Ostatnie wydarzenia fabularne
#1

Kod:
[b]Nazwa sesji:[/b]
[b]Uczestnicy:[/b]
[b]Krótki opis sesji / wynik[/b]: [text] (Maksymalnie 1600 znaków, inaczej będę bił) [/text]


Jeżeli któryś Mistrz Gry miałby obiekcję do tego tematu, zapraszam na PW. Administracja ma prawo do opuszczenia powyższego wzoru.


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







09.02.2013, 08:39
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#2

Cytat:Nie istniały czasy, w których Atarashii nie byłoby nękane przez duchy umarłych. Plotka, wśród ludu prostego głosiła, że za wszystko odpowiadali księża z górskich osad. Nie wiadomo ile w tym prawdy, a ile przesądów i domysłów, lecz nikt nie mógł pokładać w zwątpienie faktu, że odkąd mężczyźni w czarnych kapturach osiedlili się blisko miasteczka, zło krążyło po uliczkach, nękając mieszkańców i ludzi przybyłych. Kupcy już od dawna nie przybywali do miasta handlowego opodal Lothil. Głównie przez to, że jedyna droga, która do niego wiodła, biegła koło cmentarza poświęconego przez naszego zmarłego władcę Bonuma. Król poświęcił setki grobów, wojowników jego królestwa. Miejscy kramarze i kobiety na starówce, nie jednokrotne opowiadali niezrównane bajki, o tym jak ich najbliżsi posłyszawszy stukot kopyt i warkot wozów kupieckich, odchodzili podążając w stronę karawan, które ich przebudziły. Ludzie nie czuli się bezpiecznie także w swych domach. Obawiali się, że ich najstarsi praojcowie, umierając staną się bestiami żywiącymi się człowieczym mięsem. Matki bały się także o swe pociechy, ponieważ odkąd klątwa ciążyła nad miastem, szerzył się pomór, który dotykał nawet najmniejszych. Nie raz, nie dwa proszono barona, lub miejskiego pana Ryse o pomoc, albo zwołanie kompanii, która poradziła by sobie ze złymi duchami, a także wypędziła księży z górskich wiosek, których o ironio nikt nigdy nie napotkał. Jednak wielmożni pozostawali głusi na głosy swoich podwładnych. Oczekiwali od nich jedynie daniny, a pieniądze przyćmiły im umysł. Zakładam, że gdyby Bonum dalej żył tamta dwójka poszłaby na stryczek. Nie zdawali sobie nawet sprawy, że gdy wszyscy zginą, nikt nie będzie pracował na ich ziemiach, ani dbał o miasto. Lud prosty zdawał się porzucać wszelką nadzieję, lecz pewnego zimnego poranka zdarzyło się coś, co ich serca przepełnił żywy ogień. Dzwony kościelne zaczęły bić o nie stałej godzinie. Nie zwiastowały mszy, ani świąt narodzin Ilhezin, albo ostatnich dni żniw. Grały na część człowieka, który szedł osamotnioną drogą wprost do miasta. Ludzi nie zadziwiła jego odwaga, ani męstwo. Tylko fakt, że wszystkie duchy klękały przed nim, jak oni to robili przed baronem i panem Ryse...

Cytat: Cała sprawa zaczyna wymykać się spod kontroli. Nie zwykłem patrzeć na sprawy pesymistycznie, mimo to coraz więcej znaków mówi mi, iż należy coś zrobić. Powszechnie znana jest wybujała wyobraźnia wiejskich prostaczków. Jednak gdy dwudziestu zaczyna opowiadać to samo, trzeba to rozważyć, gdy takich jest pięćdziesięciu, wątpliwości znikają, a przy stu świadkach wiesz już, że musi być w tym prawda. Nie istniały czasy, kiedy Grimssdel było miejscem bezpiecznym. Pomijając oczywiście ludzkie występki, Kraken zawsze prowokował do zachowania ostrożności. Tym razem jednak wydarzyło się coś o wiele gorszego. Każde doniesienie było różne od poprzedniego, ale zgadzały się w jednej sprawie - smok zawitał na nieboskłonie i ukazał się oczom prostego ludu, wprawiając ich w panikę. Nie bierzemy na poważnie plotek o tym, jakoby ział ogniem lub też pluł jadem jak nam próbowano wmówić. Jednak był, a jego obecność może wprowadzić w konsternację. Chociaż skala problemu stanowiła kłopot, opanowaliśmy sytuację, stosując do tego różne środki. Zapomną o tym do końca tygodnia. Nie można pozostawić tego bez reakcji, dobrze wiecie, że są tylko dwie możliwości. Wojna wydaje się coraz bardziej prawdopodobna, wciąż nie wiadomo z kim lub z czym, zbyt wiele się dzieje. Czy wzmożona aktywność i niespotykanie działanie sił natury mogą mieć z tym coś wspólnego? Odpowiedź wydaje się bardzo niejasna, jest to zagadka niemożliwa w tej chwili do rozwiązania. Niezaprzeczalnym faktem pozostanie, iż zły zwiastun zawitał na niebie i wiele się mówiło o tym, jakoby podczas swojej wędrówki zasłonił ciałem słońce, sprawiając, że cień strachu padł na każdego obserwatora tego zjawiska. Ciekawostką pozostaje jednak, iż nie dostaliśmy żadnego zgłoszenia z Valen. W takich sytuacjach wiara w przypadek wydaje się błędem, gorszym od samego wątpienia w zajście całego zdarzenia. Przeprowadzony wywiad nie wykazał żadnych znaków, które mogłyby dowieść o takim zdarzeniu w innej części krainy. Pojawiły się pierwsze głosy, jakoby klątwa unosząca się nad miastem handlowym przeniosła się do Grimssdel. Jesteśmy dalecy od tego, aby dać wiarę tym doniesieniom. Wciąż więc pozostaje niejasny cel, jest więcej pytań niż odpowiedzi i po zbadaniu całej sprawy otrzymujemy tylko wzmożony niepokój oraz przedziwne przeczucie, iż nie jest to ostatnia zagadka, którą ciężko będzie rozwiązać.

Cytat:Od potyczki z Pariasem i resztą plugawej organizacji mijają dzisiaj kolejne lata. To dziesięciolecie minęło, a najbliższe czasy nie dają poznać się od dobrej strony. Śmiem powątpiewać, czy jesteśmy w stanie sprostać nowym zagrożeniom. Wiadomym było według wierzeń, że smoki istniały od początku. Jednakże niewielu dawało wiary w istnienie podniebnego żniwiarza. Są i tacy, co myślą jakoby Abaddon i żniwiarz to była ta sama istota. Jednak my drodzy bracia, zgłębiliśmy kilka cennych zapisków z poprzednich wieków i wiemy jak realne jest zagrożenie. Tajemnicze zdarzenia z miasta handlowego i Grimssdel napawają mnie wielkimi obawami co do wskrzeszenia umarłego wieku. Zapiski nie kłamią, bowiem wiek błękitnego płomienia istniał, lecz kto drodzy Panowie, w dzisiejszych czasach pamięta o tym co było pół wieku temu? Zwłaszcza, że od błękitnego płomienia minęło ponad dwa wieki! Jesteśmy otoczeni w większości prostaczkami niepotrafiącymi czytać i pisać, nawet i bardziej wykwalifikowane jednostki nie mają pojęcia o niczym przez brak dostępu do historii naszego świata. Być może zakapturzone postaci w okolicy miasta handlowego to zwykłe bajanie ludzi, jednak nie możemy tego lekceważyć. Od kiedy wybawiciele z Lothil uwolnili naszych starych nauczycieli, zyskaliśmy sposobność edukowania prostych ludzi. Z racji, iż rządy objął syn Bonuma, ja Arcymag Vanari będę służył młodemu królowi radą podczas, gdy Wy moi drodzy bracia wyruszycie na misję. Zanim to się stanie pragnę nadmienić jeszcze jeden problem. Krainy zostały powiększone o nowe gatunki potworów. Nowe różnorakie krzyżówki bynajmniej nie zapowiadają niczego dobrego. Pierwsze doniesienia otrzymałem od urzędnika z Valen, jakoby transport żywności przepadł na rozdrożu dróg do Lothil i Grimssdel. Kobieta, która uszła z życiem zeznała, że żaden diabeł nie był podobny do tej kreatury, która napadła podróżnych, a która winna już dawno znaleźć się w miejskim bestiariuszu. Następne doniesienia tylko utwierdzają fakty. Jak dużo nowych wrogów mamy się wystrzegać? Chwilowo tylko Teolia nie daje żadnego niepokojącego znaku. Boję się, że jest to prawdziwa cisza przed burzą...


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







19.01.2014, 01:05
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#3

Cytat:Od: Naczelnika Straży Azaratu
Do: Starszego Strażnika Dzielnicy Żebraków

Martwią mnie ostatnie doniesienia o Medeis. Jeśli wierzyć pogłoskom, zawędrowali w pobliże Azaratu, aby przyjrzeć się atakom demonów na nasze miasto. Wyniosłem wiele informacji z bibliotek o członkach tego ugrupowania i wiem, że jest to coś na co nie możemy sobie pozwolić w Azarat. Nasza Straż będąca dla reszty krainy przykładem tego, jak radzić sobie z hołotą oraz jak pilnować porządku - nie może zezwalać, aby tego typu persony przechadzały się po ulicach bez reakcji. Dlatego zarządzam podwojenie ilości strażników patrolujących miasto, szczególnie w Dzielnicy Żebraków. Tam będzie im się najłatwiej ukryć, pośród tego całego brudu i tałatajstwa. Przypomnij proszę swoim podwładnym że jeśli wydarzy się jakiś nieoczekiwany incydent, to na ich barki spadnie odpowiedzialność i zostaną oni srogo ukarani za swoje niepowodzenie. Wysyłam wam rysopisy oraz dokładny opis tych przestępców. Każdy ma je znać na pamięć! Nadaję tej sprawie rangę priorytetu, a członków ugrupowania Medeis uznaję za najbardziej poszukiwanych przestępców w całym Azarat. Powtórzę to jeszcze raz, nie możemy sobie pozwolić, aby jakiś incydent z ich udziałem zbrukał piękne imię naszej straży. Ufam, iż zadbasz, aby coś podobnego nie miało miejsca.
14.02.2014, 02:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#4

list napisał(a):Nie mają najprostszego życia Arcymagowie, oj nie mają... Nie dość, że muszą zajmować się sprawami najwyższej wagi, to jeszcze przychodzi im porządkować burdy w karczmach. Tym razem do niecodziennego incydentu doszło w karczmie o uroczej nazwie "Zbój". Naoczni świadkowie opisują to jako "wielkie mordobicie", "zupełny chaos", "masowe rzyganie" czy "orgię flaków i posoki". Wszystko to sprawiło, że przebywający tam Arcymag postanowił zareagować, a mowa o znanym Arcymagu Daimonie. Nie do końca jednak wiadomo, jakie konsekwencje wyciągnął sędziwy czarodziej w stosunku do prowodyrów bójki. Niektórzy twierdzą, iż zostali oni zamienieni w muchy lub dżdżownice. Inni wspominają o wywołaniu u winowajców rozstroju żołądka, który będzie męczył bandytów przez cały miesiąc. Zaistniała również ciekawa teoria, jakoby Arcymag za pomocą teleportacji rozesłał drabów w przeróżne, najbardziej niebezpieczne części świata. Wydaje się to mało prawdopodobne, choć nikt nie wątpi, że byłby do tego zdolny, jednakowoż nie podejrzewa się go o aż tak okrutne działanie na rzecz jakichś zakichanych, pijanych darmozjadów. Cóż... Jak to się mawia: "wszystko co dobre, pójdzie prędko w żyć" i tak cała sprawa zakończyła się nieprzyjemnie, bo poza uszczerbkami na zdrowiu, zdarzyły się też ofiary. W samej bójce zginęło dziewięć osób, w związku z ranami odniesionymi w walce, mówi się o kolejnych sześciu poległych. Wielu ludzi zostało wygnanych lub pobitych za "obniżanie poziomu miasta". Podobizny najzagorzalszych wojaków zostały rozrysowane i porozwieszane po całym Valen. Aktualnie nie są tam mile widziani i szczerze doradza się omijać im to miasto szerokim łukiem. Właściciel karczmy, który również brał udział w walce został pozbawiony praw do owego lokalu i wyrzucony poza granice miasta. Istnieją niepotwierdzone pogłoski, jakoby został też dotkliwie pobity, aby nie zachciało mu się przypadkiem wracać do miasta portowego jakim jest nasz Valen.
Arcymag Daimon bardzo srogo zbeształ valeńczyków za to, jak ostro potraktowali uczestników bójki. Stwierdził, iż sam odpowiednio ukarał winnych, poza tym tego typu burdy zdarzały się i będą się zdarzać, więc nie było powodu do wykonywania tak agresywnych ruchów. Władze Valen odparły jednak, że karczma ta już od dawna nie cieszyła się zbyt dobrą sławą i jedynie obniżała poziom mieszkańców miasta, powodując, że mogło się ono źle kojarzyć. A jak wiadomo, miasto handlowe z zepsutą reputacją nie uciągnie długo w tak niebezpiecznym świecie jakim jest Atarashii.
Uważam królu, iż powinieneś rozpocząć pewne kroki względem naszej Rady. Do czasu mojego powrotu będę raportował Waszej wysokości wszelkie przewinienia z Twej dawnej prowincji.

Niech światłość Duronora chyli się ku naszemu królestwu!
Królewski Skryba
Antony Morgan


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







26.03.2014, 23:41
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#5

Cytat:
Drogi Malcolmie!
Ostatnio coraz mniej podoba mi się w Mieście Handlowym. Myślałam, że gdy się tu przeprowadzę, będę mogła liczyć na bezpieczeństwo i spokój. Nic bardziej mylnego. Wszędzie mówi się o dzieciach, które giną w nieznanych okolicznościach. Po prostu nagle znikają, jakby ich nigdy nie było. Wszyscy są zaniepokojeni, szczególnie ci, którzy mają własne pociechy. Co gorsza nikt nie wie co jest powodem tych zniknięć, a strażnicy zachowują się tak nieporadnie, że chyba nigdy tego nie odkryją. Mam wrażenie, że nikomu nie zależy na rozwiązaniu tej sprawy, a przecież ludzie są przerażeni! Jeśli tak dalej pójdzie, to wzniecą jakiś bunt!
Słyszałam pogłoski, że zatrudnili kogoś do rozwiązania tej sprawy. Cóż, lepiej niech się pospieszy, bo jak tak dalej pójdzie, to Miasto Handlowe spłonie albo całkowicie opustoszeje.
Stara Nina mówi, że to jakiś potwór zżera te dzieci i dlatego został zatrudniony Łowca. Ja w to jednak nie wierzę. Potwory atakują na cichych równinach, a nie w mieście. Przecież nagle dwunastka dzieci nie wpadła na głupi pomysł, żeby iść polować na bestie. Ludzie, kiedy się boją, tracą zdolność logicznego myślenia. Jestem pewna, że stoi za tym jakiś człowiek i to mnie przeraża najbardziej. Boje się nawet pomyśleć, co on robi z tymi dzieciakami.
Jakby tego wszystkiego było mało, podobno ktoś w Lothil widział demony. W to już naprawdę nie chce mi się wierzyć, pewne jakaś grupka kretynów naćpała się jakimś narkotykiem i teraz rozgaduje głupoty. Mimo wszystko ludzie są strasznie zaniepokojeni.
Jeśli sprawa się za niedługo nie rozwiąże, to nie wykluczone, że powrócę do Ciebie. Może i wieś nie daje mi takich możliwości jak Miasto Handlowe, ale jeśli mam to przypłacać życiem w ciągłym strachu, to chyba jednak sobie opuszczę.
Mam nadzieję, że u Was wszystko w porządku. Daj mi znać jak najszybciej!

Margarett.



Cytat:
Najdroższa Margarett!
U nas też nie jest zbyt ciekawie. Ostatnio spłonął dom starych Waydumów. Pamiętasz ich? Mieszkał tam Sten, ten stary idiota i ta jego obrzydliwa żona. Podobno napadli ich jacyś dwaj magowie, jednego udało się złapać. Wszystko to jest strasznie naciągane. Skoro byli na tyle silni, aby spalić ten dom, to jak mogli przegrać z dwójką wieśniaków?
Stara Waydumowa jest ranna, to wiem na pewno, nie wiem jak jest ze Stenem. Wiem natomiast, że jednego maga złapali, oskarżyli o jakieś tam bzdury, a potem Marc Rzeźnik odciął mu głowę. Nie byłem przy tym, wiesz, że nie przepadam za samosądami. Cholerni wieśniacy, zamiast oddać go strażnikom, to sami zabijają jak banda dzikusów.
Drugi z magów umknął, podobno uciekł z miasta. Inni mówią, że będzie się chciał mścić za śmierć wspólnika. Ciężko stwierdzić, jednak nikt nie chce go gonić. Oczywiście tylko ja miałem na tyle oleju w głowie, aby powiadomić o tym strażników. Może go gdzieś złapią? Mam nadzieję, bo muszę przyznać, że jestem trochę przestraszony tym wszystkim. Cholera wie co zrobi wkurzony mag. Mówią, że posługuje się jakąś nieczystą magią, czy coś takiego... bzdura, po prostu zwykły mag, którego wkurzyli, niech ich zaraza. Mimo wszystko, nawet byle podrzędny Akolita może spokojnie sobie poradzić z grupką wieśniaków.
Nie masz więc po co wracać, tu wcale nie jest bezpieczniej. Musimy się zastanowić co robić, bo w końcu któreś z nas musi się ruszyć. Może znajdziemy kompromis? Słyszałem, że Valen jest całkiem przyjemnym miejscem. No i mogłabyś tam rozwijać swoje talenty. Co powiesz na to?
Czekam na Twoją odpowiedź!

Malcolm



Cytat:Od: Strażnika Vierosa
Do: Naczelnika Straży Grimssdel
Naczelniku, otrzymaliśmy doniesienia z niedalekiej wsi o pewnym magu, który podejrzewany jest o kradzież oraz spalenie domu rodziny wieśniaków. Nie mamy dowodów na te czyny, jednak faktem jest, iż zanim zdążyliśmy zareagować, jeden akolita w tej wsi stracił głowę. Doszło do samosądu. Prawdopodobnie był to jego wspólnik, jednak tego też nie możemy potwierdzić.
Został on opisany jako chudy, średniej wielkości mężczyzna o czarnych włosach, w białej koszuli. Jego wygląd określany jest jako, tu cytuję, "cudaczny, jak u jakiegoś popaprańca". Cechy charakterystyczne: mała blizna przebiegające przez prawą brew. Przedstawiał się jako Cassavir.
Jak pisałem, nie jesteśmy w stanie potwierdzić zarzutów wieśniaków, faktem jest jednak, iż dom został spalony. Nie podejmuję się wysyłania za nim listu gończego, jednak według informacji, które uzyskaliśmy, kieruje się w stronę Grimssdel.
Doradzam uważać, na tego osobnika. Wieśniacy donoszą, iż jest niebezpieczny i włada groźną magią. Możliwe, że jak to często bywa w takich sytuacjach, ponosi ich wyobraźnia, jednak warto mieć się na baczności.
Czy mam podjąć jakieś działania w sprawie samosądu?



Cytat:
asza Wysokość, stała się rzecz okropna, doprawdy okropna! Odnoszę wrażenie, że sam Thorn nas przeklął i teraz zsyła plagę za plagą, tak jakby nie było nam dość niepokojów towarzyszących zmianie władzy.

Wasza Wysokość, Demony pojawiły się po naszej stronie gór! Wcześniej atakowały tylko na pustyni, teraz jednak jedna z wsi niedaleko Greathard została spalona! Całkowicie, nie ustała się żadna chata, wszystko zostało zrównane z ziemią! Nikt nie zdążył zareagować, wielu ludzi zginęło, zaledwie kilku zdążyło uciec. Nazwa wsi to Jelenie Wzgórze, znajduje się jakieś cztery dni drogi od Greathard. Oczywiście pobliscy Mistycy oraz Szamani zostali już wysłani i powoli opanowują sytuację, jednak wciąż potrzebna jest dodatkowa pomoc. Jestem w trakcie pisania listów, które porozsyłam do miast, z prośbą o wsparcie. Będziemy musieli im zapłacić, jednak sytuacja jest nagła. Nie możemy sobie pozwolić, aby wymknęło się to spod kontroli i spowodowało panikę wśród ludzi.
Trzeba będzie podjąć jakieś kroki w kierunku ochrony przed tymi plugastwami. Wiemy, że Azarat stworzył specjalny oddział Mistyków do walki z nimi. Być może my też powinniśmy o tym pomyśleć? U nas jednak musiałoby to być zorganizowane na większą skalę, ponieważ jeden oddział może nie wystarczyć. Kto wie, w ilu miejscach jeszcze zostaniemy zaatakowani?
Niestety, zapewne cała kraina już wie o tym incydencie. Musimy zareagować szybko i zdecydowanie, aby pokazać, że jesteśmy gotowi bronić Królestwa. Już i tak można usłyszeć wystarczająco wiele głosów o tym, że nie panujemy nad sytuacją. To może je nasilić, jednak daje nam też okazję, by pokazać naszą siłę! Nie możemy tego zmarnować. Jestem pewien, że Wasza Wysokość podziela moje zdanie w tej sprawie. Pozwoliłem sobie poczynić już kilka niezbędnych kroków i jeśli tylko dostanę pozwolenie, mam zamiar dalej zajmować się tą sprawą.
Będę regularnie dostarczał wiadomości w sprawie postępów w Jelenim Wzgórzu.

Niech Duronor da nam siłę do walki z tymi plugastwami.

Królewski Doradca
Gianno Reakvald
18.08.2014, 18:17
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#6

Nazwa sesji: Wdowa Curtis
Uczestnicy: Luthien, Nemeth, Tarhio
Krótki opis sesji/wynik: Trójka śmiałków otrzymała proste zadanie: znaleźć morderców męża wdowy oraz wyjaśnić całą sprawę. Jeżeli nie była to zaplanowana zbrodnia, lecz przypadkowy atak bestii, należało zapolować na nią i zabić. Śledztwo nie wydawało się szczególnie skomplikowane – bohaterowie za namową Curtisowej wybrali się do Mrocznej Puszczy, zamierzając sprawdzić jedną, najbardziej prawdopodobną wersję.
Miejscem zbrodni była niewielka polanka nad brzegiem niesławnego jeziora. Po drodze spotkano dozorcę, który przybliżył sylwetkę psychologiczną zmarłego, jak i historię związaną z najstarszym obszarem lasu. Opowieści o powtarzających się co kilka lat morderstwach i zniknięciach na obszarze, do którego zmierzali śmiałkowie, utwierdzały w tym, że w tej sprawie jest coś niepokojącego. Różne teorie snuły im się po głowach, lecz żadna nie sprawdziła się.
Docierając do celu od razu można było wyczuć w powietrzu magnetyzującą aurę. Wytrącała z równowagi, otumaniała umysł. Po krótkim przebadaniu niezmytych jeszcze przez deszcz śladów, Nemeth nawiązała telepatyczny kontakt z jakąś istotą. Miała przyjemny, kobiecy, niefrasobliwy głos; wywiązała się krótka rozmowa, podczas której szamanka podeszła do brzegu jeziora. Była to pułapka zastawiona przez rusałki, w wyniku której Tarhio zapadł się pod ziemię, zaś Nemeth ledwo uszła z życiem. W wyczekiwaniu na kolejny atak, szamani zdołali nawiązać kontakt ze zmarłym. Nie okazał się Johnem Curtisem, lecz jeszcze inną ofiarą. Po wypytaniu ducha, odkopano jego gnijącą głowę (świadectwo dokonanego morderstwa) i dano wieczny spoczynek.
Dwójka bohaterów, już bez wsparcia łowcy, postanowiła stawić czoła nadchodzącym rusałkom. Zrezygnowali z ucieczki. Mając do pomocy dusze, szamani zgładzili wrogów. Ciała rusałek, pięknych, zwodniczych istot, leżały porozrzucane po całym polu bitwy. Był to makabryczny widok dla ludzi przyzwyczajonych do udzielania pomocy, nie do zabijania.
Po powrocie do chaty Curtisowej, zastała ich niemiła niespodzianka. Krzyki, krew i dwójka złoczyńców. Jeden chciał zabrać syna wdowy, drugi zamierzał uciszyć świadków. Wywiązało się kolejne starcie, podczas którego zapanował chaos. Luthien zdecydował się bezpośrednio walczyć z drwalem, człowiekiem, który podobno miał nie żyć. Nietrudno było powiązać fakty ze sobą, aby wniosek nasuwał się sam: sfingowanie własnej śmierci.
Mężczyzna okazał się groźnym przeciwnikiem. Mając w dłoniach siekierę przeciwko ladze, szaman musiał kombinować, jak wyjść z tego cało. Na pomoc przyszła mu Nemeth, która ostatnim wysiłkiem zakończyła starcie.
Przy uzupełnieniu informacji rewelacjami wdowy, sprawę ostatecznie wyjaśniono. Na pytania dlaczego oraz po co John Curtis uknuł intrygę, uzyskano niezbędne odpowiedzi. Do wiadomości ludności Perony podano oględne fakty, które uświadomiły ich o bezwzględności zmarłego już zbrodniarza.
25.09.2014, 13:44
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#7

Mistrz Gry: Ja.
Nazwa sesji: Ki czort?
Uczestnicy: Koss, Conn
Krótki opis sesji/wynik:
Bohaterski Łowca, Conn, wraz z niemniej heroicznym (choć nie chodzi tu z pewnością o jego odwagę względem płci przeciwnej) Akolitą, czyli Kossem, spotkali się w pewnej karczmie, zwanej "Złotogrosz". Jak to nieustraszeni wojowie mają w zwyczaju, postanowili wsławić się pomocą biednym i udali się w stronę Jeleniego Wzgórza, którego losy są znajome zdecydowanej większości ludu Atarashii.
Mimo jednak pewnego wykształcenia i umiejętności czytania map u białowłosego oraz oczywistej orientacji terenowej Łowcy, nie udało im się wyznaczyć idealnie prostej drogi do wsi napadanej przez hordy piekielnych pomiotów. Zamiast tego trafili do innej, znacznie mniejszej wioski, w której postanowili przystanąć i upewnić się co do dalszej drogi. Nie dopytali jednak szczególnie dokładnie: zamiast podać drogę do miejsca, do którego dwaj podróżnicy zmierzali, został im wskazany inny teren, będący w środku pobliskiego lasu. W owym gaju było bowiem pewne wzgórze, które zostało przez miejscowego myśliwego ochrzczone "jelenim" z jemu tylko wiadomych powodów. Chłopi odradzali wizytę w gąszczu, gdyż ponoć grasował tam demon (a jakże by inaczej - w Jelenim Wzgórzu, o którym dwóch mężczyzn myślało, miało ich być przecież po brzegi), za sprawą którego zaginęła dwójka ludzi. Miał się nim zająć miejscowy myśliwy. Kossjen ze swym towarzyszem stwierdzili, że zaczekają na jego powrót. Gdy jednak nie wracał do późnej nocy, postanowili zbadać sprawę na własną rękę.
Przedarłszy się przez las usiany niezbyt dobrze zamaskowanymi pułapkami, rzeczywiście rzucił im się w oczy demon. Ot, taki zwykły czort, ponad dwumetrowy, leżący pod ruinami chaty, porośnięty futrem. Po chwili okazał się być jednak... Zwykłym przebierańcem na szczudłach. A był on nikim innym, jak samym myśliwym. Opowiedział on nieszczególnie wzruszającą historię o tym, jak biedaczysko był rzekomo zaszczuty przez społeczeństwo, w jakim był. Chciał zwiększyć szacunek do siebie w oczach swoich znajomych, "pokonując" demona, jakiego sam stworzył. Pomagała mu jedna z zaginionych. Jednak losy drugiego nadal pozostawały niezbadane; była jednak późna noc i nie było sensu szukać go w takich warunkach, w dodatku bez źródła jakiegokolwiek światła. To jednak przybyło im z odsieczą. Prawdziwy, potężny, płonący pomiot piekieł. Z tarczą zrobioną z człowieka, najpewniej zaginionego z wioski. Najpewniej po prostu oddalił się od tego "prawdziwego" Jeleniego Wzgórza nieco dalej, niż było to zamierzone.
Od tej pory heroizm dwóch bohaterów został poddany w wątpliwość, gdyż żaden z nich nie był szkolony do walki z podobnym przeciwnikiem. Ten zaś zagrodził im drogę do wioski, zatem nie było innego wyjścia, jak uciekać głębiej w las. Żadna bestia większa od demona nie przychodziła im z pomocą. W sercu dość dużego, jak się okazało, gaju, było jakieś kamienne wejście do podziemi. Nie za małe, ale wystarczająco, by zmieścili się tam ludzie, zostawiając za sobą monstrum. Jednak nie na długo - czartowi udało się przedrzeć kilka minut później, oświetlając pomieszczenie. Okazało się mieć prawie, że całkiem adekwatny do sytuacji kształt trumny... I gigantycznego pająka na drugim końcu komnaty, wykonanego chyba z kamienia, ale wyglądającego bardzo realistycznie. Podłoga zaś była zdobiona tajemniczymi znakami, przypominającymi runy. Demon jednak nie zareagował na nie. Po kilkuminutowym biegu w tę i na zad, pełniącym funkcję unikania śmierci za wszelką cenę, podróżnicy, przypomniawszy sobie specyficzny kształt kłów u pająka, postanowili zaryzykować. I nawet słusznie. Zgryz kamiennej bestii okazał się być całkiem skomplikowany, bo po rozchyleniu dwóch, jak się okazało, dźwigni, Akolita i Łowca zostali schwytani przez rzeźbę, zaś demon - przez uaktywnione runy.
Szczęśliwie udało się im uciec śmierci, ale ponoć zostało na nich nałożone... Piętno Aandoka? Czy jakoś tak. Póki co, mogą jednak cieszyć się pełnią życia, zaś demon najpewniej jeszcze trochę w trumnie posiedzi.
Po powrocie do wioski, pospólstwo okazało swoją wdzięczność w licznych podarkach, takich jak własnoręcznie wykonana chusta, czy amulet z kasztana. Bogactwa na tym Koss czy Conn nie zdobyli, ale przynajmniej zyskali... Hm. Cóż, można powiedzieć, że zyskali życie, jakie - pchając się w objęcia jeszcze większej ilości demonów, jakie grasowały po Jelenim Wzgórzu - mogliby stracić.
27.01.2015, 19:49
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#8

Cytat:Drodzy mieszkańcy Atarashii

Z dumą i prawdziwą przyjemnością donoszę, iż plaga demonów w naszej krainie została powstrzymana! Niestety nie udało się ocalić Jeleniego Wzgórza, mimo to plugastwa zepchnięto pod same góry i zapewniam Was, że nie prędko odważą się ponownie nas zaatakować. Wszystko to zawdzięczamy armii mistyków z Azaratu oraz Lothil. Jesteśmy wdzięczni naszym zachodnim sąsiadom za pomoc, której nam udzielili. Nie wolno jednak zapomnieć o wszystkich śmiałkach, którzy stawili się, gdy kraina ich potrzebowała i dzielnie bronili jej własną piersią, nawet gdy przyszło im mierzyć się z tak potężnym przeciwnikiem. Wszyscy Wy, którzy byliście pod Jelenim Wzgórzem i pomagaliście w jakikolwiek sposób - wiedzcie, że wasze czyny nie zostaną zapomniane. Oczywiście nie ominie was nagroda.

Każdy, kto brał udział w walkach pod Jelenim Wzgórzem, powinien otrzymać odpowiednie potwierdzenie pisemne od któregoś z dowódców. Wraz z tym dokumentem możecie pójść do jakiegokolwiek budynku administracyjnego w Atarashii. W ramach mej wdzięczności, przypisuję każdemu z Was:

- 50 sztuk złotych smoków
- 100 sztuk srebrnych smoków
- Prawo nabycia obywatelstwa w dowolnym mieście Atarashii
- Prawo nabycia domostwa w dowolnym mieście Atarashii
- Prawo nabycia wierzchowa z królewskiej stajni

Odbierzcie to, bowiem należy się wam za wszystko co dla nas zrobiliście. Powtórzę raz jeszcze. Wasze czyny nie zostaną zapomniane! Niechaj łaskawy Duronor ma w opiece naszych bohaterów!

Władca Atarashii
Leonard Rancheron III


— STRONA ZNALEZIONA W LESIE MIRAŻU —
Każdy człowiek, jeśli tylko nie jest obłąkany, potrafi na pewnym poziomie
świadomości poznawać różne głosy, którymi przemawia jego wyobraźnia.







04.10.2015, 00:33
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#9

Nazwa sesji: Szepty wśród ruin
Uczestnicy: Luthien
Krótki opis sesji/ wynik: Na małą wyspę na północy zagnało Luthienia nie tylko zlecenie wykonania mapy tego miejsca, lecz także krótka opowieść Archibalda Madisona z Perony. Mając za towarzysza wnuczka starca, Aleksieja, powoli, krok po kroku, poznawali historię wyspy. Grzebiąc się w wydarzeniach sprzed wieków, przeczesali każdy skrawek ruin dawnej posiadłości. Napotkali tam także na staruszka Priama z jego osobistą gwardią, którego cel przybycia pokrywał się z ich.
Od samego początku silnie wyczuwany duch wodził Luthiena i Aleksieja za nos. Nawiązując z nimi kontakt, zmanipulował nimi, podając się za inną osobę. Wykorzystał ich. Szaman, nie zorientowawszy się w podstępie, omal nie doprowadził do tragedii na wyspy. Przesycona złem dusza wstała z martwych w wyniku skomplikowanego rytuału. Nie w pełni zregenerowana, wyglądając jak mumia, zaczęła zabijać innych ludzi, czerpiąc z nich siły.
Luthien, zdobywając się na odwagę, stawił jej czoła i ostatecznie wyrwał duszę z na w pół martwego ciała. Odnosząc zwycięstwo, zyskał jako szaman wdzięczność nie tylko Priama, lecz także zmarłych, uwięzionych przez wieki dusz niewinnych.
05.05.2016, 13:51
Przeczytaj Znajdź Cytuj
Ostatnie wydarzenia fabularne
#10

"Demon z Greathardu". Tak niektórzy ludzie z okolic wspomnianego miasta mówili o magu, jaki nagle stał się bardzo popularnym tematem na ustach pospólstwa. Mówiło się, jakoby czarownik dysponował maną o kolorze równie mrocznym, co serce samego Thorna. A to wcale nie jest nierozsądne dla ludzi zaznajomionych z naturą magiczną pewnej nielicznej dość grupy ludzi.
Mowa tu o Mistyku, jaki nagle stoczył się na samo dno. Mężczyzna - paradoksalnie, bo zrodzony, by przed piekielnymi stworzeniami móc siebie i innych obronić - nie zdołał odgonić od swego umysłu demonów przeszłości, samemu stając się czarnym charakterem. Wszcząwszy bijatykę w karczmie "Pod Dębem", gdzie do teraz po cichu się o nim wspomina - skończył wtrącony do lochów, gdzie postawiono mu ultimatum. Pójdzie na szubienicę... bądź "wyruszy na śmierć". Niewielka różnica, powiadają, choć na końcu drugiej drogi zapewne można było od wyzionięcia ducha uciec. Zwłaszcza dla Mistyka.
Ten wybrał zatem drugą opcję, wiążącą go z eskortą straży do Perony. Zyskał tam chwilę wytchnienia od zaszczucia przez innych ludzi; sam jednak godził się z takowym losem, a wręcz chwilami - prowokował go. I tym razem nie miał zamiaru odetchnąć i wypocząć. Natychmiast, bez zwłoki wyruszył na łowy. I choć postawa to iście bohaterska, tyleż nieroztropną okazała się być.
Tak samo, jak rozszarpywanie bezbronnych wręcz rybaków wracających niedawno z nieudanej pracy, strażnicy mogli - w nikłym świetle księżyca - zaobserwować rzeź, jaka dotkliwie poruszyła niedoszłego herosa.
Zanim zginęli sami. A za nimi... za nimi masakra poczyniła krwawe znamię na kolejnych osobach. Mężowie, starcy, kobiety, dzieci. Bednarze, drwale, rybacy, kury domowe. Potwór nie oszczędzał nikogo. Zniszczenia, choć nie tak przerażająco spektakularne, jak po napaści smoka, były niemal równie dotkliwe. Budynki w większości na pierwszy rzut oka wydają się być nietknięte, bliżej się zaś przyjrzawszy - ich drzwi lub okna zostały wybite, a gdzieniegdzie nawet i w ścianach ziały ogromne dziury. To co jednak dało się we znaki, to spadek populacji tego miejsca. Nieomal połowa wszystkich mieszkańców została zgładzona. Przez kolejne kilka dni ich wnętrzności, rozwleczone przez ściany czy bruk ulic, były zbierane przez przyjaciół czy rodzinę zmarłych - o ile jacykolwiek pozostali. Krew, flaki czy przerzucone przez latarnię jelito - wystające bezpośrednio z ciała jeszcze na wpół żywej staruszki - nie niosły za sobą zbyt pozytywnego uroku.
"Demon z Perony" - tak się mówi o monstrum, które dopuściło się do wspomnianej destrukcji. Pozostałość z Jeleniego Wzgórza, która dopadła miasteczko nieprzygotowane na atak czegoś tak groźnego. Jak się tam znalazła i jak udało się jej przetrwać kilka tygodni na tych terenach - nie wiadomo. Wiadomo natomiast jedno: ogromna żałoba potrwa z pewnością o wiele dłużej, niż naprawy. W trakcie ataku bowiem spłonęło i uległo zniszczeniom kilka budowli.
Nieliczni mówią tylko o Łowczym, który zdecydował się jeszcze przed ową masakrą na wyruszenie z miasta i anihilację bestii. W rozmowach wspomina się po cichu, jakoby miał dopaść bestię w jej własnej kryjówce. A moze zginąć w walce, zabierając ze sobą potwora? Jaka jest prawda, trudno orzec, choć po owym incydencie demon nie wrócił już w te okolice.
"Demon z Greathardu"; "Demon z Perony". Dwa byty starły się między sobą, obydwa odeszły w zapomnienie. Zostawiły za sobą tylko potworne konsekwencje, które zapamięta się jeszcze na długi czas.


Uczestnicy sesji: Sirit, Avaraad
17.10.2017, 07:24
Przeczytaj Znajdź Cytuj





Użytkownicy przeglądający ten wątek:
1 gości

formularz kontaktowy / Oznacz wszystkie działy jako przeczytane / Wersja Mobilna