Karczma "Dębowy Skarbiec"

Najpewniej miała racje - Bleys nie da rady w sytuacji zagrożenia. Myliła się jednak w innej kwestii. W kwestii zawodnej pamięci. Bleys z całą pewnością nie dopuści do tego, by sposób rysowania run umknął z jego głowy. Po pierwsze ze zwykłego strachu, najpewniej będzie to sobie przypominał niczym mantrę oprawioną właściwymi gestami - coś, co ma go ocalić gdy najgorsze nadejdzie. Po drugie - jeżeli chodzi o grubość linii i kształt - do tego miał talent. Gorzej, w kwestii ułożenia i kolejności samych gotowych run, to będzie musiał zrozumieć i pielęgnować zdobytą wiedzę bez końca.
Psiapsiółki nie muszą być identyczne w otoczeniu każdej osoby. U jasnowłosej dla przykładu, idealną psiapsiółkę mógł stanowić jej koń. I nie ważne, na ile rozumnie czy bezrozumnie ów koń zarży na jej wyznania - możliwe, że dla spokoju własnego ducha, w wersji opowiadanej zwierzęciu, Bleys byłby właśnie ciekawym człowiekiem "mimo" tego wszystkiego, a nie "dzięki" temu, co tak naprawdę ją w nim pociągało. Może. A może ze zwierzęciem byłaby szczera.
Prawdziwą sztuką jest, gdy ofiara łowcy cieszy się, że upolował ją ten właśnie łowca i bez wstydu czy skrępowania oddaje mu się jako jego zdobycz... a przynajmniej tak mógłby szepnąć jej do ucha pewien różnooki mężczyzna, gdyby nie tylko swym ciałem, ale i słowami przyznała się do tego, jak się czuła w jego rękach.
Zaśmiał się serdecznie na jej deklarację, bowiem niezależnie od tego, czy była dziewicą czy nie - całą sobą pokazywała, że wcale nie jest tak niewinna, jak co najmniej połowa dawno pozbawionych dziewictwa kobiet, które chodzą po tym świecie. - Dziewice, moja droga, mają najwspanialsze pragnienia. - powiedział słodko. - Nieskalane monotonią świata, nieskrępowane żadnymi realnymi ograniczeniami. - uśmiech łowcy poszerzał się. - Mogą marzyć o wszystkim, a w takim śnie, w jakim jesteś tu ze mną, możesz uniknąć srogiego rozczarowania rzeczywistością, jakie odróżnia doświadczone kobiety od dziewic. - puścił jej oczko delikatnie pieszcząc jej pierś. - Więc nie wstydź się marzyć i korzystaj z okazji! - zachęcił ochoczo.
A potem całował ją, ściskał, gryzł, podnosił, przewracał, dociskał, ssał, pieprzył i gładził policzki. A potem dawał się prowadzić własnym kaprysom, drapieżnie i brutalnie tłamsząc jej sugestie, by po chwili pokornie i z łobuzerskim uśmiechem podążać za tym co mówiło jej ciało. Później doprowadzał ją do szaleństwa, przetrzymując w niecierpliwości, by następnie rżnąć intensywniej, niż mogło jej się wydawać, że będzie w stanie wytrzymać jej kruche ciało. Czas płynął, a on cieszył się jej ciałem, jej spojrzeniem, jej dotykiem. Cieszył się nią całą. Bo tak naprawdę, tym razem nie był kłamcą. A ona naprawdę była piękna.








03.09.2016, 23:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Nie wiedziała o nim zbyt wielu rzeczy, żeby mogła mówić z jakimkolwiek przekonaniem, że coś zrobi lub czegoś nie zrobi. Większość jej opinii bazowała na drobiazgach oraz własnej intuicji co do ludzi, która w gruncie rzeczy była ułomna i niepewna. Ignis miała wrażenie, że ten człowiek swoimi emocjami barwi świat. Kolory uczuć? Myśli? Czy to ma sens? Czy można ufać komuś tylko dlatego, że ma się wrażenie prawdziwości kolorów emocji, którymi siebie otacza? Nie jest to rozsądne. Dziewczyna jednak postanowiła, bardziej niż Łowcy, zaufać samej sobie. I zobaczyć co z tego wyniknie. Pogodziła się z faktem, że Bleys nie będzie chciał jej pomocy w pokonaniu swoich lęków z dzieciństwa i to nie dlatego, ze naprawdę jej nie chciał. Tylko dlatego, że było to coś przerastającego jego możliwości w ogóle. Popatrzyła na niego zamyślonym wzrokiem, z którego nie dało się zbyt wiele wyczytać. Miała wrażenie, że ten człowiek umrze w jakiś straszny sposób. Przeszedł ją zimny dreszcz, więc odpędziła od siebie te absurdalne myśli.
Vex był jej przyjacielem, nie psiapsiółką. Ten koń nie raz uratował jej życie. A przynajmniej łagodził jej samotność. Bez niego czasem nie miałaby się do kogo odezwać przez wiele dni. Zresztą, zwierzak był dość inteligentny jak na zwykłego konia, co przekładało się w jakiś egzotyczny sposób na jego złośliwość. W każdym razie Bleys miał rację, co do spowiednika Mistyczki, Vex byłby idealny w tej roli. Nie miałaby żadnych powodów, aby ukrywać przed nim to, co naprawdę czuje i myśli. Z drugiej strony, nie chciała mówić o tym nikomu. Miała wrażenie, że jeśli powie to na głos, to stanie się to prawdą... wolała uważać Bleysa tylko za niezbędną pomoc, urozmaicenie życia i żelazną pętlę obietnicy. Żadne silniejsze uczucia nie wchodziły tutaj w grę. Nie mogły...
Bo w jego rękach czuła się zbyt dobrze, by chciała pozwolić na szybkie zakończenie ich znajomości. Nie było jednak szans, żeby mu się do tego przyznała wprost, żeby mu to wyszeptała na ucho lub powiedziała prosto w oczy. W końcu nie była ofiarą do takiego stopnia. W pewnym sensie ona też była w tej chwili łowcą, choć to miano z łatwością oddała Bleysowi.
Puściła mu oczko i zawtórowała mu śmiechem, kiedy zaśmiał się na jej ponowne stwierdzenie o dziewictwie. Prawda w tym przypadku nie miała żadnego znaczenia, wiedzieli to obydwoje. Przechyliła lekko głowę i spojrzała na niego spod przymrużonych powiek. Wplotła palce w jego włosy nad karkiem i przesunęła nimi po jego ciele z boku szyi, na klatkę piersiową. Uniosła kącik ust, kiedy zachęcił ją do korzystania z okazji. Okazji. Nie traktowała go jako okazji. Nie miała jednak zamiaru, żeby tym komentarzem niszczyć nastrój im obojgu.
- Nieskrępowane... mówisz? - uśmiechnęła się złośliwie i na pewno dwuznacznie. - W takim razie chcę się kochać po tym, jak wyjdę spod kąpieli w wodospadzie, na ogrzanym słońcem kamieniu, chcę czuć zapach jaśminu i piżma i słyszeć jedynie szum wody. - zaśmiała się krótko. - Takie jest moje marzenie. - skłamała bez trudu. Nie musiała mu przecież mówić wszystkiego. Nie musiała mu mówić całej prawdy. Spojrzała na niego skrzącymi od przeróżnych emocji oczyma i wpiła się w jego usta namiętnie, by nie pozwolić ewentualnym pytaniom wydostać się na świat.
Oddała mu się, pozwalając by przez jakiś czas poczuł się panem sytuacji, przyciskając go do siebie, gryząc i ssąc, czując jak jego satysfakcja przechodzi na nią. I niemal siłą zmuszając go by poddał się jej aktualnym chęciom i potrzebom, by to on poczuł się zdominowany, a ona robiła co chciała, wodząc językiem i dłońmi po jego ciele. Następnie znów mu się poddawała, przepełniona rozkoszą i niegasnącym pożądaniem, pozwalała mu to dojrzeć w jej oczach. Wiedziała, że nie był tym razem Kłamcą. Miała wrażenie, że chce oszukać samą siebie.
Pocałowała go miękko, ciepło, wykończona tym wszystkim, co robili. Położyła się obok, oddychając szybko i kładąc sobie dłoń na czole. Wydała z siebie przeciągłe westchnienie, zastanawiając się gdzie podziała się jej kondycja. Okryła się prześcieradłem, czując nagle jakąś dziwną wstydliwość. Czuła jak palą ją policzki, ale nie była w stanie stwierdzić czy to wypieki po zmęczeniu czy absurdalna nieśmiałość.
- Masz jeszcze na coś siły? - zapytała, unosząc brew i patrząc się na niego intensywnie, pomimo tego, że wszystko w niej chciało odwrócić wzrok i schować się pod kołdrą. W każdym razie jej pytanie wcale nie odnosiło się już do seksu.








04.09.2016, 14:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Drobiazgi oraz intuicja to dużo więcej, niż jakiekolwiek zasoby wiedzy. Bo ktoś, kto ślepo podąża za tym, co wie, nigdy nie zrozumie delikatnych odchyleń od norm, zmian rytmu oddechu czy tonu głosu, i w końcu da się podejść, zaskoczyć, i całemu światu będzie miał za złe, że ktoś postąpił nie tak, jak sądził. Hipotetycznie. Wszak wiedza większości z nas opiera się na drobiazgach, intuicji i oglądaniu różnych zjawisk, nie da się bez dwóch pierwszych wyciągnąć właściwych wniosków z tego trzeciego. To tak tytułem moich ukochanych rozważań bez celu na początek posta.
Prawdziwość kolorów emocji jednak, chyba przerasta moje zdolności rozważań, spokojnie jednak - to czasowe.
To nie tak, że Bleys nie będzie chciał jej pomocy. Będzie jej pragnął najbardziej na świecie. Gdy będzie ona niezbędna. Gdy to zło, które wisi w powietrzu, w końcu wkroczy w zasięg wzroku. Jest jednak ogromna różnica między tym, czy stając na skraju ciemności przyświecimy sobie świecą aby dostrzec co się w niej kryje, dostrzeżemy tego słabości, zaakceptujemy zagrożenie i będziemy postępować właściwie, bez paniki; czy też stając na skraju ciemności krzykniemy "Z odwagą!" i rzucimy się w mrok, w którym nawet drobne i słabe drapieżniki mogłyby stanowić zagrożenie. Ale popadam w straszne skrajności, przecież wejście z Igniską w ciemność to nie skok na wariata, jest to raczej jak wejście tam z talizmanem ochronnym, medalionem szczęścia. Nic nie może nam zagrozić. Czy warto jednak na siłę sprawdzać moc tego talizmanu? Czy nie lepiej po prostu uwierzyć?
Obietnice są czarujące, nieprawdaż? Wiele lat Igniska męczyła się przez jedną z nich, plując sobie w brodę, że wypowiedziała słowa, skazujące ją na cierpienie, a teraz zupełnie inna skazała ją na... niego. A jak wszyscy doskonale wiemy, dzięki łowcy, mistyczka w końcu osiągnęła szczęście, błogość i spełnienie! Szala korzyści i cierpień bez trudu przechyliła się na stronę korzyści, i teraz jasnowłosa z przekonaniem może mówić: Obietnice warto składać! Inna rzecz, że tego nie zrobi. Oszukańcza, nieszczera, wstydliwa bestyjka.
Chwała jej za poświęcenie, jakim obdarowała go w imię lepszego nastroju. Bo miała rację - dyskusje o słuszności traktowania słowa "okazja" jako czegoś negatywnego, psuły nastrój. A w jego oczach, okazje mogą zmienić całe życie. I trwać całe życie. Inna rzecz, że tym razem użył określenia okazja, bo właśnie traciła wyrysowane słowami dziewictwo. Bleys uśmiechnął się z satysfakcją, raz jeszcze uświadamiając sobie, jak nieistotna potrafi być prawda.
- Zmruż więc oczy i bądź tam. - powiedział z przekonaniem i satysfakcją w oczach. - Czuj wilgoć otulającą Twe ciało, czuj ciepło rozgrzanego... kamienia, odetchnij jaśminem i słuchaj. - przeciągnął ostatnie słowo i przybrał rozmarzony wyraz twarzy - słuchaj, jak mój głos zmienia się w szum wiatru. - delikatnie dotykał jej ciała chcąc, by się zrelaksowała. Przecież to jej sen, powinna być w stanie go zmienić, czyż nie?! Wystarczy tylko odrobina wyobraźni... nie zmuszajmy łowcy, by zastanawiał się na szybko jakie ziela zmieszać by znaleźć coś, co otumani jej zmysły...

Gdy już się sobą nasycili, Bleys patrzył na jej delikatną skórę i nie potrafił przestać się szczerzyć. Teraz, po tych wszystkich siłowankach, po tych pazurach raniących jego plecy, po jej ząbkach wczepionych w jego ramię, Iskiereczka wyglądała wręcz magicznie. Jej delikatne, kruche ciało przyciągało usta do składania na nim pocałunków. A ona, wydawała się zupełnie nieświadoma tego, faktu. Całkiem niewinna. Bardzo kontrastująca ze wspomnieniem sprzed chwili. Całkiem odcięta, od boju który do niedawna toczyli. Jej pocałunek, po tym wszystkim, odnalazł nawet coś, co kiedyś było czułą nutą w sercu łowcy. Zrobiło mu się cieplej. Żeby przypadkiem samemu nie zaniemówić w zakłopotaniu, czy nie daj Boże, nie zdradzić twarzą braku opanowania, zaśmiał się ciepło na widok tego, jak okrywa się prześcieradłem. Nie był to drwiący śmiech, był łagodny. Ale kto wie, czy to nie gorzej?
- A co,księżniczko? Chcesz prosić mnie o całusa – zapytał czule, wyraźnie zadowolony z... ze wszystkiego - Czy o wodę z odrobiną lodu?








06.09.2016, 17:19
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Niezależnie czy podążając za wiedzą, czy też za intuicją, człowiek może się pomylić nie raz, nie dwa, w swoich osądach. Wydaje mi się, że w takiej sytuacji najlepiej dać się nabrać naiwnym emocjom, by potem dowiedzieć się na własnej skórze czy było warto. Wtedy nie warto obarczać świata całą winą. Teoretycznie. Wszak kogo lepiej obwiniać jak niespersonalizowany świat? Szczególnie za swoje własne pomyłki. Dlatego, z bólem serca, ale przyznam Ci rację - choć raz - na wiedzę złoży się zarówno intuicja, drobiazgi i wyciąganie wniosków z tego, co się już przeżyło. To też tak tytułem Twoich ukochanych rozważań, które ja uważam za niepotrzebne, o. Wolałabym więcej wątków pod koniec posta, a nie przeciąganie na samym jego początku.
Dziewczyna nie była w stanie zrozumieć jego postawy. Absolutnie. Pogodziła się jednak z myślą, że nie musi jej rozumieć. Bleys w końcu był dorosłym mężczyzną, który zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Oraz z tego, czego nie robi. Ignis nie była pewna czy jednak Łowca jest świadomy faktu, że nie zawsze będą ze sobą - noc będzie go prześladować cyklicznie, w przeciwieństwie do Mistyczki. Westchnęła ze zrezygnowaniem. Chciała życzyć mu dobrze, niemniej, nie była w stanie zrobić tego z niepewnością w sercu. Wiedziała za to, że kiedy będą razem, to przetestowanie jego run będzie graniczyło z cudem, jeśli nie będzie to wcześniej przez nich zaplanowane. Ignis nie mogła narażać nikogo na ewentualny atak ze strony demona, a już przede wszystkim nie mogła zwlekać z zabiciem go tylko po to, żeby coś sprawdzić. Jej oczy nabrały zbyt łagodnego wyglądu w tym momencie, zupełnie jakby chciała mu powiedzieć przepraszam, choć nie miała żadnego powodu, aby to robić. Mimo wszystko tak właśnie się czuła. Jakby miała zrobić coś złego. Wiara czyni cuda, ale cuda zdarzają się cholernie rzadko.
Obietnice są największym przekleństwem tego świata. Przekonała się o tym po raz kolejny, kiedy napatoczyła się na Bleysa. I choć samo towarzystwo tego mężczyzny było dla niej przyjemne, okowy przysiąg to w dalszym ciągu okowy. Tyle w tym wszystkim dobrego, że nie miała żadnych konkretnych planów, z wyjątkiem odnalezienia rodziny Levino. To było dla niej najważniejsze. A potem? Kto wie. Cały świat będzie stać przed nią otworem. Musi tylko obrać azymut... i pozbyć się łańcuchów obietnicy, którą złożyła Łowcy. Przez chwilę patrzyła na niego zamyślonym wzrokiem, zastanawiając się co on wtedy będzie robił. Bez niej. Z otrzymaną wiedzą. Może dalej będzie chciał z nią podróżować? Odwróciła od niego głowę. Albo ona nie będzie chciała tak szybko go opuszczać? Cóż za głupie myśli. ~ skarciła się natychmiast. Nigdy w życiu nie przyznałaby na głos, że lubi przebywać w jego towarzystwie.
- Nie. - odpowiedziała, uśmiechając się ciepło, jasno. - Teraz jestem tutaj. I nie chcę być nigdzie indziej... - mrużyła oczy, czując jak dotyka jej ciało. Poddawała mu się, nawet przy lekkim nacisku jego placów na jej skórę. Nie potrzebowała żadnych środków, które by ją odurzyły, i tak była całkowicie bezbronna, podniecona i otumaniona emocjami...

Patrzyła na jego ciało, które było w wielu miejscach pokryte śladami po jej paznokciach i zębach. Przejechała po kilku nieszkodliwych rankach, oceniając przy tym jak szybko znikną. Naprawdę ona mu to zrobiła?! Miała ochotę zapaść się pod ziemię. Wodziła wzrokiem po jego ciele, które jeszcze przed chwilą dawało jej tyle przyjemności, prawie nieświadoma faktu, że to robi. W momencie, w którym to do niej dotarło, otworzyła szerzej oczy i niedbałym ruchem owinęła się prześcieradłem. Serce biło jej jak szalone. Nie miała pojęcia co teraz robić. To, że go pocałowała było czymś całkowicie nieplanowanym przez nią, całkowicie poza jej kontrolą. Zamknęła oczy i położyła się na plecach, jednak kiedy usłyszała jego śmiech, otworzyła jedno oko i spojrzała na niego śmiertelnie groźnym wzrokiem, a chwilę potem sama się roześmiała.
- Wydaje mi się, że tych całusów to do końca świata mi starczy. A nawet dłużej. - uśmiechnęła się do niego promiennie, choć przebijała przez to dziwna nieśmiałość. Przez chwilę patrzyła mu w oczy, szybko jednak odwróciła wzrok i szybko wstała, robiąc sobie prowizoryczną sukienkę z prześcieradła. - Miałam na myśli Twoją naukę. - popatrzyła na niego krótko, unosząc brew. - Choć wodą w sumie nie pogardzę... - dodała zamyślona, szukając wzrokiem swoich ubrań, które nie wiedzieć czemu, ale dać się znaleźć wcale nie miały zamiaru.








07.09.2016, 19:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

~O czym myślisz, Iskierko?~ zastanawiał się łowca, gdy z nieco zagubionym, nieśmiałym spojrzeniem wodziła palcami po śladach na jego ciele. Wyglądała, jakby zupełnie nie miała z nimi nic wspólnego. Jakby z troską i współczuciem sama zastanawiała się, przez jakie męki musiał przechodzić mężczyzna. Szalenie czarowny to widok, zważywszy na to, że była główną i jedyną sprawczynią. Bleys nie mógł pozbyć się uśmiechu z twarzy.
- Nie rozpędzajmy się z tym końcem świata. - puścił do niej oczko. - Może nadejdzie trochę później, niż przeminie Twe nasycenie choć... - zaśmiał się ponownie - Nie wątpię, że nie podejrzewasz świata o nic więcej do zaoferowania... i, że pełna spełnienia, gotowaś pozwolić mu przestać istnieć. - łowca przeciągnął się z zadowoleniem i czymś na kształt pomruku ugłaskanego niedźwiedzia.
Pokazał jej zęby, gdy powiedziała słowa "Miałam na myśli Twoją naukę". Nie mówił nic, milczał jedynie szczerząc się jak idiota. Bo właśnie jego nauka minęła, gdy obojgu skończył się dech w piersiach. Jego nauka to to, jak przyjemna może być niewola obietnicy. Jak użyteczne może być to niewygodne łóżko. A Igniska pytała go właśnie, czy miał jeszcze na coś siły - i chodziło jej o jego naukę. Nie pozostało mu nic innego, jak szczerzyć się do własnych myśli, czekając aż mistyczka zrozumie co go tak ucieszyło.
Okazał się na tyle taktownym chamem, że faktycznie, podniósł się i przyniósł jej wody. Malo tego, zrobił to w naczynku. Nalał także sobie i uniósł szkło w toaście. - Za naukę, moja miła. - zaproponował, choć nigdy nie sądził, że będzie wznosił toast wodą. A chrzanić to, i tak miał dostatecznie dobry humor!
- Pomijając jednak błogie westchnienia, nie wiem Iskro. Czego potrzebujemy do Twych lekcji? Wolisz się tym zająć na miejscu, czy w wędrówce? Masz na nie siły? - pytał spokojnie, łagodnie. On sam tryskał życiem, khe, khe, nawet pomimo chwilowego wyczerpania. Woda czyni cuda!
Nagle, kierowany nieuzasadnionym impulsem, pogładził jej policzek, pocałował w czoło by później oprzeć w tamtym swoją brodę. - Wiesz, Iskierko? W zasadzie to całkiem Cię lubię. - postanowił się zdradzić z tą nowiną. Ciekaw był, jak teraz będzie reagowała na jego bliskość.








08.09.2016, 16:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Do złotookiej z trudem docierało to, że właśnie ona zostawiła tak wiele zadrapań na jego ciele. Zupełnie jakby przez sen przedzierała się przez zakamarki swojej pamięci, by spróbować chwycić moment, w którym to się stało. Ale widziała przed sobą tylko mężczyznę, z którym przed chwilą jeszcze była tak blisko, dzieliła swój oddech i ciało. Któremu oddała się z taką uległością, a wzięła tyle przyjemności. Chyba całkiem zwariowała, skoro zrobiła to wszystko z własnej i bardzo nieprzymuszonej woli... Mieszały się w niej cholernie sprzeczne uczucia, których nie mogła ze sobą pogodzić. Widząc jednak jego szczerzącą się twarz, uniosła brwi także z uśmiechem, całkiem rozbawionym.
- Akurat koniec świata jest ostatnią rzeczą, jakiej bym pragnęła. - przygryzła palec, myśląc o zapowiadanym w pismach końcu świata, w którym nastanie wieczna noc, a demony wylęgną się ze swoich piekieł, by pogrążyć w chaosie wszystko, co żyje. Szybko jednak zreflektowała się, że nie zawsze musi chodzić o przeznaczony nam los. Przynajmniej w legendach. - I kto jak kto, ale Ty, dumny Kłamco, powinieneś zakładać, że moje nasycenie przetrwa nawet dłużej niż do końca świata... - zawiesiła na chwilę głos, kiedy się przeciągał. Zaśmiała się krótko, bo faktycznie przypominało to pomruk niedźwiedzia.
Jedną ręką trzymała prześcieradło, a drugą położyła na biodrze, czekając na jego odpowiedź. Bleys jednak zamiast cokolwiek powiedzieć, wykrztusić choćby, po prostu się do niej szczerzył, jakby usłyszał żart poziomem przewyższającym nawet falowane blaszki. Ignis westchnęła i przewróciła oczyma, lecz kiedy znów spojrzała na Łowcę, z jej oczu biły pioruny.
- Powiedziałam naukę, nie nauczanie, durniu. Nie musisz się tak szczerzyć. - pokręciła głową, podchodząc do okna i opierając się o drewniany parapet. Słońce już powoli chyliło się ku zachodowi.
Patrzyła na niego, ale chyba nie była w stanie zrozumieć jego aż tak dobrego humoru. Ścisnęła mocniej w dłoni zmiętoszone prześcieradło. Wzięła od niego wodę i wypiła powoli, czując na plecach ostatnie ciepłe promienie dzisiejszego dnia. Stuknęła w jego kieliszek, kiedy wzniósł toast, już całkowicie tracąc orientację w tym, o której nauce Bleys teraz mówił.
- Uważaj. Jak będziesz tak często wspominać o tych westchnieniach, to pomyślę, że jeszcze nigdy nie było Ci tak dobrze. - uniosła brew, uśmiechając się złośliwie, choć może więcej było w tym rozbawienia? - Pergamin i tusz będą nam niezbędne, przynajmniej do czasu, w którym nie zdecydujesz się na drewno lub metal. Mi miejsce nie robi różnicy, więc jeśli Tobie nie przeszkadza podróż, to chciałabym wyruszyć. Mam jedną sprawę do załatwienia. - uśmiechnęła się łagodnie, ciepło, choć było to ciepło żarzącego się ogniska.
Podniosła swoje złote oczy na Łowcę, kiedy ten pogładził jej policzek. W jej spojrzeniu malowało się nieme pytanie. Uśmiechnęła się kącikiem ust, kiedy pocałował ją w czoło. Jednak jego kolejne słowa sprawiły, że Ignis poczuła się jakby ktoś założył jej żelazne kleszcze na szyję, nie mogła przez chwilę złapać oddechu. Czuła tylko pulsujące tętno w uszach. Położyła dłoń na jego klatce piersiowej, nie będąc pewnej co się z nią przed momentem stało.
- Tylko się nie zakochaj, Kłamco. - odsunęła się od niego, by móc spojrzeć mu w oczy. W jej spojrzeniu skrzyło się zbyt wiele emocji, by któraś wyglądała na dominującą. Przesunęła dłonią po jego ciele, aż na policzek i pogłaskała go delikatnie. - Dobrze? - przechyliła delikatnie głowę i uśmiechnęła się, przymykając oczy. - Bo ja też Cię całkiem lubię, tak w zasadzie.
Powoli odsunęła się od niego, zbierając swoje rzeczy z podłogi i wychodząc z nimi do pomieszczenia, w którym mogła się umyć. Wróciła ubrana, ale z kapiącymi jeszcze wodą włosami i gdzieniegdzie mokrą koszulą, którą nałożyła na wilgotne ciało. Spakowanie juk nie zajęło jej dużo czasu.
- Jedziemy teraz czy ruszamy o świcie? - spytała, podchodząc do niego, kiedy oboje uporali się z przygotowaniami. W ręku trzymała kilka czarnych kamyczków i patrzyła z ciekawskim uśmiechem na swojego Kłamcę.








08.09.2016, 20:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

To naturalne, że mieszały się w niej sprzeczne uczucia. Wszak właśnie dziś, przestawała żyć jako niewinna, niepokalana istota pielęgnująca swe dziewictwo, a staje się kobietą dojrzałą i uświadomioną! To ogromna, zmiana. Jedyna taka chwila w życiu kobiety! Przynajmniej do czasu, aż ów kobieta nie stwierdzi, że znowu jest dziewicą, bo przecież z jej pięknymi oczami, któż śmiałby powątpiewać?
Jej niechęć do końca świata, nasuwała Bleysowi tylko jedną myśl. ~Chciwa z Ciebie dziewczyna.~ nie powiedział tego na głos, ale przypisał sobie tą zasługę. Bo cóż innego, niż wspaniały Łowca, mogłoby trzymać ją na tym łez padole... Och tak, takie myśli krążyły w głowie mężczyzny. Jednak w żartobliwym tonie. Nawet jego próżność nie sięga aż tak daleko.
- Może i powinienem... - powiedział w zamyśleniu. - Ale ponure życie, nauczyło mnie, że wszystko przemija, jeżeli nie będziesz tego właściwie pielęgnować. - oblizał wargę w zamyśleniu. - A ja, wyobraź sobie, lubię tego rodzaju pielęgnację. - dodał cmokając teatralnie ustami i uśmiechnął się. Akurat w przypadku tej dziewczyny, nawet bardzo lubił już samą myśl o tym, jak należy się nią zajmować.
Oh nie, żart który choć zbliży się poziomem do falowanych blaszek, może wywołać wyłącznie salwę śmiechu lub zagubienie, na twarzach tych, którzy nie zrozumieją jego piękna. Szczerzenie się to zupełnie inna kategoria radości - rozłożonej w czasie. To nie wybuch entuzjazmu, to coś, co trwa. Ale koniec końców i to doczekało się wielkiego finału w postaci śmiechu. Śmiechu, wywołanego jej spojrzeniem. Pioruny które biły z jej oczu były tak rozbrajająco urocze, że Łowca będzie musiał opanować swoje radosne zapędy, albo wyjdzie na całkowicie niepoważnego debila.
Nie wdał się w dyskusję na temat poprawności wypowiedzi. On bardzo często słyszał wypowiedzi w stylu: "Nauki Eustachego pozwalają społeczeństwu sprawnie... blablabla", i miał w tym miejscu proste skojarzenie.
Przybrał absolutnie poważną minę starego podrywacza. - Ależ nie drwij, najmilsza. - powiedział przejęty. - Wszak to prawda jest najszczersza. Nigdy nie było mi tak dobrze jak dziś. - patrzył w jej duże oczka. - I nie potrafię sobie wyobrazić żadnej kobiety, której towarzystwo przedłożyłbym nad Twoje! - zapewnił. Czy to było zwykłe, typowo Bleysowe gadanie, czy może mówił szczerze? W końcu... kobiety w swej prostocie, częstokroć stają się męczące po wszystkim, podczas gdy Igniska wręcz promieniała!
- Nie musisz się przejmować. Nie przeszkadza mi. Jak długo nie zamierzasz iść tam. - odpowiedział swobodnie.
Reagowała intensywnie. Widział jej łagodny uśmiech gdy się zbliżył i ją ucałował. Widział też, jak urwało jej dech, gdy powiedział... przecież nic jakiegoś szalonego. Słodka, mała Igniska... chyba naprawdę, zaczynało jej zależeć. Postanowił gładzić łagodnie jej włosy. Świadomość, jak na nią działał, wywoływała w łowcy dziwne, ciepłe odczucie, ale nie potrafił go do końca nazwać. Patrzył w jej pełne emocji oczy, czuł dotyk jej dłoni na swoim policzku i słyszał jej głos. Zawahał się z odpowiedzią, ale ugryzł się w język z obróceniem tego w głupi żart o tym, jak bardzo jego serce zostało już przez nią skradzione. Zamiast tego wypowiedział inne słowa: - Nie lękam się miłości. - uśmiechnął się do niej ciepło i łobuzersko zarazem.
Bleys również zajął się przygotowaniami do drogi, takimi jak mycie, ubieranie, sprawdzenie stanu swoich broni.
Gdy w zasadzie oboje byli gotowi, a dziewczyna zapytała o to kiedy ruszają, przechylił głowę. - A dokąd w zasadzie chcesz się teraz udać? Wiesz w ogóle?








09.09.2016, 16:02
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Uświadomiona kobieta? Ignis? Owszem, ale jej uświadomienie polegało na tym, że poszła do łóżka z facetem, którego znała niecałe trzy dni! Wcale nie przejmowała się utratą dziewictwa, ponieważ do dziewicy było jej jak stąd do Teolii. Zresztą, od jutra znów będzie niewinną istotą... Ale... no jak mogła tak łatwo dać się uwieść!? Całkowicie zrujnowało jej to pewność siebie. I wkurzało ją niezmiernie, bo gdyby miała cofnąć czas, postąpiłaby dokładnie tak samo. Nie umiała przekonać się do stwierdzenia, że nie każdy mężczyzna w tych krainach jest taki jak Bleys. Bała się, że takie sytuacje będą jej się powtarzać częściej niż by tego chciała. Wypuściła wolno powietrze, starając się uspokoić zdruzgotane poczucie własnej przyzwoitości. I tak już nic nie zmieni, więc płakanie nad rozlanym winem nie ma najmniejszego sensu.
Gdyby słyszała jego myśli, jej zmartwione samopoczucie ustąpiłoby miejsca rozbawieniu. Wcale nie była chciwa i wcale nie był jej potrzebny kochanek, który zapewniałby jej rozkosze o jakich nawet nie śniła kilka razy na dobę. Łowca jednak zdawał się nie być tego świadomym, a dziewczyna nie miała ochoty wyprowadzać go z tego błędu. Przynajmniej na razie.
Ignis spojrzała na różnookiego mężczyznę z ckliwością, w której dało się jednak zauważyć niepoważne rozbawienie. W końcu zaśmiała się krótko i stuknęła go lekko palcem wskazującym w czoło.
- Nie zapędzaj się aż tak w przyszłość Łowco. Podobno jesteś całkiem zdolny. A to z kolei znaczy, że nasza umowa może szybko dokonać żywota. Co się później ze mną stanie, jeśli nie będę umiała bez Ciebie... właściwie pielęgnować siebie? - spytała, patrząc mu w oczy, powoli unosząc jedną brew. - Więc uznajmy, że koniec świata jest idealną datą na naszą kolejną zabawę, co? - puściła mu oczko i wstała, nie czekając nawet na odpowiedź.
Miała nieodparte wrażenie, że jej złość była dla Bleysa jedną z najzabawniejszych rzeczy na świecie. Szczególnie jeśli była ukierunkowana przeciwko niemu. Pokręciła tylko głową i uśmiechnęła się bez przekonania. Kiedy zaczął mówić do niej jak jakiś tani podrywacz, zaśmiała się, zakrywając dłonią usta. Nie wierzyła w jego słowa, choć i tak sprawiły jej przyjemność.
- No... jeśli tak uwodzisz wszystkie kobiety, to chyba jestem w stanie rozumieć, dlaczego wolisz moje towarzystwo. Przynajmniej nie musisz zachowywać się jak totalny kretyn. - poczochrała jego włosy niedbałym ruchem. Po chwili jednak zaryzykowała pytanie, choć obrzydzenie i niedowierzanie przebijało się przez jej głos. - To naprawdę działa na kobiety? - skrzywiła się, czując nagle niezmierną ulgę. Jeśli właśnie w taki sposób ludzie się tutaj uwodzili, to była bezpieczna. Nigdy w życiu nie zainteresowałaby się osobą, która tak próbowałaby ją podejść. Uśmiechnęła się promiennie, lekko, do swoich myśli, a w jej oczkach znów zabłysły wesołe iskry.
- Tam? Tara-tam-tam, ale w sumie nie wiem gdzie... - zanuciła, mrużąc oczy. Nie miała pojęcia o jakie tam mu chodzi. Azarat? Piekło? Łazienkę? Zwróciła na jego pytające spojrzenie. - Jeśli będzie trzeba, to pójdę nawet tam. I nikt mnie przed tym nie powstrzyma, Bleys. - odpowiedziała lekkim tonem, ale była to absolutna prawda. I była pewna, że mężczyzna był w stanie to wyczuć.
Nie chciała, żeby zaczynało jej zależeć. Nie chciała wpadać w sidła durnego zauroczenia, które mogło być dla niej studnią bez dna. Ale nie mogła powstrzymać swoich reakcji na jego bliskość. Bała się Łowcy. Jej strach polegał na tym, że tak szybko i bezproblemowo skradł cząstkę jej uczuć, których nie powinien ruszać. Odbierało jej mowę, gdy myślała jak bardzo może ją zranić ten mężczyzna, którego trzyma tu obietnica. Właściwie to chciała dać mu jasno do zrozumienia, że powinien trzymać się od niej z daleka, chciała się z nim kłócić jak na polanie, ale kiedy spojrzała w jego oczy, zreflektowała się, że to byłoby niesprawiedliwe. Nie powinna karać go za swoje obawy i za to, że go lubiła. Zamiast tego, uśmiechnęła się smutno.
- A mnie miłość przeraża. - odpowiedziała powoli, unosząc kącik ust do góry. Łobuzerskość jego uśmiechu trochę podniosła ją na duchu. -Zazdroszczę odwagi.
Kiedy już wszystko mieli przygotowane, usiadła na parapecie. Spojrzała niewidzącym wzrokiem za okno.
- Muszę dotrzeć do Greathard. - powiedziała i oparła głowę o framugę.








10.09.2016, 10:36
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Straszliwie spłycasz i upraszczasz historię! Przecież to nie był byle poznany facet. To był bohater! Bleys ocalił ją przed domniemanym zagrożeniem gdy padła bez przytomności bo wyczerpującej walce z wysłannikami otchłani. Jak więc tu oceniać ją standardowymi procedurami? Jak pominąć tak bardzo wpływające na emocje szczegóły? Jak można przemilczeć podświadomą wdzięczność przekraczającą ludzkie pojmowanie, czyniąc z Łowcy naprawdę wspaniałego człowieka? A na poczucie bezpieczeństwa, gdy ktoś ratuje nas przed zagrożeniem, białogłowe lecą jeszcze żwawiej, niż czarujące słowa Łowcy.
Okropna, podła, niesprawiedliwa. Jak ona śmie w ogóle pomyśleć o perspektywie, że na całym świecie istnieje drugi tak urokliwy cham, jak jej dzisiejszy kochanek? Jak mogła pomyśleć o tym, że kiedykolwiek ktoś potraktuje ją tak czule i troskliwie, jak Bleys to zrobił? Och, czyż za szybko dał jej zaznać rozkoszy jego towarzystwa? Czy winien najpierw pozostawić ją pospolitemu otoczeniu w jakim się znalazła, coby doceniła jego wyrafinowane towarzystwo? Być może. Ale gdyby miał możliwość, nie zmieniłby tej sytuacji. Była teraz jego odkryciem, jego skarbem i nie zamierzał się nim dzielić czy kalać jego urok. Wszak, tak nieprzystosowana do miejsca, czasu i zwyczajów, była pudłem pełnym niespodzianek, czymś tajemniczym i zaskakującym. A przy okazji, sama przeuroczo dziwowała się temu, co jej pokazywał. Czy można wyobrazić sobie coś piękniejszego?
Typowe założenia świeżo pozbawionej dziewictwa dziewczyny. Było jej tak dobrze i błogo, że czuła się całkowicie nasycona, spełniona i szczęśliwa. Jeszcze nie zdawała sobie sprawy, jak to może uzależniać, jak może wpływać na jej zachowanie oraz jak... jak może zaszczepić w jej umyśle pewne kotwiczki, których podrażnienie w przyszłości będzie doprowadzało ją do szaleństwa. Wystarczy oswajać ją z uczuciami, z dotykiem, z zachowaniami. A później, na samo skojarzenie tych przeżyć, delikatne, drażniące muśnięcie wypieszczonego wcześniej ramienia, głos będzie jej się załamywał w błogim wyczekiwaniu. Także, jeżeli Ignis nie miała zamiaru wyprowadzać Bleysa z błędu "na razie", być może w przyszłości nie będzie miała takiej możliwości. Ale dajmy się życiu toczyć własnym biegiem.
- Spróbujemy coś na to zaradzić, gdy umowa dokona już żywota, Iskierko. - zapewnił spokojnie. - Na razie cieszmy się okolicznościami, nie przejmując czarnymi scenariuszami, które mogą wcale nie nadejść. - zamyślił się na chwilę - Czyż wartym jest odmawiać sobie "życia", tylko dlatego, że ktoś kiedyś może odmówić tego nam? Lepiej "żyć" krótko, czy wcale..? - zawiesił głos - w miejsce „życia” można wstawić niemal wszystko, a i tak w tych rozważaniach kryje się kropla mądrości. - dokończył głosem, który brzmiał na głośne zastanawianie się, a nie - jak często w przypadku Bleysa - formułkę rzucaną lekko każdej napotkanej dziewuszce.
W sumie nie wiedział co jej odpowiedzieć na datę końca świata, więc dobrze, że wstała nie czekając - nie wyszedł na zagubionego w myślach głupka. Ach Ignis, Ignis, jak Ty pięknie pomagasz budować wizerunek!
Słuszne wrażenie, zwłaszcza, że złość była... wywoływana błahostkami i nie prowadziła do żadnych strasznych konsekwencji. Nie rujnowała ich relacji - choć Iskierka mogła być zirytowana, to nie w zniechęcający ją w tym całym jej zauroczeniu sposób. A wyglądała przy tym przeuroczo.
Na jej pytanie uśmiechnął się tajemniczo. Zastanawiał się chwilę, czy powinien odpowiedzieć szczerze, czy zbyć ją w jakiś sposób. Zawyrokował jednak, że nie ma powodów do droczenia się - Działa, skarbie. - zaczął krótko, lecz po chwili podjął dalej - Na część działa normalnie - głupiutkie ślicznotki, którymi lepiej nie pozwolić otwierać ust coby nie obrzydło Ci ich towarzystwo. - w myślach tylko dodał ~Lecz żwawe, miękkie i pachnące, co pozwala zasnąć bez koszmarów~ - Na część, tych bardziej błyskotliwych i mających coś pod burzą swych uroczych włosów, działa na zasadzie "Słodki Duronorze, czyż kobiety naprawdę lecą na tak tanie teksty?" - puścił jej oczko nieprzypadkowo wybierając właśnie tą religię do swego cytatu. A przy okazji, bardzo zgrabnie ją skomplementował, czyż nie? - Czerpię więc podwójnie, wystarczy nauczyć się tych samych tekstów, by jednych nimi oczarować, a z drugimi śmiać się do rozpuku jak łatwo oczarować te pierwsze. - ponownie się przeciągnął.
Azarat., rzecz jasna. Ale nie uznał za stosowne odpowiadać na jej melodyjny głos. Oponować zacznie, gdy Ignis wybierze go na cel swej podróży.
Wszyscy bliscy sobie ludzie mogą ranić się bez trudu. Nie można się tego bać. Trzeba tylko dobrze dobrać tych ludzi, by mieć pewność, że tego nie zrobią. Życie bez bliskich jest bowiem... przykre.
- Ja również Ci jej zazdroszczę. - odpowiedział szczerze, choć chodziło o zupełnie inny rodzaj zagrożenia.
- Greathard. - przeżuł to słowo. To było nieprzyjemnie blisko pustyni. To było potwornie niedobre miejsce, zważywszy na to, że właśnie tam szukali eskorty przez piaski w dzieciństwie łowcy. I tam pojawiali się Ci przeklęci czarownicy, którymi tak gardził. - Nie przechodziłaś tamtędy gdy szłaś w te strony z Azaratu? - zapytał łagodnie. - No, nieważne. Niech będzie. - zawyrokował w końcu. - Ja jestem gotowy choćby teraz. Pytanie tylko czy wolisz podróżować nocą czy za dnia?








10.09.2016, 13:43
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Mistyczka chyba trochę inaczej zapamiętała całą sytuację, która była początkiem ich znajomości. Tak samo jak wtedy, tak i teraz, nie przyznałaby, że Bleys uratował jej życie, bo wcale nie była o tym przekonana. Wyobrażenie mężczyzny o jego dokonaniach przerastało nawet jego ego, ale Ignis przyzwyczaiła się do brania poprawki na jego każde słowo. Miała go przecież za Kłamcę nie bez powodu. Wcale nie była mu specjalnie wdzięczna za opiekę i wcale nie uważała go za wspaniałego człowieka, który uratował ją przed nieznanym zagrożeniem. Uratował ją łut szczęścia i blask świtu, z reszty rzeczy wykaraskałaby się bez większego problemu. Nie rozumiała jednak tego nieustępliwego twierdzenia mężczyzny, że to właśnie on ocalił jej życie. Czy czuł się przez to lepiej? Czy to scena, która będzie głównym wątkiem jakiejś jego opowieści? Chciał czuć się przez kogoś doceniony? Jeśli Ignis miałaby być mu za coś wdzięczna, to za przeniesienie jej tutaj, gdy gorączkowała pozbawiona mocy, a nie za to, że okrył ją kocem na zroszonej i zimnej ziemi. Doceniała jego troskę, a nie - wątpliwe do tej pory - wykazanie się odwagą w obliczu niebezpieczeństwa.
Nie znała tego świata, a każdy człowiek, którego by tu poznała, byłby dla niej zaskakującą nowością ze swoją bezczelnością i prostolinijnością. Miała jednak wrażenie, że większość ludzi jest aż nazbyt prostacka w swej prostocie, a bezczelność jest opryskliwa, a nie budząca niejaki podziw. Nie znała tego świata! A mimo to słyszała wiele rozmów tutejszych mieszkańców, które brzmiały tak samo jak w Azaracie, a jednocześnie były tak obce, że czuła się jak na innej planecie. Jeśli każdy mężczyzna byłby dla niej jak Bleys, miałaby naprawdę duże wątpliwości co do swojego charakteru i jego słabości. Nie wiedziała też czy w jego zachowaniu przeważa przyzwyczajenie czy jest w tym jakaś wyjątkowa nutka czułości, skierowana tylko dla niej. I choć w gruncie rzeczy nie powinno mieć to dla niej najmniejszego znaczenia, to jednak znaczyło dużo. Podświadomie chciała być dla niego wyjątkowa, ale nie miała pojęcia jak tego dokonać. I chciała mieć go dla siebie, bo bez jego obecności ten świat wydawał jej się zbyt wielki i obcy.
Złotooka zbyt dobrze zdwała sobie sprawę z tego, że to uzależnia. I właśnie ta świadomość była dla niej irytująco niepokojąca. Wiedziała, że może chcieć go więcej, częściej, intensywniej. Denerwowało ją to, że może tęsknić za jego słowem lub dotykiem, że mogła pragnąć jego ciepła i spojrzenia. Widziała w tym swoją słabość, na której pozbycie się nie miała żadnego pomysłu i nadziei. Czuła dziwną więź z tym mężczyzną, miała wrażenie, że zna go przez całe swoje życie, a mimo to nie mogła zaakceptować rodzącego się w niej przywiązania. Westchnęła cicho. Walka z samym sobą jest najtrudniejszą walką, jaką tylko człowiek może stoczyć. Ignis miała wrażenie, że tej bitwy nie da się wygrać w żaden sposób. Dlatego też nie miała absolutnie żadnego pojęcia co powinna zrobić, żeby wyjść z tego z jak najmniejszą ilością obrażeń.
- To brzmi jakbyś nie planował mnie opuszczać. - popatrzyła na niego z uśmiechem udawanego zaskoczenia. Choć tak naprawdę nie spodziewała się tego po Łowcy. Odwróciła głowę, zastanawiając się nad jego słowami. Nie umiała odpowiedzieć na jego pytanie w prosty sposób. Nie była pewna, co dla niej znaczy życie. Tak wielu rzeczy nie była jeszcze w stanie powiedzieć z pewnością, z której byłaby zadowolona. - Czy warto dla jednej chwili zapomnienia, żałować czegoś do końca swoich dni? - popatrzyła na niego, także zamyślona. - Czy jedno dobre wspomnienie może być wystarczającą rekompensatą smutnego życia? - zmarszczyła brwi, jakby to pytanie miało być skierowane do niej, a nie do niego. - Nie wiem, Bleys. Za bardzo się waham, żeby Ci odpowiedzieć szczerze. - jej spojrzenie wreszcie nabrało wyrazu, kiedy skierowała je na Łowcę. Uśmiechnęła się lekko, bo jej myśli były zgodne z jej sumieniem i przekonaniami. Chciała poznać odpowiedź na to pytanie.
Jego tajemniczy uśmiech wywował w Ignis jedynie uniesienie brwi. Zastanawiała się co jej powie, choć z drugiej strony nie chciała o tym słuchać. Miała inne tematy do rozmyślań niż sposoby podrywania kobiet w tych stronach. Pokręciła głową ze zrezygnowaniem i uśmiechnęła się drapieżnie. To, że ten Łowca był między innymi łowcą kobiecych wdzięków, powinno pozwolić jej w utrzymaniu swoich uczuć na wodzy. Chciała teraz wierzyć w to, że dla niego nie znaczyło to wiele. Przynajmniej w przyszłości ustrzeże się rozczarowania.
- Całkiem cwane. I nie myśl sobie, że oczarujesz mnie tym Duronorem. - puściła mu oczko i zaśmiała się krótko. - Używam jego imienia z przyzwyczajenia, a nie wiary. - wzruszyła ramionami, jakby to miało zamknąć temat.
Mistyczka nie miała już żadnych bliskich. Rodziny nie miała nigdy. Przyjaciół..? Nawet jeśli tacy byli, to musiałby być to niesamowicie dziwne relacje. Była zakochana raz i póki co nie zamierzała wpadać w pułapkę miłości. Miała tylko konia. Bała się wszelkich innych relacji, więzi i bólu, które ze sobą niosą. Zawsze była sama. Przeszedł ją zimny dreszcz, zacisnęła mocniej dłoń na ramieniu i przymknęła oczy. Nie odpowiedziała nic na jego stwierdzenie, że także zazdrości jej odwagi. Mistyczka po prostu nie miała nic do stracenia, a podążała jedynie za swoimi zasadami, zarówno tymi narzuconymi, wyuczonymi, jak i własnymi. Nie było na świecie nikogo, kto przejąłby się jej niepowodzeniem.
- Obraliśmy kurs przez Stary Las, kupcy mieli się tam w coś zaopatrzyć. Nie miałam okazji jeszcze się tam zjawić. - dopiero po chwili na niego spojrzała. Uśmiechnęła się spokojnie, sięgając po swoją podszytą futrem kurtkę. - Chcę tam dotrzeć jak najszybciej.

<zt+Bleys>
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 11.09.2016, 19:02 przez Ignis.)









10.09.2016, 15:55
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna