Karczma "Dębowy Skarbiec"

STRAŻNIK
Goście karczmy przysłuchiwali się chwilę pytaniom Mistyka, jednak widocznie ich nie zainteresowały, gdyż wrócili do dawnych rozmów



arczmarz w ciszy wysłuchał przydługiego monologu Corristo, wycierając przy tym powoli blat. Robił to jakby od niechcenia, żeby zająć czymkolwiek ręce w oczekiwaniu aż Mistyk skończy swój wywód. - Strasznie dużo gadasz jak na nowo przybyłego. - rzucił ponuro. Po chwili jednak się uśmiechnął, a potem nawet rubasznie zaśmiał. - Żartuję, oczywiście. Dobrze będzie porozmawiać z kimś kto ma coś do powiedzenia. Sam widzisz jak się tu rozmowy ostatnio odbywają. Zacznijmy od końca. Dagna! - Krzyknął za siebie, w stronę zaplecza. - Przynieś na tu jadło, tylko na jednej nodze! I jakiegoś piwa! - Karczmarz odwrócił się, po czym mrugnął do rozmówcy porozumiewawczo.
- Butelki i inne przyrządy najpewniej dostaniesz u Sanginusa. To nasz starosta. Był jeszcze jeden człowiek, Arterius. Miejscowy alchemik, a przynajmniej tak się kazał nazywać. Niestety nie przeżył ataku demona... - mężczyzna spochmurniał dosłownie na sekundę, po czym znowu dziarsko podniósł wzrok. - Kto wie, może coś jeszcze wala się po jego domu. To niedaleko, przy wschodniej ścianie muru. Sądzę, że nikt się nie obrazi jeśli będziesz chciał tam pójść. Lepiej żeby komuś się to przydało, a nie walało się bez celu. Sanginus co prawda mówił, że chciałby sam się tam rozejrzeć ale patrząc na to jak jest zajęty raczej nie znajdzie na to w najbliższym czasie chwili. Co do lasów dookoła... w sumie niewiele wiem. Wilki na pewno, może jakiś niedźwiedź czy dwa. Od kiedy pojawił się demon niezbyt przejmowaliśmy się czymś mniejszym od niego. A, właśnie, demon! To to cholerstwo tak napsuło nam krwi... delikatnie rzecz ujmując... - rzucił na zakończenie krótko, jakby nie chciał kontynuować tematu. Trzeba mu było przyznać, wyczucie z gadką miał niezłe - wraz z jego ostatnimi słowami przed nosem Corristo pojawiła się taca z jedzeniem i kufel piwa. Wspaniale pachnąca, pieczona nóżka kurczaka aż prosiła się o zjedzenie jej.

01.02.2018, 00:46
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

iepło bijące, z kuchni która znajdowała się na tyłach baru, rozgrzała Corristo, do tego stopnia, że krople potu pojawiły się na jego czole. Silna woń przypraw i różnego rodzaju trunków, unosiła się po całej karczmie, podsycając jedynie apetyt mistyka. Cisza, która panowała w całej sali wydawała się czymś nietypowym, jak na miejsce, w którym przyszło mu spędzić czas, jednakże sprzyjała wysłuchaniu karczmarza, który udzielał mu niezwykle ważnych informacji. W trakcie opowieści karczmarza, widać było, że nieco z przymusu stara się zachować kulturę, ponieważ nawet on w obliczu niedawnych wydarzeń, odczuwa grozę i smutek, mimo faktu iż nie wyglądał na osobę o słabej konstrukcji psychicznej.
  Rozmowa okazała się być bardzo owocna w użyteczne informacje. Pierwsza pozwoliła ustalić osobę, z którą finalnie Corristo będzie mógł dobić targu i nabyć potrzebne mu przedmioty. Kolejna zaś dawała nadzieję, na to, że w szczątkach domu alchemika Arteriusa, możliwe będzie odnalezienie jakiejś użytecznej aparatury bądź innych przedmiotów, które ściśle łączą się z jego profesją. Za cenę obiadu, który de facto napełni treść żołądka i rozgrzeje go przed dalszą podróżą, uzyskanie takich informacji okazało się niezwykle fortunną transakcją. W końcowej fazie rozmowy, słychać było niechęć mężczyzny do ciągnięcia tematu dotyczącego demona, dlatego Corristo postanowił nieco perswazyjnie podejść adwersarza, dają mu dwie opcje do wyboru, z czego pierwsza zachęci go ostatecznie do zredagowania informacji dotyczących demona, druga zaś kurtuazyjnie da mu do zrozumienia, że może sobie darować ten temat, pozostawiając po sobie dobre, empatyczne wrażenie.
- Dziękuję Ci za tą wyczerpującą odpowiedź, informacje, które uzyskałem podczas naszej rozmowy są dla mnie bardzo satysfakcjonujące. Do tego gościsz mnie pod swoim dachem i oferujesz ciepłe jedzenie oraz kufel porządnego piwa. Za to wszystko jestem ci dozgonnie wdzięczny. Rozumiem twoje uczucia i nie będę już wypytywał na temat demona, który was nawiedził - wypowiadając to słowo, ściszył głos, tak by tylko karczmarz usłyszał "demon", tak, by nie rozjuszać innych osób znajdujących się w karczmie, co mogło by doprowadzić do niepotrzebnych nieporozumień - Pytałem tylko dlatego, że w przeszłości te same istoty - ponownie ściszył głos, robiąc to za każdym razem gdy będzie nawiązywał do słowa "demon" i pochodnych - w przeszłości pozbawiły mnie moich przyjaciół, którzy byli dla mnie niezwykle ważni. Tamte wydarzenia popchnęły mnie na ścieżkę mistycyzmu, by móc zbierać informacje i w przyszłości zabijać te plugawe stwory. Dlatego tak mnie to ciekawiło. Ale wystarczająco dużo się od Ciebie dowiedziałem. Po za tym istnieje mnóstwo ksiąg i zwojów, które je opisują, więc nic straconego.
W międzyczasie na ladzie pojawiła się taca, z obiecująco wyglądającym jadłem oraz kufel piwa, który miał ukoić jego pragnienie. Zważywszy, że większość czasu spędził w podróży, jedząc dość mało wyszukane i bardzo proste rzeczy, taki obiad w karczmie był dla niego czymś odmiennym, wyróżniającym w jego dotychczasowym życiu.
- Raz jeszcze, dziękuję Ci za strawę. Pozwól że przystąpię teraz do konsumpcji tego zacnego jadła. Jeżeli byś sobie coś jeszcze przypomniał, co mogłoby mi się przydać lub masz jakieś pytanie, bym mógł Ci się zrewanżować, bardzo chętnie ponownie przystąpię do rozmowy.
  Kończąc swój krótki monolog, Corristo przystąpił do jedzenia, które zamówił. Przez chwilę chciał zacząć jest rękoma, jak to miał w zwyczaju, zważywszy na dość długi pobyt w głuszy i na pustkowiach, jednakże w ostatnim momencie opamiętał się i chwycił sztućce w dłoń. Podczas zajadania się, postanowił, że pierwszym miejscem, do którego się uda, będą gruzy domu alchemika, a następnie uda się do starosty Sanginusa. Kończąc posiłek i przechylając ostatni łyk kufla, czekał czy karczmarz powie mu jeszcze coś ciekawego. Jeżeli tak by się nie stało, uiści odpowiednią opłatę za jadło i pozdrowi karczmarza skinieniem głowy, po czym ruszy w dalszą podróż, tak jak to sobie wcześniej zaplanował.
Gracz opuścił wątek
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 18.02.2018, 22:10 przez Corristo.)

12.02.2018, 00:13
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

STRAŻNIK
Ruch powoli wracał do karczmy. Wszyscy przyzwyczaili się już do nowego gościa i zaczęli ponownie rozmawiać.



arczmarz pokręcił jedynie głową na potok słów Mistyka. Widocznie lubił rozmawiać ale wysłuchiwanie monologów było mu obce. Zostawił więc Corristo ze swoimi planami i miską jedzenia, która bardzo szybko zaczęła się opróżniać. Trzeba było przyznać jedno - ktokolwiek przyrządził te przysmaki dobrze znał się na swojej robocie. Idealnie wysmażone, doprawione też znośnie - zważając na obecną sytuację miasta, aż nazbyt znośnie. Po prostu wyśmienite jedzenie po tak długim czasie pobytu w głuszy.
- Należą się cztery srebrne smoki. - rzucił uprzejmie karczmarz, gdy zobaczył pusty talerz przed swoim gościem. Może nieco wygórowana cena ale cóż... jakoś trzeba sobie radzić w tych ciężkich czasach.
Dom alchemika nie był ciężki do znalezienia. Był dokładnie tam gdzie wskazał karczmarz. A przynajmniej to co z niego zostało. Demon musiał dostać się do środka przez jedno z okien, gdyż w ścianie budynku wiała potężna dziura, a wszędzie walało się szkło. Środek też nie wyglądał zachwycająco. Wszystko poprzewracane i połamane. Na środku pokoju znajdowała się wyschnięta już plama krwi - wszystko co pozostało po poprzednim rezydencie.




Następny odpis tu
18.02.2018, 19:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

STRAŻNIK



roga była długa i męcząca, z każdym krokiem jednak Tandara była coraz bliżej domu. Czy raczej miasta, z którego pochodziła, gdyż ciężko było to miejsce nazwać prawdziwym "domem". Już z daleka zauważyła, że wiele zmieniło się w Peronie od czasu gdy uciekła. Po pierwsze - z tego co pamiętała miasto nie było aż tak zniszczone, a po drugie ludzi było jakby mniej. Po krótkim rozeznaniu dowiedziała się o niedawnym ataku demona, który później zniknął równie niespodziewanie co się pojawił. Podobno w jego pokonaniu pomógł nieznany nikomu mistyk, który poświęcił swoje życie w walce oraz lokalny Łowca, który chwilę po walce wyjechał w pośpiechu z miasta. Nikt nie chciał wracać do tamtych wydarzeń, więc informacje, które otrzymała dziewczyna były wyjątkowo niejasne. Wiedziała jednak gdzie najlepiej było je zdobyć. W miejscu, w którym spędziła większość swojego młodego życia.
Karczma nie zmieniła się prawie w ogóle. Dalej śmierdziała piwem, zaś ze środka rozbrzmiewały wesołe głosy, tak bardzo niepasujące do panujących w mieście nastrojów. Dźwięki lutni i towarzyszący im radosny, damski głos świadczył o wizycie nowego barda w mieście. Po wejściu do środka Łowczyni zobaczyła przepełniony pokój, w którym piwo lało się strumieniami. Ludzie ponownie zaczęli uczęszczać do karczmy pomimo niedawnych wydarzeń. Życie powoli wracało do Perony, a zaczynało się ono właśnie w tym miejscu. Dziewczyna nie kojarzyła wszystkich twarzy, zwłaszcza grupki uzbrojonych mężczyzn, siedzących na środku sali, jednak pewnym było, że ona została rozpoznana.
- Na Duronora! Tandara, to ty?! Dziewczyno, zniknęłaś tak nagle, że baliśmy się, że ktoś Cię porwał! - rozbrzmiał głos karczmarza, który wychylał się niebezpiecznie zza kontuaru, przypatrując się stałej bywalczyni. Na dźwięk jego głosu wszystkie twarze zwróciły się ku niej, zaś kilku mieszkańców, którzy ją rozpoznali, wybuchnęli wesołym gwarem. Co by nie mówić pozostawiła tutaj nawet dobre, chociaż może trochę bolesne wspomnienia. - Chodź no tutaj, niech Ci się przyjrzę! Dagna! Dagnaaaa! Kufel najlepszego piwa przynieś! Tylko w podskokach! - krzyknął przez ramię w stronę zaplecza. O ile karczma była wesołym miejscem teraz stała się czymś więcej. Domem, który Tandara tak dobrze znała.

11.06.2018, 09:01
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Idąc do Perony, Tandara z jednej strony czuła ciekawość połączoną z nutką nostalgii, a z drugiej skrajne obrzydzenie. Gdyby nie jej cholerny wuj i cała tamta sytuacja, pewnie nie musiałaby stąd wynosić się jak szczur pod osłoną nocy. Mimo to wybrała tamtą drogę, by chronić siebie i dać szansę na lepsze życie. W ostatecznym rozrachunku nie wyszło tak tragicznie, ale z pewnością miała nieco większe oczekiwania, niż jakaś podrzędna praca w zajeździe.
Co gorsza, słowa tamtego wędrowca okazały się prawdą. Początkowo myślała, że plecie głupoty, byleby dostać smoki na jakąś strawę, a wiadomo osiadła gawiedź ciekawa co dzieje się w wielkim świecie, ale jednak jego plotki okazały się prawdziwe. Na domiar złego inni mieszkańcy niezbyt ochoczo dzielili się informacjami. No cóż, będzie musiała iść tam, gdzie ludziom języki same się rozplątują, a przy okazji... Odwiedzi swoich dobrych znajomych. Uśmiechnęła się, patrząc na drzwi karczmy. Była pewna, że o ile w Peronie trwała swoista żałoba, o tyle nie dotyczy tego budynku.
Odważnie weszła do przybytku, gdzie zwykła spędzać większość czasu wolnego. Jeśli miałaby wskazać miejsce, w którym czuła się najlepiej, to właśnie w karczmie. Z resztą kiedy tylko weszła do środka uświadomiła sobie, że miała rację... Nic się nie zmieniło, no może poza bardem, ale tyle to szczegół.
Na przywitanie karczmarza, uniosła dłoń do góry, następnie zginając ją w dość pokracznym machnięciu. Cała sala patrzących na nią oczu jakoś nie robiła wrażenia, póki nie próbowali jej rozebrać wzrokiem, dlatego też na jej twarzy dalej gościł uśmiech.
- Dajże spokój! Mnie to nawet Thorana syny porwać by nie chciały! - Zażartowała, kiedy podeszła nieco bliżej do kontuaru. Nawet nie poczuła, kiedy obraz w lewym oku zaczął się rozmazywać. Mimowolnie otarła dłonią twarz, pojmując że się naprawdę wzruszyła. To miłe, że miała na świecie miejsce, do którego mogła wrócić.
- Przyjrzeć się? Nadal mam takie same, posklejane włosy. - Wystawiła język, śmiejąc się z własnego wyglądu. Chociaż fakt, nie pogardziłaby teraz jakimś trunkiem, byleby był zdatny do picia.
Mając moment, zastanowiła się co się zmieniło tutaj. O ile nie dziwiło ją, że w karczmie pojawiły się zupełnie nowe twarze, o tyle osoby z uzbrojeniem nieco ją dziwiły. Może przyszli tutaj ze względu na to co się ostatnio wydarzyło i oczekują powtórki... A może Abaddon ich wie. Teraz i tak wolałaby spędzić czas w doskonale znanym sobie stylu.
11.06.2018, 10:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

STRAŻNIK



ardka zmieniła nieco melodię, przechodząc płynnie w szybkie, taneczne tempo. Część ludzi zaczęło wesoło przytupywać. Karczma, o ile było to możliwe, jeszcze bardziej zatętniła życiem. Takie drobne radości były szczególnie chętnie widywane w tych mrocznych czasach, a powrót Tandary do domu zdecydowanie do takich momentów należał.
Karczmarz podał jej kufel złocistego, spienionego piwa, którego smak przypomniał jej o dzieciństwie. Z tą delikatną różnicą, że było mocniejsze niż kiedy ostatni raz go tu próbowała. Widocznie mężczyzna uznał, że na tak doniosłe wydarzenie nie będzie rozcieńczał trunku z wodą. - Opowiadaj, dziewczyno! Co się z tobą działo? Widzę, że los był dla Ciebie łagodny, wyjechałaś w idealnym momencie. To, co się tu niedawno stało... - wzrok karczmarza chwilowo spochmurniał, gdy ten zapatrzył się bezmyślnie w przestrzeń. Po chwili jednak mrugnął parę razy, a uśmiech wrócił na jego twarz - No, nieważne. Teraz już po wszystkim. Lepiej powiedz co się z tobą stało! Tak nagle wyjechałaś!
- Właśnie, piękna, powiedz coś o sobie - odezwał się głos zaraz za nią. Jeden z uzbrojonych mężczyzn podszedł do niej, po czym oparł się o kontuar, przypatrując się z zaciekawieniem dziewczynie. Był młody, miał może jakieś 25 lat, nie więcej. Jedno trzeba było mu przyznać - jego wzrok utkwiony był w oczach Tandary i nie wędrował nigdzie indziej. Jego towarzysze nie byli tak powściągliwi głośno komentując walory dziewczyny.

12.06.2018, 10:42
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Kiedy tylko dostała kufel w swoje łapki, natychmiast nadstawiła swój nos, byleby nawdychać się tego zapachu. Ciekawe, że po tylu latach samego picia, a dodatkowo pomocy przy barze, w dalszym ciągu czując tę woń, jej twarz nabierała wyraz błogiego spokoju i spełnienia. Fakt, że porównywała później trunek z innymi już spróbowanymi, by wydobyć smak, który będzie ją cieszył po wieki... A może sama nauczyłaby się ważyć takiego browara, bo co swoje to swoje!
Zdecydowanie smakował lepiej niż ostatnio, w końcu nie potraktowali jej jak smarka, tylko kogoś dorosłego. Aż cieplej się jej na serduszku zrobiło.
- Ano, ano obiło mi się o uszy, dlatego też z resztą wróciłam. Wolałabym wiedzieć, czy moi znajomi dalej są równie zdrowi co pijani. - Jakby nie patrzeć właśnie tylko ludzie przesiadujący w karczmie mogli być nazwani przez nią znajomymi.
- A co ja robiłam... Niech pomyślę... - Zaczęła się zastanawiać o czym warto opowiadać, a co lepiej pominąć, ale po chwili dała sobie z tym spokój.
- Nie no, dej ta spokój. Na życie trzeba było coś zarobić, a dawanie cnoty po nocach przyjezdnym mnie nie interesowało. Wiesz jak to z tym staruchem było, wiecznie gdzieś chlał, a złamanego smoka nie dał. - Spojrzała dość wymownie na obcego, który akurat zaczął zabiegać o jej uwagę. Miał szczęście, że jego wzrok nie uciekł niżej.
- Masz kamyczka*, ale ty jesteś raczej nietutejszy. Inaczej byś mnie znał i wiedział jaka jestem. - Obdarzyła mężczyznę uśmiechem godnym złośliwca z oficjalnie dobrymi zamiarami. Później jeszcze kątem oka zerknęła na jego kolegów, którzy chyba prosili się o lanie, albo przynajmniej klasyczną burdę tutaj... Tylko czy ludzie ochoczo rzuciliby się na nich?
- A swoją drogą nie wiesz co u Gogara albo tego chędożonego, starego ochlejmordy? - Zaczęła teraz się zastanawiać, czy chałupa będzie zdatna do mieszkania, a może demon roztrzaskał ją w drobny mak.
- Gogara kupę lat nie widziałam, a dobrze by było mu złożyć wizytę. - Miała nadzieję, że dowie się czegoś interesującego. Z resztą sama doskonale wiedziała, co stało się z jej wujem, ale czy Perona stworzyła własną historię na temat jego zniknięcia?

* Kamyczek w przypadku Tandary oznacza punkt
12.06.2018, 18:56
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

STRAŻNIK



a wieść o "kamyczku" mężczyzna uniósł pytająco brew jednak nie dopytywał się o to zbytnio. Widocznie uznał, że w Peronie takie już panują powiedzonka. Będąc nieco zignorowany poprosił karczmarza o kufel piwa, bardziej rozparł się o bar i zaczął przysłuchiwać się rozmowie Tandary z właścicielem przybytku.
- Gogar? Tego starego pierdziela sam Duronor nie byłby w stanie ubić. Nie dość, że przeżył całą tę sprawę z demonem to jeszcze w spokoju dalej pracuje! - odpowiedział karczmarz ku ogólnej uldze dziewczyny. - Mówię Ci, dziewczyno, on jeszcze przeżyje nas wszystkich. A co do twojego wuja... cholera go wie. Zniknął pewnego dnia. Przez chwilę myśleliśmy, że chleje gdzieś po wioskach ale długo nie wracał to ludzie zaczęli pytać. Jednak wiesz, był miejscowym głupkiem. Bez obrazy - dodał po chwili, unosząc ręce jakby nie chciał obrazić Tandary tym, że źle się wyraża o jej rodzinie. - Tak czy inaczej, ludzie w końcu zaczęli go szukać, pytać po wioskach ale nikt go nie widział. Przeszukali nawet wasz dom ale szybko przestali. Podobno tak się tam zapuścił, że śmierdziało w nim jakby coś tam zdechło. Chyba po prostu poszedł gdzieś pijany i coś go dorwało w lesie. Biedny głupek... - mruknął pod nosem karczmarz, kiwając powoli głową. Mimo wszystko był jego klientem i mieszkańcem Perony od wielu lat. Jego tajemnicze zniknięcie nie było rzeczą przyjemną, zwłaszcza w takich czasach.
Jeden z uzbrojonych jegomościów zaczął mówić coś podniesionym tonem, jednak nie przysłuchująca się wcześniej Tandara nie potrafiła powiedzieć czym się tak ekscytuje. W pewnym momencie wstał nagle, wyjął miecz z pochwy, uniósł go nad głowę jakby chciał zamachnąć się na siedzącego przed nim towarzysza... po czym padł na ziemię jakby waga jego własnego miecza była dla niego zbyt duża. Cała zgraja wybuchnęła śmiechem, a awanturnik próbował wyciągnąć rękę spod własnej broni jakby ważyła co najmniej tonę. Po chwili zmagań, gdy zaparł się całym ciałem, miecz odskoczył od ziemi trafiając nieszczęśnika rękojeścią w czoło, co wywołało jeszcze większy wybuch śmiechu. - Przepraszam za bałagan, czasami potrafią być odrobinę pochopni. - powiedział siedzący obok Tandary młodzik, ponownie unosząc do ust kufel z piwem. To, co własnie się stało nie wywołało na nim żadnego wrażenia, zupełnie jakby widywał takie widoki codziennie. - No, Ydriel, co to się stało, że się tak zbulwersowałeś? Idź się przewietrz zanim zrobisz z siebie jeszcze większe pośmiewisko. - powiedział, odwracając się do swoich towarzyszy. Nie odchodził od baru. Oparł się o niego plecami, spoglądając na uzbrojoną po zęby zgraję jakby byli bandą dzieciaków.

12.06.2018, 22:57
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

Została pozytywnie zaskoczona wieścią, że jednak jej dobry przyjaciel żyje i ma się całkiem dobrze. Będzie musiała do niego później podejść, żeby się przywitać, a przy okazji może dowie się czegoś więcej, bo te ludzie coś gadać nie chcą o tej całej masakrze z demonem w roli głównej. Nie to, żeby się dziwiła, ale miała nadzieję, że jednak pójdzie jej to łatwiej.
- On to jednak jest gość. Jak będziesz chciał mu coś dać, to mogę to zanieść. - Początkowo się uśmiechając, ale moment później nieco spochmurniała, bo jednak trzeba było wrócić do sprawy jej wuja. Na nazwanie go głupkiem jedynie machnęła ręką.
- Ja z jego krwi nie byłam, więc głupoty po nim nie mam. - Na wzmiankę o domu nieco się przekrzywiła, chociaż w głębi ducha odetchnęła z ulgą.
- Jak mnie ino coś tam zginęło, to się dowiem który mądry coś podwędził i mu pokażę, które pół dnia dłuższe... Z resztą, pewnie te jego nalewki czy inny szczoch tak trują powietrze. Będę musiała znaleźć co tak capi i wywalić to hen, a jemu wypadałoby chociaż symboliczny pogrzeb zrobić. Kmiotem był, ale i tak winien mieć jakieś miejsce. -
Wróciła do sączenia piwa, delektując się nierozcieńczonym smakiem. Wiadomo, że pewno w stolicy czy gdzieś indziej mogłaby dostać coś dużo lepszego, ale ten był swój, a domowe wyroby należało szanować.
- Ale widzę, że znalazłeś sobie zastępstwo za mnie. - Uśmiechnęła się, wskazując skinieniem głowy bandę wojowników. Z pewnością nie mogli przyciągnąć ludzi walorami swoich ciał, chyba że jakiegoś amatora męsko-męskich wrażeń, ale będąc takimi głupkami dawali rozrywkę ludziom. Przekręciła głowę, spoglądając na ich poczynania. Miała wrażenie, że coś jest tam nie tak, ale nie umiała powiedzieć co konkretnie. Czy to normalne, że ten miecz był taki ciężki, a zwyczajnie udają.
- Ale nie robią oni jakiś burd? - Zapytała niby zmartwiona, ale gdzieś tam było jednak słychać nutkę ekscytacji. Stara ona wręcz wołała o jakąś niezobowiązującą bitkę, nawet jeśli nie powinna, nie po tym jak dostała czyste piwo. Jeszcze wywalą ją stąd, ale z drugiej strony... Jak tutaj siedzieć i tylko siedzieć?! Aż upiła głębokie łyki złocistego płynu, żeby tylko na chwilę nie myśleć. Mimo to, słuchała tego co dzieje się w przybytku. Wolałaby nie stracić okazji.
13.06.2018, 00:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Karczma "Dębowy Skarbiec"

STRAŻNIK



arczmarz uśmiechnął się na propozycję dostarczenia czegoś do kowala. Widocznie faktycznie coś miał ale jak na razie nie puścił pary z ust. Przynajmniej nie o tym temacie. - O pogrzeb wuja nie musisz się martwić, ktoś już mu kopiec usypał. Chyba jakiś z jego wiecznie pijanych koleżków pomyślał w chwili trzeźwości o przyzwoitości. Grób stoi zaraz obok waszego domku ale niewiele już z niego zostało. A co do tych jegomościów - mężczyzna wskazał brodą na hałaśliwą bandę siedzącą przy stole. - Pomagają utrzymać porządek w mieście. Teraz jak większość strażników padła od demona Perona jest wyjątkowo podatna na cokolwiek co grasuje w lesie. A co do rozrób... - zaczął, jednak w zdanie wpadł mu nieznajomy młodzik, który stał obok - Nie robią absolutnie żadnych. Chyba, że ktoś ich szuka. - mówiąc to spojrzał na Tandarę jakby ją miał za właśnie taką osobę.
Sama gromadka uspokoiła się. Człowiek, który wcześniej wyciągnął miecz teraz siedział na skraju stolika naburmuszony, a reszta naśmiewała się z niego ile się tylko dało. Wyglądali na zaprawionych w boju ale na ile było to prawdą nie wiedziała. Nie rozmawiali o niczym konkretnym - trochę o pogodzie, trochę o niedawnych wydarzeniach, trochę o tej wyględnej córce karczmarza z fajnym tyłkiem... typowo najemnicze rozmowy, do których dziewczyna już zdążyła przywyknąć.

13.06.2018, 11:25
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna