżniaczej pewności siebie, krył się całkiem wyrozumiały i ciekawy mężczyzna. Jęknęła cicho, kiedy wydusił z niej całe powietrze, zamykając jej ciało w mocnym uścisku. Ugryzła go lekko w ramię i wbiła pazury w plecy, żeby odzyskać choć trochę wolności. Przejechała paznokciami po jego plecach, aż dojechała do spodni. Złapała go za pasek i przyciągnęła się do niego, ocierając się delikatnie.
- Jeśli ja śnię, to co Ty robisz? - szepnęła mu w ucho, które musnęła językiem.
Drugą nogą także przesunęła po jego łydce i udzie. Splątała swoje nóżki nad jego biodrami, poddając się jego uściskowi i wplątując dłoń w jego włosy, przyciskając go czasem do swojego barku. Jej oddech przyspieszył gwałtownie, kiedy złapał jej pierś. Uśmiechnęła się wyzywająco, kusząco, promiennie, kiedy odpowiedziała:
- Lubię. O wiele bardziej sny na jawie. - nie umiała powstrzymać złośliwej iskierki w spojrzeniu, kiedy przyciągnęła go za jego pasek do siebie.








24.08.2016, 19:03
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Ja zaś, będę uparty i pozostanę przy teorii, że ów zwieńczenie nauki zawiera w sobie nuty rozsądku, za którym urokliwa mistyczka podąża, choć nie chce się do niego przyznać.
Pewnie miała racje. Stres to prawdziwe przekleństwo. I pewnie Bleys nawet posiadając wiedzę i umiejętności by wyrysować runiczny krąg, sparaliżowany strachem czy zdekoncentrowany stresem nie byłby w stanie zrobić tego poprawnie - jeżeli w ogóle by się poruszył. Dlatego też zapewne powinien zmierzyć się z demonami w kontrolowanych warunkach, aby nauka mistyczki nie poszła na marne. Ale nie chciał. Tchórzył. Nie był gotowy. Nie ma więc co uprzedzać faktów, skoro na tą chwilę jeszcze nie miał czego testować. Na razie, nikt nie będzie stratny, jeżeli zaufa jej na słowo. Dopóki Ignis nie postanowi go okantować i wykpić, rzecz jasna.
Gdy mówiła o tym, jak spotkanie z demonem może wyglądać naprawdę, przełknął instynktownie ślinę, a po chwili zmagał się z okropną suchością w ustach. - Ja wiem, jak to może wyglądać. Naprawdę. - odparł ciężkim, zmęczonym głosem, nieco zmieniając akcent i wyodrębniając słowo "naprawdę".
Posłał jej bezradny uśmiech, gdy mówiła o ratunku przed samym sobą. Czasem, to jedyna droga, gdy ludzie sami nie radzą sobie ze swoimi problemami. Nie można tego jednak ani wymagać, ani oczekiwać, ani nawet w milczeniu liczyć na to. Możemy jedynie cieszyć się, gdy coś takiego nas spotka, ba, powinniśmy.
Ciekawy, wyrozumiały człowiek - czyż to nie brzmi jak wymówka dla psiapsiółek od regularnych plotek, gdy tak naprawdę Igniskę pociągał właśnie ten cham i gbur z figlarnym błyskiem w oku?
Bleys nie mógł się powstrzymać od pełnego satysfakcji uśmiechu, gdy próbowała odzyskać trochę wolności. Nie ma się zresztą co dziwić Łowcy, słysząc tak dźwięczny jęk, jaki z siebie wydała, tylko głupiec nie poczułby się szczęśliwszy. Owszem, gryzła i drapała, i choć nie robiła tego ani panicznie ani z pełnią sadyzmu, ślady po jej pazurkach paliły jego plecy. Jakże jednak słodko prezentowała się w jego oczach, wijąc się tak ponętnie i zgrywając zagonioną w jego sidła, bezradną niemal piękność. A może ona faktycznie walczyła o oddech? Uśmiechnął się jeszcze bardziej zajadle.
Ocierała się o niego, a on odpowiadał na te ruchy dociskając ją do łóżka i wodząc wargami po jej ciele. Przesunął jedną z rąk na wysokość jej talii, gdzie wsunął dłoń pod jej ubranie, odciągając je coraz wyżej i wyżej by odsłaniać kolejne fragmenty jej miękkiej skóry. W końcu, z niecierpliwością przesunął się niżej tak, że teraz jego twarz znajdowała się tuż przy jej świeżo odsłoniętym brzuchu, który najpierw pocałował mocno, a później otarł się drażniącym policzkiem przechodząc pocałunkami bliżej boku dziewczyny a jednocześnie ponownie przemieszczając się w górę jej ciała. Dłonie łowcy zaś, z jednej strony przytrzymywały dziewczynę zdecydowanie, tak aby nie umykała - świadomie lub nie - przed jego dotykiem, druga natomiast gładziła miękką pierś mistyczki.
- Jeżeli Ty śniszzzz - przeciągnął leniwie - to możesz zdradzić swe najskrytsze pragnienia odnośnie tego, co miałbym robić. - zaproponował wyzywająco, całując ją wzdłuż boku coraz wyżej, odgarniając jednocześnie jej koszulę coraz dalej, i zaciskając nogi wokół jej uda w taki sposób, by nie mogła się unieść czy wysunąć z jego pieszczot, ale jednocześnie nie tak, by było to dla niej bolesne. Jakże miękka była jej skóra! Jaki błogi dotyk jej ciała! Bleys z trudem zachowywał spokój. Nie śpieszył się w każdym razie. Nie ściągnął jej jeszcze jej koszuli, obserwując jak dziewczyna reaguje na jego dotyk. Inna rzecz, że zdążył ją podwinąć na tyle, że niewiele już zasłaniała.
Gdy oplatała go nogami, mężczyzna instynktownie całował ją mocniej, ściskał dłużej, przysuwał ją bliżej. Być może czuł się odrobinę nieswojo gdy kobieta nie czekała pokornie na to, aż ją poprowadzi, ale z całą pewnością nie zmniejszało to jego podniecenia w tej chwili. Szybkim, nie do końca kontrolowanym ruchem przesunął dłoń z jej boku na jej pośladek i przycisnął ją do siebie w twardym uścisku, głową znów znajdując się przy szyi mistyczki, ocierając się o jej policzek swoim i chłonąc zapach dziewczyny z głośnym wdechem. - Jesteś piękna, Ignis. - powiedział z przekonaniem i jakiegoś rodzaju ckliwością, tak, jak mógł mówić tylko ktoś naprawdę zachwycony kobiecą urodą. Albo naprawdę wytrawny kłamca.








26.08.2016, 02:11
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

W jej wzroku dało się wyczytać troskę. To, że Łowca chciał poznać pismo runiczne było dla niej w pełni zrozumiałe, jednak tylko w przypadku, kiedy faktycznie zamierzał go używać. Jeśli chciał je po prostu umieć, była to wiedza niejako stracona, porzucona w połowie drogi. Na co mu niewykorzystywana umiejętność? Pamięć jest zawodna, gdy się jej nie ćwiczy, a w przypadku tego pisma wszystko było istotne, grubość linii, siła przyciskania, kąt zawijasów, ułożenie znaków... i wiele, wiele więcej. Ignis miała niemiłe wrażenie, że Bleys nie da sobie rady w sytuacji prawdziwego zagrożenia. A jej mogło wtedy przy nim nie być, w końcu ich umowa obowiązywała ich względem siebie na czas nauki run. Potem kto wie co się wydarzy? Nie podobało jej się takie nastawienie jeszcze przed rozpoczęciem szkolenia, ale z drugiej strony to nie była jej sprawa. Nie będzie go do niczego zmuszać.
Skinęła niechętnie głową, kiedy stwierdził, że wie jak to może wyglądać. Podniosła ku jego twarzy zmęczone oczy i uśmiechnęła się jasno, ciepło.
- I to jest powód, dla którego powinieneś się zmierzyć ze strachem. Bo wtedy ja będę z Tobą. - przechyliła lekko głowę, a jej złote włosy posypały się falą w tym kierunku. Nie zamierzała już drążyć tego tematu. Po prostu założyła, że pod tym względem jest kretyńsko niereformowalnym tchórzem. Nie będzie z tym walczyć.
Psiapsiółek? Nie jestem w stanie sobie wyobrazić Igniski na ploteczkach z... kimś takim. Faktem jednak pozostaje, że to jednak ten cham jej się podobał, ten gbur pociągał, a błysk w oku fascynował i bawił. Lubiła w nim to wszystko, co mogłoby irytować wszystkich wokół. To było dziwne do zrozumienia nawet dla niej samej.
Pojęcie wolności, gdy była uwięziona w jego objęciach, wydawało jej się cholernie abstrakcyjne. Była wolna właśnie w tym momencie. Ale wiedziała, że teraz jest jego zdobyczą i z pewnym zaskoczeniem - figlarnym i złośliwym, zgodziła się na to. Jej usta wodziły po boku jego szyi i barku, dziewczyna z rozkoszą zmrużyła oczy, patrząc na jego nagie ciało. Jej dłonie błądziły po jego plecach, co jakiś czas wbijała w nie pazurki, przyciągając go siebie wcale nie siląc się na delikatność. Brak tchu nie był jakimś specjalnym problemem, oddychała szybciej i bardziej płytko, owiewając jego ciało ciepłym oddechem.
Mruknęła słodko, kiedy przesunął dłonią po jej ciele. Zaśmiała się krótko, kiedy pocałował ją w brzuch i docisnęła jego głowę do siebie, żeby nie łaskotał jej nieogoloną twarzą. Wyciągnęła się, żeby ułatwić mu ścieżkę pocałunków po jej boku. Wsunęła dłoń we włosy Łowcy i przesunęła ją po jego głowie, aż do karku, w który wbiła pazurki. Chciała się bardziej poruszyć, ale zorientowała się, że nie ma takiej możliwości, Bleys trzymał ją w uścisku. Przymknęła oczy i jęknęła cicho, gdy poczuła jego dotyk na swojej piersi.
Uniosła brew pytająco, a kącik jej ust uniósł się w złośliwym uśmiechu. Po chwili jednak zamknęła oczy, rozkoszując się jego pocałunkami. Zaśmiała się miękko.
- Chyba zapomniałeś, że jestem dziewicą. Jeszcze nie znam swoich pragnień. - przeciągnęła się, gładząc wolną stopą jego uda i przesuwając ją na plecy Łowcy. Otarła się o niego i spojrzała wzrokiem wcale nie zdominowanej kobiety, wcale nie dziewicy i wcale nie nieświadomej swoich potrzeb kochanki. Cieszyła się jego spojrzeniem, które odczuwała na sobie w niemal fizyczny sposób. Pogłaskała go po policzku, a potem zjechała po jego klacie pazurami w dół, do paska, który rozpięła jednym szybkim ruchem. Czuła i widziała jego podniecenie, które nie było mniejsze niż jej własne. Wtulając się w niego mocno, zsunęła z niego spodnie, pomagając sobie później stopą. Jęknęła znowu, kiedy przycisnął ją mocno do siebie, odruchowo robiąc to samo. Zamknęła oczy, czując jak się ociera o jej policzek, jednak kiedy usłyszała jego szept, otworzyła je szeroko. Jej serce na chwilę przestało bić, a później czuła jak krew uderza jej do skroni, a na policzkach kwitnie rumieniec. To jednak nie miało znaczenia. Spojrzała błyszczącymi od podniecenia i radości złotymi oczyma na Bleysa i położyła mu dłoń na policzku.
- Kłamca. - szepnęła bez przekonania, za to z cudnym uśmiechem i uniosła się trochę. Pocałowała go w usta najpierw miękko, delikatnie, jakby trochę nieśmiało czy niepewnie. Z każdą chwilą jednak namiętność jej pocałunku rosła, ledwo się powstrzymywała, żeby nie wbijać mu zbyt mocno paznokci w ciało. Ścisnęła go mocniej udami, ocierając się o jego nogę. Miała go całego, a i tak było jej mało.
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.08.2016, 16:33 przez Ignis.)









27.08.2016, 16:30
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna